środa, 18 lipca 2018

Zamykanie kościoła

"Minęła połowa lipca, kościół cały czas zamknięty."
O jakim to kościele mówił X Michał we wczorajszym słówku?  Czy tym przez małe "k" myśląc o budynku kościoła pw. Maryi Wspomożenia Wiernych w Poznaniu przy Wronieckiej 9, czy o Kościele przez duże "K" myśląc o Kościele Katolickim?
Ja myślę, że o obu i małym "k" zamkniętym w dni robocze od 20 grudnia przez ponad 23 godziny na dobę i dużym "K" zamkniętym od pół wieku na Prawdę o sobie samym.


Niedziela, 15 lipca 2018, połowa lipca, zdjęcie nr 9451 z godz. 7:49, kaplica - cela X Michała Woźnickiego, wystawione z zawiasów drzwi na korytarz z otwartym jak szeroko oknem. Dlaczego? 
By modlący się razem z X Michałem w kaplicy - celi przy zapalonych trzech świecach mieli czym oddychać, a wierni, dla których nie starczyło miejsca wewnątrz kaplicy, nie stali za drzwiami. Link do ogłoszeń niedzielnych : https://www.youtube.com/watch?v=IvaQg8xFWVQ

Ta sama niedziela 15 lipca 2018 połowa lipca, kolejne zdjęcie 9452 z godz. 8:20.
Zakonny korytarz, przez który przez ostatnie pół roku każdego dnia przechodzę wraz z innymi wychodząc z kaplicy - celi na klatkę schodową, na której to klatce schodowej w ostatnich dniach grudnia i na początku stycznia X Michał odprawiał katolickie Msze Święte po wyrzuceniu ich 20 grudnia 2017 przez ks. Dyrektora Arkadiusza Szymczaka z budynku kościoła przy Wronieckiej 9. 
Robię zdjęcie szczytowej ściany zakonnego korytarza. Na zdjęciu kartka z kalendarza "MAJ 2017" i skrawek mapy Rzeczpospolitej Polski.
Na kartce z kalendarza na dwóch obalonych poznańskich krzyżach poprzewracane litery z których po powrocie do domu udaje mi się odczytać wyraz "WOLNOŚĆ". Dla mnie, taka wolność, to symbol rewolucji w Kościele Katolickim jaka nim wstrząsa od połowy wieku jak nie i dłużej. 


I jeszcze raz ta sama niedziela, 15 lipca 2018, i następne zdjęcie nr 9453 z godz. 8:35.
Po wyjściu z klasztoru na plac parkingowy, na dawne boisko, któremu patronuje  figura św. Jana Bosko pod którą przez cały maj odprawiane były nabożeństwa majowe, bo kościół jest zamknięty dla wiernych tradycji, i gdzie wisi pięć ogromnych portretów  "Poznańskiej Piątki" błogosławionych męczenników oratorian salezjańskich wyrosłych na tejże tradycji, zamieniam kilka słów z wiernymi, którzy razem ze mną opuścili kaplicę - celę po Mszy Świętej Wszechczasów rozpoczynającą się w niedzielę o 6:30. Dla mnie jest to też okazja by po raz pierwszy, po 2. tyg. wymienić przez 8 - 10 minut z organizatorem I Zjazdu Rodu Szymczaków wrażenia pozjazdowe. Żegnamy się jak ojciec z synem, wsiadam do zaparkowanego na ul. Wronieckiej samochodu i po skręcie w Masztalarską widzę otwarte drzwi do kościoła i przychodzi myśl by choć na chwilę pokłonić się Jezusowi w tabernakulum, Jego Matce Wspomożycielce Wiernych i relikwiom (ziemią w urnie) błogosławionej Poznańskiej Piątki.
Na Masztalarskiej, na wprost kościoła roboty drogowe (na zdjęciu), pierwsze wolne miejsce do zaparkowania tuż za skrętem do Starego Rynku. Parkuję i wracam do "otwartego" kościoła. I tu szok. Przypominam jest niedzielny ranek. Zewnętrzne drzwi do przedsionka, gdzie na tablicy ogłoszeń widnieją godziny odprawiania Mszy Świętych niedzielnych: 8:00; 10:00 i 12:00 otwarte, ale by wejść do wnętrza świątyni nie sposób. Pozostaje klęknąć w kruchcie, pomodlić się i przez kratę zrobić zdjęcie. 

Prawdziwego szoku doznałem, gdy odczytałem w domu na komputerze godzinę zrobienia tego zdjęcia: niedziela 8:35, Przypominam Msza Święta była o 8:00.  Gdy po katolickiej Mszy Świętej Wszechczasów o 6:30 i modlitwach wyszedłem na parking była 8:20, a z wnętrza kościoła dochodziły dzwonki na Podniesienie. 
Miesiąc lipiec poświęcony Przenajświętszej Krwi Jezusa Chrystusa. Komunia Święta, Wielbienie Boga, Dziękczynienie, Błogosławieństwo, gdzie był czas na to wszystko? O której godzinie musiała się skończyć Novus Ordo Missae, że kapłan miał jeszcze czas na dziękczynienie po przyjęciu Ciała i Krwi Jezusa Chrystusa, gdzie był czas by ludzie mogli wyjść z kościoła, tak by kapłan miał czas na jego zamknięcie, rozebranie się z szat liturgicznych i opuszczenie świątyni  przed moim wejściem do kościoła o 8:35. 

A teraz połączmy te trzy analizowane zdjęcia i porównajmy kapłana z Chrystusem w czasie sprawowania ofiary Mszy Świętej a potem nas z Chrystusem i zadajmy sobie pytanie gdzie my jesteśmy, o ile jeszcze jesteśmy na niedzielnej Mszy Świętej.
Kapłan i Chrystus
1.
Idzie do ołtarza – Idzie na Górę Oliwną.
2.
Rozpoczyna Mszę św. – Rozpoczyna się modlić.
3. Przystępuje do ołtarza i całuje – Zdradzony pocałunkiem Judasza.
4.
Idzie na miejsce przewodniczenia – Pojmany i zaprowadzony do Annasza.
5. Antyfona na wejście – Przed Annaszem fałszywie oskarżony.
6
. Panie, zmiłuj się nad nami – Prowadzony do Kajfasza. Piotr zapiera się Go trzykrotnie.
7.
Pierwsze czytanie – Prowadzony do Piłata.
8.
Modlitwa przed Ewangelią – Prowadzony do Heroda i wyszydzony.
9.
Mówi: Pan z wami – Spojrzał na Piotra – nawraca go.
10.
Czyta Ewangelię – Na powrót przyprowadzony do Piłata i przed nim oskarżony.
11.
Odkrywa kielich – Haniebnie obnażony.
12.
Ofiaruje chleb i wino – Okrutnie biczowany.
13.
Przykrywa kielich – Cierniem ukoronowany.
14.
Umywa ręce – Niewinnym uznany przez Piłata.
15.
Mówi: Módlmy się, aby moją i waszą ofiarę przyjął Bóg Ojciec Wszechmogący – Piłat ukazuje Jezusa i mówi: Oto człowiek.
16.
Wezwanie przed prefacją – Opluty i wyszydzony.
17.
Prefacja i Święty……. – Uznany gorszym od mordercy Barabasza i skazany na śmierć.
18.
Wspomnienie żyjących – Niesie krzyż na górę Kalwarię.
19.
Wspomnienie świętych i tajemnicy dnia – Spotyka Matkę Bolesną i pobożne kobiety.
20.
Błogosławi Ofiarę chleba i wina – Przybity do krzyża.
21. Podnosi Hostię – Wywyższony na Krzyżu.
22.
Podnosi Kielich – Przelewa Świętą Krew z 5 Ran.
23.
Aklamacja – Widzi pod krzyżem swą Bolesną Matkę.
24.
Wspomnienie zmarłych – Modli się na krzyżu za ludzi.
25.
Odmawia Ojcze nasz – Wypowiada na krzyżu 7 Słów.
26. Łamie Hostię – Oddaje Bogu Ducha: umiera.
27.
Wpuszcza cząstkę Hostii do kielicha – Zstępuje do Otchłani.
28.
Mówi: Baranku Boży… – Wielu uznaje w Nim Syna Bożego.
29.
Przyjmuje Komunię św. – Złożony do grobu.
30.
Czyści kielich – Namaszczony przez pobożne kobiety.
31.
Przykrywa kielich – Powstaje z martwych.
32.
Antyfona na Komunię – Ukazuje się Matce swej i uczniom.
33.
Odmawia modlitwę po Komunii – Objawia się uczniom swym i naucza ich jeszcze przez 40 dni.
34.
Mówi ostatni raz: Pan z wami – Żegna się z uczniami i wstępuje do Nieba.
35.
Udziela ludowi błogosławieństwa – Zsyła Ducha Świętego.
36.
Mówi: Idźcie, Ofiara spełniona – Rozsyła Apostołów na cały świat, by głosili Ewangelię.


Link do słówka ks. Michała Woźnickiego z 17.07.2018, w której Ksiądz wspomina o zamykaniu kościoła: https://www.youtube.com/watch?v=tZzlwlyPb-E&t=812s
 

wtorek, 17 lipca 2018

I Zjazd Szymczaków - po kolacji

Na trzy minuty przed 20:00 wjechał na salę pełną gości zjazdowych płonący udziec. Obrany z grubej przyrumienionej skórki, upieczony w specjalnym piecu był wyśmienity- palce lizać. 

Dla wszystkich chętnych była dokładka. Trzy panie kucharki kroiły plastry mięsa i podawały na podstawione talerze, do tego dwa sosy kasza lub ziemniaki i surówki. A na stołach donoszono ciepłe dania. I znowu była okazja powspominać stare dzieje, kiedy to na Wielkanoc dziadek zabijał świnię nie karmioną żadnymi paszami i robił z mięsa sam pyszne wyroby a udziec (ogromna szynka z kością była peklowana i wędzona w wędzarni dziadkowej opalanej drewnem z drzew liściastych najczęściej owocowych.   

Tuż po 21:00, 
ah  jaka szkoda, że nie pomyślałem i nie dzwoniłem na Apel Jasnogórski, rozpoczął się 3-4 minutowy występ kobiety, która skojarzyła mi się z "pająkiem". 

Do wczoraj nie wiedziałem czy to ktoś z Rodu Szymczaków, czy też może osoba z poza rodziny. Chciałem o to pytać Kubę, ale do dzisiaj nie zapytałem. Przeglądając zdjęcia okazało się, że tą osobą może być 

córka mojej dalszej kuzynki, pół Chorwatka, a więc podobna do niedzielnych wicemistrzów świata w piłce nożnej, trochę biała i trochę czerwona. Robię różnej jakości zdjęcia, ale zdjęcia z tego występu wyjątkowo mi się nie udały. 

Dlaczego? Bo miały się pewno nie udać, Bowiem nie twarz, a swoje ciało "bez kości" krewniaczka pokazywała by je podziwiać. Tu może rodzić się pytanie czy ciało, czy sprawność tego ciała była wystawiona na scenie. 



Osobiście powiem tak: jeśli się Boga odrzuci to to co zostaje nie jest dla Boga miłe, choćby w ludzkich oczach za takowe uchodziło. 

      Jesteśmy w prowizorycznym studio Zjazdowym na ekranie z lewej strony sceny będą się ukazywały słowa przyśpiewek ułożonych przez rodzinę specjalnie na Zjazd
      Rodowe kuplety śpiewamy na melodię: "leciał pies przez pole". Będę akompaniował na gitarze ogłosił Organizator: 

Oto niektóre  z przygotowanych przez rodzinę zwrotek:

Nasza babcia Zosia  z domu Szymczak była  
Cibaila Ludwika żoną miłą była.  



W kolejowym domku w Skokach zamieszkała 
dziesięcioro dzieci tam też wychowała.
  

Jej najstarszy synek, 
naszym tatą został,
często u niej bywał 
hajduczków nie żałował.

Uśmiechem witała, 
pączkiem częstowała 
cierpliwa, spokojna, 
dobre serce miała.

Helena Frydryszak, 
z domu Szymczak była 
Sześciu synów miała, 
dwie piękne dzieweczki
jest tu nas gromadka 
z tej to właśnie beczki 

Celinka Danielak 
z rodu Bilczewskiego
wszystkich gości wita,
życząc najlepszego 

Ci co krowy paśli, 
dzisiaj się spotkali
wspominając czasy 
kiedy byli mali. 

Kolejny punkt programu występ grupy: "Jestem Mania"


"Aniela siostrę w Poznaniu odwiedzała 
Przystojnego teścia Tomasza zapoznała 
Miłość ta ród Maniów wspaniały zapoczątkowała 
Aniela trójkę dzieci na świat wydała  ..."
Takimi to słowy rozpoczęła się rymowana saga rodu Maniów mego kuzynostwa, ich dzieci i wnucząt, razem 28 osób, która w ponad 2 minutowej wierszowanej sadze przedstawiła się nam na senie, ubrana w równe, niebieskie koszulki z napisem "Jestem Mania".

Rodzinna saga zakończyła się scenką ze słowami:
"Mania ja, Mania ja, Mania ja, Ja! Ja! " - tu każda z osób wskazywała po trzykroć na siebie.
"Mania ty, Mania ty, Mania ty. Ty! Ty!" -  a tu każdy wskazywał na stojących obok sąsiadów
A na koniec wszyscy gromkim głosem krzyknęli: "MANIA  MY !!!"
Gdy ucichły pół minutowe gorące oklaski nagradzające amatorów artystów podeszli oni do krawędzi sceny i odwrócili się tyłem pokazując napisy na plecach: "Jestem Mania" 

Po tych mimo wszystko indywidualnych występach nadszedł czas na zbiorowe zaangażowanie. Nic lepiej nie łączy biesiadującej rodziny jak wspólne śpiewy biesiadne.

Dzisiaj już nie potrzeba śpiewników, wnuk Michał rzucał z internetu słowa piosenek na ekran, a myśmy śpiewałi. I wystarczył jeden Kuba z gitarą, aby rozśpiewać całą salę. A zaczęło się od "Szła dzieweczka do laseczka"
Potem były "Sokoły", "Żebym miał gitarę" i "Stokrotka" czyli gdzie strumyk płynie z wolna"
Umalowana wnuczka Tusia zostawiła tatę i na chwilę przyszła potulić się do dziadka. A dziadkowi zebrało się na wspomnienia i z wujem Edkiem wspominali chłopięce, kawalerskie śpiewy i zabawy przy patefonie w Bilczewie. Prądu nie było, a cała wieś się bawiła. W końcu 5 dziewczyn wszystkie moje bilczewskie ciocie znalazły mężów. Już się wszystkim wydawało, że najstarsza córka dziadków Jadwigi i Stanisława Rossy Gertruda zostanie starą panną. Ale nie, gdy memu ojcu zmarła moja mama Helena, po raz drugi uderzył po żonę do Bilczewa, po towarzyszkę życia. Babcia Gertruda gdy wyszła za mąż miała 49 lat, przeżyła z ojcem jeszcze 9 lat, a po jego śmierci babciowała moim dzieciom i ich dzieciom przez 26 lat od śmierci ojca, by zostać pochowana na cmentarzu w Krzyżownikach na grobie swojej starszej siostry ze wspólnym mężem Ludwikiem. 
Tych wspominek na zjeździe było mnóstwo. Mogę powiedzieć że się tak nagadałem, tak zdarłem gardło, że po przyjeździe do Baranowa ledwo mogłem mówić i we wtorek trzeba było z gardłem iść do lekarza domowego.

Gdy starsi rozmawiali na sali puszczono muzykę do tańczenia, a na powietrzu najpierw w świetle samochodowych reflektorów (patrz zdjęcie obok a konkretnie godzinę jego zrobienia), a potem w świetle lamp trwały zacięte mecze siatkówki między poszczególnymi gałęziami rodów
        Na nocleg do Sadowia zabrał mnie Kuba z Gosią i Tusią o 22:30. 

poniedziałek, 16 lipca 2018

I Zjazd Szymczaków - od obiadu do kolacji

Zająć jednocześnie na Zjeździe w czasie od obiadu do kolacji  260 osób, w przeważającej większości nie znanych sobie w taki sposób, by nikt nie poczuł się zbędny, pominięty, a po Zjeździe mógł 

powiedzieć, że mimo rozpiętości wieku od kilku letniego dzieciaka do  wieku starczego było nie tylko ciekawie, ale, że się kompletnie nie miał czasu nudzić, nie jest wcale takie proste. 

Myślę, że tej nie lada sztuki udało się z powodzeniem dokonać Organizatorowi. W programie Zjazdu znaleźć można tylko ogólnikowe, hasłowe określenia: konkursy, zabawy integracyjne, 

"Turniej rodzinny" dla dzieci, młodzieży i dorosłych oraz rozgrywki sportowe, a wszystko to przedzielone kawą i doskonałym rozmaitym ciastem przywiezionym z domów przez uczestników Zjazdu. 

Gdy chodzi o ciasto można powiedzieć, że mieliśmy istny festiwal wypieków. No bo proszę sobie wyobrazić, że każda gospodyni domu  starała się przyjechać z najlepszym wypiekiem jej kuchni. 

Tak więc stoły "uginały" się od zastawy z domowymi pysznymi wypiekami. Nie robiłem zdjęć na rozbawionej sali w czasie kawy. Po prostu żal mi było czasu na zajmowanie się fotografowaniem.

Wolałem ten czas poświęcić na odnowienie znajomości z dawno nie widzianymi członkami Rodu przesiadając się od stołu do stołu. Muszę przyznać że z racji na 

Kubę miałem ułatwione przedstawianie się, bo wystarczało mi powiedzieć że jestem tatą Organizatora i każdy wiedział gdzie, na jaką mnie wsadzić gałąź na drzewie. W drugą stronę, mimo jak to się mówi 

starczych kłopotów z pamięcią, udawało mi się wszystkich powiązać z wydarzeniami z mego życia, co nie oznacza, że być może niektóre osoby pominąłem, nie zamieniając z nimi słowa, ale na II 

Zjeździe Szymczaków
o ile dożyję nadrobię zaległości. Teraz gdy opisuję, zabawy, konkurencje, rywalizacje między podzielonym na grupy Rodem mam wielki  kłopot ze zdjęciami. 

Starałem się wybrać z każdej zespołowej konkurencji po jednym zdjęciu, aby udokumentować ich bogaty wachlarz. Wieloosobowe grupy dobrane z przypadkowych osób. Wręcz nie wskazany był dobór wg. gałęzi,  

to jest wg. koloru identyfikatorów zmieniały w określonym interwale czasowym kolejne stanowiska na których bawiąc się integrowały się ze sobą. Każdy kto miał tylko ochotę mógł się w czymś wykazać.

Ale były i konkurencje jak ta obok wyścigi na nartach gdzie jedna gałąź rodu tu przykładowo zieloni konkurowali z szarymi wystawiając kilkunasto osobowe drużyny w sztafetowym biegu narciarskim.  

Tu mamy wyścigi na chodzikach. Jedna osoba z czteroosobowej drużyny na chodziku , pozostała trójka trzymając się za ręce ochrania poruszającą się do przodu osobę na chodziku. 

Przejazd na trasie 10 - 15 metrów i powrót innej osoby z drużyny.  Rywalizują ze sobą dwie cztero osobowe drużyny. W tym czasie trwa turniej siatkówki rozgrywany między poszczególnymi gałęziami Rodu. 

 Za przeciąganie liny pierwsze wzięły się dzieci które nie dały się długo prosić. Tu warto zwrócić uwagę na gorący doping towarzyszący każdej konkurencji. Nie istotne było kto w końcu kogo pokonał.

 Gdy któraś z drużyn wydawało się że słabła widzowie natychmiast podbiegali do długiej liny przeciągając ją w swoją stronę, a to powodowało że kolejni gapie chwytali się na drugim końcu  za linę.

I mnie w pewnej chwili przyszło schować aparat i uczepić się wrzynającej się w dłonie grubej liny, by polec na polu chwały. Dzieciaki miały przez cały czas do dyspozycji 

stanowiska do malowania twarzy oraz atrakcję dmuchany zamek batutę widoczny w narożu placu na którym odbywały się konkurencje. Na zdjęciach widać też kilkuosobowe grupy  dorosłych żywo 

rozprawiające na różne tematy. A tu  slalom niskopodwoziowych wózków rozgrywany między dwoma drużynami pilnie obserwowany przez widzów. 

Nie tylko mężczyźni brali udział w tej konkurencji, ale i kuzynka dała się położyć na tym specyficznym pojeździe bawiąc się doskonale dając przykład najmłodszym.

 Dzieciaków nie trzeba było długo prosić, każde z nich chciało zaznać tej rozskoszy.
Plac powoli pustoszeje trzeba myć ręce i siadać do kolacji do której zaprasza Organizator. 

W planie przyśpiewki rodzinne i niespodzianki, ale o tym będzie w następnym wpisie. No i wreszcie i oni mogli dorwać się do tego pojazdu.