środa, 21 czerwca 2017

Jezus Danuty Wawerskiej

        Opisując trzy dni temu wizytę ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego pod Pomnikiem Bożego Miłosierdzia w Baranowie, jaka miała miejsce  równo trzy miesiące temu wspomniałem na końcu opisu o wizycie pod pomnikiem ks. prob. Andrzeja Strugarka, w poniedziałek 12 czerwca 2017 roku około godziny 12:40.
        Nie mam zdjęć z przebiegu tejże wizyty. Mam tylko zdjęcia pomnika z ranka tego samego dnia, (które pozwoliłem sobie wkleić), oraz nie nadający się do publicznego opublikowania tekst dotyczący rekonstrukcji (odmalowania) postaci Jezusa Miłosiernego i tablicy na pomniku. Nosi on tytuł: "Profanacja...".  

      Niespodziewana wizyta Ks. Proboszcza miała miejsce, jak mu tłumaczyłem w trakcie moich prac kamieniarsko - malarskich i moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie podniesiono alarm obawiając się, że coś zepsułem przy Chrystusie

Jako współprojektant, a potem kierownik budowy i wykonawca bądź bezinteresowny współwykonawca wszystkich prac przy pomniku zarówno przed 12 laty, jak i człowiek bezinteresownie dbający do dzisiaj o jego całoroczne utrzymanie i usuwający na bieżąco wszystkie dostrzeżone usterki, oraz naprawiający i robiący przy pomniku to co trzeba, będąc przy zdrowych zmysłach nie mogłem się targnąć na Boże dzieło by je sprofanować. 

       Zamieszczone w sobotę 10 czerwca rano na blogu trzy zdjęcia z początku renowacji praktycznie bez żadnego opisu zamiast wyjaśnić cel i sposób przeprowadzenia prac tylko zaciemniły sprawę. W sobotę na 12:00 pojechałem na uroczystą Eucharystię do kościoła pw św Jana Bosko na poznańskie Winogrady z okazji 75 lecia błogosławionej Poznańskiej Piątki, salezjańskich oratorian, patronów intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski, celebrowanąj przez Generała Zakonu Salezjanów ks. Angela F. Artime, 10. następcę św. Jana Bosco 

          Wykonane po południu prace zostały przerwane, gdyż wieczorem udałem się z dzwonem na Fort VII, by uczestniczyć w dalszych jubileuszowych obchodach Poznańskiej Piątki. 

        Tak więc przez niedzielę 11 czerwca parafianie oglądali nie dokończone prace, które mogły się niektórym osobom nie podobać. Zamieściłem więc powyżej zdjęcia z wykonanych prac ze stanem zastanym przez ks. Proboszcza  w czasie wizyty pod pomnikiem.
      
Póki co, do tej pory nie usłyszałem ani jednego głosu, który by mówił, że odnowiony, zrekonstruowany pomnik jest gorszy niż był przed odnowieniem. Wręcz przeciwnie dwu odcieniowa postać Jezusa Miłosiernego, jest obecnie bardziej przemawiająca do ludzkiej wyobraźni,  niż była przez ostatnie 12 lat, to jest od momentu, gdy kamień pomnikowy z wygroszkowanym Jezusem Miłosiernym urywając się z liny wyładowującego go dźwigu stanął tak, jak sam chciał na tle mojego domu. 

Dwie godziny po wizycie ks. Proboszcza pojawił się na Placu Zmartwychwstania nie znany mi człowiek. On się modlił, on się wyjątkowo długo modlił, a ja dostałem czas od Boga by zejść do pracowni, poszukać aparat i zrobić mu jedno zdjęcie (to obok). 

Uwaga: Dalszy tekst ubogacają zdjęcia opisane na niebiesko z kościoła Dominikanów, z wigilii uroczystości Bożego Ciała. Obok kolejka co najmniej 50 osób czekających do spowiedzi św. 
    Gdy skończył modlitwę pobiegłem za nim, by zapytać go co sądzi o pomniku i mojej renowacji. Okazało się, że pomnik widział po raz  pierwszy w życiu. Zapytałem go wprost jak odebrał bardzo jasne promienie miłosierdzia rozchodzące się z Serca Jezusowego. 

Pan Michał nie tylko nie miał do niczego zastrzeżeń, a pytałem go także o jasną postać samego Jezusa o jasną aureolę nad Chrystusową głową, oraz o napis na pomniku: Jezusowi Chrystusowi Zmartwychwstałemu Eucharystycznemu Królowi Polski Polacy z kraju i z zagranicy z ks. kan. Andrzejem Strugarkiem Proboszczem w latach 1997-2017.

Wręcz przeciwnie, radził bezwzględnie trzymać się swojej koncepcji i swojego planu.  
Obok na modlitwie przed NS.

W tym momencie wyjął swoją komórkę i pokazał mi zdjęcie mojego pomnika, a potem duże powiększenia różnych szczegółów omawiając je ze mną
Temu zdjęciu obok po adoracji, kiedy kapłan wyjmował z monstrancji  Przenajświętszą Hostię i zabierał Najświętszy Sakrament, dałem tytuł: "Jezu nie odchodź"

Pan Michał, był pierwszym człowiekiem z jakim rozmawiałem po wizycie ks. Proboszcza. Mówił do mnie słowa, na które czekałem, a które koiły moją duszę.  

Na koniec pokazał mi w komórce zrobione przez niego zdjęcie popiersia z kolorowego obrazu Jezusa Miłosiernego namalowanego przez Danutę Wawerską. Ten jego gest odebrałem jako podpis i błogosławieństwo samego Jezusa pod tym co przed chwilą powiedział. Poprosiłem go by mi przesłał na maila zdjęcie "podpisu". Długo czekałem, bo aż tydzień. Wystarczająco długo, aby samemu w wigilię Bożego Ciała udać się po "autograf" 
Zamazany - nie szkodzi bo i oczy mi zaszły łzami gdy wspomniałem rozmowę z panem Michałem.  

Do Kaplicy Pojednań przed Bożym Miłosierdziem wszedłem od strony Kaplicy Adoracji mając Jezusa Miłosiernego z lewej strony. We wszystkich konfesjonałach siedzieli zajęci spowiedzią kapłani, wszystkie miejsca siedzące dla czekających na spowiedź były zajęte. 
Klęknąłem sobie z przodu, bezpośrednio pod Zmartwychwstałym Królem i przepraszałem, że sprawiłem przykrość swemu ks. Proboszczowi



Pomodliłem się  za czekających na spowiedź, by w kapłanach mogli dostrzec samego Jezusa i wychodząc z Kaplicy Pojednań nie siadłem jako ostatni  w kolejce.      

wtorek, 20 czerwca 2017

Starzec

Narzekałem ostatnio na parafian, że tak trudno im indywidualnie okazać zewnętrzne oznaki wiary na Placu Zmartwychwstania, że tak wszystko co Boże chowają w sercach swoich. 

"Idźcie i głoście", to wezwane do ewangelizacji, to hasło tegorocznego programu duszpasterskiego. Jak podkreśla Ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki „każdy ochrzczony jest powołany przez Boga do zaangażowania się na rzecz głoszenia światu Ewangelii”.

Ks Arcybiskup zachęca kapłanów do włączenia  w tę misję nie tylko dorosłych, ale również dzieci i młodzież, których entuzjazm i zaangażowanie, jak pisze, są potrzebne w Kościele. 

Swoje pasterskie błogosławieństwo kończy słowami: "Idźmy przez życie z podniesionym czołem, świadomi godności, którą otrzymaliśmy. Dzielmy się naszą wiarą z odwagą, ale i z wielką pokorą, świadomi, że skarb wiary nosimy w naczyniach glinianych." To ostatnie zdanie podkreśliłem pół roku temu w broszurce "Idźcie i głoście" opracowanej przez ks. prob. Marcina Węcławskiego, a wydanej przez Kurię Metropolitalną w Poznaniu. Niech przykład św. Brata Alberta, którego wspomnienie w ostatnią sobotę obchodziliśmy, a któremu poświęcony jest ten rok, "stanie się okazją do uwiarygodnienia czynami miłosierdzia tego, co będziemy głosić." napisał Ks. Arcybiskup. 

O jakich czynach czynach miłosierdzia myślał mój Metropolita, nie wiem? Uważam, że największym czynem miłosierdzia dla bliźniego, jaki możemy mu okazać, jest troska o zbawienie jego duszy.  

W czasie rannej modlitwy znowu miałem zbliżenie z wilczurem. Tym razem właściciel miał go uwiązanego na smyczy. Gdy tylko psina mnie dostrzegła, smycz się nagle wydłużyła, a piesek koniecznie chciał się ze mną przywitać. Po skończeniu ze spokojem rannych pacierzy poszedłem w stronę  jeziora, by podziękować właścicielowi za smycz. Piesek biegał luzem i koniecznie chciał się ze mną bawić.

W piątek, zaraz po Bożym Ciele zlikwidowałem napis KRÓLOWI  POLSKI na Placu Zmartwychwstania wykonany z żywych bratków na trawniku przed domem i skosiłem trawnik. Z tym koszeniem trawy po stronie POLSKI mam kłopoty, bo Polska zarosła samosiejkami nagietek które aktualnie zaczęły kwitnąć i żal mi je likwidować przed wydaniem nasion. Nie pozostaje mi nic innego jak tylko nożyczkami ścinać trawnik, by nie uszkodzić dorodnych samosiejek. Tą żmudną pracę dokończyłem w sobotni ranek i gdy chciałem przystąpić do sadzenia kwiatów na pogodne o świcie niebo nadciągnęły zza domu ciemne chmury i zaczął padać deszcz. Zamiast sadzić kwiatki wsiadłem  w samochód i pojechałem na pierwszą Mszę Świętą, na 6:00 do Poznania. Po krótkim dziękczynieniu przed wystawionym Najświętszym Sakramentem  w domu byłem przed 7:00. Szybkie śniadanie po wczorajszym poście o suchym chlebie i wodzie i biorę się za sadzenie. Nadal siąpi, ale to mi zupełnie nie przeszkadza. Niech pada, będzie wszystko lepiej rosło, byle wiara w nas rosła.

Pana arch. Zbigniewa Dłużniewskiego znają wszyscy w Baranowie. Jest znanym w całym świecie jako kombatant Bitwy o Monte Cassino. Pan Zbigniew po powrocie do kraju został architektem, a jego ostatnią w życiu robotą, do jakiej udało mi się go namówić, był projekt Pomnika Bożego Miłosierdzia jaki stanął po śmierci Papieża Jana Pawła II w stanie surowym dwanaście lat temu na skwerze przed moim domem, obecnym Placem Zmartwychwstania. Każdego roboczego dnia rano pan Zbigniew ze swoimi pieskami, idzie do sklepu po zakupy, by po dłuższej chwili tą samą drogą wrócić do domu. Ta droga prowadzi przez środek Placu Zmartwychwstania. Zarówno idąc do sklepu, jak i z niego wracając za każdym razem oddaje cześć, salut, hołd, Panu Jezusowi zdejmując, czy to zimą, czy to latem swoją czapeczkę z rydelkiem (w gwarze poznańskiej rydelek to daszek przy czapce). Wiadomo stara żołnierska szkoła. Władzy, każdej władzy, bo i cywilna pochodzi od Boga, należy się szacunek i oddanie czci, czy to poprzez salutowanie do hełmu, do rogatywki, czy też poprzez zdjęcie czapki, ukłon, przeżegnanie się przed świętą figurą, krzyżem przydrożnym, czy pomnikiem Bożego Miłosierdzia. W tym ostatnim przypadku Stary Wiarus nie oddaje czci swojemu ludzkiemu dziełu. O nie, ale samemu Bogu.         

Wie Pan jak się te kwiatki, którymi napis KRÓL  POLSKI wysadzam nazywają zagaduję go w piątek po Bożym Ciele. 
Starce, tak starce ... 
Szanowny Pan starzec i ja starzec, a tu do ziemi zapuszczam korzeniami 107 kolejnych starców. 

Jak tam pieski - zgaduję?
Tak patrząc na nie, nigdy nie wiem czy Pan je prowadzi, czy też one Pana prowadzą? Obserwuję Szanownego Pana nieomal co dzień jak pan w drodze "tam", i w drodze "z powrotem", zdejmuje czapeczkę i chciałbym ciepłe słowo na blogu o panu okrasić Pańskim zdjęciem przed Pomnikiem. 

Nie jestem fotogeniczny, delikatnie się wzbrania, ale czego to się nie robi dla młodszego kolegi, tak się do mnie zwraca, co mnie nobilituje. 
Nie walczyłem jak On z nim z Niemcami w czasie II wojny światowej

Robiłem wtedy kupy w flanelowe pieluchy, na które każda polska, a więc i moja mama w Kraju Warty dostawała od niemieckich władz przydział 10 sztuk na jedno dziecko. Pieluch jednorazówek, co oczywiste wtedy nie było, papieru toaletowego też nie było.

Czytający Polacy musieli kupować niemieckie gazety i nimi załatwiać potrzeby fizjologiczne. Flanela potrzebna była na onuce dla wermachtu jak mi mama mówiła. A 10 moich pieluch prała na okrągło w misce z wodą czerpaną ze studni i zimą suszyła przy angielce w kuchni, która obsługiwała kilkanaście osób stłoczonych w niewielkim  mieszkaniu dziadków, po części wysiedlonych ze swoich mieszkań w Poznaniu i okolicy. 

Nie siedziałem też z Panem Zbigniewem w jednej ławce ani w szkole, ani na studiach. On skończył architekturę, a ja budownictwo ze specjalnością drogi i mosty, ale za to siedzimy od lat w jednej ławce w kościele i podajemy sobie ręce na znak pokoju.  

Obaj mamy sobie dużo do zawdzięczenia, jeśli chodzi o powstanie pomnika Bożego Miłosierdzia. Prawdą jest, że żaden z nas przy najlepszych chęciach nie doprowadził by sam tego dzieła do końca. Trzeba powiedzieć, że byliśmy dla siebie stworzeni by w efekcie naszej współpracy Bóg mógł doznawać uwielbienia w tym miejscu. Pan Zbigniew do którego zwróciłem się o pomoc, po usłyszeniu o co chodzi, od razu włączył się ciałem i duszą w realizację zamierzenia. Byliśmy dla siebie po prostu stworzeni.