środa, 17 października 2018

40. lecie pontyfikatu JP II

       Wczoraj, 16  października minęła 40. rocznica wyboru Jana Pawła II na Stolicę Piotrową. 16 października 1978 roku kardynał Karol Wojtyła został papieżem jako pierwszy od 455 lat nie-Włoch.
W czasie swojego pontyfikatu Jan Paweł II odbył 104 pielgrzymki zagraniczne, w tym 9 do Polski, zyskując miano „papieża-pielgrzyma”, odwiedzając raz lub wielokrotnie 132 kraje i około 900 miejsc
      Aż dziw bierze, że nasz rodak, Maryjny Papież, Polak patriota  nie znalazł w ciągu 27 lat swego pontyfikatu czasu, by mając w swoim biskupim, kardynalskim, papieskim zawołaniu Totus Tuus (Maryjo) nie odwiedził jedynego uznanego przez Kościół Katolicki miejsca prywatnych objawień Maryi w Gietrzwałdzie. 
     Pierwszą pielgrzymkę do Polski Ojciec Święty odbył w dniach 2-10 czerwca 1979 roku. Wówczas to powiedział słynne słowa: „Wołam, ja, syn polskiej ziemi, a zarazem ja, Jan Paweł II, papież. Wołam z całej głębi tego Tysiąclecia, wołam w przeddzień Święta Zesłania, wołam wraz z wami wszystkimi: Niech zstąpi Duch Twój! Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi. Tej ziemi!”, porywając naród do zrywu, do powstania "Solidarności.
     Dla upamiętnienia tej pierwszej pielgrzymki jako jedyny Wielkopolanin wziąłem udział w konkursie na krzyż upamiętniający obecność Ojca Świętego Jana Pawła II w Warszawie. Krzyż mój nosił nazwę "Świetlisty Krzyż Pojednań", a jego istotnym elementem miała być  tzw "Kaplica Narodu" z uduchowionym dwustronnym wizerunkiem Jana Pawła II zatopionym w dwóch kuloodpornych taflach szkła. Postać ta miała unosić się nad biało czerwoną, szklaną, lotniczą szachownicą podświetloną od dołu, od korzeni, a symbolizującą Polskę,  na której to "Polsce" miał stanąć "las" 84 odlanych w brązie rzeźb ludzkich rąk trzymających krzyże, a nad nimi "duch" Papieża Polaka ze wzniesionymi w górę obiema rękoma unoszącymi biało czerwoną ikonę Polski w bryle Świetlistego Krzyża Pojednań z dzwonem "Pojednanie" w miejscu Chrystusowego Serca.  
      O ile projekt nie został odrzucony, o tyle, z racji  moim zdaniem na bardzo głębokie przesłanie ideowe, nie zgadzające się ze zdaniem najwyższej władzy kościelnej; "Nie będziemy sakralizować tej przestrzeni", a chodziło o Plac Marszałka Piłsudskiego i wyrażoną przez gospodarza miejsca Kard. Kazimierza Nycza opinię, projekt sklasyfikowano na przedostatnim miejscu. 
     Wykonany już nie tyle model, a zrealizowana rzeczywistych wymiarów dolna  3,5 metrowa część, 15 metrowego Krzyża Pojednań stanęła na mojej działce, jako niedokończony, będący w realizacji  można by tak określić, pomnik Św Jana Pawła II.
      Jak wiemy ostatecznie wybór na papieża Polaka, przyczynił się do upadku komunizmu, a słowa wypowiedziane podczas inauguracji pontyfikatu „Nie lękajcie się!”, stały się jego myślą przewodnią. Nikt wtedy, a i pewno dzisiaj wielu nie kojarzy i nie kojarzyło nie dokończonego zdania "Nie lękajcie się zmian" ze zdarzeniami, działaniami, a także zaniechaniami, jakie Jan  Paweł II wprowadzi do Kościoła Katolickiego realizując  postanowienia modernistycznego Soboru Watykańskiego II. Potwierdziło tę tezę o zmianach, już samo objęcie urzędu papiestwa, kiedy to Jan Paweł II nie złożył papieskiej przysięgi koronacyjnej.http://www.traditia.fora.pl/nauczanie-papiezy-magisterium-i-ojcow-kosciola-katolickiego,3/przysiega-koronacyjna-papiezy,17.html    
    Jan Paweł II przypominał także to, co dzisiaj jest oczywiste, że wolność, niepodległość, dobrobyt nie są dane na zawsze i że każdy musi walczyć o rzeczy najważniejsze. Szczególnie słowa te wybrzmiały na Westerplatte, gdzie Papież zwracając się do młodzieży powiedział: „Każdy z was […] znajduje też w życiu jakieś swoje Westerplatte, jakiś wymiar zadań, które trzeba podjąć i wypełnić, jakąś słuszną sprawę, o którą nie można nie walczyć, jakiś obowiązek, powinność, od której nie można się uchylić, nie można zdezerterować. Wreszcie, jakiś porządek prawd i wartości, które trzeba utrzymać i obronić, tak jak to Westerplatte. Utrzymać i obronić, w sobie i wokół siebie, obronić dla siebie i dla innych”. 
      Wypowiadając to ostatnie zdanie Jan Paweł II miał, tak to potwierdził pontyfikat, na myśli wyłącznie sprawy moralne, a nie prawdy i wartości doktrynalne a także liturgię. Gdy chodzi o liturgię to ściągnął na siebie i na nieomal cały Kościół Katolicki delikatnie mówiąc gniew Boży i nie tłumaczy nie rozgrzesza Go nie złożona papieska przysięga koronacyjna, bulla św. Piusa V Quo primum tempore tak jak wiązała wszystkich jego poprzedników po wsze czasy, tak i Jana Pawła II obowiązywała.  
      Z jednej strony były słowa, które docierały do serc Polaków, a z drugiej w miarę upływu czasu obserwując dzisiejszy stan kościoła widzimy, że to co mamy nie wzięło się z nikąd, że zmiany, które wprowadza, na które zezwala papież Franciszek wpisują się w ciąg zmian sięgających co najmniej papieża Pawła VI.  
     Jan Paweł II zmarł 2 kwietnia 2005 roku, beatyfikowany został 1 maja 2011 roku, a 27 kwietnia 2014 roku ogłoszony świętym.
     Okolicznościowe słówko X Michała można odsłuchać pod linkiemhttps://www.youtube.com/watch?v=-suSnmDScsM

wtorek, 16 października 2018

Po złożeniu urny "Paździora" w grobowcu

Skończyły się uroczystości pogrzebowe. Pierwsi zwinęli się dwaj kapłani, czekał ich kolejny, trzeci tego dnia pochówek. 
(specjalny samochód do przewozu trumny bądź urny).


Przez cały czas składnia kwiatów i zniczy wokół czerwonej "urny wyborczej" na której postawiono donicę z kwiatami, dzwoniłem "Pojednaniem"
Gdy skończyłem zwijanie linki poruszającej serce dzwonu, wokół grobu pozostali tylko najbliżsi. Koleżeństwo się porozchodziło. Ja pożegnawszy się z synem, zostawiłem dzwon przy grobie "Paździora".

Poszedłem z przyjacielem z ławy szkolnej na grób jego rodziców. Gdy po kwadransie, mijając syna Pana Profesora, wciłem po dzwon , przy grobie byli już tylko pracownicy pogrzebowi. Dawniej mówiło się grabarze, dzisiaj ta nazwa bardziej kojarzy się z grabiami i z zagrabianiem majątku.  

Oni to odkopali  czerwoną "urnę wyborczą " z kwiatów wyjęli z szacunkiem urnę z prochami i wstawili ją do środka odkrytego grobowca robiąc na koniec zdjęcie urny w grobowcu do oficjalnej dokumentacji pogrzebowej.  

Ja, starając się nie przeszkadzać im w pracy udokumentowałem dalej zdjęciami i opisem oficjalnej ceremonii pogrzebowej faktyczne złożenie nie "ciała naszego brata w grobie" jak powiedział kapłan, a końcowy etap prac po złożeniu urny z prochami w rodzinnym grobowcu. PosłuchajmyGdy nad urną z prochami Profesora, stojącą na czerwonej "urnie wyborczej" usłyszałem słowa kapłana:

"Wypełniając chrześcijański obowiązek pogrzebania ciała ludzkiego, z wiarą błagajmy Boga, dla którego wszystko żyje, aby ciało naszego brata wskrzesił w chwale i powołał go do społeczności Świętych." 

ledwo mogłem się powstrzymać by nie krzyknąć głośno KŁAMSTWO! Słowo to się jednak rzekło i słyszały je osoby stojące obok mnie.
Gdy zaś dalej kapłan kontynuował mówiąc: Prośmy o to w cichej modlitwie.
Nie przyłączyłem się do modlitwy, nie chcąc być poplecznikiem jawnego, publicznego kłamstwa. Nie dosyć, że sam duchowny kłamie, to jeszcze wymaga, by go w tym poprzeć, by zalegalizować publicznie kłamstwo. Nie! 

Po chwili ciszy Kapłani odmówili z obecnymi modlitwę powszechną. Jeden z nich powiedział: "Nasz Pan, Jezus Chrystus, powiedział: po czym obaj zaśpiewali: "Ja jestem zmartwychwstanie i życie, kto wierzy we Mnie, nie umrze na wieki". 

po czym prowadzący powiedział: "Ożywieni tą wiarą módlmy się wspólnie do Zbawiciela za naszego brata Henryka zjednoczeni ze wszystkimi, którzy nas poprzedzili do wiecznej ojczyzny słowami Ojcze nasz".

 Na słowa módlmy się, zgromadzeni wokół grobu ludzie odmówili wspólnie Modlitwę Pańską. Gdy skończyliśmy kapłan prowadzący  powiedział:  "Boże, Ty dajesz ludziom życie i zmartwychwstanie, 

wysłuchaj prośby, które my grzeszni z bólem zanosimy za Twojego sługę Henryka, wyzwól go z więzów śmierci i daj mu udział w radościach raju z Twoimi Świętymi. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen. dodali niektórzy ludzie i drugi kapłan. 

Teraz winno nastąpić błogosławieństwo. Jeżeli jest taki zwyczaj, błogosławieństwa można udzielić po złożeniu trumny w grobie. Kapłan kropi wtedy trumnę wodą święconą mówiąc: 

Niech Bóg da tobie pić ze źródła wody życia. W przypadku urny Pana Profesora stojącej na wieku czerwonej "urny wyborczej" kapłan pokropił ją wodą święconą mówiąc te same słowa Niech Bóg da tobie pić ze źródła wody życia. 

Następnie kapłan rzuca na trumnę grudkę ziemi mówiąc: Prochem jesteś i w proch się obrócisz, ale Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. W przypadku Pana Profesora nie było symbolicznego rzucania grudki ziemi, przed zasypaniem grobu. 

Z Pana Profesora został tylko proch więc nie było sensu mówić, że się weń obróci, a i Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym gdzieś uleciało i zostało tylko: Żyj w pokoju.
Gdy po słowach pożegnania odczytanych przez 

Profesora Gerarda Barnabę Sowińskiego Prezesa Stowarzyszenia Wychowanków Gimnazjum i Liceum im Karola Marcinkowskiego kapłan powiedział:  

Złożymy ciało naszego brata w grobie. Ponieważ Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych i odnowi nasze śmiertelne ciała na podobieństwo swojego ciała uwielbionego, ufamy, że wskrzesi ciało naszego brata, gdy przyjdzie w chwale.  

Po raz kolejny chciało mi się krzyczeć nie dość że nie ciało, a prochy to nie w grobie, nawet nie na płycie nagrobnej, a we wnętrzu czerwonej "skrzynki wyborczej". Nie miałem siły nie tylko krzyczeć ale i patrzeć czy urnę kataryniarz opuszcza kręcąc korbą, czy i to opuszczanie jest już uruchamiane na przycisk pilota. Ludzie śpiewali "Witaj, Królowo" a ja pociągałem za serce "Pojednania" nucąc: Niech nas wspomaga Twoja przyczyna Na tym padole, Salve Regina! Zwróć, Pośredniczko, na nas wejrzenie, Przyjmij łaskawie nasze westchnienie: Pokaż nam, Matko, swojego Syna W górnej krainie, Salve Regina!

poniedziałek, 15 października 2018

Uroczystości pogrzebowe Zygmunta Jakubowskiego "Paździora"

Jaka była przyczyna, że zmarłego Pana Profesora "Paździora" pochowano nie w trumnie, a spalono w pierwszym na ziemiach polskich po II wojnie światowej krematorium na poznańskim Miłostowie, nie wiem. 


Ciała pięciu błogosławionych polskich męczenników oratorian salezjańskich, nieomal rówieśników 18 letniego wtedy  Pana Profesora, Niemcy spalili w krematorium po ich zgilotynowaniu w drezdeńskim więzieniu w 1942 roku.  
      Najmłodszy z nich był tylko o dwa lata starszy od Pana Profesora, a najstarszy o pięć lat starszy. To było to samo przedwojenne pokolenie.  
      Nie Csądzę że wpływ na decyzję Pana Zygmunta Jakubowskiego miał codzienny widok urny z prochami stojący na ołtarzu w salezjańskim kościele przy Wronieckiej 9, do którego od lat, prawdopodobnie od śmierci żony każdego dnia uczęszczał Pan Profesor? 


      A może na taką formę pochówku Pana Profesora miała wpływ śmierć syna Marka, którego pochowano dziewiętnaście dni wcześniej, w tym samym rodzinnym grobowcu na Miłostowie?


      Fakt pozostaje faktem i bardzo się zdziwiłem, gdy zaparkowawszy z dzwonem "Pojednanie" u wezgłowia (CM1 R41-4-A-11), 


trudno w takim przypadku mówić o głowie, chyba że odniesiemy to pojęcie do głowy żony Pana Profesora Urszuli, którą przyszło mu pochować przed 29 laty przeżywszy z nią bez mała czterdzieści lat. 


     Gdy dzisiaj na zimno, tak bez emocji, przeglądam zdjęcia z "pogrzebu" i analizuję osobiste personalia oraz drogę życiową Pana Profesora, to dochodzę do wniosku, że nasze ścieżki życia w wielu aspektach były podobne, choć przesunięte w czasie:
ot choćby rocznik on 24 ja 42, nasze ścisłe matematyczne umysły, młode żony, apostolskie imiona chłopaków, zamiłowania historyczne, wdowieństwo i pewno znalazło by się wiele innych cech wspólnych.  
Gdyśmy rozmawiali w cztery oczy kazał mi mówić do siebie per "ty", na co nigdy nie wyraziłem zgody,  przez szacunek jaki miałem dla niego, a
kumplem nie był.
       Na temat śmierci, pogrzebu, scenerii pochówku nigdy nie rozmawialiśmy. 
A szkoda, żałuję, bo byłoby o czym. Na marmurowym katafalku metalowa skrzyneczka odtwarzacz z melodyjką pogrzebową, pod ścianą krzyż z pasyjką (pójdzie w procesji do grobu) i dwie elektryczne świece (te zostają), a na ścianie czerwona wieczna lampka (co ma oznaczać? - czyżby zmaterializowany internetowy znicz oznaczający wieczną pamięć?), no i wieńce i wiązanka  z żywych, a jakże kwiatów, z gotowymi uniwersalnymi szarfami do wyboru. Pod ścianą z tyłu ambonka z mikrofonem, lampką i żywą herbacianą różą. 


  Do tego w bocznej celi bunkra będący na wyposażeniu składny wózek pod trumnę 
       Nie wiem czy Pan Profesor, spisał, bądź przekazał ustnie, testament, w którym podał synom formę pochówku swego ziemskiego ciała. 


Ja wyraźnie na piśmie określiłem Ks. Proboszczowi i synom życzenie, by moje ziemskie ciało pochowano w trumnie, nad którą w kościele, a nie w kaplicy cmentarnej, ma zostać odprawiona Msza Święta pogrzebowa w TRADYCYJNYM  RYCIE  RZYMSKIM, ornat czarnego koloru, a nie czarna zagrzybiała ściana nad fioletową narzutą jak obok. Forma pochówku trumny,  ziemny grób, obok żony Ireny - Ewy i syna Tomasza. Egzekwia i modlitwy nad grobem przedsoborowe, czyli takie jakie odprawiono przy pogrzebach moich obu babć, dwojga dziadków i mojej mamy. 
       Nieomal każdego dnia modlę się słowami ułożonej przez siebie modlitwy "Panie mój, Boże nasz, siłę masz, siłę dasz, tylko Ty Panie mój i Królu możesz coś tu pomóc, coś zaradzić. 
      A w czym objawia się ta siła? 

      W sile tradycji i Tradycji oraz w poczuciu wspólnoty z Kościołem Chwalebnym i Kościołem Walczącym. 
      Z pewnością nie jest polską tradycją czerwona skrzynka przypominająca urnę wyborczą przepasana białą wstążką, wyposażona w korbkę z melodyjką jak katarynka stojąca na płycie pomnikowej przykrytej zieloną "trawką".


      Dzisiaj przez dawne katolickie kraje przechodzi wojna, wojna o Tradycję od której Kościół Katolicki odszedł i jeśli chce być nadal Kościołem Świętym,  jakim był przez dwadzieścia wieków musi 


czym prędzej do Tradycji wrócić, tak jak ja wróciłem do tak zwanej "kaplicy przedpogrzebowej" zostawiwszy dzwon przy "urnie wyborczej", oraz na placu grono kolegów absolwentów Marcinka. Tu na marmurowym katafalku stała urna z prochami otoczona wieńcem z żółtawych goździków


Poniżej fotografia zmarłego Pana Profesora i pozostałe wieńce rozłożone luźno na posadzce. Elektrycznych świec przy krzyżu nikt nie włączył, bo też nikt się przez ostatnie 12 minut przed wejściem księdza nie modlił. 


Z prawej niemy poczet ze sztandarem Marcinka, a z lewej nieliczna pogrążona w zadumie rodzina. Do usłyszenia z tyłu słów: Tu jest nasze miejsce zdążyłem odmówić w ciszy 2 dziesiątki różańca po łacinie i robiąc miejsce dwom kapłanom wyszedłem na zewnątrz bunkra. 



A katolicką tradycją  przez wieki było grzebanie zmarłych w trumnach, a nie spopielanie ciał jak to czynią wyznawcy innych religii, tłumaczone pokrętnie słowami: 


"prochem jesteś i w proch się obrócisz", a które to słowa zupełnie nie wykluczają tradycyjnego chowania ciał w ziemnych grobach.  Po dwóch minutach obaj kapłani byli już na zewnątrz schronu, który po woli opustoszał.
Szybkim krokiem, znając już drogę, na skróty pobiegłem w stronę miejsca pochówku , by dzwonić w czasie procesji z urną. Po trzech minutach o 11:26 minął mnie meleks załadowany wieńcami i wiązankami kwiatów.


Gdy po dalszych trzech minutach dotarłem na miejsce pochówku "wyborcza czerwona urna" obłożona już była kwiatami.
Gdy po minucie zza zakrętu ukazało się czoło procesji chwyciłem za linkę i przez 6 minut do położenia urny w prochami na "urnie wyborczej" dzwoniłem  bijącym sercem "Pojednania."


Dalej zamiast opisywać zdjęcia zacytuję kapłańskie ogłoszenia X Michała Woźnickiego wiernego syna Ks Bosko które tenże katolicki ksiądz wygłosił rano w dniu pogrzebu, 10 października 2018 w czasie sprawowanej


przez Księdza Michała o godz. 6:00 ofiary Mszy Świętej w TRADYCYJNYM RYCIE RZYMSKIM w kaplicy celi zakonu salezjanów w Poznaniu przy Wronieckiej 9.  Bardzo prawdopodobne, że była to pierwsza Msza Święta odprawiona za duszę śp Profesora "Paździora" w dniu, kiedy Kościół Katolicki w Polsce przez wieki obchodził święto za Zwycięstwo Chocimskie. Głosząc Słowo Boże X Michał Woźnicki nie wiedział o historycznym hobby Pana Profesora, nie wiedział też, że ciało zmarłego zostało spopielone. Posłuchajmy:



"Sułtan turecki z olbrzymią armią wyruszył na podbój Polski. Armia Polska broniła się w obozie warownym pod Chocimiem.  Mimo śmierci hetmana Chodkiewicza mimo wyraźnej przewagi wojsk tureckich Polacy wytrzymali zwycięskie oblężenie i zawarli korzystny pokój w momencie, kiedy w obozie polskim brakło amunicji i żywności. Król Zygmunt III uprosił u Stolicy Świętej specjalne święto dziękczynne. 

     Skąd te słowo ogłoszeń czcigodni wierni, dzisiejszego ranka, czego zwykle nie bywa.


       Bo wystarczy zmienić kalendarz, podobnie jak zmieniono mszał stary na nowy, żeby w Kościele o Chocimiu, o święcie dziękczynnym za zwycięstwo wojsk Polskich nad Tureckimi wojskami idącymi pod sztandarami proroka Mahometa w imię boga Allaha nie usłyszeć słowa i nie dziękować Bogu za tamtą przelaną krew.


     Ale to wydarzyło się 400 lat temu, i pytam się czy ma to dla nas jakieś znaczenie?  
    A ma!
    Gdybyś zobaczył, pamiętacie 45 rok, 


Papież tamtego czasu Pius XII, gdyby zamiast pisać encyklikę o faszyzmie całował Mein Kampf, a potem portret Hitlera.  A gdyby za chwilę, 1 maja, przy radości gawiedzi i tłumów ten sam papież, to samo z portretem Lenina, Stalina  i z Manifestem Komunistycznym uczynił. Podali mu do rąk, a on skłon i buzi. Podobało by się, klaskał byś, skandował: "niech żyje partia", niech żyje papież, przyjaciel nasz, przyjaciel wszystkich ludzi? 


     Wystarczyło 400 lat i ta sama godność, urząd, autorytet z narodu, który świętował do 1967 może w Polsce do 1972, 10. października dziękczynne święto za Victorię Chocimską, za przelewaną wtedy przez rycerzy polskich krew. Wystarczyło, żeby  upłynęło 400 lat i głowa Kościoła Katolickiego na podany mu Koran bierze, całuje i mówi, że mamy tego samego boga i że chrześcijanie i muzułmanie wierzą w tego samego boga. 


A to jest nieprawda, a to jest fałsz. 
I dla nas to już nic. Nie boli, nie ziębi, nie parzy. I jeszcze raz, zmieniłeś kalendarz, tak jak mszał i o Chocimiu i o zwycięstwie chocimskim w Kościele, żaden człowiek nie usłyszy już nic. 


    Są dziś wśród was ci, którzy pójdą na pogrzeb swojego nauczyciela matematyki. 500 lat temu, 1000 lat temu, 2 tys lat temu, jeśli system utrzymamy 2+2=4, a 1+1=2. Prawidła, zasady, konsekwencja pewnych przekształceń. Tak jest, tak ma być, tak się zgadza inaczej nie.
A mamusia powiedziała, że 2+2 nie jest 4, no to mamusia musi iść jeszcze raz o szkoły. A tatuś powiedział, że 1+1 od dzisiaj nie 2 tylko wychodzi mu 3. To tatuś choć ma swoje lata, choć siwy , choć włosy już stracił, nie wypada tak o ojcu mówić, ale jest głupi gdyby tego bronił. 


        Szczęśliwi są ci, którzy mają nauczycieli dobrych od matematyki, bo choć ona nie królowa nauk, to przyjmując określony system mówi jakie, ile jest i zawsze jest i było 500 lat temu, było sto, było dziesięć, jest dzisiaj i będzie za 100 lat. 


I w matematyce jest nie do pomyślenia , że 400 lat temu Victoria Chocimska - dziękczynienie w Kościele za Chocim , za ułożenie się z tymi, którzy w imię Allaha szli, a po 350 latach syn tego samego narodu  składa buzi na koranie i muzułmanie i chrześcijanie mają tego samego boga. 


        Nie! 
       Trzeba z takim samym słowem, jak do tego tak samo łysawego, czy siwego tatusia, dla którego 1+1 już nie było 2 a 3 - głupiś, zwodzisz, głupoty gadasz, paplasz.  
      I tą odwagę dzisiaj potrzebujemy mieć.! 


Dlatego jest dzisiaj to słowo, od tego, który pierwszy raz w życiu, w wieku 51 lat sprawuje dzisiaj dziękczynienie, Mszę Świętą  za Chocimskie Święto - katolicki ksiądz. Bo każdy z nas ma do wyboru czy głośniej do niego będzie mówić 


modlitwa, krew tamtych żołnierzy, którzy w imię Boga w Trójcy Świętej  walczyli i zwyciężyli i zwyciężali by dziś, czy posoborowa paplanina, niech by była poprzebieranych na jakiekolwiek kolory, jakiekolwiek godności i autorytetów ludzi dla których 1+1 już nie 2, ale 3. Niech oni sobie klaszczą! My im nie!    
       Niech Pan Bóg będzie uwielbiony, błogosławiony dla tych wszystkich ludzi, w tych wszystkich ludziach, 


którzy zostawili nam, zostawili wam, zostawili każdemu z was, czy niektórym z was, świadectwo,  że zasady są zasadami, że prawda jest prawdą, niezależnie od tego jakie by konsekwencje z tego  trzeba by było nieść. 



      Jeżeli chrześcijanie, katolicy wyznają zasadę dialogu międzyreligijnego z islamem, to tak naprawdę wywieszają białą flagę i składają homagium nie Bogu w Trójcy Jedynemu, ale Allahowi. 


Czemu?  
Bo boją się religii, która za szerzenie wiary w świecie, który tak właśnie sięga, na którym Jan Paweł II składał swoje buzi, dzieli świat na kraje pokoju i kraje wojny. I tam gdzie nie ma islamu jest wojna i tam trzeba islam nieść. 


To bądźmy gotowi dziś dziękczynienie czynić za tych choćby prostych nauczycieli, którzy prze nauczanie matematyki nauczyli nas szacunku wobec zasad, reguł i prawd, 


że jeżeli coś prawdą było 500 lat temu, to było i 100 lat temu, jest dzisiaj i będzie jutro. I tacy skromni, pokorni, świątobliwi ludzie, którzy może nigdy się na żadne szczyty nie zdobyli zrobili większe dobro dla nas osobiście 


i dla całej ludzkości niż ci którzy głosząc prawdę, wielkie prawdy, Boże prawdy, w którymś momencie pomyliło im się wiele, albo pomyliło im się wszystko. 


I za życie pana Jakubowskiego, pana, który tutaj do naszego kościoła tak systematycznie i rzetelnie uczęszczał każdego dnia niech Pan Bóg będzie uwielbiony, 


niech odpuści mu wszystkie jego grzechy niech wprowadzi go do życia wiecznego, a nas uczyni mężnymi w głoszeniu prawdy,
jedynej prawdy katolickiej, pozwoli nam trzymać się Mszy Świętej w tradycyjnym rycie rzymskim i kalendarza , w którym zwycięstwo chocimskie jest, nie tylko jako pamiątka, ale nieustanne dziękczynienie Bogu za krew, a nie za paplaninę słów i fałszywych gestów. 
       Amen. "

      We wpisie (cały końcowy fragment) wykorzystano nieomal całe słówko X Michała Woźnickiego wiernego syna ks. Bosko wygłoszone na rannej Mszy Świętej odprawionej w tradycyjnym rycie rzymskim w intencji zmarłego w dniu złożenia urny w rodzinnym grobowcu.
https://www.youtube.com/watch?v=j17iZiexZCg