sobota, 19 marca 2011

Św Józef - Patron naszj rodziny

W dzisiejszym Naszym Dzienniku ukazał się artykuł ks. Pawła Siedlanowskiego "Św. Józef patron kościoła naszych czasów" . Autor pisze, że w postrzeganiu Jana Pawła II  umyka nam coś bardzo prostego, niemalże przyziemnego: że był On dla nas jak ojciec. Źródło tego duchowego ojcostwa autor dopatruje w kulcie, jaki Papież żywił do św. Józefa Opiekuna Świętej Rodziny.
Takim moim osobistym opiekunem od dnia narodzin, a powiedziałbym ściślej od mego poczęcia był mój rodzony ojciec Ludwik. Stolarz z zawodu, w kulcie do św. Józefa upatrywał swego orędownika. Jak pamięcią sięgam dzisiejszy dzień 19 marca był każdego roku  zawsze w naszym domu szczególnym dniem świątecznym. Tego dnia firma ojca nigdy nie pracowała. Święto patrona stolarzy św. Józefa obchodzone było w środowisku stolarzy w każdym okresie.

Jak wspominał ojciec i w czasie jego nauki zawodu, gdy po szkole podstawowej poszedł w naukę do mistrza Bałasza do Grodziska i w okresie przedwojennym gdy pracował jako czeladnik w poznańskim zakładach meblowych pana .................i w okresie II wojny światowej gdy tą samą stolarnię prowadził folksdojczowi Oziemkowskiemu  i tuż po wojnie gdy w dniu wyzwolenia Poznania zarejestrował na swoje nazwisko opuszczoną przez Niemców stolarnię, i potem gdy w czasach nacjonalizacji został kierownikiem spółdzielczego zakładu stolarskiego i w końcu gdy nie potrafiąc się odnaleźć w administracyjnych strukturach narzuconych przez gospodarkę socjalistyczną założył we własnym domu (mieszkaniu) w końcu lat pięćdziesiątych jednoosobowy rzemieślniczy zakład stolarski. Z czasem zatrudnił szwagra, a mego wujka, Czesia, a gdy klimat dla prywaciarzy się nieco poprawił zatrudnił i innych pracowników. Przez cały ten czas kształcił uczniów. Bywały okresy, że na raz dwóch. Przekazywanie młodym nabytego doświadczenia zawodowego uważał za swoją misję biorąc czynny udział w Cechowej Komisji Egzaminacyjnej. Tę tradycję nabożeństwa i uszanowania św. Józefa przekazał nam dzieciom, a zwłaszcza memu bratu, który przejął po ojcu fach i odziedziczył po nim zakład stolarski.

A więc tego dnia mieliśmy święto. Ojciec od rana ubierał się w wyjściowy garnitur, mama zakładała wieczorową kreację i zostawiali stolarnię zamkniętą. Nas dzieci, gdy byliśmy mali, przekazywała pod opieką kogoś z dorosłych z rodziny. Rodzice wychodzili na cały dzień do miasta, tego dnia tylko oni sami. Z rana o 10:00 była zwykle cechowa Msza Święta w poznańskiej Farze, a po niej okolicznościowy obiad w restauracji "Cechowa" przy Poznańskiej Izbie Rzemieślniczej. Z tego co opowiadał ojciec na takim obiedzie bywało zwykle ponad 200 osób. Przychodzili na niego głównie mistrzowie stolarscy z żonami, ale nie tylko.
Do tego zawodu nie pchały się jakoś kobiety. Zdarzało się, że wdowa po mężu stolarzu prowadziła jakiś czas zakład, ale to były wyjątki.

Kiedyś do Cechu Stolarzy należały i za swego patrona św. Józefa czciły pokrewne zawody związane z drewnem: bednarze (robiący beczki) kołodzieje (specjaliści od kół drewnianych) cieśle ( budowa domów z drewna i więźby dachowe oraz mosty drewniane) stelmachowie(specjaliści od wozów cygańskich), ludwisarze (wykonujący drewniane instrumenty muzyczne od organów po skrzypce) a i sami stolarze specjalizowali się w stolarstwie meblowym artystycznym i użytkowym oraz w stolarstwie budowlanym. Nie obiło mi się o uszy by drwale i tartacznicy mieli za swego patrona św. Józefa.

Jak tylko pamięciom sięgam ojciec miał w cechu, a co za tym idzie i w uroczystościach kościelnych, nie tylko na św. Józefa specjalną fuchę: był sztandarowym. To wyróżnienie i tradycję kontynuuje mój brat stolarz, który mimo, że prawie emeryt nie wypuszcza cechowego sztandaru z rąk swoich i dzisiaj też wybiera się na specjalną stolarską Mszę Św.

Zwykle, po obiedzie,  rodzice szli jeszcze z kilkoma zaprzyjaźnionymi stolarskimi rodzinami na kawę do cukierni, a bywało, że i potem na kolację  lub do kina względnie do teatru jak mama wcześniej kupiła bilety. Wracali wieczorem  szczęśliwi i trzeźwi,  w dobrych humorach przynosząc ku naszej radości  nam jakieś słodycze i gadżety.

Tak było w ten szczególny świąteczny dzień. A szare życie stolarza, jak ono wyglądało?
Ojciec zajęty był podobnie jak św. Józef ciężką pracą w warsztacie, Jako że heblowanie desek wymagało nie lada siły, a mechanizacja robót była w powijakach, ojciec nie będąc do końca sprawny  fizycznie na starość dorobił się nie tylko garbu, ale stracił kila palcy, które obcięła mu piła tarczowa i pocharatała frezarnia. Technika, bez której nie sposób było się obejść wprowadzała nowe nieznane zagrożenia. Elektronarzędzia to skok cywilizacyjny z którego nie dane mu było zbytnio skorzystać. Można powiedzieć że ojciec zaczynał naukę zawodu w takich warunkach jak Jezus pomagając do 30 roku życia św. Józefowi. Stan techniki i wyposażenia warsztatu stolarskiego przez dwadzieścia wieków nie wiele się zmienił.

Nie zmieniły się też cechy osobowe św. Józefa i mego ojca. Obu charakteryzowała, stała troska o codzienny byt rodziny, twarda ojcowska miłość do żony (do Maryi)  do dzieci (do Jezusa) i ta ich świadomość odpowiedzialności za zadania jakie każdemu z nich z woli Bożej przyszło wypełnić. Każdy z nich i mój ojciec i św. Józef realizował ludzką miłość przez gesty codziennego życia rodzinnego. Te gesty zostały nam dzieciom  nie tylko pokazane ale i przekazane. I za ten dobry przykład życia małżeńskiego dziękuję w imieniu swoim i rodzeństwa memu ojcu. Te gesty służby składanej przez siebie, ze swojego serca i ze swoich wszystkich zdolności w stosunku do mamy, do nas dzieci, zostały przez nas dzieci dobrze zapamiętane i stanowią dla nas ubogacenie i wzór do naśladowania. Dziękujemy ci Ojcze że tak dużo czerpałeś z naśladowania św. Józefa.

Gdy zmarłeś 28 lat temu 11 marca 1983 roku nad twoją mogiłą miałem mowę. Nie zachowały się z niej żadne notatki. Mówiłem wtedy o darze przekazanego nam życia. Mówiłem o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Mówiłem o świadomym macierzyństwie i o równie świadomym i odpowiedzialnym za życie przed jego poczęciem i po jego poczęciu, aż do wychowania do dorosłości twoim ojcostwie.
Dzisiaj mógłbym te słowa powtórzyć i z pełną odpowiedzialnością powiedzieć że posiadłeś cnoty o których  mówił Jan Paweł II w Redemptoris custos,24)

Święty Józef jest wzorem dla pokornych, których chrześcijaństwo wynosi do wielkich przeznaczeń; dowodzi on, że aby być dobrym i autentycznym naśladowcą Chrystusa, nie trzeba dokonywać "wielkich rzeczy", ale wystarczy posiąść cnoty zwyczajne, ludzkie, proste - byle prawdziwe i autentyczne. (Jan Paweł II,

Święty Józefie, dzisiejszy patronie przychodzę do Ciebie, aby wraz z Tobą wspominać wydarzenia Twojego wspólnego życia z Maryją i Jezusem, Synem Bożym. Chcę Ci towarzyszyć zarówno w chwilach radosnych jak i smutnych, które były twoim udziałem. Chcę uczyć się od Ciebie, jak przyjmować wolę Bożą i jak ją wypełniać. Bądź ze mną w chwilach modlitwy, która wielbi imię Twojej Małżonki - Maryi. Ofiaruj moją modlitwę Ojcu Niebieskiemu w intencji trwałości małżeńskiej w naszych rodzinach jaką przez Twoje serce powierzam Miłosierdziu naszego Zbawiciela a Twojego Syna - Jzusa. Amen.

Brak komentarzy: