środa, 29 czerwca 2011

Rachunek sumienia z czerwca '56

Na skrzyżowaniu ulic Karola Libelta i al. Niepodległości, po przeciwnej stronie miejsca gdzie zaparkowałem z dzwonem POJEDNANIE i dwoma banerami informującymi o trwającej codziennie o 21:00 modlitwie na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, mieści się klasztor i kościół o.o. Dominikanów. 

W klasztorze tym duszpasterzuje znany wszystkim Ojciec Jan Góra OP, w latach 1977-1987 duszpasterz młodzieży szkół średnich, a następnie do dzisiaj duszpasterz akademicki. 

      Tu, bezpośrednio po Powstaniu Poznańskiego Czerwca 1956 roku, którą to 55 rocznicę wybuchu wczoraj obchodziliśmy, posługę duszpasterza akademickiego, aż do roku 1975, pełnił Ojciec Joachim Badeni OP (ur. 1912, zm. 2010), udzielający się potem we Wrocławiu ( w latach 1975-1976), oraz w Krakowie (w latach 1977-1988). 

Tu w tym kościele z dwoma wieżami, duszpasterzował przez cztery lata, wyświęcony w Krakowie 24 czerwca 1956 roku, poznaniak, Ojciec Tomasz Pawłowski OP, którzy wspólnie z Ojcem Joachimem Badenim w latach 1960-1964 (okresie moich studiów) prowadzili duszpasterstwo akademickie. 
         W 1964 roku oddelegowano go do Krakowa, gdzie na prośbę ówczesnego biskupa Karola Wojtyły założył duszpasterstwo akademickie "Beczkę", którą prowadził do 1983 roku. 
         W latach 1983-1987 Ojciec Tomasz Pawłowski powtórnie kontynuował duszpasterstwo akademickie w Poznaniu, by w latach 1987-1994 założyć duszpasterstwo w Rzeszowie. W latach 1994-2005 był duszpasterzem w Gdańsku, by z kolei wrócić do Rzeszowa. 
        30 czerwca 2008 roku Ojciec Tomasz Pawłowski OP został odznaczony Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego.
 
Tu, na dzisiejszym budynku Urzędu Wojewódzkiego, nad którym powiewa prawy baner informujący o codziennej modlitwie w Warszawie pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, została w czasach komunistycznych zamontowana pierwsza w Poznaniu kamera śledząca to co dzieje się u sąsiadów zza płotu, czyli u oo Dominikanów i przed wejściem na teren klasztorny. 

Ale i wczoraj, moje miejsce postoju okazało się nie do przyjęcia dla Służby Porządkowej i zmuszony byłem przestawić samochód z dzwonem i banerami tak, by uczynić zadość wszystkim przepisom dot. parkowania.

Wczoraj, na tym historycznym podwórzu, otoczonym kolumnadą, gdzie znajdują się przeróżne tablice pamiątkowe zgromadziły się te osoby, które chciały uczestniczyć w okolicznościowej Mszy św. 
        Podobnie jak w poprzednich latach, tak i tego roku z potrzeby serca uczestniczyłem i ja w czerwcowej liturgii. 


Siadam zwykle po lewej stronie tuż za "oficjelami" dla których rezerwuje się pierwsze ławki. Mam wtedy okazję być w miarę z blisko ołtarza. Na zdjęciu powyżej wprowadzenie historycznego sztandaru AK. Nad sztandarem widoczny otwór drzwiowy prowadzi do Kaplicy Sakramentu Pojednania. Mieści się tam sześć konfesjonałów, w których można porozmawiać z Jezusem o swoim wnętrzu, a na piętrze jest kaplica, w której do dzisiaj odprawiane są studenckie "siódemki".

To sztandar Duszpasterstwa Ludzi Pracy. Mimo że przez ponad dwadzieścia lat pracowałem przy al. Niepodległości (dawniej Stalingradzka) nigdy nie należałem do tego duszpasterstwa. Podobnie przez całe życie udało mi się nie należeć do żadnej partii i nie być członkiem żadnego związku zawodowego. Aż nie do wiary, że mógł się taki uchować w tamtych czasach, jako jedyny w całym ponad stu osobowym zakładzie pracy. 


Ta moja anty partyjność i anty związkowość nie oznaczała, że nie byli mi bliscy ludzie ideowi i społecznicy jak chociażby Ksiądz Kanonik Tadeusz Magas – proboszcz i budowniczy kościoła w parafii Nawrócenia Świętego Pawła w Poznaniu. Duszpasterz ludzi pracy i Kapelan „Solidarności” Regionu Wielkopolska, współcelebrans wczorajszej Mszy Św.
 
Kończąc wczorajszą homilię w kościele o.o. Dominikanów w Poznaniu, Ksiądz Biskup Marek Jędraszewski poprosił zebranych na Mszy św. z okazji  55 rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca 1956 r. o indywidualne zrobienie sobie rachunku sumienia pod kątem tego, co w swoim życiu zrobiliśmy ze sprawami, o których mówią słowa wypisane na Poznańskich Krzyżach, a konkretnie na orle stojącym obok krzyży. 



Pierwsze ławki z lewej strony


I pierwsze ławki z prawej strony.


Nie umiem powiedzieć czy tak musi być, że w czasie Podniesienia, gdy sztandary kłaniają się siedzący w ławkach mundurowi zamiast klęknąć z innymi i Panem Prezydentem Poznania Ryszardem Grobelnym, wstają.


Za to ten chłopak, gdy inni siedzieli, on stał przez całą Mszę św. z rękami złożonymi jak na tym zdjęciu. Po Mszy św. poprosiłem go by dzwonił w czasie mojej jazdy samochodem dzwonem, na co przystał z ochotą.


W kościele było stosunkowo luźno, tak, że starczyło miejsc siedzących w głównej nawie.


Błogosławieństwo Księdza Biskupa.

 Na koniec zebrani odśpiewali gromkim głosem "Boże coś Polskę". Mający w pamięci niewolę tamtych totalitarnych lat śpiewali oczywiście "Ojczyznę wolną pobłogosław Panie".


A mnie z dzwonem i banerami przyszło jak zwykle jechać na czele przemarszu przed orkiestrą. Do momentu uformowania się kolumny marszowej (zdążyłem podjechać na wysokość Opery Poznańskiej), młody dzwonnik miał zajęcie. Potem do marszu grała orkiestra. 
A dalej?
Dalej były świeckie uroczystości pod pomnikiem, które nie miały w sobie nic z sacrum. Zrobiłem z nich ponad setkę zdjęć. Może je kiedyś opiszę. Wyprane z sacrum zrelacjonowała je dzisiejsza laicka prasa.


Ta  tablica  nie wymaga żadnego komentarza.



Dzisiaj władze nie odmawiają nam możliwości modlitwy w publicznych miejscach. Jesteśmy u siebie zarówno pod Poznańskimi Krzyżami jak i pod warszawskim Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. I tu i tam możemy się modlić. Wszystko zależy od nas. Kapelan Warszawskiej solidarności Ksiądz Stanisław Małkowski nie opuścił modlących się. Podobnie czyni Kapelan Poznańskiej Solidarności modląc się z ludźmi za Ojczyznę pod Papieskim Krzyżem na Łęgach Dębińskich. 
A ja? 
Ja muszę robić rachunek sumienia, o którym mówił Ksiądz Biskup. Bo to zupełnie coś innego mówić, a nawet pisać o Bogu, o modlitwie, a zupełnie coś innego gorąco wierzyć i się modlić.


I  nie namyślając się długo, jak tylko odeszła orkiestra stojąca z prawej strony orła, klęknąłem na oba kolana tuż za wieńcami i zatopiłem się w modlitwie. Czułem, że nie jestem sam. Z tyłu z prawej i lewej przyklękali inni. Moją cichą modlitwę przerwał facet, który szlochając klęczał pod orłem coś głośno krzycząc. Nie sposób było zrozumieć o co mu chodzi. Trwało to kilka zdrowasiek.

Po chwili wstał i odszedł gdzieś do tyłu, za mnie. Po czym rozpoczął tym samym szlochającym głosem odmawiać różaniec. Prowokator, nawiedzony myślałem sobie przyłączając się do jego głośnej modlitwy. Było nas już dwóch. Tak jak wokół mnie gdy modliłem się cicho było wiele osób, tak  modląc się z nim coraz głośniej wokół mnie robiło się coraz puściej. Po pierwszej dziesiątce różańca samemu klęcząc zrobiłem mu zdjęcie. Gdy po chwili skończyłem się modlić byliśmy praktycznie prawie sami. Chciałem go prosić by pomógł mi podtoczyć przyczepkę z dzwonem do  samochodu, ale się jeszcze modlił sam dalej. Nie miałem śmiałości mu przerywać. Zacząłem pchać sam. Gdy przejechałem z dziesięć metrów jego płaczliwa głośna modlitwa ucichła.

To niezwykle mili Państwo Musiałowie, były Prezydent Miasta Poznania z małżonką, którzy widząc jak się sam męczę pchając "POJEDNANIE"  pomogli mi zatoczyć przyczepkę z dzwonem spod krzyży aż pod parking uniwersytecki. To się nazywa pokora i postawa służby w stosunku do zwykłego człowieka, także jak się nie piastuje stanowiska.  To było jedyne podziękowanie jakie otrzymałem za wczorajsze dzwonienie. Bardzo Dziękuję Panie Prezydencie.


poniedziałek, 27 czerwca 2011

Rocznica czerwca '56

Jakże bardzo potrzeba nam orędownictwa Najświętszej Maryi Panny Nieustającej Pomocy. Przekonałem się o tym w czasie dzisiejszych obchodów rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca '56. 

Gdyby nie dosyć anemicznie zaśpiewana przez kilkaset osób pieśń Boże coś Polskę i wyciągnięte dwa palce powiedziałbym, że naród śpi. I nie ma się co dziwić. Najmłodsi uczestnicy czerwca '56, to dzisiaj siedemdziesięcioletni dziadkowie, najczęściej sterani życiem i chorobami, sposobiący się do opuszczenia ziemskiego padołu. 

Rano uczestniczymy z Ewą o 8:00 we Mszy św. u Zmartwychwstańców. Modlimy się: "O pokorne odczytanie i przyjęcie woli Bożej w nadchodzących dniach". Po Mszy świętej Ewa prosi o sakrament chorych. Jutro ma iść do szpitala, by poddać się bolesnemu badaniu i usłyszeć kolejny raz wyrok. Ile razy można słyszeć słowo rak i jak ciężko przyjmować wolę Bożą? Wydawało by się, że za każdym kolejnym razem powinno być łatwiej. Bo to jest się obeznanym, bo tyle razy się "udało", to i tym razem może się udać. Nic bardziej fałszywego, każdy kolejny raz, a mówi to "szpitalna recydywa" jest gorzej i wcale nie jest tak prosto, aż do znudzenia powtarzać na okrągło Bogu i sobie: Jezu Ufam Tobie bo cała jestem Twoja.
      Około południa odbieram telefon ze szpitala. Niestety, nie będziemy mogli żony jutro przyjąć na oddział. Nie mamy miejsca. Dwa skierowania do szpitala okazują się pustymi kartkami. Co to oznacza dla chorego, którego po kolejnych dwóch tygodniach, nie przyjęto po raz drugi na oddział, możecie sobie wyobrazić. A nerwy, stres to najlepsza pożywka dla kolejnej wznowy glejaka. Nie na dużo zda się pocieszanie. Zasada "co się odwlecze, to nie uciecze" w tym przypadku może okazać się wręcz zabójcza.

     Czy mogę pojechać pod poznańskie krzyże - pytam Ewę? W przeddzień głównych uroczystości, ma być Jarosław Kaczyński, będzie sporo ludzi. Wezmę dzwon z banerami informującymi o codziennej modlitwie pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie. Niech idzie w świat ta radosna wiadomość. Mogę się tylko modlić i informować innych o modlitwie. Napisałem "tylko". Po powrocie z obchodów słowo "tylko" koniecznie muszę wykreślić. Od dzisiaj jestem za monarchią.


Dlaczego? Bo w miejscu gdzie w '56 roku skandowałem z innymi "My chcemy Boga" w miejscu gdzie klękał Jan Paweł II i modlił się za ofiary Poznańskiego Powstania, w miejscu gdzie na pomniku wypisano, gdy było już można słowa "Za Boga" nikt dzisiaj nie klęknął, nie chwycił tuby, mikrofonu w rękę i nie rozpoczął z tłumem choć jednej zdrowaśki za ojczyznę do Najświętszej Marii Panny Nieustającej Pomocy. Czy dlatego, że to opiekunka Księży Redemptorystów? Czy do tego trzeba Księdza Jacka Bałemby  SDB, bądź Księdza Stanisława Małkowskiego?
 
Okrzyki i skandowanie choćby najgłośniejsze: Ja-ro-sław, Ja-ro-sław, ko-le-jorz, ko-le-jorz- niczego nie zmienią. Z takich okrzyków nie przybywa dobra w ojczyźnie. Tak samo nie przybywa go z kolejnej setki, tysiąca, miliona zwolenników tej czy innej partii. Nie zmienią Polski biało czerwone-flagi, nie zmienią biało-czerwone parasole, ani niebieskie szaliki. Nie zmienią rozmowy z profesurą, choćby obejmowały profesorów wszystkich polskich uczelni.

Na zdjęciu powyżej: Pan Jarosław Kaczyński opuszcza po rozmowach budynek Uniwersytetu Poznańskiego. 
Dlatego jestem za monarchią. I wiem, mam to przekonanie na 100%, że Polskę zmienia każdy 1 (słownie jeden) człowiek, który się modli. 






























Co Co wobec tego możemy dać dzisiaj Polsce? 
Odpowiem słowami Księdza Jacka Bałemby SDB z Jego dzisiejszego wpisu na blogu:
 Czyste serce – częsta i szczera spowiedź. Każdy grzech śmiertelny jest przyczynianiem się do destrukcji Polski. Szczere nawrócenie jednej osoby przysparza dobra Polsce.
   Modlitwa – codzienna modlitwa (najlepiej w miejscach publicznych – świetlne punkty!) o duchowe odrodzenie Polaków. 
   Krzyż w centrum – w centrum ołtarza, w miejscach publicznych, w mieszkaniu.
   Postawa klęcząca – szczególnie podczas przyjmowania Komunii Świętej, za przykładem rzeszy Świętych (także Świętych polskich) i w duchowej jedności z Ojcem Świętym Benedyktem XVI. 
Wrócę jeszcze do złożenia wieńca przez Pana Jarosława Kaczyńskiego i zadam pytanie: czy ten gest zmienił serce choć jednego Polaka, czy przysporzył choć trochę dobra? 

PiS walczy o godne upamiętnienie ofiar tragedii Smoleńskiej i słusznie. 
Najlepiej jakby to był Krzyż. 
I słusznie. 
Dobrze byłoby by Krzyż był ikoną Polski. 
I słusznie. 
Marzyłoby mi się, by to był mój Świetlisty Krzyż Pojednań. 
Ale dzisiaj zastanawiam się głośno dla kogo, ma być ten Krzyż? 


Jeśli współczesnym Polakom wystarczy by przywódcy narodu złożyli tylko pod nim wieniec, to Krzyż można zastąpić dowolną inną formą plastyczną (na zdjęciu powyżej moment składania wieńca). Tak dwa poznańskie krzyże i orzeł, to już tylko historia. Krzyż pod którym nie modli się Pan Prezydent, pod którym nie modlą się liderzy partii politycznych wydaje się zbyteczny i to już nie tylko tym osobom,  które plażują tuż za Poznańskimi Krzyżami.

Złożyć hołd można pod tablicą pamiątkową. Krzyż w centrum stolicy, w centrum Poznania, Gdańska, na Giewoncie potrzebny jest ludziom o czystych sercach, modlących się pod nim w postawie klęczącej. I tylko tacy ludzie zmienią Polskę. Nie ma dla nas innej alternatywy. Jesteśmy skazani na świętość, albo zginiemy. Dla takich ludzi zaprojektowałem mój Świetlisty Krzyż Pojednań, którego zdjęcie ze słowami: "ten dzwon jest do tego krzyża" udało mi się wręczyć pod pomnikiem Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu. Do takich ludzi należy garstka ludzi modlących się codziennie na Krakowskim Przedmieściu.  Czy będzie ich więcej? Czy jak te świetliki zabłysną w innych miejscach naszej Ojczyzny?

Dzisiejsza prasa lokalna (z 28 czerwca), Głos Wielkopolski na stronach przeznaczonych pamięci Poznańskiego Czerwca w relacji pani Pauliny Jęczmionki " Kaczyński podziękował poznaniakom za walkę", znalazły się słowa: 
"Kilkaset  osób skandujących , śpiewających sto lat, biało czerwone flagi, dzwon z transparentem: Na Krakowskim Przedmieściu trwa codzienna modlitwa pod Krzyżem" - tak sympatycy PiS witali Jarosława Kaczyńskiego przez Pomnikiem Poznańskiego Czerwca 1956 r. A  były premier w otoczeniu wielkopolskich polityków PiS, dziękował poznaniakom za odwagę z jaką w 1956 r. walczyli z komunistyczną władzą".

Pod poniższym linkiem znajdziecie Państwo 10 zdjęć i krótki filmik z przemówieniem Pana Premiera Jarosława Kaczyńskiego

http://poznan.naszemiasto.pl/artykul/968701,jaroslaw-kaczynski-oddal-hold-poznaniakom-zdjecia,
a w nim słowa: " Jeśli moja formacja dojdzie do władzy... w tym miejscu z tłumu słychać było okrzyki "nasza" i w tym miejscu Pan Prezes PiS u poprawił się i powiedział: Jeśli nasza formacja dojdzie do władzy ...
Muszę przyznać, że w podobny sposób i ja utożsamiam się mówiąc: mój Bóg, mój kościół, moja ojczyzna, moja gmina, moja ulica, mój pomnik i moja rodzina, moje miejsce pod krzyżem i wcale nie zamierzam się z tego wycofywać i poprawiać. 

A to sąsiedzi z mojej ulicy czekają na wyjście Pana Jarosława Kaczyńskiego z budynku uniwersytetu. Na filmie przy opuszczaniu budynku można posłuchać głosu mego dzwonu.

W pogoni za mgłą

W Boże Ciało po południu zostaliśmy zaproszeni przez syna na wystawę fotograficzną. Sprawiło to nam wielką radość, bo nadarzyła się kolejna okazja, by spotkać się z rodziną i ich przyjaciółmi na łonie natury.
Po drodze do Biernatek zaczepiamy o Tulce, z zamiarem dowiedzenia się czegoś więcej o brzemiennej mamie, bohaterce zdjęcia, na którym Ksiądz Arcybiskup błogosławi jej dzieciątko. Niestety i tym razem nic z tego nie wyszło. 

Nic nie widać? Nie szkodzi! To normalne we mgle nie dużo widać. We mgle można za to dużo ukryć przed ludzkim okiem. We mgle, w ciemności nie da się za to nic ukryć przed Bogiem. I dlatego mgła ma coś w sobie z Boga, ogarnia nas wokół ale uchwycić ją za rękę trudno. Można jej piękno próbować fotografować. Takie próby zaprezentowali nam uczestnicy kursu  fotograficznego w  Budzie Ruskiej z której niedawno wrócili.

Swoje prace umieścili w tym oto dziwnym budynku, na którego frontonie znalazła się ich wizytówka.

Przy okazji można było zażyć kąpieli w jeziorze, wygrzać się w saunie parowej, coś przekąsić i pośpiewać przy ognisku. Na pokaz przyjechały całe rodziny z dziećmi od "kołyski" po studentów dryblasów. 

A to Kuba - organizator montuje oświetlenie wystawy.

Polując z aparatem na niecodzienne sytuacje.

Za białą kotarą pod pułapem  drewnianego stropu na przestrzeni około 60 metrów kwadratowych znalazły się wybrane prace.

Każda opisana godłem, datą oraz imieniem i nazwiskiem wykonawcy.


Moje fotografie zdjęć nie robią na oglądających specjalnego wrażenia.

Co innego zobaczyć te cacka w naturze.

Ewa na wystawie.

W stosunku do Boga trzeba być namolnym, jak Abraham.


I z uśmiechem podchodzić do życia.

Kuba tłumaczy w jaki sposób fotografował promienie słoneczne.


Goście zwiedzający wystawę.

Autorzy prezentowanych prac.


Pożegnanie z Gosią.

Czy te oczy mogą kłamać?