piątek, 30 września 2011

Po czynach ich poznacie

Ten post piszę specjalnie dla Molsera, a konkretnie dla Pani Molser. Towarzyszy nam od początków. Znamy się,  jak mawia staropolskie przysłowie "jak łyse konie" (przynajmniej ja jestem łysy, a Ewie już nie dużo po chemii zostało). Darzymy Ją wielką, a co najważniejsze bezinteresowną sympatią, mimo zazwyczaj nieprzychylnych komentarzy, zwłaszcza tych, w których starała się robić za "faceta". To co chcę napisać, winno się znaleźć oczywiście poza blogiem, w prywatnym liście, tak by było zgrabniej dla obu stron. Niestety, Pani Molser ukryła się pod pseudonimem i nie podała nam, nie tylko swoich prawdziwych danych, ale nawet meila do siebie. Wobec tego, pozostał nam tylko kontakt przez blog. A więc:
Szanowna Pani Molser!
Zbliżają się wybory. Nie wiem czy pójdziesz głosować. Znasz nasze typy i wiesz, że będziemy głosowali za PiS. Z tego co się zorientowaliśmy jesteś przeciwna PiS -owi,  gdyż sam Prezes Jarosław jest zwolennikiem kary śmierci. 
        Przejrzałem wypowiedzi Pana Jarosława Kaczyńskiego na temat kary śmierci. Ostatnia, jaką znalazłem, jest sprzed 5 laty, z czasów gdy był Premierem, a jego brat Lech - Prezydentem Polski. Mieli wtedy bracia okazję wprowadzić swoje zamiary w życie. Przypomnę, że w 2005 roku 60% europejczyków, a nieco mniej bo 58% Polaków, było za przywróceniem kary śmierci. 
        Przytaczam fragment wypowiedzi Premiera Jarosława Kaczyńskiego z 12.10.2006 za portalem:
http://wiadomosci.gazeta.pl/Wiadomosci/1,80269,3680155.html

Szef polskiego rządu, zapytany przez włoskiego dziennikarza o to, czy w programie jego partii znajduje się również przywrócenie kary śmierci, odparł: "Nie. Dzisiaj to nierealna hipoteza, ale któregoś dnia może będzie mniej nierealna. Osobiście jestem przekonany o jej ważności. Nie widzę powodu, dlaczego państwo ma gwarantować kryminaliście warunki lepsze niż ofierze. To przekonanie rozważyłem na płaszczyźnie moralnej i rozumowej i to mimo że stanowisko Kościoła i Jana Pawła II różni się od mojego".


     Co dzisiaj, po 5 latach sądzą na temat przywrócenia kary śmierci nie tylko Pan Jarosław Kaczyński, ale kandydaci na posłów i senatorów z PiS-u,  proszę ich zapytać? 
     Moi kandydaci są przeciwni wprowadzeniu takiej kary.
     Przed 400 laty Ks. Piotr Skarga  w Kazaniach Sejmowych mówił: "Mniejszy to grzech człowieka zabić , niż na stanowieniu prawa pobłądzić , bo ono złe prawo, długo będzie ciała i dusze zabijało".
A ja co sądzę?      Dla mnie piąte nie zabijaj, to nie zabijaj. Moje nie zabijaj jest bardzo szerokie. Chciałbym zwrócić Twoją uwagę Molser na jeden z aspektów "tego nie zabijaj". Nie ma w Polce obecnie kodeksowej kary śmierci. To prawda, ale istnieje, doświadczaliśmy i doświadczamy tego na co dzień sprawa skazania kogoś na śmierć cywilną, na niebyt za życia. To zjawisko, które zasługuje na wyraźne potępienie. O tym się głośno nie mówi. Skazać przeciwnika na niebyt, pogrążyć go w zapomnieniu, uśmiercić za życia. Można by było podać wiele przykładów. 
       Jednym z nich jest nie wydanie koncesji Telewizji Trwam i Radiu Maryja na dalsze nadawanie programu. Państwo, pod rządami PO, mieniące się demokratycznym, ucieka się do takich numerów.
       Gazeta Polska wydanie codzienne sprzed kilku dni informowała, że przyczyną katastrofy smoleńskiej był wybuch nad samolotem głowicy konwencjonalnej rakiety z ładunkiem termobarycznym. Nie mnie oceniać czy tak wyglądał zamach, czy nie. Mogę tylko powiedzieć tyle, po czynach ich poznacie. A jakie są czyny, a może lepiej, czego nie zrobiono, a co należało zrobić, przez te kilkanaście miesięcy, widać gołym okiem. 
      Grzechem jest życzyć komuś źle. Nieraz tak beztrosko mówimy nawet do najbliższych, nie mówiąc o przeciwnikach politycznych:  "Idź do diabła", "Zejdź mi z oczu", "Nie chcę Cię znać", "Zgiń przepadnij , siło nieczysta", "A bodaj by cię piekło pochłonęło". Wierzysz w Boga, to i w diabła musisz wierzyć. On nie pozostaje głuchy na ludzkie słowa, na ludzkie myśli. Samego Jezusa potrafił swego czasu kusić. Takie słowa, powiem więcej, takie myśli nie pozostają bez echa. Z jednej strony modlimy się do Boga, a z drugiej wzywamy do pomocy diabła. 
       Wystarczyło komuś pomyśleć: "Niech lecą, niech się pozabijają". Chwyćmy gazety sprzed tragedii smoleńskiej i prześledźmy propagandę z tamtego okresu, a nie będziemy mieli wątpliwości, kto komu śmierci życzył, jeśli nawet nie fizycznej, to niebytu medialnego, a jeśli już, to całkowicie wypatrzonego z prawdy. A potem, po tragedii, w tych samych głowach rodziły się myśli a niekiedy słowa: "dobrze im tak, po co się tam pchali na siłę". Te wyroki śmierci zostały "wykwakane". Bez  ustawy i bez paragrafu setka Polaków została na nie w myślach i skamieniałych sercach skazana. Nikt nikomu z ludzi nic nie udowodni, bo jak diabłu udowodnić jego interwencję. W swoim destrukcyjnym działaniu jest tak doskonały, jak sam Pan Bóg w akcie stwórczym.  Kto tego nie chce widzieć, jest tak ślepy, jak szósty kotek z bajki, którą swego czasu przytoczyłem.

O kotkach        


Urodziła kotka kociąt siedem.
Sześć z nich za PO, a za PiS-em jeden.


Czas im szybko płynął. Gdy minęło dni siedem,
sześć kociąt za PiS-em, a za PO jeden.


Co się kotkom stało ?
Pięć ślepych kociąt na oczy przejrzało !

Upadek pod Matką Boską

Dzisiaj już piątek, ostatni dzień września. Z dzienniczka wypadł mi wczorajszy dzień. 
Czwartkowy ranek rozpoczął się jak zawsze ranną Mszą św. Ksiądz nawiązał do patronów dnia: Świętych Archaniołów Michała, Gabriela i Rafała, a także naszych aniołów stróżów. Czy ty się jeszcze na starość modlisz do swojego Świętego Patrona i wzywasz Go za orędownika? - zakończył pytaniem homilię. Jakiego rodzaju są aniołowie, a konkretnie archaniołowie? - zastanawiałem się. Michał i Rafał - z pewnością rodzaju męskiego. A Gabriela? To męski Gabriel, czy też może żeńska Gabriela? W rodzinie mamy dwie Gabriele, to pewno będzie rodzaju żeńskiego. A i z Michałem też kłopot, bo średni wnuk to Michał, a najmłodsza wnuczka to Michalina i imieniny im się zbiegają.

Ewa wstała z nowymi siłami na śniadanie. Pomogłem jej w rannej toalecie i ubraniu się. Śniadanie zjadła z apetytem. Z moją niedużą pomocą przeszła się po pokoju. Będzie dobrze, Jezu Ufam Tobie, siłę masz, siłę dasz jej Panie. Zostawiłem ją przed telewizorem, a sam zszedłem do biura. Za dwa dni pierwszy. Trzeba robić listy płac. Po godzinie słyszę z góry słaby głos Ewy, wołający mnie po imieniu. Biegnę po schodach w górę. Leży bezradna, na posadzce w kwiatach pod Matką Boską. 
Czy połamałaś się? - pytam. 
Chyba nie, pomóż mi wstać. 
Łatwo powiedzieć. Odsuwam połamane i poprzewracane doniczki z kwiatami, by się do niej dostać swobodnie. Próbuję ja wydostać leżącą bardziej na środek pokoju. O podniesieniu jej na nogi nie było co marzyć. Nie dała się przewrócić na potłuczone kolana. Udało mi się ją posadzić tak, by oparła się o szafkę pod telewizorem. By ją podnieść obolałą i bezwładną na nogi potrzebny byłby dźwig, albo dwie osoby. Po zastanowieniu udało mi się ją posadzić na wycieraczce, na której przeciągnąłem ją jak kiedyś wnuków po gładkich kafelkach podłogowych w obręb schodów. Była jak ta kłoda ciężka i bezwładna. Siedząc na najwyższym stopniu podestu i mając nogi spuszczone dwa stopnie poniżej, oraz do dyspozycji obustronne poręcze, na "hoł siup" z moim podźwignięciem udało jej się wstać na nogi. Pobieżnie sprawdziliśmy czy się nie połamała. Osteoporoza w tym wieku daje się we znaki. Wydawało się, że wszystko jest dobrze. Położyłem ją do łóżka. Nie mogła zasnąć. Po godzinie wstała. Zrobiło się południe. Przed pomnik  przyjechała  brygada z zadaniem ułożenia kostki w miejscu wykopu po awarii wodociągu. Wiedziała, że będę musiał dojrzeć by robota była wykonana z poznańską solidnością. Wstała z łóżka i poprosiła bym ją ubrał i wyszedł z nią przed dom. Nie chciała robić zdjęć z balkonu.

środa, 28 września 2011

Koronka w domu

Ewa jest dzisiaj tak słaba, że udało jej się z moją pomocą ubrać rano, przejść kilka kroków, pokonać 5 stopni i zrobić kilka kroków do fotela w którym zjadła śniadanie, potem obiad nie mogąc wstać z miejsca. Na Koronkę na 15:00, którą zamierzaliśmy jeszcze wczoraj odmówić na placu przed pomnikiem nie zeszła. Siedzącą w fotelu ustawiłem ją w oknie balkonowym tak, by miała widok (jak na zdjęciu) na Chrystusa Miłosiernego. Poprowadziła sama całą Koronkę. Modliliśmy się we dwójkę. Nie widziałem by się ktoś w tym czasie kręcił pod pomnikiem.  Po skończeniu prosiła by ją posadzić przed komputerem. Przeczytała meila od syna i zaprowadziłem ją do sypialni. Teraz siedzi w łóżku i rozwiązuje super wolno kolejne krzyżówki.
Bardzo się cieszę, że wczoraj miała na tyle siły, że wsiadła koło południa w samochód i pojechała do spowiedzi. Towarzyszyłem jej jak umiałem wspierając modlitewnie na adoracji w Parafii. Jej ksiądz kazał na siebie czekać półtorej godziny, a i mnie się nie spieszyło do domu. To było radosne popołudnie.i wieczór. Na 18:30 podwiozłem ją na Mszę św.do parafialnego kościoła. Miała na tyle sił, że gdy trzeba było stać - stała, co się jej ostatnio nie często zdarza.
Z radością w sercach położyliśmy się około 22:00 do snu, pomodliwszy się wcześniej Ona stojąc w kuchni i spoglądając na Chrystusa Miłosiernego, a ja klęcząc przy poręczy z napisem Jezu Ufam Tobie.

wtorek, 27 września 2011

4 Koronka na ulicach miast świata 2011

i oddając się całkowicie Bożemu Miłosierdziu wołamy: Jezu, ufam Tobie!
Od czterech lat, tego samego dnia  28 września i o tej samej porze stajemy na rogach ulic zatłoczonych miast, uśpionych miasteczek i wiejskich rozdrożach, aby prosić Boga o miłosierdzie dla nas i całego świata.
Nazwaliśmy tę akcję apostolską: „Koronka do Bożego Miłosierdzia na ulicach świata”.
Tego dnia wielu pokornie staje na chodniku, skrzyżowaniu ulic, by samotnie,
w parze lub w małej grupie odmawiać tę świętą modlitwę.
 
Zapraszamy również Ciebie, byś stanął 28 września 2011 roku o godz.15.00
na skrzyżowaniu przed parafialnym Pomnikiem Bożego Miłosierdzia w Baranowie razem z nami  i połączył się z Jezusem konającym na krzyżu, a następnie odmówił wraz z nami Koronkę do Miłosierdzia Bożego,
tę cudowną modlitwę zdolną zmienić nie tylko Ciebie i mnie, ale świat cały.

Godzina 15:00 to moment konania Jezusa (Godzina Miłosierdzia), czas wielkiej łaski dla tych, którzy dla zasług Jego męki błagają z ufnością o miłosierdzie dla siebie i bliźnich.
Dlatego przed odmówieniem Koronki do Miłosierdzia Bożego połączymy się z Jezusem konającym na krzyżu słowami aktu:
„O Krwi i Wodo, któraś wypłynęła z Najświętszego Serca Jezusowego jako zdrój miłosierdzia dla nas, ufamy Tobie!”,
by choć przez krótki moment rozmyślać o Jego męce podjętej dla nas z miłości
oraz w duchu polecić nasze intencje i dla zasług Jego bolesnej męki prosić o ich wysłuchanie.

W ten sposób nauczymy się praktykować modlitwę w Godzinie Miłosierdzia, po której odmawiać będziemy Koronkę do Miłosierdzia Bożego. Jest to modlitwa (tak jak Godzina Miłosierdzia) przekazana osobiście przez Pana Jezusa świętej Faustynie Kowalskiej, modlitwa wyjątkowa, którą trzeba odmawiać wiernie oraz uczyć jej innych. To jest modlitwa na nasze czasy.
Wołaj więc z ufnością do Miłosiernego Boga, aby przebaczył winy, odpuścił grzechy i błogosławił nam w codzienności. Jesteś zaproszony do małej rzeczy, która może uczynić tak wiele.
Irena-Ewa z Jerzym
więcej: http://www.youtube.com/user/swiat2002?feature=mhee

Całodzienna Adoracja Najświętszego Sakramentu

Dzisiaj mamy w parafii całodzienną adorację Najświętszego Sakramentu.

Wczorajsza intencja Mszy św. "Przepraszająca za grzechy" - wyjątkowo rzadko się zdarza taka intencja.


"Ciekawe jak to będzie? Jak zawsze? Albo stanie się cud!


Jeden jest tylko Pan, tutaj jest Jego dom.


Klęknijcie wszyscy, którzy tu wchodzicie 
Bogu oddajmy cześć!

poniedziałek, 26 września 2011

Absencja, czyli nieskuteczność.

Zacznę od końca, od notki redakcji Rzeczpospolitej, jaka się dzisiaj ukazała na końcu felietonu Pawła Milcarka pod tytułem "Absencja, czyli nieskuteczność". Brzmi on: "Felieton został odrzucony przez "Niedzielę". Redaktorzy tygodnika przekazali Pawłowi Milcarkowi, iż artykuł może się ukazać dopiero po wyborach". - tyle Rzeczpospolita.

Co jest istotną przyczyną, że felieton o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci Pawła Milcarka, stał się pożywką dla wielu publicystów, zanim się jeszcze dzisiaj ukazał w ogólnopolskim dzienniku. Odpowiedź dał sam autor, pisząc, że zakaz zabijania nienarodzonych "był sprawą ważną dla niektórych porządnych ludzi w PiS - ale nie była to ważna sprawa dla kierownictwa tego klubu".

Nie mnie dzielić ludzi w PiS na porządnych i nieporządnych, którzy z takiego czy innego powodu nie wzięli udziału w głosowaniu. Nie mnie oceniać przyczyny absencji. Znamy listę nieobecnych, podobnie jak znamy listę tych posłów z PO, którzy wyłamali się z dyscypliny partyjnej i zagłosowali za ustawą. To są bohaterowie, ludzie z kręgosłupem. Chrześcijaństwo wymaga czynu i Oni ten czyn wypełnili.

Czy sprawa ta była ważna dla kierownictwa klubu PiS, nie będę oceniać. Mogę tylko powtórzyć za Pawłem Milcarkiem, że za czasów marszałka Sejmu, Marka Jurka "przeciw próbie zmiany konstytucji wystąpił niemal cały establishment polityczny: od prezydenta śp.Lecha Kaczyńskiego do Donalda Tuska razem z SLD".

Interesuje mnie natomiast czy dzisiaj, na dwa tygodnie przed wyborami, ta sprawa jest ważna dla kierownictwa klubu PiS?

Gdyby to była sprawa życia i śmierci, a taką z pewnością jest ta sprawa, byłaby nieustannie podkreślana i nagłaśniana na każdym jednym spotkaniu przedwyborczym pana Jarosława Kaczyńskiego. Niestety cisza, nic się takiego do mediów nie przedostaje.  Słyszymy o karcie rodziny wielodzietnej, słyszymy o wspólnym ulgowym rozliczaniu rodzin wielodzietnych, ale o ochronie życia, nie. To już ostatni dzwonek panie Prezesie Jarosławie Kaczyński, by Pan jasno i otwarcie na całą Polskę, na cały świat zaczął głosić wszem i wobec, nie zważając na nikogo, że życie jest darem Bożym od poczęcia do naturalnej śmierci, a także na każdym jego etapie. "Tam gdzie Bóg, tam przyszłość" Panie Jarosławie, niech Pan powtarza za Papieżem Benedyktem XVI.

Zakończę tak jak pan Paweł Milcarek swój felieton:

"Niestety, nie ma w Sejmie partii, która uznawałaby sprawę cywilizacji życia za coś godnego skutecznej polityki"

Czas najwyższy tę fundamentalną sprawę jasno wyartykułować. Dobrze się składa, że właśnie dzisiaj, kiedy to  częstochowska odnowiona "Niedziela" obchodzi swój 30-ty jubileusz i mija 85 lat od powstania tego katolickiego tygodnika, a jej redaktor naczelny Ksiądz Infułat Ireneusz Skubiś obchodzi 50 lat kapłaństwa, sprawa ta zostanie prawdopodobnie poruszona.

niedziela, 25 września 2011

Upadnij na kolana Ludu czcią przejęty


Ewa wyraziła dzisiaj wolę, by zamiast do parafialnego kościoła udać się do naszej dawnej Parafii w Przeźmierowie na Mszę św. o 18:00, a potem na grób Łukasza, wokół którego wczoraj porobiłem porządki formując zieleń (jałowce i tuje).
W czasie Mszy św myśli moje krążyły wokół Ewy i sakramentu Spowiedzi Świętej. Od ostatnich cichych dni nie przystępuje do Komunii św. Nie za bardzo wiem jak jej pomóc. Nie może się jakoś pozbierać, by stanąć w prawdzie przed Bogiem. A Pan każdego dnia nią delikatnie potrąca. Ostatniej nocy nie spała do 2:00 i przewracało ją na lewą stronę. Może należy ją po prostu wprost zapytać: czy Ją nie podwieźć gdzieś do miasta do spowiedzi? Szkoda, że Częstochowa z ks. Jackiem jest tak daleko, ale i w Poznaniu można się dobrze wyspowiadać.





Podniesienie Ciała i Krwi Pańskiej

Gdy przyszło do Komunii Świętej stanąłem przed dylematem, czy w parafii w której wszyscy przyjmują Ciało Pańskie na stojąco uklęknąć przed Panem, czy w stadzie przyjąć Go na stojąco. Sprawa się rozwiązała gdy z chóru rozległa się pieśń: "Upadnij na kolana ludu czcią przejęty". Podchwycił ją pełen kościół ludzi, a ja nie miałem wątpliwości żeby Pana przyjąć na klęcząco. Gdy zamierzałem wpisać tu tekst tej starej mądrej pieśni, natknąłem się na wypowiedź pani Wandy Półtawskiej właśnie na ten temat, którą z uwagi na wyjątkowo trafne spostrzeżenia, z którymi się utożsamiam przytaczam w całości za stroną :
http://www.duchprawdy.com/eucharystia_wanda_poltawska.htm

Wanda Półtwaska o Eucharystii

Upadnij na kolana Ludu czcią przejęty

Uwielbiaj swego Pana!

Mała byłam, jeszcze nie chodziłam do szkoły, gdy zachorował nasz dozorca, stary Pan Michał. Groźny był, wielki, z dużymi rudymi wąsami. Dzieci z przedszkola bały się go – ja nie. Michał był moim przyjacielem i strasznie mi się podobało, jak żelaznym drągiem wybijał lód z rynsztoka. Lód pryskał na wszystkie strony. Raz chciałam, żeby mi pozwolił też tak robić; roześmiał się, podał ten drąg, którego w ogóle nie mogłam ruszyć. Był taki mocny zawsze, wydawał mi się uosobieniem mocy. A teraz leżał w łóżku i nie mógł wstać. Zima to była, czy może przedwiośnie, bo śnieg był pomieszany z błotem, taka mazia. Dzieci z podwórka wiedziały, że stary Michał umiera i dlatego przyjdzie do niego Pan Jezus. Trochę się dziwiłam, dlaczego dopiero teraz, jak już nie może wstać, a nie wcześniej. Ale wszystkie czekałyśmy przy furtce od ulicy. Zza rogu, a właściwie zza  zakrętu, odezwał się dzwonek, chłopiec taki niewiele większy ode mnie, w białej komeżce dzwonił dzwonkiem, a wszyscy od razu się obejrzeli – za nim szedł ksiądz. Zbyszek, duży chłopak z podwórka, powiedział: „niesie Pana Jezusa” – nie było widać gdzie niesie, ale wszyscy od razu uklękli. Jakiś pan w szubie, jakaś pani w futerku i pan w czerwonej czapeczce, co przynosił listy do mojej starszej siostry. I chłop zlazł z wozu, zatrzymał konie i ukląkł. Wszyscy bez namysłu w to błoto i roztapiający się śnieg. Ja też – wszystkie dzieci z podwórka też. Przez moment błysnęła mi myśl: „mam białe getry, co na to powie mama!?” Ale mama właśnie wyszła na próg i uklękła też. Ksiądz poprzedzony chłopczykiem wszedł do sieni na prawo do izdebki, gdzie mieszkał stary Michał. A potem jeszcze pamiętam samą trumnę. Wynosili ją bokiem, bo nie chciała się zmieścić, na cmentarz mnie nie wzięli. Tyle lat temu, a ja niemal co dzień wspominam tę scenę. Ludzi klęczących, bo przechodzi Pan Jezus. Wspominam to podczas każdej Mszy św., gdy widzę, jak ministranci rozparci siedzą na ławkach koło ołtarza, a ksiądz koło nich rozdaje Komunię św. Widzę to, gdy na Mszy św. podczas Podniesienia ludzie stoją – klęczy parę starych kobiet. I widzę to w kaplicy papieskiej, gdy wszyscy siedzą, a klęczy jeden człowiek w białej sutannie i z białymi włosami, Jan Paweł II. Gdy go w Krakowie nie można było znaleźć w Kurii, wystarczyło pójść parę ulic dalej, gdzie siostry mają wieczną adorację. Klęczał tam godzinami.
Młodzi, zdrowi – dlaczego nie klęczą? Bo niemodne? Nie, to by nie wystarczyło, to jest głębszy znak – „upadnij na kolana, ludu czcią przejęty”, no właśnie, trzeba być czcią przejętym, żeby paść na kolana. Trzeba wiedzieć przed kim i dlaczego. Wstać można na znak szacunku. Wstają studenci, gdy wchodzi profesor, stoją ludzie na baczność, gdy grają hymn państwowy. Ale jest to zwłaszcza dzisiaj gest wieloznaczny. Stoi się, stało się godzinami w kolejce pod sklepem (niekiedy pod sklepem monopolowym kolejka była dłuższa niż za chlebem), stoi się w przepełnionym tramwaju, stoi się na przystanku. Już samo wstanie nie jest jednoznaczne i jest to gest na użytek ludzi.
Dla Boga – jeżeli się choć trochę pojmuje kim On jest, człowiek od wieków szukał sposobu wyrażenia tej czci, tego timor Dei, jaki stworzenie winno okazać Stwórcy; starał się znaleźć gest szczególny, specjalny, jedynie dla Boga przeznaczony; ludzie klękali, wznosili ręce do nieba. Gest nie ofiarowywany nikomu z ludzi. Owszem jeszcze Jego Zastępcy – przed Piotrem na Stolicy Apostolskiej klękali ludzie. Kiedyś – dziś nawet tam nie – Dlaczego? Zmalał Bóg w ludzkich oczach sprowadzony do naszego nędznego wymiaru – pojecie sacrum (tego, co święte) zanika. Jest, jest paru szaleńców Bożych chodzących po tym świecie XXI wieku, usiłujących zaszczepić na nowo kult dla Białego Krążka w złocistej monstrancji. Chodzą od parafii do parafii i namawiają na wieczystą adorację. I mówią rzeczy graniczące z cudem, że od czasu, jak w tej parafii całą dobę adoruje się Przenajświętszy Sakrament, jak ludzie kolejno klęczą przed Sanctissimum, to maleje ilość przestępstw, to zmienia się klimat parafii. A inni? Niektórzy wzruszają ramionami: ach to tylko symbol; inni oglądają się dookoła: wszyscy stoją, jakże się tu wychylać, sam jeden? Pierwszy raz widziałam człowieka stojącego podczas podniesienia w kościele w Lublinie, na samym początku okupacji: SS-man w mundurze (a jakże katolik – na pasie miał wybite przecież Gott mit uns). Stał sztywno na rozkraczonych nogach, a cały kościół klęczał. Potem po wojnie umarł nasz kolega – przez wszystkich ceniony; na pogrzebowej Mszy św. koledzy po fachu, panowie doktorzy partyjni, stali sztywno. Lojalnie przyszli na Mszę św., ale nie mogli się narazić klękaniem. I było to jak znak – wierzący wiedzą, co się dzieje, padają na kolana. Niewierzący grzecznie stoją, jak na uroczystości ludzkiej, nie rozumiejąc nic więcej. A teraz ? W kaplicy u Sióstr podczas Mszy św. wszystkie stoją. Nie, nie wszystkie: dwie staruszki klęczą i ja – pytam przełożonej, co to jest, czy one nie rozumieją? Czy wszystkie są chore? Przełożona trochę speszona mówi: „z Zachodu przyszło, Kapituła przegłosowała zmiany stroju i zmiany obyczaju”. Magiczne słowa, jak zaklęcie: z Zachodu. Zalewa nas fala brudnej wody z Zachodu, przywożą do nas śmiecie, a w Polsce się wszystko bierze, bo … bo po prostu jest snobizm. Snobizm na zachód – na „nowoczesność”! „Wszystko jedno jak się modlę”, ktoś mi powiedział; może, ale … jak dzieciom odróżnić wagę tego, co się dzieje podczas Mszy św.? Dawniej na Ewangelię wierni stali ze skupieniem słuchając słów natchnionych, ale gdy Bóg sam schodził na ziemię – padali na kolana, dziecko widziało: jest Bóg tu i teraz – hic et nunc! Tak jak my dzieci z podwórka wiedziałyśmy na pewno, że przychodzi Ktoś najważniejszy – sam Pan Jezus, bo wszyscy dorośli padli na kolana. Co wiedzą dziś dzieci? Czego się uczą patrząc na dorosłych? Nawet tych niby wierzących, nawet w kościele – w którym dziś niekiedy nie można odnaleźć tabernakulum wyrzuconego z głównego ołtarza gdzieś do kąta? Gdzie Bóg sam z niepojętą cierpliwością czeka na człowieka…
Wanda Póltawska


Czy przepych kwiatów nie przysłonił nam dzisiaj Chrystusa?
A w cerkwi był skromny bukiet astrów!

Msze św. w intencji Ojczyzny

Dzisiaj, w niedzielę 25 września, w szóstym dniu odprawiania Mszy Świętych na Jasnej Górze przez ks. Jacka Bałembę SDB w intencji naszej Ojczyzny zebrali się orędownicy Krucjaty Różańcowej.
Będą radzić, a przede wszystkim się modlić.
Nasi Współcześni Apostołowie.
Chciałbym ich wesprzeć tak jak umiem i potrafię.
Modlitwą.
Boże dobry i miłosierny - zmiłuj się nad nami!
Święta Maryjo,Pocieszycielko nasza - módl się za nami!
Święty Józefie - módl się za nami!
Święty Joachimie i Anno - módlcie się za nami!

Święty Janie Apostrole, Patronie emerytów i rencistów - módlcie się za nami!
Święci Patronowie nasi
Święci Aniołowie Stróżowie- módlcie się za nami!
Starość pogodną i szczęśliwą - daj nam, Panie!
Starość wdzięczną i wynagradzającą - daj nam, Panie!
Starość wyrozumiałą i dobrą - daj nam, Panie!
Starość pożyteczną dla innych - daj nam, Panie!
Starość cichą , pokorną i pełną Twej pociechy - daj nam, Panie!
Zbawczą bojaźń Twoich sądów - daj nam, Panie!
W pełni świadome przygotowanie sakramentalne - daj nam, Panie! 
Od starości samolubnej i zrzędnej - zachowaj nas,Panie!  
Od bezużytecznych żalów i goryczy - zachowaj nas,Panie!
Od niepokojących wspomnień  - zachowaj nas,Panie!
Od pokusy zwątpienia - zachowaj nas,Panie!
Nasze brzemię doświadczeń, jako ofiarę - przyjmij,Panie!
Blaskiem żywej wiary - rozjaśnij naszą starość, Panie!
Nadzieję zmartwychwstania - umocnij w nas,Panie!
Nasze Cierpienie i naszą samotność , dla wzrostu Twojego Królestwa - zechciej przyjąć, Panie!

Praca dla potakiwacza


Byłem bezrobotnym!
Po ponad 20 letniej nieprzerwanej pracy w jednym z poznańskich biur projektów budowlanych, pod koniec stycznia 1990 roku, dostałem 3 miesięczne wypowiedzenie z pracy. Nie podanie przyczyny wypowiedzenia, nie stanowiło dla Sądu Pracy żadnej okoliczności, by stwierdzić o bezskuteczności wypowiedzenia. Nie byłem sam zwalniany. W tym samym czasie w zakładzie pracy liczącym niecałe 100 pracowników, pracę straciło 26 osób w tym wszyscy kierownicy pracowni,a wśród nich i ja, kierownik 30 osobowej pracowni budowlanej, awansowany na to stanowisko rok wcześniej. W grupowym zwolnieniu Sąd Pracy nie dopatrzył się uchybienia przepisom. Zostałem bezrobotnym.


Dwa dni temu "molser" napisała "... Jerzy jest nieomylny, wszechwiedzący i już. On wie najlepiej i już!".
Niestety molser muszę Cię rozczarować! Nie jestem bogiem, a przypisujesz mi boskie cechy.
Nie wiedziałem przed dwudziestu laty jak wyjść z bezrobocia i nie nauczyłem się załatwiania sobie pracy do dzisiaj. Ale jednego nikt mi zarzucić nie może: nigdy w stosunku do żadnej ludzkiej władzy, nie byłem potakiwaczem wchodzącym w układy. Nad sobą uznaję tylko jedną władzę Boga - Chrystusa mojego Króla i Pana.
Dla potakiwaczów znalazłem wywiad pod tytułem: "Praca dla potakiwacza".  Pod takim tytułem ukazał się w sobotnio niedzielnym dodatku do Rzeczpospolitej, Plus Minus wywiad Roberta Mazurka, z Janem Artymowskim obecnie zastępcą sekretarza generalnego SD. Przytaczam fragment tego niezwykle interesującego wywiadu dotyczący bezrobocia w Polsce. Okazuje się że jak mówi Jan Artymowski: 
"Dziś najskuteczniejszym i największym w Polsce biurem pośrednictwa pracy jest Platforma Obywatelska. Skala władzy, a przez to możliwości Platformy są przeolbrzymie, nieporównywalne do żadnej z dotychczasowej partii w Polsce. Każdy szeregowy członek PO może, jeśli tylko chce i jest w odpowiednim układzie, znaleźć dobrą robotę. Platforma jest nieporównywalna z tym co działo się za rządów SLD czy PiS. Zapanowała bezprecedensowa bezczelność i bezwstydność w obsadzaniu stanowisk z nominacji politycznych. Platforma sobie wykombinowała, że może sobie pozwolić na wszystko. Jak się okazało, przy zupełnym braku reakcji mediów na te praktyki. Platforma nawet jak prywatyzuje, to na pół gwizdka, żeby nie pozbywać się wpływu na firmy i możliwości upychania tam ludzi.To zwyczajne zapewnianie pracy wojsku partyjnych baronów. Posad jest mnóstwo, można przebierać. Administracja ma taką zdolność do rozrastania się, że dla ministra czy wiceministra stworzenie kilku dodatkowych stanowisk to żaden problem. Na najwyższym szczeblu osobą kluczową jest minister skarbu, ale jest też mnóstwo urzędów samorządowych, jest wojewoda, któremu podlegają liczne spółki. Tego jest taka masa, że trudno to nawet policzyć. Olbrzymim pracodawcą są urzędy marszałkowskie i nie chodzi już tylko o armię urzędników, ale o kontrolowane przez sejmik fundusze, agendy, spółki.Na Mazowszu wśród ludzi tam zatrudnionych trudno znaleźć kogoś kto rodzinnie lub towarzysko nie jest związany z Platformą lub PSL-em...To zupełnie oczywiste, że do nowo mianowanego szefa urzędu przychodzi przełożony partyjny i przynosi mu całą teczkę CV. To absolutnie masowa skala... Ci którzy partię traktują tylko w ten sposób , nie są dla niej atrakcyjnym nabytkiem. Bo jak się okaże, że partia straci władzę, to i oni od niej odejdą".


Aneta znalazła pracę u Ewy.

Kuba na spacerze z mamą.
"Małżeństwo jest drogą do świętości,
nawet jeśli się staje drogą krzyżową."
słowa błogosławionego JP II zasłyszane z dzisiejszej rannej homilii o Św. Kindze z RM.

sobota, 24 września 2011

Obłuda



Chwytam dzisiejszą Rzeczpospolitą i czytam co premier Donald Tusk  ma do powiedzenia w ramach kampanii o dzieciach. Wczoraj w Świdwinie padły kolejne obiecanki "znajdą się pieniądze na politykę prorodzinną" obiecywał w przedszkolu Pan Premier. 
To śmiech Panie Premierze! Dzisiaj już nie tylko dorośli Panu nie wierzą, kruszy się stały elektorat. Na co Pan liczy? Na dzieci? Racja. Tylko dzieci mogą jeszcze uwierzyć w Pańskie bajki.
Jeszcze przed miesiącem zarządził Pan dyscyplinę partyjną by odrzucić obywatelski projekt o ochronie życia od poczęcia do naturalnej śmierci, a dzisiaj bajki Pan opowiada dzieciakom o pieniądzach na prorodzinną politykę PO. Obłuda, jeszcze raz obłuda.
Tuskowi w podróży towarzyszyła pani Krzywonos - Strycharska - działaczka opozycji z okresu PRL, prowadząca rodzinny dom dziecka, która podkreśliła, że angażuje się w kampanię PO bo "jestem tu po to, żeby nie zmieniając, zmienić wszystko, co jeszcze można zmienić". To wyznanie pani Krzywonos doskonale charakteryzuje ostatnie cztery lata "prorodzinnej" polityki obecnego rządu. Nic dodać, nic ująć.
Jak czytam w Polskę ruszyło oprócz "TUSKOBUSU"  dodatkowe 18 autobusów z ministrami i liderami z list wyborczych by rozwozić po Polsce obiecanki bez pokrycia. Mają dotrzeć wszędzie jak mówi rzeczniczka sztabu wyborczego PO Małgorzata Kidawa - Błońska. To potężne działanie promocyjne.


Co na to PiS ?
Wczoraj Jarosław Kaczyński odwiedził Jasną Górę gdzie się modlił. Przy okazji stwierdził, że w Polsce istnieje wielkie zagrożenie dla wartości chrześcijańskich, a w ostatnim czasie w naszym kraju profanowany jest krzyż, propagowany homoseksualizm i satanizm.
Modlitwa Pana Jarosława.
Moja modlitwa.
To jest konkretna droga do odnowy naszej Ojczyzny.
Jutro zbierają się na Jasnej Górze liderzy Krucjaty Różańcowej w intencji Ojczyzny na swoim drugim spotkaniu.
Nie mogąc być osobiście łączę się z nimi duchowo.

piątek, 23 września 2011

21 września przed pomnikiem na środku skrzyżowania zaparkował gminny samochód.


Kierowca okazał się pracownikiem technicznym wodociągów gminnych.


Jego zadaniem było usunięcie awarii na sieci wodociągowej.


Okazało się że zasuwa, której króciec wbudowany jest w plac przed pomnikiem jest na trwale zamknięta.


Powodowało to, że oczko (pętla) przechodząca ul. Lipową nie jest zasilana jednocześnie z dwóch kierunków.


Przy pomocy dwóch śrubokrętów rozbierał kostka po kostce niszcząc fakturę pierwszych kilku kostek.

Szczelnie ułożona nawierzchnia z pozbruku nie dawała się łatwo rozebrać i trzeba było uciec się do pomocy kilofa by podważyć kolejne kostki.

Chwila odpoczynku przed usunięciem warstwy podsypki cementowo piaskowej, która przez lata zdołała już częściowo skamienieć.


Do rozbiórki 15 cm podbudowy betonowej z betonu B-15 należało użyć młota pneumatycznego.


Beton okazał się wyjątkowo twardy, a jego grubość nawet miejscami większa niż zaprojektowana przeze mnie w projekcie. Jestem ciekaw czy po usunięciu awarii nawierzchnia placu zostanie przywrócona do pierwotnej jakości.


Teraz należało się dokopać do końca zasuwy.


By po założeniu nowej kolumny


można było zasypywać wykop.


Brak wibratora do zagęszczenia gruntu w wykopie uniemożliwił pracownikowi staranne wykonanie pracy. Nie zasypany do końca wykop zabezpieczył dwoma paletami, które mu pożyczyłem. Niestety nie był na tyle fachowcem by zakończyć rozbabraną robotę. Jestem ciekaw kiedy gmina doprowadzi do zakończenia prac  i przywróci pierwotną nawierzchnię placu.

Moje typy część 2

Przed kilkoma dniami prezentowałem Wam mojego kandydata na Senatora pana dr Bartłomieja Wróblewskiego w otoczeniu dwóch kandydatów do Sejmu.

Dzisiaj zaprezentuję jeszcze dwóch kandydatów do Sejmu zajmujących drugie i trzecie miejsce na liście PiS mojego Okręgu Wyborczego.


Więcej miejsca poświęcam Zbigniewowi Hoffmannowi, gdyż to On jest moim typem w nadchodzących wyborach. 



Swojego posła należy znać "kto zacz". Niech Wam wystarczy, że oprócz tego co powyżej, znam Go. Swój chłop!


Zrobiłem mu prywatny afisz wyborczy i wywiesiłem go przy furtce. Doskonale się prezentuje nawet w nocy na tle banerów informujących o codziennej modlitwie pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie o 21:00.






W książce " Kulisy Platformy " jak czytamy na okładce Janusz Palikot "ujawnia tajemnice platformy, rządu i parlamentu",  przyznając w wywiadzie rzece, że polityka rządu Tuska była wielkim kłamstwem, obliczonym na pogrążenie przeciwników. Ujawnia także zaangażowanie znanych dziennikarzy po stronie Platformy – tak pisze Bronisław Wildstein w „Rzeczpospolitej" z 21 września.
Jak pisze dalej Wildstein, ..."Palikot nic nowego nie mówi, zwłaszcza dla kogoś, kto obserwuje politykę....Potwierdza natomiast sprawy, które nie mogły przecisnąć się przez medialną propagandę i interpretacje, które – pomimo że narzucały się same – z tego samego powodu pozostawały poza głównym przekazem...Raz jeszcze Palikot pokazuje, że oficjalna wersja rzeczywistości serwowana nam przez PO i ośrodki opiniotwórcze, w tym media, od lat sześciu jest w całości skłamana i odwrócona o  180 stopni. Palikot zaświadcza, że to Donald Tusk zablokował koalicję PO – PiS, a czarna wizja terroru rządów Kaczyńskiego spreparowana została w gabinetach marketingowców przy współpracy realnie pełniących tę samą funkcję tzw. dziennikarzy.
Pokazuje, że polityka rządu PO Tuska była jednym wielkim kłamstwem i ściemą obliczoną na pogrążenie przeciwników, a więc PiS i prezydenta Kaczyńskiego, oraz czarowanie wyborców, do której to roli zostali zredukowani obywatele III RP. Przy tej okazji pojawiają się smaczne opowieści, jak choćby ta o przygotowaniu Beaty Sawickiej do roli płaczącej ofiary CBA."

Co ja na to? Czy można wierzyć Palikotowi? Gorący zwolennicy Platformy powiedzą że nie. Jest okres przedwyborczy i Palikot chce ugrać tym elektorat dla siebie z dawnych zwolenników Platformy. A co na to mówią PiS owcy. "Po czynach ich poznacie" , a te są druzgoczące dla Platformy. Tylko ślepcy nie chcą się przyznać, że byli i są nadal manipulowani.


więcej: http://www.rp.pl/artykul/9133,720152-Janusz-Palikot-Kulisy-Platformy---ocenia-Bronislaw-Wildstein.html

środa, 21 września 2011

Po roku

To niewielka kaplica księży salezjanów, do której przed rokiem na pożegnanie zaprowadził nas ks. Jacek Bałemba SDB na krótką modlitwę. W centrum Chrystusowy Krzyż, z potężnymi korzeniami osadzonymi, przymocowanymi dziewięcioma złotymi gwoździami do podłoża (a może się mylę i źle interpretuję te znaki), na tle ogromnej Hostii wyrobionej w nieco ciemniejszym tynku, osadzonej w skalnej elewacji frontowej ściany. Z prawej tuż przy wejściu, jakby na wyciągnięcie ręki tabernakulum z czerwoną lampką. Z lewej, przy świetle kapłan czytający, głoszący Światło Chrystusa. I My Ksiądz Jacek, Ewa i Ja, klęczący gdzieś tam pośrodku kaplicy, zatopienie na moment w modlitwie do Pana.

A to już żegnający nas Ksiądz Jacek i Ewa, przy dzwonie POJEDNANIE i modelu dwustronnej  postaci błogosławionego Jana Pawła II.


Wczoraj 20 września, dokładnie po roku od naszego spotkania, ks.Jacek Bałemba SDB odprawił o 15:30 przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej na Jasnej Górze pierwszą Mszę Świętą w intencji Ojczyzny, dzisiaj 21 września kiedy z dzwonem Pojednanie i błogosławionym Janem Pawłem II przed rokiem pielgrzymowaliśmy Krakowskim Przedmieściem w Warszawie, ksiądz Jacek odprawi drugą Mszę Świętą za Ojczyznę. Będziemy się z nim łączyć duchowo w tym czasie.

Gdy obrabiałem to zdjęcie by je wkleić do bloga, wiązka promieni wychodzących z Serca Jezusowego, skierowana na stojący płonący biały znicz, wyraźnie się rozjaśniła i zaczęła mrugać na odcinku od serca do znicza. Tłumaczę to sobie refleksem światła słonecznego jakie padało na ekran komputera przez szybę okienną. Nie ważne co to było, ważne, że taki "drobiazg" pobudził mnie do modlitwy.

Nadszedł najwyższy czas by odświeżyć pomnik. W ubiegłym roku wymyłem go karczerem. Tego roku postanowiłem szczelinki oczyścić ręcznie.

Ostać się miały tylko bratki samosiejki, zdobiące podest.

Sąsiedzi widząc moją żmudną pracę radzili mi bym zastosował "chemię". Mam dosyć chemioterapii i jej skutków ubocznych.

Urobek pierwszego dnia pracy.
I całkowity urobek po skończonej renowacji pomnika.

Dzisiejszego ranka, aż przyjemnie było klęknąć na modlitwie i zobaczyć, jak każdego dnia, Zmartwychwstałego Chrystusa na tle odbicia własnego domu. 

A to już  zdjęcie frontonu domu. Przed nim u wejścia zaparkowany dzwon POJEDNANIE, z dwoma banerami informującymi o codziennej modlitwie pod Krzyżem, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie o 21:00, a z prawej unoszący się już w skali 1:1 błogosławiony Jan Paweł II nad naszą Ojczyzną - biało czerwoną szachownicą.

Całość: i dzwon, i szachownica,  i błogosławiony Jan Paweł II jest szykowana do tego oto Świetlistego Krzyża Pojednań. Wierzący wierzą, że coś takiego wcześniej czy później zostanie w tym miejscu zrealizowane.

Ojczyzno ma tyleś razy we krwi skąpana, 
jakżeż  wielka jest Twoja rana,
Jakże długo cierpienie Twe trwa!
Biały orzeł znów skrępowany,
Krwawy łańcuch zwisa u szpon,
lecz już wkrótce zostanie zerwany
I wolności uderzy znów dzwon. (Pojednanie).

Kwiaty Prawdy, Prawa i Sprawiedliwości 
znów zakwitną, rozwinie się pąk,
A zwycięstwo Pojednania i Solidarności 
otrzymamy z Matczynych wprost rąk.

wtorek, 20 września 2011

Moje typy

Nigdy w życiu nie głosowałem na "bolszewików", zawsze jednak, jak pamięcią sięgam, brałem udział w wyborach. Traktowałem swój udział w wyborach za mój patriotyczny obowiązek, niezależnie od tego, czy moja karta wyborcza lądowała w urnie, czy też zabierałem ją jako dowód protestu na pamiątkę do domu.
Do napisania tego postu sprowokował mnie młody człowiek pan Bartłomiej Wróblewski, który poświęcił mi kilka chwil na rozmowę. Nie miał mi za złe, że nie będę go w żaden sposób promował. To jego skromne podejście do kandydowania bardzo mi się spodobało. Ma pan mój głos Panie Bartłomieju. 

A to kandydaci PiS do Sejmu z mojego Okręgu wyborczego jacy się znaleźli na otrzymanej wczoraj ulotce. Z pewnością na któregoś z nich oddam swój głos.Na kogo? Jeszcze nie wiem.