poniedziałek, 31 października 2011

Prababcia Szarkowa odbiera telefony i smsy

Pod kościołem, przy składaniu życzeń Czcigodnej Pani Władysławie Szarkowej zostaliśmy z Ewą zaproszeni na przyjęcie jubileuszowe. Marylka siadła z nami do samochodu i pilotowała nas po nocy pod rodzinny dom. Na poboczu parkuje pewno z dziesięć samochodów. Przyjechała tylko najbliższa rodzina. Prababcia Władysława wychowała ósemkę dzieci, która z jednym wyjątkiem stawiła się najpierw do kościoła, a teraz podjechała pod rodzinny dom. Wszyscy się w nim wychowali. Z dzwonem na przyczepce staję pod domem i zaczynam dzwonienie. Jeden, drugi, czwarty, ósmy, szesnasty, trzydziesty drugi, sześćdziesiąty czwarty, osiemdziesiąty siódmy, osiemdziesiąty ósmy, osiemdziesiąty dziewiąty, dziewięćdziesiąty gong rozlega się na całą okolicę. Tak dzwoniąc na wesoło, zastanawiałem się czy dzwonić do setki, czy może 105 razy. Nie będę wchodził w kompetencje Pana Boga i wyznaczał jubilatce granicę wieku.

Gdy ja dzwoniłem POJEDNANIEM, prababcia odbierała telefony i smsy od 20 wnucząt, oraz od najstarszych prawnucząt.

Ma ich sporo, bo dwadzieścia wnucząt i piętnaście prawnucząt. Ile wnucząt i prawnucząt ma stojąca obok niej mama synowej Ireny, dochodząca też za kilka miesięcy do dziewięćdziesiątki, z którą mieszkają razem w jednym domu, nie dowiedziałem się.

Po wejściu do rodzinnego domu Szarków chwyciłem za aparat. Rozmów nie podsłuchiwałem,  ale wszystkie były życzeniami.

Jubilatka zostawiała gości i wychodziła na korytarz, by mieć nieco spokoju  w prowadzeniu krajowych i międzynarodowych rozmów. 



To już pewno końcówka powiedziała mi jak zobaczyła jak robię jej zdjęcia. I tak było dzisiaj od samego rana dodała z radosnym uśmiechem.




Ale nie, nawet jak siedliśmy do stołu, telefon co jakiś czas się odzywał. To Irka - z którą mieszkam od ponad dwudziestu lat przedstawiła mi Pani Władysława gospodynię domu i przez cały ten czas nigdy żeśmy się nie przemówiły, zaraz dodała.
Jubilatka przyjęła gości w swojej izdebce. Tu przeżyła ponad pięćdziesiąt lat w małżeństwie ze śp. Władysławem. Pochowała męża i doskonale rozumie i potrafi pocieszyć dzieci swoje (do których zalicza synowe i zięciów), które tracą po latach swoich współmałżonków.  

Za nich , za wnuków i prawnuków modli się każdego dnia do dwóch serc, które  wiszą nad Jej posłaniem. 
 
Na szafie, bo tylko tu, znalazło się trochę miejsca, ustawiono jej wiązanki kwiatów, które dzisiaj otrzymała. Niech cieszą jej wzrok jak najdłużej.

Krzyż z krucyfiksem i dwoma świeczkami, domową kapliczkę, stojącą zwykle w centralnym miejscu, ustawiono na czas jubileuszu, na szafie, z boku, wśród kwiatów.




Na ścianie wisi piękny wiersz dla Kochanej Babci Władzi od wnucząt Justyny, Dawida i Tomasza, które jubilatka otrzymała z okazji Dnia Babci w 2008 roku.


Bardzo lubi ten wierszyk i wielokrotnie go sobie czyta. Tym razem pozwolono mi go zadeklamować, co poczytałem sobie za nie lada wyróżnienie.

Niedzielny spacer - Żywy różaniec

Po wczorajszym niedzielnym obiedzie, Ewa zgodziła się wyjść na spacer. Chciałem by się trochę przeszła. Mamy taką cudowną jesień. Nie wystarczy ją oglądać przez sypialniane  okno. Choć trochę na świeże powietrze.

      Pojedziemy posprzątać na cmentarz do Łukasza proponuje Ewa.
     
     Zakładam jej buty i pomagam włożyć kurtkę. Dobrze,  zgadzam się!  



W tym momencie wpada do nas Hania. 
     Byłam po kościele z Jackiem na na spacerze, w lesie,  w Sierosławiu. Znalazłam trzy sowy i kilka czarnych łebków. Chciałam się z wami podzielić. Zostawiam wam dwie sowy. Będziecie mieli na kolację. 
      To jest cała Hania. Chce Ewie, która tak uwielbiała chodzić po lesie, a z którą nie mam szans wyjechać na grzyby, na których się doskonale zna, jakoś tę niemoc zbierania grzybów wynagrodzić. 
       Wychodzicie? 
       Tak wybieram się z Jurkiem na cmentarz. 

       Przy niedzieli chcesz robić porządki? Wyjdźcie sobie lepiej na spacer zachęca Hania. 
      A pójdziesz z nami pyta Ewa?  
      Dobrze już wychodzimy. Ewa, jak zawsze chwyta mnie pod rękę i idziemy Wspólną w kierunku gimnazjum. Idziemy chodnikiem. Jest bardzo nierówny. Przed budynkiem sołtysa i kilkoma nowymi domami właściciele ułożyli pozbruk i nogi Ewy się nie haczą. Tam, gdzie gminne, połamane w większości, 30 letnie płytki chodnikowe leżą nie przełożone, Ewa co rusz się potyka. Gdyby nie moje ramię, z pewnością by kilka razy upadła. Mijamy posesję Hani. 
     Idę z wami proponuje Hania. 
     Będzie nam niezwykle miło odpowiadam szczerze. Lubię ją i szanuję, szczególnie za jej podejście do ludzkiej biedy, do spraw społeczności lokalnej. To, że zasadniczo się różnimy w poglądach politycznych, nie stanowi przeszkody, byśmy ze sobą rozmawiali i sprzeczali się.
      Hania opowiada o porytym przez dziki lesie, w Sierosławiu. 
      Pytam ją czy oglądała świńskie ryje, ze świecącymi oczkami na moim blogu.  
      Nie czytam twojego bloga, odpowiada. 
      Szkoda, zrobiłem im zdjęcie w noc powyborczą przed Twoją działką. Jeśli chodzi o Palikota, to razem z Hanią nie różnimy się w poglądach. A jak chcesz obejrzeć te sympatyczne zwierzątka, to zapraszam do nas po spacerze. 
       Idziemy bardzo wolno ze względu na Ewę. Jej spuchnięte do samych kostek nogi, nie chcą robić dużych kroczków. Proszę ją by dostosowała krok do wielkości płytek chodnikowych. Są o rozmiarach 35x35 cm. Z pamięci mówi, że tak drobić nie będzie, ale w praktyce po kilkunastu krokach, nogi ciągną się, jakby były w smole, krok się skraca, głowa idzie do przodu, nogi zostają w tyle i gdyby nie moje ramię upadłaby do przodu, co niejednokrotnie już miało miejsce.

      Rozmowa skierowuje się na temat dzisiejszej niedzielnej Mszy świętej. Hania mówi, że bardzo jej przeszkadzało w skupieniu zachowanie kilku dzieciaków, które wyjątkowo głośno dzisiaj rozrabiały. Sama siedziała pewno na środkowych ławkach, pod chórem, a niesforne, rozmawiające głośno i lepiące się do rodziców dzieciaki wyjątkowo jej dzisiaj przeszkadzały.
     Podobnego zdania była Ewa, Siadam z nią w pierwszej ławce, by to co za nią, nie rozpraszało jej wyjątkowo wrażliwej uwagi, ale nie dużo to dzisiaj pomogło. Z tyłu dochodziły głosy, a przed nami siadło małżeństwo z maluchem. Był wyjątkowo grzeczny, wyjął portmonetkę mamy z drobnymi pieniążkami i układał je na siedzisku ławki. Gdy na posadzkę potoczyła się bezgłośnie karpia łuska, Ewa nie wytrzymała i zwróciła ojcu delikatnie uwagę. Ten podniósł  "taliznan" i podał żonie. 
      Mnie bardziej interesowało to co się dzieje na ołtarzu. Mszę św. celebrował wolno Ksiądz Kanonik, co dobrze nastrajało mnie do modlitwy. O rozrabiających dzieciakach z tyłu dowiedziałem się w zasadzie od Hani, narzekającej na to, że rodzice z maluchami zamiast przychodzić na specjalną dla nich południową Mszę św. dziecięcą, przychodzą na ranną dla starszych.
      Zrozum,  mówię, pewno dzisiaj było tak wyjątkowo, mamy niedzielę przed Wszystkimi Świętymi i młode małżeństwa mają więcej grobów do "obskoczenia" niż my, którym starcza sił tylko na odwiedzenie tych najbliższych.

      Kazanie na wszystkich Mszach św. miał Archidiecezjalny Moderator Żywego Różańca, kolega kursowy naszego Księdza Proboszcza. To pewno był czysty przypadek, że trafił do nas z zachętą tworzenia nowych róż żywego różańca, bezpośrednio  po moim czwartkowym wpisie na blogu pod tytułem: "Odbębniłem różaniec". Słuchałem go z uwagą. Byłem bardzo ciekawy, czy choć słowem wspomni o modlitewnym szturmie różańcowym w intencji naszej Ojczyzny. Nie podobno, aby nie słyszał o jasnogórskich spotkaniach księży i patronacie jakim episkopat zlecił nad  modlitwą różańcową ojcom Paulinom. Nic, cisza o jerychach różańcowych, o  Legionie Maryi, o codziennej modlitwie różańcowej pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu. Szkoda, żadnego słowa zachęty by parafianie wspólnie modlili się różańcem nie tylko raz w tygodniu w poniedziałek, w kościele, ale każdego dnia wspólnie, choćby dziesiątką różańca w miejscu publicznym: pod krzyżem i kapliczką w Chybach, oraz pod pomnikiem Bożego Miłosierdzia w Baranowie. Nic, kolejna stracona okazja. Skończył się tydzień misyjny i zabrakło żarliwego zachęcenia do modlitwy tych którzy "odbębniają" różaniec. Nie wystarczy dzieci uczyć, a dorosłych napominać. W dzisiejszych czasach trzeba uczyć modlitwy dorosłych a dzieci napominać.
      Tak sobie rozmawiając doszliśmy z potknięciami Ewy do końca Wspólnej. Wspólnie z Hanią służyliśmy Jej swoimi ramionami, których się trzymała. Czy jesteś zmęczona dopytywała Hania doświadczając jej krótkiego kroku i "lecenia" do przodu?
     Nie , nie jestem zmęczona, mogę iść dalej, tyko stańmy na chwilę, dla złapania oddechu. 
     Po momencie jej pochylone do przodu ciało przybrało "ludzką"  pionową pozycję i mogliśmy kolejny raz ruszyć długim, 35 cm krokiem do przodu. 

     Nie wiem czy zauważyłyście dzisiejszą wystawę różańcową. 
Około trzydzieści kartek, przyklejonych do balasek, a na nich naklejone tylko dwa słowa: "RÓŻANIEC  ŚWIĘTY". Pewno na dziecięcej Mszy Świętej sprowadzony z kurii moderator różańcowy wytłumaczył dzieciom co oznaczają oba te słowa. 

Mnie rano brakowało w kazaniu nie tyle odniesienia się do słowa RÓŻANIEC, bo ono było. Brakowało mi odniesienia do drugiego słowa ŚWIĘTY, ŚWIĘTA w połączeniu z innymi słowami jak choćby: chrzest, komunia, msza, sakrament, krzyż, człowiek. Być może znajdę co nieco na ten temat w kupionych dwóch książkach kaznodziei pod tytułem: 'Rozważania różańcowe " oraz "Sakramenty (dlaczego nie święte?) i inne ważne sprawy"  wydanych przez wydawnictwo Świętego Wojciecha.
  
Piszę ten wpis i zastanawiam się czym zgrzeszyłem?  
Trudno, nie potrafię klęczeć ze łbem w kuble jak w niedzielnej Rzepie naszkicował to Andrzej Krauze, opisując rysunek słowami: "Chrześcijanie mordy w kubeł".
Najwyżej mi ten wystający nad kubłem łeb utną. Jak przyjdzie co do czego, stanę z podniesioną głową nie tylko przed Sądem Kościelnym, ale i przed Sądem Bożym.

niedziela, 30 października 2011

Msza jubileuszowa prababci Szarkowej

      Jesteśmy w rzymsko-katolickim zabytkowym kościele pod wezwaniem Wszystkich Świętych w pod poznańskim Chludowie. Skończył się właśnie różaniec prowadzony przez Księdza Józefa Nguyen Thema SVD Wietnamczyka. Mamy chwilę czasu do rozpoczęcia Mszy św. więc pozwolicie, że uzupełnię historię kościoła, w którym się znajdujemy, opowiedzianą częściowo w poprzednim wpisie.
       Rozbiory Polski, antypolska i antykatolicka polityka rządu pruskiego spowodowały, że starodawne opactwo cysterek w Owińskach skasowano, a dobra klasztorne w niejasnych okolicznościach odkupił od rządu w 1797 roku Zygmunt Otton von Treskow. W ten sposób bogaty bankier stał się również właścicielem Chludowa. W drugiej połowie XIX w. rodzina Treskov wybudowała w Chludowie pałac w stylu neorenesansu francuskiego oraz założyła park krajobrazowy w stylu angielskim.  
       Gdy w 1934 roku posiadłość tę, zbudowaną na gruntach należących ongiś do opactwa cysterek odkupili od Romana Dmowskiego werbiści i w 1935 roku, otworzyli tu nowicjat. Obiekt pałacowy z przylegającym parkiem stał się po niewielkich przeróbkach odpowiednim miejscem dla formacji przyszłych misjonarzy, kapłanów i braci.  
       Wśród mieszkańców domu byli ludzie tego formatu, co bł. o. Ludwik Mzyk, męczennik II wojny światowej; czternastu werbistów kleryków i nowicjuszy, którzy zdobyli palmę męczeństwa w czasie tejże wojny i których proces beatyfikacyjny jest w toku; o. Marian Żelazek, ofiarny misjonarz w Indiach, dwukrotnie nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla, którego imię nosi Zespół Szkół w Chludowie.    
       Po II wojnie światowej Chludowo stało się znane w Polsce i świecie dzięki działalności werbistów, którzy tutaj formowali powołania misyjne i upowszechniali ideę misyjną.

Bezpośrednio po różańcu, w piątek 28 października 2011 roku została odprawiona koncelebrowana Msza św. Jeden z kapłanów odprawiał Mszę św. z okazji srebrnego jubileuszu małżeństwa, drugi za naszą jubilatkę prababcię Szarkową.
Ta starsza Pani, w berecie, siedząca w drugiej ławce to prababcia Szarkowa, a konkretnie dla nas Obojga Ewy i mnie Czcigodna Pani Władysława Szarek.

Dla większości obecnych w kościele to mama, teściowa , babcia lub prababcia.

Ja będę ją dalej nazywał prababcią, bo czujemy się z Ewą tak z nią związani jak z matką. Najbliższa rodzina jubilatki niech nam wybaczy tę "poufałość", ale myślę, że widoczni na pierwszym planie synowa Irena i syn Jarek z którymi mieszka od lat jubilatka zgodzą się, że Jej serce jest tak wielkie i otwarte, że pomieści i nas.

Po Ewangelii nie było homilii. Zastąpiło ją odnowienie przyrzeczeń małżeńskich Państwa Emilii i  Marka i Tecławów, którzy dzisiaj obchodzili 25 rocznicę zawarcia sakramentu małżeństwa.

Gdy "Państwo Młodzi" składali sobie po raz kolejny przysięgę małżeńską, prababcia Szarkowa siedziała. Gdy ksiądz Proboszcz następnie jej składał życzenia i gratulacje powstała. Na koniec całym kościołem zaśpiewaliśmy: Życzymy , życzymy i zdrowia i szczęścia i błogosławieństwa przez serce Maryi.

Moment przeistoczenia wina w Krew Pana Jezusa nastąpił bezpośrednio po przeistoczeniu chleba w Ciało Pańskie.
Jeden z kapłanów uniósł kielich z Krwią Pańską, drugi białą Hostię - Ciało Pańskie.  
Przez Chrystusa, w Chrystusie i z Chrystusem ... słychać było cichą wspólną modlitwę obu kapłanów.

Na Ojcze nasz prababcia wstała bez żadnej pomocy otaczających ją trzech córek.



Oto Baranek Boży. 



Panie nie jestem godzien, abyś wszedł do serca mego, ale rzeknij tylko słowo, 
a będzie uzdro
wiona dusza moja.
Po przyjęciu Ciała Pańskiego przez małżonków jubilatów do kapłana podeszła prababcia.

Ksiądz Proboszcz podał Jej nie tylko Ciało Pańskie, ale i kielich z Krwią Pana naszego Jezusa Chrystusa.

Córka Marylka zabezpieczała ją delikatnie od tyłu w czasie picia Krwi Pańskiej z kielicha.

Dwaj kapłani stanęli na wprost czerwonych zygzaków na dywanie rozłożonym w środkowym ganku, a wierni podchodzili w dwóch szeregach do nich, by po przyklęknięciu na stojąco i do ust spożyć Ciało Pańskie. Na miejsca do ławek przechodzili pod obu bocznymi ścianami kościoła. Nikt nikogo nie potrącał, nikt się nie spieszył.

Po końcowym błogosławieństwie nastąpiło uroczyste, ze śpiewem, zasłonięcie obrazu. Od dołu nasunął się obraz Matki Boskiej Częstochowskiej.

Pod chórem i na zewnątrz goście składali życzenia dla jubilatki i dla pary małżonków. Przez cały ten czas POJEDNANIE  radośnie dzwoniło na całą okolicę. "Takiego głośnego jubileuszu jeszcze w Chludowie nie było"  powiedział jeden z synów jubilatki Genek - stały mieszkaniec Chludowa.

A tylko o rok starszy błogosławiony Papież Jan Paweł II uniesioną dłonią błogosławił prababci Szarkowej i małżeństwu Tecławom na dalsze życia zastanawiając się skąd do tej tak wiekowej świątyni i z takimi tradycjami misyjnymi dotarł sprowadzony zza granicy zwyczaj  przyjmowania Komunii świętej na stojąco.

sobota, 29 października 2011

Z prababcią Szarkową na różańcu


Stara prawda, starych ludzi denerwuje często zachowanie młodych. Najłatwiej wyciszyć się wtedy na różańcu. 
       Rozważając tajemnice różańcowe staram się spoglądać na misterium życia, męki i zmartwychwstania Pana Jezusa oczami Jego Matki. Przyznacie, że trudno chłopu przeżywać to misterium oczyma kobiety, a co dopiero Maryi Niepokalanie Poczętej. Ale nic nie stoi na przeszkodzie byśmy spróbowali stanąć, a najlepiej klęknąć przy Niej, naszej ziemskiej matce, babci, prababci i modlić się wespół z nią modlitwą różańcową. Zaręczam, będzie nam łatwiej. 
      Kończy się październik, miesiąc różańcowy, ale w parafii mojej babci Jadwigi, gdzie dziadek Stefan grywał na organach jest różaniec każdego dnia. Tak głosi u dołu niebieska tablica w kształcie krzyża. Każdy dzień roku mogę o 7:30 rozpoczynać różańcem. 

***

To nic że moja rodzona babcia już od lat nie żyje. Każdego dnia spotkam w rzymsko- katolickim kościele p.w. Imienia Maryi, klęczącą kobietę w moherowym berecie, przesuwającą paciorki różańca. Jota w jotę wypisz babcia . Siada skromnie z boku, na wprost dużego drewnianego różańca rozwieszonego jak rybacka sieć z boku ołtarza, pod piszczałkami nowych organów i się modli.  A w głowie jej być może nadal gra dziadkowe Ave Maryja .Przeżyli przecież ze sobą w małżeństwie ponad 60 lat  (zmarł 12 lat przed nią). 

  ***

Od tyłu trudno ją rozpoznać. Obraz czas zatarł. Zmarła przecież ileś lat temu. Po jednym mogę ją rozpoznać po różańcu. Ma taki sam jak mój. Pachnący, papieski z Janem Pawłem II i Prymasem Wyszyńskim z czerwonego drewna różanego. Tyle tylko, że jej jest zupełnie niezniszczony, jakiś taki świeży, niebiański.  Zrobiłem mu zdjęcie. 

Mój, noszony na co dzień w kieszeni, też pachnie, ale jego zapach już nieco zwietrzał. Pudełko popękało, a obrazek Papieża i Prymasa starły klucze od domu, noszone razem z nim, w tej samej kieszeni. Nie dziwcie się! Towarzyszy memu życiu przez lata.

***

Gdy werbiści sprowadzili się do Chludowa prababcia Szarkowa miała 15 lat. Werbiści kupili wtedy piękny pałac, stojący w  parku angielskim, który niemal od jej urodzenia należał do pana Romana Dmowskiego. Pan Roman prowadził po sąsiedzku ożywioną działalność polityczno społeczną i publicystyczną. Organizował spotkania polityczne, przyjmował delegacje. Patriotyczna działalność właściciela pocysterskich dóbr, stała się bliska mieszkańcom Chludowa. 
        Prababcia spytana wczoraj o dzisiejsze święto Hołd Ruski  odpowiedziała mi z dumą: Ty mnie nie odpytuj z hetmana Żółkiewskiego, doskonale pamiętam historię i jestem dumna z "utarcia nosa" rosjanom przed 400 - laty. 
A z panem dziedzicem Dmowskim, to spotykaliśmy się od święta w parafialnym kościele zakończyła wątek historyczny prababcia Szarkowa.
 
Pod pod poznański  chludowski zabytkowy kościół  podjechaliśmy z Ewą wczorajszego wieczoru z dzwonem POJEDNANIE.  Zapytany Ksiądz Proboszcz gdzie możemy stanąć z dzwonem, by po Mszy św. zadzwonić jubilatce, wskazał nam kościelny wewnętrzny plac bezpośrednio przed głównym wejściem do kościoła.  Drewniany modrzewiowy kościół zbudowany został przez siostry cysterki, w latach 1728-1736.
        Usytuowany jest na planie krzyża i zorientowany jest prezbiterium na wschód. Jest on dzisiaj najcenniejszym zabytkiem i świadkiem pradawnych dziejów Chludowa. Stoi bowiem na tym samym miejscu (po pożarze), gdzie stał wcześniej   drewniany kościół zbudowany na przełomie XIII i XIV wieku przez siostry cysterki, właścicielki Chludowa. Wioska została im nadana w latach 1242-1252 przez książąt Przemysława i Bolesława Pobożnego w ramach wyposażenia fundacji klasztoru w Owińskach. Warto podkreślić, że pierwszą ksienią owińskiego klasztoru była św. Jadwiga Śląska. Tak pierwszy jak i obecny kościół za patronów ma Wszystkich Świętych.
         Spoglądamy na figurę Maryji zajmującej najważniejsze miejsce wśród Wszystkich Świętych i wchodzimy do wnętrza kościoła.
 
Razem z nami zza głównego ołtarza wychodzi ksiądz w ornacie z ministrantami. Świątynia otrzymała wystrój barokowy typowy w XVIII w. W kościele jednak znajdują się przedmioty kultu datujące się na okres wcześniejszy. 

Wśród nich jest obraz namalowany w 1548 r. na lipowej desce, przedstawiający Matkę Bożą z Dzieciątkiem, ze świętymi Wojciechem i Mikołajem. Obraz ocalał z pożaru i jest symbolicznym łącznikiem dziejów. 


Kościół wyposażony jest w przedmioty kultu, obrazy, figury itp., świadczące o religijnej żywotności parafii Chludowo w ostatnich czterech wiekach. Można tu wskazać na obraz z XVII w. przedstawiający Wszystkich Świętych, obraz Trójcy Świętej z XVIII w. i rzeźbę Matki Bożej Królowej z Dzieciątkiem z końca XVIII w. 

Na szczególną uwagę zasługuje charakterystyczna dla ówczesnego polskiego budownictwa sakralnego kompozycja "belki tęczowej", na której zgodnie z tradycją są umieszczone figury Chrystusa Ukrzyżowanego oraz Matki Bożej Bolesnej i Jana Apostoła. Chludowskie rzeźby - wykonane w którymś z wielkopolskich warsztatów - są perełkami baroku. 
       Ksiądz klęka przed ołtarzem, a my zajmujemy miejsca w kościelnych ławkach, Ewa z prawej, a ja z lewej.

Podobnie jak my klękają dzieci z boku księdza na stopniach ołtarza; dziewczynki z prawej a chłopcy, ministranci z lewej. 
Ksiądz rozpoczyna różaniec. 
        Dzisiaj piątek odmawiamy część bolesną. W pierwszej tajemnicy rozważać będziemy jak Jezus pod ciężarem grzechów naszych krwawo się pocił.

Bóg się modlił. Czy Jezus, jako Bóg, musiał się modlić? Przestrzeń między ziemią a niebem nie jest pusta, obojętna. W przestrzeni tej jest Jego Słowo, ale i są moje i nasze ludzkie grzechy. Wiem co to znaczy pot, zwykły ludzki pot. Jego boski pot był jednak krwawy. Powiem więcej:  wiem co to znaczy wziąć na siebie czyjeś grzechy i pocić się za nie. Panie daj mi moc bym miał siłę nieść winy innych i nie sarkał jak ześlesz mi tę łaskę. Czy jestem gotowy przyjąć na siebie krwawy pot? Tylko Ty , Tylko Ty Panie znasz odpowiedź. Przepraszam Cię za moje grzechy, którymi Cię Jezu obarczam. Wybacz i wypełnij mnie swoim Słowem.

W drugiej tajemnicy rozważamy jak Pan Jezus za nasze grzechy był okrutnie biczowany. Całe jego ciało zostało poszarpane, okryte ranami i krwią oblane. Czy ja jestem w stanie to cierpienie Jezusa sobie wyobrazić? Rodzice mnie generalnie nie bili. Dostałem czasami pasem na gołą d....
Kara była zasłużona, był mój grzech, a więc i klaps był słusznie choć boleśnie przyjmowany. Chrystusa skazano niewinnie. Chłostany był nie za swoje przewinienia. Na cierpienie i ból fizyczny nakładał się u Niego ból psychiczny.  
      Kolejne zdrowaśki prowadzą dziewczęta podając mikrofon z rąk do rąk.

Trzecią tajemnicę odmawiamy wszyscy na stojąco. Przez dwie dziesiątki różańca, nie tylko klęczące przy ołtarzu dzieci ścierpły, ale i dorośli, którzy chyba wszyscy z wyjątkiem prababci Szarkowej i Ewy klęczeli i w ławkach.



Popatrzmy na księdza na zdjęciu. To ksiądz Józef Nguyen Them SVD Wietnamczyk. On tylko zapowiadał kolejną tajemnicę a dalsze modlitwy prowadziły dzieci zasadniczo klęczące wzgl .stojące przy ołtarzu przez cały czas zwrócone twarzą w kierunku ołtarza. Powaga i modlitewne skupienie towarzyszyły wszystkim dzieciom. Ksiądz skupiony na modlitewnym rozważaniu, ani razu przez cały różaniec nie musiał spojrzeć w bok na dzieci. Jego trochę nieczysta polszczyzna, w tygodniu misyjnym, dodatkowo dodawała blasku moim rozważaniom trzeciej tajemnicy ostrego cierniem ukoronowania Jezusa. Moje rozważania kręciły się, jak te koła wokół Krzyża Jezusowego namalowanego na żółto na drewnianych ścianach tej zabytkowej świątyni. Tylko głowa Jezusa ukoronowana koroną cierniową spoczywała nieruchomo na przecięciach ramion krzyża. 
Chrystus wodzem, Chrystus Królem, 
Chrystus, Chrystus władcą nam.

W czwartej tajemnicy rozważamy jak Panu Jezusowi na śmierć skazanemu, dla większej boleści i zniewagi, włożono ciężki krzyż na ramiona, na którym za nasze grzechy miał być ukrzyżowany. Ojcze nasz, 10 Zdrowaś Mario, Chwała Ojcu , O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, ustrzeż nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba, a zwłaszcza te, które najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia. 
        Spoglądam z boku na prababcię Szarkową i jej dziewięćdziesiąt "krzyżyków" jakie Jej dzisiaj stuknęło.

Ależ wyjątkowo szybko mi ten różaniec minął, mimo że ministranci śpiewnym głosem przedłużali samogłoski w Ojcze nasz i Zdrowaś Maryjo. Już piąta tajemnica: ukrzyżowanie naszego Pana Jezusa
na Górze Kalwarii. Spoglądam na Maryję w głównym ołtarzu. Ona Matka była świadkiem konania syna. Nie był to szpital, przytułek, czy dom pomocy. To był człowiek w sile wieku 33 letni, sprawny, skatowany mężczyzna. Wiemy z Ewą co to znaczy stracić syna, nie było nam dane stać przy nim gdy się wieszał, nie zdejmowaliśmy go z trzepaka, towarzyszyliśmy mu nieświadomemu przy zejściu z tego świata. Jezu, Ty także za niego poniosłeś śmierć krzyżową błagamy nie zapomnij o naszym Łukaszu. Matko, która  pod krzyżem stałaś przeprowadź go do Światłości  Wiekuistej. Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo, Chwała Ojcu, O Maryjo, bez grzechu poczęta módl się za nami i za wszystkimi, którzy się do Ciebie uciekają, a zwłaszcza za przeciwnikami Kościoła Świętego i poleconymi Tobie.