środa, 30 listopada 2011

Życzenia


Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Drogi naszemu sercu Solenizancie!

      Spotkasz ją w każdym kościele. Siedzi samotna w ławce i przesuwa paciorki różańca. To Twoja Matka, Babcia lub Prababcia, a może znana, względnie nieznana dla Ciebie kobieta w moherowym berecie. Każda z nich obejmuje modlitwą Twoje sprawy, szepcząc po wielokroć: „Miej miłosierdzie dla Niego i całego świata”. Mówi słowa, które decydują o losach Twoich, o losach świata, o losach ludzkości. A modląc się słowami: „Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci Ciało i Krew, Duszę i Bóstwo najmilszego Syna Twojego, a Pana naszego Jezusa Chrystusa, na przebłaganie za grzechy tu wymienia Twoje imię i całego świata” upodobnia się do Ciebie, Kapłana sprawującego Najświętszą Ofiarę. 
Ma w sobie tę prostą mądrość życiową i doskonale rozumie, że żadna dyplomacja, żadna polityka, żadna ludzka przemyślność i umiejętność nie uratują tego, co wydaje się idzie ku zgubie gotowanej przez człowieka nie tylko jednemu człowiekowi, ale ludzkości. 
Tylko Jezus!
Tylko Ukrzyżowany i Zmartwychwstały!
I tylko przez Maryję.

W pierwszym dniu Nowenny przed uroczystością Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. 
Niechaj sama Najświętsza Dziewica uprosi nam światło Ducha Świętego, abyśmy coraz głębiej wnikali w tajniki nieomylnego Magisterium Kościoła Katolickiego.

Irena – Ewa i Jerzy Zygarłowscy

wtorek, 29 listopada 2011

Firma cz.4 - Barek

      W poprzednich trzech odcinkach opisałem Państwu jak 20. lat temu, rodzice trójki synów 22 letniego Pawła, 19 letniego Jakuba oraz najmłodszego 10 letniego Łukasza: Irena - Ewa, pozostająca 2 lata bez pracy od czasu uzyskania dyplomu mgr. teologii, oraz ja bezrobotny, z tytułem mgr. inżyniera, z ponad dwudziestoletnią praktyką w projektowaniu lotnisk podjęliśmy fizyczną pracę sprzątaczki i szatniarza w Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu.
      Polecenie służbowe byśmy jednocześnie podawali odpłatnie kawę (herbatę) i ewentualnie kanapki dla wykładowców i studentów, było przyczynkiem dla nas, byśmy czynili to od początku legalnie, w ramach prowadzonej pod własnym szyldem
działalności gospodarczej.
       Mając w rękach wpis do działalności gospodarczej 
4 listopada 1991 roku w pierwszym dniu działalności podaliśmy klientom 33 szklanki gorących napoi, kasując za nie 67 tys zł (po denominacji było to 6 zł i 70 gr, a w dzisiejszych cenach, odrzucając 3 zera, można by powiedzieć, że 67 zł). Po tygodniu obroty wzrosły dwukrotnie do 130 tys ówczesnych zł. Oznaczało to, że w trzech przerwach między zajęciami wydaliśmy praktycznie tyle szklanek kawy i herbaty ilu było wykładowców i studentów w otwartej od października 1991 roku Wyższej Szkole Bankowej w Poznaniu. 
     Przez pierwsze trzy dni napoje podawaliśmy w szklankach, nie mieliśmy jeszcze wtedy kubków, jednorazówek. Pierwsze naczynia (kubki i tacki aluminiowe) Ewa zakupiła 6 listopada 1991 roku. Na rachunkach zakupu wypisany był numer atestu, a na odwrocie było nasze oświadczenie, że towar przeznaczony jest na cele zaopatrzeniowe i w związku z tym zwolniony został z podatku obrotowego.
     Od pierwszego dnia staraliśmy się prowadzić interes w zgodzie z prawem.  Pierwszym zakupem, w pierwszym dniu działalności, 4 listopada 1991 roku były trzy specjalne książeczki zdrowia. Jedna dla Ewy, druga dla naszego syna Kuby i trzecia dla mnie, a więc dla wszystkich osób, które miały mieć styczność z żywnością.  Wujek Janusz, lekarz medycyny pracy, przeprowadził wymagane badania kontrolne i od 21 listopada 1991 roku mogliśmy ze spokojem rozpocząć sprzedaż kanapek własnej produkcji.
      Nieco wcześniej, bo już po tygodniu, wprowadziliśmy sprzedaż papierosów. Takie było zapotrzebowanie, a żadne z nas nie znało się na tej używce.  Z dnia na dzień poszerzaliśmy asortyment sprzedawanych towarów wprowadzając sprzedaż artykułów spożywczych w oryginalnych opakowaniach. Po dwóch miesiącach, na koniec grudnia 1991 roku inwentura zawierała 54 pozycje. Były tam  wpisane oprócz surowców do sporządzenia gorących napojów i kanapek, gotowe ciastka, czekolady, zimne napoje, różne słodycze oraz trzynaście gatunków papierosów.
      Działalność naszą rozpoczęliśmy dosłownie od zera. Tyle bowiem wynosiła inwentura początkowa. Pierwsze zakupy wprowadziliśmy do księgi przychodów i rozchodów przy pomocy dowodu wewnętrznego. We wzorze księgi przychodów i rozchodów za 1991 rok zakupy towarów handlowych można było wpisać do księgi w cztery kolumny (dzisiaj tylko w jedną). Można je było wpisać jako udokumentowane rachunkami, paragonami, lub dowodami wewnętrznymi, względnie wpisać jako nieudokumentowane. Na dalsze zakupy braliśmy już tylko rachunki. 
     Prowadząc barek każdego dnia trzeba było 
coś kupować, wkładając w interes coraz to nowe pieniądze. Nie licząc artykułów do utrzymania czystości, pierwszym większym zakupem było sześć ekspresów do parzenia wody za 1 mln 725 tys zł  (trzy białe o pojemności 0,9 litra i trzy brązowe o pojemności 1,2 litra).
      Dlaczego aż sześć?  
      Białe Ewa nabyła do parzenia herbaty, a brązowe do parzenia kawy. Na czas przerwy między wykładami musiały być przygotowane jednocześnie cztery ekspresy: dwa z kawą i dwa z herbatą. W przerwie ustawiała się za ladą długa kolejka oczekujących. Oboje jednocześnie nalewaliśmy do kubków gotowe napoje, podawaliśmy kanapki i inne artykuły oraz kasowaliśmy pieniądze, w międzyczasie obsługując, gdy zaszła taka potrzeba szatnię. Od naszej obrotności zależało ile osób obsłużymy w przerwie między wykładami. Gorące napoje musiały być gotowe przed przerwą. W pięcio minutowej pauzie nie było czasu na zaparzanie kawy bądź herbaty. Pozostałe dwa dzbanki stały pełne gorącej przegotowanej wody i w razie konieczności mogły być w każdej chwili użyte. Nie mogliśmy, w czasie przerwy w zajęciach, biegać na drugi koniec długiego korytarza do jedynej ubikacji na parterze budynku, gdzie nad umywalką znajdował się jedyny ogólnie dostępny kran z zimną wodą.
     Jak nasza praca była oceniana przez innych? Studenci byli zadowoleni, że mogli na miejscu coś ciepłego dostać. Plan zajęć był tak ułożony, by pasował przede wszystkim wykładowcom. Były dni, że zajęcia trwały od rana do wieczora. Dyrekcja Banku Staropolskiego i Szkoły Bankowej oraz wykładowcy także byli zadowoleni z naszej pracy i to tej służbowej jako sprzątaczka i szatniarz, jak i tej w barku. Każdego dnia wszystkie pomieszczenia były zamiatane i zmywane na mokro. Ewa wzięła sobie za punkt honoru, by nikt nie mógł jej powiedzieć, że gdzieś jest brudno. Do sprzątania mieliśmy około 300 metrów kwadratowych pomieszczeń biurowych i szkolnych oraz ubikacje. To ostatnie pomieszczenie było niekiedy sprzątane przez Ewę w czasie każdej lekcji (zwłaszcza w okresie zimowym). Z Jej pracą jako sprzątaczki wiązała się anegdota, ale o niej opowie osobiście  w odrębnym wpisie.
       Doskonałym podsumowaniem pierwszych naszych działań w zakresie gastronomii było pisemne “Sprawozdanie z Działalności Mini Baru za rok 1991” z dnia 4 stycznia 1992 roku, złożone na ręce dyrektora Szkoły Bankowej Banku Staropolskiego oraz dyrektorki Pionu Administracyjnego Banku Staropolskiego. Poruszyliśmy w nim takie problemy, (przytoczę tylko nazwy działów – całość dokumentu warto przeczytać w oryginale) jak:
        1. Cel zorganizowania baru.
        2. Okres objęty analizą.
        3. Podstawa opracowania sprawozdania.
        4. Średnia dzienna sprzedaż w okresie sprawozdawczym.
        5. Wynik finansowy.
        6. Dane o utargu dziennym.
        7. Wnioski końcowe.
Oto niektóre najciekawsze dane ze sprawozdania:
  • Średnio sprzedawaliśmy każdego dnia: 45 kaw po 2,3 tys zł; 21 herbat po 1,5 tys zł; 6 napoi zimnych; 20 kanapek z szynką lub serem po 3 tys zł; 17 drożdżówek lub pączków po 1,3 tys zł; 5 paczek papierosów.
  • Średnia marża liczona od kosztów surowców i towarów handlowych była bardzo wysoka i wyniosła w listopadzie 55%, a w grudniu 75%.
  • Utargi dzienne w listopadzie od 67 do 311 tys zł – średnio 181 tys zł na dzień, w grudniu od 321 do 492 tys zł - średnio 420 tys zł na dzień.
  • Listopad zakończyliśmy stratą 1 mln 977 tys zł; grudzień przyniósł  już dochód 1 mln 193 tys zł; cały rok zamknął się stratą 784 tys zł.
  • Maksymalny utarg przy 60 studentach, obsługiwanych w czasie kilku 5 minutowych przerw to 0,5 mln zł, co dawało utarg 8,3 tys zł na jednego studenta.
  • Do prowadzenia baru potrzebne były dwie osoby, ale możliwe do osiągnięcia zyski nie gwarantowały utrzymania nawet jednej osoby. Zyski można było jedynie zwiększyć przez rozszerzenie odpłatnego kolportażu materiałów szkoleniowych.
Od stycznia 1992 roku nie zaniedbując prowadzenia barku coraz większy nacisk kładłem na sprzedaż kserowanych materiałów dla studentów, co dawało nam dodatkowy dochód. Sprzedaż wklejek do księgi przychodów i rozchodów (o czym będą mówiły dwa następne wpisy) rozpoczęliśmy od lutego 1992 roku. Wyłączyła mnie ona prawie całkowicie z pracy w barku. Moje miejsce zajął wolny w tym czasie Kuba. 
      Zbliżająca się wiosna, a potem sesja egzaminacyjna i lato sprawiły, że obroty barku z nastaniem wiosennego ciepła spadły. W styczniu 1992 roku wyniosły 6 mln 257 tys zł, w lutym i marcu ponad 5 mln, by w kwietniu i maju spaść do nieco ponad 3 mln. W ostatnim miesiącu prowadzenia przez nas barku w czerwcu 1992 roku obroty spadły do 2 mln 225 tys zł.
       Prowadzenie barku zakończyliśmy z końcem roku akademickiego w czerwcu 1992 roku. Ewa z chorobowego przeszła na rentę inwalidzką, a mnie, zajętemu handlem przed Jeżyckim Urzędem Skarbowym, nie przedłużono umowy o pracę na etacie szatniarza (latem szatnia była niepotrzebna).
      Dalsze prowadzenie barku od października 1992 roku przejął syn Kuba, z którym Szkoła Bankowa, podobnie jak ze mną rok wcześniej, zawarła umowę o pracę oferując mu etat szatniarza na czas określony.
       Na koniec muszę jeszcze wspomnieć o dokumentacji jaką prowadziłem w pierwszym roku działalności. Oprócz księgi przychodów i rozchodów zobowiązani byliśmy prowadzić ewidencję środków trwałych. W tej ostatniej wpisany był nasz samochód osobowo towarowy SYRENA BOSTO POL 27-46. Miał ponad 5 lat i nie można go było już amortyzować. W koszty działalności wpisywaliśmy jedynie wydatki związane z jego eksploatacją. Nie było ich dużo 5 rachunków na 165,4 litry paliwa po średnio 5 211 zł za litr dało wydatek 862 tys zł, a więc mniejszy niż liczony według limitu kilometrów to jest: 500 km/m-c razy 2 miesiące i razy stawka za kilometr 924 zł co dawało wydatek 924 tys zł.
Do innych kosztów tego okresu można było zliczyć:
  1. koszty bezpośrednio związane z działalnością:
    książeczki zdrowia 4 800 zł; podatek od nieruchomości 
    31 200 zł ; pieczątka 130 000 zł; regon 18 000 zł; opłaty rejestracyjne 95 000 zł; razem 279 000 zł,
  1. prasa i przepisy prawne:
    Rzeczpospolita za 2 miesiace 96 000 zł; prenumerata Dz.U. i M.P. na 2002 rok 367 800 zł; bieżące Dz.U. 62 850 zł; razem 526 650 zł,
  2. drobny sprzęt i wyposażenie:
    sześc ekspresów do kawy 1 725 000 zł; naprawa młynka do kawy 51 300 zł; cztery pojemniki na pieczywo 180 000 zł; cztery dzbanki szklane 64 000 zł; dziesięć tacek aluminiowych służących jako popielniczki 6 000 zł; pozostałe inne drobne wyposażenie 66 000; 
    razem 2 092 300 zł,
  3. środki do utrzymania czystości:
    dwie pary rękawic do zmywania naczyń 21 800 zł; sto sztuk małych worków na śmieci 23 500 zł i pięćdziesiąt dużych worków na śmieci 82 500 zł; razem 127 800 zł,
  4. koszty obróbki obcej:
    zlecone do wykonania 2 349 szt odbitek kserograficznych za 486 800 zł,
  5. wydatki uznane nieprawidłowo za koszt działalności i wpisane do księgi w kwocie 660 000 zł to koszty dwóch naszych paszportów (wątpliwym usprawiedliwieniem tej nieprawidłowości był wpis do ewidencji działalności exportu i importu towarów, który z początkiem 1992 roku mieliśmy w planach uruchomić),
  6. koszty amortyzacji 16 metrów kwadratowych jednego z pokojów w naszym domu wykorzystywanego jako siedziba firmy 84 800 zł
Podsumowując punkty 1 do 6 i dodając koszty paliwa do samochodu otrzymamy łączne wydatki wpisane do księgi jako koszty uzyskania w kwocie 5 034 550 zł
(koszty amortyzacji pkt. 7 wpisane są jedynie do rozliczenia rocznego).
Jeśli chodzi o zakup towarów handlowych i materiałów (surowców) do wykonania usług to wyniósł on liczony w cenach zakupu 10 783 751 zł, z czego wprowadzono do obrotu w 1991 roku towarów za 6 429 406 zł (reszta 4 354 345 zł to towary jakie pozostały na koniec roku 1991 i zostały wykazane w inwenturze).
Te zakupione za 6 429 406 zł towary + wykonane jako usługi obce kserokopie za 486 800 zł zostały sprzedane po ich częściowym przetworzeniu (kawa w proszku na napój, a bułki i szynka na kanapki) za 10 763 900 zł.
Tak wysoka 55,6% marża firmy doskonale świadczy o naszej działalności, a to że rok ten zakończył się niewielką stratą 
784 865 zł należy uznać za nasz sukces.
10 763 900 – (5 034 550 + 84 800 + 6 429 406) = - 784 865 zł
Na sukces ten zasadniczy wpływ miała zgodna praca i współdziałanie całej rodziny.
Jednym z elementów odniesionego sukcesu była solidna kalkulacja kosztów uwzględniająca wszystkie składniki ceny końcowej.

poniedziałek, 28 listopada 2011

Rosja - Pas Bogarodzicy

     Do tej pory nigdy nie dzieliłem się z moimi czytelnikami danymi ze statystyki bloga "Pojednanie 2". Dzisiaj rzuciło mi się w oczy charakterystyczne zjawisko. Sprowadza się ono do wzrastającego z miesiąca na miesiąc, z tygodnia na tydzień, z dnia na dzień, a nawet z godziny na godzinę zainteresowania się moim blogiem czytelników z Rosji.
I tak: 
udział czytelników z Rosji w stosunku do czytelników z Polski wynosi za cały okres prowadzenia blogu 1% - to śladowa ilość. W ostatnim miesiącu udział ten wyniósł 6%, a w ostatnim tygodniu 8%. O tak licznej grupie czytelników 2X większej niż czytelników zamieszkujących Niemcy, czy 4X większej niż zamieszkującej czwarte na liście Stany Zjednoczone, warto szczególnie pamiętać. Na czytelników z Rosji zwróciłem uwagę gdy stwierdziłem, że za ostatni dzień ich udział wyniósł 16 %, a za ostatnie dwie godziny nawet 35%. 
Te liczby zwróciły moją uwagę na głód wartości religijnych za naszą wschodnią granicą. 

     Jedną z idei POJEDNANIA, jest idea pojednania między kościołem rzymsko-katolickim, a kościołem prawosławnym.
Idea ta wpisana jest w same korzenie Świetlistego Krzyża Pojednań i opisana na blogu w Pojednaniu (bez cyfry). 
Przyświecać ona będzie umieszczeniu bliźniaczego (jeden Krzyż widzę przed Pałacem Prezydenckim na Krakowskim Przedmieściu) Świetlistego Krzyża Pojednań na lotnisku w Smoleńsku. 


     " Zwycięstwo jak przyjdzie, to przyjdzie przez Maryję" - słowa Księdza Arcybiskupa Augusta Hlonda, wypisanej na jednej ze ścian krzyża POJEDNAŃ. Ostatnie dziewięć dni od 19 do wczoraj 27 listopada to wielkie przebudzenie religijne w Moskwie. Po miesiącu perygrynacji po Rosji, największa relikwia prawosławia Pas Bogarodzicy została wystawiona na widok publiczny w Soborze Chrystusa Zbawiciela w Moskwie, najważniejszej świątyni prawosławnej w Rosji. Pas Bogarodzicy jest szczególnym źródłem łask związanym z założeniem rodziny, zajściem w ciążę, szczęśliwym urodzeniem dzieci, oraz wszelkiego rodzaju rakami. Wierni, nie tylko wyznania prawosławnego, stali godzinami (ponad dobę) na mrozie w ciągnącej się w ostatnich dniach 5 - 6 km kolejce. Co dla miliona ludzi znaczy takie oczekiwanie, by przez moment dotknąć relikwi doskonale wiedzą ci, którzy przed ponad rokiem stali na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie by złożyć hołd Parze Prezydenckiej.

      A rosyjscy liberałowie użalają się, podobnie jak nasi się użalali "nad dziećmi stojącymi w kolejce, które nic nie rozumieją i tylko czekają, aż to się wszystko skończy!", spekulując " kto za to wszystko zapłaci" (chodziło o 200 podstawionych przez służby miejskie autobusów z włączonymi silnikami, w których ludzie się grzali, oraz o kuchnie polowe, wydające darmową kaszę i herbatę, przenośne toalety i dyżurujące karetki pogotowia). 
     Nie spekuluję jakie to stanie na mrozie będzie miało reperkusje dla 130 mln ludności naszego sąsiada i jak wpłynie na wynik przyszłotygodniowych wyborów prezydenckich. Mogę tylko powiedzieć jedno, milion mieszkańców Moskwy to nieomal 10% wszystkich mieszkańców stolicy Rosji. Ten milion osób nie stał tylko zobojętniały na zimno 
ON  SIĘ  MODLIŁ !!!
To prawosławna Grecja będąca w stanie wielkiego kryzysu podzieliła się z Rosją tym co miała najcenniejszego: relikwią Pasa Matki Bożej. Relikwia ta przechowywana na górze Athos nigdy dotąd nie opuściła Grecji.To delikatny Boży znak dla nas byśmy jak Grecy umieli się podzielić z Europą tym co mamy najcenniejszego, naszą wiarą, Bożym Miłosierdziem, Chrystusowym Krzyżem i Pojednaniem.

sobota, 26 listopada 2011

Chrystus Król cz. 2 encykliki

      19 listopada zamieściłem wpis pod tytułem "Chrystus Król". Zawarłem w nim wybór tekstów z encykliki Papieża Piusa XI "Quas primas". Wyboru dokonał Ksiądz Jacek Bałemba SDB, który na swoim blogu, każdego dnia, od 12 listopada, zamieszcza w całości kolejne fragmenty papieskiej encykliki. 
      Do mnie należało jedynie przekopiować wybrane fragmenty. Ostatni wpis z 19 listopada uzupełniłem o zdjęcie Chrystusa Miłosiernego, którego przyozdobiłem jednokolorową jasną koroną. Następnego dnia, w uroczystość Chrystusa Króla Wszechświata, jednokolorowa korona odkleiła się. Zamieniłem ją na biało - czerwoną. 
       Widząc to Ewa stwierdziła, że przyprawiłem Chrystusowi "rogi". Na nic zdały się moje tłumaczenia, że Chrystus Król, to ten sam Jezus Miłosierny świętej Faustyny Kowalskiej, który swoje królewskie przymioty uzewnętrznił światu ostatecznie swoim zmartwychwstaniem i wniebowstąpieniem. 
      Ludzkie wyobrażenie Boga jest bowiem bardzo niedoskonałe i cokolwiek byśmy czynili, nie oddaje głębi ducha. 
     Bezpiecznie jest nie razić obrazem "rogów" odczuć estetycznych bliźnich i dlatego po powrocie ze Świebodzina zdjąłem biało - czerwoną koronę.
      Nie mój wygroszkowany w kamieniu Jezus Chrystus wizja świętej Siostry Faustyny, błogosławionego Jana Pawła II i błogosławionego Ks. Michała Sopoćki. Mimo, że każdego dnia zwracam się do Niego: Pan mój i Bóg mój - Jezu ufam Tobie - Cały jestem Twój nie mogę rościć sobie do Niego ludzkiego prawa własności. Tylko mali ludzie wyrywają sobie w stosunku do Boga prawo własności. 
        Święci nie zawłaszczają dla siebie Boga, są Jego gorącymi apostołami, jak mówił do mnie kustosz Świebodzińskiego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a jednocześnie pomysłodawca, inicjator budowy i autor koncepcji Pomnika Chrystusa Króla Ksiądz Prałat Sylwester Zawadzki. 
         On nie tylko przeczytał do końca (co polecam moim czytelnikom) całą encyklikę Jego Świątobliwości Papieża  Piusa XI "Quas primas", on ją praktycznie wcielił w życie. 
A my? 
My westchnijmy o światło Ducha Świętego i przyjmijmy  sercem wierzącym kończące encyklikę sześć odcinków.

Pius XI, Encyklika Quas primas (10)

   Powody ustanowienia święta Chrystusa Króla

Aby te upragnione korzyści tym obficiej odnieść i tym trwalej wkorzenić je w społeczeństwie chrześcijańskim, ponieważ potrzeba rozszerzać jak najbardziej znajomość królewskiej godności naszego Zbawiciela, wydaje się Nam, iż nic się tak nie przyczyni do tego, jak ustanowienie własnego i osobnego święta Chrystusa Króla. ....    
... Skoro człowiek składa się z duszy i ciała, powinny go zewnętrzne uroczystości świąteczne tak poruszyć i pobudzić, aby się przejął coraz obficiej boskimi naukami przez rozmaitość i piękno świętych obrzędów i aby one przeniknąwszy całą jego istotę, pomogły mu do postępu w życiu duchowym.
.. .Uroczystości tego rodzaju zaprowadzane były w ciągu wieków jedna po drugiej wówczas, kiedy zdała się ich domagać konieczność lub potrzeba wiernych: mianowicie, kiedy było potrzeba wzmocnić lud w ogólnym niebezpieczeństwie, czy to uchronić go od szerzących się błędów herezji, czy też aby zachęcić go żywiej i zapalić do rozważania z większą pobożnością jakiejś tajemnicy wiary lub dobrodziejstwa boskiej dobroci

Pius XI, Encyklika Quas primas (11)


   Święto Chrystusa Króla jako środek zaradczy przeciw laicyzmowi 

Nakazaliśmy, aby cały katolicki świat czcił Chrystusa jako Króla, przez to chcemy zaradzić potrzebom dzisiejszych czasów i podać szczególne lekarstwo na zarazę, jaka nawiedziła społeczeństwo ludzkie. Tą zarazą jest tzw. laicyzm, czyli zeświecczenie, jego błędy i niecne dążenia...
Zaczęto bowiem od zaprzeczania panowania Chrystusa nad wszystkimi narodami; odmówiono Kościołowi władzy nauczania ludzi, ustanawiania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od samego Chrystusa, by ludzi prowadzić do szczęśliwości wiekuistej. Zaczęto tedy powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi fałszywymi i stawiać ją niegodziwie wprost w tym samym rzędzie; a następnie poddano ją władzy świeckiej i wydano ją prawie na samowolę panujących i rządów; dalej jeszcze poszli ci, którzy sądzili, iż należy zastąpić religię Boską jakąś religią naturalną, naturalnym jakimś poruszeniem duszy. Nie brakło też państw, które uważały, że mogą obejść się bez Boga i że ich religia to bezbożność i lekceważenie Boga.
...  Wielką żywimy nadzieję, że święto Chrystusa Króla, odtąd corocznie obchodzone, rychło sprowadzi z powrotem społeczeństwo do Najukochańszego Zbawcy. Byłoby to rzeczą katolików przygotować i przyspieszyć pracą swą i działalnością ten powrót; jednakowoż wielu z nich, zda się, ani nie zajmuje w życiu społecznym stanowiska, ani nie ma tej powagi, co przystoi tym, którzy niosą pochodnię prawdy. Może to niekorzystne położenie należy przypisać opieszałości lub bojaźliwości dobrych, którzy wstrzymują się od walki lub zbyt miękko się sprzeciwiają; skutkiem czego wrogowie Kościoła nabierają większej zuchwałości i odwagi.Gdyby wszyscy wierni zrozumieli, że mają obowiązek pod sztandarami Chrystusa Króla odważnie i wciąż walczyć, wtedy by z apostolską gorliwością starali się pojednać z Bogiem zabłąkanych i nie oświeconych, aby prawa Boże były nienaruszone.
... Im częściej niegodnie pomija się milczeniem na międzynarodowych zebraniach i w sejmach najsłodsze Imię Zbawcy naszego, tym głośniej należy Je wielbić i dobitniej stwierdzać prawa królewskiej godności i władzy Chrystusa.

Pius XI, Encyklika Quas primas (12)

   Przygotowania do ustanowienia święta Chrystusa Króla

... Jak mądrze i jasno broniono tego kultu w licznych książkach wydanych w różnych językach na całym świecie; do uznania panowania i władzy Chrystusa przyczynił się również ów pobożny zwyczaj, iż niezliczone rodziny poświęciły się i oddały Najświętszemu Sercu Jezusowemu. A nie tylko rodziny to czyniły, ale także państwa i królestwa: a nawet cała ludzkość została szczęśliwie poświęcona temuż Sercu Bożemu za sprawą i pod przewodnictwem Leona XIII podczas Roku Świętego 1900. ...
Kongresy eucharystyczne, zmierzają do tego, by wierni czy to z pojedynczych diecezji, czy krajów, czy narodów lub z całego świata, zwołani dla uczczenia i uwielbienia Chrystusa Króla, ukrytego pod zasłonami eucharystycznymi, złożyli hołd Chrystusowi, jako Królowi z nieba danemu, przez przemówienia na zebraniach i w świątyniach, przez wspólną adorację Najświętszego Sakramentu publicznie wystawionego i przez wspaniałe procesje. Z całą słusznością można by powiedzieć, iż lud chrześcijański, jakby poruszony natchnieniem Boskim, pragnie tego Jezusa, którego niegodziwi ludzie, gdy przyszedł do swoich, nie chcieli przyjąć, wyprowadzić z zacisza świętych przybytków, jak gdyby z ukrycia, i wiodąc Go w triumfalnym pochodzie po ulicach miast pragnie Mu przywrócić wszystkie prawa królewskie.

PiusXI Encyklika Quas primas (13) 

   Rok Święty najsposobniejszy do ustanowienia święta Chrystusa Króla 

...Nadszedł wreszcie upragniony przez wszystkich dzień, w którym możemy ogłosić, iż należy uczcić Chrystusa, jako Króla całej ludzkości, własnym i szczególnym świętem
...W tym Roku obchodziliśmy uroczyście pamiątkę Soboru Nicejskiego, który obronił dogmatu współistotności Słowa Wcielonego z Ojcem, na którym opiera się, jakby na fundamencie, panowanie Chrystusa nad wszystkimi narodami.

Pius XI, Encyklika Quas primas (14)

   Ustanowienie święta Chrystusa Króla
Powagą Naszą apostolską ustanawiamy święto Pana Naszego Jezusa Chrystusa Króla, które ma być obchodzone na całym świecie corocznie, w ostatnią niedzielę miesiąca października, tj. w niedzielę poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych. Polecamy również, aby w tym dniu corocznie odnawiano poświęcenie całego rodu ludzkiego Najświętszemu Sercu Pana Jezusa, które Poprzednik Nasz, świętej pamięci Pius X, nakazał powtarzać każdego roku
...Postanowiliśmy, by święto Chrystusa Króla obchodzono oddzielnie od innych świąt, które poniekąd oznaczają i czczą królewską Jego godność....Chociaż we wszystkich uroczystościach Pańskich przedmiotem głównym jest Chrystus, jednak w powodach tej czci nie jest wcale uwzględniona władza i imię królewskie Chrystusa. To święto zaś ustanowiliśmy na niedzielę dlatego, aby nie tylko duchowieństwo przez ofiarę Mszy Świętej i w pacierzach kapłańskich ze swej strony oddało cześć Boskiemu Królowi, lecz także by i lud, wolny od zajęć codziennych, dał Chrystusowi w duchu świętej radości chwalebne świadectwo posłuszeństwa i uległości swojej...
   Niechaj więc Waszym to będzie obowiązkiem i Waszą troską, Czcigodni Bracia, aby w oznaczonych dniach przed tą doroczną uroczystością w poszczególnych parafiach wygłaszano do ludzi kazania, w których by lud dokładnie zaznajomiono z istotą, znaczeniem i ważnością tego święta i zachęcono go, aby urządził i ułożył swe życie w ten sposób, by ono stało się godnym tych, którzy wiernie i gorliwie słuchają rozkazów Boskiego Króla.

Pius XI, Encyklika Quas primas (15)

   Błogosławieństwa święta Chrystusa Króla 
.. Jakich korzyści życzymy sobie i jakich się spodziewamy z tej publicznej czci Chrystusa Króla, tak dla dobra Kościoła i społeczeństwa świeckiego, jak i dla poszczególnych wiernych?
... Kościół, jako społeczność doskonała, ustanowiona przez Chrystusa, domaga się, i to z prawa przyrodzonego, którego zrzec się nie może, pełnej wolności i niezależności od władzy świeckiej i że w wykonywaniu powierzonego sobie od Boga urzędu nauczania, rządzenia i prowadzenia do wiecznego szczęścia tych wszystkich, którzy należą do królestwa Chrystusa, Kościół nie może zależeć od czyjejś woli....
     Doroczne zaś obchodzenie tego święta napomni także państwa, że tak jednostki, jak i władze i rządzący mają obowiązek czcić publicznie Chrystusa i Jego słuchać; przywiedzie im bowiem na myśl ów sąd ostateczny, na którym Chrystus, nie tylko usunięty z życia publicznego, lecz także przez wzgardę zlekceważony i zapoznany, bardzo surowo pomści tak wielkie zniewagi, ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie państwa tak w wydawaniu praw i w wymierzaniu sprawiedliwości, jak też w wychowaniu młodzieży w zdrowej nauce i czystości obyczajów zastosowały się do przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich.
     Ileż przedziwnej mocy i cnót będą mogli zaczerpnąć wierni z rozważania tych rzeczy, aby dusze swoje kształtować według prawideł życia chrześcijańskiego. Albowiem jeżeli Chrystusowi Panu dana jest wszelka władza na niebie i na ziemi, jeżeli ludzie, najdroższą Jego Krwią odkupieni, na mocy nowego niejako prawa podlegają Jego władzy, jeżeli wreszcie ta władza obejmuje całą naturę człowieka, to jasną jest rzeczą, że nie ma w nas żadnej władzy, która by wyjęta była spod tego panowania.
    ... Powinien On królować w umyśle człowieka,... niech Chrystus króluje w woli, ... niech króluje w sercu,... niechaj króluje Chrystus w ciele i jego członkach,....
   Oby się to stało, Czcigodni Bracia, iżby także i ci, którzy są poza Kościołem, zapragnęli słodkiego jarzma Chrystusowego i przyjęli je dla swego zbawienia, a my wszyscy, którzy z miłosierdzia Opatrzności Bożej jesteśmy w Kościele, abyśmy nie ociężale, lecz gorliwie, z miłością i święcie nosili to jarzmo; dostosowawszy zaś życie nasze według praw Królestwa Bożego, abyśmy się radowali obfitością zbawiennych owoców i, uznani przez Chrystusa jako dobrzy i wierni słudzy, stali się uczestnikami wiecznej wraz z Nim szczęśliwości i chwały w królestwie Jego niebieskim.
   To życzenie i pragnienie niech będzie dowodem Naszej ku Wam, Czcigodni Bracia, ojcowskiej miłości przy zbliżającej się uroczystości Narodzenia Pana Naszego Jezusa Chrystusa; i jako zapowiedź łask bożych przyjmijcie apostolskie błogosławieństwo, którego Wam, Czcigodni Bracia, i duchowieństwu i ludowi Waszemu najmiłościwiej udzielamy.

   Dan w Rzymie u św. Piotra dnia 11 grudnia w roku świętym 1925, w czwartym roku Naszego Pontyfikatu.
   Pius Papież XI
   11 grudnia 1925 r.
Uwaga do całości tekstu odsyłają linki mad każdym kolejnym odcinkiem.

Wokół Sanktuarium Świebodzińskiego

Zostało mi jeszcze kilka zdjęć. Dotyczą bezpośredniego  otoczenia Świebodzińskiego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego.



Spacer rozpoczniemy od lewej strony, przeciwnie do ruchu wskazówek zegara. Pod pomnikiem błogosławionego Jana Pawła II w każdą I sobotę miesiąca o 21:37 ma miejsce modlitewne czuwanie, które prowadzi Ksiądz Prałat Sylwester Zawadzki.



Moje dwie panie w czasie spaceru  przed Świebodzińskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia.


Święty stygmatyk , wizjoner i uzdrowiciel Ojciec Pio.





Z prawej strony zostawiamy kaplicę Maryi z Nazaretu, Kilkanaście schodów uniemożliwia zmęczonej już Ewie podejście pod figurę Maryi.



Przed budynkiem plebanii miniatura pomnika Chrystusa Króla stojącego na świebodzińskim wzgórzu.


Ewa, mimo że zmęczona doskonale dawała sobie radę sama. 

W tle budynek plabanii.



Gdzie jest moje miejsce w tym stadzie?

Panie! Nie wypuszczaj mnie ze swych rąk.
Obie Panie wróciły do domu bardzo zadowolone.

Radosne dźwięki dzwonu POJEDNANIE współbrzmiały z dzwonem zamontowanym na kościelnej wieży. 
Okrążywszy z dzwonem Sanktuarium ruszyliśmy w kierunku Poznania.
Żegnamy pomnik Chrystusa Króla słowami pieśni Andrzeja Wróblewskiego:

Wśród świebodzińskich stanął pól
Najwyższy świata Chrystus Król
By w ten okrutny, trudny czas
od złego chronić nas.
By w niepojętny trudny czas chronić nas.

Z zatoki Ramion Twoich Świętych
niech płynie spokój niezmącony
na cały dobry, wierny lud
i ten spokojny , cichy Gród.
Na cały dobry wierny lud 
i ten spokojny Gród.

Niech płyną Twoich łask strumienie
na cały świat i naszą ziemię - tę Ziemię!
A my Ci za to posadzimy u Twych Stóp
morze kwiatów i zieleni
byś miał jak w Niebie 
między nami tu na ziemi - Tej Ziemi!!!

Błogosław zatem tej Krainie,
Niech zawsze będzie tak jak chcesz.
Przygarnij nas do swego serca
i nasą Ojczyznę też,
i naszą Ojczyznę też.

Trwaj przez wieki na tym szczerym polu.
Oddalaj od nas wszelki lęk i ból 
Bądź nam nadzieją 
w naszych trudnych drogach. 
Tyś nasz Największy Chrystus Król
ze świebodzińskich pól,
ze świebodzińskich pól!!!

W Świebodzińskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia

Świebodzińskie Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, mimo, że liczy sobie tylko trzy lata, a może właśnie dla tego, że ma tylko trzy lata, jest prawdziwym domem modlitwy. Jezus Miłosierny czeka tam na każdego przez całą dobę. Tam dzień i noc, przez 24 godziny trwa adoracja Najświętszego Sakramentu. Warto o tym wiedzieć i zboczyć 500 m z ruchliwej trasy E30, E3 lub A-2. Na zdjęciu powyżej: Kaplica Wieczystej Adoracji.

Zwróć uwagę na głęboką wymowę tej kaplicy. Jej istotą jest Najświętszy Sakrament ukryty w monstrancji stojącej na ołtarzu. Na zdjęciu w jasnej poświacie. Znacznie bardziej widoczny jest cień - odbicie monstrancji z Najświętszym Sakramentem. Zupełnie jak w ludzkim życiu. Widzimy "cień" odbicie Ciała Jezusa nie widząc Jego Uduchowionego Ciała. Jezusowe Ciało nakłada się na dolne ramię Krzyża, na jego słabo zarysowany złoty trzon. Nad monstrancją, na skrzyżowaniu ramion Krzyża twarz Chrystusa - odbicie z Całunu Turyńskiego.  Znowu cień.  A całość kolejny cień, kolejne odbicie nad głową Ewy. 
Gra świateł ??? 
      Sam Krzyż stoi na ołtarzyku. 
Mnie ołtarz przypomina kielich ofiarny przykryty cienkim wielowarstwowym marmurowym białym krążkiem. 

       I światło! 
      Ogień Miłosierdzia przywieziony przez Księdza Proboszcza Sylwestra Zawadzkiego z grupą parafian z Łagiewnik w dniu 21 września 2004 roku. Od tego czasu płonie nieustannie w Świebodzińskim kościele pw. Bożego Miłosierdzia, a dzisiaj Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. 
      Ogień ten do Łagiewnik przywiózł z Watykanu 16 grudnia 2003 roku z osobistej Kaplicy Jana Pawła II Ksiądz Infułat Jan Zając (obecnie biskup pomocniczy Archidiecezji Krakowskiej).     
      To Betlejemskie Światło Pokoju, Ogień Miłosierdzia przywieziony z przesłaniem głoszenia Słowa Bożego, modlitwy i pełnienia czynów miłości miłosiernej.

Nieco z lewej od kaplicy Wieczystej Adoracji, u góry obraz Serca Jezusowego. To Serce szczególnie urzekło mnie rok temu, na kilkanaście minut przed zawałem. Nie Jezus Miłosierny z głównego ołtarza, nie Jezus z Całunu, nawet nie Najświętszy Sakrament w kaplicy Wiecznej Adoracji, ale właśnie to Jezusowe Serce. Miałem je przed oczyma w czasie zawału. Dzisiaj nie za bardzo  rozumiem istotę sporu między intronizacją Serca Jezusowego, a intronizacją Chrystusa Króla. Dla mnie Jezus Chrystus Ukrzyżowany, Zmartwychwstały, Miłosierny, Chrystus Król, Jego Ciało, Jego Krew, Jego Serce scala się w jednego Trójjedynego Boga. 

Nieco z lewej za kolumnadą scena obrazująca chrzest Jezusa w Jordanie. Tu stoi chrzcielnica, tu włącza się w ciało kościoła widzialnego i w Kościół Duchowy nowych  jego członków.   

W dębowym ołtarzu, wykonanym na wzór łagiewnickiego, umieszczono relikwie św. Faustyny Kowalskiej przywiezione do kościoła 16 kwietnia 2002 roku.

Kierując się ku wyjściu z kościoła, w lewej nawie znajduje się obraz św. Judy Tadeusza - patrona od spraw szczególnie trudnych i beznadziejnych. Któż z nas nie ma takich spraw?  Św. Judo Tadeuszu módl się za nami. Wyproś nam tę łaskę u Pana, na której nam tak bardzo zależy.

Z kruchty możemy wejść do niewielkiej kapliczki św. Antoniego. To drugi orędownik w sprawach trudnych i beznadziejnych. I Jego orędownictwu możemy zawierzyć nasze troski.

Z prawej strony pod chórem Kaplica Pojednania. Stoi tu konfesjonał.  Tu możesz być sam na sam z Jezusem Ukrzyżowanym.
      Dalej po prawej stronie kolejne dwa lub trzy (nie liczyłem) konfesjonały. Razem z tymi co pod chórem pięć lub sześć. 
Jak przystało na sanktuarium, mimo że była to środa, a w kościele jak weszliśmy było około dwadzieścia osób, w jednym z konfesjonałów paliło się światełko. Tego dnia Jezus nie czekał na próżno.
    Miał rację Ksiądz Biskup dr Stefan Regmunt, Ordynariusz Diecezji Zielonogórsko- Gorzowskiej, który 22 listopada 2008 roku dokonał konsekracji kościoła Miłosierdzia Bożego i ustanowił go Sanktuarium Miłosierdzia Bożego mówiąc:
"Ufam, że Figura Jezusa Chrystusa Króla Wszechświata będzie przyciągała do Świebodzińskiego Sanktuarium Miłosierdzia Bożego i do skorzystania z daru Jego przebaczającej miłości".

    Prawą stronę od ołtarza głównego poświęcono Matce Bożej Maryi. Nad Matką Boską Nieustającej Pomocy, orzeł w koronie symbol Polski, a na nim Matka Boska Częstochowska. Z prawej u góry Matka Boska Słuchająca Rokitniańska, a z lewej figurka Matki Boskiej Fatimskiej. 
     U dołu obraz beatyfikacyjny Jana Pawła II. Nie mogło zabraknąć w tym miejscu tego, który Jej się zawierzył, tego który dał nam Boże Miłosierdzie na trzecie tysiąclecie. 
Byle tylko chcielibyśmy z niego korzystać! 

piątek, 25 listopada 2011

Msza Święta w Świebodzinie


Środa 23 listopada 2011 roku, Godzina Miłosierdzia. Rocznica mojego rozległego zawału serca (21.11.2010). 

Padam z dziękczynieniem na klęczki przed Bożym Miłosierdziem w Świebodzińskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia. 
Msza Święta w Godzinie Miłosierdzia. 


Odprawia ją prawdopodobnie jeden z dwóch rezydentów. Bardzo wolno, każdy ruch przy ołtarzu sprawia mu trudność. Nie ma ministranta. Jakże dawno służyłem do Mszy Świętej? Nie pamiętam. Siedzę z Ewą w jednej z przednich ławek i słucham jego kazania: 

Patrzę na chrześcijan i podziwiam. Podziwiam tych, którzy się czymś wykazali. Podziwiam zwłaszcza tych, którzy za wiarę oddają każdego dnia życie. Podziwiam te 100 mln chrześcijan, które jest stale prześladowane. Co trzy minuty ginie na świecie jeden chrześcijanin, dając świadectwo. 
Grupa, którą podziwiam, to grupa apostołów Bożego Miłosierdzia. To Bóg wybiera dzisiejszych apostołów i posyła ich do ludzi. Czy modlimy się o to, by i nas wybrał na apostołów?

Bóg widoczny jest przez obrazy, przez figury, przez pomniki. Bóg widoczny w Najświętszym Sakramencie, dzisiaj chce być widoczny przez apostołów Miłosierdzia Bożego. Oni Go zaniosą do rodzin, do szpitali, do urzędów, do parlamentów. Nie kapłani, nie duchowni, ale oni, apostołowie Bożego Miłosierdzia, dadzą świadectwo. 

Gdy w Tuluzie we Francji, w teatrze grana była bluźniercza sztuka, współcześni apostołowie klęczeli przed teatrem z krzyżami w dłoniach, modląc się i wynagradzając za grzechy bluźnierstwa.

Kościołowi nie zagraża antyklerykalna partia. 
Kościołowi zagraża szatan, największy bluźnierca. 
Tylko jego należy się bać, jego szatana bluźniercy. 
Co czynić? 
Modlić się w wierze kościoła. 
Zamknąć go! 
Uczynimy to, gdy będziemy apostołami Miłosierdzia Bożego.   

Amen!   
Skończyło się kazanie, skończyła się Msza Święta. Z Tobą Jezu mam być apostołem Bożego Miłosierdzia. Nie tyle Chrystusa Króla, co Bożego Miłosierdzia. Ja nie wybieram idola co cztery lata. To Ty mnie wybierasz Jezu każdego dnia. Cały Twój jestem i tylko Twój mój Panie. 

Ksiądz Prałat Sylwester Zawadzki

Proponuję byś od razu przeszedł do aktualnego wpisu z poniedziałku 14 kwietnia 2014 roku. Tam znajdziesz to co poniżej uzupełnione o aktualne wspomnienie pośmiertne dot. moich kontaktów z Ks. Prałatem Sylwestrem Zawadzkim.
http://pojednanie2.blogspot.com/2014/04/ks-sylwester-zawadzki.html 

Ksiądz Prałat Sylwester Zawadzki po piętnastu minutach nieplanowanej rozmowy, zostawił nas oniemiałych pod Chrystusem Królem.
Spotkanie to, do złudzenia przypominało mi niespodziewane spotkanie sprzed roku z Księdzem Kardynałem Henrykiem Gulbinowiczem, przy Świebodzińskim Sanktuarium Bożego Miłosierdzia, połączone z rozmową o dzwonie POJEDNANIE, zakończone wymianą obrazków. 

Pełni wrażeń, za namową Pani ze sklepiku z dewocjonaliami, jedziemy na obiad do pobliskiej restauracji "Graffit".

Siedząc przy kawie wymieniamy wrażenia z ostatniej godziny. Pewno z podobnymi emocjami rozmawiały kobiety, które ujrzały pusty grób, anioła i Zmartwychwstałego Pana, którego nie rozpoznały. 


Przeglądamy przy obiedzie zakupione foldery dot. Pomnika Chrystusa Króla.

Poświęcenie pomnika, na które przed rokiem przyjechałem miało swoją historię wartą przytoczenia. 
Pomysłodawca, inicjator budowy i autor koncepcji Pomnika Chrystusa Króla Ksiądz Prałat Sylwester Zawadzki zostaje w 1999 roku pierwszym proboszczem parafii p.w. Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie. Po roku, dnia 21 listopada 2000 roku, w uroczystość Chrystusa Króla miasto i powiat Świebodzin zostają z inicjatywy Księdza Sylwestra Zawadzkiego zawierzone Chrystusowi Królowi. Intronizację Chrystusa Króla poprzedziły Misje Święte we wszystkich trzech parafiach świebodzińskich. 
Intronizacja Chrystusa Króla miała i ma istotne znaczenie już nie tylko dla lokalnej społeczności. 

Po dziewięciu latach pasterzowania, przy okazji jubileuszu 50. lecia kapłaństwa, 22 listopada 2008 roku Ksiądz Biskup dr Stefan Regmunt, Ordynariusz Diecezji Zielonogórsko-Gorzowskiej dokonuje kosekracji kościoła pw. Miłosierdzia Bożego w Świebodzinie i ustanawia go Sanktuarium Miłosierdzia Bożego powierzając Księdzu Prałatowi Sylwestrowi Zawadzkiemu funkcję kustosza Sanktuarium.

Po dziesięciu latach od intronizacji Chrystusa Króla przez lokalną społeczność na świebodzińskim wzgórzu zakończono montaż 33. metrowej wysokości Pomnika Chrystusa Króla, by dokładnie co do dnia 21 listopada 2010 roku dokonać jego poświęcenia.

Po roku mam okazję obejrzeć kilka zdjęć z uroczystej  procesji z Sanktuarium pod Pomnik, w czasie której chciałem dzwonić POJEDNANIEM stojąc z nim na parkingu pod Tesco.  
Krzyż na czele, sztandary, duchowieństwo (nieliczni purpuraci i księża), a dalej rzesza wiernych z obrazem Chrystusa Króla i mnóstwem biało czerwonych sztandarów. 

W czasie Mszy Świętej główny celebrans Kardynał Henryk Gulbinowicz powiedział: 
" Na mapie Ojczyzny, Europy, świata znalazł się Świebodzin. Chrystus ma ramiona otwarte na Was, ale i na cały świat!"

Tak, Księże Kardynale, ale w te otwarte Chrystusowe ramiona trzeba nam się osobiście rzucić z pełną ufnością, bez reszty, uznać panowanie Chrystusa Króla w swoim sercu, w rodzinie , w parafii, w Ojczyźnie.

Pozwolę sobie także przytoczyć fragment homilii Księdza Arcybiskupa Andrzeja Dzięgi, Metropolity Szczecińsko- Kamieńskiego jaką wygłosił przed rokiem 21 listopada 2010 roku w czasie Mszy św. z okazji poświęcenia pomnika.
Niech ta figura góruje w tym miejscu, niech patrzy na to miasto, które 10 lat temu uznało Chrystusa Króla jako swego Pana. I jak powiedział ówczesny pasterz, stało się miastem królewskim, miastem Chrystusa Króla. 
      Polsko! Nie lękaj się patrzeć w stronę Chrystusa Króla! Nie lękajcie się przyjąć Jego Panowania!
      Polska, którą Chrystus prowadzi przez dzieje, chce być dalej przez Niego  prowadzona.
      Polsko! Nie tylko nie lękaj się, ale miej odwagę przyjąć to królowanie!
      Polsko! Miej odwagę uznać, że Jezus Chrystus może  poprowadzić nasze myśli i serca, wolę i czyny.
      Dlatego: Chryste! Króluj! Chryste! Zwyciężaj!