wtorek, 31 stycznia 2012

Ks. Bronisław Markiewicz

Dużo było ostatnio o błogosławionym Ks. Bronisławie Markiewiczu. Sięgnąłem do piwnicznej szafy by wyjąć z niej oprawione trzy pierwsze roczniki „Powściągliwości i Pracy” z lat 1983-1985.  Zainteresował mnie pierwszy numer z września 1983 roku, a w nim artykuł współbrata Ks. Ferdynanda Ochały  CSMA noszący tytuł "Wiedział, że jest dłużnikiem" 
Pozwolę sobie zacytować z niego niektóre fragmenty.
Artykuł poprzedzają dwie myśli przewodnie błogosławionego Ks.Bronisława Markiewicza z Jego zapisków: 
" Wszelkie dobro ze mnie jest Twoje, mój Boże!
Niech imię Pańskie będzie błogosławione na wieki za ciągłe i niewypowiedziane łaski !" .
W szkole, w chwili próby przyszły błogosławiony wołał w rozpatrzy:
"Jeśli istniejesz Boże, daj mi się poznać"
I Bóg dał mu znak tajemniczy, wystarczający. Błogosławiony powie: "Widziałem Maryję ..." i wstępuje do seminarium. 
Wikariusz przy katedrze przemyskiej, potem proboszcz, studia teologiczne na uniwersytecie lwowskim i krakowskim. Profesor w Przemyskim Seminarium Duchownym i w wieku 50 lat przez sześć lat terminator w Turynie, u św.Jana Bosko (dzisiaj Jego wspomnienie liturgiczne). Ks. Bronisław wraca do kraju i obejmuje parafię w Miejscu Piastowym. W zapiskach pisze:
"Opieramy się na Bogu, a nie na panach". 
"Idą przeciw mnie, chcą mnie zgubić. Ja jednak głęboko wierzę , że ich nie będzie, a Bóg uczyni przeze mnie to, co zamierzał od wieków".
Błogosławiony obejmował swą działalnością najbardziej palące problemy społeczne i narodowe. Jego działalność spotykała się z silnym oporem ze strony władz duchownych. On miał pewność zwycięstwa pisząc: "Głos mój przebrzmi na razie bez echa, ale niebawem będzie wysłuchany".
W 1908 roku napisał w "Boju bezkrwawym":
"Najwyżej zaś Pan Bóg was wyniesie, kiedy dacie światu wielkiego Papieża ".
Nasz naród potrzebuje mocarzy ducha, Kościół żyje i rozwija się dzięki świętości swoich członków. Wszyscy jesteśmy wezwani do świętości.
"Gdy brakuje świętych w narodzie, robi się ciemno w głowach ludzkich i ludzie nie widzą dróg, którymi im należy postępować" napisał 27 stycznia 125 lat temu błogosławiony Bronisław Markiewicz.
Wniosek: Naród czeka na Twoją i moją świętość!

poniedziałek, 30 stycznia 2012

Lektorskie kłanianie

Byliśmy wczoraj na imieninach. Przy kawie rozmowa toczyła się wokół zdrowia. Im dłużej dyskutowano o ludzkich dolegliwościach, a raczej chwalono się swoimi przypadłościami, tym bardziej się wewnętrznie buntowałem. Choroby to ja mam dosyć na co dzień. 
     Ratunek przyszedł z najmniej spodziewanej strony, od wnucząt. Dwójka gimnazjalistów, podobnie jak ja znudzonych biadoleniem dorosłych słuchała grzecznie wywodów dorosłych. W pewnej chwili chłopak wyjął cienką książeczkę i coś tam pokazywał dziewczynie. Na okładce zauważyłem dwie litery alfa i omega. Zainteresowała mnie ta broszurka pt."Kurs lektorski" wydana przez Bibliotekę Materiałów Formacyjnych przez Duszpasterstwo Służby Liturgicznej Archidiecezji Poznańskiej w 2011 roku, pod red. Ks. Dariusza Piaseckiego. Zajrzałem do działu "Formacja liturgiczna", do III rozdziału "Lektor przed, podczas i po czytaniu". W punkcie poświęconym zachowaniu się przy ambonie na str. 72 czytam (zachowuję oryginalną pisownię): "Udając się w kierunku ambony lektor nie skłania się w jej stronę. Jedynie gdy przechodzi przez środek prezbiterium wykonuje - jak każdy usługujący na mszy świętej - skłon głowy w stronę ołtarza. Podobnie też skłania się przed  biskupem, gdy ten przewodniczy mszy świętej." 
Przejrzałem broszurkę od dechy do dechy, próbując się dowiedzieć jak lektor zachowuje się przed Tabernakulum. Niestety, nie znalazłem takiego słowa w całej, liczącej bez mała 100 stron książeczce. 
Nie ma! 
W prezbiterium nie ma Tabernakulum!
Komu wobec tego kłania się lektor? 
Słowu Pana zawartemu w Biblii leżącej na ambonce? 
Nie!
W myśl instrukcji, o ile przechodzi przez środek prezbiterium kłania się w stronę ołtarza. A więc pokłon oddaje nie Tabernakulum, w którym jest Najświętszy Sakrament, nie relikwiom Świętych, które nie zawsze są już zatopione w ołtarzu, nie mszałowi stojącemu na ołtarzu, a "środkowi ołtarza". 
      A jak lektor nie przechodzi przez środek prezbiterium to komu, czemu się kłania? W myśl instrukcji wynikałoby, że nie musi się nikomu i niczemu kłaniać, nawet "środkowi ołtarza". Jest jeden wyjątek. Gdy mszy świętej przewodniczy biskup, to skłania się biskupowi. A ja myślałem, że Mszę świętą (przez duże M) celebruje  Ksiądz Biskup, a nie jej przewodniczy. Przewodniczenie kojarzy mi się z przewodniczeniem na zebraniach partyjnych.
        Spytałem młodego lektora komu On się kłania? Odpowiedział bez zastanowienia Panu Jezusowi ukrytemu w Najświętszym Sakramencie. Dobrze Synu odpowiedziałem i pomyślałem kiedy to kapłani nakażą mu się kłaniać sobie?
        A jak się Wam podoba zwrot "każdy usługujący na mszy świętej", kłaniający się środkowi ołtarza. Jeśli przejrzymy Polską Klasyfikację Działalności to rzeczywiście działalność związków wyznaniowych i organizacji religijnych możemy zakwalifikować do usług świadczonych ludności o symbolu 9491 Z. Wybaczcie, ale ja wolałbym nie być usługobiorcą. Kościół jest moim domem i chcę się w nim spotykać z Bogiem, a kapłan zamiast świadczyć mi usługę mszy (przez małe m), niech celebruje ofiarę Mszy św. przez duże M, bo do tego zaszczytu powołał go Bóg.

niedziela, 29 stycznia 2012

Apostolat św. Elżbiety


Piątek, 27 styczeń 2012 roku, godziny wieczorne, kaplica sióstr Elżbietanek przy kościele Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu przy ul Kościelnej.


Klękam przed dziwnym żłobkiem. Jest w nim tylko maleńki Jezus. On jest. Czy jest sam? To pytanie musisz sobie zadać  patrząc na Bożą dziecinę. Ten żłobek szczególne przemawia nie tylko do dorosłych, ale i do dzieci, do przedszkolaków. Uświadamiam sobie, że stąpam po posadzkach, po podłogach, po których moje maleńkie stopy przedszkolaka biegały przed 65. laty. To tu przed laty, do sióstr Elżbietanek, zaprowadzła mnie mama, na kilka godzin dziennie, bym w dobrych rękach, w gronie rówieśników mógł spędzić kilka przedpołudniowych godzin.

Rozglądam się jak dziecko, jak przed laty - do tyłu. W ławkach klęczą (siedzą) siostry Elżbietanki. Szukam wzrokiem wśród nich tej zapamiętanej z dzieciństwa "mojej siostry". Nie pamiętam jej imienia. A te, które widzę wyglądają jakoś inaczej ubrane. Moja siostra nosiła inne nakrycie głowy, ogromnych rozmiarów biały kornet. Wyglądała w nim jak anioł. Dzisiejsze posoborowe stroje są jakby skromniejsze.  Wzrokiem szukam najstarszej z nich.  Powinna mieć co najmniej 90 lat. Te które się modlą, są młodsze. Gdybym pamiętał imię "mojej siostry" spytałbym o nią.   
Siadam w ostatniej ławce po prawej stronie kaplicy, za świeckimi. Zdjęcia z tej odległości będą nieostre, ale nie dla robienia zdjęć tu jestem. Chcę się w skupieniu pomodlić za moich nauczycieli z lat dziecięcych, za siostry z przedszkola, za panie nauczycielki ze szkoły podstawowej, której płot graniczył z ogrodem sióstr, za księdza, który mnie przygotowywał do I Komunii św. i oczywiście za Ewę, która gdy wyjeżdżałem spod domu stanęła w oknie i kiwając dłonią na pożegnanie, słała mi uśmiechy.

Jedna z pań, jak się potem okazało z grupy Apostolatu św. Elżbiety czytała pierwsze czytanie. Jakież ono seksowne. Król Dawid świadomy tego, że jest naznaczony przez Boga cudzołoży. Przechadzając się po pałacowych tarasach spostrzega kąpiącą się kobietę. Nie wiadomo w co była ubrana, ale musiała być seksowna. Król samym widokiem już zgrzeszył. Wysłał sługi by mu ją sprowadzili. To że była mężatką, nie stanowiło dla niego problemu. Pożądanie było silniejsze od rozsądku. Mąż Batszeby przebywał na wojnie, można było skorzystać z nadarzającej się okazji. Pismo nie podaje  szczegółów przez jak długi czas i ile razy ze sobą współżyli. Istotne jest to, że nałożnica a zarazem kochanka poczęła mu syna z nieślubnego łoża. Dalej jest jeszcze o tym, jak grzech nieczystości, doprowadził do sprytnego pozbycia się i zgładzenia męża Uriasza Hetyty. 
I jak zareagował na to Bóg?
Nie odebrał Dawidowi wolnej woli, nadal pozwolił mu królować.
Odebrał mu natomiast na oczach dworu i poddanych niewinnego syna, przywołując do porządku króla.
 
Celebrans Ks. dr Rafał Pajszczyk homilię poświęcił wspominanemu dzisiaj błogosławionemu Jerzemu Matulewiczowi. Biskup Jerzy Matulewicz jest jednym z patronów Litwy. Został beatyfikowany przez Papieża Jana Pawła II w 1987 roku, podczas obchodów 600 lecia Chrztu Litwy. Odnowiciel zakonu marianów. Jego relikwie spoczywają w Marianpolu. Więcej o moim imienniku patrz: http://www.brewiarz.pl/czytelnia/swieci/01-27a.php3
.
Msza św. celebrowana przez ks. dr Rafała Pajszczyka.

Chwila modlitwy po Mszy św. Z prawej strony ołtarza stoi dużych rozmiarów obraz, który mnie zaciekawił. Spytałem siostrę Marietę kogo przedstawia? To nasza błogosławiona Matka Założycielka.

Błogosławiona Maria Luiza Merkert urodziła się 21 września 1817 r. w Nysie. Dzień później została ochrzczona w nyskim kościele św. Jakuba i św. Agnieszki. Maria, ukończyła katolicką Szkołę dla Dziewcząt w Nysie. Mając 25 lat z dwójką innych panien poświęciła się przed obrazem Serca Pana Jezusa w nyskim kościele św. Jakuba i św. Agnieszki by nieść pomoc potrzebującym, opuszczonym, chorym i bezdomnym bez względu na wyznanie, narodowość i płeć.
W 1850 r. Maria Merkert rozpoczęła w Nysie organizowanie Stowarzyszenia św. Elżbiety dla pielęgnacji opuszczonych i chorych. Po 9 latach uzyskała dla stowarzyszenia zatwierdzenie diecezjalne. Biskup wrocławski uznał stowarzyszenie za kongregację kościelną, a miesiąc później zatwierdził jej statuty. W tym też roku Maria Merkert została wybrana aż do śmierci na pierwszą przełożoną generalną Zgromadzenia Sióstr św. Elżbiety. W 1860 r. złożyła śluby zakonne. W Nysie wybudowała dom macierzysty, a pod jej kierownictwem powstało 90 domów zakonnych, 12 szpitali i wiele domów opieki aż w 9 diecezjach. 7 czerwca 1871 papież Pius IX udzielił aprobaty założonemu przez nią zgromadzeniu. Rok później zmarła w opinii świętości 14 listopada 1872 w Nysie i została pochowana na tamtejszym Cmentarzu Jerozolimskim. W chwili śmierci matki założycielki zgromadzenie liczyło 465 sióstr w 87 domach.
Obecnie jej szczątki doczesne spoczywają w kościele św. Jakuba i Agnieszki w Nysie. Proces beatyfikacyjny rozpoczął się w 1985 r., a zakończył w1997 r. 20 grudnia 2004 r. papież Jan Paweł II uroczyście ogłosił heroiczność jej cnót, a 1 czerwca 2007 r. papież Benedykt XVI zatwierdził dekret dotyczący cudu przypisywanego wstawiennictwu Marii Merkert. 30 września 2007 r. w Nysie odbyła się uroczystość beatyfikacyjna, której przewodniczył delegat papieża Benedykta XVI, prefekt Kongregacji Spraw Kanonizacyjnych w Watykanie, kard.
Jose Saraiva Martins.


To spotkanie opłatkowe Stowarzyszenia św. Elżbiety
dla pielęgnacji opuszczonych chorych. Cel identyczny jaki przed 160 laty miała Matka Założycielka. Zawsze w naszym otoczeniu znajdują się chorzy i opuszczeni.  
Należą do niego świeccy parafianie parafii Najświętszego Serca Jezusowego w Poznaniu przy ul Kościelnej.











W czasie przyjęcia, tym razem ze słodkim jedna z pań odczytała  pismo organizacyjne i omówiła bieżące sprawy Stowarzyszenia. Ja w tym czasie przygotowałem się do wyświetlenia zebranym na dużym ekranie 4 postów z blogu POJEDNANIE dot. pogrzebu Ks. dr. Mariana Piątkowskiego.

W prelekcji wziął udział ks. dr. Rafał Pajszczyk

Wiceoficjał w Metropolitalnym Sądzie Duchownym, a jednocześnie, który jest jednocześnie opiekunem Stowarzyszenia św. Elżbiety. 
Uzupełnił On moją prelekcję osobistymi wspomnieniami o zmarłym koledze kapłanie.

Jak wielu Przyjaciół!

 Starszy Jerzy powiedział/a na blogu Królowa Pokoju poz. 8 http://dzieckonmp.wordpress.com/2012/01/29/jak-dwoje-przyjaciol/


0
0

i
 Quantcast
Jak wielu Przyjaciół!
Sprowokowany wspomnieniami admina pozwolę podzielić się z Wami, tak na gorąco wrażeniami z wczorajszego wieczoru. Parafrazując tytuł napiszę: „ JAK WIELU PRZYJACIÓŁ ..” spotkało się na jubileuszowej zbiórce w harcówce. Okazją do spotkania była 55 rocznica reaktywowania drużyny harcerskiej Błękitnej XIV działającej przy I Gimnazjum i Liceum im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Na jubileuszową zbiórkę stawiło się ponad 30 starych baranów i drugie tyle umundurowanej młodzieży, pokolenia naszych wnuków.
Cieszyliśmy się sobą, wspominając stare dzieje. Wszystkich nas łączyła nie tylko harcerska piosenka, ale wdzięczność w stosunku do Chrzana i Wacia za bezinteresowny wkład ich pracy w nasze wychowanie. Nie byli naszymi szkolnymi nauczycielami, ale byli naszymi wychowawcami. Ludźmi godnymi naśladowania. Wychowawca to ktoś inny niż nauczyciel. Nauczyciel może mówić prawdę i może uczyć nieprawdy. Wychowawca natomiast MUSI BYĆ WIARYGODNY.
Naszych druhów cechowała wiarygodność. Potwierdzili to swoim dalszym życiem. Ponad 50 lat wierni ideałom, wierni przysiędze harcerskiej, którą kiedyś w młodości złożyli. Ludzie na których można polegać. Przyjaciele do których po półwieczu z radością serca zwracamy się tak jak w latach naszej młodości „Druhu”. Po imieniu zwracamy się do wielu osób, ale do nich: Chrzana i Wacia powiedzieć „Druhu”, to znacznie więcej jakby powiedzieć „kolego”, czy „przyjacielu”, to nieomal jak „czcigodny”.
Zakończę słowami jednego z nas, prof. dr.hab. Michała Umbreita który wczorajszy rozkaz powitalny zakończył słowami:
Druhu Szczepowy !
- to Ty zorganizowałeś „panie bracie cholerka” całą naszą „Wiaruchnę” i reaktywowałeś działający do dzisiaj Szczep Błękitnej 14-tki !
- wyszkoliłeś nas pod każdym względem:
- wpoiłeś nam wielki patriotyzm,
- nauczyłeś nas być ludźmi honoru niezależnie od układów politycznych, majątkowych i innych,
- pilnowałeś nas, aby żyć zgodnie z prawem harcerskim – abyśmy nie pili i nie palili ( osobiście do dzisiaj tego przestrzegam ! )
- nauczyłeś nas, że być harcerzem – to być prawym i serdecznym PRZYJACIELEM na którym można zawsze polegać,
Te wszystkie dobre cechy można by jeszcze długo wyliczać. Jedno jest pewne, że nauczyliśmy się również tego, że gdy jesteśmy w Poznaniu, lub na końcu Świata i spotkamy kogoś z „Marcinka”, a tym bardziej z Błękitnej 14-tki, to żeby nie wiem co się działo – dobrego czy złego – to jesteśmy natychmiast przyjaciółmi i mamy obowiązek sobie pomagać!
Drogi Jurku, Drogi Druhu Szczepowy !
Dziękujemy Ci, za nasze szczęśliwe – harcerskie lata, a teraz mając już siwiznę na głowach, chylimy je przed Tobą i składamy Ci wyrazy szacunku i poważania, za to wszystko coś dla nas, dla harcerstwa i Ojczyzny zrobił!
Całość baczność !!!!
Czuwaj ! Spocznij!
Kończę słowami jakie przed momentem padły w TVP-1, w ramach niedzielnego południowego programu religijnego na temat ewangelizowania młodych. Słowa: „żyj tak, aby Twoje życie było świadectwem wiary”. Słowa papieża Benedykta XVI wypowiedziane do o. Jana Góry (być może przytoczyłem je niedokładnie).
Myślę, że tych 30 młodych nastoletnich harcerzy mogło się wczoraj naocznie przekonać, że słowa „żyj tak, aby Twoje życie było świadectwem wierności ideałom harcerskim” poświadczone świadectwem życiem życia 30 starych dziadków było dla nich wczoraj najlepszą lekcją wychowawczą.

piątek, 27 stycznia 2012

Pogrzeb Pawła

Środa, 25 styczeń 2012 roku. 
Kościół obchodzi uroczystość nawrócenia św. Pawła, a my podczepiamy pod samochód naszą przewoźną dzwonnicę POJEDNANIE i jedziemy do Stęszewa na pogrzeb Pawła Zygarłowskiego - ogrodnika, s. Czesława. Na cmentarzu jesteśmy przed czasem. Dzwon ustawiam w pobliżu wykopanego grobu, a z Ewą idziemy do cmentarnej kaplicy.

Wewnątrz najbliższa rodzina zgromadzona nad otwartą trumną Pawła. Grobowa cisza, Nie słychać zawodzeń,. Suche wypłakane oczy najbliższych. Podchodzimy do zmarłego by jeszcze raz spojrzeć na jego twarz. Jest taka, radosna, jaką pamiętamy sprzed dwóch, trzech lat, z okresu gdyśmy się dzielili, pełni nadziei, naszą wspólną chorobą, która nazywa się glejak - złośliwy rak mózgu. 

Ostatnie pożegnania, dotyki rąk zmarłego, pocałunki i wieko zostaje zamknięte. Chwila refleksji i osobistej modlitwy.  Matko Bolesna! Matko najokrutniej umęczonego długotrwałą chorobą Pawła, uproś dla Niego łaskę szczęśliwości wiecznej u tronu Chrystusa Króla, a osieroconą Rodzinę wspomóż siłą trwania i nadzieją na zwycięstwo dobra. Niech Wam Bóg błogosławi!

Pół godziny przed Mszą św. siostra zakonna poprowadziła Różaniec w intencji zmarłego. Odmawiamy tajemnice radosne. Radosne - bo mimo smutku i bólu po odejściu Pawła cieszymy się ze zmartwychwstania naszych doczesnych umęczonych ciał, wierząc, że Paweł narodził się już dla Nieba. 
        Kaplica stopniowo zapełnia się żałobnikami. Ksiądz proboszcz widząc tłum przed kaplicą prosi, by stojący z tyłu przesunęli się maksymalnie do przodu. I wypełniają się wszystkie wolne miejsca między ławkami, tak w nawie głównej jak i w bocznej.

Słuchając kazania Księdza Proboszcza, w którym bardzo dużo miejsca poświęcił osobie zmarłego Pawła, przestaję się dziwić tak dużej liczbie osób, dla których zmarły był bliski. Podkreślił jego otwartość na bliźnich, dużą ilość nie tylko kolegów, koleżanek ale i osób, które czuły się jego przyjaciółmi. Ksiądz Proboszcz podkreślił z podziwem nie tylko pasję zmarłego do historii, o której było przyjemnie z nim rozmawiać, ale odniósł się do życia religijnego zmarłego, przywołując swoją ostatnią wizytę z Najświętszym Sakramentem w dniu śmierci Pawła. Wg. Beni przywołującej słowa Ks. Proboszcza witającego Pawła brzmiały " Mimo młodego wieku, Ty nie przyszedłeś dzisiaj do mnie z powodu swojej słabości, swojej choroby więc ja przychodzę do Ciebie, aby Cię wzmocnić i pokrzepić Jezusem". Reakcją Pawła był jego uśmiech na twarzy, a dalszej rozmowy Ks. Proboszcz nie cytował.

Współcelebransem pogrzebowej Mszy św. i dalszej ceremonii pogrzebowej był Ksiądz Prefekt Poznańskiego Seminarium Duchownego. Jego skromną obecność odebrałem jako dowód Bożej miłości i solidarności w bólu dla rodziny zmarłego, a szczególnie dla córki Kingi, której był wychowawcą w szkole.
 
Komunia święta. Wyjątkowo wiele razy kapłan wypowiedział dzisiaj słowa: Ciało Chrystusa.
O najłaskawszy Jezu, Miłośniku dusz, błagamy Cię przez konanie Serca Twego Przenajświętszego i przez boleść Matki Twojej Niepokalanej, obmyj we Krwi Twojej grzeszników całego świata, a zwłaszcza tych, którzy chorują  na glejaka, niech Ciało Pańskie, które przyjmują umocni ich na resztę dni, jakie im i nam dane będzie jeszcze przeżyć na tym świecie.

Dla tych, którzy się nieco spóźnili zabrakło miejsca w kaplicy cmentarnej. Patrząc na elewację frontową kaplicy skojarzyła mi się ona z bramą. Z bramą do Zmartwychwstania. Z bramą którą zwieńcza Chrystusowy Krzyż na kuli, na kuli ziemskiej. Z bramą, w której w spągu wisi dzwon. Dzwon, którego dźwięk, którego bicie, wprowadzać nas będzie w bramę Nieba. 

 
Tą bramą jest Zmartwychwstały Jezus. On jest Zmartwychwstaniem i życiem, jak głosi napis na sztandarze niesionym na przedzie konduktu pogrzebowego.
A chociaż ukryłeś się przed nami w Niebie, dusza moja poznaje Stwórcę swego, najwyższe dobro i serce moje całe tonie w modlitwie uwielbienia.

Przy wózku do przewozu trumny stanęły dzieci. To prawdopodobnie koleżanki Florentyny, młodszej córki Pawła. Jej szczególnie potrzeba będzie pociechy, ciepła i miłości.
 
W czasie, gdy kondukt pogrzebowy podążał z kaplicy na miejsce pochówku, ja zajęty byłem dzwonieniem. W tym czasie śpiewano:
Przybądźcie z nieba na głos naszych modlitw,
mieszkańcy chwały wszyscy święci Boży,
z obłoków jasnych zejdźcie aniołowie,
z rzeszą zbawionych spieszcie na spotkanie.
       Niech cię przygarnie Chrystus uwielbiony,
       On wezwał ciebie do królestwa światła,
       Niech na spotkanie w progach Ojca domu,
       po ciebie wyjdzie litościwa Matka.
Promienny Chryste, Boski Zbawicielu,
jedyne światło, które nie zna zmierzchu,
bądź dla tej duszy wiecznym odpocznieniem,
pozwól oglądać chwały swej majestat.

Prośmy Boga aby pobłogosławił grób naszego brata. Miłosierny Boże, Ty dajesz odpoczynek duszom wiernych, prosimy Cię, pobłogosław ten grób i uwolnij od wszystkich grzechów duszę zmarłego, którego ciało tutaj składamy, aby mógł razem ze Świętymi bez końca radować się w Tobie.

Boże, Ty dajesz ludziom życie i zmartwychwstanie, które my grzeszni z bólem zanosimy, wysłuchaj prośby, za Twojego sługę Pawła.

Wyzwól go od więzów śmierci i daj mu udział w radościach raju z Twoimi Świętymi.

Gdy modlimy się za zmarłego modlitwą powszechną "Ojcze nasz..." mam okazję zrobić kilka zdjęć wokoło.

... Bądź wola Twoja, jako w niebie tak i na ziemi. ..
Proszę zwrócić uwagę na małego ministranta, to najmłodszy chrześniak zmarłego Pawła. Sam nie mając następców chłopców był dla niego jak rodzony ojciec.
Ks. Proboszcz podszedł  do trumny i pokropił ją wodą święconą mówiąc: Niech Bóg da tobie pić ze źródła wody żywej.
Po czym rzuciwszy grudkę ziemi na trumnę powiedział: Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Ale Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. Śpij w pokoju.
Na słowa Księdza: "Złożymy ciało naszego brata w grobie. Ponieważ Chrystus zmartwychwstał jako pierwszy z umarłych i odnowi nasze śmiertelne ciała na podobieństwo naszego ciała uwielbionego, ufamy, że wskrzesi ciało naszego brata, gdy przyjdzie w chwale", grabarze spuszczają, przy biciu dzwonu trumnę do grobu, a zebrani śpiewają:

Witaj Królowo Matko litości, 
nasza nadziejo, życia słodkości. 
Witaj Maryjo, Matko jedyna, 
Matko nas ludzi Salve Regina.
 
Nędzne my dzieci Ewy wołamy, 
do Ciebie Matko z płaczem wzdychamy: 
Niech nas wspomaga Twoja przyczyna, 
na tym padole Salve Regina.
      O pośredniczko! Rzuć Twe wejrzenie, 
      łaskawe na nas przyjmij westchnienie.

      Pokaż nam Matko Twojego Syna, 
      w górnej krainie, Salve Regina.

Wspomnienie o zmarłym bracie nad mogiłą wygłosiła siostra Halina. Niestety, mówiąc przez mikrofon, nie włączyła go skutecznie. Szkoda.

W czasie składania kwiatów oprócz bicia  dzwonu słychać było głos trąbki. Sznurek, którym poruszałem serce pozwolił mi dzwonić w czasie składania kondolencji.
Wśród zgromadzonych osób witających się i składających kondolencje najbliższej rodzinie, wytrawne oko dostrzeże kapelusik Ewy.

Gdy uczestnicy pogrzebu udali się na przyjęcie do lokalu , ja towarzyszyłem grabarzom przy zasypywaniu głębinowego grobu. Na zdjęciu jeden z pracowników wybierający duże kawały betonowego gruzu po częściowym zasypaniu grobu.

Sala w czasie obiadu była pełna gości. Pogrzeb w rodzinie to niekiedy jedyna okazja by rodzina spotkała się nieomal w komplecie.

Ewa z Zygarłowskimi z Lusowa po kawie.

Pożegnania z wdową to okazja by skierować do niej kilka słów pociechy.


Ewa w rozmowie z teściami Pawła.


Reportaż z pogrzebu Pawła ogrodnika rozpocząłem od kwiatów i zakończę kwiatkiem. To bratek jaki rośnie dzisiaj w szczelinie między cegłami na podeście pomnika Miłosierdzia Bożego przed moim domem. Mimo zimna i śniegu trwa nadal kwitnąc. Ty bracie trwałeś do końca w wierze i doskonale zdawałeś sobie sprawę, że borykanie się z glejakiem czasami jest cudem ale wiara zawsze dawała Ci siłę. Bądź nam orędownikiem przed Panem, upraszaj nam siły, a my obiecujemy Cię wspomóc modlitwą, tak jak modlimy się za syna Łukasza.