niedziela, 15 stycznia 2012

Pocieszać innych - zadanie domowe

Pocieszać innych 
z takim zadaniem domowym wyszliśmy z ostatniego Kręgu Biblijnego:
Miałem nie lada problem z tym pocieszaniem. 
Dręczyło mnie pytanie.
Czy pocieszać (pocieszyć)  to sprawić przyjemności drugiemu?
Nie za bardzo.
Biorę słownik j. polskiego i czytam:  pocieszać to przynieść komuś pociechę, podtrzymać na duchu, dodać otuchy.
Na przykład: Pocieszyć kogoś w smutku, w żałobie. Pocieszyć kogoś po bolesnej stracie.
Tyle słownik.
A teraz moje zadanie domowe (wyciąg z osobistego dzienniczka):

czwartek 8 grudzień: pocieszam cierpiącą Ewę mówiąc, że jedno cierpieniem, a drugie modlitwą na wzajem się na starość wspieramy.

sobota 10 grudzień: pocieszyłem Ewę, tłumacząc jej, że jej organizm, mimo kłopotów, prawidłowo reaguje na bodźce zewnętrzne. W tym czasie z radia płyną słowa piosenki: "Nie bój się - zaufaj - weź Maryję do siebie".
 
niedziela 11 grudzień: mieliśmy jechać na proszony obiad do cioci Eli. W sobotę dzwoni rodzina: ciocia jest chora i nie przygotuje wam obiadu.  Obiad jemy w restauracji, a z ciastem lądujemy na kawę u cioci w myśl zasady: chorych nawiedzać. Dwa razy ciocia podkreślała, jak bardzo się cieszy z naszej wizyty i z rozmowy z nami.

poniedziałek 12 grudzień: Ewa przy nakładaniu bielizny do pralki przewróciła się do przodu i uderzyła głową w pralkę. Tulę ją do piersi. Niekiedy wystarczy gest, słowa pocieszenia stają się zbędne.

któryś kolejny dzień:  Dziękuję kapłanowi za celebrowaną Mszę św. i wygłoszone krótkie słówko. Mówi mi, że największą radością dla niego było udzielanie ludziom Komunii św. przechodząc z Panem Jezusem wzdłuż balasek przykrytych białym obrusem od jednego klęczącego do drugiego. Czuło się wtedy to sakrum ostatniej wieczerzy.  Zburzono balaski, a gdzie je jeszcze zostawiono, nie ma tych, którzy by chcieli przy nich klękać. Mówię proszę stanąć przy balaskach i zrobić ruch ręką tak, jakby Ksiądz siał, może ludzie zrozumieją ten gest.  Uśmiechnął się do mnie i powiedział ze smutkiem:  Ale mnie Pan pocieszył.

poniedziałek: dzisiaj zrozumiałem kogo należy pocieszać. Tego kogo się zasmuciło. Grzesząc zasmucamy nie tylko człowieka, ale Boga. Człowiekowi możemy zadośćuczynić, a przed Bogiem należy się wyspowiadać w Sakramencie Pojednania. Idę dzisiaj do spowiedzi. Idę Go pocieszyć.

Nie pocieszyłem:
Na blogu, na którym pisuję staram się pocieszać wiele osób. Blog dotyczy chorych na złośliwego raka mózgu. Wszystkie dotychczasowe pocieszenia dotyczyły zgonu najbliższych. Tym razem nie potrafiłem się zdobyć na żaden gest pociechy. Chodziło o ulubionego kota jednej z piszących, który zachorował na raka. Weterynarz wyznaczył termin uśpienia zwierzęcia w dniu 3 rocznicy śmierci kochanego ojca właścicielki kota. Kot był zarazem ulubionym pupilem zmarłego ojca. Córka kończy swój wpis słowami Wierzę, że będą razem... 
Jedyne nadesłane słowa pociechy są w stylu: Tak będą razem?
Jak pocieszyć taką osobę? Dementować bzdury? Mam jej mówić, że zwierzęta nie mają duszy nieśmiertelnej, a zmartwychwstanie ciał dotyczy tylko ludzi? Wypadało zamilknąć. 

Cały ostatni tydzień, to jedno wielkie pasmo słów, gestów pociechy składanych Ewie. Na nic się zdały słowa mojej pociechy. Przez dwa dni, nieomal w 100% zdana całkowicie na mnie, załamała się psychicznie do tego stopnia, że nie potrafiła wykonać jednego kroku. Moja nieskuteczna pociecha była dla mnie kolejną lekcją pokory i zdania się we wszystkim na Boga.

1 komentarz:

linum pisze...

Dziękuję. Tyle się uczę od Ewy i od Ciebie. Pamiętamy w modlitwie.