sobota, 31 marca 2012

Marsz dla życia -cz 4 list Ks. Arcybiskupa dot śmierci Ks. Ryszarda

List Ks Ryszarda Klimaszewskiego i list ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego odczytany w czasie uroczystości pogrzebowej  w dniu 31. marca 2012 roku w Kunowie.
Od trzech dni rozpisuję się na temat samobójczej śmierci kapłana. Odczytane dzisiaj oba listy wnoszą nowe światło do poruszanej sprawy. Oba są jednak ogólne i mimo, że na temat, moim zdaniem nie rozwijają poruszonych w nich spraw tak do końca. A może warto by przy takiej okazji opisać ten dramat bardziej szczegółowo i spróbować dać odpowiedź na postawione przeze mnie trzy dni temu pytania. Dlaczego? Choćby dlatego, by inni, dzisiaj świątobliwi kapłani, nie wchodzili na ścieżkę jaką podążył Ksiądz Ryszard.   

Marsz dla życia cz.3 na placu

To miał być marsz dla życia, a życie pisze mi inny scenariusz. Zamiast radości z rodzącego się życia przychodzi nam "opłakiwać" śmierć znajomych. Tyle co odebrałem wiadomość o śmierci męża Marzeki. Zmarł wczoraj pod wieczór na obczyźnie po czterech latach walki z glejakiem. Nie pomogli doskonali specjaliści, wymarzone warunki, doskonała opieka lekarsko - pielęgniarska. Przychodzi czas by się zatrzymać, tak jak my zatrzymaliśmy się na pl. Mickiewicza, przestać dzwonić i zastanowić się nad milionami uśmiercanych w łonach matek dzieci. 

To człowiek i to poczęte życie - też człowiek. Męża Marzeki będziemy opłakiwać, będziemy się za Niego modlić do Boga słowami: 
Boże, Ty dajesz ludziom życie i zmartwychwstanie, wyzwól Go prosimy od więzów śmierci i daj mu udział w radościach raju z Twoimi Świętymi. Wieczny odpoczynek racz mu dać Panie, a światłość wiekuista niechaj mu świeci na wieki wieków, Amen.

A kto westchnie za tymi nienarodzonymi? Grzeszny ojciec, grzeszni dziadkowie, wreszcie grzeszna matka, która potrafiła zarzucić zmarłemu księdzu Ryszardowi Klimaszewskiemu, że uczył ją szacunku dla życia, a sam popełnił samobójstwo?

Łopocze na wietrze setka flag, a czy w Twoim sercu coś łopocze? Może się pod nim tli życie. A jak nie, to może dasz się namówić do akcji, która zwie się: "Adopcją Dziecka Poczętego"?
To nic innego jak modlitwa za poczęte życie. Szcegóły znajdziesz w internecie.

Oni przyjechali aż ze Szczecina, z jedynej polskiej archidiecezji, którą Ks. Arcybiskup Metropolita Andrzej Dzięga poświęcił Chrystusowi Królowi, a która w dniu poznańskiego "Marszu dla Życia" obchodziła swoje XX lecie. Ksiądz Arcybiskup Andrzej Dzięga, to ten hierarcha, który wygłosił homilię pod Pomnikiem Świebodzińskiego Chrystusa Króla, w dniu jego poświęcenia, w czasie gdy ja miałem tem rozległy zawał serca.  Rozmawialiśmy o tym z kierowcą autobusu, który okazało się, że jest ze Stargardu Szczecińskiego. To tam, gdzie przed sześciu laty w zakładzie kamieniarskim przecięto nam kamień na pomnik i wygroszkowano postać Chrystusa Miłosiernego. Jak też te Boże sprawy się wiążą. A wszystko przez dwa wkręty, których nie mogłem wykręcić wiertarką, by zdemontować dwie plansze z moim Ks. Arcybiskupem i musiałem poprosić kierowcę autobusu, by mi pożyczył ręcznego wkrętaka krzyżowego .


Wrócę jeszcze do Szczecina skąd przyjechała 50 osobowa grupa młodzieży z flagami prolife i księdzem Tomaszem Kancelarczykiem, który do zgromadzonych na placu około 2 tysięcy osób powiedział: „Wierzę, że za kilkanaście lat Marsze dla Życia będą gromadziły w Poznaniu nie kilka, a kilkadziesiąt tysięcy osób. Inaczej być nie może. Życie jest zagrożone i jeżeli teraz nie staniemy w jego obronie, to następnych pokoleń nie będzie – ostrzegał ks. Kancelarczyk.


A dwa dni później, we wtorek 27 marca gdy gasło życie Księdza Ryszarda Klimaszewskiego, w kaplicy Domu Arcybiskupiego w Szczecinie, Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Andrzej Dzięga, Metropolita Szczecińsko-Kamieński otworzył proces o domniemanym cudownym uzdrowieniu za przyczyną Sł. Bożego Stefana Kardynała Wyszyńskiego. Sprawa dotyczy młodej niewiasty, którą w wieku 19 lat dotknęła choroba raka tarczycy. W dniu 17 lutego 1988 r. wykonano w Szczecinie rozległą operację tarczycy usuwając zmiany nowotworowe oraz dotknięte przerzutami węzły chłonne. Po początkowym pozornym polepszeniu stan zdrowia się pogorszył. Podczas pobytu w Instytucie Onkologii w Gliwicach, w styczniu i marcu 1989 leczono ją jodem radioaktywnym. W gardle wytworzył się guz wielkości 5 cm, który dusił i zagrażał życiu. Jak zeznaje zainteresowana osoba, „każdy oddech wydawał się być ostatnim”. Lekarze rokowali jej trzy miesiące życia. Dzięki intensywnej modlitwie sióstr zakonnych, zanoszonej za wstawiennictwem Sł. Bożego Stefana Kard. Wyszyńskiego, podczas pobytu chorej w Instytucie Onkologicznym w Gliwicach, w marcu 1989 r. niespodziewanie nastąpiła radykalna poprawa. Trwałość uzdrowienia do dnia dzisiejszego sprawdził czas i systematyczna kontrola medyczna.

Po zbadaniu dokumentacji lekarskiej przez dwóch profesorów medycyny w Warszawie i wydaniu pozytywnych opinii, postulacja sprawy beatyfikacji Kard. Wyszyńskiego i Arcybiskup Metropolita Szczecińsko-Kamieński Andrzej Dzięga uznali, że istnieją podstawy prawne i faktyczne do rozpoczęcia procesu o domniemanym cudownym uzdrowieniu.

Zdajemy sobie sprawę, że żyjemy w trudnym czasie wielkiego, globalnego ataku cywilizacji śmierci. Ginie bardzo wielu niewinnych ludzi – i są to przede wszystkim nienarodzone dzieci. Coraz powszechniejsze stają się środki niszczące płodność i życie. Ludzkie dziecko staje się produktem nowoczesnej technologii, dawcą komórek i organów. „Wytwarza się” dzieci o określonych cechach, poddając je selekcji. Tysiące powołanych do życia metodą in vitro  poczętych dzieci, zamrożonych w ciekłym azocie,  czeka zawieszonych pomiędzy życiem a śmiercią.  Narasta atak na małżeństwo i rodzinę. Stąd potrzeba zdecydowanego sprzeciwu i zamanifestowania swojej postawy. A więc KOCHAJMY DZIECI – BROŃMY ŻYCIA! 
takimi słowami  przemawiał na pl. Adama Mickiewicza dr Paweł Wosicki Prezes Fundacji Głos dla Życia i Polskiej Federacji Ruchów Obrony Życia.

„Nie możemy zatrzymać się tylko na uczuciach, które żywimy wobec dzieci” – podkreślił dr Paweł Wosicki, Jak zauważył, potrzebne jest także konkretne działanie na rzecz życia i obrony zagrożonych wartości.

Całe wydarzenie zakończyło się festynem rodzinnym na pl. Adama Mickiewicza, wspólną modlitwą w intencji dzieci i wypuszczeniem do nieba kolorowych balonów. Kolorowe balony przymocowane po kilkanaście w pękach, jako dekoracja do barierek okalających plac, zostały rozdane dzieciom, które wypuściły je do nieba. Mogły nam symbolizować duszyczki niewinnych nienarodzonych dzieci unoszące się do Boga, do Nieba.

Poznański Marsz „Kochajmy dzieci! – Brońmy życia!” nawiązywał do kilkunastoletniej tradycji dominikańskich marszów „Kochajmy dzieci”, a także do dziewięciu Marszów dla Życia, które przeszły przez stolicę Wielkopolski dwa lata temu. Relację z ich przebiegu i udziału w nich głosu mego dzwonu znajdziecie Państwo we wpisach na Pojednaniu z 2010 roku.

czwartek, 29 marca 2012

Marsz dla życia - cz.2 przemarsz śródmieściem


"Życie jest darem Bożym" z taką sekwencją na zdjęciu Księdza Arcybiskupa błogosławiącego kobietę w stanie błogosławionym wyruszyliśmy w niedzielny ranek 25 marca spod kościoła Św. Marcina w Poznaniu w "Marszu dla Życia". 

Idąc jako ostatni uczestnik marszu na końcu procesji, miałem czas na refleksję. Podzwaniając dzwonem Pojednanie, jak na pogrzebie, za grosz nie było we mnie radości rodzącego się - budzącego się życia.Wręcz przeciwnie. Czułem ciężar niezliczonej ilości morderstw określanych niewinnie przerwaniem czegoś co ciąży.

Może w ten pogrzebowy nastrój wprawiał mnie baner wieziony na Pojednaniu informujący o trwającej każdego dnia modlitwie na Krakowskim Przedmieściu za ofiary, Smoleńskiego zamachu. Za kilkanaście dni minie już druga rocznica tragicznej śmierci wielu osób, którą nie sposób uznać za naturalną.


A marsz, w którym idę jest za życiem od poczęcia do naturalnej śmierci. I nie chodzi tu o każdą śmierć, ale o naturalną śmierć.

Taką naturalną śmiercią nie jest samobójstwo. Stykamy się z nim przy różnych okazjach. Dzisiaj wstrząsnęła mną do głębi samobójcza śmierć Księdza Ryszarda Klimaszewskiego. Taka śmierć, to bardzo rzadki przypadek. Wart spokojnego pochylenia się nad nim, zastanowienia i modlitwy. 
Różne osoby, różne rzeczy będą wygadywać, szczególnie w internecie, gdzie można anonimowo pluć na każdą świętość. Ja oprócz tego, że kapłan ten miał ponad ćwierć wieku kapłaństwa i był kolegą kursowym mego Księdza Proboszcza, nic więcej o nim do dzisiaj nie wiedziałem. Dzisiaj przejrzałem w internecie stronę Parafii w Kunowie. Czy to co obejrzałem upoważnia mnie, by snuć domysły o przyczynach śmierci?  
Z pewnością nie.

Ale czy godzi mi się "olać" takie wydarzenie? Przed 10. laty przeżyliśmy samobójstwo syna i na własnej skórze wiemy co to znaczy. Ewa dusi wszystko w sobie, ja natomiast próbuję coś napisać:
Kapłan to osoba publiczna. Ksiądz Ryszard Klimaszewski proboszcz w Kunowie nie żył w odosobnieniu. Żył, pracował, duszpasterzował wśród lokalnej społeczności wiernych. 
Ale czy na pewno wiernych? Czy kunowscy parafianie wśród, których przyszło mu przez ostatnie pięć lat żyć i prowadzić swoją posługę duszpasterską byli osobami wierzącymi? Czy istnieje w obecnym kościele polskim coś takiego jak praktykująca niewierząca parafia? Tu nasuwają mi się poważne wątpliwości. Może dusze dzieci, młodzieży, dorosłych, które przyszło mu prowadzić do Boga, kiedyś przyznające się do kościoła, stawały się z dnia na dzień coraz bardziej oziębłe, powiedziałbym brutalnie jeszcze praktykujące, ale de facto już niewierzące. Może On, rozdając  każdego dnia Ciało Pańskie, miał pełną świadomość, że jego parafianie przyjmują już tylko opłatek, a nie prawdziwego Boga?

Może jeden czy drugi spowiednik u którego się spowiadał, zamiast być dla niego ojcem duchownym, był  człowiekiem małej wiary? W niedzielę 18 marca skończyły się u Niego w parafii rekolekcje. Teoretycznie po nich winien być silny duchem, a wychodzi na to, że był po nich całkowicie załamany. Nie sądzę, że rekolekcjonistą (zakładam, że go znał i sam go wybrał). Może załamali go parafianie, którzy zamiast przyjść na nauki woleli przesiedzieć ten czas przed telewizorem. Och jak bardzo chciał bym się mylić!  Podobno (jak podała dzisiejsza prasa)  miał rodzinę, do której zaadresował jeden z dwóch listów jakie zostawił po śmierci.  Nie wiem czy jak żył rodzina liczyła tylko na jego modlitwy, sama nic nie dając z siebie w zamian. Nie wyobrażam sobie tego, ale podobno wszystko jest możliwe.  Może nie znalazł się nikt, kto by z rodziny za niego stale, systematycznie się modlił? Podobnie nie wiem, czy ktoś z parafian omadlał codziennie jego kapłański stan? Kapłan bez wsparcia modlitewnego staje się jak dziecko bezbronny na zakusy szatana. Co przyjdzie szatanowi z kapłana szui? I tak go ma w swoich sidłach, atakuje dobrych bez wsparcia. Zastanawia mnie kiedy ten kapłan, który sprowadził, do swojej wiejskiej parafii, relikwie błogosławionego Papieża Jana Pawła II, spotkał na swojej drodze życiowej człowieka prawdziwie wierzącego? Jak płacił za kroplę papieskiej krwi? Wątpię. Chciałbym się mylić ale może obchody przed trzema laty stulecia parafii z udziałem Księdza Arcybiskupa były okazją, kiedy to po raz ostatni zapełniły się ławki w kościele pw. Św. Andrzeja. Może nie raz przychodziło mu odprawiać zamówione przez parafian Msze Św. w całkowicie pustym kościele? A może poniedziałkowe spotkanie Rady Parafialnej na dzień przed śmiercią świeciło pustkami i nie było z kim rozmawiać o triduum paschalnym?  W ogłoszeniach parafialnych nie znalazłem wzmianki o Gorzkich Żalach, może były odprawiane w połączeniu z którąś z niedzielnych Mszy Świętych, a może z uwagi na brak frekwencji trzeba było z nich zrezygnować? Nie wiem też ilu parafian uczestniczyło w piątkowych Drogach Krzyżowych?  Być może, że odpowiedzi na te i podobne pytania należy szukać w pozostawionym przez Księdza liście do Księdza Arcybiskupa.

Może w końcówce swojego życia nie trafił na człowieka, który nie klepie: Wierzę w Boga ... ale z głębi duszy powiedział mu wprost i otwarcie: wierzę bo Pan mnie dotknął, wierzę bo Bóg zmienił moje życie. Może dawno nie usłyszał tak szczerze i z pełnym przekonaniem od nikogo, że życie jest darem Bożym i to nie tylko w momencie poczęcia, ale na każdym jego etapie. Może żadna z młodych  kobiet z którymi się stykał nie miała już tej świadomości, że to co się pod jej sercem rodzi to Boży dar, a nie efekt jej ludzkiej wpadki. Może bolał nad każdym zawieranym przed nim po czasie ślubie kościelnym uspakajając siebie, że dobrze że poprosili o błogosławieństwo, bo mogli nie poprosić.

Nie wiem czy przy Komunii Świętej znalazł się ktoś w parafii, kto przyjmował ją na klęcząco. Na zdjęciach wszyscy stoją. Zastanawiam się czy tym wiejskim ludziom zesztywniały już kolana, czy jeszcze się modlą regularnie na klęcząco w swoich domach?  Czy nikt nigdy z Jego parafian nie słyszał, a jak słyszał, czy nie zlekceważył informacji o margaretkach. 

Wiele tych pytań postawiłem. Nie znam na nie odpowiedzi i pewno nigdy ich na tej ziemi nie poznam. Pewno znajdą się tacy, którzy jego śmierć jakoś sobie wytłumaczą. Mnie pozostaje się pokornie pochylić i modlić nad Jego duszą. Boże miłosierny racz uchronić tę duszę od wiecznego potępienia. Pozwól jej w czyśćcu przygotować się na spotkanie z Tobą Boże.

A teraz zostawiam ten smutny temat. Jak widać na zdjęciu, samochód prowadzony przez Ewę a ciągnący dzwoniący dzwon wyraźnie przyspieszył wyprzedzając maszerujących i znalazł się mniej więcej w środku grupy idących ludzi. Widząc zainteresowanie dzwonem, zapraszałem kolejne dzieci do dzwonienia.

Na wysokości okrąglaka do pociągania za sznurek była już grupka chętnych.

Chłopacy widząc dzwoniące dziewczyny także chcieli posmakować dzwonienia.
Dla wszystkich była to nie lada atrakcja.
Na wysokości kościoła Zbawiciela
Każde z dzieci coś niosło w rączce: jedno wiatraczek inne kolorową chorągiewkę a jeszcze inne balonik. Wszyscy mieli przyklejony znaczek "Kocham dzieci".
Gdy maszerujący skandowali w czasie drogi hasła: „Hej, hej, życie jest OK” przerywaliśmy na chwilę dzwonienie by nie zagłuszać skandujących.
Jeden z organizatorów marszu
Mnie najbardziej podobało się hasło: 
„Mama i tata najlepsi dla świata”. które przerobiłem na "Dziadek i babcia najlepsi dla wnuków".
Dzieciaki nie opuszczały dzwonu zmieniając się przy lince poruszającej serce dzwonu.
Zbliżaliśmy się do Al. Niepodległości, którą maszerowała w stronę Pl. Mickiewicza druga duża grupa manifestantów.
W tym momencie jesteśmy na wysokości Pomnika Katyńskiego z tablicą upamiętniającą zamach smoleński.
A tu już na al. Niepodległości. Między niesionymi flagami widać budynek Opery Poznańskiej .
Tuż przed wejściem na plac spotkaliśmy starych znajomych z rekolekcji dla małżeństw sprzed dwóch lat w Kanie.

A to wpis internautki na jednym z blogów dot Księdza Ryszarda Klimaszewskiego:

29-03-2012 11:53
kickalina
- Gość
.... Nikczemnością jest wydawać sąd o człowieku, którego się nie zna. Myślę, że każdego wrażliwego księdza mogą wpędzić w depresje tłumy parafian praktykujących, a nie wierzących. Tak właśnie tak! W kościele ręce składają ale ich życie dalekie jest od wiary w prawdziwego Boga. Ludzie ze swoją mamoną i upodobaniem do bylejactwa sami siebie stawiają w miejsce Boga. I to jest niereformowalne.


środa, 28 marca 2012

Marsz dla życia cz 1 przygotowania do wymarszu

Ile dobra mogę wyzwolić, gdy będę milczał widząc, wiedząc, jak drugi chce coś dobrego uczynić. To motto niech mi przyświeca w dzisiejszym i następnych dniach. Nim zrobiłem to zdjęcie na zakończenie "Poznańskiego Marszu dla Życia", zrobiłem równo setkę innych zdjęć. W kolejnych odcinkach pokażę najlepsze. Dzisiaj zatrzymam się na przygotowaniach do marszu.

Jakiś tydzień temu wpadła mi do rąk reklamówka "Marszu dla Życia". Od razu postanowiłem sobie, że wezmę w nim udział, wysyłając do organizatorów Fundacji "Głos dla Życia" ofertę bezpłatnego udziału mego dzwonu POJEDNANIE w tej imprezie, połączonej z modlitwą i zabawą. Z reklamówki wyczytałem, że z organizatorami oprócz fundacji "Głos dla Życia" i Duszpasterstwa Rodzin OO Dominikanów współpracują: Duszpasterstwo Rodzin Archidiecezji Poznańskiej, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży, Stowarzyszenie Rodzin Katolickich, Katolickie Stowarzyszenie w Służbie Nowej Ewangelizacji "Wspólnota św. Barnaby", Klerycy Arcybiskupiego Seminarium Duchownego, Duszpasterstwa Akademickie miasta Poznania, Akcja Katolicka, Ruch Światło i Życie, Klub Inteligencji Katolickiej oraz Związek Harcerstwa Rzeczypospolitej.

Mnie zainteresował patronat honorowy, jaki nad marszem objął Jego Ekscelencja Ksiądz Arcybiskup Stanisław Gądecki, oraz Polska Federacja Ruchów Obrony Życia.
Sam Ksiądz Arcybiskup, który celebrował tego dnia o 10:00 w Katedrze Poznańskiej pontyfikalną dziękczynną Mszę Świętą Jubileuszową, z okazji 20 lecia sakry biskupiej, nie mógł być obecny na odbywającym się w tym samym czasie Marszu. Była więc doskonała okazja bym po raz pierwszy mógł zaprezentować publicznie Jego zdjęcie, na którym błogosławi matkę będącą w stanie błogosławionym.

Od jego zrobienia, w uroczystość Świętej Trójcy ubiegłego roku upłynęło 9 miesięcy, a ja nie miałem zgody kobiety w stanie błogosła- wionym, którą dane mi było w tak niecodziennych okolicznościach sfotografować.
Na trzy dni przed marszem dostaję meila o treści:
Witamy, dziękujemy za zdjęcie.
Nie mam nic przeciw jego wykorzystaniu przez Pana. Doceniam też i dziękuję, że zadał Pan sobie trud odszukania mnie i zapytania o zgodę.
I tu podpis.
Nie ukrywam, że bardzo się ucieszyłem tą wiadomością. Droga była otwarta.
Szatan jednak nie spał i próbował chytrze mieszać. By uczestniczyć z dzwonem w marszu niezbędne są dwie osoby. Kierowca, który będzie holował na przyczepie dzwon i dzwonnik, który będzie dzwonił. Pojedziesz ze mną pytam na dwa dni przed marszem Ewę? Zobaczą jak się będę czuła - dostaję odpowiedź. Marsz dla życia od poczęcia do naturalnej śmierci. Wiadomo, nam dziadkom bliżej do śmierci niż do życia. Ewa przegląda reklamówkę. 
Patronat medialny nad marszem obejmują: Radio Emaus, Przewodnik Katolicki, Nasz Dziennik, TV- TRWAM, TVP POZNAŃ, portal katolicka Rodzina.pl, Radio Maryja, Tygodnik Katolicki Niedziela, Caritas, Gość Niedzielny.

Sobota przed marszem. Godzina 23:00.
Ewa: Leję wodę do wanny, chcę się wykąpać.
Ja: nie lej! Jest już bardzo późno, jestem skonany! Nie będę Cię kąpał!
Ewa: Ale ja chcę się wykąpać!
Ja: Ale ja Cię nie wykąpię!
Ewa: Ale ja chcę! Wykąpię się sama.
Tu uwaga: wanna do połowy już pełna wody.
Ja: To się kąp! i wychodzę wściekły z domu. Wiadomo od kilku już lat ją kąpię. Na wspólną wieczorną  modlitwę nie miała już sił, a się sama wykąpie? Bzdury. Rozdygotany i zdenerwowany klękam do modlitwy przed pomnikiem. Wyjmuję różaniec. Jest bez krzyżyka. Co za czort mi go urwał? Po kilkunastu minutach uspokajam się. Wracam do domu. W wannie, pełnej idealnie czystej wody, śpi Ewa. Chwytam szczotkę do mycia i myję jej ciało. Potem sam wchodzę do wody. Gdy się obok niej kładę w małżeńskim łożu jest już grubo po dwunastej, a po pierwszej wg. czasu letniego.

Budzę się po szóstej. Błyskawicznie się ubieram i jadę na pierwszą  ranną Mszę św. do OO Dominikanów. Stąd po Mszy Świętej ruszy dzisiaj "Marsz dla Życia". Drugie miejsce skąd ruszy marsz to kościół Św. Marcina. Jadę tam na rekonesans.
Pusty o tej porze parking na placu po dawnym budynku "Teatru dla Dzieci Marcinek", o ile się wcześniej nie zapełni będzie doskonałym miejscem do zaparkowania z przyczepką z dzwonem.
Ewę budzę o 8:30. Za godzinę ma się rozpocząć Msza Święta u Św. Marcina. Ze spokojem jemy śniadanie, podczepiam dzwon i jedziemy do Poznania. Parkuję na parkingu przed kościołem. Do konstrukcji dzwonnicy przyczepiamy z Ewą dwie plansze z wypisanym hasłem: "Życie jest darem Bożym".

W kościele sprawowana jest już Msza Święta. Jest już po homilii.  Zbierający się na zewnątrz, pod kościołem ludzie, nie mają wątpliwości, że będziemy brać udział w marszu.
Wokół kaplicy z Matką Boską niewielka grupka młodych ludzi szykuje flagi z hasłami prolife.
Zostawiam Ewę przy dzwonie, a sam idę robić zdjęcia.
Wejście do wnętrza świątyni okazuje się niemożliwe. Mimo, że trwa Komunia Św. rezygnuję z próby dostania się do środka. Kościół jest wypełniony maksymalnie.



Ktoś z organizatorów podaje nam plakietkę: "Kochajmy dzieci".  

Jest samoprzylepna. Przyklejamy ją sobie jak medal za długoletnie pożycie małżeńskie do piersi.
Ewa spaceruje powoli przy samochodzie, przyglądając się ludziom opuszczającym wnętrze świątyni.
Ja w tym czasie obfotografuję ustawiające się do wymarszu banery.
Wśród wielu innych nie zabrakło baneru z parafii Matki Boskiej Zwiastowania obchodzącej dzisiaj swój odpust parafialny.
W homilii wygłoszonej w kościele św. Marcina ks. dr Paweł Pacholak, archidiecezjalny duszpasterz rodzin przypomniał, że Bóg wzywa nas przede wszystkim do zobaczenia drugiego człowieka i do troski o życie, które jest obok nas, „niezależnie od tego, czy jest to malutki człowiek, który nie ujrzał jeszcze światła dziennego, czy starszy, którego życie chyli się ku końcowi”.
„Brońmy życia w sensie dosłownym, od chwili poczęcia aż do naturalnej śmierci” – apelował duszpasterz rodzin archidiecezji poznańskiej.
  


Na pierwszym planie samochód z nagłośnieniem. Jechał na czele marszu. Nam z dzwonem (byśmy się nawzajem nie zagłuszali) wyznaczono miejsce na jego końcu. Mieliśmy głosem POJEDNANIA zamykać marsz. Nie za bardzo mi odpowiadała ta rola, ale na takich imprezach głos organizatora jest rozkazem.

Razem z ks. Kancelarczykiem ze Szczecina przyjechała 50. osobowa grupa, która wzięła udział w poznańskim marszu. Przywiozła ona ze sobą przepisaną na pasach materiału Instrukcję „Donum Vitae”, dokument Kościoła o szacunku dla rodzącego się życia i o godności jego przekazywania.

Dokument był ręcznie napisany na 200 metrowym paśmie płótna. W jego środkowej części wszyty był malunek 3 miesięcznego dziecka w łonie matki.
Niosło go wiele osób na czele marszu, trzymając go po obu stronach.

Za nim ustawiła się głównie młodzież z kolorowymi flagami prolife.
A my jak to się mówi bierzemy wiatr w żagle - skrzydełka wiatraczka i naszego banera umieszczonego na dzwonie, a informującego o codziennej modlitwie pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie i jedziemy jako ostatni na końcu marszu zgodnie z dyspozycją organizatora, podzwaniając dzwonem Pojednanie.