poniedziałek, 30 kwietnia 2012

Andrzejowi


Wpisałem dzisiaj na zdjęciu zrobionemu Andrzejowi, na trzy dni przed jego urodzeniem, takie oto życzenia:

motto: 
"Przed ludzkością jawią się nowe perspektywy rozwoju, a równocześnie nowe zagrożenia. Człowiek nierzadko żyje tak, jak gdyby Boga nie było. Uzurpuje sobie prawo Stwórcy do ingerowania w tajemnicę życia ludzkiego. Usiłuje decydować o jego zaistnieniu, wyznaczać jego kształt przez manipulacje genetyczne i w końcu określać granicę śmierci. Odrzucając Boże prawa i zasady moralne, otwarcie występując przeciw rodzinie"
to fragment homilii błogosławionego Papieża Jana Pawła II wygłoszonej w czasie Mszy Świętej Beatyfikacyjnej świętej siostry Faustyny na krakowskich Błoniach, w dniu 18 sierpnia 2002 roku.

Niechaj głos sprawiedliwego i miłosiernego Boga nigdy i przez nikogo nie będzie zagłuszany w Twoim sercu Andrzeju. 
Szczęść Ci Boże na dalsze lata życia, życzy autor zdjęcia.
                                                               i tu mój podpis 
                                                     oraz data 30 kwiecień 2012

Następnego dnia  1 maja mogłem się pochwalić Księdzu Arcybiskupowi, po wieczornej modlitwie w rocznicę beatyfikacji Ojca Świętego Jana Pawła II na poznańskich Łęgach Dębińskich pod papieskim krzyżem, że odnalazłem babcię Andrzeja, której wręczyłem dwa zdjęcia, jedno z dedykacją dla 10 miesięcznego Andrzeja i drugie dla niej.

*** 

Wczoraj rozpoczął się tydzień modlitw o powołania kapłańskie i zakonne. W parafii gościliśmy siostrę Szymonę ze Zgromadzenia Sióstr Niepokalanek z Jazłowca. Założycielką zgromadzenia była błogosławiona Matka Marcelina Darowska. Ponad 100 lat temu  napisała: " Czy stan opłakany, w jakim się dziś świat znajduje, doprowadzi go do przewrotu ze złego na dobre? Ufam, chociaż całego cudu na to potrzeba, ale i cud się stanie, jeżeli garstka sprawiedliwych tak się wiernie utrzyma, że szalę Miłosierdzia przeważy. Starajmy się o tę wierność, prośmy o nią dla kraju i całego świata ... i ufajmy!"
Tak 10 listopada 1903 roku, rodziły się słowa Koronki do Bożego Miłosierdzia, do końca podyktowane przez Jezusa świętej siostrze Faustynie.

Bł. Mario, Marcelino Darowska, Apostołko Bożej obecności w działaniu - módl się za nami.
z litanii do Świętych i Błogosławionych Patronów Narodu Polskiego.

5 dni wojny cz. 2

Wczorajszą niedzielę spędziliśmy bardzo intensywnie. Dzisiaj Ewa ma mieć robiony rezonans magnetyczny głowy i nie chcąc by miała czas na "głupie" myśli postanowiłem zająć jej maksymalnie czas. Rano pozwoliłem się jej dobrze wyspać, tak, że nie zdążyliśmy na 9:00 do naszego parafialnego kościoła. Zaproponowałem Mszę św. w kościółku filialnym w Chybach, na co przystała. Bez pośpiechu po śniadaniu jako jedni z pierwszych zajęliśmy dwa z czterdziestu miejsc siedzących. 
Zabytkowy kościółek ma grube mury stąd mimo upału na zewnątrz było w nim nawet nieco chłodno i przydał się Ewie zabrany z domu sweterek. To szczegół, ale o takich szczegółach muszę jej niestety przypominać. Za to ona zaskakuje mnie niektórymi obrazami odtwarzanymi z dawnych czasów sprzed półwiecza. Po kościele odwiedzamy dom i jedziemy do miasta. W planie mamy pójście do kina na film "5 dni wojny" który grają w Multikinie Stary Browar.


Po raz pierwszy będziemy w tym kinie. Samochód parkujemy pod kościołem Bożego Ciała. Jak się potem okazało, najdalej od miejsca docelowego. Mieliśmy dużo czasu. Nigdzie nam się nie spieszyło. Idąc z nogi na nogę oglądaliśmy nowoczesne wnętrza Starego Browaru, w których oboje byliśmy po raz pierwszy. Mimo niedzieli wszystkie sklepy pootwierane. W jednych tylko sprzedawcy, w innych trochę kupujących ludzi. Generalnie z grubsza pełno tylko w miejscach związanych z tanią gastronomią obiadową.
My hołdujemy zasadzie: Dzień Święty - świętuj. Nie wchodzimy do żadnego sklepu, nawet by go zwiedzić czy popatrzeć co sprzedaje. Wyjątek to kasa do Multikina gdzie za 32 zł kupujemy dwa ulgowe bilety na 15:20 na film "5 dni wojny".  Jak się potem okazało na seansie było kilka osób.
Mając ponad godzinę czasu spożywamy obiad 2 kentucky + frytki. Na polskie to 2 kawałki pieczonego kurczaka z frytkami. Siedzący przy sąsiednim stoliku chłopak przypomniał mi swoim zachowaniem naszego Łukasza.
Wokół nas tylko młodzi ludzie najczęściej z dziećmi spożywają niedzielny obiad. Poniżej wybrane kadry z filmu "5 dni wojny" . Przemawia Prezydent Polski prof. Lech Kaczyński. Stolica Gruzji Tbilisi  2008 rok.






Prezydent Lech Kaczyński w czasie udzielania wywiadu dla prasy w 2008 roku w stolicy Gruzji.
Ewa przesyła mi pozdrowienia gdy wybrałem się po samochód by go maksymalnie blisko podstawić pod kino.
Ewa na balkonie II piętra. Zdjęcie ze schodów ruchomych prowadzących do wyjścia w stronę ul. Ratajczaka.
Ewa w cukierni Kandulskiego: ciasto miegdałowe i kawa po wiedeńsku.
Ulica Kościuszki - widok od ul. Ratajczaka.
Ul. Kościuszki w stronę ul Półwiejskiej, zdjęcie z dziedzińca przed Domem Żołnierza.
Wjazd do Starego Browaru na parking podziemny.
Stary Browar - elewacja południowa
Widok na elewację południową Starego Browaru od strony ul. Półwiejskiej.
Autor bloga przed planem - schematem Starego Browaru
Ewa przed Multikinem Stary Browar po projekcji filmu "5 dni wojny".

niedziela, 29 kwietnia 2012

5 dni wojny

Witam!
Dzielę się tą wiadomością i zachęcam do przesłania jej dalej.

Jeśli mogę prosić to... zwracam się do wszystkich, dla których Prawda (przez duże P!) ma znaczenie - by posłali tę informację do swoich znajomych.

Jak tylko mogę, staram się wspierać dzieła, które robią "dobrą robotę". Teraz czas na wypromowanie filmu, który będąc niepoprawny politycznie w końcu przebił się do kin w Polsce.
Myślę, że dzisiaj trzeba posłać adres tej strony dalej: http://pierwszaofiarawojny.pl/ 

Życzymy wielu przeżyć przy jego oglądaniu 
Irena Ewa i Jerzy Zygarłowscy 

Apel!

Wesprzyj film, który miał się nie pojawić w Polsce. Dlaczego tak było?

27 kwietnia do polskich kin wszedł film "5 dni wojny" o rosyjskiej agresji na Gruzję z 2008 roku. Film ten początkowo nie miał szansy na zaistnienie w Polsce. Dzięki determinacji paru osób, po wielu trudach, udało się wprowadzić ten film do 50 kin.

W Poznaniu są to:  Multikino Poznań 51 i  Multikino Stary Browar (na  zdjęciu powyżej).

Dzięki temu możemy zobaczyć historię tego, że podczas wojny to prawda jest pierwszą ofiarą. Fakty z wojny w 2008 roku pokazują siłę mocarstwa, niemoc lidera małego państwa (prezydenta Saakaszwili) oraz ostateczną, kluczową pomoc innych krajów (w tym krok polskiego prezydenta!!).Film fabularny trwa 2 godziny. Więcej informacji tutaj: http://PierwszaOfiaraWojny.pl

Film w całości został dedykowany Lechowi Kaczyńskiemu, (biały napis na zdjęciu powyżej), a w polskiej wersji językowej są fragmenty autentycznych wystąpień Pana Prezydenta (łącznie 2 minuty). Na zdjęciu poniżej w czasie konferencji prasowej (niecała minuta).


Zobacz zapowiedź - trwa 3 minuty:
http://pierwszaofiarawojny.pl/o-filmie/

Mnie osobiście ten film inspiruje do podjęcia tematu wolności. Po zobaczeniu tej autentycznej historii upewniam się w myśli, że wolność została nam ZADANA i mając oczy szeroko OTWARTE - trzeba o nią dbać.









Kochani,
zachęcam Was - idźcie do kina.  Niech film, który wielu na świecie i w Polsce chciałoby zmarginalizować, stanie się hitem. I niech dalej inspiruje do wolności! Wizyta w kinie w ten weekend jest kluczowa (jeśli będziemy –  film będzie długo pokazywany. Jeśli nas nie będzie – szybko zostanie zdjęty z ekranów).

Lista kin znajduje się tutaj:
http://pierwszaofiarawojny.pl/lista-kin/

Jeśli ten wpis Cię przekonał i ważne jest dla Ciebie wspieranie dobrych dzieł - proszę poślij go dalej.
Niech rozejdzie się szybko po Polsce. Wystarczy posłać ten adres: http://PierwszaOfiaraWojny.pl

Zachęcam do zamieszczania informacji o filmie na Facebooku (jeśli ktoś posiada) oraz na swoich stronach, blogach itp.



Szczera spowiedź

      Dzisiaj przy sobocie pojechałem skoro świt do spowiedzi. Miałem pecha. Miasto rozgrzebane na Euro. Spóźniłem się przez te objazdy. Gdy po kilku minutowej modlitwie wstałem z klęczek, by podejść do konfesjonału, kapłan po odmówieniu brewiarza wyszedł z niego. 
Nie będę gonił za nim po kościele. Pewno jeszcze nie pora na mnie - pomyślałem. Mam się widocznie starannie przygotować do spowiedzi. Nie mam grzechów ciężkich, nie mam więc czego liczyć. Jedyne co policzyłem to czas od poprzedniej spowiedzi i czas zmarnowany, w którym mogąc zrobić dobro nie zrobiłem go. Święty, który marnuje dany mu przez Boga czas to rozpustnik. Rozpuszcza bowiem dane mu przez Boga minuty i sekundy na pierdoły. Dobrze, jak to nie są dni i godziny które mu uciekają między palcami. I tak zastanawiając się nad sobą, nazbierało mi się tego straconego czasu wyjątkowo dużo. O wiele za dużo!
Uczestnicząc we Mszy św., co chwilę spoglądam na konfesjonał. Może przyjdzie, może wróci!
Nie przyszedł. 
Potem była  półgodzinna Adoracja Najświętszego Sakramentu. 
Aż głupio było mi odwracać głowę i spoglądać czy na konfesjonale nie wisi przewieszona kapłańska stuła. 
Nie wisiała. 
Uspokoiłem się dopiero gdy uświadomiłem sobie, że czekam nie na kapłana a na Jezusa, a On ukryty w monstrancji jest w tej chwili do dyspozycji wszystkich obecnych w kościele.
      Skończyła się adoracja i rozpoczęła się następna Msza św. 
Gdy podniosłem się z ławki, z zamiarem by wrócić do domu, na konfesjonale pojawiła się kapłańska stuła.  
Ostatnie westchnienie: Jezu przebacz mi wszystkie moje zaniechania i już klęczę przy kratkach konfesjonału.
      Nie będę się Wam po raz drugi spowiadał. To co należało powiedzieć, powiedziałem Bogu. 
Odpowiedział mi przypowieścią o Ojcu i dwóch synach. Powtórzył, jeszcze raz to, co spisał w Piśmie Świętym, któryś z Apostołów.  
Do obu ojciec miał sprawę, obu prosił o przysługę. Jeden odpowiedział mu: dobra, dobra zrobi się i poszedł jak to się mówi "w długą", a drugi wyrzekał, ociągał się, myślał, kombinował i po czasie, po czasie straconym "na pierdoły", wykonał to, o co prosił ojciec. Który spełnił wolę ojca - zapytał mnie? Nie czekając na moją odpowiedź kontynuował:  Nie było trzeciego syna, który nie szemrając, od razu z radością spełniłby wolę ojca. Tylko jeden się taki narodził, to byłem JA, alfa i omega, który spełniłem wolę Ojca. A teraz wracaj na Mszę św. i okaż Mi wdzięczność za to, co tobie uczyniłem. 
Ależ ja już dzisiaj byłem na Mszy św. odpowiedziałem kapłanowi, który zapomniał, że przed niecałą godziną podał mi Jezusa mówiąc: Ciało Chrystusa. 
Na co z wiarą mu odpowiedziałem. Amen!
To AMEN było najważniejsze. Gdyby nie to AMEN,  nie miałbym po co klękać przy kratkach konfesjonału. Klęknąłem przez Bogiem i od Boga dostałem naukę.
Na koniec ksiądz zapytał "czy coś jeszcze?" Tak, odpowiedziałem po momencie, ale to już poza spowiedzią. Nie widzę potrzeby bym się z tego miał spowiadać - dodałem mówiąc: korzystam z internetu, dużo czytam na różnych blogach, najprzeróżniejsze orędzia, prywatne objawienia, słucham też kazań Ks. Piotra Natanka, a po wielokroć tych o przebaczaniu z 15-17 kwietnia. Nie rezygnuj z tego, warto poznać zdanie innych, ale odnoś wszystko do Pisma Świętego i Tradycji Kościoła.
A za pokutę proszę codzienny rachunek sumienia przeprowadzać pod kątem wdzięczności do Boga.
Gdy wstawałem z klęczek po częściowym zadośćuczynieniu, było już po Przeistoczeniu. 
Kolejna Ofiara Krzyżowa Jezusa za moje grzechy. 

Wychodzę z kościoła, wkładam rękę do kieszeni po kluczyki do samochodu i wyjmuję kamyk. 
A jednak coś we mnie zostało.
Będę go musiał wziąć pod światło.

sobota, 28 kwietnia 2012

Rachunek sumienia

Ostatni raz byłem u Spowiedzi Świętej na początku Wielkiego Postu. To już ponad dwa miesiące, ach jak ten czas szybko leci. Może to dlatego, że do dzisiaj nie odprawiłem pokuty. Każdego dnia, od dnia spowiedzi, staram się ją słyszeć w uszach i gdy słyszę głos Jezusa wszystko jest dobrze, gorzej jak o Nim zapominam. Wtedy w sercu rodzą się różne grzeszki. Gdyby były ciężkie, nie mógłbym przystępować do Komunii świętej. Ale są takie małe, jak kamyki na gładkiej drodze urażające gołe stopy. Ktoś gruboskórny, kroczący obok mnie, nawet ich nie poczuje. Dla niego kamyk na górskim szlaku to normalka. Ja jestem jednak z nizin. W Baranowie, przed domem, mam  gładki asfalt.  I co z tego, że łatany po wielokroć, ale jednak gładki i każdy kamyk na nim, nawet najmniejszy, stanowi potencjalne niebezpieczeństwo. Gdy na niego trafi krawędź samochodowej opony może odprysnąć i w skrajnym przypadku uderzyć drugiego człowieka przykładowo w czoło i zabić go, a Goliata trafić w piętę. Dlatego też zbieram wszystkie kamyki i idę z nimi do Boga. Kazał mi zostawić wszystko, ale chodziło Mu nie o grzechy, ale o pokutę. "Pokutę to zostaw mnie" powiedział Jezus na odchodnym dając mi rozgrzeszenie. Jak ja mam Mu powiedzieć dzisiaj, że nakazaną pokutę wypełniłem? Może dlatego dopiero po dwóch miesiącach idę z kamyczkami do Niego. Gdy przez cały Wielki Post szedłem z Nim Drogą Krzyżową było mi łatwiej. Odczuwałem samozadowolenie Cyrenejczyka, który do końca życia powtarzał dzieciom: "pomogłem Jezusowi nieść mój Krzyż". Tak i ja dzisiaj Mu powiem: Jezu, na tyle na ile potrafiłem, na tyle starałem się pomóc Tobie w niesieniu mojego Krzyża. Nie dosyć że niesiesz ciężary innych, to ja niegodny na jego gładką powierzchnię sypałem drobne kamyczki, które wklejały się w Twoje zmasakrowane ciało przytłoczone ciężarem krzyża. Dzisiaj idę oczyścić Twoje rany z moich grzechów. Przepraszam Cię za moje grzechy, za grzechy moich najbliższych, do popełnienia których ich sprowokowałem  Bardzo żałuję i postaram się nie grzeszyć nawet w myślach, gdy w ramach "dobrego uczynku" podaję Ci opieszale i z niechęcią pomocną dłoń by nieść z Tobą mój krzyż. Wybacz Jezu proszę. Nie mogę patrzeć na moje kamyki w Twoim ciele. Pozwolisz, że je delikatnie powyjmuję, a rany niech się goją.

piątek, 27 kwietnia 2012

Po Mszy uwielbienia

Zostało mi kilka zdjęć, jakie zrobiłem po Mszy św. w niedzielę Miłosierdzia Bożego nad Małym Jeziorem Kierskim w miejscu, gdzie w 1937 roku święta siostra Faustyna miała prywatne objawienie Pana Jezusa. Podobno było to w tym miejscu gdzie stoi ta stara wierzba z obrazkiem Jezu Ufam Tobie.

Jak to dobrze, że Pan Jezus nie zostawił nas samym sobie po swoim zmartwych - wstaniu. Dziwi mnie ten podział na objawienia publiczne i objawienia prywatne. Słowo "prywatne" niesie w sobie jakiś taki podejrzany ładunek "prywaty". Jeśli ta prywata nie jest przyklepana imprimatur, to już zupełna kaszana. 

Nie wszyscy mają objawienia prywatne, ale wielu z nas modli się. I tu nasuwa mi się jakaś  analogia między prywatną modlitwą a prywatnym objawieniem. To właśnie modlitwę dzielimy na publiczną i prywatną, z tym że do tej drugiej, i całe szczęście, nie potrzebujemy imprimatur. 

Ale i na to zwrócono mi kilkakrotnie uwagę, że skoro modlę się prywatnie koronką do Bożego Miłosierdzia, to w żadnym przypadku nie mogę zmieniać jej słów. Przykładowo mówiąc:

Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Najświętszego Pana Naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy Ewy i całego świata. Bo skoro w papierach z pieczątką jest: "za grzechy nasze i całego świata",  to nie należy mi czynić "prywaty" i wyróżniać żony, gdyż to doprowadzić mnie może do herezji. Ja jestem jednak uparty i nadal błagam Boga Ojca za przyczyną Ciała i Krwi Jego Syna o odpuszczenie grzechów własnych, żony, dzieci, synowych, wnuków i wielu innych osób wymienianych z imienia i nie uważam tego za prywatę. 

"Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym." (J 6, 44). To pierwszy werset z wczorajszej Ewangelii.  Zrozumiałem go wczoraj po  rozmowie z synową. Nie przyjdzie do Jezusa, jeśli go ojciec nie pociągnie. I tak jeden, drugi, trzeci trzyma się matczynej dłoni. Ojciec ciągnie co jakiś czas pojednaniem, a matka mówi: "Ja się każdego dnia za niego modlę" i poprawia się; " Ja się za Was każdego dnia modlę". A Matka Kościół mówi o potrzebie nowej ewangelizacji, o potrzebie dawania świadectwa. A on ciągle patrzy gdzieś w przestrzeń świata nie zwracając się w kierunku pojednania. Dobrze że chociaż się matczynej ręki trzyma. Jezu nie daj mu zginąć bez pojednania z Tobą.  Boże pociągnij go do siebie, by został przez Ciebie Jezu wskrzeszony nie tylko w dniu ostatecznym, ale jeszcze za życia. Niech chwyci tę rękę którą oplotła kapłańska stuła.
Jest potrzebna nowa ewangelizacja, jest potrzebne świadectwo.

"Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata” to ostatni werset wczorajszej Ewangelii (J 6, 51). To słowa Jezusa, tego samego Jezusa, który w tym obrazie objawił się świętej siostrze Faustynie. Episkopat mówi że nie musimy w to prywatne objawienie prostej siostry wierzyć. Zgoda. Ale wierząc, że tu, w tym miejscu, nad Małym Jeziorem Kierskim ukazał się Jezus świętej siostrze, o ile łatwiej nam wierzyć w Ewangeliczne Objawienie publiczne Jezusa. Nie ma wtedy z naszej strony pytań: Jakże my możemy Twoje Ciało jeść?  Czy Msza święta, w której jak ci seminarzyści przed momentem uczestniczyliśmy, to tylko symbol, wspomnienie Ostatniej Wieczerzy, czy też prawdziwa krzyżowa ofiara Boga - Chrystusa? Czy Kościół w którym mi przychodzi  działać potrafi jeszcze ewangelizować?  Czy ci młodzi ludzie mają świadomość, że przed chwilą karmili się Ciałem Pana? 

Bóg objawia się nam także dzisiaj, gdy wraz z Kościołem otwieramy Pismo święte . Nie wszystko da się  wyjaśnić metodami, którymi posługuje się rozum ludzki. Rozum ludzki nie wiele mi wyjaśni. Episkopat polski zaleca by wejść w życie pierwotnego Kościoła,  powrócić do korzeni wiary. Dla mnie to zbyt mało. 

Moje korzenie wiary zawarłem w korzeniach Świetlistego Krzyża Pojednań. Są to słowa przekazane mi przez ziemską matkę i ziemskiego ojca: W imię Ojca i Syna i Ducha świętego, Chrystus zmartwychwstał!
Amen! 
To zbyt mało dla świadka wiary XXI wieku. Do wyjaśnienia, uzupełnienia Pisma świętego potrzebna mi jeszcze Tradycja Kościoła - depozyt wiary, na którą składają się także objawienia prywatne.  Bez pomocy Ducha świętego nikt nie powie, że królem jest Jezus. 

Nie przeminie zmartwych - wstały Chrystus. Bóg objawia się nam także dzisiaj. W objawieniach prywatnych Bóg wyjaśnił że krzyż Pana spoczął na grobie Adama. Nie znajdziesz tej informacji w Piśmie świętym. W publicznym Objawieniu Bóg zawarł i wyczerpał wszystko co miał do pokazania  Zachodzi tylko problem wyjaśniania tego co napisano i z tym jest problem. Jeśli kleryku przyjmiesz wyjaśnienie Boga, że jego krzyż na górze Golgoty ustawiono w tym samym miejscu na planecie ziemia na którym spoczęły śmiertelne szczątki Adama i Ewy nie będziesz się wahał ustawić krzyża na ołtarzu gdzie będziesz sprawował swoją prymicyjną i wszystkie następne Msze św. Będziesz wręcz pragnął mówiąc sława: Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie spoglądać na pasyjkę Jezusa Chrystusa wiszącą na krzyżu.

Na płaszczyźnie mojej wiary pytam Boga. Duchu święty oświeć mnie. Spraw proszę, byś nie musiał za to co piszę się wstydzić. Oddal ode mnie szatana, gdy za Twoim przyzwoleniem próbuję nieudolnie  odczytywać Boże tajemnice. W dobie internetu, gdy portale sprawiające wrażenie katolickich pełne są różnego rodzaju orędzi, a wokół tylu widzących daj mi dar rozeznania i umiaru. 
 
Słyszałem, że w prywatnych objawieniach Rozalia Celakówna na 3 tyg. przed śmiercią w testamencie prosiła Boga, by dał jej kapłanowi (kapłanom) łaskę wytrwania głoszenia, że Chrystus zostanie królem Polski.

Nie inaczej było z siostrą Faustyną.  Za głoszenie przed wiekami orędzia miłosierdzia, kiedy uznawano tylko Bożą sprawiedliwość wyznawców miłosierdzia ścigała podobno inkwizycja. Podobnie było w latach 50 tych XX wieku, kiedy to zakazano w kościele kultu obrazu Jezu Ufam Tobie. By sprawy ruszyć z miejsca potrzebny był Kardynał Karol Wojtyła przyszły Papież Jan Paweł II , który w 2002 roku zawierzył cały świat Bożemu Miłosierdziu.

Bóg daje możliwości, daje co chce i komu chce. Czas starotesta - mentowych pytań się skończył. Dzisiaj w XXI wieku mamy prywatne objawienia. Boga doświadczamy, ale Bóg nie jest na nasze zawołanie. Kto nie bierze swego codziennego Krzyża, i nie idzie za mną, nie jest mnie godzien - mówi Jezus.

Droga Boża nie jest samym zachwytem. Bóg nie może mi się objawiać każdego dnia. Muszę się nauczyć żyć każdym dniem i zrozumieć, że jest czas posuchy duchowej. Kiedy Bóg doświadcza trzeba umieć poddać się w pokorze jego woli. Owocem Jego działania nie są nadprzyrodzone łaski ale owoce życia duchowego. Czasami Bóg wyciąga z bagna. Mogą Ci pomóc w tym orędzia i nie należy ich wszystkich potępiać w czambuł.

Pragnienie na siłę życia nadprzy - rodzonego w sobie ściąga ducha zła, ściąga szatana. Przekonują się o tym uczestnicy codziennej modlitwy pod Krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, którzy nieprzerwanie od ponad dwóch lat każdego dnia o 21:00 trwają na tym posterunku modlitewnym. Jeśli moje życie jest marne, to czytanie Pisma świętego jest nieproduktywne dla rozwoju mojego życia wewnętrznego. Jam jest chleb życia mówi Pan Jezus. Mne przyciąga tylko poddanie się mojej woli. Nie mówię do duszy dla jej uciechy.
Nikomu nie radzę pożądać nadprzyrodzoności na siłę, w tę lukę wejdzie szatan. Przestać badać wszystkie prywatne objawienia , wizje itp. Na topie są wizje końca świata. Atrakcja duchowa ma zapełnić pustkę braku Boga. Ja mam szukać Boga i jego miłości w ludziach.
Ja jestem chlebem żywym, chlebem jest moje ciało za życie świata. 
Testament Jezusa. 
Testament Boga.