niedziela, 30 września 2012

Rekolekcje - gdzie jest krzyż?

Dzwonnica jest po to, by dzwoniła. 
Nie jest to do końca prawda. 
Dzwonić ma nie dzwonnica, a dzwon Józef. 
Nie Józef, ale ŚWIĘTY JÓZEF, bo takie imię nosi nasz  parafialny dzwon
Ciekawe, że dzwon nie ma nazwy. 
Nazwę mają rzeczy martwe. 
A dzwon? 
Dzwon ma serce i kultura polska od wieków nadaje dzwonom z sercem imię, jak ludziom. 
To ważne, mój dzwon nie nazywa się "Pojednanie", on nosi imię "POJEDNANIE", mimo, że został uroczyście poświęcony w kościele - podobnie jak się święci inne rzeczy materialne.
Podobnie jest z dzwonem parafialnym, który nosi imię "ŚWIĘTY  JÓZEF" . Jego SERCE zabiło po raz pierwszy we środę, 26 września, w wigilię  15. rocznicy konsekracji kościoła w Baranowie, o godz.15:00.
A dzwonnica? 
Do dzwonnicy pasuje tylko przymiotnik parafialna. 
Dzwonnica jest po to, by w niej wisiał dzwon,
Są różne dzwonnice, ładne i brzydkie. Nasza jest bardzo ładna, ale to sprawa gustu. Mogą być różne w formie architektonicznej, zbudowane z różnych materiałów. 
Dzwonnice są zwykle na trwale związane z gruntem. Ewenementem jest moja drewniana dzwonnica zrobiona przez Kubę - przewoźna, na przyczepce samochodowej. 

Oprócz celu głównego, którym było wyniesienie dzwonu na taką wysokość ponad otaczającą zabudowę, aby głos dzwonu był słyszalny w całej okolicy, bryła naszej parafialnej dzwonnicy miała za zadanie zmienić zewnętrzny wizaż świątyni, nadając jej bardziej sakralny wygląd. O ile cel główny został ku radości parafian i Księdza Proboszcza spełniony, o tyle zmiana wizażu  jest dyskusyjna. Punkt widzenia zależy oczywiście od punktu siedzenia. Poniższy reportaż dokumentuje mój punkt widzenia.

Gdy władze carskie, na początku XX wieku, chcąc upokorzyć katolicki naród polski, zbudowały na Placu Saskim w Warszawie  (obecnym Marszałka Józefa Piłsudzkiego) z przymusowych składek i podatków nałożonych na Polaków potężną cerkiew Aleksandra Newskiego, pobudowały obok niej najwyższą budowlę w Warszawie przed I wojną światową - dzwonnicę. Carska dzwonnica mająca 82 metry wysokości, zdecydowanie dominowała nad otaczającą zabudową ówczesnej Warszawy. Widoczna była w szerokiej panoramie miasta. Miała przypominać Polakom, kto tu rządzi? Katolicki naród polski odczytał to właściwie - jako dominację zaborcy, a nie jako narzucenie Polsce prawosławia.
Podobnie jak car Rosji uczynili sowieccy komuniści, po drugiej wojnie światowej, fundując Polakom z ich składek i kontrybucji całego narodu najwyższy budynek w stolicy zwany Pałacem Kultury i Nauki im. Józefa Stalina.

Gdzie jest krzyż pytam, chodząc z aparatem fotograficznym  ulicami Baranowa szukając krzyża. O jaki krzyż chodzi? O krzyż wieńczący dzwonnicę. Od początku prac nad parafialną dzwonnicą, jako członek Rady Ekonomicznej uczulony byłem w sposób szczególny na sprawę krzyża, którego mi bardzo brakowało na budynku naszego parafialnego kościoła. Zgodzicie się Państwo, że cztery niewielkiej wysokości krzyże zamontowane nad oknami - świetlikami, nie spełniają roli jaką winien spełniać krzyż na świątyni katolickiej. Sam Ksiądz Proboszcz od początku uważał, że bryła naszej świątyni bardziej z zewnątrz przypomina synagogę, niż kościół katolicki. Od początku naszemu kościołowi brakło wieży. Pamiętam nieomal 10 letnie starania Księdza Prałata Jana Szkopka o budowę w Baranowie kościoła. Pamiętam jego starania o lokalizację kościoła na granicy Baranowa i Chyb na najwyższym wzniesieniu w okolicy, będącym wtedy nieużytkiem należącym do Skarbu Państwa. Były to czasy gdy kościół był jawnie prześladowany, ale w aparacie komunistycznej władzy pracowali ludzie, którzy działali niekiedy na dwa fronty. Niestety załatwienie lokalizacji w miejscu obecnego boiska gimnazjum w Baranowie, okazało się nie do załatwienia. Gdy partyjne władze wreszcie wyraziły zgodę na wybudowanie kościoła w obecnej lokalizacji, okazało się, że  dzisiejsze prezbiterium znajduje się dwa i pół metra powyżej ówczesnego terenu. Taką rozległą nieckę terenową należało zasypać, a zbrojone betonowe ławy  pod fundamenty kościoła przedłużyć o te dwa i pół metra zwiększając poważnie koszty. Kościół w założeniach partyjnych władz, skoro już musiał powstać, to miał nie odstawać wysokością od otaczającej zabudowy jednorodzinnej. I taki kościół dało się wybudować, za co dzisiaj dziękujemy pośmiertnie Księdzu Prałatowi Janowi Szkopkowi.  Projektowanie wieży z dzwonem i krzyżem nad częścią centralną kościoła, do której dostosowano konstrukcyjnie i wytrzymałościowo strop naszej świątyni ostatecznie wykluczono na etapie realizacji projektu, tłumacząc nam to pokrętnie bliskością lotniska Ławica. O ile prawdą jest, że kościół stoi w obszarze przylotniskowym, o tyle wysokościowe ograniczenie ewentualnych  przeszkód lotniczych wynosiło zarówno według ówcześnie jak i dzisiaj obowiązujących przepisów 45 metrów ponad poziom drogi startowej. Tak się składa, że rzędna wysokościowa  progu drogi startowej jest identyczna z rzędną posadzki kościoła. To oznacza, że budowla o wysokości do 45 metrów spełniałaby wymagania stawiane przez lotnictwo cywilne i wojskowe.


Widok dzwonnicy ze wschodniego chodnika ul.Spokojnej na wysokości wejścia na plebanię. Idąc dalej w kierunku ul. Klonowej budynek plebani oraz drzewa przydrożne zasłaniają dzwonnicę.
 
By zobaczyć dzwonnicę wystającą znad budynku plebanii należy wejść poza linię drzew.




Zabudowa narożnika ul. Spokojnej i ul Cichej spowoduje, że widoczna znad budynku plebanii i kościoła dzwonnica stanie się z ulicy Cichej niewidoczna.

Ten budynek graniczący z działką kościelną przesłonił widok dzwonnicy. Ul. Skryta, na tym odcinku (za kościołem), na razie jest nieutwardzona. Poniżej widok z północnego naroża działki kościelnej.

Idąc ul. Skrytą wzdłuż zachodniego ogrodzenia działki kościelnej, w przerwach między drzewami rosnącymi na terenie przykościelnym, dzwonnica jest doskonale widoczna.

Najlepiej widoczna jest dzwonnica w bramie gospodarczej wychodzącej na ul. Skrytą.

Powyżej skrzyżowanie ul Pogodnej i Skrytej. Świerki rosnące gęsto na narożniku terenu przykościelnego przesłaniające kościół, gdy podrosną do wysokości 12 metrów (na wysokość stacji transformatorowej) z czasem przesłonią i dzwonnicę.

Oddalając się od kościoła, idąc ul. Pogodną w stronę jej skrzyżowania z ul. Wiosenną, już dzisiaj dzwonnica znika nam z oczu

Tak samo nie widać dzwonnicy gdy skręcimy ul Wiosenną w stronę Klonowej. Ukaże się nam dopiero gdy przed sobą będziemy mieli niezabudowaną działkę na narożniku ul. Wiosennej i Cichej.


Nie trudno przewidzieć, że niewysokie zadrzewienie (zabudowane) tej działki uprawianej rolniczo, tylko nieco wyższe od tego pojemnika na odzież, spowoduje, że dzwonnica w przyszłości zniknie z naszych oczu na całej długości ul. Wiosennej aż do Klonowej.


To widok na dzwonnicę z niezabudowanego skrzyżowania ul. Wiosennej i Klonowej. Ewentualna parcelacja tej działki i zabudowanie jej zabudową jednorodzinną spowoduje, że widoczna doskonale dzwonnica zostanie zasłonięta.


Proces ten doskonale można prześledzić na Tych zdjęciach. W powiększeniu widać jaki wpływ na brak widoczności dzwonnicy z ul. Klonowej mogą mieć nawet niewysokie żywopłoty.


To widok na ramię żurawia montującego dzwonnicę z terenu parkingu przed przedszkolem. Stając w odpowiednich miejscach, sokole oko wyśledzi między drzewami wierzchołek dzwonnicy.



Na skrzyżowaniu ul Klonowej i Spokojnej nawet  końcówkę żurawia trudno wypatrzeć między drzewami. Podobnie jest gdy zrobimy sobie spacer ul Wypoczynkową od Klonowej do Pogodnej.


Tylko z przed wjazdu na jedną z posesji przy ul. Wypoczynkowej widać przez moment dzwonnicę. Podejrzewam, że zabudowa wolnych działek przy ul Spokojnej spowoduje, że zniknie ten ciekawy widok.


Stojąc na skrzyżowaniu ul Pogodnej i Wypoczynkowej trzeba się odpowiednio ustawić by zobaczyć dzwonnicę.

 Przed skrzyżowaniem ul Pogodnej ze Spokojną zza narożnikowego domu ukazuje się nam dzwonnica.


Powyżej widok dzwonnicy w pełnej krasie ze skrzyżowania ul. Pogodnej i Spokojnej. Widać na nim kościół przysłonięty brzozami rosnącymi przy głównym wejściu. Dla niezorientowanych podaję, że między tymi brzozami rosnącymi przy bramie głównej odprawiane były na polowym ołtarzu pierwsze Msze Święte dla mieszkańców Baranowa.


Jadąc do kościoła ulicą Spokojną tuż przed przejechaniem hopki na łuku drogi, ukazuje się przez moment nad zabudowaniami dzwonnica.


Po raz drugi dostrzegamy ją wśród drzew, tuż przed skrzyżowaniem ul Spokojnej z Pogodną.



A najlepiej to ją widać po przekroczeniu bramy wjazdowej, z głównego wejścia do kościoła.

Zakończenie

Gdzie jest krzyż - krzyczała do wczoraj gawiedź na Krakowskim Przedmieściu?
Gdzie jest krzyż - od piętnastu lat pytają przyjezdni szukając kościoła w Baranowie? 
Gdzie jest krzyż - pytałem siebie pisząc ten reportaż?
Gdzie jest krzyż - pytam swoje dzieci?
Gdzie jest krzyż - pytam swoje wnuki?
Gdzie jest krzyż - zastanawia się naród słuchając przemówień sejmowych?

Skończyły się rekolekcje.

Skończył się czas stanowienia Bezbożnych praw.
Skończył się czas pomiatania krzyżem. 

Dzisiaj trzeba nam postawiać krzyż na Krakowskim Przedmieściu.
Dzisiaj trzeba nam postawiać krzyż w Baranowie.
Dzisiaj trzeba stawiać krzyż na mównicy sejmowej nim się cokolwiek powie.
Dzisiaj trzeba stawiać krzyż w domu moich dzieci 
Dzisiaj trzeba stawiać krzyż przed telewizorem.
Dzisiaj trzeba stawiać krzyż na biurkach moich wnuków 
Dzisiaj trzeba nam stawiać krzyż wszędzie, na ołtarzach też, a może zwłaszcza.
Od znaku krzyża należy rozpoczynać dzień i na znaku krzyża kończyć. 
Nie wystarczy myśleć o krzyżu
Nie wystarczy mówić o krzyżu.

Dzisiaj wg. krzyża trzeba działać. Brać go na ramiona i nieść tak jak Chrystus go niósł.



piątek, 28 września 2012

Rekolekcje wtorek południe - montaż dzwonnicy

We wtorkowe południe, 25 września 2012 roku, wyposażony w aparat fotograficzny, jestem świadkiem montażu konstrukcji stalowej dzwonnicy na betonowej wieżycy. To długo oczekiwany moment nie tylko dla Księdza Proboszcza, ale i dla wszystkich osób, które w jakikolwiek sposób uczestniczyły i nadal uczestniczą w realizacji tego dzieła. Mówimy niekiedy: koniec wieńczy dzieło. W tym przypadku należałoby raczej powiedzieć, że stalowa korona wieńczy głowicę betonowej wieżycy. 

Przez kilka godzin montażu ustawiania i mocowania stalowej korony, zrobiłem około setki zdjęć. Robiąc ten wpis żal mi było którekolwiek wyrzucać. Taki montaż, to wyjątkowa sprawa, a w historii Parafii już się nie powtórzy. Niech zainteresowani wybiorą sobie te zdjęcia, które im się spodobają. 

Na zdjęciu powyżej: Idąc do kościoła ul. Pogodną od ul. Wspólnej tuż przed skrzyżowaniem z ul. Wypoczynkową spostrzegłem pionowy słup wystający nad drzewami. Po dojściu do otwartej na oścież bramy kościoła, okazało się, że to teleskopowe ramię dźwigu samochodowego, a na betonowej wieżycy montażysta wiertarką robi otwory dla kotew mających mocować nogi stalowej korony. 

Nie wchodząc na teren kościelny, idę w stronę furtki usytuowanej od ul. Pogodnej. Przez żywopłot nie widać nawet kabiny operatora samochodowego dźwigu - żurawia, który rozpostarł na boki, swoje długie łapy na terenie przykościelnym, zajmując przestrzeń między kościołem a betonową wieżycą. 
Z końca jego teleskopowego ramienia zwisała długa podwójna lina, na której wisi bloczek zakończony potężnym hakiem, a na mim ... 

Na  nim wisiało przewieszone zawiesie, na którym podwieszona była stalowa konstrukcja głowicy dzwonnicy. Wchodzę przez otwartą furtkę na teren kościelny by przyjrzeć się przy świetle słonecznym "Świętemu Józefowi".


W  dzwonnicy przewidziano jeszcze dwa zestawy jarzm, na ewentualne zamontowanie kolejnych dwóch mniejszych dzwonów. Na zdjęciu obok  widać, poprzez konstrukcję dachu, końcówkę ramienia dźwigu.

A tu zdjęcie tego, co miało się za chwilę rozegrać na niebie. Cień wyciągniętego ramienia dźwigu rzucił się ciekawie na czerwoną połać dachu kościoła, nad którą, jeszcze tylko na zdjęciu, unosi się metalowy krzyż dzwonnicy.

Z innej perspektywy wyglądało to tak: Dwa krzyże na tle niebieskiego nieba: nieco większy, dwu metrowy, na dzwonnicy i mniejszy nad południowym oknem kościoła.

Pracownicy skończyli już ostatnie prace przy stalowej konstrukcji.    
     Drobne zadraśnięcia i obtarcia powstałe w międzyczasie, zostały zabezpie czone brązową farbą antykorozyjną. Odstawiana w tej chwili drabina świadczy, że za chwilę pracownicy przystąpią do uniesienia i wstawienia na górę metalowej konstrukcji.
Dla mnie pora, by się nieco oddalić. By z dala obserwować sam montaż, nie deprymując  nikogo z bezpośrednio zaangażowanych przy montażu, swoją obecnością w zasięgu pracy żurawia

Wychodząc przez główną bramę na zewnątrz, wcześniej zrobiłem powyższe zdjęcie, stojąc na trawniku  po lewej stronie głównego wyjścia z terenu kościelnego.
Na śledzenie unoszenia metalowej konstrukcji obrałem sobie teren po zachodniej stronie kościoła. Na razie znad drzew rosnących za kościelnym płotem od strony zachodniej wystaje tyko krzyż.


On jest najważniejszy! To nic, że samej konstrukcji nie widać zza drzew. Jeszcze moment,  a żuraw unosi majestatycznie "Świętego Józefa", wraz z metalową obudową nad drzewa.

Cóż za emocja! Z zapartym tchem, nie ruszając się z miejsca robię kolejne zdjęcia. 

Robię zbliżenie obcinając kościelny płot. Na zdjęciach ma być kościół z płaskim dachem praktycznie bez krzyża, nie licząc małych krzyżyków nad oknami i górująca nad kościołem dzwonnicą zakończona krzyżem. 

Im "Święty Józef" unosi się wyżej, tym krzyż wieńczący dzwonnicę staje się coraz mniejszy. Przypomina mi się cała moja batalia jaką stoczyłem o bardzo wysoki krzyż z dzwonem umieszczonym wewnątrz krzyża - dzwonnicy, w miejscu Jezusowego serca. Do dzisiaj żałuję, że odrzucono moją koncepcję krzyża - bramy na zachodniej rubieży Poznania widocznego z trasy wjazdowej do Poznania. Widocznie Bóg ma inne plany w stosunku do mojej osoby. Dzisiaj powtarzam za Jezusem: nie moja, ale Twoja wola nich się stanie. Ja chcę być tylko wykonawcą Twojej woli Boże. 

Konstrukcja unosi się coraz wyżej. Lina skraca się, nawijając na bęben zamontowany na samochodzie. Zapas na linie od końca ramienia żurawia do bloczka pozostał niewielki. Operator dokładnie dobrał wszystkie parametry.

Gdy "Święty Józef" znalazł się z grubsza nad wieżycą, nie wytrzymałem z emocji i powoli podszedłem pod ogrodzenie kościoła. Zza drzew widać było montowaną dzwonnicę. Zauważyłem, że lina, na której wisiała korona dzwonnicy nie skręcała się, a krzyż zachowywał swój odwieczny kierunek, będąc przez cały czas skierowany na wschód.




W końcowym etapie montażu wchodzę na teren przykościelny i robię kolejne zdjęcia. Konstrukcja metalowa wisi nad betonową wieżycą. 

Operator delikatnie zaczyna opuszczać konstrukcję.
      W pamięci mam wydarzenie sprzed siedmiu lat, gdy po rozładunku dźwigiem kamienia pomnikowego z Chrystusem Miłosiernym, w momencie, gdy operator dźwigu próbował ustawić kamień pomnikowy na przygotowanej wcześniej płycie żelbetowej, lina na której zawieszony był Jezus niespodziewanie urwała się.

Kamień z Jezusem Miłosiernym spadł na ziemię. Ziemia zatrzęsła się. Aż jęknęła! Upadek Jezusa Miłosiernego odczuli i usłyszeli okoliczni mieszkańcy, którzy wyszli z domów, by zobaczyć co się stało. Postrzępiona stalowa lina ze świstem poszybowała w powietrzu, nikomu z przyglądających się ludzi nie czyniąc żadnej szkody. Na nic zdał by się wtedy, misternie przygotowany przeze mnie, jako kierownika budowy, plan bezpiecznego montażu. 

Patrząc na te zdjęcia, można by powiedzieć, że tak, jak ja przyglądałem się montażowi, tak na prace robotników patrzyła Matka Boska z niedawno wybudowanej groty. Niewierzący powie, że to tylko figurka. I co z tego, że jej kamienny wzrok zwrócony jest na montażystów? Ja uważam inaczej. 


Ona, Maryja patronowała Świętemu Józefowi, by bez przeszkód znalazł się w określonym czasie, w określonym miejscu. To Ona, Współodkupicielka doprowadziła do tego, by na 15 lecie  poświęcenia naszego kościoła Bogu, mógł Józef zadzwonić na przyjście ich Syna w czasie Przeistoczenia. 
Nadinterpretacja ??? 
Dla niewierzącego tak.
A wierzącego, niech ta świadomość umacnia w wierze. Amen!  


Pod każdą z nóg metalowej konstrukcji wywiercono wcześniej po osiem otworów na śruby - kotwy, mocujące część stalową z częścią betonową.

Gdy wszystko było z grubsza gotowe mogłem stanąć pod dzwonnicą  i zrobić kilka niepowtarzalnych zdjęć z ramieniem dźwigu. 

Będzie on jeszcze przez jakiś czas trzymał na uwięzi metalową konstrukcję, dopóki montażyści nie połączą jej z podłożem przy pomocy wspomnianych śrub - kotew  osadzonych w nawierconych otworach i zalanych specjalnym klejem żywicznym.  

To dodatkowe zabezpieczenie przed przewróceniem się ważącej 3,7 tony konstrukcji stalowej.

Przed montażem spytałem wykonawcę: czy na tak ciężkiej i stabilnej konstrukcji stalowej dałoby się w przyszłości postawić nie dwu metrowej wysokości krzyż,a przykładowo sześcio metrowy, podobny jak na Giewoncie, tyle, że  świecący nie tylko światłem odbitym ale i własnym wbudowanym w konstrukcję. To sprawa projektanta odesłał mnie zgodnie z logiką. A dospawać,  można wszystko.

























Jedna batalia rozegrała się na górze, a teraz jestem świadkiem drugiej rozgrywającej  się na dole przed Matką Boską.

Chodzi o kilka centymetrów. W czasie montażu okazało się, że cztery rynny spustowe mające sprowadzać wodę z dachu dzwonnicy, wmontowane w pionowe narożniki stalowej głowicy, nie są idealnie spasowane z kanałami spustowymi wody, wmontowanymi w konstrukcję betonową.

Dwóch różnych wykonawców i każdy z nich twierdzi, że prace wykonał zgodnie z projektem.

Betoniarz, że zgodnie z projektem budowlanym, wykonawca stalowej wieżycy, że zgodnie z rysunkiem konstrukcji stalowej. Gdzie jest prawda, próbuje dociec Pan Skrzynarz z Rady Ekonomicznej, który udowadnia że rysunki dla obu wykonawców są dobre i nie ma w nich błędu.

Zostawiam dyskutujących Panów z problemem, a sam idę na spacer ulicami Baranowa sprawdzić z jakich miejsc jest widoczna nasza parafialna dzwonnica. Zadanie ułatwi mi, górujące nad dachem kościoła wyciągnięte ramię dźwigu - żurawia.

Swoją analizę widoczności dzwonnicy zamieszczę w oddzielnym wpisie. Powyżej widok z przykościelnego parkingu przy ulicy Spokojnej, tuż po wyjściu z bramy kościelnej. W lewym narożu u dołu zdjęcia, widać rozpięty baner z okazji 15 lecia Parafii.