wtorek, 30 października 2012

Połóż Jezu ręce i uzdrów

Dotyczy Łukaszowej Ewangeli z 29.10.2012 (Łk 13, 10-17):

Pochylona kobieta.
Złamany przed laty kręgosłup.
Nie skarży się Jezusowi.
Przywykła.
Nikt się za nią nie wstawia.
Nikt nie prosi Jezusa o najmniejszy gest.
Nikt nie zna przyczyny jej dolegliwości.
ON zna.
Podchodzi nieproszony.
Kładzie na niej ręce.
Uzdrawia.
Nikt nie dziękuje.
Przeciwnie.
Mają pretensje.
Wtedy Jezus im wyjaśnia:
Więził ją szatan.
Wybucha entuzjazm.

I dzisiaj nie braknie między nami takich pokręconych osób.
Nie proszą Jezusa już o nic.
Nie ma komu z ziomków się za nimi wstawiać.
Niemal wszyscy się bawią.
Niekończące się święto.
Kto by w szabat  myślał o spętanych więzami szatańskimi.

Panie Jezu przyjdź.
Przyjdź proszę nieproszony.
Połóż ręce i uzdrów.
Nie będziemy Ci wygadywać, żeś w święto uzdrowił.
Będziemy się z Tobą cieszyli.

Komentarz do tego tekstu internetowej Ewy:  Amen!

poniedziałek, 29 października 2012

Odwołanie do Sądu

W kwietniu tego roku Ewa wystąpiła o  zmianę kategorii inwalidztwa. Zupełnie nie zależało mi na tym papierku. Już na wstępie powiedziałem Jej, że za pieniądze nie będę Jej obchodził. To co robię, robię z wielkiej miłości i wolę aby tak pozostało do końca. Doskonale wiem, że tego co robię nie da się przeliczyć na żadne pieniądze, a skoro tak, nie będę się prosił o żadną cząstkową finansową pomoc, która dołączona do Jej emerytury i tak nie pokryje kosztów jej leczenia i rehabilitacji.
Dlaczego wobec tego napisałem Jej poniższe odwołanie. Bo była uparta w swoim dążeniu do uznania przez urząd swojej niepełnosprawności. Złamałem się widząc Jej dziecięcą bezradność. Przez większość lat małżeńskiego życia, to Ona załatwiała wszystkie urzędowe sprawy. Ona wiedziała gdzie i jak do kogo dotrzeć, Ona pisała nasze małżeńskie pisma i wnioski do urzędów. Dzisiaj w ostatnim dniu na ostatnie możliwe odwołanie zrobiło mi się Jej po prostu żal. Czas na mnie bym za nią napisał to odwołanie pomyślałem w czasie  rannej modlitwy przed Bożym Miłosierdziem. Na śniadanie zrobiłem grzanki z masłem czosnkowym i siadłem do pisania.
Ciekawa co robię śledziła gdy wstawała z łóżka postęp mego pisania. Na koniec kazała sobie, bym jej całość przeczytał. Wprowadziła tylko korekty interpunkcyjne i poprawiła literówki.

Irena Zygarłowska 
Baranowo ul. Przemysława 19
62-081 Przeźmierowo
Sąd Rejonowy 
Grunwald - Jeżyce
VI Wydział Ubezpieczeń Społecznych
Poznań ul Kamiennogórska 26

za pośrednictwem
Wojewódzkiego Zespołu d/s Orzekania
o Niepełnosprawności
w Województwie Poznańskim


Odwołanie

Odwołuję się od Orzeczenia Wojewódzkiego Zespołu ds Niepełnosprawności nr ZN-III.9531.1.32117.2012.4, gdyż nie zgadzam się z punktem 7 postanowienia  Powiatowego Zespołu do Spraw Orzekania o Niepełnosprawności nr PZ.8321.13502.2012 jakobym nie wymagała stałej i długotrwałej opieki i pomocy innej osoby w związku ze znacznie ograniczoną możliwością samodzielnej egzystencji.
Takie orzeczenie stoi w sprzeczności ze stanem faktycznym, który być może nie został odpowiednio naświetlony i udokumentowany w przedłożonej dokumentacji medycznej, która prawdopodobnie nie nadąża za pogarszającym się stanem mego zdrowia.

  Uzasadnienie

Opis aktualnego stanu zdrowia:

1. Wstanie z łóżka i higiena osobista.

- Samodzielne dźwignięcie się chorej, by przybrać pozycję siedzącą na łóżku i spuszczenie nóg na posadzkę jest nieomal nie wykonalne bez udziału osób trzecich, choć zdarzają się wyjątkowe przypadki, że może jej się to udać wykonać samodzielnie. 
- Założenie jakiegokolwiek obuwia poza tzw.laczkami, w które chora jest wstanie samodzielnie wsunąć nogi jest obecnie niewykonalne. 
- Wstanie z łóżka i przyjęcie pozycji pionowej, bez udziału osoby trzeciej, kończy się często przewróceniem. Prawa noga chorej, od powłóczenia której przed ośmiu laty zaczęły się objawy glejaka, jest słabsza od lewej i chora nie wstawszy, osuwa się na prawą stronę.
- Nieomal każde przejście 6 metrów, z łóżka do ubikacji, odbywa się z udziałem osoby trzeciej. Gdy w piątek, 26.10.2012 roku z wizytą domową była lekarka rodzinna, a chora miała temperaturę  37,4 stopnia, była tak osłabiona, że do przejścia chorej do ubikacji potrzebne były do pomocy dwie osoby.
- do zachowania higieny osobistej chorej, każdorazowego zdjęcia pieluchomajtek, podmycia i założenia nowych pieluchomajtek bezwzględnie potrzebna jest chorej pomoc osoby trzeciej. Tych czynności nie jest już obecnie wykonać od początku do końca zainteresowana.  Chora ma kłopoty z utrzymaniem moczu, co nasila się w okresie np przeziębienia i kaszlu i zwiększa z kilku do kilkunastu ilość wymienianych chorej pieluchomajtek. 
Ilość zużytych pieluchomajtek udokumentowana fakturami na przestrzeni ostatnich czterech lat przekroczyła 2 tysiące, a każda wymieniana w ostatnim roku pielucha wymagała pomocy w jej  założeniu i zdjęciu udziału osoby trzeciej. Podobnie ma się rzecz z założeniem i zdjęciem rajstop i skarpet.

2. Poruszanie się. 

- Przemieszczanie się chorej w obrębie mieszkania, gdzie w każdej chwili może się podeprzeć, odbywa się nadal, aczkolwiek bardzo wolno, samodzielnie, bez wózka i bez chodzika. Nie eliminuje to jednak przewracania się - upadków chorej, które w każdym przypadku polegają na upadku na twarz bez utraty przytomności. Nie są to potknięcia czy zahaczenia o jakiś przedmiot. Nogi chorej zaczynają drobić kroczki w miejscu, nie przesuwając się do przodu, a górna część ciała z głową przesuwa się wyraźnie do przodu, powodując utratę równowagi i upadek na brzuch, na piersi, na ręce wyciągnięte do przodu chroniące głowę. Wszystko to dzieje się automatycznie i niejako bezwiednie dla chorej. Wszystkie dotychczasowe upadki kończą się na szczęście,  jak na razie,  ogólnym potłuczeniem ciała. (Karty informacyjne Izby Przyjęć - Poradni Chirurgiczno-Urazowej Szpitala Wojewódzkiego w Poznaniu z 04.10.2012 i 14.102012).
- Przemieszczanie chorej poza domem odbywa się obecnie tylko z udziałem osób trzecich. Spacer po zakupy do pobliskiego sklepu, 100 metrów w jedną stronę, to pół godzinna wyprawa. Żona idzie ze mną trzymając mnie pod rękę. Każdy jej mocniejszy uchwyt, to znak bym stanął i dał jej złapać równowagę. Po chwili możemy robiąc wolno 15-20 cm kroczki przejść kilka, niekiedy i kilkanaście metrów do przodu, by znowu na chwilę przystanąć, dla złapania równowagi. Jakikolwiek ruch, odgłos powoduje odwrócenie głowy w bok chorej, a to sprawia drobienie, deptanie nieomal w miejscu i przewracanie się do przodu, co wymaga natychmiastowej mojej reakcji podtrzymującej osuwające się ciało. Napisałam wyżej spacer po zakupy, bo jest to rzeczywiście spacer przy którym zarówno ręce męża jak i moje muszą być w obie strony puste - wolne. Ja lewą trzymam się ramienia męża, a prawą mając wolną, mogę się go w każdej chwili chwycić ratując przed upadkiem a mąż też musi mieć ręce wolne by mnie upadającą podtrzymać. A zakupy? Zakupy muszą się zmieścić w kieszeniach. 
- Jakiekolwiek ruchy chorej aczkolwiek w większości możliwe jeszcze fizycznie do wykonania (unoszony przedmiot nie może być cięższy niż 1 kg), są bardzo wolne i opóźnione w czasie, a niekiedy nie skoordynowane. Przykładowo: nalanie z kranu 1 litra wody do naczynia i postawienie go na kuchence okazuje się niemożliwe do wykonania. Jeśli głowa chorej pomyśli to wykona tę czynność stawiając pusty garnek na piecyku i nalewając do niego kolejno cztery szklanki wody. Skierowanie prowadzącego specjalisty neurologa do ośrodka rehabilitacyjnego od czerwca br do dzisiaj pozostaje nie zrealizowane (pół roczny termin oczekiwania na zabiegi usprawniające płatne przez NFZ). 

3. Nakarmienie się. 

Chora potrafi się samodzielnie nakarmić, potrafi wziąć sobie przygotowane uprzednio gotowe potrawy. Próby posługiwania się sprzętem gospodarstwa domowego kończą się niepowodzeniem. Przykładowo: dłuższe trzymanie w ręku miksera, by ubić pianę z trzech jajek, powoduje takie zmęczenie ręki, że mikser z niej wypada. Ukrojenie kromki chleba, krajalnicą elektryczną do chleba wymaga zbyt wielkiej siły od chorej, by przesunąć krojony bochenek chleba. Podobnie ma się rzecz z ręcznym ukrojeniem nożem kromki chleba. Do tak prostych czynności potrzeba udziału osoby trzeciej, nie wspominając o kompleksowym prowadzeniu przez kobietę kuchni - gospodarstwa domowego. 

4. Komunikowanie się z otoczeniem 

Chora komunikuje się z otoczeniem głównie przy użyciu telefonu. Ta pozornie prosta czynność uzależniona jest od posiadania w zasięgu ręki aparatu telefonicznego, konkretnie komórki i dwóch słuchawek przenośnych, z których korzysta chora. Nie jest dla niej problemem sama rozmowa, co noszenie za nią, w zależności od miejsca, w którym przebywa tych urządzeń. Jak jest w łóżku, musi je mieć przy łóżku, jak
jest w jadalni muszą być jej doniesione do jadalni. W czasie przejścia z jednego pomieszczenia do drugiego chora musi mieć puste ręce, by móc się nimi chwytać poręczy, mebli, ścian wszystkiego, co ją może podtrzymać na wypadek upadku.  

5. Nerwy

Przeżycia rodzinne (wymienię tu tylko jedno: samobójcza śmierć syna) spowodowały, że chora na prosto mówiąc "strzaskane nerwy".  Każda sytuacja stresowa powoduje u chorej natychmiastową reakcję organizmu, wymagającą bezwzględnej pomocy osób trzecich. Najczęściej wiąże się to z koniecznością umycia całego ciała chorej. Jest to najczęściej bardzo utrudnione, zwłaszcza jak sytuacja taka przytrafia się w miejscu publicznym, a w pobliżu nie ma odpowiednio przystosowanych kabin dla niepełnosprawnych, albo są, ale nieodpowiednio przystosowane. (przykładowo Poznański Ogród  Botaniczny, gdzie oparcie się całym ciężarem chorej o umywalkę spowodowało jej wyrwanie się ze ściany, kilku cm  wkręty nie wytrzymały w sierpniu tego roku wspierającego się na umywalce ciężaru chorej). Jeśli sytuacje takie zdarzają się raz do roku - nie ma sprawy, jeśli raz na miesiąc, da się z tym żyć osobie chorej i osobie się nią opiekującej, ale jeśli częściej, to bardzo boli bezduszne stwierdzenie, że chora nie wymaga stałej opieki i pomocy innej osoby.

Podsumowanie.
Reasumując powyższe stwierdzam, że mój stan zdrowia nie tylko powoduje ograniczenia w relacjach z otoczeniem i środowiskiem, ale wymaga konieczności stałej: w dzień i w nocy opieki i pomocy innych osób w poruszaniu się, zaspokajaniu podstawowych potrzeb życiowych, w tym samoobsługi i komunikowaniu się powodując u mnie niezdolność do samodzielnej egzystencji. 


podpisała Irena Zygarłowska 
przy nieomal całkowitej pomocy w pisaniu tego tekstu, 
opiekującego się Nią męża Jerzego.

Uwaga: Powyższy tekst został podany do publicznej wiadomości w internecie na blogu Jerzego Zygarłowskiego  

niedziela, 28 października 2012

Cierpieć, kochać, wynagradzać!



Zdrowie Ewy nie pozwoliło Jej na opuszczenie domu. Trudno było Ją z temperaturą namawiać do uczestnictwa we Mszy Świętej "na żywo". Msza Św w TVP-1 z Łagiewnik o 7:00 rano, mimo zmiany czasu, okazała się za wczesna. 

Mnie udało się, po zaopatrzeniu Ewy we wszystko co trzeba, wybrać na 7:30 do kościoła w Przeźmierowie.
Gdy ja szykowałem na śniadanie sałatkę warzywną z warzyw z wczorajszego rosołu, Ewa wysłuchała o 9:00 na pierwszym programie w Polskiego Radia transmisji z bazyliki Świętego Krzyża z Warszawy. 

Jedząc śniadanie nadarzyła się okazja by wspólnie wysłuchać drugiej transmisji Mszy Świętej, tym razem z Watykanu. Odprawiona przez Papieża Benedykta XVI, transmitowana była przez niezawodne Radio Maryja. 


Jak co roku, w ostatnią niedzielę października, przypominamy  encyklikę Quas Primas, którą Papież Pius XI w roku 1925 ustanowił Święto Jezusa Chrystusa Króla i polecił, aby je uroczyście obchodzono w niedzielę poprzedzającą uroczystość Wszystkich Świętych. Święto to ma przypominać nie tylko o prywatnym królowaniu Chrystusa w sercach wiernych, ale szczególnie upominać się o społeczne panowanie Zbawiciela nad narodami i państwami.
Niestety na żadnej z trzech Mszy Świętych nikt nie wspomniał o Chrystusie Królu. Nie pozostało mi nic innego jak tylko połączyć się z internetową parafią Ks.Piotra Natanka. Ale  okazało się, że nawet i On pozostawił sprawę intronizacji Chrystusa na Króla Polski jakby z boku. 
Swoje kazanie rozpoczął, jak zwykle czyni, klękając przed tabernakulum i słowami: Matce Bożej polecam dzisiejsze kazanie, po czym odmówił z wiernymi Zdrowaś Maryjo oraz westchnienie do św. Józefa i św. Piotra. Stojąc przy ambonce powitał nie tylko kilkanaście (kilkadziesiąt ???) osób zebranych w prywatnej kaplicy, ale głównie wielką rzeszę internautów słowami : Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus. 
Nie będę cytował słów Księdza Piotra. Kto będzie miał chęć, może go sam odsłuchać. Zacytuję natomiast wybrane fragmenty Papieskiej Encykliki Piusa XI. Zdjęcia Księdza Piotra pochodzą z dzisiejszej Mszy Świętej. Wybrane fragmenty Encykliki  przytoczyłem za portalem http://sanctus.pl
 
 "...wylew zła dlatego nawiedził świat cały, gdyż bardzo wielu usunęło Jezusa Chrystusa i Jego najświętsze prawo ze swych obyczajów, z życia prywatnego, rodzinnego i publicznego; lecz także wskazaliśmy, że nadzieja trwałego pokoju dotąd nie zajaśnieje narodom, dopóki jednostki i państwa wyrzekać się będą i nie zechcą uznać panowania Zbawiciela naszego."
"Przeto, jeżeliby kiedy ludzie prywatnie i publicznie uznali nad sobą władzę królewską Chrystusa, wówczas spłynęłyby na całe społeczeństwo niesłychane dobrodziejstwa, jak należyta wolność, jak porządek i uspokojenie, jak zgoda i pokój. Jak bowiem królewska godność Pana naszego otacza powagę ziemską książąt i władców pewną czcią religijną, tak też uzacnia obowiązki i posłuszeństwo obywateli."
Międzynarodowy Kongres Chrystusa Króla"Otóż, aby te upragnione korzyści obficie mogły spłynąć na społeczeństwo chrześcijańskie i na stałe w nim pozostać, trzeba rozszerzać wśród ludu jak najbardziej znajomość o królewskiej godności Zbawiciela naszego; a do tego celu nic bardziej się nie przyczyni jak ustanowienie własnego i osobnego święta Chrystusa - Króla. Albowiem celem pouczenia ludzi w prawdach wiary i podniesienia ich przez nie do radości życia wewnętrznego daleko skuteczniejsze są doroczne obchody świętych tajemnic, niż choćby najpoważniejsze dowody Kościoła nauczającego"
"... teraz nakazaliśmy czcić Chrystusa - Króla całemu światu katolickiemu, pragniemy przez to zaradzić potrzebom czasów obecnych i podać szczególne lekarstwo przeciwko zarazie, która zatruwa społeczeństwo ludzkie. A zarazą tą jest zeświecczenie czasów obecnych, tzw. laicyzm, jego błędy i niecne usiłowania; (...)
Zaczęło się bowiem od tego, że przeczono panowaniu Chrystusa Pana nad wszystkimi narodami; odmawiano Kościołowi władzy nauczania ludzi, wydawania praw, rządzenia narodami, którą to władzę otrzymał Kościół od Chrystusa Pana, aby prowadził ludzi do szczęścia wiekuistego. I wtedy to zaczęto powoli zrównywać religię Chrystusową z innymi religiami fałszywymi i stawiać ją bezczelnie w tym samym rzędzie; następnie podporządkowano ją pod władzę świecką i wydano ją prawie na samowolę rządu i panujących; dalej jeszcze poszli ci, którzy umyślili sobie, że należy zastąpić religię Bożą jakową religią naturalną, naturalnym jakimś wewnętrznym odruchem. A nie brakło i państw, które sądziły, że mogą się obejść bez Boga i że ich religią to - bezbożność i lekceważenie Boga."
"... przeto powagą Naszą Apostolską ustanawiamy święto Pana Jezusa Chrystusa - Króla, które ma być na całym świecie obchodzone rok rocznie w ostatnią niedzielę miesiąca października, tj. w niedzielę, poprzedzającą bezpośrednio uroczystość Wszystkich Świętych. Polecamy również, aby w tym samym dniu corocznie odnawiano poświęcenie się Sercu Pana Jezusa, który to akt śp. Poprzednik Nasz Pius X każdego roku odnawiać nakazał"
"Na tę zaś uroczystość wydała się nam ostatnia niedziela października dlatego odpowiedniejszą, niż inne, bo ona zamyka prawie okres roku kościelnego; w ten sposób doroczne uroczystości, w których święcimy pamięć tajemnic żywota Jezusa Chrystusa, zakończą się i pomnożą świętem Chrystusa Króla - i - zanim obchodzić będziemy chwałę Wszystkich Świętych, w przód sławić i chwalić będziemy Tego, który triumfuje we wszystkich Świętych i wybranych swoich.
Niechaj więc obowiązkiem i staraniem Waszym będzie, Czcigodni Bracia, aby w dniu oznaczonym przed tą doroczną uroczystością wygłoszono w każdej parafii kazania do ludu, w którychby ten lud dokładnie pouczony o istocie, znaczeniu i ważności tego święta, wezwano, by tak życie urządził i ułożył, iżby ono odpowiadało życiu tych, którzy wiernie i gorliwie słuchają rozkazów Boskiego Króla."
"Doroczny obchód tej uroczystości napomni także i państwa, że nie tylko osoby prywatne, ale i władcy i rządy mają obowiązek publicznie czcić Chrystusa i Jego słuchać: przypomni im bowiem sąd ostateczny, w którym ten Chrystus, co Go nie tylko z państwa wyrzucono, lecz przez wzgardę zapomniano i zapoznano, bardzo surowo pomści te zniewagi, ponieważ godność Jego królewska tego się domaga, aby wszystkie stosunki w państwie układały się na podstawie przykazań Bożych i zasad chrześcijańskich tak w wydawaniu praw i w wymiarze sprawiedliwości, jak i w wychowaniu i wykształceniu młodzieży w zdrowej nauce i czystości obyczajów."

sobota, 27 października 2012

Co u nas słychać?

Pytają mnie często : Co tam u was słychać?
Odpowiadam wtedy, że to co piszę na blogu. 
Nie wszyscy go jednak czytają. 
A po za tym, czy można wszystko napisać na blogu?
Pozornie wydaje się, że można, ale blog to nie sakrament spowiedzi, kiedy to staję w Prawdzie przed samym Bogiem. 

Gdy zaczynałem pisanie bloga, doradził mi znajomy ksiądz: pisz tylko prawdę i nie zważaj na stan licznika. Jeśli chodzi o Prawdę, to się jej nie sprzeniewierzyłem, jeśli zaś chodzi o prawdę, to staram się ją pisać, choć niekiedy owijam ją w bawełnę. 

Inaczej ma się sprawa z licznikiem. Mój techniczny, analityczny, matematyczny umysł nie potrafi się ustrzec od porównań, stąd towarzyszące temu wpisowi trzy zdjęcia z wczorajszego ranka.

 ***
A ranek zaczął się fatalnie. Ewa po nieprzespanej nocy, po czwartkowej wizycie Szarlotki z jej chłopakiem, dodatkowo zainfekowana od kilku dni grypą dostała temperatury. Męczył ją kaszel, a z nosa leciała woda jak z fontanny. Zamiast z rana podziękować Bogu za kolejny dzień, zaczęła się z nim wadzić. Nie wiadomo co było pierwsze czy siadła psychika, bo się pogniewała na Pana Boga, czy też pogniewała się, bo siadła psychika. Ani w jednym, ani w drugim, nie za bardzo umiałem jej pomóc. Jedno co zrobiłem, to z samego rana zamówiłem lekarkę do domu. Przyjechała o 18:00, tak, że się spóźniłem na wieczorną Mszę św. Zajrzała do zaczerwienionego gardła, osłuchała i stwierdziła brak oznak zapalenia płuc. Przepisała antybiotyk na przeziębienie, syrop na kaszel i krople do nosa. Wspólnie udało się nam doprowadzić Ewę do ubikacji. Werdykt: pani Ewo jest pani wierząca i nie wolno się tak załamywać. Dwa, trzy dni i wyjdzie pani z tej niemocy. Proszę słuchać męża, bo dobrze pani radzi. Niech się ze mną w poniedziałek skontaktuje, jak przebiega rekonwalescencja,  zakończyła wizytę obdarowana przez Ewę imieninowymi rożkami Pani Doktor.

 ***
Po kościele pojechałem do Poznania, do nowej apteki w wieżowcu przy Wichrowej. Dostałem wszystkie leki i na kolację zaaplikowałem je Ewie. Temperatura wzrosła Jej do 38 stopni, a Ją nosiło. Nie dała sobie powiedzieć, że ma leżeć. Jak dziecko uparła się, że chce oglądać TV. Nie miałem siły Jej odmówić. Żadne argumenty do niej nie przemawiały. Nie potrafiąc z niemocy swojej sama chodzić, wymusiła na mnie bym ją posadził w sąsiednim pokoju przed TV. Była już 21:00 i liczyłem na to, że jak na kompie włączę TV TRWAM, to się wspólnie razem pomodlimy z Krucjatą Różańcową za Ojczyznę. Niestety, dzień zaczęty lewą nogą, kończył się podobnie. Nadal gniewała się na Pana Boga. Ja się modliłem, a Ona oglądała na TVN jakiś głupkowaty film. Podobno był dla dzieci: o ludziach walczących z bogami i dziwacznymi potworami. Gdy dobiegły do mnie słowa: "nie spocznę, aż nie napluję bogu w twarz", nie wytrzymałem i wyłączyłem Jej  to paskudztwo. Nie interesowało mnie jakiemu bogu człowiek chciał pluć w twarz. Nie istotne było, że nie jest to mój  Bóg Ojciec, czy też jego Syn, Jezus Chrystus. Istotne były słowa człowieka skierowane do nieokreślonego boga, któremu chce się pluć w twarz. Ten film wyraźnie ranił moje człowieczeństwo, ubliżał mojej godności Dziecka Bożego. On ranił nie tylko wierzących w jakiegokolwiek Boga, ale i niewierzących. Trudno go nazwać nawet szatańskim. Bo szatan, ten najlepszy znawca Boga, sprzeciwił się tylko woli Stwórcy Wszechbytów i Wszechrzeczy, ale nawet on, do takiej podłości nie był zdolny.  Do takiej podłości skłonił człowieka, a ten to sieje publicznie  zło na cały świat. Pytam się, gdzie tu jest Rada Etyki Mediów? 

 ***
Gdy skończyły się modlitwy na Jasnej Górze rozpoczęło się comiesięczne całonocne czuwanie modlitewne. Mnie udało się z wielkim wysiłkiem położyć Ewę do łóżka. Podałem Jej resztę lekarstw i zapytałem czy zechce się ze mną pomodlić. Zgodziła się na modlitwę w łóżku. Sam poszedłem na górę do jadalni, skąd mam widok przez okno na pomnik Bożego Miłosierdzia. Po raz pierwszy wysiadły mi kolana. Nie miałem siły, by jak zwykle uklęknąć do wieczornej modlitwy.  Modliłem się z Ewą głośno prawie pół godziny, siedząc na schodach. Na dobranoc podaliśmy sobie ręce i zasnęliśmy w pokoju naszych serc. O  0:00 pierwsze nocne wstanie. Niemoc i bezwład piątkowy ustąpił. Udało mi się Ją bez kłopotu podprowadzić do łazienki. Zasnęliśmy po raz drugi od razu, by obudzić się dzisiaj tuż przed 7:00. Zdążyłem Ją oporządzić i dojechać na 8:00, na ranną Mszę św.

  ***
Jadąc jednokierunkową trzypasmową jezdnią (A-2), w kierunku  Poznania, między Krzyżownikami a Smochowicami, gdzie dopuszczalna szybkość wynosi 90 km na godzinę napotykam na osobowy samochód z przyczepą jadący środkowym pasem "pod prąd". Strumień ruchu rozdziela się, nie wytracając szybkości na dwa potoki ruchu omijające "samobójcę" skrajnymi pasmami ruchu. 
Przykazania Boskie, to jak znaki drogowe. Nie będziesz ich przestrzegał, nie tylko sam się rozbijesz, ale i innych narazisz na śmiertelne, często wieczne potępienie.
Ojcze Przedwieczny miej miłosierdzie nad samobójcami i nad całym światem.

czwartek, 25 października 2012

Ceremonia pogrzebowa p. Kazimierza

Od śmierci, 13 października, Pana Kazimierz minęło już jedenaście dni. 
Ten reportaż zdjęciowy będzie już ostatnim. Trudno mi będzie opisywać wszystkie zdjęcia, które porobiłem, biorąc udział w pochówku Pana Kazimierza, którego rodziny zupełnie nie znam.

Modląc się nad grobem i dzwoniąc "Pojednaniem" starałem się tak, jak umiałem przysłużyć duszy zmarłego.
 Zamiast opisów pod zdjęciami umieszczę Modlitwę Wdowy zaczerpniętą  z "Książki do nabożeństwa dla wszystkich katolików Archidiecezji Gnieźnieńskiej i Poznańskiej ułożonej przez Najprzewielebniejszego Arcybiskupa Dunina", wyd. z 1842 roku, str.710 i nast.

Ty Boże! zarządzeniem swoim postawiłeś mnie w smutnym położeniu! Opuszczona od świata, od ludzi i krewnych, gdzież mam się udać, jeżeli nie do Ciebie, Ojcze i Pocieszycielu wszystkich ludzi!
Który nadto w uciśnieniu i opuszczeniu wyraźnie rozkazałeś udawać się do siebie o wszelką pociechę i pomoc! Wejrzyj o Boże i Ojcze najlitościwszy, oto staję przed

Tobą, abym w Twoim świętym obliczu mogła wznieść moje serce do Ciebie. 
Ty wiesz i znasz moje położenie, sieroctwo i strapione serce moje. Ty sam, o Boże postawiłeś mnie w tym osieroceniu, w jakim się znajduję, bo bez Twojej woli i dopuszczenia nic się nie dzieje. 
Ty wszystko, cokolwiek dzieci ludzkie spotyka urządziłeś według niezgłębionej wiecznej rady swojej, wszystko zaś, co tylko dopuszczasz na kogoś, czynisz to z najmędrszych zamiarów.
Tak nas nauczył Syn Twój jednorodzony, nasz Zbawiciel Jezus Chrystus, który nas zapewnia , że i najdrobniejsze wydarzenia nie spotykają nas bez Twojej woli; że nawet włosy głów naszych są policzone i żaden z nich bez Twej woli nie spadnie.

On nas nadto zapewnił, że Ty, Ojcze najdobrotliwszy kochasz swe dzieci, w każdej potrzebie i opuszczeniu spoglądasz na nie litościwie i wszelkie, acz smutne losy, jedynie dla ich dobra spuszczasz.

W Tobie więc ufam i całą nadzieję pokładam. Twoja to najmędrsza i najdobrotliwsza Opatrzność postawiła mnie w tym smutnym położeniu w jakim się znajduję. Może pomyślniejsze okoliczności i szczęście doczesne były dla mnie niebezpieczne i szkodliwe mojej cnocie i zbawieniu.


Na zdjęciu: Kapłan kropi trumnę wodą święconą mówiąc: "Niech Pan da tobie pić ze źródła wody życia"


Po czym rzucając grudkę ziemi na trumnę mówi: Prochem jesteś i w proch się obrócisz. Ale Pan cię wskrzesi w dniu ostatecznym. Śpij w pokoju.

c.d. Modlitwy Wdowy:
Ty wiesz najlepiej o Ojcze Niebieski, co jest pożyteczne Twoim dzieciom. Przetoć niech się spełni wola Twoja święta na mnie!
Śmiem Cię przecież  błagać, o Boże racz pocieszać i umacniać duszę moją, abym stale wytrwać mogła w cierpliwości i zgadzaniu się z wolą Twoją świętą.

Ty znasz to najlepiej, jako przenikający skrytości serca jaki smutek, żal i gorycz ściska często duszę moją. Ty wiesz, jak często odstępuje mnie moc duszy, a prawie rozpatrz rozpiera, jak często z niecierpliwością i ze łkaniem mam do walczenia.

Ach w tych smutnych godzinach żalu i ściśnienia pocieszajże mnie i pokrzepiaj duszę moją o Boże uczuciami Twej świętej Religii i łaską Twoją, zwątpiałego zaś ducha mojego orzeźw ową pocieszającą obietnicą Syna Twojego, a naszego Zbawiciela, który mówi:

W tym momencie przemówił widoczny na zdjęciu przyjaciel i sąsiad zmarłego Pan Wojciech Janczewski. Było to bardzo przejmujące, wzruszające  nieomal do łez świadectwo, pożegnanie zmarłego, które wszystkim zapadło do serca. 


"Błogosławieni są, którzy się smucą, bo oni pocieszeni będą", mówi Zbawiciel i dalej: "wasz smutek zamieni się w radość, która już nigdy od was odjętą nie będzie".
O przypominajże mi o Boże, te słowa pociechy przez Ducha Świętego Pocieszyciela i napełnij nimi serce moje szczególnie w godzinach strapienia i ucisku, aby moja dusza nie zachwiała się, a w Tobie pociechę i zaspokojenie znalazła.


Zachowaj mnie nadto, o Boże w swojej obronie i opiece wśród wszelkich niebezpieczeństw ciała i duszy. Nie dozwól mi nigdy zejść z dróg Twoich ze ścieżek cnoty, pod żadną nadzieją polepszenia mojego losu z niebezpieczeństwem utraty mego najwyższego dobra - zbawienia duszy.
Utrzymuj mnie w Twojej łasce, w Twojej miłości, a wtedy wszystko mi się obróci na dobro moje. 
Amen.
Skończywszy posługę pochowania ciała zmarłego Kazimierza w ziemi Ksiądz przy biciu mojego "Pojednania" opuszcza teren pochówku.
Jest to czas na złożenie przez uczestników pogrzebu na mogile wieńców i wiązanek kwiatów.







„Przekroczcie próg nadziei. To bowiem, co nas oczekuje, jest o wiele piękniejsze niż to, co przeżywamy obecnie i o wiele bardziej radosne niż wielka próba, jaką wszyscy będziemy musieli przeżyć i doświadczyć.” (Bł. JP II)

środa, 24 października 2012

Kto mnie sędzią ustanowił?

22 październik 2012 roku.
Wspomnienie liturgiczne Błogosławionego Jana Pawła II. 
Na zdjęciu powyżej przewoźna dzwonnica z dzwonem "Pojednanie", a na niej baner informujący o codziennej modlitwie Polaków pod Krzyżem, na Krakowskim Przedmieściu w Warszawie, o godz. 21:00 - patrz wiadomości spod krzyża blog: http://wobroniekrzyza1.wordpress.com/, dalej dwustronna postać błogosławionego Papieża Jana Pawła II zatopiona w kuloodpornym szkle, unosząca się nad biało czerwoną lotniczą szachownicą. Poniżej ten sam błogosławiony Papież Jan Paweł II stojący przy moim domu, widziany spod pomnika Bożego Miłosierdzia - votum wdzięczności parafian za Jego pontyfikat. 



Na jednym z czytanych przeze mnie blogów dokonuję rano wpisu o treści:
Z pisania (prowadzenia) bloga można zrobić bałwochwalstwo.
Co to oznacza?
Że postawię bloga na takim piedestale, że powiem sobie: pójdę nawet do diabła, by tylko zachował mój blog przy życiu. 
(przestroga kierowana do siebie i "Dziecka Królowej Pokoju").
Jezus nie po to przyszedł na świat, by porządkować ład moralny - patrz dzisiejsza Ewangelia i słowa Jezusa: „ Człowieku, któż mię ustanowił sędzią albo rozjemcą między wami”?

Jezus i Jego Kościół Katolicki istnieje po to, byśmy mieli życie wieczne, a droga do niego wiedzie poprzez wiarę, nadzieję i Miłość Boską. (wskazówka dla siebie i "W obronie wiary i tradycji").


***** 
Wieczór, godzina 18:00 "Pojednanie" ustawiam przed parafialną dzwonnicą . Będzie towarzyszyło naszym modlitwom na ulicach Baranowa.
Różaniec prowadzony z dziećmi przed Najświętszym Sakramentem.
Zuzia trzyma mikrofon Mikołajowi, który jako najmłodsze dziecko odmawia kolejne zdrowaśki prowadząc modlitwę różańcową.

Przeistoczenie chleba w żywe Ciało naszego Pana Jezusa Chrystusa i wina w Jego Przenajświętszą Krew. Wszystko to dzieje się przed relikwiami błogosławionego Jana Pawła II.











***

Trwa procesja z relikwiami  błogosławionego Papieża Jana Pawła II. Z "Pojednaniem" jadę na końcu. Jeden z młodszych parafian, ojciec kilku dzieci porusza sercem dzwonu, gdy ręce parafian z palącymi się lampionami unoszą się w górę. 
Mimo opuszczonej bocznej szyby nie docierają do mnie odmawiane przez uczestników słowa modlitw. Przez głos pracującego silnika przebija się wzmocniony głośnikiem głos Księdza Proboszcza, odmawiającego Litanię do Jana Pawła II 
Wzorze pokory, - módl się za nami.
Pociecho niepełnosprawnych, - módl się za nami.
Kapłanie otwarty na człowieka, - módl się za nami. 
Orędowniku nadziei, która przekracza śmierć - módl się za nami. 


A mnie w uszach brzmią słowa Księdza Piotra: Jeśli masz się modlić bezwiednie - milcz, bo obrażasz Boga.
Milczę i parafrazuję słowa orędzia: "Ważcie słowa, mówi Pan, bo nie znacie dnia ani godziny. Słowo kapłana jest tysiąc kroć większe od słowa innej duszy. Jego moc sprawcza ma siłę tysiąc kroć większą".
      Ja mogę powiedzieć tak: Waż Jerzy słowa, bo nie znasz dnia ani godziny. Twoje ojcowskie słowo jest dziesięć, a może i więcej razy większe, niż słowa innych dusz. Twoje słowa Jerzy kierowane do synów, mają po wielokroć większą moc sprawczą niż innych. 


Kilka lat temu zaczął się mój proces nawracania. Byłem wierzącym, czułem się ojcem, ale nie wiedziałem kto to jest ojciec? W czyim imieniu mówi? Jaką ma moc? Jaką ma odpowiedzialność?

Chłopie Ty nie pojmujesz tego, ale ja pojąłem. Biorę Cię jak kota za kark i chcę Ciebie do Pana Boga doprowadzić, bo nie chcę przy Twojej śmierci, przy Twoim konaniu bym usłyszał wyrok, że jestem winien za Twoją duszę. 

Panu Bogu dziękuję za Jego dobroć, że powierzył mi troskę o Twoją duszę. Ty jeszcze tego nie rozumiesz. Doskonale zdajesz sobie sprawę, jak bardzo jesteś mi bliski, nie tylko w wymiarze ziemi, ale i w wymiarze Nieba. 

Tu jest nam póki co bardzo dobrze, ale jak nie zadbamy o "drugi brzeg", to ja ojciec, który otrzymałem wielokrotnie więcej łaski, niż wy wszyscy goście imieninowi, będę wielokrotnie więcej cierpiał jeśli tego nie wykorzystam. 

Dzisiaj to już nie mam żadnych względów dla człowieka, który mi się tutaj uśmiecha. Od razu Go strzała chwyci. On nie musi tego rozumieć, wystarczy, że usłyszy ten huk nad Jego głową, że Go trafi piorun.

A to słowo, jeśli jest ono pełne miłości, jeśli jest jeszcze od Boga, to Go poruszy, za rok, za dwa - spokojniutko.


Ważcie słowa, bo nie znacie ich drogi. Baczcie byście swoim gadulstwem nie tracili dusz, albo nie zwodzili ich na pokuszenie.

Mój głos ma być głosem pojednania, a serce me wzywać dusze do pojednania. Broń mnie Boże przed ludźmi siejącymi zgorszenie i nienawiść, a gdy mnie skrzywdzą nie dopuść bym odpłacał im gniewem i zniewagami. Niech Twoje miłosierdzie uczy mnie przebaczania.