czwartek, 29 sierpnia 2013

Odpowiedź Pana

      Po rannej Mszy Świętej wróciliśmy z Ewą na przygotowane przez panią Anetę śniadanie. Pchając Wspólną wózek z Ewą pomyślałem sobie głośno: o co też może chodzić z tym upomnieniem? Odpowiedź przyszła nieomal natychmiast:<< Zostaw to Mnie>>.



    Śniadanie zjedliśmy we trójkę na wjeździe przed domem. Bezchmurne niebo i ciepłe promienie słońca wprawiły nas w doskonały nastrój. Ewa z apetytem zjadła sałatkę z pomidorów (z Pudliszek od c. M.), ogórków kiszonych małosolnych (od E. Z.) i zielonego ogórka z cebulką (z moich zakupów), a także porcję malin zerwanych bezpośrednio z krzaczka. Na zdjęciach: Ewa z kwiatem hortensji dostanym w prezencie od K. A.

      W planie miałem zaplanowany na dzisiejsze przedpołudnie wyjazd do gminy, konkretnie do Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej. Gdy zadzwonił telefon od chcących odwiedzić Ewę przyjaciół, powiedziałem: doskonale się składa, zostawiam pod opieką Ewę w ogrodzie.  Będzie siedziała w cieniu pod jabłonią, a sam jadę załatwiać sprawy pomocy społecznej dla Ewy.
      W Ośrodku od ręki załatwiłem zlecenie na usługi opiekuńcze - będą płatne. Pewno w maksymalnej kwocie, ale póki co, nie mam innego wyboru. Okazało się, że minimalna emerytura jaką dostaje Ewa, nie licząc mojej, eliminuje już Ewę z otrzymania bezpłatnej pomocy. 456 zł dochodu na osobę, bo takie jest kryterium dochodowe wystarcza zaledwie na zapewnienie dla Ewy środków higieny osobistej, nie mówiąc już o niezbędnych dla życia lekarstwach, a gdzie cała reszta?

Na Ewę zostanie jeszcze w przyszłości przyznany, skoro wygramy sprawę w sądzie, miesięczny zasiłek pielęgnacyjny w kwocie 153 zł. Jestem ciekaw na opłacenie ilu godzin pracy opiekunki on wystarczy? Okazało się teraz, po dwóch latach ubiegania się o przyznanie znacznego stopnia niepełnosprawności w Powiatowym Zespole d/s Orzekania o Niepełnosprawności, a dalej w instancji wojewódzkiej i na końcu w sądzie, że należało Ewie złożyć wniosek w ZUS-e o przyznanie dodatku pielęgnacyjnego. Dlaczego? Bo orzeczenie o całkowitej niezdolności do pracy (po co kobiecie mającej 66 lat życia takie orzeczenie) i do samodzielnej egzystencji wystawione przez ZUS, jest podstawą do dodatku pielęgnacyjnego. A dodatek pielęgnacyjny z ZUS - u to 195 zł, zaś zasiłek pielęgnacyjny z Gminy to tylko 153 zł. Dla informacji podam, że dodatek wyklucza zasiłek i odwrotnie.


       Na koniec wizyty przyjaciele M. i K. D. pomogli mi po położyć Ewę do łóżka. Podałem jej przyniesioną przez nich zupę jarzynową. Było jej na dwa obiady. I nie chodzi tu o pieniądze, ale o czas, którego mi ciągle brakuje. Na zdjęciach obiad spożywany na ulicy pod leszczyną to doskonała okazja do porozmawiania z sąsiadami.

Złośliwi mi mówią: nie pisz bloga. Okazuje się, że mogę nie pisać. Zbanowany przez jakiś czas, stwierdziłem, że nie jestem uzależniony od internetu, co mi nagminnie wmawiano. A ja piszę i będę pisał, bo taka jest widać moja nie tyle pasja, co misja. Upewniłem się w tym przekonaniu, czytając dzisiejsze pierwsze czytanie z Księgi Jeremiasza (1 17-19):  Pan skierował do mnie następujące słowa: «Przepasz swoje biodra, wstań i mów wszystko, co ci rozkażę. Nie lękaj się ich, bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi. A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną, kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi, przeciw królom judzkim i ich przywódcom, ich kapłanom i ludowi tej ziemi. Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię zwyciężyć, gdyż Ja jestem z tobą, mówi Pan, by cię ochraniać». Ot, i dostałem odpowiedź?

Nie znają bólu jaki zadają Ewie osoby zdrowe, które zapowiadają jej swoje odwiedziny, a potem tego nie czynią. Przecież ona chora przykuta do łóżka, a dzięki schodołazowi do wózka inwalidzkiego, czeka na ciebie. Obiecałeś odwiedzić, to spełnij obietnicę, a nie czaruj chorego, bo sprawiasz mu stokroć większy ból, niż gdybyś taką samą obietnicę złożył zdrowej osobie. To nic, że prawie że nic nie mówi. Ona czeka na twój głos, na twój uśmiech. Potrafi cię z uwagą, tak jak dawniej wysłuchać, zawsze znajdzie czas dla ciebie, a jak uzna za stosowne powie ci jedno czy drugie logiczne słowo. Czy odzywa się do wszystkich? Nie! Czy odezwie się do ciebie? Nie wiem. Przyjedź, przekonasz się.


Zadzwonili, że przyjadą miedzy 17:00 a 18:00. Przyjechali dwoma samochodami gdyż w jednym się nie mieszczą. Basia i Piotr ze swoją piątką córek. Czekają na szóstego syna. Ma się urodzić w połowie września. 

Swoją obecnością sprawili niesamowitą, wprost nie do opisania radość Ewie, która pokazała im co potrafi: wstała z wózka przy drabince. Gorzej było z uniesieniem jednej nogi cioci. Dziewczynki pokazały jak potrafią długo stać na jednej nodze.


Dzwon wujostwa był okazją dla dziewczynek do dzwonienia, a dla mnie, do zademonstrowania dorosłym modelu Świetlistego Krzyża Pojednań, w którym dzwon ma zostać zamontowany. 

Spójrz Helenko, to twoja Prababcia Helenka, a to twoja babcia Maria i wujek Jurek.

Na wspólnym spacerze nad jezioro i na jeżyny, którymi dała się przekupić najmłodsza Zosia, by siąść u cioci na kolanach.




  

środa, 28 sierpnia 2013

W niedzielę nie kupuję

Pamiętaj abyś dzień święty święcił mówi trzecie przykazanie.
Na tablicy ogłoszeń przed kościołem parafialnym dostrzegłem taki oto wiele mówiący "znak zakazu" promowany przez Akcję Katolicką: <<Przekreślony koszyk na zakupy>>.


Pod znakiem znajduje się mała tabliczka informująca, że  w niedzielę nie kupuję.
Przypaczmy się zatem bliżej jak wygląda na naszym lokalnym terenie przestrzeganie tego znaku widniejącego na samorządowej tablicy ogłoszeń. Z góry zastrzegam się, że nie będę ścigał z aparatem osób kupujących, a zatrzymam się wyłącznie na tych co sprzedają. Znacznie prościej i bezpieczniej wyłowić sprzedawców robiąc im przy okazji reklamę godzin uprawiania tego zakazanego Bożym przykazaniem procederu.  

Pomyliły się nam bowiem dni święte z dniami wolnymi, a po głowie chodzi nam mieniącym się wyznawcami Chrystusa następny długi weekend.
I nie ma się co dziwić. Skoro Bóg poszedł w odstawkę, to i jego święte dni zatraciły swój sakralny charakter.

A i my praktykujący katolicy teoretycznie umocnieni niedzielną Komunią Świętą wchodzimy w dzień święty jakim jest niedziela do marketu, do sklepu, na targ by tam kupować wszelakie dobra materialne. 

Mając przed sobą otwarte wejście do marketu, wchodzimy do środka w ten święty dzień, nie mając już żadnych wyrzutów sumienia. Nie spowiadamy się z tego grzechu, który jest przecież grzechem ciężkim, tłumacząc się prawem cywilnym. 

Skoro sklep U Jana może sprzedawać to dlaczego ja wolny człowiek nie mogę w  nim kupować. Przecież nie naruszam żadnego prawa.
O ślepcy czy nie widzicie że złoto, że kasa jest najważniejsza, a nie Boże przykazanie.  

Jedząc w niedzielny ranek kupione po kościele, (pierwsza Msza Święta o  9:00, a  piwosze muszą tego dnia poczekać do 10:00), chrupiące bułeczki ani nam przez głowę nie przejdzie, że ciężko grzeszymy.  

Czyż nie jest dyskryminacją kazać sprzedawcy handlować w dzień święty? Powiesz  niech zamknie sklep. Jeden tak uczyni, a reszta sprzedawców żerując na braku konkurencji nachapie się niedzielnego  grosza, bo ja, bo ty masz chcicę na chrupiące bułeczki. 

Nie dosyć, że sami grzeszymy, to mamy na sumieniu jeszcze grzechy sprzedawców. 
O ślepi przewodnicy  głoszący, że Drugie Święto Bożego Narodzenia i Poniedziałek Wielkanocny nie są na prawach niedzieli. 

Toć Wy głosząc w liście takie poglądy wymagacie leczenia, tyle że nie dostaniecie u nas lekarstwa, bo jak widać Punkt Apteczny w Dzień Pański jest nieczynny. Niemiec też w czasie okupacji, w czasie II wojny światowej zlikwidował nam Polakom te święta i nie dorobił się na tym zwycięstwa, łamiąc sobie zęby. A śluby robić w dzień śmierci Pana likwidując posty, co to ma wspólnego ze święceniem dnia świętego. Oj dużo.  To zbija sumienie i wprowadza zamęt.  


Papież Benedykt XVI napisał: W naszych czasach „jest szczególnie pilne przypominanie, że dzień Pański jest również dniem odpoczynku od pracy. Usilnie życzymy sobie, by jako taki również był uznany przez społeczność cywilną, tak by możliwe było nie podejmowanie pracy zarobkowej, bez kary z tego powodu (…). 

Praca powinna być nakierowana na cel, jakim jest człowiek: praca jest dla człowieka, a nie człowiek dla pracy. Łatwo można w tym widzieć ochronę, daną człowiekowi, przed możliwą formą zniewolenia. (…) 

«praca ma pierwszorzędne znaczenie dla realizacji człowieka i dla rozwoju społeczeństwa. Musi być zatem organizowana i wykonywana z pełnym poszanowaniem ludzkiej godności i w duchu służby dobru wspólnemu. 

Jest również ważne, aby człowiek nie stał się niewolnikiem pracy, by nie traktował jej w sposób bałwochwalczy sądząc, że to właśnie ona nadaje ostateczny i definitywny sens życiu»". ( Benedykt XVI, Homilia, 19 marca 2006 r.: L’Osservatore Romano, wyd. pol., 284 (2006), nr 6-7 s. 59). W dniu poświęconym Bogu człowiek odnajduje sens swego istnienia, jak również swego pracowitego wysiłku”. 
Rozumie to ten prosty człowiek, znany dobrze Ewie z dobrego serca, a robiący to, czego wielu z nas za żadne pieniądze, by się nie podjęło robić.

Niedziela a nie sobota dniem Chrystusa

Ojciec Święty Benedykt XVI w 2005 roku, podczas Światowego Dnia Młodzieży w Kolonii, apelował do młodych, aby Eucharystia była centrum ich życia. Mówił: „Eucharystia musi stać się centrum naszego życia. 

Kiedy Kościół mówi nam, że w niedzielę trzeba uczestniczyć w Eucharystii, nie jest to przejaw pozytywizmu ani żądzy władzy. W wielkanocny poranek najpierw kobiety, a potem uczniowie otrzymali łaskę widzenia Pana. Odtąd wiedzieli, że pierwszy dzień tygodnia, niedziela, będzie dniem Jemu poświęconym, dniem Chrystusa. Dzień, w którym rozpoczęło się stworzenie świata, stał się dniem odnowienia stworzenia.


Stworzenie i odkupienie są ze sobą powiązane. Z tego właśnie powodu niedziela jest tak bardzo ważna. To dobrze, że dziś w wielu kulturach niedziela jest dniem wolnym od pracy lub że wraz z sobotą stanowi tak zwany wolny «weekend». 

Ten wolny czas pozostaje jednak pusty, jeśli nie ma w nim Boga. Drodzy przyjaciele! Niekiedy na pierwszy rzut oka może się wydawać pewną niedogodnością, że planując niedzielę, musimy znaleźć czas na Mszę św. 

Lecz jeśli uznacie to za waszą powinność, zobaczycie, że to właśnie ona jest głównym momentem wolnego czasu. Nie dajcie się odwieść od udziału w niedzielnej Eucharystii i pomagajcie ją odkrywać również innym. Ponieważ z niej płynie radość, której potrzebujemy, musimy koniecznie nauczyć się coraz lepiej rozumieć jej głębię, musimy nauczyć się ją kochać. 

Postarajmy się o to, bo warto! Odkrywajmy głębokie bogactwo liturgii Kościoła i jej prawdziwą wielkość: nie urządzamy święta dla samych siebie, lecz przeciwnie, to żywy Bóg, On sam, przygotowuje dla nas święto. Kochając Eucharystię, odkryjecie na nowo również sakrament pojednania, w którym miłosierna dobroć Boga zawsze pozwala nam rozpoczynać życie od nowa”  (Benedykt XVI, Homilia podczas Mszy św. na zakończenie XX Światowego Dnia Młodzieży w Kolonii Eucharystia musi być centrum waszego życia, 21 sierpnia 2005 r.)

wtorek, 27 sierpnia 2013

Niedziela Dziękczynienia

Ciągle chodzi mi po głowie usłyszane ostatnio zdanie: "On promuje siebie, a nie ewangelizuje". Wyrażone o kaznodziei, mówiącym każdego dnia homilio - kazanie, wziąłem sobie jakoś tak do serca. 

Gdy już mogę w miarę swobodnie pisać chciałoby się pisać każdego dnia. Tylko czy to moje pisanie nie zostanie też uznane za promowanie siebie? No, ewentualnie promowanie Ewy i siebie? 
    A teraz do rzeczy: mamy ostatnią niedzielę, 25 sierpnia 2013 roku. Wstając przed szóstą rano udało mi się wyjechać z Ewą o 8:30 z domu.

Zdjęcie przed domem, zdjęcie przed kościołem i strata drugiej dziesiątki różańca. Na  trzy ostatnie dziesiątki zaparkowałem z Ewą pod chórem, nie chcąc robić zamieszania. Tam też bezpośrednio na posadzce i w niewielkim przewiewie, łatwiej nieco odsapnąć i porządnie uklęknąć na oba kolana, po wcale nie łatwym, dla mnie sercowca, pchaniu wózka.

Tam też klęcząc pod chórem, a nie w pierwszej ławce, na oczach wszystkich,  łatwiej mi było skupić się na odmawianych tajemnicach radosnych różańca świętego.

Homilia o dziękczynieniu Księdza Proboszcza ...

Zlikwidowana moja ocena mówcy, sprowadzała się do niezbyt fortunnego rozwinięcia (za co przepraszam), myśli Świętego Pawła, zawartej w Liście do Kolosan 1, 25.: "Jego sługą stałem się według zleconego mi wobec was Bożego włodarstwa: mam wypełnić posłannictwo głoszenia słowa Bożego".

Powiem tylko tyle, że zamiast ciągle prosić i prosić Boga, należy nam częściej wielbić i czynić dziękczynienie. O tak, jak to czyni w tej chwili Wielebny Celebrans.

Składając Bogu Ojcu nie tylko dary z chleba i wina, ale i samego Jezusa w Ofierze Krzyżowej, by Ten po raz nie wiadomo który raczył przyjąć Jego ofiarę miłości za nas grzesznych ludzi.
Oto Baranek Boży, który gładzi grzechy świata. Szczęśliwi którzy mogą przyjąć Boga do swego serca, do swojej duszy.


 
Ewa, podepchnięta pod balaski, nie uniosła tym razem obu rąk w górę, tak jak to
czyni Błogosławiony Jan Paweł II przed naszym domem i tak jak to uczyniła w zeszłym tygodniu, przyjmując Ciało Zbawiciela Świata w kościele Księży Zmartwychwstańców, nie otworzyła też swoich ust i dostała wobec tego Jezusa do rąk.

Długo Go oglądała z obu stron, nie za bardzo się kwapiąc by włożyć Go samemu do ust. Proszę jej podawać Jezusa do ust poprosiłem Księdza Proboszcza, łamiąc po raz pierwszy w tej Boskiej materii, wolną wolę Ewy.

Ostatnio coraz częściej musi mieć podawane pokarmy do ust, bo proces samodzielnego karmienia się został bardzo zwolniony, a zdarzają się posiłki, że przygotowane przykładowo małe kęsy chleba  w nieskończoność obraca w swoich palcach.
.....

Być solą ziemi!
Gdzie tu sól?


Klęknąwszy przed tabernakulum rozmyślałem o usłyszanym z ambonki słowie Księdza Proboszcza na temat dziękczynienia i uwielbienia Boga ukrytego w Najświętszym Sakramencie, także po Komunii Świętej.

poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Śluby Jasnogórskie

W bocznym lewym ołtarzu  marysińskiego kościoła szpitalnego w okresie naszego tam pobytu była pusta rama po obrazie. Jeśli pusta rama to kogoż mogło brakować, jak nie Matki Boskiej Częstochowskiej. I rzeczywiście była tam od 1916 roku,  a więc wprowadziła się do przyszpitalnego kościoła razem ze Świętym Janem Bożym na 10 lecie jego wybudowania. Czy i dzisiaj w Jej święto nadal rama świeci pustką, tego nie wiem? Wg informacji uzyskanej od Brata Przeora miała wrócić z renowacji po 3 miesiącach, a więc dopiero we wrześniu, październiku.

Pusta rama i jakże puste nasze Jasnogórskie Śluby Narodu sprzed 57 lat. Nie zrealizowane lwowskie Śluby Króla Jana Kazimierza sprowadziły na Polskę rozbiory. Nie zrealizowane, nie dochowane Śluby Jasnogórskie Prymasa Wyszyńskiego sprowadzą na Polskę nie mniejszy kataklizm.

Przed laty za przyczyną Świętej Małgorzaty Mari Alacoque Jezus otworzył dla świata i Polaków swoje Serce. Tak niedawno Błogosławiony Jan Paweł II dał światu i Polakom największy skarb na III tysiąclecie Boże Miłosierdzie. Ale czas Miłosierdzia może się niebawem skończyć i Bóg chwyci za bicz sprawiedliwości. Już nas smaga, ostrzegając i zsyłając przeróżne kataklizmy, jak choćby zamach smoleński. A co wtedy?

Odpowiecie mi na to, że przecież Jasnogórskie Śluby Prymasa Wyszyńskiego składali przed Bogiem ojcowie nasi. Nas wtedy nie było na świecie. Nie kochani. Śluby składał Bogu Naród Polski, a naród jeszcze nie wymarł i dopóty istnieje, musi je jak najszybciej wypełnić bo inaczej zginie z kretesem. Bóg nie pozwoli sobie na to, by Polacy sobie z niego drwili. Niespełnione śluby wołają o pomstę do Nieba. Sprawa jest zatem poważna.

O co wobec tego chodzi? Chodzi o to by Naród Polski uznał Chrystusa swoim Królem. Tylko głupiec będzie się upierał, że Syn Matki Królowej Korony Polskiej nie jest Królem naszego Narodu.

By przybliżyć ideę Królowania Boga w ojczyźnie naszej posłużę się tekstem roty ślubowania sprzed 57 laty. Dokonałem  w nim dużego skrótu oznaczając na czerwono fragmenty dotyczące Królowania Chrystusa.. Całość Ślubów Jasnogórskich można znaleźć w internecie.Na zdjęciu poniżej Ewa w czasie odnowienia Ślubów Jasnogórskich w kościele w Baranowie w dniu 26.08.2013.
Wielka Boga-Człowieka Matko! Bogarodzico Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo! Królowo świata i Polski Królowo! .. my, dzieci Narodu polskiego i Twoje dzieci, krew z krwi przodków naszych, stajemy znów przed Tobą, pełni tych samych uczuć miłości, wierności i nadziei, jakie ożywiały ongiś ojców naszych... Stajemy przed Tobą pełni skruchy, w poczuciu winy, że dotąd nie wykonaliśmy Ślubów i przyrzeczeń ojców naszych...Odnawiamy dziś Śluby przodków naszych i Ciebie za Patronkę naszą i za Królową Narodu polskiego uznajemy. ... w walce o dochowanie wierności Bogu, Krzyżowi i Ewangelii, Kościołowi świętemu i jego pasterzom, Ojczyźnie naszej świętej,...

Przyrzekamy uczynić wszystko, co leży w naszej mocy, aby Polska była rzeczywistym królestwem Twoim i Twojego Syna, poddanym całkowicie pod Twoje panowanie, w życiu naszym osobistym, rodzinnym, narodowym i społecznym.., aby każdy z nas żył w łasce uświęcającej i był świątynią Boga, – aby cały Naród żył bez grzechu ciężkiego, ... odtąd wszyscy staniemy na straży budzącego się życia...Gotowi jesteśmy raczej śmierć ponieść, aniżeli śmierć zadać bezbronnym. Dar życia uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu.... Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa,... Przyrzekamy Ci umacniać w rodzinach królowanie Syna Twego Jezusa Chrystusa, bronić czci imienia Bożego, wszczepiać w umysły i serca dzieci ducha Ewangelii i miłości ku Tobie, strzec prawa Bożego, obyczajów chrześcijańskich i ojczystych. Przyrzekamy Ci wychować młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską.....
    Wsłuchując się w odwieczne tęsknoty Narodu, przyrzekamy Ci kroczyć za Chrystusem, Bogiem naszym. Przyrzekamy pracować nad tym, aby w Ojczyźnie naszej wszystkie dzieci Narodu żyły w miłości i sprawiedliwości, w zgodzie i pokoju, aby wśród nas nie było nienawiści, przemocy i wyzysku. Przyrzekamy dzielić się między sobą ochotnie plonami ziemi i owocami pracy, ....wypowiedzieć walkę lenistwu i lekkomyślności, marnotrawstwu, pijaństwu i rozwiązłości. Przyrzekamy zdobywać cnoty:.., wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej. .... z wszelką usilnością umacniać i szerzyć będziemy w sercach naszych i w polskiej ziemi cześć Twoją i nabożeństwo do Ciebie, Bogarodzico‑Dziewico, Przyrzekamy iść w ślady Twoich cnót, Matko-Dziewico ... W Twoje dłonie składamy naszą przeszłość i przyszłość, całe nasze życie narodowe i społeczne, Kościół Syna Twego i wszystko, co miłujemy w Bogu. Prowadź nas poprzez poddaną Ci ziemię polską do bram Ojczyzny niebieskiej. A na progu nowego życia sama okaż nam Jezusa, błogosławiony Owoc żywota Twojego. Amen.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Ankieta dla Bonifratrów



Najwyższy już czas na publiczne opublikowanie ankiety, pomyślałem, dostawszy podpisane przez Brata Przeora (na zjęciu) i Panią Prezes zaproszenie na wrześniowe spotkanie do Marysina.



Przebywając w Bonifraterskim Centrum Rehabilitacji pw. Św. Benedykta Menni w Piaskach - Marysinie, przez czerwiec i lipiec, z czego jeden miesiąc w ramach NFZ, a resztę czasu prywatnie w Zakładzie Pielęgnacyjno - Rehabilitacyjnym,  miałem okazję by przyjrzeć się pracy całego zespołu ludzi, obsługujących chorą Ewę i mnie, jej opiekuna. Na zdjęciu Szpital Braci Bonifratrów pogrążony nieomal w całkowitej ciemności.
 
Na zdjęciu Ewa na wózku inwalidzkim wieziona przez opiekuna na zabiegi - zwróć uwagę na rękę w rękawiczce - to standard przy obsłudze chorych. Na końcu korytarza obraz Matki Boskiej w stanie błogosławionym z Jezusem, przed wejściem do "Wieczernika").

"Ankieta Satysfakcji Pacjenta"  jest anonimowa, a ja nie cierpię wszelkiej maści anonimów, które nie czytając wrzucam do kosza. Dlatego też, nie chcąc przez szacunek i dobro jakiego doświadczyliśmy w Szpitalu Braci Bonifratrów, postąpić podobnie, postanowiłem tym razem wypowiedzieć się w sposób jawny.


Nie oceniaj ludzi, zostaw to Bogu, ukrzyżowanemu i ukrytemu w tabernakulum, słyszę zewsząd, nawet dobrze ich nie oceniaj, zwłaszcza wtedy, kiedy to czynisz publicznie na blogu, bo każda informacja, zwłaszcza ta dobra, może być przez złych ludzi wykorzystana przeciwko nim. 

Szatańska zawiść, zwłaszcza przeciwko tym, którzy z miłością czynią bliźnim miłosierdzie, nie zna bowiem granic. 
Oceniaj wobec tego nie ludzi, a procedury !!! 
Procedury są bezduszne podpowiada mi mój Anioł Stróż. Jezus, Bóg - Człowiek oceniał ducha, czyń i ty Jerzy podobnie, kierując się dewizą Św. Jana Bożego wypisaną na pamiątkowej tablicy: "To co czynimy dla potrzebujących, Jezus przyjmuje tak, jakbyśmy to czynili dla Niego".   
 
Celem ankiety ma być poprawa jakości świadczonych usług. Cóż jednak poprawiać, gdy pacjent taki jak ja, mieszkający w pokoju na drugim piętrze, przy kościele, drugie okno od prawej, dorysuje do każdej z trzynastu tabelek dodatkową rubrykę, w którą wpisze "szóstkę" oznaczającą "ocenę wybitną". W takim przypadku, ankieta traci sens, bo po prostu nie ma co poprawiać. 

     Któż z nas jest jednak bez grzechu, chciałoby się dzisiaj, w uroczystość Wniebowzięcia NMP, gdy pisałem te słowa powiedzieć. Tylko Maryja, Matka Boga, Królowa Nieba i ziemi, będąca bez grzechu została z ciałem i duszą od razu do Nieba wzięta. W przypadku szpitala w Marysinie chciałoby się powiedzieć: wystrzegajcie się poprawiać Bożych dzieł, skoro wprowadzanych zmian wcześniej solidnie na klęczkach nie przemodlicie. 
      Szukałem takiego miejsca gdzie można wygodnie w spokoju przyklęknąć. Na płaskim terenie przyszpitalnym, przystosowanym do wózków inwalidzkich, nie ma progów i stopni.
 
     Ale jest jedno takie miejsce, gdzie warto się w samotności pomodlić o 21:00, wsłuchując się w hejnał Jasnogórski, grany co dzień z dzwonnicy z Piasków. To stopień przed figurą Matki Boskiej Królowej z dzieciątkiem Jezus w Królewskiej Koronie. (na zdjęciu powyżej, na pierwszym planie figura MB z Królewiątkiem widziana od tyłu).

Spytacie: skąd bierze się u mnie, takiego "czepialskiego", tak wysoka ocena? Odpowiem krótko: z tego, że w sercach zdecydowanej większości personelu króluje Bóg, a z miłości Boga wypływa prawdziwa miłość człowieka, która w sposób szczególny sprawdza się okazanym miłosierdziem człowiekowi choremu na ciele i duszy. 

Stanowisko moje znalazło swoje potwierdzenie bezpośrednio po wejściu do szpitala, w dewizie wypisanej na ścianie przestronnego holu: "Służymy Jezusowi z radością". Właśnie te słowa, a nie żadne inne rzuciły mi się w oczy, gdy po raz pierwszy w życiu, 6 czerwca 2013 roku przekroczyłem próg Szpitala Braci Bonifratrów.


Nie służą ludziom, ale służą Jezusowi - pomyślałem - służą Bogu. Służy się władcy, a więc Królowi. Ludziom można się wysługiwać: bądź to za pieniądze, bądź to w ramach Kasy Chorych. Ale Oni służą Bogu. Bogu służy się bezinteresownie. Na zdjęciu Bracia w trakcie służby Bogu - modlitwy porannej - jutrzni. A skoro potrafią służyć bezinteresownie Bogu, to i ludziom potrafią służyć, gdyż w każdym człowieku widzą Boga. To takie oczywiste: w chorym człowieku widzą Boga, któremu potrafią służyć z radością. Nie da się Bogu służyć nie będąc radosnym. A więc i choremu człowiekowi usługiwać będą z radością.
 
Żadne zdarzenie z kimkolwiek z personelu, przez cały czas pobytu w szpitalu, nie zdołało zakłócić tego pierwszego wrażenia, jakie odniosłem po przeczytaniu tej sekwencji. Dzisiaj, to samo zdanie "Służmy Jezusowi z radością", odczytuję zupełnie inaczej. To co wydawało mi się "reklamą" i zostało odczytane jako "służymy", objęło mnie swym zakresem. Już nie tylko Oni służą ale i ja. Przede wszystkim to ja mam służyć Jezusowi z radością. To najważniejsze przesłanie - życiowa misja jaką wywożę z Marysina. 


Gdyż jak głosi łacińsko - polska sekwencja na szpitalnej figurze Matki Boskiej Królowej z Królewiątkiem na ręku: "Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci którzy się źle mają" (Mt 9,12). 

O jakim lekarzu i o jakich chorych mówił Jezus wypowiadając te słowa? Myliłby się ten, kto by myślał, że Jezus miał na myśli niepełnosprawnych na ciele, przesiadujących przed szpitalną kawiarenką, na ławkach i w wózkach wokół figury. Jezusowi chodziło o tych wszystkich grzeszników, którzy się źle mają na duchu, niezależnie od tego czy są zdrowi, czy też chorzy na ciele (Mt 9, 13).    


Podobnie zachęty Świętego Jana Bożego "Bracia czyńcie dobro" już nie odczytuję jako skierowanej tylko do Braci Bonifratrów, ale wprost do siebie. Tak niewiele czasu zostało mnie i Tobie Bracie na realizację Dobra, a więc i ja i Ty zło dobrem zwyciężajmy.

Cóż takiego się stało, że z postawy roszczeniowej - świadczenie zdrowotne mi się należy - czy to w ramach NFZ, czy to z faktu, że za nie płacę więc żądam i wymagam, sam stanąłem po stronie dawców Dobra, a nie po stronie odbiorców wszelkich dóbr, jak choćby tego doskonałego filmu "Złodziej w sutannie",  wyświetlonego pacjentom w niedzielny wieczór. 

Dobry przykład zachęca do czynienia dobra. Uświadomiłem to sobie i doświadczyłem tego na własnej skórze, jak nieszczęśliwi są w swej samotności ludzie, nawet ci leżący obłożnie, nie potrafiący czynić dobra. Te dwa miesiące szpitalnych rekolekcji w dobitny sposób uzmysłowiło mi tę prawdę.


Poznałem w tym szpitalu zespół ludzi, od sprzątaczek i panie z kuchni, po personel lekarski z Panią Ordynator na czele, oddanych misji służenia choremu człowiekowi,, ludzi otwartych, życzliwych i szlachetnych. 
    Tak po prostu dobrych. Ośmielam się powiedzieć, że nieomal tak dobrych, jak dobrym był Jezus chodzący po ziemi, ze swoim otwartym na ludzkie bolączki sercem.
Na zdjęciu Ewa wpatrzona w Jezusowy krzyż i tabernakulum z Ciałem Chrystusa, roznoszonym każdego dnia obłożnie chorym i "mieszkającym" w tabernakulum, w głównym ołtarzu, w przyszpitalnym  kościele.

Przebywając na obu piętrach szpitala, na pierwszym w ramach NFZ i na drugim komercyjnie za pieniądze, nie dostrzegłem żadnej różnicy w jakości świadczonych usług, a przede wszystkim w serdeczności z jaką personel podchodził do pacjenta. Na zdjęciu: pierwsza pionizacja Ewy przy drabince - ręce dwójki rehabilitantów w rękawiczkach.
    Istotny wpływ na takie podejście do pacjenta ma ciągła rotacja personelu między piętrami, nie tylko wskazana ale bardzo wysoko przeze mnie oceniona

Dobry człowiek jest po prostu równe dobry na każdym piętrze.  Dobry człowiek niesie to dobro do swojego domu, a praca daje Mu nie tylko pieniądz, bo i on jest ważny, ale i satysfakcję z czynionego dobra i Dobra. Na zdjęciu: Ewa w pokoju na pierwszym piętrze. Na ścianie każdej sali chorych, każdego pokoju, każdego pomieszczenia w całym szpitalu wisiał krzyż i obraz Matki Bożej Wspomożenia  Chorych.
U wszystkich osób widać ten wysiłek, by pacjent czuł się w marysińskim szpitalu jak w domu, a może i dla niejednego z pacjentów lepiej niż w domu. Na zdjęciu celebracja jubileuszowej Mszy Świętej, z racji naszej 46 rocznicy udzielenia sobie w obecności Boga i Kościoła sakramentu małżeństwa.

Bezpośrednia bliskość Kościoła i Najświętszego Sakramentu sprawia, że przyległe doń sale chorych, zarówno te w poziomie posadki kościoła, jak i te w poziomie chóru można nie tylko w niedzielę, ale każdego dnia, także i w nocy, nazwać Domem Bożym, Domem Modlitwy, w którym miłość zwycięża.

Pracownicy uważają szpital za taki nasz, a jak nasz, to mają ambicję, by był najlepszy. Wychodząc z pracy do domu nie muszą zostawiać wartości, którymi się kierowali w szpitalu, a zabierają je jak skarb do swoich domów.  Nowi pracownicy przystępując do pracy "u Bonifratrów" szybko wchodzą w klimat miłości panujący w szpitalu. Niech rozwieszone po korytarzach afisze o wolontariacie dobrze przysłużą się temu szczytnemu celowi.


Bracia, choć w zdecydowanej mniejszości, są i w przyszłości muszą być gwarantami, że szpital prowadzony będzie w sposób  humanitarny, z pełnym poszanowaniem godności osoby ludzkiej, będąc instancją moralną dla całej załogi. Na zdjęciu Bracia w czasie wspólnej modlitwy rannej i wieczornej w kościele. W ciągu dnia bracia pracują "na etatach", podobnie jak cały personel cywilny, służąc chorym.

Obsługa pielęgniarska i pełnienie roli opiekuna wiąże się z obsługą sfer intymnych. Tu potrzebny jest nie tylko profesjonalizm usług medycznych, tego można się nauczyć, ale prawdziwe poszanowanie godności zwłaszcza pacjentek. Na zdjęciu: Ewa przed obrazem Matki Boskiej Uzdrowienia Chorych tonącym w półmroku. Niech w podobnym półmroku i świętości tonie bardzo istotna dla pacjentów obsługa sfer intymnych.

Ankieta zawiera 75 pytań, nieraz bardzo szczegółowych, wymagających szczerej odpowiedzi. Życie jest jednak bardzo bogate i nie wszystko da się określić w karcie praw pacjenta. Karta i procedury są niezbędne. Wiszą na tablicach ogłoszeń na każdym poziomie od parteru po 2 piętro, by każdy mógł się z nimi zapoznać. 

Wśród punktowanych pytań jest jedno charakterystyczne, a mające moim zdaniem kapitalne znaczenie dla procesu rehabilitacji. Zostało zadane tak, jakby zadający je mieli wątpliwość czy w szpitalu należy organizować chorym "czas wolny". Na zdjęciu: czołówka doskonałego filmu terapeutycznego "4 piętro". 

Moim zdaniem w tej dziedzinie można jeszcze dużo dobrego zrobić. Pozytywnym i godnym kontynuowania przykładem winna być obecność na terenie szpitala w okresie wakacyjnym rotacyjnie po dwóch seminarzystów. Na zdjęciu pożegnanie seminarzystów przez Brata Tymoteusza - w białym habicie z identyfikatorem używanym w czasie posługiwania chorym. W pozostałym czasie bracia chodzą w czarnych habitach. Muszę przyznać, że przez całe dwa miesiące nie widziałem żadnego z nich w cywilnym ubraniu, a upały zwłaszcza w lipcu grubo przekraczały 30 stopni.

Nie należy też rezygnować z oferowanych obecnie zajęć kulturalnych: pokazów filmów, występów zespołów, wspólnych posiłków z muzyką w okresie letnim na odkrytym powietrzu. Na zdjęciu Ewa w czasie występu zespołu młodzieżowego z Gimnazjum Muzycznego z Gostynia.

"Bo choroba i starość to wymówki" w szukaniu drogi do Boga, do zbawienia. Na zdjęciu Ewa w czasie projekcji filmu o Świętym Antonim.      
    Wśród zadanych pytań zabrakło najważniejszego: Czy cierpienie i niemoc zbliżyła cię do Boga? Jaki udział miała w tym akcie ponawiana co dzień propozycja przyjęcia Ciała Chrystusa? Czy miałem, miałam, zapewniony dostęp do sakramentu pojednania? Jaką rolę w tych aktach pełnili Bracia Bonifraci. 

Kościół przyszpitalny pełni rolę parafii. Proboszczem jest w niej Ksiądz Kapelan. Jako, że Bracia Bonifraci nie mają z reguły święceń kapłańskich, funkcję kapelana powierzają Księdzu z zewnątrz. Pełni ją zazwyczaj już tradycyjnie któryś z ojców Filipinów ze Świętej Góry (na zdjęciu). A, że Filipini to zakon kaznodziejski słynący ze wspaniałych rekolekcjonistów w Marysinie odbywają się codziennie rekolekcje. Przeżywane w dłuższym przedziale czasowym układają się w Dni Skupienia.

I na nich chciałbym się na moment zatrzymać. Gdy piszę te słowa od opuszczenia Marysina upłynął już nieomal miesiąc. Powiem tak: jeśli prawdą jest, że wiara rodzi się ze słuchania, to współcierpiąc każdego dnia z żoną, momentem najbardziej wyczekiwanym była dla mnie codzienna Msza Święta. Przyjęty do serca, krzyżowany w czasie Mszy Świętej, Jezus w Najświętszym Sakramencie pozwalał mi do końca wierzyć, że z Ewą będzie dobrze i to niezależnie od tego, jak potoczy się ludzka lekarska rehabilitacja. Na zdjęciu: Ewa w kruchcie (progu) kościoła.

To niesamowite przeżycie wiary i dziękczynienia warte jest opisania na tych łamach. Ewa była zdaje się jedynym pacjentem neurologicznym "onkologicznym" na oddziale. Pacjentem, nad którym od lat wisi "wyrok śmierci". Skoro przeżyła trzecią operację glejaka mózgu, to widocznie Bóg tak chciał. Ludzka statystyka, ludzkie przewidywania i gdybania kończą się na ośmiu miesiącach do roku od pierwszej operacji. Jej dane było przeżyć nieomal 10 razy dłużej. Dla neurologów, dla rehabilitantów neurologicznych to przypadek wyjątkowy. I tak też została, jako pacjentka, potraktowana na Oddziale Rehabilitacji Neurologicznej. Więcej na ten temat napiszę w oddzielnym wpisie. Na zdjęciu końcowe błogosławieństwo Księdza Kapelana odebraliśmy podobnie, jak nas żegnał Jezus z głównego ołtarza.



Piaski - Marysin które przywitały nas Jezusem procesyjnie wniesionym z kościoła parafialnego z Piasków do kościoła szpitalnego w Marysinie żegnaliśmy z pewnym rozrzewnieniem. Bo cóż znaczą dwa miesiące w stosunku do przeżytych siedemdziesięciu lat. W tym wieku żyje się każdą chwilą i każda aktualnie przeżywana jest najważniejsza, gdyż ma się pełną świadomość, że może być ostatnią. To przekonanie wcale nie musi rodzić rozpaczy czy smutku. Wręcz przeciwnie, każda aktualnie przeżywana w bliskości z Jezusem chwila może być radosna. I tej radości doznawaliśmy w Marysinie każdego dnia, dlatego też jeśli tylko siły pozwolą zamierzamy skorzystać z otrzymanego zaproszenia. Może nie tyle z fachowych porad personelu, co z ich ciepła jakie niosło ich każde słowo, każdy gest samarytański, każde pochylenie się nad chorym, cierpiącym bliźnim.

Czego oczekuje chory od idealnego lekarza, pielęgniarki, opiekunki, fizjoterapeuty, rehabilitanta, psychologa, logopedy, terapeuty zajęciowego, kapelana szpitalnego?  Powiem krótko. By osoby te szły z nim w życie. Tak, jak tylko Jezus, ukryty w Najświętszym Sakramencie, potrafi wejść, nawet w nocy, w nasze życie - na zdjęciu. To nie jest relacja jednostronna, to jest relacja zwrotna. Jeśli takowa miała miejsce, wytworzyło się Dobro. I o to chodzi. 

Nie sposób zrobić zdjęć wszystkim pracownikom, którzy okazali nam serce. Ich twarze staraliśmy się zapamiętać, imion nie, bo nie zamierzaliśmy wymieniać ich na blogu. Niech to jedno zdjęcie wykonane przypadkowo (nie ma przypadków) przed wyjazdem przy stacji w Piaskach, z jedną z Pań będzie symbolem pożegnania z całą załogą szpitala.


    Bo jak mawia Pani Ordynator w rehabilitacji bonifraterskiej liczy się praca zespołowa. 
    Ja zaś dodam że jest ona na "szóstkę", gdy cała załoga za kierownika uznaje Boga.
I niech tak zostanie. 
    Na zdjęciu Jezus ukryty pod postacią białej Hostii błogosławi na cztery strony świata szpitalowi, pacjentom, załodze, mieszkańcom Piasek i całej okolicy gdzie wszyscy wszystkim mówią dzień dobry, pracującym mówi się szczęść Boże, a kapłanów, braci i siostry zakonne wita się pozdrowieniem: "Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus". 
  

 Szczęść Boże w dalszej pracy.


Z Panem Bogiem.

Do zobaczenia. 

Irena - Ewa i Jerzy Zygarłowscy w szpitalnej windzie do nieba :).



Ps. Żegnając się z Marysinem, pakując manatki do samochodu, po raz ostatni spojrzałem od tyłu na Pomnik Serca Jezusowego i na Matkę Boską Uzdrowienia Chorych, wstawiającą się od lat za nami. Żegnani serdecznie przez Brata Tymoteusza, po dwóch godzinach szczęśliwej jazdy zaparkowaliśmy pod Pomnikiem Bożego Miłosierdzia w Baranowie, na którym wyryto niewielką tabliczkę o treści: Dziękuję za darowane mi jeszcze raz życie Irena - Ewa Zygarłowska  08. 08. 2005. Mimo, że na wózku inwalidzkim mamy za co dziękować. 

Uwaga: Przedruk i kopiowanie zdjęć wyłącznie za zgodą autora: jurek@fxpartnerzy.pl