niedziela, 29 września 2013

Zjazd w Marysinie cz.6 - Niedzielna spowiedż

Ostatni raz  u Spowiedzi Świętej byliśmy przed dwoma tygodniami na Świętej Górze w Gostyniu. Od tego czasu zdążyłem już co nieco dołożyć Panu Jezusowi, do i tak już monstrualnego Krzyża naszych ludzkich  grzechów, którymi Go obciążamy mimo, że staram się pilnować, by przy najbliższej spowiedzi nie spowiadać się po raz kolejny z tych samych przewinień.

Gdzieś na tydzień przed wyjazdem na spotkanie pacjentów i ich rodzin do Marysina, w rozmowie z Ewą o wyjeździe, poruszyłem temat Jej spowiedzi w aspekcie trudności, jakie ma obecnie przy wysławianiu się. Do tej pory bywało tak, że to Ona przypominała dzieciom o sakramencie Pojednania, a zdarzało się że i mnie z troską i życzliwością napomknęła o konieczności spowiedzi. Tym razem sytuacja się odwróciła.
Dla mnie, Jej wyjazdowa, odprawiona w sprzyjającym dobrym klimacie spowiedź stała się sprawą najistotniejszą i jak to się mówi sprawą życia i śmierci.
To był też istotny powód by sobotnie jednodniowe zaproszenie przedłużyć w trzydniowy pobyt w szpitalu od piątku południa do niedzielnego popołudnia, licząc na to, że znajdzie się stosowny czas na wyspowiadanie się w szpitalu. Jak się okazało sprawa nie była taka prosta. Schorowani kapłani pacjenci nie za bardzo nadawali się ze względów zdrowotnych do roli spowiednika. Ci natomiast, którzy przewinęli się przez Szpital w czasie celebracji trzech pierwszych Mszy Świętych w piątek i sobotę byli przyjezdnymi, nie znającymi Ewy jako szpitalnej pacjentki, co w pewnym sensie z góry eliminowało ich z roli Jej spowiedników.

"Windą do nieba" - swego czasu oglądałem film o takim tytule. Wsiadając trzeciego dnia pobytu, w niedzielny ranek, do szpitalnej windy byłem jakoś spokojny, że tym razem trafimy na znanego nam z poprzedniego pobytu księdza.
Ucieszyliśmy się oboje kiedy do Mszy Świętej wyszedł w koncelebrze młody, znany nam Kapłan - Filipin.  Był to ten sam ksiądz, który 9 czerwca, w pierwszą niedzielę po przyjeździe Ewy do szpitala, podszedł do Jej łoża, by jak Jezus położyć ręce na Jej głowie. Była wtedy w takim stanie, że pielęgniarki nie pozwoliły jej posadzić na wózku inwalidzkim, by wzięła udział we Mszy Świętej.
Zrobił to na moją prośbę, by streścił Jej w kilku zdaniach wygłoszone przez siebie kazanie o cierpieniu. Niestety, wobec braku czasu (spieszył się na kolejną Mszę Świętą, którą miał odprawić w Gostyniu na Świętej Górze), zgodził się jedynie podejść do Jej pokoju i udzielić Jej w mojej obecności specjalnego błogosławieństwa. Jego wyciągnięte nad głową Ewy obie ręce przez długi czas spoczywały na operowanej głowie Ewy. Modlitwy przez Niego odmawiane były bardzo cicho, częściowo po łacinie.  Ja klęczałem u łoża Ewy i modliłem się gorąco o siły i zdrowie dla Niej, tak jak potrafiłem razem z nim. Gdy skończył pobłogosławił nas znakiem krzyża. Odprowadzając Go do samochodu opowiedziałem mu w skrócie historię choroby Ewy. Na pożegnanie powiedział "Zostańcie z Bogiem", a ja Mu odpowiedziałem "z Panem Bogiem".

Gdy około 10:30 skończyła się niedzielna Msza Święta czekaliśmy już na Niego na zewnątrz świątyni. Proszę go w imieniu Ewy o spowiedź. Teraz nie mogę odpowiada tak samo jak przed trzema miesiącami. Spieszę się na Świętą Górę gdzie mam obowiązki. Może w takim razie na jutro się umówimy proponuje. Księże my dzisiaj po obiedzie już wyjeżdżamy do Baranowa. Zostaliśmy i tak już jeden dzień dłużej niż inni specjalnie po to, by się tu wyspowiadać. O 15:00 mam spowiedź w konfesjonale na Świętej Górze to może tam podjedziecie. Podjechać to my możemy, ale spowiedź w konfesjonale całkowicie odpada. Żona nie staje o własnych siłach, spowiadać Ją można tylko na wózku. Dobrze. Bądźcie  na furcie zakonnej o 15:30.

Jesteśmy przed czasem. Mam kłopot by zaparkować przy klasztorze. Na parkingach przed sanktuarium pełno. Na podjeździe pod klasztor znajduję jedno miejsce. Ludzie, pielgrzymi zjechali się do sanktuarium na niedzielną Mszę Świętą na 15:00. Czekamy na wewnętrznym krużganku w pobliżu furty. Spowiednik zaprasza Ewę do rozmównicy. Zostają sami. Ja klękam na kamiennej posadzce w krużganku i modlę się o dobrą spowiedź żony. Gdy drzwi się otwierają a ksiądz wytacza wózek z Ewą wstaję z klęczek i sam proszę o spowiedź. Pan też? Tak.

Klękam na środku rozmównicy. Przed sobą mam Krzyż na nim wisi Jezus.
      Ostatni raz byłem u Spowiedzi Świętej ... Następującymi grzechami obraziłem Ciebie Jezu ...
      Z oczu tracę kapłana.
Jest tylko On JEZUS ...
....  i ja grzesznik.


27 wrzesień, kościół w Baranowie.  Od   10:30 (zdjęcie z lewej) do 12:00 (zdjęcie poniżej), jesteśmy z Ewą na całodziennej  adoracji Najświętszego Sakramentu.



  Ewa trzyma nieomal przez godzinę w ręku Modlitewnik Chorych otwarty przez cały czas na tej samej stronie. Czyżby udawała, że czyta? Ja otwarłem na chybi traf 2 tom "Poematu Boga Człowieka". Na str. 475 i rzucił mi się w oczy tekst  pasujący do tego co wyżej napisałem na temat spowiedzi w Marysinie (Gostyniu).
Oto dialog Jezusa z grzesznikiem spisany przez Marię Valtortę:
Jezus: Co zrobiłeś synu?
Pięćdziesięciolatek pada na kolana.. Twarz spalona przez cierpienie i wyniszczona nieznaną udręką . Wyciąga ramiona i woła:
Aby roztrwonić z kobietami cały ojcowski spadek, zbiłem moją matkę i mojego brata ... Nie mam już spokoju ... Mój pokarm - krew. Moje sny - koszmary. Moja przyjemność ... O! Na łonie kobiet w ich rozpustnym krzyku, czułem lodowatego trupa mojej martwej matki i jęczenie otrutego brata. Przeklęte kobiety lekkich obyczajów, żmije, meduzy, niestałe mureny ... ruina, ruina, moja ruina.
Jezus: Nie przeklinaj. Ja cię nie przeklinam ...
Morderca: Nie przeklinasz mnie?
Jezus: Nie . Płaczę i biorę na siebie twój grzech! ... Jakże on jest ciężki! Miażdży mi członki, ale przyciskam go mocno, żeby go zniszczyć dla ciebie ... i udzielam ci przebaczenia. Tak. Odpuszczam ci twój wielki grzech.
Jezus wyciąga ręce nad głową szlochającego człowieka i modli się: "Ojcze, także za niego Moja krew będzie wylana. Na razie masz Moje łzy i modlitwę. Ojcze przebacz bo on się nawrócił. Twój Syn, którego sądowi wszystko jest przekazane, tego chce ... "
Pozostaje jeszcze przez kilka minut w takiej postawie, potem pochyla się , podnosi mężczyznę i mówi mu: "Grzech ci został odpuszczony. Teraz - przez życie w pokucie musisz wynagradzać za to, co
pozostaje z twojej zbrodni" 
Mężczyzna: Bóg mi przebaczył? A moja matka? A mój brat?
Jezus: Co Bóg przebacza, wszyscy przebaczają. Idź i nie grzesz już nigdy więcej.
Mężczyzna płacze jeszcze głośniej i całuje Jego rękę.
Jezus pozwala mu się wypłakać. Mężczyzna powraca do domu...
Dlaczego ta dusza zagubiła się?
Bo straciła z pola widzenia Prawo.

Spowiadam się i ja przed Bogiem z moich grzechów. Oczy mam wilgotne. Uspakajam się słysząc naukę kapłana. Moja spowiedź kończy się podobnie jak ta opisana w 86 rozdziale 2 tomu "Poematu Boga - Czowieka" przez Marię Valtortę 27 lutego 1945 roku  zatytułowanym "Ja jestem Panem, Twoim Bogiem".

Dlaczego nie czytałem w czasie adoracji innego fragmentu tej książki. Nie wiem. Dlaczego w ogóle ją zabrałem na adorację - też nie wiem. Tych "nie wiem" mógłbym mnożyć i mnożyć. Bo jak sobie wytłumaczyć przeczytany Ewie 24 września 2013 roku po przyjeździe z tomografu komputerowego głowy fragment z 3 rozdziału, z Księgi 2 "Poematu Boga - Człowieka "Marii Valtorty. Czekając w bramie posesji przed naszym domem, na obiad podawany jak co tydzień we wtorek, o godz.14:00 przez Panią Basię, czytałem Ewie kolejny rozdział książki noszący tytuł: "Chrzest Jezusa w Jordanie" . Rozdział ten, nie wiadomo czemu, poprzedzony jest nie przystającą do reszty tekstu preambułą - prywatnym objawieniem Marii Valtorty z 3 lutego 1944.
Jezus mówi do Marii Valtorty słowa, które doskonale przystają do reakcji organizmu Ewy, jaka miała miejsce przed badaniem tomografem, bezpośrednio po wyjęciu Jej z samochodu przez Kubę, oraz do komentarza usłyszanego bezpośrednio poz ust Pani Izy - radiologa.
" ... kiedy widzę jak w ten sposób rozpraszają się moje ( w tym przypadku Ewy) siły fizyczne, a szczególnie siły (Jej to zn. Ewy) serca."  Pojawią się z pewnością "doktorzy niemożliwości" , którzy powiedzą: Oto dowód, że to, co jej ( w tym przypadku Ewie) się przytrafia jest ludzkie, bo nadprzyrodzoność zawsze daje siły, a nigdy nie sprowadza słabości" ...
... "Tym, którzy myślą po ludzku, że tą samą wolą i tą samą miłością mógłbym cię (to znaczy dla mnie Ewę) uzdrowić oraz, że byłby to najlepszy sposób udowodnienia Mojej miłości i Mojej życzliwości odpowiadam: zawsze zachowywałem przy życiu Moje sługi tak długo, jak długo według Mojego osądu ich misja powinna była trwać. (i ta odpowiedź Jezusa winna wystarczyć mnie i wszystkim innym pytającym dzisiaj o zdrowie Ewy). Nigdy jednak nie zapewniałem im życia po ludzku szczęśliwego, bo misje Moje realizowane są w cierpieniu i przez nie, Moi słudzy mieli jedynie pragnienie podobne do Mojego: cierpieć dla odkupienia".
Za odkupienie jakich grzechów cierpi Ewa, także mnie nie pytaj, bo tego nie wiem. Rejestruję tylko Jej cierpienia i jak potrafię współcierpię razem z Nią by i Jej i Jezusowi choć nieco ulżyć.

Po skończonej adoracji wychodzimy z kościoła. Jest południe, a ja nie wiem co podać Ewie na obiad. Pieczarki? Nie to maślaki. Zostawiam Ewę na wjeździe do kościoła, a najpierw sam wchodzę między drzewa rosnące przed kościołem. Ile maślaków? Będzie smażonka. Wjeżdżam z wózkiem między drzewa i zbieram do płaszcza przeciwdeszczowego, który zawsze wożę wraz z Ewą.  

środa, 25 września 2013

Zjazd w Marysinie cz.5 Tęcza i Piaskowianie

Aplauzami kończy się koncert jaki przygotowały uczennice Przykatedralnej Szkoły Chóralnej pod dyrygenturą Pani Karoliny Sobczak - Piotrowskie. Cały chór wraz z dyrekcją Szkoły i Szpitala udaje się do refektarza na obiad. My przed posiłkiem, który tym razem wyjątkowo podano nam na 13:00 do świetlico - kuchni w hostelu zatrzymujemy się nieco dłużej w kościele, by pomodlić się przed obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej, który po przerwie wakacyjnej po renowacji trafił do pustych ram.

Po obiedzie przeznaczono dla gości  czas na konsultacje z lekarzami, fizjoterapeutami, psychologami, logopedami i rehabilitantami Centrum. Korzystamy z porad pani dr. Jakubowskiej, która wytłumaczyła nam jak w przyszłym roku skorzystać z dziennych zabiegów rehabilitacyjnych (odpowiedzialna za nie jest Pani Renata Danielczak), nocując zarazem oboje w hostelu. Poleciła nam by poszperać także w internecie i dowiedzieć się coś więcej na temat "Cichych Pracowników Krzyża z Głogowa.

Pobyt w sali rehabilitacyjnej skończył się pokazaniem przez Ewę Pani Rehabilitantce z którą od początku ćwiczyła jak pięknie potrafi sama stanąć z wózka przy drabince. Dostaliśmy też kilka uwag co i jak dalej ćwiczyć. Na koniec Ewa siadła do rowerka i bez zbytniego trudu popedałowała do przodu i do tyłu. I tak na konsultacjach zeszło nam do 15:00. Przy okazji skorzystaliśmy z WC na pierwszym piętrze, które okazało się najlepiej funkcjonalnie przygotowane do obsługi pacjentów poruszających się tylko na wózkach. Gdy zajechaliśmy na miejsce przygotowanej biesiady skorzystaliśmy z informacji o cenach nowego sprzętu rehabilitacyjnego firmy "Akson" (schodołaz gąsienicowy TO9 ROBY cena 15,5 tys zł., podnośnik Birdie 5,5 tys zł, pionizator SITO 7,5 tys, z czego 3 tys refundacja z NFZ, najtańsza okazała się aluminiowa przystawka do wolno stojącego sedesu za 160 zł). Na kolejnym stoisku dostaliśmy w prezencie 3. szt pampersów, które okazały się 1,5 razy droższe od sprzedawanych przez firmę "Sito", a do tego mniej wygodne w użyciu. Zwiedzanie stoisk połączone ze słuchaniem piosenek biesiadnych zakończyło się spożyciem drugiego obiadu , którym nas z uprzejmością poczęstowano: zupka, kiełbaska, bigos, chleb ze smalcem i ogórek kwaszony, napoje na zimno i gorąco.

Zespół Śpiewaczy "Tęcza" działający przy Gminnym Ośrodku Kultury w Piaskach. Kierownikiem muzycznym i dyrygentem jest pan Andrzej Hodowany - instruktor muzyczny GOK w Piaskach.
Zespół "Tęcza" działa od 2002 roku. Posiada w swoim repertuarze popularne i lubiane pieśni oraz piosenki. Na koncercie danym w Szpitalu w Marysinie zaprezentował zasadniczo utwory w stylu biesiadnym i ludowym.

W swoim repertuarze ma także utwory w stylu greckim oraz bogaty zestaw pieśni patriotycznych oraz religijnych.

Duet Karo zaśpiewał piosenkę "Nasza rodzina ...",

1 zwrotka:
Tak to już jest, że potrzebny jesteś gdzieś,
Tam gdzie potrzebna miłość jest,
Tak to już jest , że przychodzi ten dzień,
Dzień w którym wszyscy łączą się.

Refren: 

To nasza rodzina swe serce ci da, 
To nasza rodzina uchroni od zła,
To nasza rodzina jest potrzebna nam,
Bo z naszą rodziną nie jesteś już sam.

2 zwrotka:
Tak to już jest, czasem wszystko idzie źle,
Myślisz, że nic nie zmieni się,
Rodzina znów chętnie poda swą dłoń,
I wiesz, że na zawsze jesteś z nią.


Tę pieśń o rodzinie można odnieść z powodzeniem do przyjaciółek z pracy. 
Członkowie Zespołu uświetniają swoimi występami różnorodne uroczystości gminne i powiatowe, a także reprezentują Gminę Piaski na przeglądach, festiwalach chórów i zespołów wokalnych.

Do końca programu wytrwali tylko nieliczni, a wśród nich Pani Prezes Zarządu Boni Fratres Marysiniensis Sp z o.o.




Oklaski dla kapeli "Piaskowianie" ,której występy zakończyły muzyczną biesiadę.

A my zamiast wieczornego pacierza pojechaliśmy na wieczorną Mszę Świętą.




Po Mszy Świętej skorzystaliśmy z okazji by pomodlić się do Świętego Jana Bożego patrona Braci Bonifratrów  i ucałować z wiarą podane nam przez Brata relikwie Świętego.

poniedziałek, 23 września 2013

Rehabilitacja sterowana cz.2 Martusia

Czwartek, 19 wrzesień, godziny przedpołudniowe.


Tym razem sterownikiem rehabilitacyjnym okazała się najmłodsza, półroczna wnusia - Martusia, stojąca na zdjęciu przy drabince razem z Babcią Irenką.
Jej obecność wyzwoliła w ćwiczącej Ewie, ruch, a konkretnie bezruch, którego nikt z nas obecnych nie mógł się po Niej spodziewać. Po 4 miesiącach od operacji, Ewa po raz pierwszy stanęła bez żadnego podparcia na własnych nogach.

Do tej pory ćwiczyłem z Ewą nieco dłuższe stanie z trzymaniem drabinki tylko jedną ręką. Drugą prawą rękę, puszczając szczebel, kładła na szafce stojącej pod oknem. Dzisiaj w miejscu dotychczasowego podparcia siedziała Martusia. 

Ewa podała Jej prawą dłoń, którą dzieciątko natychmiast  uchwyciło swoimi maleńkimi paluszkami. Spóźniony gest powitania. W pełni świadomy i odwzajemniony uścisk dłoni wnusi przez Babcię, przez nikogo nie sterowany, taki od serca. 

Ale to nie wszystko. Ewa dostrzegła, że na włożonej Martusi przez Tatę sukieneczce, prezencie od Ewy, podwinął się rękawek. Raziło to na tyle zmysł estetyczny Ewy, że nic nie mówiąc, puściła się drabinki i drugą, lewą ręką poprawiła wnuczce podwinięty rękawek. 


Tym sposobem stanęła po 4. miesiącach, po raz pierwszy od dnia operacji, przez nikogo nie trzymana i nie zachęcana na własnych nogach. 
Ile to trwało? 
Sporą chwilę.  Jedynym zabezpieczeniem były dla Niej moje dwie ręce wyciągnięte poziomo wzdłuż tułowia i moje kolana gotowe na przyjęcie w każdej sekundzie, Jej ciała. 

Ale na tym się nasza radość nie skończyła. Kuba, przeniósł Martusię na drugą stronę drabinki.
I co się stało? 
Ewa samodzielnie przytrzymując się drabinki, balansując ciałem przesuwała się, robiąc niewielkie kroczki w bok, praktycznie bez odrywania nóg od posadzki w kierunku Tusi trzymanej na rękach przez Kubę. 

Nie doszła do końca drabinki. W połowie drogi moje wyciągnięte poziomo ręce zaczęły na tyle omdlewać iż bałem się, że nie zdołam w razie czego pochwycić jej ciała. Przerwałem ten wyczyn, prosząc by  usiadła. Chwyciła się obiema rękoma drabinki i usiadła na moich kolanach. To było widać wielkie przeżycie, bo Babcia nieomal od razu usnęła z wnusią, nie czekając na przyjazd Pani Rehabilitantki.



Obudzona do ćwiczeń, nie za bardzo miała ochotę na bądź co bądź uciążliwe, aczkolwiek konieczne ćwiczenia.

Po ćwiczeniach był obiad,a po obiedzie wspólnie z Ewą pisałem ten wpis do którego zdjęcia przesłał nam Kuba. 

       A wieczorem, przy kolacji, wysłuchaliśmy na żywo transmisję ze Mszy Świętej Ks. Piotra Natanka. Rozpoczęła się o 18.00 i skończyła się czytaniami po Apelu Jasnogórskim. Piękna homilia - komentarz do dzisiejszych czytań mszalnych, a po nim kazanie o Św. Józefie z głównym przesłaniem: Dla Boga nie jest najważniejsza nasza doskonałość, a nasza miłość. Postawa doskonałości to postawa faryzejska. I nauka płynąca dla mnie. Wszystko co na co dzień czynisz Jerzy, staraj się czynić z Miłością, a z doskonałością padnij przed Bogiem na kolana, tak najlepiej okażesz Mu i ludziom Jego królewskość.
     Przed snem modliliśmy się wspólnie dziękując za dzisiejsze wszelakie dary wielbiąc Boga i Maryję, a w nocy już po 24:00 sformułowałem przed Ewą takie oto podsumowanie dnia który minął: To był pierwszy Twój dzień od uderzenia głową o ścianę, w którym nie było wymiotów. To był dzień, w którym Pani Aneta po raz pierwszy pomagała mi Ciebie ubrać, byśmy oboje ze spokojem mogli zdążyć na ranną Mszę Świętą. To był dzień odwiedzin Tusi, która zmotywowała Ewę do zrobienia kolejnego kroku w jej rehabilitacji. Dzień goszczącego na naszych twarzach uśmiechu. 


       Reasumując to był dzień przeżyty z Miłością do Boga i do ludzi. To był naprawdę szczęśliwy dla nas obojga dzień.

niedziela, 22 września 2013

Zjazd w Marysinie cz. 4 Koncert w kościele.

Tak jak zapowiedziała Pani Prezes Zarządu Boni Fratres Matysiniensis Sp z o.o. dr.n.med. Katarzyna Wencel bezpośrednio po Mszy Świętej inaugurującej spotkanie pacjentów Centrum Rehabilitacji, w przyszpitalnym kościele p.w. Serca Jezusowego odbył się koncert uczniów i wykładowców Katedralnej Szkoły Chóralnej.

Dziewczęta ze szkoły podstawowej i gimnazjum, bo taki był skład zespołu, ustawiły się półkolem bezpośrednio przed prezbiterium.
Nie ukrywam, że mnie razi, gdy ktoś staje tyłem do tabernakulum, tym bardziej, jak to są osoby świeckie.

Kilka słów wprowadzenia, mówiąc o Szkole Katedralnej, dała Dyrektor Szkoły Pani mgr Bożena Sadkowska. 
Szkoła powstała w 2006 roku. W programie oprócz zajęć ogólnych takich jak w każdej innej szkole podstawowej szkoła proponuje rozszerzony program zajęć muzycznych ze śpiewu, i kształcenia słuchu.

Dziewczęta uczestniczą także w zajęciach chóru szkolnego, a chłopcy chóru katedralnego. 
W koncercie wezmą udział dziewczynki od 5 kl.szkoły podstawowej do 3 kl. gimnazjum.

Dyrygować będzie Pani Karolina Sobczak - Piotrowska.
Organem założycielskim szkoły jest Arcybiskup Metropolita Poznański.  Szkoła jest szkołą publiczną w więc bezpłatną i wychowuje w oparciu o chrześcijański system wartości.

Takim elementem chrześcijańskiego wychowania, umilenia czasu chorym i podzielenia się talentami, okazał się dany nam koncert. 


Pierwszy utwór na flet w stylu japońskim wykonała najmłodsza uczestniczka zespołu, na zdjęciu u góry, a drugi współczesny, w stylu jazzowym widoczna za głową Ewy dziewczyna,   którym Pani Dyrygent posłużyła za pulpit, trzymając nuty.

Z kolei mieliśmy okazję posłuchać czterech utworów chóralnych ku czci Matki Boskiej Salve Regina podziwiając piękno dziewczęcych  głosów i kunszt dyrygencki Pani Karoliny Sobczak - Piotrowskiej.



Zasłużony aplauz dla Pani Dyrygent.  Mimo, że nie lubię klaskać w kościele, przez chwilę zapomniałem się i dałem w dwójnasób za Ewę i za siebie dobitnie wyraz podziwowi.

Partia solowa.
Adadżio w wykonaniu Magdy.


I cytat z niego: "uczmy się żyć". Prosto te słowa zaśpiewać będąc młodym, gorzej je wykonać pod koniec dni swoich.

Dopiero teraz doświadczamy z Ewą - szczęśliwą słuchaczką - jak trudna jest ta nauka życia do końca. Ileż wysiłku i cierpienia, nie wspominając już o sile, włożyć trzeba w każdy nieomal ruch. 


Razem z całym, pełnym kościołem słuchamy dwóch utworów śpiewaczych Gomółki i jednego współczesnego (Ubi caritas) znanego mi z kościoła oo Dominikanów w którym Pani Karolina Sobczak - Piotrowska po wielokroć go wykonywała z Chórem Dominicantes WSB Poznań.

Ola i jej "Kolorowy dom".


Gdy na koniec chór śpiewał dwa madrygały nie sakralne, ja swój aparat skierowałem w stronę Pani Karoliny Sobczak Piotrowskiej i jej dzieciątek z prowadzonego przez nią Artystycznego Przedszkola im. Św. Cecylii znanego nie tylko w Poznaniu.




A na koniec bisy i wielki aplauz dla wszystkich wykonawców.

 
Chyba najbardziej cieszą się dzieciaczki że Mama już skończyła i Pani Dyrektor Szkoły z udanego występu chóru, za który i my bardzo tą drogą dziękujemy. 


To był ten moment w którym Ewa przekonała się, że ja Jej nie chcę zostawić na stałe w Marysinie, a czego obawiała się przez kilka ostatnich dni. Ten koncert przekonał Ją dopiero, że nie po to Ją tu przywiozłem.


Dziękujemy bardzo za tę radość wszystkim organizatorom i wszystkim wykonawcom!!! Byliśmy świadkami czegoś pięknego.