niedziela, 27 października 2013

Pierwsze przykazanie

Pozwólcie, że wrócę do rekolekcji parafialnych, które mieliśmy w tym roku we wrześniu z okazji 16 rocznicy poświęcenia naszego kościoła parafialnego. Prowadzący je kapłan ks prof Janusz Nawrot przybliżył nam trzy przykazania. W poniedziałkowej katechezie z 23 września naświetlił nam pierwsze przykazanie: "Nie będziesz miał bogów cudzych przede mną". Całość nie autoryzowanego tekstu odtwarzam po miesiącu z moich odręcznych notatek.
Niestety na pierwszej nauce nie robiłem żadnych zdjęć. Ubogacę wobec tego tekst kilkoma zdjęciami wykonanymi w październiku 2013 roku, dodając do nich osobiste komentarze.

Gdy Bóg przekazał je wraz z pozostałymi dziewięcioma przykazaniami Mojżeszowi na Górze Synaj poprzedził je preambułą: Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi Egipskiej, z domu niewoli. Wszystkie inne narody poza narodem wybranym czciły wtedy różnych bogów, panowało ogólne wielobóstwo. Ludzie czcili wszystko czego się obawiali kamienie, drzewa, gwiazdy itp.

Pierwszy czwartek miesiąca, 3 październik. Po rannej Mszy Świętej wystawienie Najświętszego Sakramentu w czasie którego odmawiamy z Księdzem Proboszczem różaniec.
Zdecydowanie łatwiej mi się go odmawia, gdy mam przed sobą Jezusa niż gromadkę dzieci.
No cóż!
Maluchów też trzeba przygotować i wdrożyć do odmawiania różańca. Zastanawiam się tylko, czy droga do jego polubienia wiedzie koniecznie przez "zupki"? Anioł uczył dzieci fatimskie odmawiać różaniec. Pismo Święte wiele mówi o Aniołach. Boże daj nam za nauczycieli Aniołów.

Dzisiaj podobno wyrośliśmy z tego, stwierdził kontynuując naukę Ksiądz Profesor. Ale zapytajmy siebie: czy tak do końca jesteśmy wolni od pseudo wartości?  Z pseudowartościami spotykamy się nieomal na każdym kroku. Pytajmy siebie komu, czemu tak na prawdę podporządkowujemy swoje życie? Czy nie jest to przypadkiem władza, technika, pieniądze, praca, telewizor itp wytwory ludzkiego umysłu.

Pierwszy czwartek miesiąca, 3 październik: Różaniec i Adoracja kończy się błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. Dziękujemy Ci Panie Boże za kapłanów, za ich błogosławiące nas ręce i gorące serca. Miej ich w Swojej opiece i darz łaskami, by powierzony ich pieczy lud Boży prowadzili do Ciebie i Twojej Matki. Przez Chrystusa Pana naszego amen.

Bóg - Stwórca nie chce się widzieć na równi z innymi rzeczami. To pewnik. Stawiając przykazanie: Nie będziesz miał bogów przede mną, żąda wyłączności. Ja, twój Bóg, mam być dla ciebie na pierwszym miejscu. Żadnego stworzenia Bóg nie postawił tak wysoko jak człowieka. Co na to człowiek?

Po pierwsze: odwzajemnienie się Bogu, to kwestia uczciwości nas wobec Boga. A po drugie należy zauważyć, stwierdził kaznodzieja Ksiądz prof. Janusz Nawrot, że człowiek upodabnia się ku temu czego najbardziej pragnie. Pragniesz pieniędzy stajesz się jak ten pieniądz sprzedajny, nieomal wszystko można za ciebie kupić, dasz się wymienić na każdy towar. Pragniesz władzy, staniesz się z czasem despotą. Zrozum -  poza Panem  Bogiem wszystko inne jest niższe. To wszystko pozostałe, to są to tylko dzieła ludzkie, cokolwiek by to nie było. Każdy komputer, każde urządzenie, każda idea, nawet współzawodnictwo w sporcie. Nie może być tak, że liczy się tylko praca, tylko sport, nawet wypoczynek, jeśli ustawimy je przed Panem Bogiem.
 
Pierwszy czwartek miesiąca, 3 październik. Koncelebrowana przez dwóch księży kanoników Msza Święta.

Gdy Bóg jest na pierwszym miejscu, to wszystko jest na swoim miejscu. Wtedy człowiek rozwija się harmonijnie we wszystkich kierunkach. Widzimy to doskonale u świętych. Większość z nich dostała baty od świata. Bóg jednak nieustannie ciągnie nas do Siebie. Faktem jest, że ze wszystkich stworzeń tylko człowiek odczuwa brak, niedosyt wartości duchowych. Stąd tam gdzie brak Boga współczesny człowiek stawia sobie wróżki, sekciarstwo, wirtualny świat Harry Pottera itp. Bo brak Boga trzeba czymś zaspokoić. Św Augustyn powiedział: nie spokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Bogu.

Piątek, 18 październik - jedziemy do kościoła na zamówioną z okazji imienin Mszę Świętą za śp Łukasza. Jedziemy - to znaczy Ewa siedzi na wózku inwalidzkim, który pcham z dnia na dzień, z coraz to większym wysiłkiem. Przed Mszą Świętą będzie jak w każdy piątek wystawienie Najświętszego Sakramentu, a jako, że mamy miesiąc październik, odmawiany będzie różaniec prowadzony przez Księdza Proboszcza. Gdy wjeżdżamy w kościelną bramę rozlega się dzwon "Józef". Jest 18:00 - kończę Anioł Pański już w drzwiach kościoła. Po wejściu do wnętrza na moment przyklękam pod chórem oddając pokłon Jezusowi wystawionemu w Najświętszym Sakramencie, po czym klękam w pierwszej ławce w miejscu, gdzie od lat siadywała Ewa. Obok stawiam wózek z Ewą, zachowując tradycyjny układ:  Ewa - kobieta z mojej prawej strony. Z lewej strony w ławce klęczy ministrant, a dalej Ksiądz Proboszcz prowadzący różaniec. Spoglądam w kierunku tabernakulum przed którym stoi złota monstrancja, a w niej On - bijąca w moje oczy Światłość. Jest tak mocna jakbym patrzył z bliska na zapaloną żarówkę o mocy 200 wat. Światło mimo, że ostre przykuwa wzrok nie pozwalając na oderwanie oczu od Niego. Jedyne co mogę zrobić to przechylić nieco głowę w prawo, lub lewo - wtedy światło znika. Podobnie dzieje się jak wyciągnę bądź zniżę głowę. Wewnętrznie czuję, że nie mogę robić takich uników. Wpatrując się w Światłość wyjmuję aparat fotograficzny i nie ruszając głową przykładam go do oka, by zrobić zdjęcie .  Nie chcąc nadużywać Łaski jaka mnie spotkała, robię tylko jedno zdjęcie Światłości. Po czym modlę się  przez cały różaniec - dzisiaj -  szczególnie intensywnie w intencji nie tyle Łukasza, za którego będzie Msza Święta, co "tego, od kamieni tatrzańskich", o łaskę gorącej wiary dla Niego.

Na  jakiej podstawie Bóg rości sobie prawo do pierwszego miejsca w ludzkim sercu? - pyta Rekolekcjonista.
Po pierwsze Bóg jest jedynym prawdziwym Bogiem, gdyż na Niebie nie ma innego. Poza Bogiem nie ma innej mocy. Stąd nasza małżeńska modlitwa: "Panie mój, Boże nasz siłę masz, siłę dasz. Tylko Ty, tylko Ty".
Po drugie sam Pan Bóg powiedział: Ja jestem Bogiem twoim. << Jam jest Pan Bóg twój, który cię wywiódł z ziemi egipskiej z domu niewoli>>.
Co to znaczy?
Świat cały jest jak kropla w morzu. Z jednej strony wszechświat, co nas przytłacza, a z drugiej strony ta wielkość, jaką jest planeta Ziemia i my na niej - ludzie - jak pyłki, jak ziarenka gorczycy. A Bóg do każdego z nas, do każdego pyłka mówi: JA CHCĘ BYĆ TWOIM BOGIEM. Jemu zależy na każdym jednym człowieku. Mi Bogu na tobie zależy.

Piątek, 18 październik - Kończy się Różaniec, Ksiądz Proboszcz podchodzi do bijącej w moje oczy ze złotej monstrancji  Światłości. Na chwilę klęka przed Bogiem. Jest więc okazja by zrobić drugie tego dnia zdjęcie. Nie tyle Księdzu, co Światłości przed którą klęczy kapłan.
I co?
Poprzednie zdjęcie okazało się rozmyte. Światłość nie dała się sfotografować. Na tym od biedy można dopatrzyć się liter A i Q na drzwiczkach zamkniętego tabernakulum. I to wszystko.
Gdzie wobec tego podziała się monstrancja ze Światłością?
Bóg jak zwykle pozostał ukryty. Tylko czerwona lampka mówi nam, że On tu jest na prawdę. To On tworzy w tych konsekrowanych przed szesnastu laty murach Kościół, a nie sama wspólnota modlących się w nich ludzi. Bez Niego odwiecznej Światłości nie byłoby Jego Kościoła.

Dlaczego Bogu tak zależy na każdym człowieku? - pytał dalej Ksiądz Rekolekcjonista.
Bo tylko jako ludzie jedyni w całym wszechświecie jesteśmy zdolni by Go kochać. Tego nikt inny nie uczyni, nie potrafi. Do miłości Boga, tylko człowiek jest zdolny. <<Będziesz miłował Boga swego z całego serca z całej duszy swojej>>.

Pierwszy czwartek miesiąca, 3 październik - odmawiamy różaniec, tym razem po rannej Mszy Świętej. Promienie  słoneczne rzucają cień okiennej kraty na ścianę z Bożym Miłosierdziem i Świętą Siostrę Faustynę. Ja jestem po jednej stronie kraty, a Oni: Jezus Miłosierny, Matka Boska i Wszyscy Święci już po jej drugiej stronie. Widzę Ich obrazy na kościelnej ścianie. Przenoszę wzrok nieco wyżej i za kratą okienną widzę błękit nieba. Nie ma na nim na razie niczego. Na co czekam? Na Światłość, która ma się ukazać, na Krzyż na firnamencie nieba.

Drugim tytułem do miłości Boga jest wdzięczność za wszelkie dobrodziejstwa, którymi nas każdego dnia Stwórca raczy. Bóg wiedząc o tym, gotów jest stale czynić swoje dobrodziejstwa.Tu mówca zacytował dłuższy fragment z Księgi Mądrości. Warto sobie w chwilach wolnych poczytać tę księgę.

Bóg nigdy niczego na nikim nie wymusza - stwierdził Ksiądz Rekolekcjonista. Jeśli zapytamy o sens pierwszego przykazania nie pozostaje nam nic innego, jak tylko zwrócić się ku Panu Bogu, bo tylko On jest wiecznie żywy i zawsze będzie działał. A kto się z Bogiem nie liczy ten grzeszy. Tak grzeszy i to ciężko - śmiertelnie, choćby bliźnich obsypywał złotem. Grzeszy każdy ten, kto uważa, że Bóg jest mu niepotrzebny do niczego. A człowiek bezmyślnie żyjący podobny jest bydlętom.

Piątek, 27 wrzesień 2013 - mamy jechać do kościoła na adorację Najświętszego Sakramentu. Tego roku były zapisy na konkretne godziny. My nie zgłosiliśmy się na konkretną godzinę. Pojedziemy jak się wyszykujemy - zadecydowałem. Gdy późnym rankiem skończyłem ubieranie Ewy zaczął padać deszcz. Jechać czy nie jechać? Co uczyniłby Jezus na moim miejscu? Wyszukałby stary sprzed trzydziestu lat, nie używany dotychczas płaszcz foliowy (zapas z pieszych pielgrzymek do Częstochowy), ubrał by w niego Ewę i pojechał z nią  do świątyni. Nie deszcz ale Bóg na pierwszym miejscu.

Jak praktycznie realizować w życiu pierwsze przykazanie?

 Po pierwsze: zauważać Boga w codziennych sprawach. 
Jak Go tylko będziesz chciał widzieć, od razu Go zauważysz. Liczyć się z Nim gdy podejmujesz decyzje, nawet te drobne. Pytaj siebie: czy Jezus uczyniłby to, co ja chcę uczynić, czy Jezus mówiłby tak, jak ja mówię. 

Po drugie: przybież postawę wdzięczności. Wtedy takie uczucia jak radość, dobro, smutek, a nawet złość przeżywać będziesz z wdzięcznością. Powiesz: Boże pomóż, Boże wesprzyj. Dzięki Ci Boże. Wdzięczność we wszystkim nawet chorobie i śmierci zakłada, że Bóg jest stale przy mnie. Kiedy Bóg jest ze mną, nie ma się czego, kogo bać.

Piątek, 27 wrzesień 2013 - Jesteśmy już na adoracji Najświętszego Sakramentu. Jezus wystawiony w złotej monstrancji stoi na ołtarzu ofiarnym. Mamy okazję okazać mu dzisiaj swoją wdzięczność za świątynię którą mamy od 16 lat w  bliskości.

 
Po trzecie: Korzystaj z codziennej modlitwy - nawet w pewnych, pięknych sprawach, a nie tylko jak się "pali". Jak trwoga to do Boga. Póki się modlimy, będziemy to najważniejsze pierwsze przykazanie realizować.  



Piątek, 27 wrzesień 2013 - Po nieomal godzinie kończymy nasze codzienne modlitwy. W międzyczasie przez kościół przewinęło się kilka osób. Adoracja trwała od 8 rano aż do wieczornej Mszy Świętej. Opuszczając kościół jesteśmy szczęśliwi, i wdzięczni Bogu, że było nam dane uczestniczyć w adoracji. 

"Nie spokojne jest nasze serce, dopóki nie spocznie w Tobie Boże". Tymi słowami św. Augustyna ks prof Janusz Nawrot zakończył swoją pierwszą naukę rekolekcyjną wygłoszoną w naszym parafialnym kościele z okazji 16 lecia poświęcenia - konsekracji kościoła p.w. Św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Marii Panny w Baranowie.
 

Piątek, 27 wrzesień 2013 - płaszcz przeciwdeszczow okazał się bardzo przydatny, posłużył jako naczynie do którego zebraliśmy rosnące na terenie przykościelnym maślaki. A jako, że był piątek zrobiłem z nich smażonkę  na kolację.


Grzech przeciwko pierwszemu przykazaniu to miłość siebie, aż do wzgardy Bogiem.

sobota, 12 października 2013

Pesel

Ciekawi was pewno jak się czuje Ewa?
Cóż mam Wam powiedzieć, by nie skłamać? 

Muszę bardzo uważać na kwestie "kłamstwa" i mówienia prawdy, które poruszył w ostatnim dniu nauk rekolekcyjnych Ksiądz prof. UAM dr hab. Janusz Nawrot (na zdjęciu obok - pozostałe zdjęcia ze Mszy Świętej kończącej Jego nauki rekolekcyjne).  Swoje ostatnie środowe kazanie rekolekcyjne (z 25 września) oparł na tezie, iż prawo do miłości plasuje się w hierarchii wyżej, niż prawo do prawdy. Powiedział wyraźnie, że: "Prawda służy tylko wtedy dobru bliźniego, gdy wypowiadana jest z miłością, natomiast prawda podawana bez miłości, to grzech".

Takim popularnym grzechem jest obmowa. Obmowa wcale nie musi być kłamstwem, by trzeba się było z niej spowiadać - kontynuował Rekolekcjonista. Cechą charakterystyczną obmowy jest cel w jakim ją wypowiadamy. Gdy celem obmowy jest szkodzenie bliźniemu, nie ma żadnej wątpliwości, że wypowiadana przy okazji prawda jest grzechem.

Często i sposób wypowiadania prawdy może być grzeszny. Dotyczy to zwłaszcza małżeństwa. Jak masz coś na sumieniu, mów od razu przyszłej małżonce, przyszłemu mężowi, by nie naruszyć Jej godności. Jak dalej w małżeństwie jest źle, to mówić od razu, bo potem cała prawda gdzieś zaginie, a to co z niej zostanie będzie farsą prawdy. Koniecznie należy ze sobą rozmawiać. Pytaj żonę co się jej we mnie nie podoba. To bardzo ważne - kontynuował rekolekcjonista.

         Ale jak tu teraz pytać Ewę o takie sprawy, kiedy Ona nie odpowiada?
     Pytaj, by nie było kłótni, byście nie wybuchali - mówił dalej rekolekcjonista. 
     Księże, Ona na najprostsze pytania przestała odpowiadać. Mam obecnie nie kończące się "ciche dni". Jedyne co mi pozostało, to obserwacja Jej twarzy. Wszystkiego się bym spodziewał na starość, ale, że przyjdzie mi z twarzy czytać! Na to nie byłem przygotowany. 
     Ksiądz Profesor mówił:  "Rozmawiajcie ze sobą, by w przyszłości nie było kłótni, byście nie wybuchali na siebie". Ach, jakże ja bym pragnął, by mnie któregoś dnia Ewa opieprzyła, by wyrzuciła z siebie to, co złego z mojej strony nagromadziło się w Jej pustej po ostatniej wznowie głowie.

A tak, to teraz moje nieprawości się w niej gromadzą i gromadzą. Na noc wylewają się ze środka jakąś szczeliną, na zewnątrz pod skórę na głowie, by jak rano wstanie wchłonąć się  razem z płynem do środka głowy. Widziałem ją na zdjęciu TK. Każdego dnia obserwuję to przelewanie się i wchłanianie i drżę czy nie dokładam Jej swoich zmartwień. 
      Ach, jak trudno jest mówić sobie: przecież Ona już za ciebie nie rozwiąże żadnego problemu na ziemi. W niczym ci już nie pomoże. Jedno co jej zostało to w cierpieniu łączyć się z Chrystusem. 
       Tak prosto ujęła to jedna bratnia nam dusza pisząc: "Nie umiem tego napisać tak prościej... Ewa współcierpi z Chrystusem, Ty  poprzez współcierpienie z Ewą, cierpisz z Chrystusem także."

           Ósme przykazanie: Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu", będące tematem środowej nauki rekolekcyjnej, stoi na straży delikatności wypowiadania się -  stwierdził Ksiądz Profesor. Pamiętajcie, bardzo ważny jest dobór formy, dobór słów. Nawalisz - ofiarą staje się prawda. Przekonałem się niejednokrotnie o tym na tych łamach. Czy oznacza to, że mam nie mówić prawdy?

Jezus nauczając niekiedy się "wkurzał". Czy było to wtedy, gdy zarzucano mu brak głoszenia prawdy?      Nie!
     Wkurzało go tylko jedno: gdy zarzucano mu brak miłości. Tak, właśnie brak miłości. Wtedy reagował natychmiast. On Największa Miłość dał nam wzór. Daje mi wzór. Postaw na Miłość Jerzy, tak jak to wypisałeś drukowanymi literami na swoim domu.

Maria Valtorta, która zmarła dokładnie 52 lata temu, 12 października 1961 roku, przykuta przez  28. lat do łoża boleści, na którym napisała dzieło, którego nigdy nie uważała za swoje: "Poemat Boga - Człowieka", też postawiła na Miłość. Pod koniec życia, przez ostatnie 5 lat podobnie jak Ewa zaczęła  stopniowo zamykać się w sobie, popadając w stan psychicznego wyobcowania. 
      Dalej cytuję Annę Mintowt, Czyż str. 285 z I tomu "Poematu Boga -Człowieka", charakteryzującą osobę Marii Valtorty:
       "Pierwszą oznaką tego stanu było nadużywanie dużych liter w listach, które pisała. Uległa manii wypełniania obrazków i wszelkich kawałków papieru, jakie wpadły jej w ręce, wykrzyknikami w rodzaju:<<Jezu, ufam Tobie!>>, robiąc z nich niekiedy <<wykazy>> uzyskanych w ten sposób odpustów. W końcu, ta niegdyś, tak nieustannie czynna osoba: pisząca, wykonująca rozmaite robótki, modląca się w łóżku, stała się zupełnie bezczynna. Podczas rozmowy zaczynała mówić nie na temat, tylko czasem ujawniając niezwykłą jasność umysłu, nie panując jednak nad tym, czy mówi akurat do rzeczy. Odzywała się coraz mniej, aż wreszcie ograniczyła się do mechanicznego powtarzania pozdrowień i ostatnich słów, jakimi się do niej zwracano, co udaremniało wszelkie próby nawiązania rozmowy... Zachowała jednak jasność wejrzenia i zachowywała się spokojnie. Nigdy o nic nie prosiła i pozwalała się karmić jak dziecko. Pytana o swoje pisma, udzielała krótkich trafnych odpowiedzi, jakby otrząsając się na krótką chwilę z owego stanu niemożności nawiązywania kontaktów."

         Ksiądz Rekolekcjonista poruszył sprawę niedomówień w kontekście nieuleczalnie chorych. To są sprawy bardzo trudne - stwierdził Kaznodzieja. My, Ewa i ja borykamy się z nimi od ośmiu lat. Ewa nigdy nie pytała mnie czy będzie żyła, ani jak długo będzie żyła? Ja natomiast staram się Jej nie mówić, że wszystko długofalowo będzie dobrze. Żyjemy konkretną chwilą, którą daje nam Pan i ją staramy się wykorzystać tak, jak umiemy najlepiej, mówiąc jest dobrze i dziękując Bogu za każdy przeżyty dzień oraz prosząc o następny. Dbamy oboje o to, by każdego dnia na słowa Kapłana: ''Ciało Chrystusa" móc odpowiedzieć jeszcze głośno "Amen". Wydaje się, że dobrze nam z tą świadomością że niebawem umrzemy. Oboje wiemy, że moment ten może nadejść w każdej chwili, a to pozwala nam wykrzesać z siebie nowe siły, by każdego dnia stanąć przy drabince i jak Jan Paweł II wznieść ręce w górę, mimo, że z dnia na dzień idzie nam to coraz trudniej, a ręce zaciskają się kurczowo na najniższych szczeblach. Już na samym początku gdy wróciliśmy z Marysina, opadła z nas obojga obawa, że stojąc przy drabince (drabince do Nieba, jak ją nazwałem) Ewa może się osunąć i upaść. Upadła i uderzyła głową w ścianę i nie ochroniłem Jej od tego upadku, mimo, że w tym momencie ją ochraniałem, kiedy chwilę wcześniej stała dłuższy czas sama przy drabince bez żadnej ochrony i nie upadła. Oboje uważamy, że jeśli Bóg tak będzie chciał, to obojętnie co zrobimy i jak się zabezpieczymy, to i tak i tak Ewa po raz kolejny upadnie. Przekonaliśmy się oboje o tym już niejednokrotnie, dlatego też z ufnością każdego dnia powtarzamy: Panie mój, Boże nasz siłę masz, siłę dasz. Tylko Ty, tylko Ty możesz coś zaradzić i umocnić nas na te ostatnie dni, miesiące, lata naszego życia.

Kiedy ktoś wymusza na nas prawdę, należy, zdaniem Księdza Rekolekcjonisty, mieć odrobinę odwagi i  zadać mu pytanie: "Po co mnie Kochany o to pytasz ?" Wiesz, każdy z nas ma prawo do prawdy, którą nie zawsze musi ujawniać. 

Taka prawda pozwala nam żyć w poczuciu godności. Taka prawda daje poczucie odwagi. Z taką prawdą człowiek się niczego nie boi. Prawda pozwala także dobrze żyć, nie mając na sumieniu ciemnych spraw. Żyjmy w Prawdzie - zakończył ostatnią naukę Ksiądz prof.dr hab. Janusz Nawrot.
Amen!

W czasie ostatniej wizyty Ewy u Pani Neurolog, przy wypisywaniu recept na brakujące leki tradycyjnie padło pytanie o pesel Ewy. Wtedy po raz pierwszy i ostatni odezwała się badana na wózku pacjentka. Ewa jak zwykle wyrecytowała go z pamięci. Podaję jego początek 461013 - może się to komuś jutro przyda. Przy okazji badania Pani Doktor stwierdziła przykurcz prawej ręki i pokazała sposób jak z nim walczyć.

wtorek, 8 października 2013

Dwa czy jedno przykazanie miłości?

Na wczorajszym kręgu biblijnym rozważaliśmy dwa przykazania miłości: Będziesz miłował Pana Boga twego, a bliźniego twego jak siebie samego wg. Ewangelii Świętego Łukasza (Łk 10, 25-37). 

"Chrześcijaństwo jest religią miłości. Chrześcijaństwo jest religią braterstwa, takiego braterstwa, którego życiowy i programowy wzór znajduje się w przypowieści o Samarytaninie (Lk 10, 30-37), a egzystencjalny i najkonkretniejszy wyraz w poleceniu Jezusa: <<Idź, i ty czyń podobnie>>.
Bóg, który sam jest Miłością, z miłości posłał na świat swojego Jedynego Syna, aby cierpiał, umarł i zmartwychwstał dla nas. Odpowiedź człowieka na ten niewypowiedziany plan, którego protagonistą (głównym aktorem , bohaterem) jest Bóg, wyryta została w przykazaniu (miłości), na którym opiera się doskonałość całego prawa". (Jan Paweł II Anioł Pański 17.03.1985). 

Papież Benedykt XVI w Encyklice "Deus caritas est", 15 odpowiadając na pytanie Jezusa (Łk 10, 36) "Któryż z tych trzech okazał się… bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?" - stwierdza :
     Przypowieść o dobrym Samarytaninie prowadzi przede wszystkim do dwóch ważnych wyjaśnień. Podczas, gdy pojęcie „bliźniego” odnosiło się, aż do ówczesnego czasu, zasadniczo do rodaków i cudzoziemców, którzy osiedlili się na ziemi Izraela, czyli do solidarnej wspólnoty danego kraju i danego ludu, teraz to ograniczenie zostaje zniesione. Ktokolwiek mnie potrzebuje, a ja mogę mu pomóc, jest moim bliźnim.
Pojęcie bliźniego zyskuje wymiar uniwersalny, a jednak pozostaje konkretne. Pomimo rozszerzenia go na wszystkich ludzi, nie ogranicza się ono do wyrażenia miłości ogólnej i abstrakcyjnej, która sama w sobie nie zobowiązuje, ale takiej, która wymaga mojego praktycznego zaangażowania tu i teraz. Zadaniem Kościoła pozostaje interpretowanie wciąż na nowo, z perspektywy praktyki życia jego członków, związku między tym, co dalekie, a tym, co bliskie.
Należy tu w końcu przypomnieć w szczególny sposób wielką przypowieść o Sądzie Ostatecznym (por. Mt 25, 31-46), w której miłość staje się kryterium oceny decydującym ostatecznie o wartości lub bezwartościowości ludzkiego życia. Jezus identyfikuje się z potrzebującymi: głodnymi, spragnionymi, obcymi, nagimi, chorymi, więźniami. „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili” (Mt 25, 40). Miłość Boga i miłość bliźniego łączą się w jedno.

a kończąc cz 1 Encykliki Papież Benedykt XVI pisze:

"Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem. Oby- dwie te miłości jednak czerpią życie z miłości pochodzącej od Boga, który pierwszy nas umiłował. Tak więc nie chodzi tu już o « przykazanie » z zewnątrz, które narzuca nam coś niemożliwego, lecz o doświadczenie miłości darowanej z wewnątrz, i tą miłością, zgodnie ze swoją naturą, należy się dzielić z innymi. Miłość wzrasta poprzez miłość. Miłość jest « Boska », ponieważ pochodzi od Boga i łączy nas z Bogiem, a ten jednoczący proces przekształca nas w « My », które przezwycięża nasze podziały i sprawia, że stajemy się jednym, tak że ostatecznie Bóg jest « wszystkim we wszystkich » (por. 1 Kor 15, 28)".

Materiały pomocnicze przygotowane na spotkanie kręgu biblijnego:

Stary Testament:
Pwt 6, 5  Będziesz miłował2 Pana, Boga twojego, z całego swego serca, z całej duszy swojej, ze wszystkich swych sił.
dopisek: Pwt 6, 5 - Miłość Boża obejmuje bojaźń Bożą, kult i zachowanie przykazań. Całe to Prawo jest prawem moralnym, nie zaś zbiorem przepisów zewnętrznych. Tak też rozumiał je Chrystus (Mt 22,37) i św. Paweł (Rz 13,8n).

Kpł 19, 18  Nie będziesz szukał pomsty, nie będziesz żywił urazy do synów twego ludu, ale będziesz miłował bliźniego jak siebie samego. Ja jestem Pan!1 
dopisek: Kpł 19, 18 - Por. Mt 5,43; Mt 19,19; Mt 22,39; Mk 12,31; Łk 10,27; Rz 13,9; Ga 5,14; Jk 2,8. "Bliźni" oznacza tu Izraelitę. Chrystus Pan rozszerzył to przykazanie na wszystkich ludzi (por. Łk 10,25-37).

Nowy testament: 
ŁUKASZ
Rozpatrywany fragment dzisiejszej Ewangelii Łk 10, 25-29 i 30-37
Łk 10, 27 On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego8
dopisek: Łk 10, 25-29 - Por. Mt 22,35-40; Mk 12,28-34.
Łk 10, 27 - Pwt 6,5; Kpł 19,18.
Łk 10, 28 - Kpł 18,5.

MATEUSZ
Mt 22, 35-40 a jeden z nich, uczony w Prawie, zapytał Go, wystawiając Go na próbę: 36 «Nauczycielu, które przykazanie w Prawie jest największe?»8 37 On mu odpowiedział: «Będziesz miłował Pana Boga swego całym swoim sercem, całą swoją duszą i całym swoim umysłem9. 38 To jest największe i pierwsze przykazanie. 39 Drugie podobne jest do niego: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego10. 40 Na tych dwóch przykazaniach opiera się całe Prawo i Prorocy». 
dopiski:
Mt 22, 34-40 - Por. Mk 12,28-34.
Mt 22, 36 - Przykazania - w liczbie 613 - rabini dzielili zgodnie na wielkie i małe. Różne były jednak ich opinie, gdy chodziło o kolejność hierarchiczna nakazów w ramach wielkich przykazań.
Mt 22, 37.39 - Pwt 6,5; Kpł 19,18.

MAREK
Największe przykazanie8
Mk 12, 28-34  Zbliżył się także jeden z uczonych w Piśmie, który im się przysłuchiwał, gdy rozprawiali ze sobą. Widząc, że Jezus dobrze im odpowiedział, zapytał Go: «Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?» 29 Jezus odpowiedział: «Pierwsze jest9: Słuchaj, Izraelu, Pan Bóg nasz, Pan jest jeden. 30 Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą. 31 Drugie jest to: Będziesz miłował swego bliźniego jak siebie samego. Nie ma innego przykazania większego od tych». 32 Rzekł Mu uczony w Piśmie: «Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. 33 Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary». 34 Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: «Niedaleko jesteś od królestwa Bożego». I nikt już nie odważył się więcej Go pytać. dopiski: Mk 12, 28-34 - Por. Mt 22,34-40 z przypisem; Łk 10,25-28.
Mk 12, 29 - Pwt 6,4n; Kpł 19,18.


Pieśń 
refren: Przykazanie nowe daję wam, byście się wzajemnie miłowali.
Czy na pewno nowe ???
I tak i nie
Tak,  gdyż stare brzmiące podobnie zostało wypaczone, bowiem  z czasem  za bliźniego uważano tylko wyznawcę religii mojżeszowej rozdzielając miłość Boga od miłości bliźniego.

W dalszej części podam garść cytatów z prywatnych objawień Marii Valtorty  z Poematu Boga - Człowieka księga 4 cz.4 rozdz.136 "Jezus mówi do Apostołów o miłości" 30.05.1946. Ojciec Święty Pius XII 26.02.1948 roku powiedział: "Opublikujcie to dzieło takie jakie jest. Nie ma potrzeby wydawać opinii o jego pochodzeniu. Kto przeczyta, ten zrozumie" Kardynał Gagnon wydał 31.10.1987 roku oświadczenie: "Sąd wydany przez Ojca świętego w roku 1948 stanowił oficjalne imprimatur nadane w obecności świadków"

"Chciano poprawić to, co było doskonałe".
... "Jaką wartość może mieć w oczach Bożych popisywanie się jakimś kultem, kiedy potem, we wnętrzu, serce nie kocha Boga, nie unicestwia się w pełnej szacunku miłości do Boga , nie uwielbia Go i nie podziwia, miłując to, co On stworzył, poczynając od człowieka - arcydzieła ziemskiego Dzieła Stworzenia"
... "Bóg na Synaju nakazał w jednym poleceniu miłość Boga Najświętszego oraz bliźniego, to jest jasne, że nie ma dwóch przykazań, które można praktykować niezależnie jedno od drugiego. One stanowią jedno przykazanie".
... "Wy właśnie formujecie się w miłości bliźniego, która jest drugą częścią fundamentalnego przykazania Prawa Bożego...Liczne przykazania, drobiazgowe {przepisy}, które nastąpiły po Prawie Synajskim, prostym i pełnym w swej skrótowości, wypaczyły pierwszą część fundamentalnego przykazania. Zmieniły je w zbiór rytów zewnętrznych, którym brak mocy, wartości prawdy. Są to więc tylko zewnętrzne formy kultu, którym brak aktywnego udziału wnętrza poprzez wypełnianie dzieła, przez pokonywanie pokusy"
... " Bóg jest złączony z Miłością" Ona jest duchem Jego Ducha, prawdziwiej i głębiej niż u dwojga małżonków, którzy mocno się kochają. Bóg jest Miłością,  (jak głosi napis widniejący na naszym domu - mój dopisek, patrz zdjęcie). Tylko Miłość najbardziej ukazuje i wyjaśnia, kim jest Bóg. Pośród wszystkich Jego przymiotów ona jest cechą dominującą i przymiotem źródłowym. Wszystkie inne przymioty Boga rodzą się z miłości .... Czymże Miłosierdzie, jeśli nie miłością przebaczającą, Czym Sprawiedliwość, jeśli nie miłością zarządzającą?"
... "czy możecie jeszcze myśleć, że ten, kto nie posiada miłości, ma Boga?
Nie ma Go.
Czy jeszcze możecie myśleć, że można przyjąć Boga nie przyjmując Miłości?
Miłość jest jedna. Obejmuje Stwórcę i stworzenia. Nie można posiadać jej jednej połowy - dawanej Stwórcy - ale nie posiadać drugiej połowy  okazywanej bliźniemu. Bóg jest w stworzeniach przez Swój niezatarty znak - ze swoimi prawami Ojca, Małżonka, Króla. Dusza jest jego tronem, ciało - świątynią. Kto więc nie miłuje swego brata i gardzi nim, ten gardzi, zasmuca (Boga), nie zna Pana domu swego brata, jego Króla, Ojca, Małżonka. To naturalne, że ten Wielki Byt - będący Wszystkim i obecny w bracie, we wszystkich braciach  - uzna za Swoją obrazę, znieważenie istoty mniejszej, mającej udział we Wszystkim, czyli pojedynczego człowieka.

... " Po końcu świata nie będzie żyła żadna inna cnota jak tylko Miłość, czyli Jedność ze Stwórcą każdego stworzenia, które żyło sprawiedliwie. nie będzie licznych Niebios : jednego dla Izraelitów, jednego dla chrześcijan, jednego dla katolików, jednego dla pogan, jednego dla bałwochwalców. Tak samo będzie jedna nagroda : Bóg Stwórca, zjednoczy się ze swoimi dziećmi, które żyły sprawiedliwie. W nich dzięki pięknu duchów i ciał świętych, będzie On podziwiał samego Siebie, ciesząc się jak Ojciec i Bóg. Będzie jeden Pan. Nie będzie jednego Pana dla Izraela, jednego dla katolicyzmu, jednego dla każdej innej religii''

... "<<Najbiedniejszy z ludzi może być najbogatszy i wyświadczyć dobro bezgranicznej ilości braci, jeśli potrafi kochać aż do złożenia ofiary... możecie zawsze czynić dobro.
Jak?
Modląc się i cierpiąc za braci .
Komu należy świadczyć dobro?
Wszystkim!
W jaki sposób?
Na tysiące najprzeróżniejszych sposobów. Jeśli bowiem będziecie kochać, wtedy będziecie umieć jak Bóg działać, nauczać, przebaczać, zarządzać i zbawiać jak Człowiek - Bóg.>>
<<O, Panie daj nam taką miłość!>>
<<Bóg wam ją daje , bo On daje wam Siebie. Ale powinniście ją przyjąć i praktykować coraz doskonalej. Nic nie może w was być oddzielone od Miłości. To, co dotyczy materii i ducha. Wszystko czyńcie z miłością i dla Miłości. Poświęćcie wasze czyny , wasze dni, dorzućcie soli do waszych modlitw, światła - do waszych czynów. Światłem, smakiem, uświęceniem jest Miłość. Bez niej ryty są bez wartości, modlitwy - próżne, a ofiary - fałszywe. Zaprawdę powiadam wam, że uśmiech , którym ubogi was pozdrawia jako braci, ma więcej wartości niż worek monet. Ten bowiem ktoś może rzucić wam do stóp jedynie po to, żebyście go zauważyli. Umiejcie kochać, a Bo będzie z wami zawsze.>>
<<Naucz nas kochać w taki sposób, Panie.>>
<<Już od 2 lat was tego uczę ... Czyńcie to co widzicie, że Ja czynię , a będziecie w Miłości i Miłość będzie w was. Będzie na was pieczęć, namaszczenie, korona, która sprawi, że rozpoznają w was sługi Boga-Miłości...>>.

tyle Maria Valtorta  Poemat Boga - Człowieka księga 4 cz.4 rozdz.136 "Jezus mówi do Apostołów o miłości" 30.05.1946

Dwa przykazania natury: 
1. Co nie chcesz aby ci inny czynił, tego nikomu nie czyń
2. Wszystko co chcecie, aby wam ludzie czynili, to wy im też czyńcie.

Postanowienie końcowe: Nie czyń drugiemu, co tobie nie miło.


sobota, 5 października 2013

Pojednanie 2

Na dzwonie Pojednanie są dwie pary rąk splecionych kapłańską stułą. Dzisiaj kiedy Kościół wspomina Świętą Siostrę Faustynę Kowalską stanęliśmy z Ewą przy metalowej poręczy Pomnika Bożego Miłosierdzia w miejscu, gdzie pewno już po naszej śmierci klęknie jej świetlista postać, by się razem pomodlić za Jej wstawiennictwem słowami Koronki szczególnie za te osoby, które reprezentują płaskorzeźby na dzwonie mówiąc słowa wygrawerowane na okręgu ceglanych schodów:
JEZU UFAM TOBIE!


 Kiedy Ktoś w mojej obecności o patronce dnia dzisiejszego Świętej Siostrze Faustynie Kowalskiej mówi zdrobniale "Faustynka" nie burzę się tak jak inni dorośli.  Przychodzi mi bowiem na myśl moja zmarła przed laty śp Mama. Ona też przed siedemdziesięciu laty opowiadając - czytając mi życiorys swojej ulubionej Świętej  Teresy od Dzieciątka Jezus zawsze mówiła Tereska to ..., a Tereska tamto ... I wiecie to wtedy do mnie trafiało. Po tych dziecięcych - smarkatych latach pozostała gdzieś w rodzinie po Mamie niewielkich rozmiarów  książeczka z wizerunkiem Świętej Teresy na twardej okładce. Z chęcią zajrzałbym po latach do tej rodzinnej pamiątki.

Misje Święte w Przeźmierowie - sakrament chorych

Będąc w kościele, w ubiegły czwartek, w Przeźmierowie na odnowieniu przysięgi małżeńskiej, usłyszeliśmy w misyjnych ogłoszeniach, że w sobotę 28 września będzie specjalna Msza Święta dla chorych, na której udzielany zostanie Sakrament Chorych. Jako że dla działania Boga nie ma granic administracyjnych postanowiliśmy oboje skorzystać z nadarzającej się okazji. Tym razem deszcz nie padał, za to Ewa była słaba, powiedział bym lejąca na tyle, że nie mogłem Jej wydostać z samochodu na wózek. Ona słaba i ja słaby, po nie przespanej nocy. Między trzecią a czwartą w nocy przyszło mi zmienić bieliznę pościelową i urządzić pranie. Całe szczęście, że mam pralkę automatyczną i jej obsługa nie stanowi już dla mnie większego problemu. Całe życie pranie, suszenie, prasowanie było wyłączną domeną Ewy, tak, że teraz gdy przestała się poruszać musiałem się i tego, podobnie jak zastrzyków nauczyć. Potem nie mogąc spać siadłem do komputera, co miało tę zaletę, że nie śpiąc mogłem reagować na każde poruszenie Ewy. I całe szczęście Jej organizm zareagował powtórnie na zjedzoną poprzedniego dnia z wielkim apetytem postną kolację, złożoną ze smażonki  z maślaków okraszonych łyżką smalcu. Maślaki które zerwałem na terenie przykościelnym po piątkowej Adoracji Najświętszego Sakramentu z pewnością nie były trujące. Ale jak się przekonałem jakieś szataństwo przewracało Ją, jak to się mówi, na drugą stronę nie chcąc dopuścić do przyjęcia przez Nią sakramentu. Nie zrażony niczym po wykąpaniu Ewy położyłem Ją z powrotem do łóżka, a sam wziąłem się za robienie śniadania i szykowanie wszystkiego do wyjazdu. Obudzoną o 7:00 Ewę ubrałem ciepło i nim posadziłem do śniadania sytuacja z nocy powtórzyła się. O, to już nie przelewki, pomyślałem sobie. Leci z Niej górą i dołem. Całe szczęście, że jeszcze w łazience po gotowej rannej toalecie. Robię co trzeba i po pół godzinie sadzam przebraną Ewę do śniadania. Wypróżniona do 8:30 zjadła jeszcze z apetytem porcję kolorowego makaronu - owoce morza - prezent od Synowej ugotowany na mleku.  A więc udało się - zdążyliśmy.
Na parkingu przed kościołem zajmuję zdaje się że ostatnie miejsce. Wąsko. Wózek inwalidzki wciskam z minimalnym prześwitem między dwa samochody. Osłabiona przeżyciami Ewa nie potrafi przesunąć w żadną stronę swoich nóg. Wąsko, nie mogę sobie dać rady. Ostatecznie pupa ląduje na krawędzi wózka. Wyciągam ją z pomiędzy dwóch samochodów na otwartą przestrzeń w pozycji na wpół leżącej. Całe szczęście że świeci słoneczko. Ostatni chorzy wchodzą do kościoła. Nie ma mi kto pomóc poddźwignąć i usadzić Ewę na wózku. A tu kościół pełen ludzi. Na Mszę Świętą przyszli dużo wcześniej. Wiadomo starzy schorowani ludzie, a ja stoję bezradny przy osuwającej się na ziemię z wózka Ewie. Takiej beznadziejnej sytuacji jeszcze nie przeżyłem. Czekam jak na zmiłowanie Boskie, a ona cierpnie. Sam w żaden sposób nie dam rady. W końcu jakaś starsza kobieta podchodzi do mnie i pyta czy w czyś pomóc. Tak! Proszę razem ze mną usadzić żonę na wózku. Niepozorna z postury Pani chwyta Ewę pod jedno ramię, ja pod drugie i dźwigamy bezwładne lejące się ciało. Do kościoła wjeżdżam zgrzany bocznym wejściem wraz ze dzwonkiem. Jadę od razu do przodu, do pierwszej ławki. Do Mszy Świętej wychodzą dwaj celebransi filipini.
Uf, mimo przeszkód zdążyliśmy.
Co, kto jeszcze przeszkodzi nam, by Ewa przyjęła dzisiaj pewno po raz ostatni w życiu Sakrament Uzdrowienia Chorych?

Kazanie głosi ten sam kapłan co we czwartek. Oto główne jego myśli, które udało mi się odtworzyć po tygodniu z notatek: 
Cała historia człowieka zawiera się w cierpieniu. Człowiek rodzi się w bólach, w cierpieniu i umiera w cierpieniu. Z pokorą musimy stwierdzić, że każdy musi umrzeć. 

Częstokroć pytamy: dlaczego cierpienie? dlaczego cierpienie niewinnych? Ludzie często łączą cierpienie z karą za grzechy . To nie tak! Bóg się nie mści, nie chce też niszczyć naszego szczęścia. Skąd zatem pochodzi cierpienie, jak nie od Boga, który wszystko stworzył. 

Ludzie sami sobie stwarzają cierpienie. Zauważcie wybierając grzech sami sobie i innym zadajemy cierpienie. Bóg nie chce naszego grzechu. Bóg stworzył nas do szczęścia.
A Oświęcim?
Gdzie wtedy był wszechmocny Bóg? 

Pytamy czy ludzie to jeszcze ludzie? Jak spotykacie taką huctwę, to nie pytajcie  o ludzi. Nie jest ona wolą Pana Boga. Sami źli niszczą życie innych. Wydawało by się, że ludzkie cierpienie jest niepotrzebne. Sam go sobie nie zadałem, a jednak cierpię.

Dlaczego to właśnie ja mam całe życie cierpieć, słyszy się zewsząd? Na takie pytanie nie ma odpowiedzi. Można tylko patrząc na krzyż pytać za co Jezus cierpiał? On Bóg - niewinny, a jednak cierpiał.

W Jego odrzuceniu, męce i  śmierci jest nasze życie. Zbawienie nasze na krzyżu się dokonało.
Ten świat istnieje, tylko dlatego, że są tacy co się modlą i cierpią.

Świat potrzebuje różańca i pokuty mówi Matka Boża. Kto trzyma się różańca jak nie wy chorzy. 
Jeżeli potrafimy nasze cierpienie ofiarować Bogu, jeżeli potrafimy stanąć u stóp Chrystusowego Krzyża i powtarzać: Niech się dzieje wola Twoja.

Jan Paweł II wszędzie mówił: wyjesteście skarbem skarbem w Kościele. Ludzie dla których wymyślono eutanazję. Jeżeli potrafimy składać nasze cierpienie Jezusowi na Krzyż stajemy się Jemu podobni. 

Dla Boga jesteś bardzo ważny. Chcemy was (my misjonarze) przytulić dzisiaj do Serca Jezusa. Nie istotne, że sam siebie nie rozumiesz. Oto wielka tajemnica wiary takie słowa padają podczas Mszy Świętej  postaw proszę między nimi, a swoim cierpieniem znak równości.

Bo trzeba głębokiej wiary, by zaakceptować nie tylko własne, ale i bliźnich swoich cierpienie i być szczęśliwym w chorobie.
Chwytaj się człowieku różańca i wierz, że Bóg cię kocha. Wołajmy zatem: Panie zaradź memu niedowiarstwu. 

Sakramentu Namaszczenia Chorych udzielił nam obu ksiądz Proboszcz Tomasz Szukalski.

czwartek, 3 października 2013

Misje Święte w Przeźmierowie - przysięga małżeńska

W trzecim tygodniu września, kiedy u nas w parafii mieliśmy rekolekcje z okazji 16 lecia poświęcenia (konsekracji) naszego kościoła parafialnego, w sąsiedniej parafii pw. Świętego Antoniego Padewskiego w Przeźmierowie odbyły się Misje Święte.

Tak się złożyło, że w czwartek 26 września, kiedy to nasi parafianie z Księdzem Proboszczem w ramach rekolekcji pojechali na całodzienną pielgrzymkę do Lichenia,  my wybraliśmy się na Mszę Świętą do naszej starej parafii, do Przeźmierowa. 

Na pieszą, 2 km pielgrzymkę w deszczu z Ewą na wózku nie miałem sił (do pokonania jest dodatkowo wiadukt nad dwupasmową starą trasą A-2 w kierunku Świecka), dlatego też pojechaliśmy samochodem. 
Jak zawsze mam kłopot z usadzeniem Ewy na siedzeniu pasażera. Wymaga to sporo siły fizycznej z mojej strony zwłaszcza rano, kiedy to Ewa nie jest "rozruszana". Z uwagi na deszcz pewno bym zrezygnował z wyjazdu, ale w internecie wyczytałem, że tego dnia Msza Święta będzie nie o 8:00, a o 9:00 i do tego połączona będzie z odnowieniem przysięgi małżeńskiej.

Nie mówiąc nic Ewie o tym chciałem jej zrobić niespodziankę. I wyobraźcie sobie, że się udało. Homilia wygłoszona przez misjonarza na temat małżeństwa, a potem indywidualne odnowienie przysięgi przez każdą z par małżeńskich szalenie uradowały Ewę. 

Do końca dnia była wyjątkowo radosna, a niebiański uśmiech gościł przez cały dzień na jej twarzy. Ciepło i uścisk Jej dłoni, w chwili gdy po 46 latach kapłan przewiązywał nasze ręce stułą czuję do tej chwili. Podobnie jak my, do trójki celebrujących tego dnia Mszę Świętą kapłanów podchodziły pozostałe pary małżeńskie. To nic, że Ewę musiałem podepchnąć, nie podeszła jak przed laty ze swej nieprzymuszonej woli. Za to słowa " nie opuszczę Cię aż do śmierci" nabrały w moich ustach szczególnie realnego wyrazu.