poniedziałek, 31 marca 2014

Bierzmowanie

Nie wygłoszone świadectwo na poniedziałkowym spotkaniu Wspólnoty Rodzin Serca Miłości Ukrzyżowanej: 

To do mnie była ta niedzielna mowa bym był radosny. Ewa za życia, gdy jeszcze mówiła, często mi powtarzała, zwłaszcza będąc w kościele, gdzie mi się to często przytrafiało "nie marszcz czoła". I nie o zmarszczki na czole jej chodziło, a o dziwny smutek jaki często gościł na mojej twarzy. 

Doskonale rozumiała, że coś mnie trapi, męczy i chcąc rozładować sytuację delikatnie i subtelnie wspominała o zmarszczkach na czole. Wiedząc, że nie Ona była przyczyną mego smutku, dlatego tym bardziej pragnęła mi ulżyć. 

 Jak to nie był kościół mówiłem: "Daj mi to przeżyć samemu." Nie nalegała. Potrafiła mnie zrozumieć w takich chwilach mówiąc: "powierzmy tę sprawę Bogu". Dobrze było, jak potrafiłem złożyć gorycz smutku Jemu na ołtarzu 


i prosić Ojca Przedwiecznego, aby raczył oprócz Ciała i Krwi Jego Syna przyjąć także moją gorycz. Gorzej jak nie potrafiłem się zdobyć by zło i grzechy innych pomieszane z moimi dołożyć Panu Bogu. Próbowałem się wtedy rozgrzeszać i tłumaczyć, że to niby nie chcę Bogu dokładać kłopotów, bo ma tyle swoich na głowie. Śmieszne, no nie!


W swojej fałszywej skromności wmawiałem sobie że chcę Mu pomóc. Dawał mi wtedy znak, że sam nic nie zdziałam, że zło innych rozlewa się na mnie i że jak Mu go natychmiast nie powierzę, w końcu i mnie zaleje.  


† Ciesz się i raduj, gdy cię krzywdzą i otaczaj miłością krzywdzicieli twoich, bo w ten sposób uwolnisz ich od zła, jakie niszczy ich dusze. Ciesz się, że zło, jakie z nich wypłynęło na ciebie, unicestwisz w Miłości, którą cię napełniam. Ciesz się, że tobie było dane pochłonąć zło i przemienić w miłość, bo gdyby dotknęło kogoś innego, mogłoby go zniszczyć i rozplenić się jeszcze bardziej.
Nie chowaj się przed złem, ale idź mu naprzeciw wypełniony ogniem Miłości, który spali wszystko, co nie pochodzi ode Mnie. Idź i czyń, jak Ja czyniłem!
To przecież Ja idę w tobie i Ja przemieniam tych, których stawiam na twej drodze.
Potrzebne Mi są dusze – pochodnie, by zapalić święty ogień Miłości na tej ziemi. By pochłonął ciemność. By nadszedł już dzień jasny jak słońce.
Czuwajcie, bo czas jest bliski i zorza poranna już świta, choć siły ciemności spiętrzają swe fale. Czuwajcie, by was nie dosięgły, gdy będą przelewać się przez świat.

wg: Alicja “ŚWIADECTWO” Cz. V Niedz. 28.08.1988, godz. 0.50

niedziela, 30 marca 2014

Odwiedziny

Niedziela, Dzień Pański, 30 marzec 2014 roku godz. 12:35. 
Tyle co wróciłem do domu z cmentarza i siadłem do komputera.
      Wysadź mnie na przystanku przy Inter-Motelu poprosiłem kilkanaście minut wcześniej brata, gdy po odwiedzinach na grobie Ewy wracał samochodem z bratową do domu. Przechodzę przez przejście podziemne i skręcam w ul. Przemysława. 
       Dzień dobry.  
       Dzień dobry odpowiadam radośnie młodemu człowiekowi wychodzącemu spod dwójki. Z naprzeciwka od strony sklepu, zbliża się do mnie idąca chodnikiem grupa młodzieży. Gdy mnie mijają w ręku jednej z osób zauważam znane mi zaproszenie oraz coś co wyglądało na rejestr - kartotekę, w której młoda dziewczyna coś notowała. Minęliśmy się. Gdy odwróciłem się i nieco cofnąłem młodzi ludzie i jedna starsza pani z panem rozdzieliwszy się na pięć oddzielnych par weszli w ulicę Wiosenną stając po prawej i lewej stronie przy wejściach na kolejne posesje. A więc przedświąteczne odwiedziny.   

Rada pierwsza 
Dbaj o jakość swojego udziału we Mszy Świętej. Chodzisz do kościoła. Pamiętaj robi się ciepło, wokół świątyni krąży nieprzyjaciel, szatan jak lew ryczący, szukając, kogo by pożreć (1 P 5,8) . I porywa tych co stoją na zewnątrz, tych co do wnętrza kościoła nie wchodzą. Pionier Świadków Jehowy patrzy i podsłuchuje kogo pociągną jego półsłówka o podłości księży? Nie daj się z niewinnej ciekawości zaciągnąć do Sali Królestwa.  

Rada druga
Trzymaj się wspólnoty Kościoła. Kościół proponuje różne formy zaangażowania. Jutro w poniedziałek na plebanii o 19:30 drugie spotkanie Wspólnoty Rodzin Miłości Ukrzyżowanej. Przyjdź za głosem już za miesiąc świętego Jana Pawła II, który podczas Światowego Spotkania Ruchów Katolickich na Placu Świętego Piotra 30.05.1998 roku tak mówił:
"W Duchu Świętym Kościół opatrznościowo dokonał ponownego odkrycia wymiaru charyzmatycznego - jako swojego elementu konstytutywnego... Aspekt instytucjonalny i charyzmatyczny są niejako współistotne dla tworzenia Kościoła i wnoszą wkład - choć na różne sposoby - w jego życie, w dzieło jego odnowy i uświęcenia Ludu Bożego."  

Rada trzecia
Czytając Pismo Święte, trzymaj się nauki Kościoła. Myślę w tej chwili o nauce zawartej w Katechiźmie Kościoła Katolickiego. Przytoczę jedno zdanie: "Jaka relacja istnieje między Pismem Świętym, Tradycją i Urzędem Nauczycielskim? - Zespalają się one tak ściśle ze sobą , że jedno bez pozostałych nie może istnieć. Wszystkie razem, każde na swój sposób, pod wpływem działania Ducha Świętego, skutecznie przyczyniają się do zbawienia ludzi.

Rada czwarta
Nie wpuszczaj obcych do swego domu, a gdy z takiego czy innego powodu już wpuścisz, nie łudź się, że zaciekawi się choć jedną z twoich 1500 książek religijnych nawet jak ją o to poprosisz. Przeciwnie mając okazję, będzie ci wciskała swoje wydawnictwa. W instrukcji dla pioniera czytamy: Pionier ma obowiązek rozprowadzać literaturę własną. Pionierowi nie wolno przyjmować religijnej literatury od swojego rozmówcy (postępowałby nierozważnie przyjmując literaturę , która ma na celu zwodzić; traciłby cenny czas na czytanie tego). Nie wolno mu wysłuchiwać uwag krytycznych pod adresem Organizacji. Wrogowie mogą rozpowszechniać kłamstwa o Światkach Jehowy. Lojalny brat czy też siostra powinni natychmiast zmienić temat rozmowy.

Rada piąta
Nie wdawaj się ze Świadkami Jehowy w dyskusje o Biblii. Moje indywidualne rozmowy z nimi - mimo że zaczynały się kulturalnie i zapowiadały się niby dobrze - ostatecznie ukazywały zupełną niemożliwość dialogu. Kierunek przekazywania "prawdy" może być tylko jeden: od Światka Jehowy do mnie. "Wentyl" jest szczelny i żadnej informacji ode mnie w kierunku Świadka Jehowy nie przepuści.
Pamiętaj Jerzy! Nic dobrego dla Ciebie z tego nie wyniknie. Nie wdawaj się w dyskusję o Biblii z tym rodzajem ludzi, przed jakimi przestrzega Św. Jan Ewangelista (1 J 2,18-19) "Dzieci, jest już ostatnia godzina, i tak jak słyszeliście Antychryst nadchodzi, bo oto teraz właśnie pojawiło się wielu Antychrystów, stąd poznajemy , że już jest ostatnia godzina. Wyszli oni z nas, lecz nie byli z nas; bo gdyby byli naszego ducha, pozostaliby z nami."
Kto od kogo odszedł? Uczciwe szukanie odpowiedzi na to pytanie  - to najprostszy sposób rozeznawania duchów. "Ty natomiast (Jerzy) trwaj w tym czego się nauczyłeś i co ci powierzono,(modlitewnik po prababciach z 1842 roku - 100 lat przed twoim urodzeniem, ukazał się z imprimatur arcybiskupa Dunina), bo wiesz od kogo się nauczyłeś. Od lat bowiem niemowlęcych znasz Pisma Święte, które mogą cię nauczyć mądrości wiodącej ku zbawieniu przez wiarę w Chrystusie  Jezusie". (2Tm 3, 14-15).

Rada szósta 
Strzeż się walki na wersety.
Uświadom sobie Jerzy, że twoje ewentualne zwycięstwo w szermierce na wersety może łatwo ciebie doprowadzić do tego, o co najbardziej diabłu chodzi: żebyś stał się pyszny i wyniosły (choćby z tego powodu żeś zwyciężył. W tym byłaby twoja klęska Jerzy! Diabeł może wykorzystać twoją zarozumiałość i przeskoczyć na ciebie. Wyrwane z całości tekstu Biblii wersety - to broń obosieczna.
A jak już chcesz sobie pogadać, to najpierw się gorąco pomódl, a potem pytaj, pytaj  i jeszcze raz pytaj, nie czekając aż zostaniesz zapytany.

Tyle rady, zaczerpnąłem je z książki o. Ludwika Mycielskiego OSP "Cztery Święte Znaki w spotkaniu ze Świadkami Jehowy" wyd. Święty Paweł; Imprimatur Kuria Metropolitalna Kraków 2006. 

A wszystko zaczęło się od tego zaproszenia, które pozostawiono we czwartek w ubiegłym tygodniu  na moim stole i którego nie kwapiłem się otworzyć, a gdy ponaglany je otwarłem, zostałem słownie zachęcony do udziału w "Pamiątce śmierci Jezusa Chrystusa" w poniedziałek w Wielkim Tygodniu, w dniu 14 kwietnia.  
Świadkowie Jehowy (zaproszenie nie podpisane a ze stopki wynika że drukowane w centrali w Stanach Zjednoczonych) powołują się w nim na wyrwane z kontekstu ostatnie słowa wersetu (Łk 22, 19) z  Ewangelii Św. Łukasza. 
        Gdy rozmówczyni przeczytałem całość Łukaszowej Ewangelii (Lk 22 19-20) o ustanowieniu przez Jezusa w Wielki Czwartek Sakramentu Eucharystii i Sakramentu Kapłaństwa powiedziałem krótko: Jezus powiedział TO  JEST  CIAŁO  MOJE,  TO JEST KREW MOJA  i to nie jest jakaś tam pamiątka, agapa, przyjęcie spotkanie rocznica stypy, czy coś  w tym rodzaju. To jest prawdziwe: ŻYWE CIAŁO  i  ŻYWA  KREW naszego Pana Jezusa Chrystusa,  które w czasie każdej Mszy Świętej tylko KAPŁAN  KATOLICKI  w sukcesji po apostołach, a nie starszy brat w wierze w Boga Jahwe, ma prawo przemienić z chleba i wina w CIAŁO i KREW PAŃSKĄ.
        Oj! nadepnąłem tym wywodem szatanowi na ogon, broniąc ustanowienia sakramentu kapłaństwa i sakramentu Eucharystii. Ale powiedzcie sami czy miałem siedzieć cicho? 
Odpowiedź dał mi Św. Augustyn który napisał: "Gdyby nie herezje, katolik by spał. Księgę Biblii co najwyżej podkładałby sobie pod głowę podczas południowej drzemki. Ale oto w spotkaniu z heretykiem się budzi i zaczyna czytać." 
 
PS 1
A teraz spójrz Jerzy na te macoszki i  uśmiechnij się. Śmieję się kochany, wszystko co dręczyło moją duszę złożyłem dzisiaj na ołtarzu z rana, w czasie Mszy Świętej zamówionej przeze mnie za Ewę, by anioły zaniosły moje troski przed tron Pana, a ciemną czeluść otwartych przy niedzieli drzwi "U Jana"   położę jutro na ołtarzu. 

PS 2
Serdeczne dziękuję znanej mi z imienia osobie, która własnoręcznie uplotła ten wieniec leżący w głowie Ewy. To jedyny wieniec, który przetrwał tak długo. Gdy go wczoraj kładłem na tyle co ustawiony przez kamieniarzy grób Ewy, łamałem gałązki świerku by sprawdzić czy są sztuczne czy żywe. A gdy dzisiaj dowiedziałem się kto serce i przypuszczam że i łzy włożył w jego wyplecenie tym bardziej raduje się moja dusza. Kocham Cię Dobra Duszo! Polecam Twoje sprawy Bogu. Masz moją modlitwę. Niech Ci Pan Bóg Błogosławi. 

Skończyłem pisanie tuż przed 21:00 z krótką przerwą na pogawędkę pod pomnikiem. 



    

piątek, 28 marca 2014

Ks. prałat dr Stefan Schudy

Dnia 27 marca 2014 roku zmarł śp. ksiądz prałat dr Stefan Schudy, były duszpasterz akademicki, były proboszcz parafii pw. św. Andrzeja Boboli, parafii pw. św. Rocha, parafii pw. Wniebowzięcia NMP w Poznaniu, były wikariusz biskupi d/s Akcji Katolickiej, były Diecezjalny Duszpasterz Rodzin, były Asystent Rady Ruchów i Stowarzyszeń Katolickich Archidiecezji Poznańskiej, wieloletni wykładowca Teologii Pastoralnej na Wydziale Teologicznym w Poznaniu, Kanonik Honorowy Kapituły Metropolitalnej w Poznaniu. Uroczystości pogrzebowe odbędą się w Poznaniu w parafii pw. św. Rocha:
Wprowadzenie w poniedziałek 31 marca br.- o godz. 17:30 różaniec i Msza św.; Msza św. pogrzebowa zostanie odprawiona we wtorek 1 kwietnia br., o godz. 11.00; Pogrzeb po Mszy św. na cmentarzu przykościelnym. Fotoreportaż z pogrzebu patrz:
http://pojednanie2.blogspot.com/2014/04/ks-praat-dr-stefan-schudy-pogrzeb.html 

13.07.2013 Kościół Przyszpitalny Braci Bonifratrów w Piaskach - Marysinie. Zdjęcie nazwałem: "Ostatnie spojrzenie" - wtedy to po raz ostatni spojrzeliśmy całą trójką sobie w oczy. Ksiądz Prałat opuścił Marysin, a myśmy (Ewa i ja)  zostali do końca lipca na rehabilitacji.

To zdjęcie zrobiłem tydzień wcześniej 06.07.2013 roku i nazwałem je: "Przy Stole". W tym przypadku chodziło o stół eucharystyczny do którego Księdza podpychał ktoś z obsługi szpitala, a ja podpychałem Ewę. Oboje wózkowicze mieszkali na tym samym płatnym piętrze.

Ks. dr Stefan Schudy w przyszpitanym ogrodzie 08.07.2013, tym razem przy zwykłym stole, przy którym pensjonariusze: połowa na wózkach, druga część o kulach i tylko nieliczni chodzący (nie licząc obsługi do której i mnie zaliczano) spożywali wspólną integracyjną kolację.

12.07.2013 Wieczorna Msza Święta  Dwaj kapłani na wózkach inwalidzkich współkoncelebransi z kapłanem sprawującym Przenajświętszą Ofiarę przy ołtarzu w czasie Przeistoczenia. Ewa mówiła mi nazwisko drugiego kapłana, ale go nie zapisałem. Zajmował z Ks. Stefanem ten sam pokój i został zdaje się o tydzień dłużej na rehabilitacji. 

12.07.2013 Główny celebrans udziela Komunii Świętej Ks. prałatowi dr Stefanowi Schudemu.

Innych spotkań i rozmów prowadzonych w szpitalu Braci Bonifratrów i nie tylko ze wzgl. osobistych nie wspominam.
Wieczny odpoczynek racz im dać Panie! Przygarnij i Księdza i Ewę do Swojej Światłości. Amen.

niedziela, 23 marca 2014

Tabliczka do spowiedzi

       Od kilku dni słyszę z ambony o pieniądzach, spadku i rozdziale majątku. Wczorajsza Ewangelia była o synu marnotrawnym. Ks.Piotr Natanek zajmujący się ostatnio zbawieniem dusz, dał wczoraj wskazówki jak dzielić majątek między synów. Ksiądz Proboszcz radził z ambony by rozmawiać, a nie kłócić się. Ks. Andrzej dzisiaj przytoczył bajkę o królu i żebraku z woreczkiem ziaren. Gdy król poprosił o ziarenka, żebrak wybrał najmniejsze i podał królowi, a gdy po powrocie do domu wysypał ziarenka znalazł taką samą ilość jaką miał przed podziałem z tym, że jedno to najmniejsze było ze szczerego złota. Kto z nas królem, a kto żebrakiem?
       Podział spadku po Ewie nie jest sprawą prostą, nawet dla kogoś takiego jak ja, który z racji profesji winien być fachowcem w takich sprawach. Każdy podatek rządzi się odrębnymi prawami. Można się znać na podatkach dochodowych, obrotowych,VAT-cie, akcyzie,  na PIT- ach, podatku gruntowym. Można dwadzieścia trzy lata prowadzić biuro rachunkowo - księgowe, będąc doradcą podatkowym, ale jak się nie zetknęło ze spadkami i darowiznami, to wstyd przyznać, ale nawet we własnej sprawie można mieć wątpliwości.
       Przepisy, jak to ludzkie przepisy po wielokroć poprawiane i dostosowywane do unijnych na pozór wydają się niby proste, choć nawet dla fachowca trudne są do czytania, a w konkretnych przypadkach zdają się być bezradne. 
       W przepisach o spadkach jedno jest jasne: zgłosisz spadek przed upływem pół roku od daty śmierci nie płacisz podatku, nie zgłosisz - płacisz podatek. By jednak zgłosić spadek musisz być spadkobiercą. Nie możesz zgłosić do urzędu skarbowego spadku po zmarłej osobie, jeśli nie masz do niego tytułu prawnego. Takich tytułów do nabycia własności rzeczy lub praw majątkowych polski ustawodawca oprócz dziedziczenia i polecenia testamentowego przewidział czternaście. 
        By jednak przed urzędem skarbowym dokonać zgłoszenia spadku musisz się podeprzeć dokumentem potwierdzającym prawo do jego nabycia. Najczęściej jest to prawomocne orzeczenie sądu, bądź zarejestrowany akt poświadczenia dziedziczenia, niekiedy testament, umowa, ugoda lub też jakiś inny dokument.
         Jeśli sprawa wydawała się na pozór prosta, jak  to miało miejsce w moim przypadku, po jednoznacznym stwierdzeniu przez obu synów: "skoro Mama nie zostawiła testamentu, to wszystko do czego doszliście w trakcie trwania wspólności majątkowej małżeńskiej jest twoje Tato, to i tak potrzebny okazał się co najmniej notarialny akt dziedziczenia. By go jednak sporządzić notariusz wcześniej musiał w formie aktu notarialnego odebrać od każdego potencjalnego spadkobiercy oświadczenie o ustawowym przyjęciu spadku. 
      Na podstawie trzech takich oświadczeń, obu synów i mojego, notariusz sporządził sześcio stronicowy notarialny protokół dziedziczenia. W protokóle tym ujął tylko dwie nieruchomości: połowę działki w Baranowie i połowę działki w Morasku. Pozostałe dwie połowy obu działek są moimi z mocy małżeńskiej wspólności majątkowej. W protokóle dziedziczenia notariusz nie ustosunkował się do dziedziczenia pozostałych składników majątku informując nas tylko, że 1/2 z majątku wspólnego jest moja z mocy małżeńskiej wspólności majątkowej, a pozostała 1/2 po Ewie będzie podlegała podobnie jak nieruchomości podziałowi po 1/3 na każdego z nas.
       Do tego momentu wszystko wydawało się proste i oczywiste. Schody zaczęły się kiedy przyszło wypełnić merytoryczną część zgłoszenia nabytych rzeczy lub praw majątkowych. Już na początku zrodziła się się u mnie wątpliwość czy w zgłoszeniu ujmować wszystkie rzeczy zwolnione z opodatkowania czy też nie. Jeśli chodzi o rzeczy i prawa majątkowe wymienione w tabeli z nazwy, nie sposób ich nie wykazać: dwie działki, samochód i pieniądze. 
       A co z resztą? 
       Reguła jest prosta jak wykażemy i trzy identyczne zgłoszenia oddamy do urzędu skarbowego w terminie otrzymamy zaświadczenie potwierdzające zwolnienie konkretnych składników majątku z opodatkowania. Jak się spóźnimy i nie dotrzymamy 1 miesięcznego terminu każdy z nas zapłaci równy podatek od nabytego spadku.
        Czy od każdej rzeczy i prawa majątkowego zapłacimy podatek?
        Nie zupełnie. 
        Uda się uniknąć płacenia podatku od: "przedmiotów wyposażenia mieszkania, pościeli, odzieży, bielizny oraz narzędzi pracy przeznaczonych do użytku w gospodarstwie domowym". Katalog ten jest jak widać zamknięty i nie da się skromnej, bo skromnej biżuterii osobistej Ewy pod niego podczepić. W 2000 roku mieliśmy włamanie i wszystko co się dało spieniężyć łącznie z obrączkami ślubnymi zniknęło bezpowrotnie z chałupy. Śledztwo po pół roku umorzono.
        Podobnie będzie z materiałami bibliotecznymi, nie ujęte na czas w zgłoszeniu, muszą zostać ujęte w zeznaniu, ale zostaną zwolnione z podatku tylko w przypadku gdy "spadkodawca zajmował się twórczością lub działalnością naukową, oświatową, artystyczną, literacką lub publicystyczną". Tak więc nuty, którymi posługiwała się mama jeśli nie uzna się ich za wyposażenie mieszkania powiększą masę spadkową, od której jeśli nie zostaną ujęte w zgłoszeniu przyjdzie nam zapłacić podatek. Śmieszne prawda! Czas przystąpić do "spowiedzi" przed fiskusem z całego życia w małżeństwie. Oddać cesarzowi co cesarskie a Bogu co boskie.  



Ewenementem wśród darów jakie otrzymał Papież Polak na skalę światową stanowi mała drewniana tabliczka, podarowana papieżowi Janowi Pawłowi II podczas jego apostolskiej podróży do Japonii. W wojnie rosyjsko-japońskiej w latach 1904-1905 brali udział również żołnierze pochodzący z będącej pod rosyjskim zaborem Polski. – Wzięci do niewoli chcieli się spowiadać. W japońskim więzieniu nie było jednak polskiego księdza – opowiada s. Remigia. Poproszono zatem francuskiego kapłana ks. Maxime’a Puissant’a, żeby przychodził do obozu. Ponieważ jednak nie znał języka polskiego, przygotowano mu specjalną tabliczkę, na której wypisane zostały pytania do penitenta. – Polacy pokazywali palcem, z którego przykazania chcą wyznać grzechy – wyjaśnia sercanka.
Księdzu towarzyszył mały japoński chłopiec Paul Manji Jim. – Był urzeczony wiarą Polaków. Do tego stopnia, że przez wiele lat przechowywał tę tabliczkę jako relikwię – opowiada s. Remigia. Kiedy miał 97 lat, Ojciec Święty przyjechał do Nagasaki. Tam też 25 lutego 1981 r. Paul przekazał Janowi Pawłowi II ten jedyny w swoim rodzaju dar.  za:
http://www.idziemy.com.pl/kosciol/niemi-swiadkowie-pontyfikatu/1/

Ciekawe jak z polskim fiskusem rozliczał się z otrzymanych darowizn Papież Polak. Art. 2 ustawy o spadkach i darowiznach stanowi bowiem, że nabycie rzeczy (tabliczki) znajdującej się za granicą (na terenie państwa Watykańskiego) podlega podatkowi, jeżeli w chwili otrzymania darowizny nabywca (czyli Papież) był obywatelem polskim. Z tego co wiem Papież nigdy się nie zrzekł polskiego obywatelstwa, a władze go nie pozbawiły.  Ale zostawmy tę sprawę na boku. Wiem tylko, że w Domu Polskim w Rzymie przy Via Cassia w siedzibie Ośrodka Dokumentacji i Studium Pontyfikatu Jana Pawła II. prowadzono szczegółową ewidencję otrzymanych przez papieża Polaka darów, w typowych oprawionych w czerwoną skórę księgach inwentarzowych przysłanych jeszcze za komuny Papieżowi z Ministerstwa Kultury i Sztuki.

sobota, 22 marca 2014

Jak się czujesz, jak dajesz sobie radę?

        Wczoraj po wyjściu z kościoła zadano mi pytanie : Jak się czujesz, jak dajesz sobie z tym wszystkim radę? 
      Nieomal każdy znajomy zadaje mi takie pytania i to nie tyle z ciekawości, co z troskliwości o moją osobę. Wszystkim im jestem bardzo wdzięczny za zainteresowanie, choćby z takiego powodu, że mam do kogo gębę otworzyć i mogę kilka słów zamienić. Słuchania i czytania mam chwilami serdecznie dosyć i gdyby nie to, że w każdej chwili mogę sobie z Panem Bogiem porozmawiać i przed nim się użalić, byłoby mi bardzo źle. Całe szczęście, że Pan Bóg mimo, że nie odpowiada wprost ludzkimi słowami, nie uchyla się od odpowiedzi i nieomal każdego dnia, posługując się innymi, bądź stwarzając konkretne sytuacje życiowe wyraźnie dialoguje z moją skromną osobą.

       A więc szczerze wam powiem, że
po śmierci Ewy czuję się źle. I szkoda czasu na pocieszanie mnie w stylu, że musi upłynąć ileś tam czasu by przeżyć żałobę i będzie dobrze, bo dobrze nie będzie do końca życia. Co w moim przypadku oznacza "źle się czuć?" Powiem tak: Czuję się podobnie, jak czuła się Maryja po śmierci Jezusa w Wielki Piątek, aż do Niedzieli Zmartwychwstania. Czuła jak każdy z nas po śmierci syna wielki ból. Była na śmierć krzyżową Jezusa przygotowana, razem z Nim współcierpiała. Podobnie i ja byłem dobrze przygotowany na odejście Ewy, co nie oznacza, że nie czuję dzisiaj w sercu pustki i bólu rozstania. Maryja wiedziała, że Jezus Zmartwychwstanie i ja wierzę, że Ewa zmartwychwstanie. Tyle tylko, że Maryja czekała na Zmartwychwstałego Jezusa tylko trzy dni, a ja czekać będę do mojego zmartwychwstania. 

       A jak sobie daję radę?
       Na to pytanie odpowiem reportażem z dzisiejszego ranka. Reportaż adresuję szczególnie do Pań Domu, może się czegoś ode mnie nauczą. 
       Nie zdążyłem dzisiejszego ranka  na 6:30 na ranną Mszę św. do ks. Pallotynów. Mam się 5 min spóźnić, to lepiej zajechać 5 min wcześniej do Zmartwychwstańców. Mam w takim razie 0,5 godz. na zakupy z 3% rabatem  w "Chacie Polskiej" w Krzyżownikach. 
       Wchodząc do sklepu jeszcze nie wiem co kupię. Na pewno coś przecenionego z żywności. Na stoisku z nabiałem zadowalam się drożdżami 100 g paczuszka za 0,45. Mają ważność do jutra. Praktycznie musiały by być dzisiaj zużyte, ale mimo, że nie mam zamiaru nic w Wielkim Poście piec słodkiego - kupuję. Wczoraj piekłem chleb na drożdżach, które miały ważność do 23 stycznia i chleb się udał. Babcia w Bilczewie, gdy przed 60 laty piekła 6 do 8. ogromnych kołaczy mając stare drożdże mawiała: "Byle tylko zaczyn ruszył to i chleby ruszą przy garowaniu, najwyżej poczekam godzinę dłużej z włożeniem ich do pieca". I jak pamiętam zawsze  doskonałe babcine chleby bez żadnych polepszaczy i spulchniaczy piekły się bez zakalca. 
         Masło kostka 250 g za 4,99 to na poznańskim rynku okazja. Mimo, że ważność upływa z końcem marca kupiłem 4 kostki - starczą mi na święta. Przechowam je głęboko mrożone w zamrażarce, w minus 18 stopniach. Przed świętami sprzedawcy podniosą cenę na 6,50 za kostkę,więc po co przepłacać.     
         Z jajkami miałem problem. Kupić jedną paczkę 10 szt za 3,99, czy dwie paczki z ważnością do 9 kwietnia. Dla mnie jedna paczka by wystarczyła, ale przechowane w lodówce na +6 nie powinny się zmarnować, a w razie czego nawet 10 szt gdybym miał wyrzucić ze starości, potrafię zagospodarować w jednym dniu.
        Na stoisku mięsnym zacząłem od drobiu: w porcjach rosołowych w stercie korpusów za 1,99 zł za kg wypatrzyłem (a była 6:30 rano) 4 nóżki i dwa skrzydełka, które jeszcze wczoraj kosztowały po 6-8 zł za kg. Bez większego namysłu kupuję wszystkie 6 porcji za 2,6 złotego. Sztuka za 43 grosze. Gdzie ja znajdę tańszy obiad.
       Dalej w promocji po 12,49 za kg leżały piersi z kurczaka. Cena wydawała mi się na tyle atrakcyjna, że kupiłem 3 podwójne piersi za niecałe 18 zł. Liczę szybko 18:6 porcji = 3 zł za 1 pierś kurczaka, którą mogę jeszcze na płask przekroić i zrobić z jednej piersi po dwa 100 g de volaille, wyjdzie po 1,50 za sztukę. 
       Kolejna okazja: piękny nie za bardzo przerośnięty schab bez kości po 14,99 zł za kg kusi reklamą. Oceniam na oko jego długość. Nieomal długość papieru ksero formatki A-4. Dzielę oczyma leżący kawałek: na pół =2częsci, jeszcze raz na pół = będą 4 części i jeszcze raz każdą część na pół =  dostanę 8 części o grubości 3-4 cm. Taki kawałek da się jeszcze raz podzielić na połowę, a wyjdą 1,5- 1,7 cm grubości plastry. Szesnaście do kwadratu = 256, wyciągam z pamięci kwadraty liczb. Szesnaście kawałków po 1,6 cm grubych daje 26 cm, a więc wszystko się zgadza. 100 gramowa porcja kosztować będzie 1,50 zł, a zatem kupuję. 
       Przesuwam się wzdłuż pustej jeszcze o tej porze lady i mam kolejny dylemat. Piękne 80 cm długości paski żeberek kuszą ceną 9,99 zł za kg. Żal nie kupić. Jeden pasek 8 porcji, każda po 10 cm długości. Dwa paski poproszę. Ile będą kosztowały pytam?  Niecałe 24 złote. Piersi kurczaka po 1,50 za porcję, schab po 1,50 za porcję a żeberka gdyby były też po 1,50 za porcję to 16 porcji kosztowałoby liczę w pamięci: 16 + połowa z 16 = 8 to jest razem 24. Proszę mi wobec tego zapakować te żeberka. 
        Cóż tu jeszcze Pani ma okazyjnego pytam jedyną o tej porze sprzedawczynię - reszta pań wykłada - uzupełnia świeży towar w przeszklonych ladach chłodniczych.  Szynkę bez kości mamy jeszcze okazyjną po 12 zł za kg. To proszę pół mówię do sprzedawczyni. Z całej 7-8 kg szynki Pani odkrawa mi najładniejsze pół kilograma szynki nadające się na bitki lub zrazy zawijane. Z tego kawałka lekko wykroję 6 porcji spekuluję, a więc jedna porcja za 1 polski złoty. Ale ja prosiłem pół szynki, a nie pół kilograma. Z tego co pan mówił wywnioskowałam że prosił pół kilograma, ale zaraz panu dokroję resztę. Gdy zważyła całość okazało się że jest tego nieomal 3,5 kg. Kiedy ja to zjem pomyślałem przez moment, ładując wszystko do wózka. 
        Czy jeszcze sobie pan czegoś życzy. Tak proszę ... nim zdążyłem dokończyć zdanie, pani sama powiedziała "bigosowego" . Powiedziałem tylko, że tak z kilogram, nic nie mówiąc, że ma mi wybrać takie ładniejsze kawałki. Bigosowe było po 6,99. Nie patrzyłem co mi pakuje. Za całość zapłaciłem 8 złotych. 
      Po przyjściu do domu podliczyłem: Kupiłem nieco ponad 11 kg mięsa za który to towar zapłaciłem 116 zł, średnio po 10,34 zł za kilogram. Na jak długo mi to starczy - nie wiem. A co z taką ilością zrobiłem? Zaraz wam to pokażę na zdjęciach i opiszę. Rozpoczynam od umycia każdego kawałka mięsa pod bieżącą wodą i sfotografowania poszczególnych gatunków. Mięso wkładam do jednej z komór zlewozmywaka gdzie odcieka ze zbytecznej wody.


W tm czasie szykuję przyprawy. Biała bryła to zgrupiona skamieniała sól. Od niepamiętnego czasu chyba od 30 lat w piwnicy leży 50 kg worek nieoczyszczonej soli z mikroelementami obecnie już prawie pusty, kupiony przez Ewę w czasach gdy jeździła po Polsce jako likwidator szkód powodziowych w rolnictwie. Sól tą używaliśmy do kiszenia ogórków, kapusty i po starciu na drobne także do celów spożywczych. Śmiało można powiedzieć, że zjedliśmy worek soli.
Wszystkie mięso leżące w zlewozmywaku zostanie nie tylko posolone ale i posypane pieprzem białym i czarnym, ziołami do sałatek i papryką słodką (to wszystko jeszcze z zapasów pokupionych przez Ewę).
Jako pierwsze w dużej brytwannie układam po obwodzie żeberka. Uwaga do środka nie daję żadnego tłuszczu, żadnego oleju, tylko przyprawy i sól i nic więcej żadnej wody nic. Niczego nie kroję. na mniejsze kawałki.
Wnętrze między żeberkami wypełniam szczelnie wołowiną, a na wierzch wkładam w całości schab.
Dalej piersi kurczaka oraz resztę drobiu nóżki i skrzydełka. 
Brytwanna napełnopna jest maksymalnie. wewnątrz jest 10 kg mięsa. Pokrywa nie zabardzo się zamyka, ale trudno, nie będę brudził drugiej mniejszej na 3 kg.
Brytwanna ląduje w piekarniku elektrycznym. Zajmuje nieomal cały piekarnik. Pozostaje tylko go włączyć. Prawe pokrętło:  nagrzewanie od góry i dołu. Zegar wskazuje godzinę 8:12, a temperatura na ponad 250 stopni.  
Niecałe pół godziny od powrotu z kościoła po Mszy świętej  wystarczyło mi abym włączył pieczenie mięsa. 
Na patelni ląduje rozmrożona przez noc  wątróbka drobiowa. Dusić się będzie z cebulką pod przykryciem doprawiona od razu do smaku bez tłuszczu, tylko sól cebula i majeranek.


Na półmiskach układam wędliny kupione jako bigosowe. Byłem rano pierwszym klientem, który poprosił o ten asortyment i nie przebrane dostały mi się w sumie bardzo ładne.
Te najgorsze, poszarpane powiedziałbym, 
że zwietrzałe odłożyłem oczywiście na oddzielną kupkę. 
Nie mam pieska, nie mam kotka i resztki  zostaną blenderem zmiksowane na papkę oraz dodane do pieczonego mięsa wzbogacą smaczny sos pieczeniowy.
Cztery nie przybrane półmiski wędlin czekają na zafoliowanie.

Praca idzie sprawnie i po chwili cztery półmiski stoją gotowe na wysuniętym spod górnego blatu dolnym blatem pełniącym funkcję dużej kuchennej deski. To pomysł mego ojca stolarza. 
W nowych meblach kuchennych które sobie zafundowaliśmy z Ewą po 30 latach małżeństwa, z poprzedniej zabudowy kuchennej tylko te trzy lipowe (bo tyle ich jest) deski kuchenne (wysuwane blaty) się ostały.
Cztery ofoliowane półmiski ułożone jeden na drugim, nie zajmują dużo miejsca w lodówce. Do niedzielnej kolacji będą sobie tam leżały. Może ktoś mnie odwiedzi, będą jak znalazł.
Minęło niecałe pół godziny, warto spojrzeć do środka piekarnika. To nie placek, którego nie należy stawiać w przeciągu w czasie pieczenia. Może trzeba trochę zmniejszyć temperaturę. 
Na szklane drzwi piekarnika wysuwam brytwannę z mięsem razem będzie może i 15 kg. Mam to po wielokroć  wypraktykowane i nie obawiam się, że szklane drzwi mogą się urwać i całość runie na moje nogi i je poparzy. Mięso się od góry zarumieniło, ale w środku jest jeszcze krwisto czerwone. Będzie się dalej piekło na maxa.
Jest 8:40 w zasadzie jestem po robocie. Teraz czekając na dopieczenie się mięsa mam czas na zjedzenie śniadania. Wątróbka się międzyczasie upróżyła. W międzyczasie trzeba było dolać nieco wody, bo zaczęła się przypalać. Po 20 minutach o 9:02 wyłączam całkowicie prąd w piekarniku, którego nie otwieram. Mięso będzie dochodzić do miękkości aż do obiadu. Ono ma czas i ja będąc po Mszy świętej, rannej modlitwie i śniadaniu  mam czas, by siąść przy komputerze. 
O 13:00 na 40 minut ciepłą jeszcze brytwannę z mięsem podgrzewam do temp. 170 stopni dokładając nad nią kuwetę z dziesięcioma ziemniakami przekrojonymi na połowę, płaską  powierzchnią w stronę dna kuwety i podlewam ziemniaki sosem z brytwanny. Na obiad podaję Kubie i Michałowi pieczonego kurczaka z ziemniakami i kiszonym ogórkiem. Drewniana dzwonnica, którą przyjechał naprawiać Kuba po pięciu latach okazała się częściowo spruchniała i trzeba będzie pomyśleć nad inną koncepcją jej naprawy.