wtorek, 29 kwietnia 2014

Dekalog Jana XXIII

Jezus Pierwszy
Jan Paweł II
Jan XXIII
a który ja będę?


Od rana chodzi mi po głowie to pytanie. Który ja będę w tym maratonie do świętości? Czy dotrwam do końca i nie padnę przed linią mety? Jak w związku z tym wygląda mój trening? Wiem, że bez treningu nie mam szans, by pokonać cały dystans. Czy korzystam z doświadczeń innych? Kogo tu podpatrzyć? 
      Rozwiązanie podsunęło mi życie, a konkretnie mój Anioł Stróż, który niezależnie od pory dnia i nocy jest mi dany ku pomocy. Pozwolicie, że sobie z Nim trochę na ten temat porozmawiam:
      Mówi mój osobisty Anioł Stróż: Jeśli chodzi o przykłady to z żyjących spójrz Jerzy  na Ojca Świętego Franciszka. Gdy został wybrany na Papieża nie pozwolił by go nazywano Pierwszym. Ucieszyłby tym przymiotnikiem niezmiernie Szatana. 
Pierwszy..! Pierwszy ..! Pierwszy ..!
Jaki On tam pierwszy? Został wybrany jako 266. I w swej skromności nie chce się stawiać na równi z Jezusem. 
      Kiedyś - radził mi dalej mój dozgonny towarzysz - na jednym z blogów dodałeś sobie Jerzy przymiotnik "starszy". Pamiętasz? Zaniechaj tego kochany. Że jesteś Jerzy leciwy wszyscy i tak dobrze o tym wiedzą, a tym "starszy" próbujesz już na starcie ustawić siebie na uprzywilejowanej pozycji, na przodzie peletonu. Gdzie ci się tak spieszy? Do Ewy? Na razie się nie wychylaj! Powiedz Jerzy, było ci źle u Dominikanów z soboty na niedzielę wśród studentów? 
      No nie, wręcz przeciwnie czułem się o pół wieku młodszy. 
      I tak trzymaj. Proste "Jerzy", I niech ci to wystarczy, a najlepiej jak ci będą mówić "Jurek". To takie dziecięce. A chcesz być przecież Dzieckiem Bożym. 
     Jak zwykle miał rację mój doradca. 
     Podsunę ci materiały treningowe - kontynuował dalej Anioł. To dekalog Jana XXIII - ale zaznaczam tylko na dzisiaj.  
      I to ma mi wystarczyć? Nie bądź śmieszny stary - mówię do Anioła. Zestarzałeś się razem ze mną i głupoty pleciesz.    
      A On mi na to - a skąd wiesz jak długo jeszcze będziesz żył? Wystarczy że go dzisiaj wdrożysz w swoje życie. 
      A jutro? 
      O jutro się nie martw. Tak brzmi pierwsze przykazanie tego dekalogu: zajmij się wyłącznie dniem dzisiejszym i kropka. 
       To jutro nie dawało mi jednak spokoju i jeszcze raz podpytuję o nie Anioła Stróża. 
       A on mi na to grzecznie i słodko mówi - nawet w myślach masz być Jurku tylko dzisiaj uprzejmym i nikogo, nawet Księdza Proboszcza, masz dzisiaj nie krytykować - bo to podpada pod drugie przykazanie.
      To co? Jutro już będę mógł go krytykować? 
      O tym mówi trzecie przykazanie, ale nim ci powiem co ono mówi, musisz mi szczerze odpowiedzieć na jedno pytanie. 
      No pytaj. 
      I Anioł z grubej rury wali: Powiedz mi czy jak mu słusznie wyrypiesz prawdę, to jesteś szczęśliwy ?  
      Spuściłem głowę i musiałem mu szczerze jak na spowiedzi wyznać - przecież będąc duchem przydzielonym do mojej obrony i tak wszystko wie - że nawet słuszna krytyka nie daje szczęścia. 
      A widzisz - mówi Anioł - o tym właśnie mówi trzecie przykazanie dekalogu Papieża Dobroci: ty masz być szczęśliwy tylko dzisiaj. 
      A jutro to już nie?  - wyrwało mi się z ust. 
      O jutro się nie martw. Zostaw na razie życie wieczne w spokoju. Masz być szczęśliwy tu na ziemi i to tylko dzisiaj. 
      Ale ja bym chciał sobie tak ułożyć życie by i jutro być szczęśliwy, próbuję jeszcze jeden dzień szczęścia z nim wytargować. 
      Przejrzał mnie i wkurzył się mój opiekun i mówi: Jan XXIII taką sytuację przewidział w czwartym przykazaniu mówiącym o tym, że wystarczy jak tylko dzisiaj nie będę domagał się od świata i ludzi by to oni przystosowali się do moich planów. Ja mam tylko dzisiaj ustąpić i przystosować się do okoliczności zewnętrznych. 
      No dobrze, jedn dzień mogę w końcu ustąpić i dać satysfakcję przeciwnikom realizując ich plany. Ale jutro - taki wał i pokazałem mu gest Kozakiewicza. 
      A gdzie o tym czytałeś  - zagadnął mnie Anioł? 
      Gdzieś o tym słyszałem, a może widziałem na ekranie.       
      Widzisz - poucza mnie Anioł - o tym mówi piąte przykazanie. 
      Hm - pokiwałem z niedowierzaniem głową - Kozakiewicz to olimpiada w Moskwie, 1980 rok, a autor dekalogu, Jan XXIII zmarł jak byłem na III roku studiów w 1963 roku, to skąd mógł znać Kozakiewicza? 
     Już myślałem, że przychwyciłem Anioła na jakimś kłamstwie, ale mój rozmówca ze spokojem zacytował mi piąte przykazanie - tylko dzisiaj masz Jurku przez 10 minut siąść nad dobrą lekturą. bo ona potrzebna jest do życia twojej duszy. 
      A jutro, to nie potrzebuję się martwić o pokarm dla duszy? zagadnąłem. Przecież wie, że nieomal codziennie jestem na Mszy Świętej.
       Nie! - stwierdził kategorycznie Anioł, parafrazując dalej słowa Księdza Rydzyka "co masz zrobić jutro, zrób dzisiaj" i niech ci to wystarczy. Jeśli się Jurku jeszcze nikomu tym co dobrego zrobiłeś nie pochwalisz, spełnisz w 100% szóste przykazanie. 
      To co Drogi Aniele chcesz mnie pozbawić do końca życia opisywania na blogu moich dobrych uczynków. 
      Nie! Wystarczy, że dzisiaj zrobisz coś dobrego i nikomu o tym nie powiesz.  
      Jeden dzień wytrzymam bez chwalenia się, ale żeby tak jeszcze jutro i pojutrze, to już nie. No zdarzało się, że przez tydzień nie pisałem na blogu, ale to Kuba mnie zbanował? 
       I co? Wyszło ci to na złe? - spytał z ciekawością Anioł. 
       No nie, miałem wtedy czas by zrobić w tym czasie takie rzeczy, których normalnie nie lubię robić. 
       Ale robiłeś je niejako pod przymusem sytuacji w jakiej się znalazłeś - mówi do mnie Anioł. 
       Nie pozostało nic innego jak przyznać mu rację. 
       To jest właśnie siódme przykazanie Jerzy: zrobić tylko dzisiaj coś czego nie lubisz robić, a jak z tego tytułu będziesz czuł się pokrzywdzony nikomu się o tym nie poskażyć.  
       Nie za dużo na raz, mój Aniele. Przecież doskonale wiesz jak nie lubię sprzątać kurzu. 
       I co ci się stanie jak się z tym przed nikim nie użalisz? Cała rodzina wie, że kible potrafisz utrzymać na co dzień w czystości, to i kurze możesz powycierać nikomu nie mówiąc o tym. Zrozum - ściszył głos mój opiekun - Tu nie chodzi o wagę kurzu i wagę gówna, tu chodzi o problem użalania się nad sobą. Jeden dzień mógł byś Jerzy nie narzekać. A brak kurzu w domu wyjdzie ci tylko na zdrowie. 
       Masz rację mój Aniele, zwłaszcza, że tu chodzi tylko aby dzisiaj się nad sobą nie rozczulać
       Bo widzisz - wtrącił się Anioł - o tym mówi ósme przykazanie; Kurzu nie sprząta się codziennie, innych rzeczy też nie robisz każdego dnia, warto zatem tylko dzisiaj sporządzić sobie plan działania, plan dnia. Nawet jak ci się nie uda wszystkiego zrobić nie martw się. Ważny jest sam plan, to cię na dzisiaj uporządkuje. Doradzę ci coś jeszcze istotnego: wystrzegaj się pośpiechu i niezdecydowania w ...
       ...realizacji planu. Tak wiem - przerwałem mu w pół słowa - robiłem to już nieraz w młodości. 
       A widzisz! Potrafisz planować. Rzecz w tym,byś tylko na dzisiaj zrobił sobie taki plan. 
      A jutro to z powrotem na żywioł? 
      Nie odpowiem ci na to pytanie - mówi mój Opiekun. Niech na razie ci wystarczy plan na dzisiaj i wiara w to, że Opatrzność Boża opiekować się będzie tylko tobą Jerzy w takim zakresie jakbyś tylko ty był na świecie. 
       Zawsze? 
       O nie Jerzy, musisz gorąco wierzyć w to że tylko dzisiaj. Nie kiedyś tam, w ostatnim dniu życia na ziemi. Tylko dzisiaj będziesz miał Opatrzność Bożą do wyłącznej dyspozycji, ale warunek jest jeden: musisz w to gorąco wierzyć. Tak brzmi dziewiąte przykazanie.  
       Ale ja mimo wszystko boję się o jutro. 
       Nie możesz Jerzy - wtrącił się już chyba po raz ostatni Anioł. Tylko dzisiaj nie możesz się niczego lękać. Słyszałeś słowa Świętego Jana Pawła II: "Nie lękajcie się" powtarzał je po wielokroć, a dziesiąte przykazanie mówi skromnie: Tylko dzisiaj nie lękaj się wierzyć w dobro i raduj się pięknem świata. Jerzy - tylko dzisiaj. Tylko dzisiaj - powtórzył dla podkreślenia.
       No a jutro? zadałem mu po raz ostatni to samo pytanie o jutro.
      Jutro, to przeczytaj sobie już sam przetłumaczony na język polski             

Dekalog Jana XXIII - tylko dzisiaj
i najlepiej by było, byś się go nauczył na pamięć.
1. Tylko dzisiaj postaram się żyć wyłącznie  dniem dzisiejszym, nie chcąc rozwiązywać za jednym zamachem wszystkich problemów mego życia.
2.  Tylko dzisiaj maksymalnie zatroszczę się o moją postawę: być uprzejmym, nikogo nie krytykować, ani tego nie pragnąć, nie uczyć karności nikogo poza samym sobą.
3.  Tylko dzisiaj będę szczęśliwy w przekonaniu, że zostałem stworzony, aby być szczęśliwym i to nie tylko w przyszłym świecie, ale również teraz.
4. Tylko dzisiaj przystosuję się do okoliczności i nie będę domagał się by to one przystosowały się do moich planów.
5.  Tylko dzisiaj przeznaczę przynajmniej dziesięć minut na dobrą lekturę, pamiętając, że jak pokarm potrzebny jest do życia ciała, tak dobra lektura potrzebna jest do życia duszy.
 6.   Tylko dzisiaj uczynię coś dobrego i nikomu o tym nie powiem.
 7.   Tylko dzisiaj uczynię przynajmniej jedną z tych rzeczy, których czynić nie lubię, a jeżeli moje zmysły czułyby się pokrzywdzone, postaram się, aby nikt się o tym nie dowiedział.
 8.   Tylko dzisiaj sporządzę szczegółowy plan dnia. Może nawet nie wypełnię go dokładnie, ale zredaguję. Będę się strzegł dwóch nieszczęść: pośpiechu i niezdecydowania.
 9.   Tylko dzisiaj będę wierzył niestrudzenie, nawet gdyby okoliczności mówiły co innego, że Opatrzność Boża opiekuje się mną tak, jakby nikogo innego na świecie nie było.
 10.   Tylko dzisiaj nie będę się lękał. Szczególnie zaś nie ulęknę się radować pięknem i wierzyć w dobro.

poniedziałek, 28 kwietnia 2014

Uczta Baranka cz 3 - Baranki młode

Tak pierwszą, jak i drugą część Uczty Baranka spinały w jedną całość osoby Jezusa Miłosiernego i Świętego Jana Pawła II.

       Tym spinaczem w pierwszej części okazały się niezapominajki rosnące po obu stronach Placu Zmartwychwstania. Jeden łan na zapleczu Pomnika Bożego Miłosierdzia i drugi łan za plecami modlących się wczoraj w Godzinie Miłosierdzia parafian.
         Druga część internetowej Uczty Baranka zakończyła się znalezieniem bilbordów ze Świętym Janem Pawłem II i Jezusem Miłosiernym umieszczonym w sercu Świętego oraz starotestamentowym przesłaniem: "Zwróciłem uwagę, spojrzałem, zobaczyłem i wyciągnąłem naukę" (Prz 24, 32).


       Teraz przyszedł czas na trzecią część Uczty Baranka. Idąc za dalszym wersetem z Księgi Przysłów które brzmi: "trochę snu i trochę drzemania, trochę założenia rąk, aby zasnąć" (Prz 24, 33) po wieczornej sobotniej drzemce "wyciągnąłem naukę" z bilbordowego przesłania. 
       Skoro Jezus ma być zawsze o czym symbolicznie mówią niezapominajki na pierwszym miejscu, to przed niedzielną kanonizacją muszę udać się do Niego. 
       Tak to o 22:00 umywszy twarz zimną wodą, znalazłem się w samochodzie. Jadę szukać Jezusa. W parafii u Św. Józefa brama wjazdowa zamknięta, podobna ciemność u Św. Antoniego. Zaparkowałem samotnie przed boczną bramą cmentarną na świeżo utwardzonym tłuczniem parkingu. Idę w nocy na grób, ale i tam nie ma ani Jezusa, ani Ewy. Oboje zmartwychwstali. Gdzież mam Cię szukać o Jezu?


        Przed oczyma mam nie tylko zawałowany gruz na  parkingu ale i gruz w kontenerze przed dominikanami. Zbyteczny balast grzechów wrzuconych w ziemne koryto, nadających  się tylko do tego, by po nich deptać na parkingu przed cmentarzem. Tylko tam wespół ze studentami możesz się o tej porze oczyścić. Wsiadam do samochodu i jadę na dawną Stalingradzką (tak za moich studenckich czasów nazywała się obecna Al. Niepodległości).

Parkuję pod Pomnikiem Polskiego Państwa Podziemnego. Kościół tak jak pomnik oświetlony. Z samochodu zabieram prezent imieninowy książkę "Uczta Baranka - Eucharystia - Niebo na ziemi" autorstwa Scotta Hahna wyd. Św. Pawła. Przed wyjazdem zdążyłem przeczytać jedynie wprowadzenie, które można streścić jednym zdaniem: 
"W książce autor odkrywa przed czytelnikiem pewien sekret Kościoła, o którym współczesny świat zapomniał, mianowicie, że dla pierwszych chrześcijan kluczem do zrozumienia Eucharystii była księga Apokalipsy".  

Jeszcze raz staję przed plakatem i z uwagą mu się przyglądam. Na plakacie widoczna tylko górna część Jezusa Miłosiernego i zarys otwartych szeroko dłoni, a w sercu niezrozumiałe wcześniej słowa: Miłosierna Światłość Świata.
To ty Jezu, a w twoim sercu każdy z nas ludzi, a więc i Święty Jan Paweł II, który dla świata był wzorem miłosiernej światłości, to także Ewa, która podobnie jak Papież "najpiękniej przemawiała z katedry cierpienia", jak to określił wczoraj Papież senior Benedykt XVI, kiedy Bóg odebrał jej głos. Najważniejsze w sercu Twoim ukryte jest o Jezu. Ale nie tylko! Nad gruzem, czerwoną czcionką wpisano: początek 20:15 ; ok 0:30 Eucharystia.

      Tak więc, będę miał nieomal dwie godziny czasu na adorację i czytanie "Uczty Baranka", a na zakończenie zostanę na Eucharystii. Po wejściu do środka kościół okazał się całkowicie pełen.






Nie będę opisywał adoracji. Powiem tylko tyle, że wchodząc do kościoła liczyłem na indywidualną modlitwę w ciszy przed Najświętszym Sakramentem. To było wspólne wielbienie i dziękczynienie przeplatane indywidualnymi świadectwami. W trakcie modlitw odnowiliśmy przyrzeczenia Chrztu Świętego.Całość przeplatana była śpiewami.

Nie wszyscy z obecnych wytrwali do rozpoczęcia Mszy Świętej. Część osób, zwłaszcza starszych po 2-3 godzinach wychodziła z kościoła. Miało to swoje plusy dla stojących pod chórem osób, które zajmowały puste miejsca siedzące.

Mnie interesowały tylko dostawione krzesła w środkowym przejściu. Gdy rozpoczęła się Eucharystia przesuwając się stopniowo do przodu udało mi się usiąść w pierwszej ławce bez podparcia przy klęczeniu.

Przed sobą miałem przez nikogo nie zasłonięty ołtarz, a z prawej śpiewającą i grającą scholę dominikańską.  


Do Mszy Świętej koncelebrowanej wyszło trzech kapłanów dwóch dominikanów oraz jako główny celebrans Ksiądz Biskup Damian Bryl.  On też wygłosił piękną homilię o Bożym miłosierdziu, przebaczeniu i powołaniu przez Jezusa każdego z nas zwykłych śmiertelników do niesienia  krzyża i do świętości.


Głównym przesłaniem biskupiej homilii było radosne niesienie przesłania Zmartwychwstania.




Modlitwa wiernych


Na ołtarzu ofiarnym pod Chrystusowym Krzyżem, każdy z nas obecnych składa Jezusowi swoje intencje, z którymi tu przyszedł, wierząc, że Jezus składając po raz nie wiadomo który swoją ofiarę zaniesie i nasze prośby Bogu Ojcu. 


To okazja by "wypluć" z siebie wszystko co mi leży na sercu: a jest to łaska żywej i gorącej wiary dla moich wnucząt, by nie omijali tej świątyni, tak ściśle związanej ze światłem wiary ich dziadków. 

 
Jezus - Baranek bez skazy składny na ołtarzu ofiarnym za moje grzechy, za moje przewinienia, za moje zaniedbania w przekazaniu żywej wiary własnym dzieciom i wnukom.





Modlitwa Kościoła;
modlitwy wstawiennicze prowadzone przez współcelebransów: za żyjących, za zmarłych za cały Kościół i za cały świat. 


A ja powtarzam słowa Koronki: Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy moje, mojej rodziny i całego świata.

Kapłani unoszą w górę Jezusa oddając mu chwałę i wielbiąc Go słowami: "Przez Chrystusa, z Chrystusem i w Chrystusie, Tobie, Boże Ojcze Wszechmogący, wszelka cześć i chwała, przez wszystkie wieki wieków". Amen! - odpowiadam głośno.


Kapłani spożywają Jego Ciało i piją Jego Krew Przenajświętszą. 

Przed oczyma mam Jego Krzyż i widzę Jego twarz. Aparat się zepsuł czy mi oczy łzawią? To twarz Boga, jakże podobna do ludzkiej twarzy z całunu. To twarz mego Pana i Króla.

Jakże mogę nie upaść przed Tobą Jezu na oba kolana? Nie czuję się Jezu Tobie równy, bym Cię witał na stojąco, jak kolegów przy podaniu ręki. 

A ty co sądzisz o tym Maryjo, któraś pod krzyżem stałaś. Reszta pouciekała albo jak ziemia się rozwarła padła na twarz wiedząc że Króla zabili. Jesteś od wieków Królową naszej Korony Polskiej, a tak trudno uznać Polakom Twego syna z Króla.

Pomóż Matko naszym dzieciom. Oni grają w pokemony i inne szatańskie gry i nie znają już figur w kartach swoich ojców i dziadów. Zapomnieli, że w szachach jest król i królowa, która wszystko może i każdego laufra czy też bubka pobić może. Oświeć ich jak ta świeca paschalna i niech na nich też spocznie błogosławieństwo Księdza Biskupa, które mamy zanieść do swoich domów.




Celebransi i cała obsługa liturgiczna opuszcza prezbiterium przy radosnym śpiewie scholi dominikańskiej i całego kościoła. "Oto są Baranki młode ..."
Po chwili podchodzi do mnie jeden z kolegów mego syna i ściska mi dłoń. To było coś więcej niż "znak pokoju".

Zespół gra i śpiewa. Wtóruje mu cały kościół. Możesz i ty
z nami zaśpiewać. Wystarczy kliknąć.




niedziela, 27 kwietnia 2014

Uczta Baranka część 2 - bilbordy

       Pokaż Karolku jaki jesteś duży zwracała się Emilia Wojtyła do swojego drugiego synka, a On wyciągając obie rączki w górę, prawdopodobnie tak, jak każde dziecko w Jego wieku mówił: << Zobacz mamo jaki jestem wielki>>.

       Święty Jan Paweł II Wielki nie musiał być zachęcany przez nikogo, w czasie swojej pierwszej pielgrzymki do Polski, by gdy tylko otwarły się drzwi samolotu po wylądowaniu na Okęciu i Dostojny Gość wyszedł na górny pomost podstawionych schodów, by, podnieść w radosnym uniesieniu obie ręce wysoko w górę i tym gestem pochwalić jak Mojżesz Boga oraz zgromadzone na lotnisku delegacje oraz miliony Polaków przed telewizorami. 


      Ten Jego pierwszy gest wyciągniętych obu rąk w górę
uchwycony przez włoskiego fotografa Arturo Mari i namalowany przez karykaturzystę pana Dariusza Łabędzkiego wg. moich wskazań, został przez niektórych złośliwie uznany jako gest poddania się, jako odpowiedź na znane wszystkim Polakom niemieckie Hände hoch.  



     Śledząc różne życiorysy i wspomnienia nigdzie nie znalazłem żadnej wzmianki by kiedykolwiek dzisiejszy święty komukolwiek się poddawał z wyjątkiem Boga i Jego Matki Maryi. "Totus Tuus" i "Jezu ufam Tobie" były Jego poddaństwem.
        Przyjęcie obu tych dewiz za swoje, pozwoli każdemu z nas podążać drogą świętości. Uznanie przez Kościół Katolicki świętym Jana Pawła II nie może się stać dla nas Polaków  powodem do chełpienia się tym przed światem. Nie wolno nam Polakom opuszczać rąk. Każdy niech wzniesie je w górę do Boga, a gdy brat twój, siostra twoja będzie je opuszczać w beznadziei, pomóż, podtrzymaj mu je.

JAN PAWEŁ DRUGI: "JEZUS CHRYSTUS PIERWSZY"

Podobnie "Pojednanie" też jest drugie, a na pierwszym miejscu stawiaj Jerzy zawsze Jezusa. Niech te bilbordy, których szukałeś przez cztery godziny jeżdżąc po mieście w przeddzień kanonizacji Największego z Rodu Polaków zawsze uświadamiają tobie, że nie człowieka, ale Bóga masz stawiać na pierwszym miejscu. W zhierarchizowanym Kościele nie jest to takie proste, bo nawet świętym trudno było odróżnić głos Boga od kuszenia szatana. Tylko Ewa, ta z raju, doskonale zdawała sobie z tego sprawę, wypychając z Adamem całą ludzkość poza Raj.

Jezus Chrystus - Baranek czy Jan Paweł II ? Nim przejdę do Baranka zdam wam relację z przygotowań poznańskich parafii na uroczystość Miłosierdzia Bożego i na kanonizację Papieża Jana Pawła II. Objazd rozpocząłem w sobotę około 14:00 od swojej parafii. Poza flagami papieskimi umieszczonymi przy głównym wejściu do kościoła oraz przygotowanym do zawieszenia po malowaniu kościoła obrazem Bożego  Miłosierdzia niczego nie zauważyłem. Teren przykościelny jak zwykle wysprzątany, a zieleń, której mamy wyjątkowo dużo starannie wypielęgnowana. 
Kościół w Przeźmierowie był zamknięty tak, że pojechałem od razu na cmentarz na moment na grób Ewy. Tam jak zwykle zero wytycznych. Widocznie wszystko jest u niej dobrze. Pewno ucieszyły ją dwa indywidualne albumy, które ofiarowałem dwom osobom w ramach prezentu świątecznego.
     
U Zmartwychwstańców w miejscu grobu duży Jezus Miłosierny a z lewej portret kanonizacyjny Papieża Jana Pawła II.

U Cyryla i Metodego na Pilotów pod ołtarzem nad kwiatami portret Papieża a na ścianie domu katechetycznego piękna tablica pamiątkowa.

           O "Dobrej Nowinie" zapomniałem i nie zajrzałem do Dobrego Pasterza. Za to u księży Pallotynów zapamiętany od urodzenia wystawiony z ramy bardziej na środek pierwszy Jezus Miłosierny, który w ciężkich latach dla kultu musiał się ukrywać. Na dwóch filarach przybrane portrety obu kanonizowanych Papieży. 
Na Jeżycach u Serca Jezusowego nadal ogromnych rozmiarów  grób Pański.  Skończyła się ceremonia ślubna - młoda pani w niebieskiej szerokiej balowej sukience. 
W kościele garnizonowym z prawej strony Boże Miłosierdzie w otoczeniu Świętej Siostry Faustyny i Świętego Jana Pawła II. Nie umiem powiedzieć czy to stała ekspozycja, czy specjalnie przygotowana na niedzielną kanonizację.
Fronton kościoła Matki Boskiej Bolesnej ustrojony portretami obu Papieży, a w środku 
odbywała się Msza Św. weselna. Mnóstwo sztandarów a z lewej strony w prezbiterium portret Świętego Jana Pawła II. To kościół gdzie byłem chrzcony, stąd darzę go wielkim sentymentem.


W kościele Św. Anny wystawa: Papieski ubiór z butami, biały tron i obraz siedzącego na tronie Papieża. Kościół jest pełen ludzi czekających na nowożeńców. W progu mijam się z młodą parą.
To nie kościół, a poczta na dworcu zachodnim. Zapomniałem w piątek oddać cesarzowi co cesarskie i reguluję co trzeba na jedynej poczcie urzędującej w Poznaniu przez 24 godziny. Klientów jak na lekarstwo pytam czy mogę zrobić zdjęcie ekspozycji. Pani z okienka nie tylko że pozwala, ale oferuje usługę wykonania sobie znaczka pocztowego z Papieżem Janem Pawłem II.
Rezygnuję i opowiadam jej o moim Papieżu stojącym w niezapominajkach demonstrując jej zdjęcia na aparacie fotograficznym.

Zwiedzane poznańskiego dworca zajęło mi nieomal godzinę. Dworzec był nieomal pusty, a ja podróżujący od lat tylko samochodem ciekawy byłem rozwiązań architektoniczno funkcjonalnych.

U Dominikanów pewno remont. Przed wejściem kontener pełen gruzu i na plakacie zarys Jezusowej twarzy z czerwonym napisem "Miłościwa Światłość Świata". Wchodzę do środka, może coś więcej i jaśniej będzie w środku. Nie nadążam za dominikańskimi nowościami. Nieomal pusty kościół a pod ołtarzem obraz przypominający mi raczej pokemony niż św. Michała Archanioła czy też mojego imiennika ze smokami. Jedyne co do mnie trafia to pięć bukietów kwiatów.  

Pomodliwszy się idę zajrzeć na górę do kaplicy, która została po wojnie uruchomiona za moich studenckich czasów. Wiedziony sentymentem do siódemek akademickich i śp ojca Joachima  Badeniego trafiam pod zakratowane drzwi kaplicy.

Jedno co pozostało z moich czasów to surowy ołtarz. Nawet wszystkim znana Matka Boska została później namalowana. 
Nasi duszpasterze O. Joachim cieszy się pewno razem z Ewą chwałą Nieba, a schorowany  o.Tomasz Pawłowski sposobi się do odejścia z tego świata. 

Schodząc spod kaplicy do kościoła zaglądam do spowiednicy. Na chyba osiem konfesjonałów trzy są czynne. Nikt nie czeka w kolejce mimo że w niedzielę Bożego Miłosierdzia można dostąpić łaski całkowitego odpuszczenia win wrzucając Jezusowi swoje grzechy jak ten gruz do kontenera by Bóg Ojciec wyrzucił je bezpowrotnie na wysypisko.

Z lewobrzeżnego Poznania zostały mi jeszcze Winogrady. A bilbordu z Papieżem jak nie ma tak nie ma. Jest za to portret u patrona Papieża u Karola Boromeusza. .


 Zrobiła się 18:00 i po wystawienu Najświętszego Sakramentu rozpocznie się wieczorna Eucharystia. Chwila modlitwy i ruszam dalej w poszukiwaniu bilbordu.

Wreszcie jest na ul Wojciechowskiego tuż przy rondzie z Lechicką. Robię kilka zdjęć i parkuję przy cmentarzu na Winogradach. Na drzwiach plakat zachęcający do udziału za niecałe  dwie godziny w modlitewnym spotkaniu poświęconemu Janowi Pawłowi II.

Wchodzę do środka. Czyżby się już zaczęło? Nie! To Msza Święta. Robięod tyłu dwa zdjęcia i wycofuję się nie robiąc zamieszania.
nie licząc flag w prezbiterium obok krzyża w trzech obramowaniach dwaj Papieże a w środku Boże Miłosierdzie. 
        Na tym można by zakończyć moje poszukiwanie bilbordów, gdyby nie to że na narożniku Wojciechowskiego i Kurpińskiego znalazłem jeszcze jeden.  Przyjrzałem mu się dokładnie i odczytałem mało rzucający się napis przy lewej krawędzi: "Zwróciłem uwagę, spojrzałem, zobaczyłem i wyciągnąłem naukę" (Prz 24, 32). Jeżdżąc tak kilka godzin po Poznaniu spoglądałem na okna domów, na balkony. Tylko w bardzo, ale to w bardzo nielicznych były flagi. Ludzie nie bójcie się, otwórzcie drzwi Chrystusowi - obudźcie się!