sobota, 28 czerwca 2014

Z tego zła powstało obok większe dobro

Podczepiwszy dzwon POJEDNANIE pod samochód pojechałem z nim pod kościół Najświętszego Serca Jezusowego na Jeżyce z zamiarem dzwonienia na Podniesienie, a po skończonej Mszy Świętej wzięcia udziału w procesyjnym przemarszu z kościoła na plac Adama Mickiewicza. 
        Niestety, mimo, że byłem  1,5 godziny przed Mszą Świętą, a pod kościołem spotkałem Księdza odpowiedzialnego za organizację procesji nie sposób było mi uzyskać zgodę na przejazd dzwonu w kolumnie procesji ani za krzyżem ani przed krzyżem tuż za samochodami Policji. 

 Argument "30 lat prowadzę procesje i nie będzie w niej żadnego dzwonu". Nie pomogło, że dzwon jest poświęcony, że nazywa się POJEDNANIE, że Bóg, Honor  i Ojczyzna, że na dzwonie jest płaskorzeźba rąk małżonków splecionych kapłańską stułą. Nic, żaden argument nie trafiał do mego rozmówcy. Wyszło na to, że Kościół nie chce słyszeć głosu Pojednania. 
        Miałem wystarczająco dużo czasu do rozpoczęcia Mszy Świętej, w której koniecznie chciałem uczestniczyć. Po pół godzinnej jeździe w miejskich korkach zaparkowałem skromnie w prawym narożu na pustym Placu Adama Mickiewicza.

      Na krawędzi placu w pobliżu dwóch krzyży znalazłem niewielkie plakaty sygnowane przez Komitet w Obronie Praw Ludzi Wierzących. 

         Wracając pieszo ul Dąbrowskiego na wysokości Teatru Nowego wyprzedziły mnie dwie dziewczyny. W oczy rzuciły mi się fryzury, podwiązki i napis na tyłku jednej z nich "Bikini Kill", nazwa skrajnie feministycznego zespołu punk rocka z lat 90. tych.
Gdy wyprzedziły idące przed nimi dwie starsze panie, podążające tak jak ja na Mszę Świętą, miałem okazję podsłyszeć kilka słów dwóch  kobiet zatroskanych o wiarę naszej młodzieży. W pierwszym momencie myślałem, że to prowokatorki, ale na wysokości Rynku Jeżyckiego rozpłynęły mi się wśród straganów. 
          W wypełnionym kościele udało mi się wyklęczeć pod amboną miejsce w ławce przeznaczonej dla duchowieństwa, które  zająłem zaraz po rozpoczęciu Mszy Świętej. Zdziwiły mnie 4 nie zajęte puste ławki w kościele przeznaczone dla duchowieństwa, które wolało zająć dostawiane krzesła w środkowej części prezbiterium.         
           Mszę świętą celebrował Ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki przy współudziale pozostałych czterech purpuratów.
          W homilii Ks. Arcybiskup mówił o sercu w ujęciu biblijnym, Jezusowym i naszym ludzkim sercu. 

          W ujęciu biblijnym, podkreślił  mówca, znajdujemy bardzo szerokie rozumienie serca. Serce w biblii to przestrzeń gdzie zapadają decyzje, gdzie odbywa się w człowieku walka duchowa. Biblijne serce to synonim inteligencji, można by powiedzieć rozumu. Ludzie brzucha podkreślił Ks. Arcybiskup zajmują się sobą, ludzie serca kierują się światłem wiary.

          W drugiej części homilii Ksiądz Arcybiskup omawiając Serce Jezusowe zachęcił nas do kontemplowania Jego tajemnicy. Podkreślił, że Serce Jezusowe obdarza wszystkich ludzi, wszystkich czasów stałą niezmienną Miłością. 

       Nie należy nam brać wzoru ze Św. Piotra, który na kartach Ewangelii przed śmiercią i zmartwychwstaniem Jezusa Chrystusa ufa tylko sobie. "Życie oddam za Ciebie Jezu" przysięgał Nauczycielowi, by potem trzykrotnie się Go zaprzeć. Musiał kogut 3 krotnie zapiać by Św. Piotr zrozumiał co to znaczy Jezusowe Serce pełne Miłości. 

        Chrystusa, proponował Ks. Arcybiskup, porównać do światła słońca, a Jego Kościół do odbitego światła Chrystusa. Podobnie każdy z nas jest tylko odbitym światłem księżyca - podkreślił Ks. Arcybiskup. To On, Jezus pozwala stać się nam nowym, innym człowiekiem. 

        Po ludzku patrząc na 3. krotne zaparcie się Św. Piotra Zmartwychwstały Jezus winien się odciąć od zaprzańca, czekać na jego deklarację powrotu i odebrać co najmniej przyrzeczenie wierności. A co robi Jezus? Nie wymawia mu, tylko pyta: "Piotrze czy miłujesz Mnie więcej niż ci ...."? 

Od tego momentu okazania przez Jezusa miłości, Piotr staje się na ziemi zastępcą miłości Chrystusa. Jezus nie zmusza Św Piotra ani nikogo z nas do bezgranicznej miłości. To raczej Jezus dostosowuje się do grzesznego Piotra, a nie odwrotnie. Tak rodzi się ufność człowieka do Boga.


       Omawiając w trzeciej części ludzkie serce Ks  Arcybiskup zapytał jak wygląda nasza odpowiedź na Miłość Serca Jezusowego?  Czy w pokorze zginam moje kolana przed Ojcem? Czy zginam kolana, aby Pan wzmocnił mnie wewnętrznie? 

      Tu wchodzimy w tajemnice przeżywania miłości. Kult Serca Jezusowego jest sposobem przeżywania tajemnicy miłości Bożej, którą objawił Chrystus. Nie ograniczajmy się w nim do praktyk pobożnych i modlitw. Jesteśmy wezwani do miłości na wzór tej, którą czcimy w Sercu Jezusa. Nasza miłość zgadza się na wszystkie słabości osoby ludzkiej. Chrystus nie szuka godnych. Zachęca natomiast do ekspiacji za niegodnych. 

Wielu katolików nie zdaje sobie sprawy, że w świecie toczy się nieprawdopodobna walka przeciwko chrześcijaństwu. A nie zdaje sobie sprawy dlatego, bo stosowane metody potrafią uśpić ich czujność do tego stopnia, że nawet wskazywanie na konkretne fakty nie odnosi żadnego skutku.

       Ekspiacja za grzechy własne i grzechy świata. Towarzyszyć nam winna modlitwa różańcowa i zatroskanie o zbawienie współbraci, a nie taka, czy inna forma protestu. Modlitwa nigdy nie jest przeciwko komuś. Jest dla kogoś. 

Daj mi Panie serce szlachetne, proste i szczere. Pozwól znosić kary i pokuty abym mógł przeżywać radość w Niebieskiej Ojczyźnie.- zakończył swoją homilię Arcybiskup Stanisław Gądecki.

        Wzorcowy dla kapłanów przykład rozdawania Komunii Świętej dał Ksiądz Arcybiskup i trzech Biskupów rozdających Ciało Pańskie przy balaskach. Nieomal wszyscy wierni przyjmowali Boga do serca na klęcząco. 

Klękając przy balaskach nie sposób wyciągać ręce po Ciało Chrystusa. Czy były wyjątki. Zauważyłem pewną dziwną trudną do zrozumienia prawidłowość. Starsze siostry zakonne mając  przed sobą solidne balaski klękały wspierając się na nich, młodsze siostry zwłaszcza w ostatnich minutach rozdawania Ciała Chrystusa podchodziły do balasek nie klękając. 

Dlaczego im się tak spieszyło? Przecież Księża Biskupi stali spokojnie i czekali na podchodzące do balasek osoby. Byłbym niesprawiedliwy w tej ocenie gdybym nie wspomniał o młodej siostrze klęczącej obok mnie pod amboną. Wokół nas wszyscy stali tylko ta jedna samotna siostra i ja klęczeliśmy dobre 15 minut w oczekiwaniu na rozpoczęcie się Mszy Świętej. 

A teraz przenieśmy się na Plac Adama Mickiewicza. Nie opisuję procesji, bo po dziękczynieniu po Komunii Świętej i krótkim wystawieniu Najświętszego Sakramentu wyszedłem z kościoła w końcówce. Potem spieszyłem się na plac, by przywitać procesję biciem dzwonu. Byłbym ciekaw gdyby ktoś mi napisał od jakiego momentu idąc w procesji usłyszał bicie "Pojednania".  

 Dzwonienie zakończyłem gdy cała procesja weszła na plac. 
Najświętszy Sakrament został wystawiony na widok publiczny i rozpoczęło się nabożeństwo ekspiacyjne do Serca Jezusowego.

 W słowie które zebranym przekazał Ksiądz Arcybiskup, a jednocześnie Przewodniczący Episkopatu Polski nawiązał do homilii wygłoszonej wcześniej w kościele. 
Jesteśmy otoczeni niezwykłą Miłością Chrystusa w której wielu odzyskuje pokój serca nosząc w sobie poczucie niebycia kochanym.  Św. Piotr miał poczucie zdrady, a Jezus go spytał czy Go miłuje. Tylko taka miłość jak Jezusa wyzwala ludzie serca od wątpliwości.

      Z jednej strony mamy etyczną  przyzwoitość, a z drugiej całkowity brak skrępowania. Stoimy na niebezpiecznym skrzyżowaniu.  Jeśli nauka i sztuka wyzwolą się z etyki, to nie będzie żadnego tytułu, żeby oskarżać lekarzy, którzy mordowali w obozach koncentracyjnych swoich więźniów. Wolność ma swoje granice, jest ograniczona dobrem, ona istnieje dla dobra, wolność nie istnieje dla zła, podkreślił z naciskiem Ksiądz Arcybiskup.

Przewodniczący KEP dziękował wszystkim środowiskom, które przyłączyły się do protestu wobec spektaklu, którego nazwy „nie chcę nawet wymieniać”. – Bardzo się cieszę, że tak wielu ludzi dało wyraz przekonaniu, że do czegoś podobnego dojść w Polsce nie może, że nie da się tego zasłonić pojęciem bezgranicznej wolności – podkreślił abp Gądecki.  

Jednocześnie otaczamy naszą miłością wszystkich, którzy są zbłąkani – mówił metropolita poznański, nawiązując do zwolenników odwołanego po protestach środowisk katolickich spektaklu „Golgota Picnic.”

Na zakończenie po stwierdzeniu, że z tego zła powstało większe dobro były długie podziękowania między innymi dla tych, którzy w jakikolwiek sposób przyłączyli się w całej Polsce do protestu.


 Zauważywszy brak młodzieży powiedział na zakończenie, że jak za rok Dominikanie z ojcem Górą i z młodzieżą nie przyjdą na przyszłoroczne Boże Ciało to on nie przyjedzie na Lednicę.

Tę troskę o wiarę dla dzieci i młodzieży podchwyciła grupa Rycerzy Chrystusa Króla która między innymi w tej intencji odmówiła cały różaniec pod pomnikiem Poznańskiego Czerwca 1956.      



Czekając na opuszczenie placu przez rozchodzących się ludzi przyłączyłem się do ich modlitw, by po kilku minutach jadąc do domu uczestniczyć przez Radio Maryja w Apelu Jasnogórskim. 

 Za wszystkie bluźnierstwa dnia dzisiejszego, wobec mojego Pana Jezusa, za zorganizowany atak na Polskę, bo jak inaczej nazwać te 30 miejsc gdzie kpiono i szydzono z wiary katolickiej (kto zapłacił dyrektorom tych placówek, by”za darmo” niszczyli Polskę?), za brak wiary i miłości wśród Polaków, za ciągłe skłócanie nas, za tyle jadu wrogości i nienawiści, za tyle szyderstwa i kpiny z religii, za ośmieszanie papieża, biskupów i kapłanów, Najświętsze Serce Jezusa zmiłuj się nad nami! Daj łaskę opamiętania i nawrócenia! Wynagradzam Ci Panie modlitwą i ofiarowanym cierpieniem, nie karz nas Panie w swej sprawiedliwości, lecz okaż nam swoje miłosierdzie.

piątek, 27 czerwca 2014

Anty "Golgota Picnic"

        W rozpatrywaniu boleści Chrystusowych w ramach "Anty Golgota Picnik" już przed tygodniem zatrzymałem się na rozpatrywaniu boleści Chrystusowych, które szczególnie dotknęły Jego  Najświętsze Serce
       Dzisiaj w liturgiczną uroczystość Serca Jezusowego pragnę po raz wtóry zatrzymać się na cierpieniach Jezusa Chystusa. Swoje rozważania połączyłem z dzisiejszą Mszą Świętą odprawioną za tegorocznych absolwentów szkoły podstawowej,
w której dane mi było uczestniczyć, polecając Boskiemu Sercu moje wnuczki i wnuków kończących dzisiaj rok szkolny i katechetyczny. Cierpieć za nas ludzi, było pierwszym i najważniejszym pragnieniem Bosko - ludzkiej natury Jezusa Chrystusa.
W strasznej godzinie, konania w Ogrodzie Oliwnym, uwielbiona dusza Zbawiciela wydana była na wieloraką męczarnię: drżenia, trwogi, tęsknoty, bojaźń, smutek i konanie. Jak zapisał Ewangelista Marek Jezus począł drżeć i odczuwać trwogę (Mk 14,33). Bóg - Człowiek dostąpił bojaźni. Począł się bać!

      Jak to możliwe, spytacie?  Bało się samo człowieczeństwo i ono cierpiało, bało się za nas ludzi, bo my przestaliśmy się już bać Boga. Niewiele już sobie z Niego robimy. Wielu z nas oburza już tylko język polityków, bo reszta to przejaw wolności. 
Nieomal nikt nie mówi o grzechu, o obrazie bóstwa Boga, co najwyżej o braku kultury. Boga nie ma, to po co się martwić, że nas ktoś podsłuchuje. Jego wina, że słucha naszych bluzgów. Jak się komuś nie podoba, niech sobie uszy watą zatka.

A Bóstwo Boga? Bóstwo pozostawało zarówno w Ogrójcu jak i w dowolnej warszawskiej kawiarni w zupełnym spokoju. Jezus jako Bóg nie mógł mieć odmiennej woli od woli Ojca. A wolą Ojca od początku było stworzyć człowieka na swój obraz i podobieństwo dając mu ciało i duszę nieśmiertelną oraz wyposażyć ten konglomerat w pełną i całkowitą wolność. 
Ale Jezus Chrystus wyposażony w wolną wolę jako Człowiek idealny podobnie jak Maryja bez jakiegokolwiek grzechu odczuwał bojaźń i wypraszał się od kielicha Męki. 
Pan Jezus z miłości do nas chciał i tej słabości doznać, dlatego dopuścił do siebie taką bojaźń, że drżał na całym ciele modląc się do Ojca, by Ten oddalił od Niego ten kielich gorzkiej męki.
Uczucie bojaźni, jakkolwiek zdaje się być tylko skutkiem wrażliwości naszej wyobraźni, dotyka jednak i serca w konaniu Pana Jezusa. Serce też osobliwie cierpiało, jak można się przekonać z modlitwy Jezusa i tych krwawych łez co z Jego oczu popłynęły. 
Dziwna rzecz! Zdarzają się dusze tak żelaznego hartu i  mężnego serca, że widok śmierci ani na chwilę ich nie zmiesza; a oto Bóg nasz drży, lęka się i od spełnienia gorzkiego kielicha się przed Ojcem wyprasza. 

Jaka zatem była przyczyna tych obaw? Czego mógł obawiać się wszechmocny Bóg, który aż dotąd wściekłość wrogów w niwecz obracał, tak, że mając Go wśród siebie nie śmieli ręki na niego podnieść "On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się" (Łk: 4, 30).
Ach! Bo w tej godzinie ciemności, Jezus nie tylko widział, ale czuł wszystko, wszystko co miał wycierpieć w czasie Swej męki, ale to wszystko naraz uderzyło na Jego duszę i serce Mu przytłoczyło. Kielich nachylony wylewał z brzegów na usta Jego, napełniając Go boleściami śmierci.

    Nam daje Jezus zakosztować zaledwie kilka kropel z goryczy żywota ziemskiego, a my się już boimy widząc cierpienie z daleka. Nie ma człowieka, który by zdołał spełnić w jednym dniu to cierpienie, które mu Bóg w swoim planie  na cały rok dla niego przeznaczył. Bóg Miłosierdzia lituje się nad naszą słabością: "dość ma każdy dzień swojej nędzy"(Mt 6, 34).Człowiek ma przeżywać chwilę obecną, nie troszcząc się o następną, wtedy cierpienia nasze wydadzą się krótkie. Ale Pan Jezus ma przed oczyma wszystkie szczegóły swojej przyszłej krwawej Męki, i lęka się, pada drżący na ziemię zroszony krwią własną, łzami swego Serca i powtarza: "Ojcze mój, jeśli to możliwe, niech Mnie ominie ten kielich! Wszakże nie jak Ja chcę, ale jako Ty".(Mt 26, 39).
Gdy sobie uświadamiam, że On z jednej strony tak pożądał tego dnia, przecież żył z myślami po to, by oddać swoje życie za moje i twoje grzechy, a z drugiej strony tak po ludzku bał się prosząc "niech odejdzie ten kielich".
 Zupełnie podobnie musiała reagowała Ewa szczególnie po ostatniej operacji przed rokiem, gdy po czterech dniach wyszła z afazji. Doskonale zdawała sobie sprawę ze stanu fizycznego swojego ciała, wiedziała że umiera, z miesiąca na miesiąc stawała się słabsza, a z drugiej strony prosiła Boga by oddalił od niej ten kielich.
O Serce Jezusowe ofiaro miłości, daj i mnie tę łaskę zrozumienia boleści Twoich  i spraw abym wierny wzorowi jaki Ty nam dałeś i na jaki przyszło mi  patrzeć w konaniu Ewy we wszystkich moich bojaźniach i próbach życiowych uciekał się do modlitwy i  w niej szukał ratunku przeciw rozpaczy lub odstępstwu. Twoja słabość niechaj będzie moją siłą, a Twoje obawy moim zwycięstwem. 

Pozdrowienia Najświętszego Serca Jezusowego

(Św. Małgorzaty Maryi Alacoque  

wg tekstu z 1882 z imprimatur)

1. Pozdrawiam Cię, Serce Jezusa mojego, zbaw mnie.
2. Pozdrawiam Cię, Serce Stworzyciela mojego, uczyń mnie doskonałym.
3. Pozdrawiam Cię, Serce Sędziego mego, rozgrzesz mnie.
4. Pozdrawiam Cię, Serce Ojca mojego, rządź mną.
5. Pozdrawiam Cię, Serce Oblubieńca mego, kochaj mnie.
6. Pozdrawiam Cię, Serce Mistrza mojego, nauczaj mnie.
7. Pozdrawiam Cię, Serce Pasterza mego, strzeż mnie.
8. Pozdrawiam Cię, Serce Dziecięcia Jezus, pociągnij mnie.
9. Pozdrawiam Cię, Serce Jezusa, konającego na Krzyżu, zapłać za mnie.
10. Pozdrawiam Cię, Serce Jezusa w różnym położeniu zostające, daj mi Siebie
11. Pozdrawiam Cię, Serce Brata mojego, pozostań ze mną.
12. Pozdrawiam Cię, Serce Najmilsze, działaj we mnie.
13. Pozdrawiam Cię Serce Najpokorniejsze spoczywaj we mnie
14. Pozdrawiam Cię, Serce Najcierpliwsze, znoś mnie.
15. Pozdrawiam Cię, Serce ciche uspokój mnie.
16. Pozdrawiam Cię, Serce błogosławione, lekarzu i lekarstwo na niemocy moje uzdrów mnie.
17.Pozdrawiam Cię, Serce Jezusa ulgo strapionych , pociesz mnie.
18. Pozdrawiam Cię, Serce Jezusa przepełnione miłością, huto gorejąca pochłoń mnie.
19. Pozdrawia3. Jezum Cię, Serce wiecznego błogosławieństwa, każ mi przyjść do Siebie.

   Upadłwszy  pokornie u stóp Krzyża Twego Boski mój Zbawicielu często mówić będę, ażeby wzruszyć wnętrzności Miłosierdzia Twego:

1. Jezu nieznany i wzgardzany, Zmiłuj się nade mną.
2. Jezu spotwarzony i prześladowany, Zmiłuj się nade mną.
4. Jezu zdradzony i za podłą cenę sprzedany, Zmiłuj się nade mną.
5. Jezu ganiony, oskarżony i niesłusznie potępiony, Zmiłuj się nade mną.
6. Jezu w szatę zelżywą przybrany, Zmiłuj się nade mną.
7. Jezu policzkowany i wyśmiany, Zmiłuj się nade mną.
8. Jezu z powrozem na szyi włóczony, Zmiłuj się nade mną.
9. Jezu aż do Krwi biczowany, Zmiłuj się nade mną.
10. Jezu mój od Barabasza niżej ceniony, Zmiłuj się nade mną.
11. Jezu nielitościwie z szat obnażony, Zmiłuj się nade mną.
12. Jezu cierniem ukoronowany i na pośmiewisko królem witany, Zmiłuj się nade mną.
13. Jezu Krzyżem i przekleństwem ludu obciążony, Zmiłuj się nade mną.
14. Jezu zelżywością, boleścią i poniżeniem zelżony, Zmiłuj się nade mną.
15. Jezu smutny aż do śmierci, Zmiłuj się nade mną.
16. Jezu zawieszony na zelżywym drzewie w pośrodku dwóch łotrów, Zmiłuj się nade mną.
17. Jezu wyniszczony i ze wszelkiej czci przed ludźmi otarty, Zmiłuj się nade mną.
18. Jezu wszystkiego rodzaju boleściami uciśniony, Zmiłuj się nade mną.

      O dobry Jezu! któryś chciał dla miłości mojej nieskończone obelgi i zelżywości wycierpieć, wyryj w mym sercu zamiłowanie onych i spraw abym Twą Najświetszą Wolę zawsze wiernie spełniał. Amen.














 

czwartek, 26 czerwca 2014

Nie ma zgody na obrażanie Pana Jezusa i znieważanie Jego Męki





Nie ma zgody na obrażanie Pana Jezusa i znieważanie Jego Męki!
Nie mówimy o obrażaniu „uczuć religijnych”.
Mówimy o znieważaniu Boga, o bluźnierstwie i profanacji!
To nie są sprawy, które są grzechem „w naszym odczuciu”.
To są sprawy, które  o b i e k t y w n i e  są grzechem i to ciężkim.
Do sprzeciwu dołączajmy się modlitwą różańcową w intencji ekspiacyjnej – także w miejscach publicznych.
Niezawodnie prawdziwe Słowo Boże uczy nas, wzywa i prowadzi:

„Biada tym, którzy zło nazywają dobrem, a dobro złem,
którzy zamieniają ciemności na światło, a światło na ciemności” (Iz 5, 20).

„Obawiam się jednak, ażeby nie były odwiedzione umysły wasze od prostoty i czystości wobec Chrystusa w taki sposób, jak w swojej chytrości wąż uwiódł Ewę. Jeśli bowiem przychodzi ktoś i głosi wam innego Jezusa, jakiegośmy wam nie głosili, lub bierzecie innego ducha, któregoście nie otrzymali, albo inną Ewangelię, nie tę, którąście przyjęli – znosicie to spokojnie” (2 Kor 11, 3-4)!

„Znosicie to, że was ktoś bierze w niewolę, że was objada, wyzyskuje, że was z góry traktuje, że was policzkuje. Mówię to ku waszemu zawstydzeniu” (2 Kor 11, 20-21)!

„Nie łudźcie się: Bóg nie dozwoli z siebie szydzić. A co człowiek sieje, to i żąć będzie” (Ga 6, 7-8).

„Biada światu z powodu zgorszeń! Muszą wprawdzie przyjść zgorszenia, lecz biada człowiekowi, przez którego dokonuje się zgorszenie” (Mt 18, 7).


„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych. Uważajcie na siebie!” (Łk 17, 1-2).

„Unikaj natomiast głupich i niedouczonych dociekań, wiedząc, że rodzą one kłótnie. A sługa Pana nie powinien się wdawać w kłótnie, ale ma być łagodnym względem wszystkich, skorym do nauczania, zrównoważonym” (2 Tm 2, 23-24).

„Między przedsionkiem a ołtarzem niechaj płaczą
kapłani, słudzy Pańscy!
Niech mówią:
«Przepuść, Panie, ludowi Twojemu
i nie daj dziedzictwa swego na pohańbienie,
aby poganie nie zapanowali nad nami.
Czemuż mówić mają między narodami:
Gdzież jest ich Bóg?»” (Jl 2, 17).

„Już czas jest działać, o Panie,
bo pogwałcili Twoje Prawo” (Ps 119, 126)!

„Kto zaś będzie wam szkodził, jeżeli gorliwi będziecie w czynieniu dobra? Ale jeżelibyście nawet coś wycierpieli dla sprawiedliwości, błogosławieni jesteście. Nie obawiajcie się zaś ich gróźb i nie dajcie się zaniepokoić! Pana zaś Chrystusa miejcie w sercach za Świętego i bądźcie zawsze gotowi do obrony wobec każdego, kto domaga się od was uzasadnienia tej nadziei, która w was jest. A z łagodnością i bojaźnią Bożą zachowujcie czyste sumienie, ażeby ci, którzy oczerniają wasze dobre postępowanie w Chrystusie, doznali zawstydzenia właśnie przez to, co wam oszczerczo zarzucają” (1 P 3, 13-16).

Odwagi!
Chyby , najbogatsza część naszej parafii. Uprawnionych do głosowania w ostatnich wyborach 674 osoby, frekwencja wyborcza w  Chybach 49.7% (w gminie 31,7%, w województwie 22,4%) na PO oddano 68,2% na PIS 9,8% (w gminie PO 50,6%, PIS 17,8%). Wg mojej oceny udział w procesji wzięła cała prawica 37 osób + 10% z PO = 23 osoby razem 60 osób, a  reszta to mieszkańcy Baranowa. Jak te 60 osób (9% ogółu mieszkańców) ma trafić do pozostałych 91% mieszkańców z orędziem Jezusa Chrystusa? 
Myślę, że odpowiedzi należy szukać w słowach Ks. Adama Skwarczyńskiego:
RODACY, DO BRONI!!! TAK, TYLKO JAKIEJ…???!!!

       Pan Jezus zapowiedział ten czas, gdy w domu będzie straszny rozłam: „dwoje przeciw trojgu, a troje przeciw dwojgu” (Łk 12,52-53). Czyż tego rozłamu nie widzimy teraz także w polskim domu? W Ojczyźnie naszej? Na tej pięknej ziemi, danej nam przez Boga jako miejsce zasługiwania na Wieczną Ojczyznę…? O zgrozo, siany na niej od lat kąkol, chwast, wzrósł razem ze zbożem, a żniwo coraz bliżej! 
     Cóż więc mamy czynić, Bracia?!
To prawda, że bólem i goryczą napełniają nasze serca zarówno wychodzące teraz wyraźnie na jaw niegodziwości naszych „władców”, jak i sterowana przez nich z ukrycia walka z Kościołem i z tym wszystkim, co nasi przodkowie przekazali nam jako święte… To prawda, że powinna nas oburzać sama myśl o bluźnierczej porno-„sztuce” (tym bardziej filmie na niej opartym, zapowiedzianym aż w 30 miastach!) i nie możemy pozostać bierni, jednak… NIE DAJMY SIĘ WCIĄGNĄĆ W WOJNĘ DOMOWĄ!!!
Chcielibyśmy uszczęśliwić wieprze, rzucając im nasze perły i wyciągając je z gnojowiska na posadzkę pokrytą pięknymi kafelkami, lecz im jest to obce! Pozwólmy więc im iść na świński „piknik” i karmić się tym, co przygotował im ich pan. My natomiast idźmy z naszymi problemami do Naszego Pana – napełnijmy kościoły, na ołtarzu Pańskim razem z chlebem i winem złóżmy Bogu w ofierze swoje cierpienie jako nasz krzyż (wolni od nienawiści względem naszych oprawców), chwyćmy do ręki różaniec, zamiast zgrzytać zębami i wyciągać przeciwko tym biedakom pięści. Czy nie rozumiemy, że takie „pikniki” są w tej chwili zasłoną dymną dla tych, którzy zostali obnażeni, a nawet zranieni (postrzeleni) i jak ranne zwierzę zaczynają lizać swoje rany? Także wakacje i urlopy są im na rękę i dają cień nadziei, że „może się uda”… Że po raz kolejny przetrwają i znajdą siłę, by bezczelnie patrzeć nam w twarz, a nawet się uśmiechać.
Ranne zwierzę, rozjuszone bólem i nie mające innej samoobrony niż atak bez oszczędzania reszty sił, bywa strasznie groźne. Podobnie może być w tej chwili z naszym polskim „zwierzem”! Zróbmy więc wszystko – przede wszystkim przemyślmy problem, zamiast działać pochopnie – by nie tylko uniknąć niebezpieczeństwa (myślę o prowokacji), ale zwyciężyć!
 

W tej sytuacji wielu mądrym, ofiarnym, energicznym, prawym ludziom – także patriotom – jakby spontanicznie narzuca się hasło: „DOBIĆ!!!”, „urządzić im Majdan!”; wyjść na ulice, wykorzystać trybunę sejmu i senatu, internet i inne środki przekazu, walczyć do upadłego; jak najszybciej osądzić i skazać, pozbawić urzędów i apanaży! Nawet jeśli tego jeszcze wyraźnie nie widać, takie myśli i nastroje zaczynają bulgotać jak lawa w uśpionym jeszcze wulkanie, niektórzy już je wyczuwają. Tymczasem takie rozwiązania wcale nie muszą być ani mądre, ani ewangeliczne, choć są pozornie słuszne, a w oczach niektórych – jedynie one są słuszne.
Gwałtowny atak zwykle zmusza do podobnej samoobrony. Czyż nie doświadczyliśmy tego chociażby w naszych rodzinach? Broniąc się, winny chce wykazać, przy pomocy wszystkich możliwych środków, swoją „niewinność”, tak jakby sam w nią wierzył. Okopując się na dotychczasowej pozycji, wkłada cały wysiłek w umacnianie okopów i wytaczanie na nie dział, gotów walczyć do upadłego. Wtedy zaprzepaszcza to, co mogłoby go naprawdę uratować: spojrzenie w swoje sumienie, posłuchanie jego głosu, wejście na drogę nawrócenia. Tak więc, ostro atakując, raczej nie możemy w tych „okopach” oczekiwać przyznania się do winy, uderzenia się w piersi, postanowienia poprawy i naprawienia uczynionych nam szkód.
 
Cóż więc mamy robić? Milczeć?!
Otóż to! Doświadczenie uczy, że gdy winowajca, który cały wysiłek włożył w usypywanie okopu, maskowanie go, wytaczanie najcięższych dział w celu samoobrony, natrafi po drugiej stronie na brak takiej samej odpowiedzi – właśnie na milczenie – zostaje tym porażony! Nie mając z kim walczyć, wychodzi ze swego okopu, odsłania się, opuszcza ręce, staje przed siłą nie do pokonania, pozwala przemówić swojemu sumieniu i wreszcie – bez naszego jednego wystrzału – pada na kolana!
Cóż więc mamy dalej robić? Opuścić ręce i czekać na bieg wydarzeń? A jeśli on z okopu uczyni sobie twierdzę i z niej jeszcze bardziej będzie nas nękać?!
Jest oczywiste, że nie bierności od nas Bóg oczekuje. Kto czytał mój poprzedni list, adresowany do dzielnej Polki pani Ewy, wie o co chodzi. Juliuszowi Słowackiemu i jego „wizji” możemy śmiało zaufać: O PRAWDZIWĄ, BOŻĄ walkę tu chodzi. Bardziej archanielską (pod wodzą św. Michała), niż ludzką, gdyż na najwyższym poziomie. O dusze tych biedaków (pozornie wzbogaconych naszym kosztem) mamy „walczyć tylko duszą” i ogniem bić niebieskim w ich pancerze!
Nie możemy dać się sprowokować do bratobójczej wojny, gdyż jej skutkiem byłyby tylko bezsensowne wielkie ofiary i plama na naszym narodowym honorze i sumieniu – i przed Bogiem, i przed narodami, słyszącymi nasz „zwierzęcy krzyk” (to także określenie Słowackiego). Nie wychodźmy na ulice, nie usiłujmy brutalnie dobić rannego, lecz chwyćmy za duchową broń, a będziemy wkrótce świętować zwycięstwo! Liczy się każda modlitwa, każdy okruch (i odruch) miłości bliźniego, każde ofiarowane Bogu cierpienie, wyrzeczenie czy post. Połóżmy na szali Ojczyzny przed Obliczem Boga jak najwięcej Mszy świętych, w których weźmiemy udział. Przypomnijmy sobie znane opowiadanie kapłana, którego ojciec nawrócił się pod wpływem cudu u rzeźnika, którego był świadkiem. Sprzedawca mięsa wyśmiał kobietę, która nie miała mu czym zapłacić, ale za to poszła w jego intencji na Mszę świętą. Gdy wróciła do sklepu, napisał na kartce wysokość jej „zapłaty”: „Ofiarowałam za Pana udział we Mszy świętej”, potem kartkę położył na szalce wagi i ze śmiechem na drugą szalkę rzucił kawałek mięsa. Gdy szalka nie drgnęła, rzucał kolejne, coraz większe – najpierw ze złością, potem ze zdumieniem – i w końcu uwierzył… Od tej pory zmieniło się jego życie!
Drodzy Rodacy, może jeszcze tego w tej chwili nie czujecie, ale ja jestem przekonany, że WAŻĄ SIĘ LOSY NASZEJ OJCZYZNY! Od tego, co teraz zrobimy z ludźmi zaprzedanymi szatanowi – z polskimi Judaszami – zależy nie tylko ich los (doczesny i wieczny), ale także bieg naszej historii – i to w o wiele większym stopniu, niż moglibyśmy się tego spodziewać. Nie zawiedźmy Naszego Króla i Naszej Królowej, których Sercom uroczyście została poświęcona Polska, a których Sercom (w Ich doroczną uroczystość) został przez biednych, zniewolonych ludzi wymierzony tak wielki cios. Zawiedźmy za to piekło, któremu tych niewolników wyrwiemy i (duchową bronią) przywrócimy ich Bogu, a kiedyś wspólnie z nimi będziemy się radować chwałą Ojczyzny Wiecznej! Gdy do takiej walki przystąpimy, Bóg tego dokona, że apokaliptyczny „zwodziciel narodów” zostanie najpierw wyrzucony z polskiej ziemi, zanim znajdzie się w czeluści, pod pieczęcią Archanioła, by nie zwodził innych narodów (Ap 20,3). Będzie to ewangeliczna walka „o królestwo Boga i Jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie nam dodane” (Mt 6,33).
A więc, Rodacy, DO BRONI!!!
Ks. Adam Skwarczyński