piątek, 31 października 2014

O skutkach cierpliwości, do rodziców

Pochwalił mnie dzisiaj św. Ignacy z Loyoli za moją cierpliwość i nie spieszne opublikowanie zdjęć z "Marszu dla Jezusa", jaki odbył się trzy tygodnie temu w śródmieściu Poznania. Zgrzeszył bym, gdybym powiedział, że był to marsz przebierańców, mimo, że  nieomal wszyscy jego uczestnicy, łącznie ze mną, szli ubrani w czerwone koszulki z białymi napisami zachęcającymi do wiary w Jezusa. Kto nie czytał mojej wczorajszej relacji i nie obejrzał zdjęć zachęcam gorąco.
"Byle by wam nie zbywało na pokorze, na cichości, to dobroć Boża z pewnością wam swej pomocy nie odmówi".


Tyle motto, a teraz już zestaw maksym św. Ignacego jakie podsunął mi (wam) w nagrodę na ostatni dzień Maryjnego miesiąca października. 
"Złości (na Boga i ludzi) nigdy złością nie pokonamy, należy ją pokonywać dobrocią. I chociażby złe (nasze złości na Boga i ludzi) złem, jak klin klinem można było usunąć, lepiej jednak tę chwałę zostawić cnocie, aby ona złość usunęła". 
Nie pytam kto nie opuścił żadnego dnia różańca, nie pytam kto ich kilka opuścił w październiku. Ale z pokorą pytam was: kto przez cały październik nie miał w ogóle różańca w ręku? 
"Nieraz czego nie mogła siła, tego dokonała cichość. I nie ma dzielniejszej do przekazania wymowy, nad cierpliwość:  ta złe i złych zwycięża zuchwałość uśmierza".

Kochanie, jak Ty staniesz teraz przed najcudowniejszą kobietą - matką, jaką nosiła i już do końca świata nie poniesie planeta Ziemia? Jak Ty staniesz przed Maryją Matką Boga? Jak spojrzysz w oczy Tej, która jako pierwsza z kobiet ujrzała na oczy Jezusa, Boga - Człowieka. 
Czem jest strawienie pokarmów dla zdrowia ciała, tym cichość, łagodność dla publicznego pokoju. Przy jej pomocy człowiek wszelkie zło zamienia na swoje dobro.
Wstydź się i chwytaj czym prędzej za różaniec.

Dwojakie jest łagodności dobrodziejstwo, zmniejsza szkody ciała, a zwiększa dobra duszy. Dwojakie również jest dobrodziejstwo pokoju: powodu do obrazy nie daje i danego nie  przyjmuje, ale i dwojaka nagroda: Bogu jest miły i ludziom.
W  tym też duchu przedrukowuję i polecam współczesny, bo sprzed dwóch, dni tekst katolickiego kapłana Ks. Jacka Bałęby SDB z jego bloga zatytułowany "Drodzy rodzice" :
„Szczęśliwy mąż,
który nie idzie za radą występnych,
nie wchodzi na drogę grzeszników
i nie siada w kole szyderców,
lecz ma upodobanie w Prawie Pana,
nad Jego Prawem rozmyśla dniem i nocą” (Ps 1, 1-2).

O kwestiach wiary należy wypowiadać się z powagą i odpowiedzialnością.
Celowość i zamysł Boży.
Człowiek jest stworzony po to, aby osiągnął życie wieczne z Panem Bogiem – szczęśliwość wieczną! Taki jest zamysł Boży. Wszystko zatem to, co umieszcza się w tym fundamentalnym nurcie – ku Panu Bogu, ku szczęściu wiecznemu z Nim – jest godne realizacji.
Zaprzeczenie?
Człowiek jest kuszony przez szatana po to, aby osiągnął potępienie wieczne z nim – nieszczęśliwość wieczną! Taki jest zamysł szatana. Wszystko zatem to, co umieszcza się w tym fundamentalnym nurcie – ku szatanowi, ku nieszczęściu wiecznemu z nim – jest godne odrzucenia.
Sympatyzowanie z elementem demonicznym, choćby w atmosferze zabawowej, jest zaprzeczeniem miłości Chrystusa, poważnym sprzeniewierzeniem się wierze i wystawieniem siebie – oprócz grzechu – na ryzyko nieprzewidywalnych szkód duchowych.
Drodzy Rodzice, nie dopuśćcie do tego, aby Wasze dzieci sympatyzowały z elementem demonicznym, choćby w atmosferze zabawowej. To jest Wasza odpowiedzialność.
Wszystkich nas dobroczynnie wiąże słowo Boże: „Rozstrzygnijcie dziś, komu służyć chcecie” (Joz 24, 15).
Jeżeli wyrazicie zgodę na angażowanie się Waszych pociech w praktyki, które choćby z dalsza pachną okultyzmem, bierzecie odpowiedzialność za grzech Waszych dzieci.
Jeżeli wyrazicie zgodę na angażowanie się Waszych pociech w praktyki, które choćby z dalsza pachną okultyzmem, bierzecie odpowiedzialność za wszelkie konsekwencje dotykania sił ciemności w życiu Waszych dzieci i Waszej rodziny. Destrukcyjne konsekwencje.
Czego właściwie szukamy w okolicach demonicznych?
Sympatyzowanie w elementami demonicznymi nie ma nic wspólnego z miłością Chrystusa, przeciwnie – jest jej zaprzeczeniem. A ludziom przynosi szkodę.
Historia magistra vitae. Historia zgubnych konsekwencji miłych i tolerancyjnych rajskich dialogów z szatanem nauczyła nas?
Uczeń Chrystusa nie bawi się kwestiami wiary. Uczeń Chrystusa nie eksperymentuje w kwestiach duchowych. Uczeń Chrystusa jest wierny Chrystusowi i idzie za Nim, i jest z tego zadowolony. Pan Jezus mówi: „Ja jestem światłością świata. Kto idzie za Mną, nie będzie chodził w ciemności, lecz będzie miał światło życia” (J 8, 12).
Czasem trzeba dokonać wyboru: Czy względy towarzyskie, czy wierność Chrystusowi?
Czy importowane zabawy nasycone elementem demonicznym, czy wierność Chrystusowi?
Słowo Boże klarownie nas uczy, przestrzega i napomina – dla naszego dobra:
„Uciekaj od grzechu jak od węża,
jeśli się bowiem zbliżysz, ukąsi cię:
jego zęby to zęby lwa,
co porywają życie ludzkie” (Syr 21, 2).
Pan Bóg otwiera przed nami nieskończoną przestrzeń wolności! Wchodzimy w tę przestrzeń wolności poprzez realizację dobra i tylko dobra oraz przez wierność prawdzie i tylko prawdzie. W ten sposób umieszczamy się w nurcie Bożego zamysłu wobec człowieka: jako ludzie wolni idziemy drogą ku Bogu, ku wiecznemu zbawieniu, ku wiecznej szczęśliwości. Zadowoleni wyznawcy Pana Jezusa. Dają się prowadzić Pasterzowi!
Pierwszy prawowity papież pisze z troską – prawdziwie: „Bądźcie trzeźwi! Czuwajcie! Przeciwnik wasz, diabeł, jak lew ryczący krąży szukając kogo pożreć. Mocni w wierze przeciwstawcie się jemu!” (1 P 5, 8-9).
Apostoł narodów nalega: „Unikajcie wszystkiego, co ma choćby pozór zła” (1 Tes 5, 22).
Z Psalmistą zatem modlimy się: „Tego, co jest złe, nawet znać nie chcę” (Ps 101, 4).

Przed nami w kalendarzu liturgicznym uroczystość Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny. To są dni katolickie o ściśle określonej tematyce.
Drodzy Rodzice, zadbajcie o to, aby te najbliższe dni w Waszych domach i w Waszych Rodzinach były przeżywane w duchu wiary, modlitwy i żywego przypomnienia o Bożym dobroczynnym zamyśle wobec naszego ludzkiego życia.

czwartek, 30 października 2014

O szczodrobliwości Boga i świadectwie

Motto dopisane następnego dnia po opublikowaniu tego wpisu : Ojciec święty Franciszek 31 październik 2014 Sala Pawła VI Watykan Przemówienie do Charyzmatyków z całego świata wg. Radia Watykańskiego dot. ekumenizmu:. „Ekumenizm duchowy to razem się modlić i razem głosić, że Jezus jest Panem, oraz razem przychodzić z pomocą ubogim we wszystkich ich biedach. To trzeba robić i nie zapominać, że dziś krew Jezusa, przelewana przez Jego licznych chrześcijańskich męczenników w różnych częściach świata, wzywa nas do jedności. Dla prześladowców nie jesteśmy podzieleni, nie jesteśmy luteranami, prawosławnymi, ewangelikami, katolikami... Nie! Jesteśmy jedno! Dla prześladowców jesteśmy chrześcijanami! Ich więcej nie interesuje. To jest ekumenizm krwi, którego dzisiaj się doświadcza” – powiedział Ojciec Święty.

Jezu jestem Twój, 
Jezu kocham Cię, 
Jezu we mnie żyj, 
Królu mój.



"T e n   j e s t   b o g a t y m,   k t o   m a   d o s y ć".

To najważniejsza z dzisiejszych maksym Św. Ignacego z Loyoli opisywanych dalej brązową czcionką, a dedykowanych czytelnikom 500 lat temu na dzisiejszy dzień 30 października. 


     Jadąc z dzwonem POJEDNANIE, dwie dekady temu, na końcu Marszu dla Jezusa, w pewnym momencie miałem dosyć. Aparat fotograficzny odmówił posłuszeństwa na ostatniej czwartej stacji, a ja zobaczywszy przy Pl. Wiosny Ludów tańce dla Jezusa, będąc bogatym w przemyślenia, tak jak napisał 5 wieków temu św. Ignacy, miałem dosyć.


"Szczodrobliwość Boga zysk, którego się dla niej zrzekamy, obficie nam nagradza". 
Zauważmy: wszystkie napisy na koszulkach i niesionych transparentach białe na czerwonym tle sprawiały dla mnie wrażenie dobrze zorganizowanego marketingu, reklamy religijnej. Żaden z napisów nie był osobistym świadectwem wiary indywidualnego uczestnika marszu. I tego Jezu ufam tobie, Jezu kocham Cię, Jezu jestem Twój, Jezus moim Panem, Jezus moim Królem, wyraźnie mi brakło na tym marszu jakże duchowo różniącym się od Marszy Różańcowych za Ojczyznę.


Z pierwszych trzech stacji - mogłem tylko wtedy opuścić samochód - dołączam zdjęcia do obecnego wpisu. Wtedy to m. innymi przemawiali ci przedstawiciele różnych religii, którym nie dane było przemawiać na rozpoczęcie marszu, na placu Adama Mickiewicza, gdzie wcześniej wśród innych mówców przemawiał Ks. Proboszcz Artur Prozorowski z Rzymsko - Katolickiej parafii pw. Wszystkich Świętych w Tarnowie Podgórnym. 


Ubrany jak inni w czerwoną koszulkę, poczułem się nieomal jak rycerze Ks. Piotra Natanka, występujący w czerwonych płaszczach z wizerunkiem Chrystusa Króla. Nie mogąc dać świadectwa, na żadnym z trzech 6 - 7 minutowych postojów, nie byłem zresztą do tego zupełnie przygotowany, by wystąpić na Marszu dla Jezusa, postanowiłem dzisiaj skorzystać ze szczodrobliwości Boga i w granicach 5 minut podzielić się, swoimi przemyśleniami na temat "Świadectwa życia w Bogu" - tekst pisany kolorem czarnym.   


"Co innego jest wydawać się, a co innego być bogatym. Nie kieszeń, ale duch o bogactwie stanowi, Nie mniemanie, ale sumienie bogatym czyni, nie obcy sąd, ale własny. Ten jest bogatym, kto ma dosyć".


       Gdy ruszyłem samochodem z Pl. Adama Mickiewicza, jadąc z dzwonem na końcu Marszu, jak zwykle włączyło się Radio Maryja. Właśnie rozpoczął się Różaniec do NMP. A że tego dnia była sobota, rozważaliśmy Rodziną Radia Maryja tajemnice radosne, co mnie bardzo ucieszyło, bowiem wydawało mi się, że doskonale będą korespondować z radosnym wielbieniem Jezusa przez uczestników marszu. 

       W samochodzie za pasażerkę - dzwonnika miałem jedną z niepełnosprawnych sióstr (przyjechała na marsz aż z Piły), bo na moje per pani, zwróciła się do mnie per bracie. Odmówiłem głośno z Radiem Maryja jedną dziesiątkę i wyłączyłem je, by nie przeszkadzało ewentualnej rozmowie.     
       By dzwon mógł w odpowiednich chwilach dzwonić musiało być otwarte okno od strony miłej pasażerki, przez, które słychać było śpiewane z towarzyszeniem zespołu z wielką ekspresją i werwą nie znane mi piosenki o Jezusie. Doskonałe ruchome nagłośnienie, niesione w plecakach młodych mężczyzn, zdecydowanie lepsze niż na pieszych pielgrzymkach do Częstochowy, w których w latach 80 tych uczestniczyłem, sprawiało że cały Św. Marcindudnił decybelami po ostatnie piętra 14 piętrowych wieżowców.

Kto ma wiele córek na wydaniu, ten chociażby największe posiadał dochody, uważa się za biednego. Jakże będzie bogatym, kto mnóstwo żywi żądz, a nawet dla jednej z nich świat nie starczy.



Przeczytajmy dalej co dzisiaj tak właściwie chodzi Matce Bożej. Rozważania oprę o skierowane między innymi i do mnie, jedno z Maryjnych orędzi
     Matka Boża mówi: "Dziś pouczę was o tym co macie robić, a czego nie czynić. Zajmujecie się bowiem na co dzień wieloma rzeczami, a to nie jest konieczne. Człowiek powinien pamiętać o tym, że  jego serce winno należeć do Boga, a wasza modlitwa powinna kierować myśli ku rzeczom duchowym".


Tak więc moja modlitwa jest takim moim osobistym sprawdzianem, gdzie mi myśli uciekają. Od razu wiem, gdzie jest moje serce. Pochłonięty światem, codziennym działaniem, mimo że mieszkam jak pustelnik, nie mam póki co zbyt dużych szans, żeby na modlitwie przez cały czas kierować myśli ku rzeczom duchowym.


"Serca należy strzec bardzo pilnie, mówi dalej Matka Boża,  bo ono jest wstanie pokochać i Boga, i wiele pokus światowych, dóbr materialnych, bo łatwo oddaje się innym sprawom". 


Tyle czasu poświęcam na ...(tu należy wymienić na co)... , 
Ile wysiłku wkładam w ....(tu wymień w co) ....  
Jak bym tyle zachodu włożył w wysiłek szukania Boga?
Muszę bardzo strzec serca, bo łatwo oddaję się sprawom świata. Trudno mi się później od nich oderwać. 


"Świat nie daje wam szczęścia, ani posiadanie, ani gromadzenie, bo jeden podmuch Bożej sprawiedliwości odbierze wam całą chwałę tej ziemi - mówi Matka Boża  - Serce człowieka jest stworzone przez Boga i dla Boga, dlatego tylko On potrafi je uszczęśliwić". 

Żyjąc w świecie łatwiej jest zapomnieć o Bogu. Ale jednak dziś potrzeba świadectwa wiary, żyjąc poza wszelkimi strukturami, na zewnątrz, w życiu czynnym. Dlatego zostaliście przez Jezusa powołani do wielkiego dzieła, do żertwy ofiarnej. On Jezus to zrobi. To jest tajemnica ziarna pszenicznego.

Chcę abyście pozostali na zewnątrz mówi do nas Pan Jezus.  Wiedzcie, że tworzę pokolenie ludzi, które pozostanie w świecie, ale ludzi żyjących  życiem kontemplacyjnym.
Jezus zwraca uwagę, że stare formy pobożności, takie jak np zakony, już się przeżyły. U siostry Faustyny też to w dzienniczku  sygnalizował. Dlatego żąda dziś od nas, abyśmy dawali świadectwo. Dziś Matka Boża tworzy nam regułę życia zewnętrznego i mówi: 


"A  jednak dziś potrzeba nam świadectwa wiary na zewnątrz w życiu czynnym. Teraz jednak, w świecie na nowo pogańskim, przez nowe pogaństwo jeszcze gorsze, bo bardziej demonicznie, subtelne, potrzebne są znowu dusze poświęcone, które żyją w świecie jak w pierwszym okresie istnienia mojego Kościoła, dla nasycenia wonią moją świata. 

Dzieci jesteście powołani do nasycenia  wonią świata.
One zawierają w sobie, czyli te dusze,  poświęcone Bogu  życie aktywne i kontemplacyjne. Jednym słowem
 o f i a r a.  

Nie ten jest ubogim, kto nie ma , ale ten kto potrzebuje. Nie każdy potrzebuje, który nie ma, ale ten kto pożąda, kto pragnie. Jeśli żądzom popuścisz cugle, to chociażbyś opływał w bogactwa, biednym będziesz. Jeśli je powstrzymujesz, to chociażby ci na czymś zbywało, będziesz miał dosyć. 



Nie myślcie o klasztorze. Matka Boża mówi, że jest potrzebne wasze świadectwo wiary na zewnątrz, w życiu czynnym. Stąd też nie dziwcie się: modlitwa pod pomnikiem Bożego Miłosierdzia, publiczny znak krzyża, krzyżyk dziecku na czole na dobranoc, uszanowanie świątka przez zdjęcie czapki przed krzyżem, figurą świętego, na głos dzwonu na Anioł Pański klękamy gdziekolwiek jesteśmy, w tramwaju, na ulicy, w banku. Nie pisze, że nie wolno! A jeśli zaatakują powiedz tylko, że naruszają twoje sumienie. Bądźcie bardzo odważni. 
Muszą na hasło "katolik", "chrześcijanin" drzeć! 
Kapujecie. 
Jesteście potężnym znakiem. 

Ani się skurczyła, ani wyczerpała ręka Pańska, nie tylko rzeczy koniecznych dotąd swoim dostarczał, ale aż do sytości, nawet na puszczy kilka tysięcy nakarmił. 


Dalej Matka Boża mówi: "Chcę  nauczyć was tego życia. Ja również pozostawałam między ludźmi i tworzyłam jedną z wielu zwyczajnych rodzin". 



Jesteś taka pobożna, weź się za mnie pomódl,  powiedz to a to. Przychodzą do mnie z krzyżami. Nie bójcie się, Bóg, Jezus da wam łaskę działania. Wy nie musicie mieć papierów teologicznych. To jest Jego fenomen, zmienia optykę uderzenia na zbyt inteligentne szatańskie pogaństwo, a ono działa ukrycie między wami. Mówił o tym Papież Franciszek na dzisiejszej rannej Mszy św. w Domu Świętej Marty. Komentując fragment z Listu świętego Pawła Apostoła do Efezjan (Ef 6,10-20) papież podkreślił, że diabeł istnieje, a my „musimy z nim walczyć” uzbroiwszy się w prawdę.


Jezus chce stworzyć przez Matkę Bożą, taką samą odtrutkę. Jezus stosuje metodę pijanego! Klin klinem! Jezus ma sposób na to pogaństwo, subtelnie demoniczne. Oddaliście Jemu wolę, to dzieci On sobie z wami poradzi. Ociec był twardy, wytrzyma! Z wami to samo będzie. Jezus poradzi sobie z  ...(tu wpisz co cię najbardziej boli) .... i z posługując się .... nn..... użyje świadectwa i siądziemy na uroczystej kolacji, ku czci śp ...nn........ i ....nn..... da świadectwo co się działo na pogrzebie, kiedy .....nn ..... wziął mikrofon do ręki, kiedy ja wtedy jeszcze bez mikrofonu dałem świadectwo o godnym życiu mego śp Ojca i mojej śp Matki.
Wykorzystać tę szkołę, którą Bóg wam proponuje. 
Szkoła żertwy ofiarnej jest fenomenalna. 



Powiedziałem wam, że medaliki z uroczystości Matki Bożej muszą mieć siłę. To Jej dzieło! Więc mają ogromną. Nie są fałszywkami z błędami.



"Chcę wam zwrócić uwagę na wasze zajęcia, prace i obowiązki. Często pochłaniają was bez reszty, a przecież nie są istotą życia, ale tłem dla miłości"- mówi Matka Boża.



Nasza praca jest tylko tłem dla miłości! Co zrobiono dzisiaj z pracą? Zbeszczeszczono ją. Złapie młodą kobietę, dziewczynę, firma, wydoi po naście godzin. Koło 32 roku życia siły już nie ma, bo 12 lat była dojona i okazuje się, że już babcia 50 lat. I za chwilę następna idzie na ten sam lep. I tak sobie, po drodze dziecko złapie i nagle stoisz no i co?


A ojciec? Mobilny do pracy. Na alarm biją. Telefon Jaśko ma przy uchu, gotów na każde zawołanie. Dzieci, to chore!    

Nie należy oddawać im serca, czasu, wysiłków przy pracy, ale  wykorzystać je  tylko na chwałę Boga.

Już byłem przekonany, że dogoniłem robotę 10 tys % normy - ułuda. Czekam na zimę, żeby przyszła taka ogromna, jak w stanie wojennym, bym się nie musiał odkopywać.

"Świadectwo składane przed ludźmi i wierność przynoszona Bogu, oto do czego mają wam służyć codzienne obowiązki". 

Czyli, jesteś kierowcą, masz ludzi, ruszasz, przeżegnasz się, To ma przynosić wierność Bogu i dawać świadectwo ludziom. 
To jest jazda jak po bandzie.

"Cel nadrzędny powinien przyświecać każdej czynności i pracy. Tym celem nadrzędnym jest Bóg". 

I tu Matka Boża podaje takie zasady:


Ogród z wizerunkiem Św. Jana Pawła II powinien być pielęgnowany jako votum dla Boga nie dla mnie nie dla oglądających. 
    Jako gospodyni zafascynowany jestem kuchnią, estetyką domu, to to ma być mój ogród, ale to jest votum dla Boga. Rozumiecie to:

"Ogród powinien być pielęgnowany jako votum Boga . Porządek utrzymywany ze względu na Boską harmonię, w której panuje doskonały ład. Czynności domowe wykonywane w duchu służby innym, a czynności zewnętrzne w duchu świadectwa"

Nie, że dziadu zrobiłam ci jeść, a ty niewdzięczny. Tu nie ma wypominek. Zrobiłem to, zrobiłam tamto. 
A więc wyjaśniam generalną zasadę życia w Bogu. Cel nadrzędny winien przyświecać każdej czynności, każdej pracy. A tym celem nadrzędnym jest Bóg. Ogród powinien być pielęgnowany jako votum Boga. Porządek utrzymywany ze względu na Boską harmonię w której panuje doskonały ład. Bo jak nie ma ładu, to jest oznaka bezradności i wewnętrznego bałaganiarstwa. Czynności domowe mają być wykonywane w duchu służby innym, a czynności zewnętrzne  - w duchu świadectwa.


Wychodząc na zewnątrz zawsze przynosisz świadectwo ludziom. Gdziekolwiek się pojawiacie już świadczycie o Bogu. Jest tylko problem jakie to świadectwo będzie? Albo dobre, albo złe. 

Nie ma neutralnych działań - to jest herezja. Nie ma czynów neutralnie moralnych, nie ma obojętnego przeżywania dnia, albo jest dobro, albo zło. Jesteś leniwy to jest zło. Wprowadzono pojęcie czynów obojętnych. Bzdura. 
Zastanów się ! 
Nie ma czegoś takiego. 

Przebierańcy przed seminarium w tzw. "przebieralni ducha świętego". Gdy wracał z miasta wchodził chłop, taki współczesny Bond - Old Spise, a wychodził kleryk w koloratce.  Dziś na probostwie - nie ma jego świadectwa. Bo jakież może być jego świadectwo? 

Kiedy była wojna o krzyż na Krakowskim Przedmieściu, słyszeliśmy: żadnego znaku, nie dawajcie świadectwa, krzyż do Św. Anny, przeżywajcie to w serduszku. Dzisiaj śmieją się z twojego serduszka. Całe szczęście, że pojechałem go bronić z Ewą i Pojednaniem. Tylko jeden dzień i jedna noc, ale to mi wystarczyło. Dzisiaj mogę dać świadectwo. 
       A gdy pan Premier Tusk mówił, że przed księdzem klękać nie będzie, mało który się odezwał, że przed księdzem klękać nie musi, ale jak ma przed sobą Ciało Chrystusa, to przez szacunek dla katolików winien Bogu oddać co boskie, bo tak jak Jaruzelski będzie prosił o kapłana. 


"Jeśli Twoja wola świadczenia o prawdzie jest prawdziwa i szczera dostaniesz możliwość udowodnienia jej". 
Musicie być przekonani, że jesteś wierzący, że jesteś rycerz, że jestem żertwa, ze jestem księdzem. 

Spytaj śp. Ks.prałata Jana Szkopka na ile lat mu wystarczała jedna sutanna? To, że starczała mu na lata, że chodził, w wielokrotnie cerowanej i jeździł tylko rowerem, wynikało z tego, że wszystko co miał ładował w mój kościół. Jeśli jestem przekonany do sutanny i gdziekolwiek w niej wchodzę, to Bóg potem daje łaskę. 

Wszystko będzie dobrze, tylko płaszcze ściągnijcie. Wciągniemy was do nowej ewangelizacji. Włączymy się, ale bez płaszczy, to nie. Na to wikary "wiecie co umacnia wiarę? Swąd palących się na stosie heretyków". Wedle tego kapłana dopiero smród palących się braci ma mu dać wiarę. Jestem ciekaw czy ten wikary  stanąłby na platformie i wygłosił to samo zdanie do wszystkich denominacji chrześcijańskich w czerwonych koszulkach. 

Księże proszę wziąć udział  w marszu z pięciorgiem młodych po bierzmowaniu i zobaczymy czy w następnym roku ta sama piątka przyjdzie na marsz z księdzem, czy raczej z którymś z braci odłączonych. 

Twoje świadectwo sprawia, że Bóg pobudzi we wszystkich wiarę, którzy będą na to patrzeć, którzy byli świadkami tych wydarzeń. Jak wielkie świadectwo daje nam Maryja swoim istnieniem, żeby Bóg był znany i żeby Jego Imię było znane było na całym świecie.

Nie mają jak was bić:
 1. kochacie Pana Jezusa Eucharystycznego
 2. z punktu biznesu jesteście puknięci, bo za wybryki księdza ofiarowujecie Bogu swoje katusze, żeby on się nawrócił . Tylko lanie, także ze strony rodziny, a wyście uwierzyli, żeby jednego z drugim uratować.
3. Matka Boża mówi w Medjugorie o naszym wrzuceniu się do Jej serca "Jestem z wami i oręduję przed moim Synem za każdym z was, szczególnie za  tymi, którzy ofiarowali się mnie i mojemu sercu".
Gdyby księża nasi chodzili tylko w sutannach, ile by nawrócili ludzi? Ile by wlali łaski wiary? Ile by pozwolili Bogu pobudować mostów? Zdarzały się takie przypadki, że sutanna byłaby opluta. Czyż na księży pod krzyżem na Krakowskim przedmieściu nie pluto. Ja tylko byłem tam jeden wieczór i modląc się różańcem doznałem fizycznych upokorzeń. Jak zobaczą sutannę gadają, otwierają się. Przecież to Bóg działa. W średniowieczu za porzucenie płaszcza rycerskiego toś bracie przepadł! Zdrada, traciłeś wszystkie przywileje. Powtarzam to zdanie: "Jeśli Twoja wola świadczenia o prawdzie jest prawdziwa i szczera dostaniesz możliwość udowodnienia jej".

"Świadcząc pamiętajcie zawsze o miłości". 
Nie może być w tym nic nienawiści, tupetu. Przemyślcie każdy ruch. To trzeba zrobić delikatnie, subtelnie, lekki powiew wiatru. Bóg nie mówił przez pieruny, nawałnice, trzęsienia ziemi. 

"Miłość jest najlepszym świadectwem i najwięcej mówi o prawdzie, najwięcej przekonuje do prawdy". 
"Bóg jest miłością" mam napis na balkonie i tej miłości Bóg  dzisiaj, jutro ode mnie żąda. 

"Miłość robi dużo więcej niż słowa. Takie powinno być wasze świadectwo na zewnątrz, wypełnione od początku do końca miłością. Ta miłość może się objawić poprzez miłosierdzie, pokorę, cierpliwość, wyrozumiałość wobec niedoskonałości innych, dokładność i sumienność w pracy, a także uczciwość" . 

Żebyś unosił się pracując. Najlepiej by robił to artysta a nie   partacz, no ewentualnie rzemieślnik. O moim śp. ojcu, mimo, że był zwykłym rzemieślnikiem - stolarzem jak św. Józef mówiono, że to artysta. On unosił się do Boga wykonując swoje rzemiosło. Artysta? Tak! Artysta. To samo Ewa mówiła o mojej śp Mamie, że w kuchni jest artystką. I to samo mogę dzisiaj ja o Niej powiedzieć: w życiu rodzinnym, w prowadzeniu domu była Artystką uprawiając ogród Pański.

"Narzekając nie świadczycie o miłości, osądzając bliźnich nie jesteście dobrymi świadkami". 
Jak kura gdacze i narzeka, to znaczy zniosła jajko. 
Znacie to? 
Bo ja tak! 
Jak masz narzekać, to lepiej ust nie otwieraj i nie osądzaj.  Rozprawiając o sprawach innych marnujecie czas własny i cudzy, nie przynosząc nic Bogu. Nie otwierajcie bez zastanowienia ust, opowiadając coście usłyszeli. 
Na 5 minut woda w usta i popatrz w lustro.   


Jezu jestem Twój, Jezu kocham Cię, 
Jezu we mnie żyj, Królu mój.

środa, 29 października 2014

O źródle pokoju i co dalej po Synodzie.

Zanim zaczniecie czytać mój dzisiejszy wpis, wytłumaczę się z przerywników zdjęciowych, pochodzących jeszcze z "Marszu dla Jezusa", który  odbył się w Poznaniu, w dniu rozpoczęcia  Nadzwyczajnego Synodu Biskupów. 

Wszystkie zdjęcia, z wyjątkiem kilku pierwszych, łączy jedno: wykonane były z samochodu ciągnącego na holu dzwon POJEDNANIE zamykającego marsz. Można powiedzieć, że to on miał, może słabo słyszany i nie dostrzeżony przez media, ale ostatni głos. 

Z tekstem poniżej, dotyczącym źródła pokoju, wg. maksym Św. Ignacego z Loyoli, (kolor fioletowy) oraz posynodalnego spojrzenia Ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego na dalsze sprawy Kościoła w Polsce (czarna gruba czcionka), dołączone, a nie opisane, zdjęcia łączą się spojrzeniem z tyłu (marszu, drogi do Jezusa, do Zmartwychwstania), a jednocześnie z wnętrza (smochodu, Kościoła), w duchu bicia POJEDNANIA. 

We wczorajszym wpisie kończącym moją relację z Misji Świętych w kościele pw Św. Karola Boromeusza zamieściłem początek wywiadu jaki po Soborze Biskupów udzielił Radiu Watykańskiemu i Naszemu Dziennikowi Ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki. 

" Jeśli idzie o pokój duszy, to go nie zna ten, który w sobie nosi przyczynę niepokoju i zamieszania".

Dzisiaj, gdy Św. Ignacy Loyola, wspomniany przeze mnie w połowie Synodu, by ze swoimi maksymami wspomógł Papieża Franciszka, wywiązał się ze swego zadania, Papież Franciszek, jak powiedział w tym wywiadzie Ksiądz Arcybiskup: "Wskazywał na właściwe rozeznanie duchów, charakterystyczne dla założyciela jezuitów, św. Ignacego z Loyoli".  

"Nic na świecie nie ma lepszego nad niewinne sumienie. Żadna wolność nie jest tak wielką, jak nie lękanie się niczego. Ten ją osiągnie, kto się siebie nie lęka Kogo nie obwinia sumienie, ten się żadnego sędziego nie obawia". 

Takim wolnym, nie lękającym się niczego człowiekiem, okazał się na Synodzie nasz Ks. Arcybiskup Stanisław Gądecki, który jak jedyny reprezentował Episkopat Polski. Za rok czeka Kościół Katolicki Synod Zwyczajny, na który z Polski pojedzie najprawdopodobniej czterech hierarchów. Co teraz Kościół w Polsce zrobi z postanowieniami Synodu? 

Pierwszym krokiem jest przedstawienie tego tekstu Konferencji Episkopatu Polski - odpowiada Ks. Arcybiskup. Drugim krokiem musi być pochylenie się nad tymi tekstami od strony intelektualnej. Następnie zastanowienie się, jakie postanowienia duszpasterskie winny z tego wynikać. W końcu, jak przenieść je – również przez ogólnopolski program duszpasterski – na wszystkie parafie, stowarzyszenia i ruchy kościelne. Jak zaangażować duchowieństwo, zakony, wiernych świeckich, a w szczególności zdrowe rodziny do towarzyszenia tym, którzy są w trudnej sytuacji.

Jako pierwszy na ostatnie najważniejsze pytanie wypowiedział się na ten temat już w sobotę rano 25 października Ks dr Piotr Natanek w swoim, nieomal 50 minutowym kazaniu, zatytułowanym "Orędzie św. Ojca Pio". Będąc sam sobie panem i okrętem, jako proboszcz internetowej parafii w Grzechini, od razu wpisał się praktycznie w ustalenia dokumentów synodalnych. Nie będę go cytował, kto chce może go odsłuchać na "Christus Vincit". Jego wskazania są praktyczne i konkretne, tak jak całodobowa transmitowana na żywo, w internecie, od początku października adoracja Najświętszego Sakramentu (z wyjątkiem czasu przeznaczonego na transmisję Mszy Św.).

"Jak dla złego sumienia nie ma znikąd pociechy, tak dla dobrego znikąd zgryzoty. Trudno tam o pokój, gdzie się ściera wiele sprzecznych uczuć".

Na pytanie czy widzi Ksiądz Arcybiskup już teraz jakieś konkretne problemy i przeszkody, z jakimi trzeba będzie się zmierzyć w Polsce?


Trzeba pracować od podstaw, pracować solidnie i wtedy – jeśli Pan Bóg pobłogosławi – możemy oczekiwać na dobre owoce. Trzeba zapalić do tego w pierwszym rzędzie księży, katechetki i katechetów. Zaangażować stowarzyszenia prorodzinne, aby – według wskazań synodalnych – podjąć ścieżki duszpasterskie, które dźwigałyby duchowo nasze rodziny.
Trzeba pogratulować i podziękować dobrym rodzinom za ich świadectwo, jakie składają wobec Kościoła i świata. Duch Święty pomaga w życiu sakramentalnym: człowiek nie jest wtedy sam. Jest obdarzany łaską, która go wspiera, i nie może upaść, jeżeli jest otwarty na łaskę. Trzeba pracować dużo, współpracując z mediami o dobrej woli.
  
"Nasza niestanowczość, nasze chwianie się codzienne stąd pochodzi, że nas dzisiaj to bawi, co wczoraj mieliśmy w obrzydzeniu, że nam się dzisiaj to podoba, co nas wczoraj raziło. Jak okręt burzą miotany , tak umysł namiętnościom podległy zawsze się waha, zawsze z bałwanami ściera".

Na pytanie prowadzącego: Czy Ksiądz Arcybiskup osobiście jest z tych obrad zadowolony i czy przyniosły one taki owoc, jakiego się Ksiądz Arcybiskup spodziewał przed przyjazdem do Rzymu?


Jestem bardzo zadowolony, ponieważ obrady były rzeczywiście prowadzone w duchu otwartości. Efekt końcowy jest według mnie taki, jaki na tym etapie był możliwy do osiągnięcia. Być może wysiłek nie był tak wielki, jak na poprzednich synodach, które trwały trzy tygodnie, ten trwał tylko dwa tygodnie, ale tym razem omawiana materia była dość delikatna i trudna; każde dotknięcie rany jest rzeczą bolesną. Lecz my jesteśmy po to, by rany leczyć, a nie rozdzierać.
A teraz: 

Radość w nas się rodzi, dary losu lub natury nie w naszej są mocy. Ani do smutku, ani do radości prawdziwej pochopu z nich brać nie można, bo zmianie podlegają. 

Poza pracą duszpasterską jest do wykonania poważna praca naukowa, wniknięcie w kwestie kontrowersyjne. One muszą być wyjaśnione od początku do końca. Przede wszystkim Komunia Święta dla rozwiedzionych, którzy zawarli nowe związki małżeńskie, sprawa stwierdzenia nieważności małżeństwa. To są dwa główne punkty, które winny być jasne dla każdego.

Dziękujemy za rozmowę mówią Ks.Leszek Gęsiak SJ z Radia Watykańskiego i Marcin Perłowski z "Naszego Dziennika" a Św. Ignacy z Loyoli dodaje ostatnią maksymę przeznaczoną na dzisiejszy dzień do medytacji wszystkim:

P o k ó j   s t a ł y,   n i e z m ą c o n y,   r o d z i    s i ę    z   n i e w i n n e g o   s u m i e n i a,   z   p o k o j u   d u s z y.