środa, 31 grudnia 2014

Życzena o wdzięczności

      "Chwała niech będzie i dzięki Stwórcy naszemu, z którego hojności wszystkie dary na nas spływają."

      "Więcej naliczylibyśmy łask, gdybyśmy byli wdzięczniejsi. Wdzięczność za jedno dobrodziejstwo wywołuje drugie. Pragnie ten dobrze czynić, kto cały jest dobrocią, cały hojnością. Policz gwiazdy, jeśli możesz i policz łaski chociażby w tym dniu lub w tym roku otrzymane". 
      Ani gwiazd, ani ogromu dobrodziejstw jakie z łaski królewskiego stołu Chrystusa na mnie spływają nie sposób mi policzyć. Sam, im więcej daję z siebie, tym więcej otrzymuję. Jedno moje dobrodziejstwo rodzi w otoczeniu następne. Czyniąc dobro w zauważalny sposób dostrzegam jak wokół mnie rozszerza się krąg prawdy i dobra. Fałsz i zło wciska się w zakamarki niebytu. Zostaję ja i mój Bóg.
      "I cóż nam winien Najwyższy? Dał łaski wprzód nim żeśmy na nie zasłużyli lub pożądać ich mgli. Daje do tej pory. A jakże je spłacamy? Daje nie czekając, daje darmo, bez liku, hojnie."
       Jakim bym nie był świnią dostaję. Dostaję za darmo poprzez innych ludzi, poprzez zdarzenia jakie się wokół mnie dzieją, na które nie za bardzo mam jakiś wpływ. Daje nie czekając na moje podziękowanie. Daje nadspodziewanie hojnie, byle bym chciał tylko to dostrzec.
       "Wielkość dobrodziejstwa i to powiększa, że tak małym ziemi robaczkom, owszem tak niewdzięcznym, niesfornym, niechętnym dobrze czyni, i co wszelkie pojęcie przechodzi, chociaż jest obrażony, dobrze czynić nie przestaje. Pomyślmy, że nawet dzikie zwierzęta oswajają się dobrodziejstwami!"
       Czym wytłumaczyć tę Bożą hojność, zastanawiałem się nieraz. Ja grzeszę, a On daje. Ja bym się czuł nieraz obrażony, wykiwany przez kogoś, jak to się mówi wystawiony d ... do wiatru, a On nie. On obłaskawia mnie zasypując dobrodziejstwami. To tylko miłość, Nieskończona Boża  Miłość i Miłosierdzie utrzymują jeszcze ten grzeszny świat. Dając czeka na mnie i na Ciebie. Niczego więcej nie oczekuje jak tylko jednego: abyśmy byli coraz bardziej tacy jak On. Hojnie rozdawający Prawdę i Dobro. Tak niedużo, a zarazem tak wiele.
      "Cóż dasz Panu za wszystko jeśli nie siebie? Jeśli to co masz dasz, nic nie dasz, ale oddasz to, co Jego jest. Daj ten rok, daj przyszły , daj całą swoją wieczność Bogu i czyń wszystko na większą chwałę Boga".
       Oddać Bogu siebie, to tak pozornie nie dużo, ale gdy to poważnie uczynię to wszystko co można tylko oddać. Oddać Jezusowi miniony rok, kładąc go dzisiaj na ołtarzu ofiarnym. Niech go zaniesie jako dar Bogu Ojcu .
      Oddać Odwiecznemu Sternikowi rok przyszły i całą wieczność, nie dla swojej chwały, ale dla Jego Boskiej chwały, tego sobie i Wam moi czytelnicy z serca dzisiaj życzę.

wtorek, 30 grudnia 2014

O stosowaniu się do natchnień dobrych.

"O stosowaniu się do natchnień dobrych".
Tak zatytułował swoje maksymy na dzisiejszy przedostatni dzień roku kalendarzowego Św. Ignacy.

"Jak z jednej strony wielką w niebie otrzyma nagrodę, kto oddala od siebie myśl złą, tak z drugiej strony na wielkie wystawia się niebezpieczeń - stwo popadnięcia w grzechy, kto gardzi natchnieniami dobrymi."

Codzienne życie pełne jest pokus do czynienia zła. Szatan nie próżnuje i co rusz podsyła nam złe myśli, ale jak radzi św Ignacy być może że znacznie częściej ocieramy się o możliwość uczynienia czegoś dobrego a z lenistwa , opieszałości olewamy takie okazje mówiąc sobie ech co się mam wysilać. Jeden mój uśmiech , dobre słowo nie zmieni tego świata. A to ...

"Bóg łaskę ofiaruje, nie narzuca. Do dobrego zaprasza, nie zmusza. Jeśli Go kto z uporem odrzuca, cóż dziwnego, że bywa nawzajem odrzucony. Tak On nas nawiedza, jak my Go czcimy."

Ostre to stwierdzenie świętego o odrzuceniu przez Boga. W moim domu mówiło się często podobnie: "Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie" co w skrajnych przypadkach na jedno wychodziło. Bowiem ....

"Kto gardzi ofiarowanym dobrodziej - stwem, ten nie na łaskę, ale na nienawiść zasługuje. Gdy ofiarowane dobrodziej - stwo chętnie przyjmuje, już tym samym następne sobie przysposabia. Najlepszą poczynionego dobrodziejstwa nagrodą jest wdzięczność obdarowanego."


"Pilnie zważać potrzeba na natchnienia. Są to warunki, do których Bóg twoje zbawienie przywiązał. Jeśli zaniedbasz natchnienia - zginąłeś - nie z Boskiej nie hojności, ale z własnej opieszałości. Dziś jeśli głos Pana usłyszycie, nie zatwardzajcież serc waszych (Ps.94, 9)".

"Gdy stuka Bóg do drzwi, gdy ucho cuci, nie zatulaj ucha serca. Jeśli napomina - Ojciec jest. Jeśli grozi - Pan jest, zawsze Zbawiciel, o twoim szczęściu myślący. Rzeknij: Mów Panie słucha sługa Twój" (I Sam.3, 9).


I nich się stanie wola Twoja Boże.

poniedziałek, 29 grudnia 2014

O lenistwie i homoseksualiźmie

Takiego oświetlenia głównego ołtarza, w kształcie świecącej  Hostii, nikt z obecnych, łącznie z moją osobą, na dzisiejszej Mszy św. nie zauważył. To zdjęcie zrobiłem o godz.7:58 po wejściu do kościoła.

W sobotę 27 grudnia belgijski biskup Johan Bonny oficjalnie wezwał Kościół do… uznania związków homoseksualnych. Jak zauważają media, to pierwszy w tym kraju purpurat, który otwarcie zaatakował małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny.
- Musimy poszukiwać w Kościele formalnego rozpoznania relacji, które są również obecne w przypadku licznych par homo - i biseksualnych. Tak jak w społeczeństwie istnieją różne ramy prawne dla związków, tak też powinny istnieć różne formy rozpoznania ich przez Kościół – stwierdził biskup Johan Bonny.

      A co na to mówi Św. Ignacy z Loyoli w swoich maksymach przewidzianych na dzień 29 grudnia, w dniu, kiedy sprawa ta poruszyła polskie media? 
       Św. Ignacy mówi nam o .... lenistwie. Tak, tak właśnie o lenistwie. Bowiem: "Lenistwo jest wszystkiego złego początkiem, o ile z nas się bierze, chrońmy się go bardzo". To też była bezpośrednia przyczyna, że jak tylko usłyszałem tę wiadomość musiałem od razu zareagować na jednym z portali pisząc o godz 14:28 krótko: 
        "Tylko takie poglądy, płynące z wnętrza Kościoła, a nie z zewnątrz, pomogą mnie i Kościołowi wyraźnie i jednoznacznie samookreślić się. I to jest dar Boży dla mnie i dla mojego Kościoła na współczesne czasy."
        To mało powiedziane powiecie, ale to jest istota. W tej materii nie można iść na łatwiznę, dlatego z pomocą Ducha Świętego i Św. Ignacego rozwinę ten temat:
        "Adama dziećmi jesteśmy, nie zapominajmy co się nam w dziedzictwie dostało, że w pocie czoła chleb nasz pożywać mamy. Kto nie pracuje niech nie je , mówi Apostoł (w 2 Tes 3,10). Na próżno się Jerzy spodziewasz, że z nadejściem wieczora otrzymasz zapłatę , jeśli w winnicy Bożej nie pracujesz."
        Bo widzisz Boże w Twojej winnicy zupełnie inne kryteria panują i wcale nie jest tak łatwo w niej pracować. Ty tylko rozliczasz z jednego ... z miłości. Żadne cwaniactwo, żadne powoływanie się na znajomości ze świętymi nie jest brane pod uwagę. Choćbym na pamięć znał regulamin poruszania się po winnicy, i wykonywania w niej najprzeróżniejszych czynności nic nie pomoże. Zapłata jest tylko za to
jak się wywiązywało z zadań i obowiązków wzgledem Boga. Tam tylko z miłości jest się ocenianym pozytywne. Nie istotne ilu i jacy zarządcy pracują w tej winnicy. Gospodarz rozlicza każdego indywidualnie, nie konsultując osądu z nikim z moich przełożonych. Rozmowa jest bez świadków w cztery oczy. A pytania są dla wszystkich takie same. Kochałeś? Dlaczego nie kochałeś?
I nie ma bo inni, bo świat rządzi się takimi prawami. Moje prawo miłości jest wpisane w twoją naturę i tylko z niego będę cię rozliczał człowieku. Co nie płynie z miłości i wierności nauce Jezusa  nie ma  dla mnie twego Boga żadnej wartości. Jest złe!
       "Człowiek rodzi się do pracy, nic nie robić ,to tyle znaczy, co nie żyć. Życie ciała na ruchu polega, jeśli puls ustaje, oddechu nie ma, to już po życiu, tak i dusza nie uważa się za żywą, jeśli  nie robi tego co powinna"
        Co wobec tego mam robić? Co robić ma moja dusza? Jak się ma zachować? Mnie świeckiemu pozostaje tylko tyle, by się modlić i wszystko oddawać woli Boga, by to On prowadził wszystko i wszystkich. Najważniejsze Jerzy nie wpadać w panikę. Robić po prostu swoje. To co powinieneś Jerzy dla dobra swojej duszy robić. Św. Faustyna Kowalska głosił Boże Miłosierdzie, a ty masz głosić Zmartwychwstanie. 
A Królestwo Boże?
To się samo przez się rozumie. Nie leń się! Zacząłeś zwoływać ludzi do Świebodzina na 22 listopada 2015 roku, wołaj dalej. Zwołuj całe rodziny. Nie przejmuj się homoseksualistami. Zostaw to Mnie. Ja rozliczę każdego pracującego w mojej winnicy. Masz Jerzy szanować każdego z moich pracowników. Każdy z nich dostał wolną wolę. Patrz na siebie. Nie potrzebuję sędziów do pomocy. Zamknąłem cię w twojej pustelni, by ci było łatwiej robić to co dusza zapragnie. Miałeś tego próbkę przed rokiem i zdałeś dobrze egzamin siedząc w szpitalnej separatce. Czyń to co ci sumienie nakazuje. Do pomocy masz Pismo Święte i nie zmutowaną przedsoborową Tradycję. Zabezpieczaj siebie i najbliższych by błędy innych nie szkodziły tobie i najbliższym. 
Proste...  
Proste Boże
       "Czas ów za stracony uważać należy, któregośmy na pożytek duszy nie obrócili. Nie każdy co długo był, długo żył. Starzec występny ze względu na cnotę dzieckiem jest. Młodzieniec cnotliwy, pomimo, że niewiele lat liczył, długo jednak żył."
       Widzisz Boże w jakiej rzeczywistości przyszło mi żyć?
Proszę,  poprowadź   to po swojemu Panie mój i Królu.
Siłę masz, siłę dasz jak będzie potrzeba.
Do pomocy wezmę Twoją Matkę.
Daj jej na wypomóżki jeszcze Irenę - Ewę.
a z Twoim Duchem Św. poradzimy sobie z szataństwem.
       "W naturze nic nie stoi. Wszystko jest w ruchu, płyną wody, krążą gwiazdy, wydobywa się ogień. Dla nauki naszej, abyśmy w gnuśności i lenistwie nie pędzili czasu, ale skoro nam dopisuje, abyśmy czynili dobrze, żyli cnotliwie".
        Więc tego trzymać się  muszę, a o tym co jest złe i co widzę że jest niestosowne mam mówić głośno.
W sercu mam nosić Ciebie o Boże, a nie nienawiść do tego kto czyni źle. Okaż mu tylko współczucie, że
tak się dał wykorzystać i wyrolować szatanowi. Niechaj podąża wszystko Twoją drogą do Twojego celu .

Niech się pełni wola Twoja Boże teraz i zawsze i na wieki wieków. Amen!.
 
       internetowej @ halinie dziękuję, za Jej tekst, który był dla mnie inspiracją do napisania moich dzisiejszych rekolekcji. Podobne podziękowanie składam pani Ani mamie Andrzejka, za inspirację do poruszenia pewnych spraw. 
        Moje dobre uczynki: 1. Panią w banku na którą  swego czasu "koty" wieszałem pochwaliłem za wyjątkową miłą i operatywną obsługę dając jej życzenia świąteczne takie same jakie otrzymała rodzina i przyjaciele.
2. Włączyłem się czynnie śpiewem do koronki do Bożego Miłosierdzia odmawianej u Zmartwychwstańców (wyjątkowo dzisiaj tylko 2 osoby się włączyły)
3. Na wiadomość, że w Urzędzie Skarbowym nie ma jeszcze żadnych druków do rozliczeń rocznych, nie uniosłem się gniewem mówiąc obsłudze co o tym myślę. (pojechałem po nie specjalnie do miasta), a przeciwnie zamieniłem z paniami kilka ciepłych słów życząc im spokojnego Nowego Roku.
4. Z sąsiadką napotkaną w sklepie, poza rutynowym "dzień dobry", zamieniłem kilka ciepłych słów na temat przeżytych świąt, doceniając i podkreślając szczerze jej wysiłek jako Pani Domu przyjmującej całą ponad 10 osobową rodzinę. 
5.Mamie Andrzejka dałem kilka rad, w taki sposób, żeby się nie czuła jako kobieta urażona, że obcy facet prawi jej morały. 

        A to zdjęcie zrobiłem także dzisiaj, po skończonej Mszy św. o godz. 8:40. Co o tym sądzić? Jak nie wiesz co pisać - poczekaj z czasem się wyjaśni.

 

niedziela, 28 grudnia 2014

O radach

       Wczorajszy, sobotni dzień, spędziłem z samym sobą. No niezupełnie. Cały dzień miałem Jezusa w swoim sercu. Nadal mam przed oczyma wigilijną Maryję, która podaje mi na moment do potrzymania -  małego Jezuska. Uradowałem się gdy w drugie święto Maria dała mi potrzymać maleńkiego Józefa. Ale to nie było to samo.
Był maleńki człowiek, ale nie było w nim dużego Boga, jeszcze nie ochrzcony.

       Co z ciebie chłopie wyrośnie? Masz świętych, dobrych, rodziców, którzy bez Bożego błogosławień - stwa nie zamierzali Ciebie począć, czekając na przyzwolenie swoich Aniołów Stróżów. 
 "Po roztrząśnieniu i postanowieniu już rzeczy, noc ostatnia winna dać radę." 

Wczoraj sławiliśmy Św. Jana Ewangelistę. Ksiądz Jan na koniec Mszy św. zaprosił wszystkich parafian na imieninową kawę. Siadłem sobie gdzieś z przodu tak, że nie wiem ile osób przyszło dla Jezusa, a ile, ze wzgl. na ks. Jana. Fakt, że parking był niemal tak pełen, jak na roratach, czyli wypełniony nieomal na maxa. Gdy w powrotnej drodze z cmentarza, gdzie prosiłem Ewę o siły dla potrzebujących, zahaczyłem o parking 3/4 samochodów nadal na nim stało. 


Solenizant w homilii mówił o swoim patronie. Zwrócił uwagę na trzy charakterystyczne cechy Św. Jana:

1. wiarę, która nigdy się nie zachwiała. 
       O mojej wierze, bezpośrednio publicznie na blogu, nie chcę mówić. Myślę, że kto mnie czyta na co dzień wnikliwie, sam sobie potrafi  na to pytanie odpowiedzieć

2. poczucie bliskości do Jezusa. Św. Jan kładł głowę na piersi Jezusa w czasie Ostatniej Wieczerzy. To wymagało odwagi by w taki sposób uzewnętrznić swoją miłość do Mistrza przed pozostałymi Apostołami. Czy wcześniej tego nie czynił? Nie wiem. Fakt, że nie bał się dać publicznego świadectwa mówiąc o sobie, że był umiłowanym uczniem Jezusa. 
        Na czyjej piersi w tym roku kładłem głowę nie potrafię dokładnie określić. Znam stan swojej duszy, gdy głowa spoczywała na piersiach Ewy. Czy wobec tego jestem umiłowanym uczniem Jezusa? Tak bardzo chciałbym nim być.

3.posag, prezent jaki otrzymał od Jezusa - Maryję, matkę Boga, którą się opiekował, aż do Wniebowzięcia. 
       Doskonale zdaję sobie sprawę jak bardzo umiłowaną matką dla dzieci była Ewa. I to nie tylko dla własnych - rodzonych? Za nią dzieciaki po prostu szalały. 

       W prezencie gwiazdkowym dostałem od dzieci obraz Serca Jezusowego. To z grubsza taki samy obraz jaki wisiał w pokoju hotelowym na Świętej Górze w Gostyniu. Teraz marzy mi się dostać Maryję do kompletu by mieć Dwa Serca. 

"Roztropność nie byłaby cnotą, gdyby wszystko, co nam na myśl przyjdzie, było dobrą radą. Jak wszystko pięknie, jak rozważnie by się wtedy odbywało. Ale jak nie każda głowa jest Minerwą, tak i nie każda myśl jest dobrą radą."

Różaniec gieczwałdzki  odprawiamy zawsze 27 każdego miesiąca podał Ks. Piotr. 

Dzisiaj dodatkowo dołączę do niego intencję za zwycięskich powstańców Wielkopolskich 1917/1918 roku.
Na wieńcu tylko szarfy od pokonanego PiS-u. Czyżby zwycięzcy nie potrafili uczcić zwycięzców.

"Rady, aby bezpiecznie na nich polegać można było, pośpieszne niech nie będą. Co się bowiem przedsiębierze bez namysłu, to zwykle bywa niedobre. Jak pochodnia pochodni przydaje światła, tak i myśl myślą się rozświeca, abyś jaśniej widział, co czynić należy."

Bąba na kołach, imitująca karocę, pewno dlatego, że Mikołaj na wodzie, to główna atrakcja poznańskiej dekoracji świątecznej, wśród której nie sposób znaleźć jakiegoś elementu przywołującego Boże Narodzenie. 
 
"Niejedno co przez pośpiech uważasz za słuszne, to po zastanowieniu się potępisz. Często namiętność zaślepia umysł, w skutek tego sąd o rzeczach staje się spaczonym. W miarę jak namiętność słabnie, światła nam przybywa."

Chąc wejść na nieomal pusty o 16:40 (bo co to jest 100 osób) na poznański Plac  Wolności w 96 rocznicę wybuchu zwycięskiego Powstania Wielkopolskiego w godzinie jego wybuchu należało przejść przez bramę z porzuconymi przez .... wypchanymi czymś workami. 

Zmarznięci powstańcy z biało czerwonymi  opaskami dodawali trochę otuchy nielicznym poznaniakom pozwalając się fotografować w zainstalowanym studio w namiocie.

I ja stanąłem ze swoim dzwonem na Placu Wolności pod słabo oświetlonym bankiem, by biciem dzwonu uczcić pamięć powstańców. Podobno o 16:40 miały przez pięć minut dzwonić wszystkie kościelne dzwony w śródmieściu Poznania. Gdy po dwóch minutach umilkła strażacka syrena poza głosem mojego pojednania nie słychać  było na Placu Wolności bicia   żadnego innego dzwonu poza moim "Pojednaniem". 

"Nie każda chwila jest szczęśliwą. Niektóre dni są fatalne, wszystko na naszą zgubę jakby się sprzysięga, wtedy się wstrzymajmy z wypełnieniem tego lub owego zamiaru. Po przejściu nocy, może szczęśliwszy dzień zabłyśnie. Co odłożymy, to zrobić można, jeśli źle coś zrobimy, to nie zawsze zmienić można."   

W pesymistycznym nastroju wróciłem do pustego domu.
by o między 18:00 a 21:00 wysłuchać Mszy św. z Grzechini a potem uczestniczyć w Apelu Jasnogórskim w TV Trwam.

Symeon


Maria Valtorta "Poemat Boga - Człowieka" tom 1, rozdz. 53; "Ofiarowanie Jezusa Bogu w świątyni" fragment dot. Symeona  (bez mojego komentarza, z podziękowaniem Tomaszowi za zdjęcia).

[por. Łk 2,25-35] Są tam ludzie, którzy przyglądają się z zaciekawieniem. Pośród nich toruje sobie z trudem drogę zgarbiony, wsparty na lasce starzec. Musi być bardzo stary. Myślę, że ma ponad osiemdziesiąt lat. Zbliża się do Maryi i prosi, żeby mu na chwilę podała Maleństwo. Maryja zgadza się z uśmiechem.

    Symeon – o którym zawsze myślałam, że należał do klasy kapłanów – jest zwykłym wiernym, przynajmniej sądząc po szacie. Bierze Dziecko na ręce, całuje. Jezus uśmiecha się do niego Swoim niemowlęcym sposobem. Zdaje się obserwować go z zaciekawieniem, bo starzec śmieje się i równocześnie płacze. Jego łzy, wpływające pomiędzy zmarszczki, tworzą połyskliwy haft i perlą długą białą brodę, ku której Jezus wyciąga rączki. To Jezus, ale też maleńkie dziecko. Wszystko więc, co się przed Nim porusza, przyciąga Jego uwagę. Bardzo chce to chwycić, żeby lepiej zrozumieć, co to jest. Maryja i Józef uśmiechają się, a obecni podziwiają piękno Maleństwa. 
   
Słyszę słowa świętego starca i widzę zaskoczone spojrzenie Józefa, wzruszenie Maryi oraz to, co się dzieje w małym tłumie. Jedni są zdumieni i poruszeni, w innych słowa starca wywołują wesołość. Do nich należą między innymi nadęci, brodaci mężczyźni, członkowie Sanhedrynu. Kiwają oni głowami i patrzą na Symeona z drwiącym współczuciem. Zapewne myślą, że mu się ze starości pomieszało w głowie.

Uśmiech Maryi gaśnie i twarz oblewa się większą bladością, kiedy Symeon przepowiada Jej cierpienie [por. Łk 2,34-35]. Chociaż Maryja wie, to jednak te słowa ranią Jej ducha. Staje więc bliżej Józefa, żeby dodać sobie otuchy. Tuli z miłością Dzieciątko do piersi i ze spragnioną duszą chłonie słowa Anny, [córki Fanuela]. Niewiasta ta lituje się nad Jej cierpieniem i zapowiada, że w godzinie boleści Przedwieczny złagodzi je nadprzyrodzoną mocą. 
 
ps. Pytanie: Jaka jest różnica między: Polska (PL) Zmartwychwstanie, a Placem (PL) Zmartwychwstania?
Odpowiedź: Taka sama jak między Józkiem a Jurkiem.

sobota, 27 grudnia 2014

O bojaźliwości Beatki

"Zbyt ostrożni w rzeczach Bożych rzadko coś wielkiego i znakomitego przedsiębiorą, bo gdy się w czym jaka trudność przedstawi, to już do tego ręki nie przyłożą, lękają się."

Kochana Beatko! 
Podaj mi rękę kochana,
Czujesz Córko ciepło 
mojej dłoni?
Tak Jurku. 
To dobrze. 
A teraz posłuchaj uważnie.
Jest czwarta piętnaście rano, 
27 grudnia
1918 roku.
Czy ktokolwiek 
z Wielkopolan liczył, 
że weźmie udział 
w zwycięskim powstaniu?
Nie! 
Wybuchło po 12 godzinach.
Okazało się zwycięskie. 


"Kto na wichry zważa, 
ten się ani nad morze nie puszcza, 
ani sieje, 
bo by go jakie niebezpieczeństwo 
albo i śmierć spotkać mogła . Przy takiej bojaźliwości, tchórzostwie powiem, 
na nic się nigdy nie odważysz."


Pozwól, że przytulę Twoją głowę do mej piersi. 
Słyszysz jak mi serce bije?
Nie? 
Nic nie szkodzi. 
Połóż głowę na piersi Lucka 
Przytul się. 
Teraz słyszysz jak mu serce bije?
Tak! 
To dobrze. To dla Ciebie bije.
Jurku, ale ja już nie mam siły. 
Cóż ja miałem Jej odpowiedzieć.
Widziałem jak z dnia na dzień gaśnie. 
Głaskałem delikatnie po twarzy.
Całowałem w usta. 
I wspólnie mówiliśmy:
"Panie mój, Boże nasz,
siłę masz, siłę dasz, 
tylko Ty, tylko Ty,
Panie nasz i Królu.
A że modlitwa była szczera, 
dawał tyle ile potrzeba 
i wtedy kiedy było potrzeba. 
I nie mylił się w Swoich rachubach. 

"Dzieckiem jest, 
kogo lada cień przeraża, człowiek dojrzalszy wiekiem 
i cnotą, 
nieporównanie więcej ma odwagi. 
Częściej wyobraźnia 
niż trudność 
wstrzymują nas od działania. Zawsze się zabierając do działania,
nigdy go nie rozpoczynamy."


Realizował Swój plan, 
a Wy Kochani starajcie się 
precyzyjnie w niego wpisać. 
Teraz czujesz jak serce bije.
Tak Jurku. 
To dobrze.
Wigilijny ranek 2014 roku. 
To już drugie imieniny bez Ewy.
Poprzednie spędziłem w szpitalnej separatce.
z Poematem Boga - Człowieka Marii Valtorty.
Te w domowej pustelni, 
między małżeńskim łożem, kościołem i klawiaturą.  
Nie przyszła do mnie osobiście,
ale dała znać o sobie. 
Cofnęła mnie do okresu niemowlęctwa. 
Nigdy jeszcze tak daleko wstecz nie byłem. 
Tuliła moją głowę do piersi, 
a ja ssałem niebiański napój łapczywie.


"Może niebezpieczeństwo, którego się tak lękamy, nigdy nie nastąpi. Dlaczego się przed czasem dręczymy? Bylibyśmy szczęśliwsi, gdybyśmy zamiast obawy żywili w sobie nadzieję. Nikt nam tyle nie przeszkadza, ile my sami sobie, gdy zbyt mądrymi być chcemy, rozum tracimy."

Był środek II wojny światowej.
W 1942/1943 roku Niemcy i Rosjanie 
rozpoczęli decydującą bitwę pod Stalingradem, 
a mój ojciec kupił dla mnie kozę. 
Koza wszystko jadła. 
Jak brakowało siana,
to obgryzała korę z drzew. 
Bo kto to widział w Poznaniu, 
ogłoszonym twierdzą, trzymać kozę? 
Na pojedyńczych zdjęciach 
jestem jako 1 - 2 letni dzieciak z kozą. 
Koza była po to, by mi mleka nie zabrakło, 
Mama musiała przymusowo 
okopy przeciw czołgowe kopać.
Zostawałem w domu wraz z kuzynostwem
było w podobnym wieku jak ja.
Pod opieką dziadków i starszej cioci.

Gdy się rodziłem 
dziadkowie byli dużo starsi, niż ja obecnie.
A moja opiekunka, ciocia Mania,
której jedyny syn siedział w obozie w Dahau
miała ponad 50 lat. 


"Na próżno się dręczysz, za słabą jest ludzka przenikliwość, aby wszystko przewidzieć mogła. Czym się tak niepokoisz, to nigdy nie nastąpi, może się stać co innego, o czym nie pomyślałeś. Należy coś zostawić Boskiej Opatrzności i nadziei się nie wyzbywać, nie odpychać jej od siebie."

To nie było mleko kozy. 
Piłem je łapczywie, bardzo łapczywie. 
Odchylano delikatnie moją głowę 
od Jej piersi, bym się nie zachłysnął. 
A ja ssałem słodki, matczyny płyn. 
Napełniał moje usta, 
każdy łyk sprawiał nie do opisania przyjemność
wlewał we mnie wyraźnie odczuwalne siły. 
Jeden łyk - jeden miesiąc. 
Wzrost siły w całym moim jestestwie 
stawał się coraz silniejszy. 
Słyszałem głosy otoczenia: 
daj mu jeszcze,
popatrz jak do sił dochodzi,
mocarz z niego wyrośnie.
A ja piłem niebiański napój, 
a w sercu narastała 
nie do opisania radość. 

Panie mój, Boże nasz, siłę masz, siłę dasz, Beatce i Marii, Luckowi i Józefowi. Tylko Ty, tylko Ty, Panie nasz i Królu możesz ich wspomóc prosi Cię gorąco Jerzy za pośrednictwem Ireny - Ewy.

piątek, 26 grudnia 2014

O wychodzeniu wszystkiego na wierzch

"Wszystkie słowa twoje i czyny na wierz wypłyną, myśl o tym, że co w skrytości powiedziałeś, to na jaw wyjdzie!"

"Oczy ludzkie są nadzwyczaj przenikliwe, nic się przed nimi nie ukryje. To cośmy uważali za pogrzebane wśród ścian domowych, z czasem na jaw wyjdzie. Nie ma takiej skrytki, gdzie by szczelina  jakaś oczom przystępu nie dała."

"Gdzie nie może oko, tam przenika podejrzenie, które jeśli raz powstało, nie spocznie, ale jak chart dopóty tropić będzie, dopóki zdobyczy nie osiągnie. Ciekawość ludzka jest nienasyconą, roztrząsa wszystko, śledzi za wszystkim, wywiaduje się, dopóki się o rzeczach tajemnych nie dowie."

"Rzucone w ziemię zboże chowa się wprawdzie, ale do czasu po upływie którego, z wolna, w postaci kiełka wychodzi na wierzch. Podobnie i to co przyjacielowi powierzysz, chociażby i w największej tajemnicy, na jaw się wydostanie."

"Miłuj jakbyś w przyszłości miał nienawidzieć, a gdy cię miłują, to myśl, że cię kiedyś będą nienawidzieć. Tak sobie i swoją własność powierzaj przyjacielowi, aby nawet gdy zechce szkodzić ci nie mógł. Im gwałtowniejszą jest miłość, tym prędzej i w tym większą zmienia się nienawiść."
 

O ile wszystkie poprzednie maksymy św. Ignacego pisane kolorem fioletowym były dla mnie zrozumiałe, tak te ostatnie przestrogi: samemu tak miłuj jakbyś miał w przyszłości nienawidzeć, a gdy Ciebie miłują, to pamiętaj, przyjdzie czas gdy będą Cibie nienawidzieć".
Do kogo je odnieść? 
Najlepiej będzie jak je Jerzy odniesiesz do Mnie mówi Bóg i do  samego siebie.
Za tym spróbuję:
Samemu Jerzy, tak miłuj Boga, jakbyś miał w przyszłości Mnie nienawidzieć, a gdy Ciebie Boże miłują, to pamiętaj Jerzy, przyjdzie czas gdy będą Ciebie Boże nienawidzieć". 
Napisałem wczoraj w dwóch miejscach taką oto sentencję:
"Chciałbym choć na moment wziąć Bożą Dziecinę z rąk Maryi owiniętą w becik i powiedzieć, jak przed laty, gdy położna w klinice podała mi pierworodnego syna: „Ależ to się rusza!”. Niestety wszyscy mężczyźni pozbawieni są tej radości, jaką przeżywają matki noszące pod sercem dzieciątko."
Cóż ona miała wyrazić poza wspomnieniem sytuacji jaka rozegrała się przed  45 laty w klinice na Polnej?  
A no, moją wielką miłość do wiecznie żywego Jezusa. To rodzące się w czasie każdej Mszy św. Ciało i Krew Jezusa Chrystusa jest wiecznie żywe , to nie jest zwykły biały opłatek jakim się zajadam od kilku dni, jedząc resztki poprodukcyjne, jakie swego czasu dostała Irena - Ewa od zaprzyjaźnionych sióstr zakonnych, trudniących się wypiekiem białego, ołtarzowego, chleba. 

A więc mam Go żywego, trójjedynego, osobowego Boga tak miłować, jakbym miał Go w przyszłości nienawidzieć. 
Co oznacza nienawidzieć Boga? 
Tylko jedno: grzeszyć przeciwko Niemu, odrzucić Go, totalnie olać, uznać za niebyt. Na nic się zda moja, nawet największa miłość do bliźniego, jeśli nie uznam Boga. Nie wierzący człowiek miłujący bliźnich, to tylko perfekcjonista w czynieniu dobra i nic więcej. Dobre uczynki czyni dla bliźnich, zapisując na swoim koncie w rywalizacji dobra ze złem, kolejne sukcesy. A dobro czynione nie ze wzgl. na Boga, jest tylko dobrem czynionym ze wzg. na ludzi, ze wzgl. na siebie. Jeśli świadomie przy tym odrzucisz Boga, choćbyś nie wiem jak duże miał sukcesy w miłości bliźniego, będziesz tylko wyjątkowo dobrym człowiekiem i nic poza tym. Jeśli Boga nie uznasz za swojego Króla mogę cię nazwać tylko najbardziej wrażliwym na świecie, na bliźniego, człowiekiem godnym ... pożałowania. Tak pożałowania... Dobroczyńca ludzkości ... i nic poza tym. Przeszedł przez życie dobrze czyniąc, stawiając człowieka w miejscu Boga. Za życia był dobry jak Bóg. Podróbka Boga! Jednego tylko nie uczynił. Nie zmartwychwstał dnia trzeciego. Dlatego próżna byłaby nasza wiara, gdyby Bóg w osobie Jezusa Chrystusa nie zmartwychwstał. Tylko jeden Bóg - Człowiek zmartwychwstał i dlatego wiara w Jego żywe Ciało i w żywą Krew jest pierwszym i najważniejszym przykazaniem miłości.  To On jest Alfą i Omegą. I to naszą miłość do Niego należy postawić na pierwszym miejscu. Tak miał to ustawione dzisiejszy patron dnia, pierwszy męczennik Św. Szczepan. Poniósł śmierć nie ze wzgl. na bliżnich - których niewątpliwie kochał służąc im jako jeden z pierwszych siedmiu diakonów wyznaczonych w kościele, ale zamęczony został ze wzgl. na Boga. Podobnie zginął w Oświęcimiu św. Maksymilian Maria Kolbe. Nie ze wzgl. na miłość do ojca wieloosobowej rodziny, więźnia Gajowniczka, ale tylko ze wzgl. na Boga. Za wiarę w Boga życie oddawali przez wieki wszyscy święci męczennicy. Tak giną dzisiaj na całym świecie setki, tysiące chrześcijan. Kto głosi, że najważniejsze jest przykazanie miłości bliźniego jest heretykiem. Nie słuchajcie go. Pierwsza i najważniejsza jest miłość Boga. Taka jest od wieków TRADYCJA kościoła katolickiego. Nie wystarczy mi napisać na domu "Bóg jest miłością". Na te słowa musi paść moja odpowiedź. JA  KOCHAM  CIEBIE BOŻE. 
A jak mam Ciebie Boże kochać? 
Nieskończenie mocno, tak jak bym miał Cię Boże za moment  nienawidzieć. Z moją miłością muszę zdążyć przed GRZECHEM, owocem ludzkiej nienawiści. Miłując na maxa odsuwam niebezpieczeństwo grzechu. Potwierdza to druga część maksymy "a gdy Ciebie Boże miłują, to pamiętaj Jerzy, przyjdzie czas, że będą Ciebie Boże nienawidzieć".

ps: Nie koniecznie każdy zostanie męczennikiem, wielu zakończy życie w cichości, tak jak św. Józef. 

środa, 24 grudnia 2014

Życzenia na Boże Narodzenie


      Łamiąc się wigilijnym opłatkiem, z całego serca życzę wszelkiego dobra, tego, które doświadczamy od innych i tego, które nas ubogaca, gdy sami świadczymy dobro innym.

      Święta Bożego Narodzenia to czas, gdy warto się na chwilę wyciszyć i zatrzymać nad refleksją nad naszym życiem, nad celem ostatecznym do którego dążymy, nad wartościami, które są dla nas najważniejsze.


      Może w tej zadumie - refleksji pomogą Tobie (Wam) moje przemyślenia mego przewodnika duchowego Św. Ignacego Loyoli które przeznaczył na Pierwsze Święto Bożego Narodzenia, a zatytułował je: "O służeniu Bogu". Pisząc je jak zwykle kolorem fioletowym, tym razem pozostawiam je bez komentarza dzieląc się z Tobą (Wami) jak opłatkiem.
 
Jeśli się ktoś na dworze królewskim znajduje, aby względy króla zyskał, daleko gorliwiej mu służy, niż wy starający się być miłymi Niebieskiemu Królowi, co się za bezrozumnych i wzgardy godnych uważacie." 

 "Największe świata szczęście wtedy już się kończy, gdy kto na dwór królewski wzięty, królewskim ministrem zostaje. Ileż to zabiegów potrzeba, ile usiłowań? Oto jeśli chcesz, Bóg ci u siebie, na dworze swoim, nieporównanie zaszczytniejszą ofiaruje służbę." 


"O ile ziemskiego króla chwałę, przewyższa wieczny majestat, o tyle temu bardziej niż tamtemu służyć winieneś, i o tyle ta od tamtej służba jest zaszczytniejsza. Zważ tylko. Król równie jak ty z mułu ziemi jest utworzony, podobnym jak ty kolejom losu podlega, podobnie jak ty w proch się obróci. Bóg w swoim majestacie jest wieczny i niezmienny. Patrz, co komu winieneś!"

 "Bóg stał się człowiekiem, aby cię do postępowania za sobą, do służenia sobie bardziej pobudzić. Albo wiary w nas nie ma, albo na niezwykłe kary piekła zasługujemy, że takiemu Panu tak opieszale służymy. " 


"Służba nasza dla Niego nie jest bez zapłaty, za trochę trudu, płaci wieczną nagrodą. Wstyd, wstyd wielki dla nas, jeśli za pożytkami doczesnymi tak gonimy, a o wieczne tak nie dbamy." 


Gdy kilka lat temu przyszło mi zlecić odlanie dzwonu „POJEDNANIE” potrzebowałem zdjęcia rąk pary małżonków splecionych kapłańską stułą. Z kapłanem do pozowanego zdjęcia nie miałem kłopotów, niestety ani Ewa ani Adam nie podali sobie dłoni w znaku pokoju, mimo, że jak twierdzą należą do tego samego KK. Poszukałem dublerów, by sprawy pchnąć do przodu. Od trzech lat, co roku pod figurą świebodzińskiego Chrystusa Króla w jego uroczystość, 150 kg dzwon dzwoni, głosząc Jego chwałę. W tym roku bił nie tylko na chwałę Chrystusa Króla, ale i z dziękczynieniem za pojednanie się małżonków.
A na Nowy Rok?
Wszystkim czytelnikom tego bloga życzę byśmy się mogli spotkać pod figurą świebodzińskiego Chrystusa Króla i obwołać Go naszym Królem. Ewie jutrzejszej solenizantce życzę, by pojednała się z internetowym Adamem, a tobie Adamie, byś przygotował się, by z radością uścisnąć kobiecą dłoń na znak pokoju w czasie jubileuszowej Mszy św. z okazji 5 rocznicy poświęcenia figury, a sobie, bym mógł Wam w tym towarzyszyć biciem dzwonu „Pojednanie”.
Jerzy.

       To nieudane poruszone zdjęcie brata Pallotyna, gaszącego ostatnią czwartą świecę adwentową trzymaną podobnie jak pozostałe trzy przez aniołów, po zakończonych ostatnich roratach w wigilijny ranek 2014 roku.

W dzisiejszy wigilijny ranek o 5:15 obudził mnie niesamowity sen. Klęczałem, Nad sobą widziałem twarz Ks. prałata dr. Jana Stanisławskiego, który tulił moją głowę do swoich piersi, pozwalając mi pić słodkie kobiece mleko. Będąc dorosłym czułem się jak niemowlę, nie ssałem, ale piłem łykami ten "niebiański" napój jakby z fałd jego sutanny. By się nim nie zachłysnąć, ręce księdza po kilku łykach odrywały moją głowę od jego piersi, a On pytał się otoczenia, którego nie widziałem: To co, damy mu jeszcze? otrzymując przyzwolenie, ale głosu przyzwolenia nie słyszałem. Zainteresowany byłem tylko jednym, piciem tego "niebiańskiego" napoju. Gdy się obudziłem natychmiast skojarzyła mi się ze snem Ewa, która dzisiaj obchodziła by swoje drugie (pierwsze dla domowników imieniny). Ubrawszy się do wyjścia na roraty, miałem dokładnie jeszcze tylko tyle czasu, by przygotować świąteczne życzenia dla 6 osób życia konsekrowanego (5 ciu księży i siostry Marietty).  Tu muszę podkreślić, że kładłem się spać około 1 w nocy, zupełnie nie planując co będę robił dzisiejszego wigilijnego poranka. W planie dnia miałem zamiar zawieść ewentualnie tylko życzenia siostrze Marietcie, ustnie złożyliśmy je sobie wczoraj).