wtorek, 31 marca 2015

O działaniu dla Boga

"Kto zapomina o sobie i swych korzyściach, przez wzgląd na Boga, ten ma czujnego nad sobą opiekuna w Bogu".

Pomagając wypełnić PiT-y z 1% odliczeniem na "Naszą Przyszłość", co jakiś czas muszę się wybrać z pielgrzymką do Urzędów Skarbowych miasta Poznania.  Czemu pielgrzymka? Jadąc samochodem modlę się razem z Radio Maryja. Dzisiaj spanikowałem i nie mówiłem paniom z okienka zamiast dzień dobry - Króluj nam Chryste. Stwierdziłem, że mówienie tego ministanckiego pozdrowienia, gdy nie mogę dać odpowiedniego "nie politycznego" uzasadnienia mija się z celem, a tłumaczenie  dlaczego nie pan Andrzej Duda, a pan Grzegorz Braun, którego hasłem życia oraz kampanii prezydenckiej jest "Króluj nam Chryste", wymaga nieco czasu.      

"Rób dla Boga, co tylko możesz, bo nie trudno mu przyjść z pomocą tobie i moc ma po temu i wolę . Chętniejszym On jest do dawania łask, niż ty do ich brania. Nikt bardziej o sobie nie pamięta nad tego, który w ten sposób siebie zaniedbuje."

Na Wildzie miałem do zdania tylko jednego PiT- a. Urząd sąsiaduje z kościołem. Kościół to nie pomnik i byłoby dla mnie grzechem nie pokłonić się Jezusowi w tabernakulum. W świątyni była jedna osoba. Widząc we mnie zmiennika po chwili wyszła. Oddałem się modlitwie...  Nie pomyślałem o wyjściu do czasu, gdy za sobą nie usłyszałem rozmowy dwóch pań. Młodszy głos powiedział: Ty tu sobie siedź spokojnie, a ja jak porobię zakupy to przyjdę po ciebie. Spokojny o to, że nie zostawiam Jezusa samego podniosłem się z kolan i skierowałem do wyjścia. Za mną siedziała staruszka zatopiona w modlitwie. Tuż przy wyjściu stoi konfesjonał, a z niego wystawały dwie nogi klęczącego penitenta. Czyżby ksiądz spowiadał? Był Wielki Poniedziałek około 14:00 godziny. Wchodząc do kościoła nie zauważyłem aby kapłan był w konfesjonale. Gdyby nie to, że od zeszłego tygodnia nic specjalnego poza kilkoma banami za "Króluj nam Chryste" i przyznanie się do Pana Brauna nie dostałem, pewno bym się cofnął i przygotował do spowiedzi.  Ten Jezus w konfesjonale nie dawał mi jednak spokoju. Sprawdzam w internecie: parafia im. Maryi Królowej, a Jej Syn Król codziennie w czasie każdej Mszy św. dodatkowo każdego dnia od 11:30, a  dzisiaj 31 marca w Wielki Wtorek przez cały dzień od 6:30 do 21:00 wzywany jest przez kapłana. Będzie słuchał, rozgrzeszał i błogosławił w konfesjonale. Co za okazja.
To dobre miejsce do Świętej Spowiedzi. Dla przyjezdnych zawsze gdzieś się jeszcze miejsce do zaparkowania znajdzie. Nie ma tu parkomatów i możesz stać ile tylko zechcesz.   

"Źle sobie radzisz, gdy czas służbie Bożej poświęcony, na co innego obracasz, jakże się możesz spodziewać powodzenia? Jeśli obrażasz na siebie Boga, skądże będziesz miał błogosławieństwo?"


Wychodząc z kościoła zamiast do samochodu i idę w przeciwną stronę, na Rynek Wildecki. 
Po co? 
Nie wiem po co. 
Coś mnie pcha na stragany z warzywami. Spoglądam na dwa, ale odrzuca mnie od kupowania czegokolwiek. Bardzo lubię ten rynek, tu można się targować i nie zdarzało mi się, bym czegoś za taniochę nie kupił. Wychodząc z ostatniego rzędu straganów, już o tej porze częściowo opustoszałych, nadziewam się na stragan z kwiatami. 
Po co mi kwiaty? 
A, dla Jezusa! 
Tego z konfesjonału?
Nie, miłosiernego z pomnika. (na zdjęciu powyżej ścianka wspinaczkowa w austriackich Alpach).
Najkrótsze róże w różnych kolorach są po 1 zł a dłuższe dochodzą do 3 zł za sztukę. Proszę o 5 szt białych, 40 cm z różowym pastelowym odcieniem. Są po 1 zł. Pan kasuje 5 zł i daje mi  pęczek luźnych róż. Odchodzę kilka kroków i liczę kwiaty jest 7, a nie 5. Przecież to dla Jezusa - nie będę Królowi stawiał kradzionych, pewno się sprzedawca pomylił. Wracam do straganu. 
Sprzedawca pyta co mi jeszcze potrzeba? 
Mówię, że prosiłem o 5 róż - a ja panu dałem 7 kończy zdanie sprzedawca. 
Bardzo dziękuję. Myślałem, że się pan pomylił. A te róże są do pomnika Jezusa Miłosiernego. To ja panu jeszcze dwie dodam. Zza straganu wychodzi przekupka, pewno żona sprzedawcy i dodaje mi jeszcze jedną różę. Rewanżuję się wizytówką z pomnikiem. 
O tu, pokazuję na zdjęcie, mówiąc kilka słów o Jezusie, będą stały państwa kwiaty. Prosiłem 5 szt za 5 zł , dostałem 10 nic nie dopłacając. Na tym polega Królestwo Boże. Dlaczego o panu Braunie mówiącym o Królestwie Bożym taka cisza w mediach publicznych? Dlaczego gdy ja piszę o tym samym u innych jestem banowany a oglądalność mego bloga spadła do 1/4 sprzed miesiąca.   

"Szukajcie naprzód królestwa Bożego i sprawiedliwości jego, a wszystko inne będzie wam przydane.(Mt 6, 33) Nie traćmy czasu, gdy go obracamy  na pobożność, więcej skorzystamy  modląc się, niż się naukom oddając."

Ułożenie 7 róż w wazonie (3 dostały się Ewie) na części ołtarzowej pomnika nie jest takie proste. Nieomal wszystkie wazony jakie były w domu, a przydatne do tego celu zdążyły się wytłuc. Najlepsze okazują się szerokie duże klosze od zniczy. Do 1/3 wypełniam je metalowymi podkładkami a resztę wolnej przestrzeni wypełniam pociętą na 10-12 cm odcinki starą rurą wodociągową 1/2". Całość zalewam wodą a w rurki wkładam cięte kwiaty. Tym razem poszedłem na skróty na dno nie wrzuciłem metalowych podkładek i wiejący wiatr przewrócił wazon który się rozbił. Sprzątając stłuczki musiałem się skaleczyć w palec czego nie zauważyłem. Gdy tylko wróciłem do domu zjawiło się małżeństwo by ich rozliczyć ze sprzedaży ziemi (wykup gruntów od rolników). Sprawa okazała się bardzo skomplikowana. Odesłałem ich do Urzędu Skarbowego, a jedynym śladem jaki po sobie  zostawiłem była moja krew ze zranionego palca na dwóch a może i trzech aktach notarialnych. 

"Na próżno się  wysilacie. Nie wy to jesteście, co mówicie. Ojciec niebieski wskaże  wam, co w danej chwili mówić macie.(Mt 10, 19) Bez niego nic, z nim możecie dokonać wszystkiego. Dla tych jest hojniejszy, którzy o siebie i sprawy swoje nie wiele, a o Boga i jego wolę bardzo się troszczą." 

Interesanci zgodzili się ze mną, gdy im powiedziałem, że teraz bardziej się o Boga i Jego wolę troszczę niż o swoje sprawy. Nie załatwiwszy nic ze spraw materialnych wyszli zadowoleni.

Króluj nam Chryste.

poniedziałek, 30 marca 2015

O powolności lasce Boskiej.

Dzisiaj będzie na czarno i bez cudzysłowów, ale od tego momentu, co dalej, to św Ignacy na poniedziałek 30 marca.

Jak pień bezkształtny nie wie, że może być zamieniony w posąg przecudnej piękności, ale wie o tym rzeźbiarz, tak wielu słabo w chrześcijańskiej wierze ugruntowanych nie pojmuje, że w rękach Boga na świętych przemienić się mogą, byleby tylko tej ręce mistrzowskiej nie stawiali oporu.

Bóg tylko jeden jest tak biegłym artystą, że z lada czego wszystko może uskutecznić, bo On tylko jeden może co brakuje dodać, co zbywa ująć. Pozwól Mu się urabiać.

Nikim nie należy gardzić. Chociażby kto był jak pień, może się z czasem przemienić w kształtny posąg, stanie się sztuki arcydziełem, wywoła wszystkich podziw, może zajmie miejsce na ołtarzu, przed którym ty kiedyś zginać będziesz kolana.

Źle sądzi, kto z powierzchowności sądzi. Jak z najlepszych najgorsi, tak z najgorszych najlepsi stać się mogą. Ty na siebie, nie na innych zważaj.

Jak glina bez oporu poddaje się w ręce garncarza, zawsze gotowa do przyjęcia takiego kształtu, jaki jej ta ręka nada, tak i ty powolnym się zawsze Bogu okazuj. Pozwól żeby On działał.

niedziela, 29 marca 2015

O względzie ludzkim

"Kto się na ludzi ogląda, ten łatwo o Bogu zapomina. Ot bałwan, tak ci powiedzą ludzie. Jakże wielu z nich odwodzi cię od składania serdecznej czci prawdziwemu Bogu. Jeśli bym się podobał ludziom nie byłbym sługą Chrystusa. (Galat. 1, 10)."
Mówi dzisiaj do mnie św. Ignacy, a Ewangelista Marek w opisie modlitwy Jezusa Chrystusa w ogrodzie Getsemani pisze (Mk 14, 35) "I Jezus odszedłszy nieco dalej, upadł na ziemię i modlił się". Ewangelista Mateusz pisze podobnie (Mt 26, 39. "I odszedłszy nieco do przodu padł na twarz i modlił się ..." Św Lukasz zaś pisze (22,41). "A sam oddalił się od nich na odległość około rzutu kamieniem, padł na kolana i modlił się ..." Świadomie pogrubiłem u każdego z Ewangelistów odnotowany przez nich sposób modlitwy Jezusa byście zadali sobie pytanie: Jak wygląda moja modlitwa? Czy biorę przykład z Jezusa?
"Gdy sobie raz owa nieszczęśliwa obawa drogę w tobie do błędu utoruje, wtedy nie ma nic, czego by  tobie nie doradziła. O przewrotny na ludzkie względy, jak że nas ze wstydu wyzuwasz, jak nam bezczelnymi i występnymi być każesz!"
Budząc się wcześnie następnego ranka,- mówi Jezus do Maryi - zobaczyłem jak moja Matka klęczy w rogu i modli się do Ojca. Każde słowo, które wypowiadała napełniało moje serce radością. Każda Jej modlitwa dotykała mego serca w jakiś szczególny sposób. Będąc jedno z Ojcem i Duchem Świętym, siedziałem w ciszy pozwalając by modlitwa Matki napełniała mnie. Po chwili zaprzestała modlitwy i zaczęła czytać zwoje z zapisanymi na nich Psalmami. Podszedłem do niej i usiadłem tuż obok wtórując jej słowom. Uśmiechając się matka spojrzała na mnie a Jej twarz promieniowała radością. Wyszeptałem: tak bliskie mi są te chwile gdy zwracasz się do Boga w modlitwie. Twój głos i twoje słowa niosą w sobie niewypowiedzianą słodycz. Matka przez chwilę wyglądała na zakłopotaną, ale zaraz objęła mnie ramionami i dalej już razem czytaliśmy Psalmy. Nasze głosy zbudziły moich uczniów jednego po drugim, przyłączyli się więc do modlitwy. Niebawem cały dom rozbrzmiewał głosami wychwalającymi Boga i składającymi Mu dzięki. Widziałem jak moja Matka przez swoją modlitwę uczyła innych modlitwy ku chwale Boga i wiedziałem, że tak samo będzie w przyszłości. Moja Matka wiodła ich ku coraz większemu życiu modlitwy. (wg Carver Alan Ames "Oczami Jezusa").

"Czemu się lękasz ludzi? Bezsilnymi oni są, nic sobie ani tobie pomóc nie mogą, w niczym zaszkodzić, bez woli Boga. Tego się lękaj, który po śmierci, może i duszę i ciało do piekła zatracić (Mt 10, 28)."

Budząc się wcześnie następnego ranka,- mówi Jezus do mnie - zobaczyłem jak klęczałeś pod pomnikiem i modliłeś się do Ojca. Każde twoje słowo, które wypowiadałeś napełniało Moje serce radością. Każda twoja modlitwa dotykała Mego serca w jakiś szczególny sposób. Będąc jedno z Ojcem i Duchem Świętym, siedziałem w ciszy pozwalając by twoja modlitwa napełniała mnie. Po chwili zaprzestałeś modlitwy i zacząłeś czytać kieszonkowe Pismo Święte. Podszedłem do ciebie i usiadłem tuż obok czytając spisane przez Ewangelistów własne słowa. Uśmiechając się spojrzałeś na Mnie, a twoja twarz promieniowała radością. Wyszeptałem: tak bliskie mi są te chwile, gdy zwracasz się do Boga w modlitwie. Twój głos i twoje słowa niosą w sobie niewypowiedzianą słodycz. Przez chwilę wyglądałeś na zakłopotanego, ale zaraz wyciągnąłeś do Mnie ramiona  jakbyś chciał mnie objąć i dalej już razem czytaliśmy Marka, Mateusza, Łukasza i Jana, co też piszą o Mojej modlitwie w ogrodzie w Getsemani.

Nasze głosy zainteresowały rannych przechodniów, jedna osoba po drugiej przyłączała się do modlitwy. Niebawem cały Plac Zmartwychwstania rozbrzmiewał głosami wychwalającymi Boga i składającymi Mu dzięki. Widziałem jak przez swoją modlitwę uczysz innych modlitwy ku chwale Boga i wiedziałem, że tak samo będzie w przyszłości. Wiodłeś ich ku coraz większemu życiu modlitwy. (ekspresje własne wg Carver Alan Ames "Oczami Jezusa" od 0:00 do 2:00 minuty nagrania).

"W sprawie Boga nic się obawiać nie należy, ale jak igła magnesu, zawsze ku biegunowi się zwraca, tak i ty bądź nieporuszony, gdy idzie o Boga, o Jego wolę, ani się w prawo nie przechylaj, ani w lewo."

Dzisiaj, podobnie jak tydzień temu, przeklęczałem w kościele  całe Gorzkie Żale z nauką, razem ponad 40 minut na oba kolana. Tenże znak: natychmia - stowego uzdrowienia lewego kolana dany mi przez Jezusa Chrystusa Zmartwychwstałego Eucharystycznego Króla Polski, w nocy z ostatniego lutego na 1 marca okazał się trwałym. Tak trwałym jakim jest kierunek igły magnetycznej wskazującej biegun. Wiem że nie mogę z obranej drogi odstąpić ani na lewo, ani na prawo. 

"Kto się bardzo obawia ludzi, ten nigdy nic wielkiego dla Boga nie podejmie"

sobota, 28 marca 2015

o przedkładaniu nieba nad ziemię


"Ach! Jakże mi cuchnie ziemia, gdy w niebo spoglądam."

"Jesteśmy do wyższych  rzeczy stworzeni, nie lubujemy się  przeto w niskich. Sama natura zachęca nas do tego, dała nam czoło w górę podniesione, oczom kazała w niebo spoglądać, oblicza, a bardziej jeszcze serca ku gwiazdom kierować".

Tak było z samego rana. Wstałem wyjątkowo wcześnie po wczorajszym gruntownym świątecznym sprzątaniu domu. Do pomocy miałem panią Anetkę, albo raczej to ona mnie miała. Co kobieca dłoń, a raczej kobiece oko, to nie męskie, które przez ostatnie 3 miesiące podobno zapuściło chałupę. Wspólnymi siłami udało się także umyć po zimie wszystkie okna  i poprać firanki.  

"Niebo ojczyzną jest, ziemia wygnaniem, tamto obfituje w błogosławieństwa, ta w klęski. W górę przeto żądze, w górę  pragnienia! Gardź ziemią, a spoglądaj w niebo!"


Na 19:00 zdążyłem do Chyb na  Drogę Krzyżową. W tym roku nie zabrałem składanego 1,5 m krzyża. Jakoś tak poczułem, że niosę go w sercu, a tym wewnętrznym nie chciałem się afiszować.Było to najprawdopodobniej przyczyną, że mimo próśb Ks. Proboszcza skierowanych do ogółu parafian, nie zgłosiłem się do czytań poszczególnych stacji. Droga krzyżowa była rodzinna, ułożona przez małżonków z Krakowa, nazwiska autorów nie spamiętałem. Modląc się na głos i śpiewając pełnym gardłem, mimo, że przez długi czas szedłem na samym końcu jako ostatni, byłem pewno słyszalny na czele procesji. Było nas, przynajmniej w mojej ocenie, wyjątkowo dużo osób w porównaniu z ostatnią procesją z okazji Bożego Ciała. Niestety zabrany aparat fotograficzny odmówił posłuszeństwa, tak, że nie będzie żadnych zdjęć a te co są to z wieczornej piątkowej Mszy Św i z sadzenia macoszek z piątku i soboty.

"Niech nam cuchnie ziemia, niech cuchną wszystkie jej dary, dobrymi się one wydają, ale dobrymi  nie są, owszem są złymi, bo nas psują, bo nam  do nieba wejście tamują."

Próbowałem odszukać w internecie tekst ostatniej stacji, który szczególnie trafił do mojej wyobraźni. Mówił także o drodze krzyżowej jednego z małżonków, jaką idzie przez życie po śmierci drugiego współmałżonka.
Droga Maryi po śmierci św. Józefa, a potem powtórka, droga Matki Boga po śmierci krzyżowej jej Syna Jezusa. Tak to sobie jeszcze raz układałem dzisiaj w głowie słuchając Radia Maryja i spoglądając nieomal przez cały dzień w ziemię. Nawet obiadu nie miałem czasu sobie zrobić, mimo że w piątek byłem na chlebie i wodzie.    

"Pociechy ziemskie mają razem z nami i bydlęta. Pociechy niebieskie zbliżają nas do aniołów. Tamte są brudne, te czyste, tamte chwilowe , te wieczne. O te więc ubiegać się należy, tych pożądać, a od  tamtych stronić."

Nie mogę powiedzieć że mi ziemia cuchnęła. Świeżo przekopana po zimie, za namową pana z pieskiem, raczej pachniała, bo pieski  szanują ten fragment zewnętrznego zagonka przed postacią św. Papieża Jana Pawła II. Ubiegłoroczne sianie niezapominajek nie udało się, a wsiane na jesieni nagietki z powodu braku zimy zdążyły do połowy grudnia wszystkie nie tylko wzejść ale i zakwitnąć. Tak więc przyszło mi zakopać cały zagon i przeflancować z ogrodu niezapominajki, a między nie wsadzić bratki zwane z poznańska macoszkami.

piątek, 27 marca 2015

O pociechach Ducha Świętego

27 dzień miesiąca jest szczególnym dniem modlitw za Ojczyznę.
27 marzec to pierwszy dzień kampanii wyborczej kandydata na urząd Prezydenta RP Pana Grzegorza Brauna, już nie kandydata na kandydata. 
27 marzec to kolejny dzień totalnego bojkotu tego kandydata w mediach katolickich w tym w Radiu Maryja i TV Trwam, Niedzieli i Gościu Niedzielnym - a szkoda.
Co w tym konkretnym dniu ma zatem nam do powiedzenia Św. Ignacy w swoich maksymach?

motto: "Żadna rzecz stworzona nie może w duszy takiej sprawić radości, jaką sprawia w niej  łaska Ducha Świętego." 

"Po co zatem łudzisz się radością jaką ci świat oferuje. Ta tylko radość jest prawdziwą i rzeczywistą, której nikt nas pozbawić nie może."

"Pociechy dla duszy są niezbędne, albo dusza za najniższymi goni, albo za najwyższymi. Tamte drażnią, nie zasycają, te drugie jedynie duszę, która jest nieśmiertelną, zaspokoić mogą."  

" Wielka to sztuka umieć się cieszyć. Cieszenie się  rzeczami złymi daje powód do łez wylewania. Jak nie znoszą  się ogień z wodą, tak również  się nie znoszą  uciechy cielesne  z duchowymi."

"Chcesz nigdy nie być smutnym - to zawsze żyj dobrze. Z tego źródła czyste płyną pociechy. Żadne ci  nieszczęścia nie dokuczą.Żadne nie przygnębią, jeśli choć  jeden promień Bożej łaski przyświeca, pociesza."

czwartek, 26 marca 2015

O miłowaniu Boga przez pana Grzegorza Brauna

"Spraw Boże, żebym Cię miłował i daj mi łaskę swoją, a dostatecznie mnie wzbogacisz, niczego już pragnąć nie będę." 

Tymi słowy rozpoczął dzisiejszy zestaw maksym św. Ignacy. Słowa te brzmią nieomal jak program wyborczy pana Grzegorza Brauna, który rzutem na taśmę ma jeszcze dzisiaj do 21:00 złożyć swoje (jakie tam swoje?) 100 tys podpisów w Państwowej Komisji Wyborczej. Czy mu się to uda - zobaczymy? 


"Najkorzystniejszą jest ta miłość - panie Grzegorzu -, w której o zysk nie chodzi, której całym zyskiem jest miłowanie." 

Na pytanie czy pana działalność polityczna ma być bezinteresowna, odpowiedział Pan, że byłoby źle, gdybym kandydował za "frajer". Czy oznacza to, że wierzący katolik, bądź inny dowolny wyborca, oddający na pana głos ma być bezinteresownym frajerem? W żadnym wypadku. Uprawianie polityki musi się opłacać. Opłacać politykowi i wyborcom, którzy gotowi są ponieść koszty by Pan, jako polityk został dopuszczony do głosu.
Ale z miłością do Boga jest nieco inaczej, bowiem jak mówi Św. Ignacy: 
"Inne miłości kupczeniem są. Tyle się w nich otrzymuje, ile się daje. Jest to godna wzgardy chciwość. Kto prawdziwie miłuje, darmo miłuje" 
Boża miłość to miłość ojcowska. By ją pojąć trzeba nam zrozumieć własne dziecięctwo. Postawił Pan sobie zadanie 100 tys podpisów i otrzymał je Pan. Kupił je Pan dla siebie swoim słowem, swoją postawą, swoją zamanifestowaną wiarą w Boga. 
A co teraz panie Grzegorzu? 
Proponuję Panu bezgraniczne zawierzenie Bogu, tylko z Nim może iść Pan dalej na przepadłe. Będzie Pan jedynym kandydatem, który będzie tubylcom i Polakom mówił o Bogu. Proszę niech nam Pan mówi prawdę o naszej rozdzielności, która jest dla nas dramatem. Niech nam Pan mówi o braku wewnętrznego pojednania, pojednania się  z sobą samym i pojednania z Bogiem. Wiem, słyszałem Pana jak Pan mówił o głębokim pęknięciu w Narodzie. Musi Pan trafić do obojga rodziców rozbitego małżeństwa, do obojga skonfliktowanych na śmierć i życie rodzin, skonfliktowanych przyjaciół. Ich wzajemne pojednanie niech Pan zostawi Bogu.  Jednym i drugim niech Pan mówi o dziecięctwie w stosunku do Boga.  Niech Pan w Narodzie wzbudzi miłość do Boga, pragnienie Boga. Niech Pan mówi o Zmartwychwstaniu, o dramacie jakim jest czyściec w którym wypalać się będziemy z własnego egoizmu. Proszę nas prosić byśmy się nie oddzielali od Boga, mylnie sądząc, że stracimy ludzką wolność. Miłując Boga zyskamy łaskę zbawienia. Komu się uda nie wiemy, ale namawiać należy wszystkich wierzących i niewierzących. Bowiem jak dalej pisze na dzisiaj św. Ignacy: 
"I nierozumne zwierzęta znają się na dobrodziejstwach. I sępy tam się zlatują, gdzie żer przeczuwają."             
Niech pan prosi Panie Grzegorzu o miłosierdzie dla wszystkich, dla których czyściec uznać należy za sukces. Niech w tym nawoływaniu  wiedzie Pana niepokorna nadzieja. Kto bowiem zmierzy postęp swojej duszy, a tym bardziej postęp duszy Narodu. Pan Bóg dał udział ludziom w swoich sprawach. Ale ci, dotknięci święci męczennicy, nosili w sobie duchowość. Oni nie dysponowali sobą. Pełnili wolę Bożą, nie walcząc o swoje małe nic. Niech Bóg da Panu odkryć Jego posłannictwo.
A Pańska "Miłość Boga winna się wznieść wyżej, za zyskiem  nie gonić. Całym zyskiem ma być dla niej sama miłość".
Koniec panie Grzegorzu za gonieniem za wyborcami. Niech to Pana już nie interesuje. Proszę nie śledzić gazet, nie myśleć o pijarze, nie czytać sondaży, na nic nie liczyć. Dostał Pan od Boga dar i niech to Panu wystarczy. Pański dalszy sukces  zależy tylko od Pana osobistej relacji do Boga i od niczego więcej. Musi Pan Bogu do końca zaufać. Tyle ile włoży Pan miłości Boga w swoją kampanię wyborczą, tyle Bóg da Panu. Mierzyć się będzie jedno wzrost Pana osobistej duchowości na drodze do Pańskiej osobistej świętości i nic poza tym. To będzie dla Pana słupek sondażowy. Jak Pan będzie chciał coś czytać, proszę wziąć życiorysy świętych. Wysiłek Boski wychwyci tchnienia pańskiego serca. Niech Pan będzie o to spokojny. Święci nie muszą się uczyć jak pokonać przeciwników, święci kroczą drogą pozyskiwania dusz dla Bożej sprawy wiecznego zbawienia. To działanie będzie filarem pańskiej emerytury. Niech Pan popatrzy przed Najświętszym Sakramentem na swoje sprawy, a sam Bóg da Panu zaistnieć jako człowiekowi i odpowiednio zapłaci, gdy wytrwa Pan do końca. 
"Wielką szkodę sobie wyrządzamy, jeśli prócz Boga innej nagrody szukamy. Chociażbyś wszystko posiadł, bez Boga nędznym jesteś. Samo niebo bez miłości Boga, byłoby piekłem, a piekło z posiadaniem Boga, zamieniłoby się w niebo."
Bóg jest inkubatorem łask, nie urzędnikiem, nie sędzią a nawet nie nie królem, choć takim chcielibyśmy Go widzieć. Nie możemy sprowadzać Boga, Panie Grzegorzu do Króla któremu należą się daniny składane władcom.  Nie może się nasza wiara stawać daniną. Jedynym darem, który Bóg przyjmie od Pana będzie miłość. Sam, będąc samą miłością, oczekuje od nas Polaków tylko miłości. I to miłości dziecka do Ojca. Podchodząc do Boga, jako do Ojca, nie ma problemu klęknąć, pomodlić się, iść na Eucharystię, adorować Jezusa Chrystusa w Najświętszym Sakramencie.  Liczy się tylko relacja miłowania Boga, jako dziecka do Ojca, a nie najemnika do pana. Nasze ludzkie stworzenie, to objaw dobroci i miłości Bożej, a nie tyle objaw  potęgi czy mądrości. 
Dlatego też jak pisze św. Ignacy: "Sama miłość Boga w wielkie obfituje pożytki. Z niej, jakby ze źródła płyną wszystkie dary, łaski i chwały. Miłuj Boga, wszak to tak łatwo, a będziesz szczęśliwy."
To w skrócie najlepszy dalszy program wyborczy Panie Grzegorzu. Nie da się bez miłości wołać "Króluj nam Chryste".

środa, 25 marca 2015

Dzień Matki

        Święto Zwiastowana Pańskiego, dzień w którym obchodzimy zwiastowanie przez Archanioła Gabriela dziewicy Maryi, że zostanie za sprawą Ducha Świętego matką Syna samego Boga Ojca. Takie wcielenie się natury Boskiej w ludzką należy do tajemnic wiary chrześcijańskiej, mimo, że zostało dużo wcześniej zapowiedziane w Starym Testamencie. "Pan sam da wam znak: Oto Panna pocznie i porodzi Syna, i nazwie Go imieniem Emmanuel, co znaczy: Bóg z nami". 
         To wielki znak dla niewiasty od Boga, gdy zna czas i okoliczności poczęcia się swoich dzieci, okoliczności stania się po raz pierwszy, ewentualnie kolejny raz matką rodzicielką.


        W parafii im. Maryi którą prowadzą  ks. Zmartwych - wstańcy w Poznaniu dzisiejsze święto zbiegło się z zakończeniem 4 dniowych rekolekcji parafialnych, które prowadził Zmartwychwstaniec  ks. Maciej Sasiak CR proboszcz parafii Wniebowstąpienia Pańskiego w Bytomiu - Szombierkach. Ks. Rekolekcjonista jest jednocześnie kapelanem klubu sportowego Polonia- Bytom.


Wczorajszą naukę Rekolekcjonista poświęcił zagadnieniom wiary. Mógłbym jej nadać tytuł: "Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię". 

Przypomniał słuchaczom znane prawdy, zachęcając byśmy się powtórnie narodzili w Bogu, by odrodziła się w nas Boża miłość w Bożym pokoju. Ostrzegł mówiąc: kto wierzy jest zbawiony, kto nie wierzy już jest potępiony. Musimy się pytać jak Nikodem, jaka jest nasza wiara? Przez rodziców ochrzczeni, przyjęliśmy wszystkie sakramenty i pytamy się dzisiaj o naszą wiarę. Wiara jest łaską daną od Boga, to oznacza, że musimy jej szukać. 

Zdarza się, że mówimy jestem wierzący, ale księdza i modlitwy to nie potrzebuję. Czy taka postawa prowadzi nas do zbawienia? O wiarę trzeba się modlić: Panie przymnóż nam wiary. 

Jezus pytał: Czy wierzysz? Tak, to jesteś uzdrowiony. Wiara wypływa z serca. Nawracający się mówi: płakałem przed Bogiem. Dziś niejeden mówi: nie warto wierzyć. A Bóg daje znaki. Śledzisz je, czy też pędzisz na oślep? Tomaszu włóż palec w moje rany. Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli.

Tu ks. Rekolekcjonista przytoczył przykład z czasów Solidarności, kiedy to walczono o krzyże w zakładach pracy. Załoga uchwaliła że chcą zawiesić krzyż. Dyrektor, ateista przyjął delegację. Dam zgodę jak obiecacie że nie będziecie się spóźniać do pracy, że nic nie zakombinujecie i będziecie pracować wydajnie. Nie przyrzekli i więcej nie wspominali o powieszeniu krzyża.

Dzisiaj należałoby powiedzieć tak: jesteśmy grzeszni, mamy dużo wad, powieśmy wspólnie panie dyrektorze krzyż, pod krzyżem wypiszemy bilbord z pańskimi warunkami, by się nam rzucały w oczy. 

Będziemy się starali być w porządku. Chcemy Panu pokazać że nasza wiara to nie są puste słowa. Chcemy aby się Pan nawrócił. Zależy nam na Pańskim zbawieniu. Spróbujemy.

Tak powiedzieli by ludzie, którzy chcą by Chrystus, ten wiszący na krzyżu był Królem Polski. Niestety takiego zakończenia ks. Rekolekcjonista nie podał, a szkoda, Zostawił "wiarę"  w takim stanie, w jakim była. Nijaką. Letnią. Dzisiaj nie ma wiary na trochę tak i trochę nie. To łaska stanąć wobec ateisty ze swoją wiarą. Ateista nie przyjdzie do kościoła. To ty musisz go nawrócić. 


Przyjść do Jezusa na adorację. Nie liczyć Bogu czasu. W tłusty czwartek za pączkami stano godzinami w kolejce przed znaną warszawską cukiernią, co rozdmuchały laickie media. Nikt nie klęknął na chodniku i nie zaczął się w kolejce modlić o opamiętanie się. Wielki Post. Jaki tam post? Fundowałem obiady postne w Środę Popielcową, nikt z chcących zamówić obiad mięsny nie zrezygnował z niego na rzecz darmowego postnego. Nie straciłem ani grosza. 

Dziękujmy za łaskę wiary kontynuował Rekolekcjonista. Traktujmy wiarę jak naczynie gliniane bacząc by go nam nie rozbito i starajmy się wiarę naszą pomnażać. O biedni, którzy nie korzystacie z cudu Miłosierdzia Bożego. Na darmo będziecie wołać, ale będzie już za późno. ( zakończył wczorajszą naukę Ks. Maciej Sasiak CR   
Na 2 ostatnich zdjęciach Ks. Proboszcz miejscowej parafii.

Dzisiejsza nauka dotyczyła prawdy i światła.
Kto spełnia wymagania prawdy zbliża się do światła. W dzisiejszych czytaniach pochylamy się nad Matką Boską. Ona zbliżała się do Światła. Pokochała Światłość. Dążyła do Prawdy. Była wybraną przez Boga... Czy było jej łatwo. Miała urodzić Odkupiciela świata, a jej życie pełne było ludzkich normalnych kłopotów szarego człowieka. 

Przeszła w nim wszelkie doświadczenia: od porodu w stajence po śmierć krzyżową, zdjęcie i pochowanie zwłok Dziecka powieszonego przez rodaków na krzyżu razem ze złoczyńcami. Dostąpiła największej łaski jakiej człowiek może dostąpić na ziemi. Została z duszą i ciałem wniebowzięta. To dogmat naszej wiary. Nasza droga też prowadzi za Maryją do nieba. należy nam dążyć do światłości. 

Co to oznacza ? Ci co w prawdzie żyją, żyją w światłości. Światu potrzeba świadectwa prawdy. Maryja jest świadectwem dla tych, którzy chcą iść do Boga drogą światłości, by rozpraszać ciemności tego świata.

A co na temat poznania prawdy we współczesnym kościele ma do powiedzenia Ks. Jacek Bałemba SDB. Poniżej spory fragment wg https://sacerdoshyacinthus.wordpress.com/2015/03/17/rzymski-katolik-chce-wiedziec/

....poznawanie prawdy o dramatycznej dzisiejszej sytuacji w Kościele może i powinno prowadzić nas do tym większej gorliwości, cierpliwej wierności, świętości – opartej na nieodzownym fundamencie serca czystego, świętego, żyjącego w łasce uświęcającej. Absolutnie tak!
W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, Pan Bóg nie wycofał swojej miłującej, przychylnej, zbawczej obecności wobec człowieka!
 


Ta miłująca, przychylna, zbawcza obecność Boga wobec człowieka znajduje swój ekstremalny wyraz w uniżeniu, bezbronności i kruchości Najświętszego Sakramentu Ołtarza! 

Jak Go dzisiaj traktujemy? Krwawiąca rana Mistycznego Ciała Chrystusa! Uzurpacje, profanacje, deformacje, nie-Boży minimalizm traktowania Najświętszego Sakramentu…
 

Po eucharystycznej nauce Chrystusa Pana wielu mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?” (J 6, 60). I „wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło” (J 6, 66). Pan Jezus z miłością zapytał tych, którzy pozostali: „Czyż i wy chcecie odejść?” (J 6, 67). Pytanie wybrzmiewa przez wieki, dzisiaj…


Poznawanie prawdy o dramatycznej dzisiejszej sytuacji w Kościele może i powinno prowadzić nas do świadomej odmowy współdziałania w procesach destrukcyjnych w zakresie liturgii, pobożności, doktryny, moralności, dyscypliny, autorytetu.
Poznawanie prawdy o dramatycznej dzisiejszej sytuacji w Kościele może i powinno prowadzić nas do świadomego współdziałania w procesach mających na celu zachowanie katolickiej wierności w zakresie liturgii, pobożności, doktryny, moralności, dyscypliny, autorytetu.

Jest to fundamentalnie kwestia wierności Bożemu Objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym i Tradycji.
Jest to kwestia ocalenia katolickiej wiary – jedynej wiary dającej zbawienie duszy.
Jest to kwestia odpowiedzialności za wiarę, za zbawienie własnej duszy oraz za zbawienie współczesnych i przyszłych pokoleń.

Św. Piotr, pierwszy prawowity papież, woła: „Ratujcie się spośród tego przewrotnego pokolenia!” (Dz 2, 40).
W czasach pomieszania powszechnego, jakie wtargnęły w sam środek Kościoła, możliwe jest zachowanie katolickiej wiary. I możemy śpiewać z Psalmistą – z ufnością i pokorą:
„Nasza siła w imieniu Pana, Boga naszego.

Tamci się zachwiali i upadli,
a my stoimy i trwamy” (Ps 20 (19), 8-9).

Pan Jezus nam to powiedział: „Wówczas wielu zachwieje się w wierze; będą się wzajemnie wydawać i jedni drugich nienawidzić. Powstanie wielu fałszywych proroków i wielu w błąd wprowadzą; a ponieważ wzmoże się nieprawość, oziębnie miłość wielu. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony” (Mt 24, 10-13).
W Wyznaniu wiary św. Atanazego czytamy: Quicumque vult salvus esse, ante omnia opus est ut teneat catholicam fidem – „Ktokolwiek pragnie być zbawiony, przede wszystkim winien się trzymać katolickiej wiary”.
A Pan Jezus z autorytetem naucza – prawdziwie: „Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony” (Mk 16, 16).
Mówią ci i owi, że katolicy w Polsce nie chcą wiedzieć.
Adekwatna diagnoza warunkuje adekwatną terapię.
Rany współczesne Kościoła wołają o uleczenie.
Rzymski katolik chce wiedzieć!
„Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?” (Łk 18, 8).

O karmieniu się ciałem Chrystusowym

Niesłychana pociecha! Ile razy do stołu Pańskiego przystępujemy, tyle razy nie tylko Chrystusa, ale i Matki Jego Najświętszej ciałem się karmimy."

Z czego niegdyś cieszył się  święty Bernard, z tego i my możemy, a mianowicie, że nam  pozwolono jednocześnie posilać  się ciałem Syna i Matki, bo Ciało Chrystusa jest i ciałem Maryi.

Jakaż to łaska ze strony Matki, jakaż to dobroć ze strony Syna! Ona nas mlekiem, On krwią zasila. Oboje się składają na ucztę dla nas. Cóż to za zbytek miłości. Szaleni prawdziwie  jesteśmy, jeśli z niej nie korzystamy!

Zważ człowiecze położenie twoje. Tyle razy Chrystusa krwią i Matki mlekiem nakarmiony, spokrewniłeś  się z osobami tak wielkimi, nie bądź że wyrodkiem i przez zwracanie się do głupstw, nie plam tego świętego spokrewnienia.

Mają czego zazdrościć Aniołowie, gdyż tej łaski co my nie dostąpili. Na ludzką niedolę tu jest  schronienie, kogo przeraża majestat Sędziego, tego podnosi dobrotliwość Matki, kogo powstrzymuje sprawiedliwość, tego wzywa miłosierdzie. 

Do czego sprowadzają się powyższe wywody Świętego Ignacego, oparte na myślach św Bernarda? Ano do tego, że w stwierdzeniu Eucharystyczny Król Polski nie ma żadnej herezji, że, ja Polak karmiąc się nieomal co dzień Eucharystią,  a więc żywym ciałem Jezusa Chrystusa, posilam się jednocześnie żywym ciałem Jego Matki Maryi, a uznając królewskość Matki nie sposób nie uznać mi królewskości i majestatu jej Syna. Zmartwychwstały Jezus Chrystus łamiąc i podając Apostołom chleb podawał im swoje uwielbione Ciało, Ciało  zrodzone z Matki Maryi. To tylko prawdziwy Bóg może za każdym razem w czasie kapłańskiej konsekracji dokonać w każdym zakątku ziemi, przez wszystkie czasy, aż do skończenia świata, takiego cudu przeistoczenia, że ja za św. Faustyną mogę potem po wielokroć wołać do Boga Ojca: Ojcze Przedwieczny ofiaruję Ci Ciało i Krew  Najmilszego Syna Twojego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata. To coś niesamowitego wręcz nie do ogarnięcia ludzkim umysłem składanie Bogu Ojcu ofiary z ciała Jego Syna i Matki Maryi  za grzechy świata. Ja, nędzny proch ziemi, po spożyciu Eucharystii, mając Jezusa w sercu, składam ofiarę Bogu za grzechy świata, za grzechy świata. Rozumiecie to... Mając Eucharystycznego Króla w sercu, składam Jego Wysokość Królewskość Ojcu Przedwiecznemu uświęcając siebie, rodzinę, parafię, Polskę i cały świat. Uświadomienie sobie tego faktu, powala na kolana. To jedyna godna postawa pośrednika w jakiej mogę złożyć taką ofiarę. Nie wyobrażam sobie bym jako pośrednik miał to czynić na stojąco. A ty Boże doskonale to odczytałeś w mojej duszy uzdrawiając moje kolana. Dziękuję Ci Boże że mogę Cię tak chwalić i wielbić. Dziękuję Ci, że mogę przed Tobą klękać. Ty bowiem Jesteś moją skałą i twierdzą (Ps. 31, 4). Dziękuję Ci Boże. Pośrednik, ofiarnik. Przyjmujesz żywego Jezusa do serca by, starając się nie grzeszyć, zwracać go z intencjami w modlitwie Bogu Ojcu, wypraszając miłosierdzie dla siebie i całego świata. Czy może być coś piękniejszego niż taki obieg łask. Samonapędzający się łaskami obieg uzupełniany każdorazowo przez Boga Ojca. Co za radość, co za łaska.
Dobrej nocy.
Króluj nam Chryste!

ps: jak zwykle maksymy św. Ignacego w kolorze fioletowym 

wtorek, 24 marca 2015

O uświątobliwieniu własnym.

Słowa dzisiejszych maksym św. Ignacego, tylko pozorne nie mają związku z tekstem z dzisiejszego Gościa Niedzielnego http://gosc.pl/doc/2403431.Szokujaca-deklaracja-niemieckich-zakonow  wplecionego w maksymy. Święty Ignacy daje nam dokładne wskazówki co mamy czynić  i jak dalej postępować. O Kościół należy się martwić i modlić, stale pamiętając byśmy o siebie nie musieli się w przyszłości  martwić. Wszyscy zmartwychwstaniemy, ale czy wszyscy zostaniemy zbawieni? o to już nie pytają niemieccy zakonnicy. A szóste przykazanie to was bracia i siostry już nie obowiązuje? Czy tak ma wyglądać królestwo Boże na ziemi? To tyle tytułem wstępu. A teraz na fioletowo św. Ignacy.

"Daleko lepiej jest mieć jedno ziarenko, jakiegoś dobra bez narażania się, niż sto ziaren z narażeniem zbawienia.”


"Niemieccy zakonnicy i zakonnice domagają się zmiany nauczania Kościoła odnośnie do życia seksualnego, małżeństwa i homoseksualizmu. W związku ze zbliżającym się synodem biskupów o rodzinie, Konferencja Wyższych Przełożonych Zakonnych, reprezentująca 18 tys. zakonnic i 4,5 tys. zakonników, wydała dokument, w którym wzywa, by Kościół zmienił swe podejście do seksualności i miał w tych sprawach więcej zaufania do wiernych."

 "Nikt rozsądny siebie nie gubi, aby drugiego ocalić,
tak jak lekarz nie przyprawia siebie o chorobę, aby drugiego uleczyć".  

 
"Głównym argumentem, do którego odwołują się niemieccy zakonnicy jest właśnie opinia świeckich. A dla nich – jak czytamy w dokumencie – akt płciowy nie musi być otwarty na życie, Kościół wzorem prawosławnych powinien błogosławić kolejne związki rozwodników, dopuszczając ich do komunii, a także nie powinien odmawiać błogosławieństwa parom homoseksualnym. Niemieccy zakonnicy przychylają się do tych opinii."

 O własnym zbawieniu przede wszystkim myśleć należy.”
Im skarb jest cenniejszy, z tym większym staraniem winien być przechowywany.
Bo co da w zamian człowiek za duszę swoją,
którą, gdy na niebezpieczeństwo ją wystawia,
tym samym dowodzi, że jej nie ceni, że o nią nie dba.


Podkreślają, że Kościół musi mieć bardziej otwarty stosunek do życia seksualnego. Obszernie rozwodzą się nad poczuciem krzywdy, jakie Kościół miałby pielęgnować ich zdaniem u rozwodników i homoseksualistów. Wśród tych ostatnich wielu miałoby aspirować do chrześcijańskiego stylu życia, wiernego partnerstwa na całe życie, ale nie mogą pogodzić się z faktem, że Kościół wymaga od nich zachowania wstrzemięźliwości płciowej. 

Pomiędzy zyskami, których tak chciwie szukasz,
siebie na pierwszym miejscu stawiaj.
Gdy innych zachęcasz do pobożności, to nie zaniedbuj siebie
i nie pozwól, aby inni pod twoim przewodnictwem,
od ciebie stali się świętszymi.
Czemu tak o sobie nie uważasz?
 
 
 „Jakże homoseksualiści mieliby się uważać za ukochane dzieci Boga, jeśli Kościół katolicki nie che im błogosławić w ich dążeniu do spełnionego partnerstwa” – pytają retorycznie autorzy odezwy. W deklaracji dużo jest takiej populistycznej retoryki.

Piecza, która się zawsze odnosi do innych, należy do najgorszych.
Pieczę o sobie winienieś nad wszystkie inne przekładać.
Rachunku o tobie od ciebie zażądają. 


Przełożeni niemieckich wspólnot zakonnych ostro krytykują Kościół, twierdząc, że zbyt długo zostawiał wszystkie te kwestie bez należytej odpowiedzi. Jednocześnie dają do zrozumienia, że to właśnie Magisterium Kościoła ponosi odpowiedzialność za pogłębiającą się przepaść między doktryną a codziennym życiem wiernych świeckich."

Marto! Marto! troszczysz się i frasujesz o wiele, a jednego ci potrzeba: zbawienie swoje jak możesz najpilniej ubezpieczaj."


poniedziałek, 23 marca 2015

O niezwlekaniu


Jestem tradycjonalistą jeśli chodzi o trzecie przykazanie. Nie przekładam dnia świętego na sobotę, by w niedzielę mieć "luz" od Boga i załatwiać "dwa w jednym", czyli sobotnią i niedzielną Mszę św. w sobotni wieczór. W sobotę idę rano 
patrz nietuzinkowa,  ranna adoracja
W niedzielę też najczęściej idę na 9:00, z której to Mszy św. zamieszczam zdjęcia. Jak zatem to moje, dobre moim zdaniem działanie, pogodzić z dzisiejszymi maksymami Św. Ignacego?
 
"Lepiej nic nie odkładać do jutra, co dziś można zrobić". 
- takim wezwaniem wita nas z rana św. Ignacy zachęcając do pracy nad sobą. A św. Urszula Ledóchowska, której dodatkowo, niejako równolegle, poświęcę ten wpis, wita nas dzisiejszego ranka modlitwą:

O Panie!
Niech będę jak promyk słoneczny,
co wszędzie pociechę, wesele roznosi,
co wszędzie Twą chwałę i dobroć Twą głosi,
jakby Twój uśmiech, o Panie Przedwieczny.  

Święta Urszulo, Święty Ignacy,  módlcie się za nami!

"Co Filipowi zjednało  przydomek Wielkiego, to winno być prawem dla chrześcijanina. On nic nie odkładał do jutra, co można było dziś zrobić. Chrześcijanin winien postępować tak samo. Jutro jest niepewne, możesz go nie doczekać". 

Czy podobnie myślała - pisała - nauczała, św. Matka Maria Urszula Ledóchowska, nie potrafię tego powiedzieć, ale myślę, wysłuchawszy wczoraj jej barwnie opowiedzianego życiorysu, a następnie przeczytawszy go jeszcze raz, sądzę, że dewiza życiowa "co masz dobrego zrobić jutro, zrób dzisiaj", jest wspólna dla wszystkich świętych, niezależnie od czasu i miejsca gdzie ich Pan postawił. 

Święty Ignacy pisze tak:
"Łaska Ducha Świętego opieszałości nie znosi, w tych szczególnych sprawach, które na pochwałę zasługują. O wiele wartość czynu podnosimy, gdy go szybko wykonujemy". 




Prześledźmy pokrótce dokonania św. Urszuli Ledóchowskiej.
Urodzona w 1865 roku pod Wiedniem, gdzie uzyskuje solidne wykształcenie. Jako 18 latka, z rodzicami osiedla się w Lipnicy Murowanej k/Bochni. Mając 21 lat wstępuje do klasztoru Urszulanek w Krakowie. Po trzech latach składa pierwsze śluby zakonne. Pracuje w krakowskim internacie Sióstr zostając z czasem przełożoną domu. W 1906 roku zakłada pierwszy na ziemiach polskich internat dla studentek szkół wyższych. Rok później wyjeżdża do pracy dydaktycznej do Petezburga, gdzie po dwóch latach doprowadza do erygowania placówki Sióstr Urszulanek, po czym przenosi się do Finlandii, gdzie otwiera gimnazjum dla dziewcząt. 

W czasie I wojny światowej w krajach skandynawskich  wygłasza odczyty o Polsce gromadząc fundusze na pomoc dla osieroconych polskich dzieci zakładając w Danii szkołę i dom opieki dla polskich dzieci. W 1920 roku 55 letnia Urszula Ledóchowska wraca do Polski i w Pniewach k/Poznania zakłada nowe zgromadzenie Sióstr Urszulanek Serca Jezusa Konającego. 


Umiera 29 maja 1939 roku  mając 74 lata w Rzymie. Beatyfikowana 20 czerwca 1983 roku w Poznaniu na Łęgach Dębińskich, kanonizowana 18 maja 2003 w Rzymie. Jest patronką Archidiecezji Poznańskiej, a jej wspomnienie liturgiczne obchodzimy 29 maja.


"Ile to razy zwłoka okazała się szkodliwą. Wcale do skutku nie przyszło, bez wykonania pozostało, cośmy na inny dzień odłożyli. Wielu za swą  wstępną  gnuśność  przez całe wieki  pokutować będzie musiało i nigdy jej nie odpokutuje."

Na to wielu z nas cytuje, jakby na przekór Świętemu, stare porzekadło: "co nagle to po diable". Do dobrych rzeczy nie należy mieszać diabła. Masz zrobić coś dobrego, nie zwlekaj pomódl się i rób. Na modlitwie połączonej z pracą nikt jeszcze źle nie wyszedł. Podpowiedział mi jeszcze p. Kazimierz jeszcze współczesne młodzieżowe powiedzonko "co masz zrobić dzisiaj zrób pojutrze a będziesz miał 2 dni wolnego".

z litanii do św. Urszuli Ledóchowskiej:

Św. Urszulo, która wzrastałaś w promieniach Eucharystii, módl się za nami.
św. Urszulo, która u stóp Ukrzyżowanego czerpałaś siły w cierpieniu, módl się za nami.

św. Urszulo, która uczyłaś się miłości w szkole Serca Jezusa Konającego, módl się za nami.
św. Urszulo, która umiałaś łączyć kontemplację z aktywnością, módl się za nami.
św. Urszulo, która umiałaś uświęcać szarą codzienność, módl się za nami.

św. Urszulo, oddana głoszeniu Dobrej Nowiny o zbawieniu módl się za nami.
św. Urszulo, budująca braterską jedność wśród różnie myślących módl się za nami.

św. Urszulo, wrażliwa na znaki czasu, módl się za nami.
św. Urszulo, wyczuwająca potrzeby chwili, módl się za nami.


"Czyn dobry, skutkiem zwłoki, wiele na swej wartości traci, zwłoka bowiem jak z jednej strony dowodzi niechęci, tak z drugiej wywołuje niezadowolenie. O ile się kto opóźnia  z wykonywaniem cnoty, o tyle jej ujmuje chwały. Zamiary nikogo świętym nie uczyniły". - podsumował Św. Ignacy. 

A zatem módlmy się:

Boże, Źródło i Dawco świętości, który uczyniłeś serce św. Urszuli wrażliwym na pragnienia serca Twego Umiłowanego Syna, spraw abyśmy wspierani jej orędownictwem umieli tak jak ona odczytywać znaki Twojej woli i odpowiadać na nie żywą wiarą i czynem miłości. Wysłuchaj też łaskawie naszych próśb zanoszonych z ufnością za jej wstawiennictwem. Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen