czwartek, 30 kwietnia 2015

O umarzaniu własnej woli.

By tradycji stało się zadość, czas uzupełnić dzisiejszy, wcześniejszy wpis o maksymy św. Ignacego i popłynąć Koplą nieco dalej. Czy dopłyniemy do miejsca, w którym wpadłem do wody, zobaczymy?

"Co się bez woli i zgody spowiednika robi, to się nie za zasługę , ale za czczą chwałę uważa".

Podobnie jest w kajaku jak się siedzi na miejscu załogi trzeba słuchać kapitana. Samowolka najczęściej się źle kończy. 

Nikt sam sobie nie wystarcza. Jak oko nawet przenikliwe innych widzi, ale nie siebie, tak i roztropność, nawet niezwykła, innym nie wystarcza, ale nie sobie. Kto umie innymi kierować, kierowanie sobą winien innym powierzać. 
  
Siedząc z przodu pozornie tylko widzi się więcej, ale do końca nie widzi się skutków własnych pociągnięć wiosła. Technika wiosłowania na przodzie, przez całe życie pływałem zawsze z tyłu, jest bowiem inna niż wiosłowania z tyłu.

Wola własna jest jakby kwasem. Czyn nawet dobry, jeśli się z tym kwasem złączy, ostrością swoją na wskroś przenika. Tym więcej wagi nabiera czyn, im mniej w nim jest własnej woli człowieka. Cokolwiek ta doradza, to uważaj za podejrzane. 

Spójrz na prawą stronę zdjęcia. Wodowanie kajaka - to czynność przy której wpadłem do wody. Kajak na wodę spycha osoba z obsługi spływu, a nie uczestnik o nie określonych kwalifikacjach.
 
Subtelną jest miłość własna, za pośrednictwem zasadzek gotuje zgubę dla cnoty, gdy ją pod swój własny sąd  weźmiesz, za winną nie uznasz, unikniesz kary, należy ją przed inny trybunał postawić, jeśli o słuszność idzie. 

Mimo, że różnica poziomów między taflą wody, a brzegiem była w tym przypadku dwu krotnie większa niż w miejscu w którym ja wpadłem do wody wodowanie odbyło się bezproblemowo.

Ty o innych, inni o tobie niechaj sądzą. Tym bezpieczniejszym będziesz, tym wolniejszym od stronniczości, jeśli o tobie , bez ciebie wyrok wydadzą. Nikt sam siebie nie leczy. Choroba duszy groźniejszą jest od choroby ciała.

W czasie spychania kajaka na wodę, zawsze prostopadle do linii brzegowej, spychający nie unosi ani na moment rufy nad teren. Płaskie dno kajaka w każdej chwili spoczywa bądź na brzegu w pierwszej fazie bądź na wodzie  w drugiej fazie, jak na zdjęciu obok.
Tą  przeszkodę, leżący w korycie rzeki w poprzek pień, pokonaliśmy z Kubą, jako jedyna załoga, metodą taranowania nad pniem. Nie wychodząc z kajaka, a tylko odpowiednio dociążając najpierw tył, i z impetem najechaliśmy na pień od góry, by potem zjechać z pnia poprzez dociążenie przodu kajaka i odpowiednie ruchy ciała.


Na trasie i popasie

Suchą nogą  po mokrej wodzie, ale zawsze z Bożą pomocą zajdziesz daleko. Przypomnij sobie św. Piotra jak szedł po wodzie do Jezusa. Wystarczyło, że zwątpił, a już zaczął tonąć. 

Nie każdy odbierze Boży sygnał i wypłynie na głębię. Niejeden stoi z kamerą na lądzie i tylko rejestruje to co się dzieje na wodzie. Ale nawet stojąc na brzegu już trzeba prosić o Bożą pomoc. 

Zawsze można się przewrócić, skąpać i zrobić sobie krzywdę.
Nie jest łatwo, zwłaszcza młodym zgadzać się na wolę Bożą. A Bóg jest  bezsilny wobec stworzenia, któremu dał wolną wolę. 

Nie dał jej zwierzętom, ale stwarzając człowieka wyposażył go w boskie atrybuty wolności. Bo tylko w bezgranicznej wolności może się zrodzić bezgraniczna miłość Stwórcy. 

Patrząc na otaczające cię piękno, trzeba w nim dostrzec Stwórcę. Jeśli tego nie dostrzegłeś, na IV Kórnickim Spływie Kajakowym, to twój udział w nim był tylko zaliczeniem kolejnej imprezy organizowanej przez firmę FX events. 

Straciłeś okazję by, żyć Bogiem. Bezbożny, otaczający cię świat, upomni się o Ciebie. Pan Bóg chce byś przeszedł przez życie suchą nogą.

Nie żąda od Ciebie byś tak, jak ja, wpadł w bagnistą czarną wodę za ostatnią przeszkodą, drzewem zwalonym przez bobry w poprzek rzeki Kopli,  50. metrów przed miejscem na którym się pojawił o świcie następnego niedzielnego dnia. 

Masz przejść z sensem, suchą nogą z owocami dla siebie i innych. Masz nieść Boży Dar w otaczający Cię bezbożny świat i przynieść wielokrotny plon. 

Człowiek wymyśla różne zgubne dla siebie i otoczenia sposoby życia i myślenia. Potrafił od Adama i Ewy w swojej wolności korygować to, co Bóg stworzył idealnym. 

Nie, on jak ten malec, któremu się wiele mówi, poprawia i koryguje Boże relacje. A przecież Twoje relacje z Bogiem mogą być intensywne - możesz od Boga odbierać jakby prywatne objawienia. Ale nie możesz Bogu stawiać zapory tak jak bóbr na rzece, nie możesz stawiać ograniczenia: teraz nie , jeszcze mam czas, może pod koniec życia zgłoszę się do Ciebie Boże. 

A On chce być już na początku Twego życia, a nie na końcu, gdy będziesz zgrzybiałym staruszkiem. Już dzisiaj zaprasza Cię, tak, jak mnie zaprosił. 

Wsiądź Jerzy kolejny rok na kajak, a doświadczysz mojej obecności przy sobie. Nie chodziło Mu o stabilizację. Wręcz przeciwnie, dopuścił by mnie jednego dnia  wrzucono do wody, a drugiego .... 

Bogu chodzi o ścisłe współistnienie. Moje, Twoje życie, ma być uczestnictwem w Jego Boskim krzyżu. Moje cierpienie drugiego dnia spływu, kiedy to nieomal nie straciłem prawego oka, miałem odebrać jako dar współcierpienia z biczowanym, zakrwawionym Jezusem. 

Mówi się, że tylko młodzi mogą być obdarowani przez Boga w ciemno do szaleństwa.  A tu taki dar ... który zmusił mnie bym w radości płynięcia po 57 latach tą samą rzeką Wartą do Poznania nie tylko wspominał stare dzieje, ale skupił się na współcierpieniu z Bogiem. Czy te ponad pięćdziesiąt lat pozbawiło mnie młodości ducha? 
Wręcz przeciwnie.


Boże myślenie sprawia że jestem otwarty i czuję się potrze - bny jako Boży człowiek nie wpisany w koniunkturę laickiego świata. I Ty też proś Boga o boży życiorys, byś nie zagalopował się w lęku o swoje kruche, oh jak bardzo kruche JA. Obyś nie przeszedł przez życie szukając tylko to co łatwe.

środa, 29 kwietnia 2015

O pociechach ziemskich, podsumowanie wowitów,


Ostatnia sobota, 25 kwiecień 2015. Wypłyń na głębię Jeziora Kórnickiego.  IV Kórnicki Spływ Kajakowy z Kórnika do Poznania z którego będą dzisiaj zdjęcia. 

190 komentarzem  na blogu "W obronie wiary i tradycji " adminka Ewa zakończyła otwartą wczoraj dyskusję na wątku:https://wobroniewiaryitradycji.wordpress.com/2015/04/28/wolna-dyskusja-tematy-polityczne-i-religijno-polityczne-ostrzezenie-przed-nowa-sekta-wykorzystujaca-intronizacje/#comment-108080


Już sam tytuł wątku ostrzega przed nową sektą, nazwaną dalej w komentarzach  braunowsko - natankowską, do której, niejako z urzędu, nigdzie tego oczywiście nie pisząc, i mnie zaliczono. Generalnie poza jednym wpisem otwierającym dyskusję, suchy cytat wczorajszych maksym św. Ignacego  "O trudach dla cnoty."  nie włączałem się czynnie w wypowiedzi internautów. Nie oznacza to, że dyskusji z uwagą nie śledziłem. Gdy przygotowywałem się do wpisania czegoś w rodzaju podsumowania, możliwości wpisania zamknięto. Dlatego też swój komentarz zamieszczam poniżej: 


Wydaje się, że wątek, na którym poza Adminami mój komentarz pojawił się jako pierwszy, z linkiem do spotu wyborczego p. Brauna, niebawem sam wygaśnie. 

W komentarzu zapytałem: ... który z tej dwójki kandydatów (p. Duda i p. Braun) ma szansę poprowadzić Was, mnie i całą Polskę drogą do Świętości, który z kandydatów deklaruje się, że chce być narzędziem w rękach Pana?

Wszystkim biorącym udział w dyskusji dziękuję za szczere wypowiedzi.
Czy mnie satysfakcjonują? Muszę Wam powiedzieć, że w większości tak, bo i brak odpowiedzi, uchylanie się od niej, wrzucanie tematów zastępczych,  też jest jakąś odpowiedzią. 

Wniosek narzucił mi się jeden. Okazało się, że dwa zwalczające się od lat mieniące się jako katolickie a przynajmniej chrześcijańskie blogi mają jednego wspólnego wroga p. Brauna. Postulowane przeze mnie na początku roku pojednanie, wtedy odrzucone przez obie strony,  stało się faktem. 


Nieomal dokładnie taka sama dyskusja jak wyżej przetoczyła się przez oba blogi przy czym Admini obu blogów mają takie samo zdanie co do preferencji wyborczych.
Czy ten wspólny front za PiS - em  i p. Dudą pozwoli na zwycięstwo zobaczymy w maju. Bóg pisze swoje scenariusze, które są nieprzewidywalne.
Tu tylko przypominam wszystkim o spotkaniu się 22 listopada 2015 roku pod figurą Świebodzińskiego Chrystusa Króla , byśmy pojednani z ludźmi i Bogiem mogli wspólnie zaśpiewać:
Króluj nam Chryste!  



A co na to dzisiejszy Św. Ignacy ze swoimi maksymami sprzed 5 wieków:

"Lepszym jest coś małego, ale pewnego i trwałego, niż coś wielkiego, ale niepewnego i zmiennego." 

Czyżby tym małym, pewnym i trwałym był pan Grzegorz Braun, a tym niepewnym i zmiennym, a jednocześnie wielkim był pan Andrzej Duda? Wybaczcie, ale nic innego mi się nie kojarzy.   

"Co się utracić może (głosując na p. Dudę), to zaledwie na nazwę dobrego zasługuje. Gdy je (to znaczy dobra materialne, na których zatrzymał się pan Duda w polemice z p. Komorowskim)  posiadamy dręczy, zachodów wymaga. Gałązka jednej róży (róża symbol dóbr materialnych) wiele kolców ma. Niebo by nas nie zasycało, gdyby wiecznym nie było." (ta idea przebija się w twórczości artystycznej p. Brauna, wydaje się, że on ją rozumie). 

O nadzieje i czcze ludzkie sprawy! Nieraz los przedstawia się nam jako stały, silnie, jak by nie rozerwalnym węzłem z nami złączony. 

Za chwilę, z powodu, któregośmy się wcale nie spodziewali wszystko się zmienia (tak będzie po wyborach), wszystko na opak naszym zamiarom i chęciom idzie. Liche takie szczęście, które  zatruwa wszelką przyjemność obawą o przyszłość.

Wieczność, tylko ta jedna nie zna końca, jej radości nikt i nic nam nie odbierze. Na miłość naszą zasługuje tylko to, co jest wiecznym. Inne rzeczy nie warte są naszej miłości. (który z kandydatów to głosi, który to wyartykułował choć jednym słowem? Ja taką nutę słyszałem u p. Brauna, ale może się mylę).


Rozkosze, jakimi świat rozporządza, ledwie w bardzo małej części nam się dostają, bo albo przeminęły i te już nas nie bawią, albo dopiero mają nastąpi, ale to nie jest pewne.Tym sposobem więcej smutku niż radości ma wszelka rozkosz ziemska.  

wtorek, 28 kwietnia 2015

O trudach dla cnoty, gimnastyka i płyniemy

 "Nie pozwólcie, aby synowie tego świata z większym staraniem i troskliwością zabiegali o rzeczy doczesne, niż wy o wieczne". 


To, z czym mamy do czynienia w przedwyborczej Polsce jest dla mnie nie do pojęcia. Radio Maryja, Nasz Dziennik , Telewizja Trwam wszystkie te trzy media odwróciły się plecami od jednego z kandydatów. Chodzi o p. Grzegorza Brauna. 

Gdy na początku roku próbowałem pojednać dwa zwalczające się ostro blogi katolickie z obu stron nastąpiły na mnie ataki. Walkę ze sobą oboje Administratorów uznało za swój nadrzędny cel, a moje wysiłki w kierunku pojednania uznano za zbyteczne. 

Zupełnie inaczej ma się sprawa dzisiaj w końcowej fazie kampanii wyborczej. Zarówno jeden Admin jak i drugi stanęli w jednej linii w walce o zwycięstwo p. Andrzeja Dudy zwalczając przy tym ostro głosy za p. Grzegorzem Braunem.

To, co się nie udało uzyskać na początku roku okazało się, że dzisiaj pojednało oba blogi. Pana Grzegorza określono dzisiaj jako sektę braunowsko - natankowską, którą należy zwalczać wszelkimi sposobami. Gdy to się nie udało, dopuszczono do głosu zwolenników p. Grzegorza.

Głosu prawdy już się nie zatrzyma, coraz więcej katolików otwiera oczy. Kiedy wśród kandydatów pojawił się na prawdę niezależny kandydat. Pojawił się człowiek polskiej tradycji. Katolik tradycyjny. 

Jako prezydent będzie gwarantował, że  będzie wykonywał swą władzę wg. moralności Chrystusowej. Jest monarchistą. Restytucja monarchii nie jest na razie możliwa. Nie ma czegoś takiego jak król świecki. Król może być tylko katolicki i takim jest Grzegorz Braun.   


Dalej tak jak zwykle na fioletowo św. Ignacy, a teraz na dzień dobry do odsłuchania  spot reklamowy pana Grzegorza Brauna: http://gloria.tv/media/XoEuUCzVJVK



"Dziwne zaprawdę usposobienie nasze. Ku temu co szkodzi zawsze się przechylamy, razem z chorymi tego najusilniej pożądamy, co pogarsza naszą chorobę, a przed tym stronimy, co by wielkim było naszym pożytkiem"  

"Pracę wszelką mamy za przyjemną, z wyjątkiem tej , którą  by podjąć należało dla osiągnięcia cnoty. Zabiegi kupców, niebezpieczeństwa żołnierzy, mozoły uczących się, słowem rzeczy małej wagi jednają nas sobie i sprawiają, że ziemskie zyski przenosimy nad niebieskie, cień nad rzecz."

"Łatwiej by  było często niebo otrzymać, niż stracić. Mniej trudów wymaga od nas cnota , niż występek. Jarzmo Chrystusa wdzięczniejszym i ciężar jego lżejszym jest, niż nasze żądze (Mt 11, 30). A jednak my na to nie zważamy i wszystkie trudy na swą zgubę obracamy."


"Jeśli by dziesiąta część trudów i czasu, którą chciwiec na zyski doczesne poświęca, byłaby poświęcana na wieczne, o jakże byśmy wielkie postępy robili w cnocie, jak łatwo stawali się Świętymi." 

Brzeg był nieomal płaski tak jak na zdjęciach z miejsca wodowania się uczestników IV Kórnickiego Spływu Kajakowego w jakim uczestniczyłem w ostatnią sobotę i niedzielę. Mieliśmy spłynąć z Kórnika  do Poznania.

Brzeg był nieomal płaski, wystarczyło po wyścielonym suchymi, ubiegłorocznymi trzcinami podłożu, przesunąć nieco kajak do przodu, by go zgrabnie zwodować na płynącą wartko za przeszkodą rzekę. Rosły, młody mężczyzna, chwyciwszy jedną ręką kajak do połowy leżący już na wodzie za rączkę na rufie podniósł tył kajaka nieomal na wysokość pasa i zrobił  dwa, a może trzy kroki w kierunku brzegu. Zanurzony pod wodę dziób kajaka poddał się silnemu nurtowi wody i próbował ustawić spychany kajak równolegle do linii brzegowej. Im spychający kajak był bliżej brzegu, tym trudniej mu było  utrzymać kajak w poziomej pozycji. Unosząc cały czas w górę rufę kajaka pod niewielkim kątem do krawędzi brzegowej  nadał pudłu kajaka prawoskrętny ruch śrubowy. Pomogła mu w tym sama rzeka w której zanurzony był dziób kajaka. Obrót pudła nastąpił z takim impetem, że zostałem wysypany wprost do mazistej w tym miejscu całkowicie czarnej torfowej wody, o dnie, w którym do połowy łydek zapadały się moje nogi. Więcej na ten temat w następnych odcinkach.