poniedziałek, 31 sierpnia 2015

od A doi Z, od Alleluja do poświęconego Zmartwychwstania

Chciałem napisać alfa i omega, początek i koniec, ale na mojej klawiaturze nie potrafię. Będzie więc od A do Z, od radosnego Alleluja do jeszcze bardziej radosnego Zmartwychwstania. 
"Ja jestem Początkiem i Końcem " - moich myśli, mojego mówienia, mojej świadomości, mojego istnienia. Gdyby tak ten tekst zostawić powstałoby wrażenie, że Bóg jest tak bardzo panujący. On oczywiście jest panujący, ale panujący, służąc do czasu. Po to nam się objawił, aby nam służyć. Jak to służyć, a nie królować? Jerzy co ty wypisujesz?  "Każdemu - mówi Pismo Święte - kto tylko pragnie, darmo dam pić ze źródła wody życia" (Ap 21, 6). Ostatni dzień września 2015 roku, a na dworze w dzień +35 a w nocy ma być +25. Bardzo gorąco, przychodzimy do źródła, by zaspokoić pragnienie. A " jeśli kto we Mnie wierzy - mówi Jezus - strumienie wody żywej popłyną z jego wnętrza" (J 7,38). Jest to ponoć częste przeżycie wielu ludzi. Ten ogrom Boga mieszkającego w nas i tryskającego jak źródło, zaczyna nas orzeźwiać. Zupełnie za darmo. Jeśli - mówi Jezus - będę dla ciebie i Alfą i Omegą i będziesz mnie pragnął Jerzy, to wtedy dam ci darmo żywą wodę. Dam ci coś, co się w tobie nigdy nie wyczerpie. Woda będzie biła z ciebie strumieniem coraz to mocniejszym, aż do życia wiecznego. To jakieś takie wydaje się trudne, po ludzku nieomal niewykonalne. "Ja zaś - mówi Jezus -, będę prosił Ojca, a innego Pocieszyciela da wam, aby z wami był na zawsze - Ducha Prawdy, którego świat przyjąć nie może, ponieważ Go nie widzi, ani nie zna. Ale wy Go znacie, ponieważ u was przebywa i w was będzie." (J 14. 16-17). 
On mnie wprowadzi w tajemnicę Boga, która jest niewyrażalna. I  tam we wnętrzu, ten tajemniczy szept Ducha Świętego mówi mi co jest najważniejsze. Duch Święty jest miłością przenikającą w głąb tajemnic Bożych. To się dzieje we mnie, to się dzieje w każdym z nas.
Dostaniesz miłosierdzie, ale musisz czynić pokutę.  Jak niewielu z nas potrafi przebaczać, sami dokonujemy sądu nad bliźnimi, wchodząc w kompetencję Boga. Czy jesteśmy ludźmi przebaczenia? Dziś proszę o miłosierdzie dla wszystkich. Nie chcę, aby ktoś z mojego działania, z mojego pisania, a nawet z mojego myślenia cierpiał.
Jezus do siostry Faustyny powiedział: " Dusze giną mimo Mojej gorzkiej męki. Daję im ostatnią deskę ratunku, to jest święto Miłosierdzia Mojego. Jeżeli nie uwielbią miłosierdzia Mojego, zginą na wieki. Sekretarko Mojego miłosierdzia, pisz, mów duszom o tym wielkim miłosierdziu Moim, bo blisko jest dzień straszliwy, dzień Mojej sprawiedliwości. (Dzienniczek 964)".

Dzisiaj przez usta kapłana ks. prałata Zbigniewa Tokłowicza przy poświęceniu kopi obrazu Jacka Malczewskiego Zmartwychwstanie - Nieśmiertelność przekazał mi bym nie tylko jak siostra Faustyna głosił Miłosierdzie Boże, ale bym nie ustawał w głoszeniu prawdy o Zmartwychwstaniu i Nieśmiertelności ludzkiej. Kapłańskie słowa odebrałem jako testament.  Różni ludzie różne opinie wyrażali o tym obrazie, tą usłyszałem po raz pierwszy, gdy krople wody święconej padały na płótno: NIECH  TEN ŚWIĘTY  OBRAZ  POBŁOGOSŁAWIĆ  RACZY  BÓG   OJCIEC,   SYN    BOŻY   I    DUCH   ŚWIĘTY. 
Amen!
Wspomożenie Pana, 
Który stworzył niebo i ziemię.
Amen!   

niedziela, 30 sierpnia 2015

O sposobie pozyskiwania dusz.

      Jest jeszcze niedziela 30 sierpień, zaciekawił mnie blogier o pseudonimie "Wojtek". Wiem, że czyta mój blog, więc powiem tylko tyle: zgrzeszyłem w myślach: chciałem go publicznie zrugać za niefrasobliwość: student, idzie mu cienko, a w czasie wakacji zamiast próbować dorobić nawet za wyżywienie, siedzi na garnuszku u mamy. Już miałem się zabrać do pisania, ale zrobiło mi się głodno. Ostatnie co jadłem to były lody u cioci Eli o 15:30, a że dzisiaj nie poszczę, zostawiłem komputer i poszedłem sobie zrobić kromkę chleba z boczkiem. Zaczynało się ściemniać, było około 20:00. 
       Gdy tylko jestem w kuchni spoglądam przez okno na Boże Miłosierdzie by choć westchnąć "Jezu ufam Tobie" Tym razem nie zdążyłem, bo mi się podniosła adrenalina. Na poręczy do modlenia się z napisem TOTUS TUUS siedzi tyłem do mnie, a twarzą do Jezusa Miłosiernego kobieta, a na pomnikowych schodach przodem do niej, a tyłem do Jezusa jakiś mężczyzna, obok stoją dwa rowery. 
       Naszykowałem kanapkę i zgasiłem światło. Trudno mi było przy szarówce ocenić wiek rowerzystów. Bolało mnie serce na tyle, że postanowiłem im zwrócić uwagę. Nie mogę pozwolić by na moich oczach profanowali Zmartwychwstałego Króla Polski.
       W krótkich spodenkach, bez koszuli z kromką chleba podchodzę i zapraszam ich do domu na kubek czegoś chłodnego do picia. 

     Z ludźmi zajętymi światem nie należy od razu o sprawach duszy mówić, boby to znaczyło wędkę bez przynęty w wodę zapuszczać.

      Krępują się i mówią że dziękują i że tylko na papieroska się zatrzymali. Nie ustępuję i mówię: Bo wiecie Państwo chciałem wam przy okazji i w tym momencie przypatruję się bliżej kobiecie: twarz, uśmiech, kok, lekko rozwichrzone włosy opadające na ramiona. Anioł!

      Drzewo mokre nie chce się palić, najpierw trzeba je wysuszyć, następnie ogrzać, i takim sposobem uczynić je zdolnym do przyjęcia ognia, któremu się wcześniej całą siłą opierało. Podobnie trzeba się zachować i z umysłem, aby go nakłonić do tego, na co niechętnie patrzy natura. 

      Anioł myślę sobie i spoglądam na faceta. Łysy jak ja, krótki jasny zarost. 
     Wiecie Państwo, zwracam się do obojga, chciałem Was zaprosić do obejrzenia obrazu. Jesteście oboje państwo podobni do osób na nim przedstawionych. Pani, tu zwracam się do kobiety, jest jak ten anioł na obrazie Malczewskiego, a pan gdyby się przez rok nie golił, wypisz wymaluj Malczewski. Musicie Państwo ten obraz koniecznie zobaczyć.

      O   NICZYIM    NAWRÓCENIU    NIE   NALEŻY   POWĄTPIEWAĆ ,   CO   NAM   SIĘ   ZDAJE   NIEPODOBNE,  TO   STANIE   SIĘ    PODOBNYM ,   BYLEBYŚMY   STOSOWNYCH   UŻYLI   ŚRODKÓW. Cała rzecz na tym polega, żeby się nie zrażać, żeby nas chęć doprowadzenia do zamierzonego skutku nie opuszczała.

    Opowiadam im jak to na galerii w Rogalinie dostrzegłem oryginał Zmartwychwstania, a potem kupiłem przez internet wierną kopię za 2200 na wysprzedaży w Salonie w Warszawie. 
       Koniecznie musicie Państwo obejrzeć to dzieło. 
      Ale robi się już ciemno, a my mamy jeszcze kawałek drogi. Może innym razem. 
      A skąd Państwo jesteście zwracam się do nich jak do małżeństwa. 
     Ja mieszkam na Grunwaldzie, a ja na Winogradach, kończy kobieta wstając z poręczy. 
     Kochankowie, w tym wieku,  na randce myślę sobie. Kto z kim i kogo tu zdradza? 
     Musimy już wracać mówi mężczyzna wstając ze schodów.

     Nagłe przemiany są dziełem Boga, nie ludzi. Doświadczenie i natura uczy nas, abyśmy działali z wolna, stopniowo, próbuj  łaskawie, jakby podstępem, po przyjacielsku na próżność natrzeć, a wkrótce od rzeczy ziemskich ku zamiłowaniu niebieskich nakłonisz. 

     No, może jednak się Państwo dacie skusić na wizytę. 
    Jest pan szalenie miły skorzystamy innym razem. 
    Chciałem Państwu jeszcze co nieco powiedzieć o zmartwychwstaniu. 
    Dobrze, miło nam było pana słuchać, skorzystamy następnym razem, ale teraz na prawdę musimy się zbierać. 
    No to zapraszam, proszę bez krępacji mnie odwiedzić. Podajemy sobie ręce na pożegnanie.

     Jeśli się za pierwszym razem nie powiedzie, bądź Jerzy cierpliwym pisze w maksymach na jutrzejszy dzień św. Ignacy  z Loyoli pisany jak zwykle czcionką fioletową - czekaj Jerzy na czas odpowiedni. Patrz, kropla po kropli na kamień padając tworzy w nim wyżłobienie, na wskroś przedrąża, podczas gdy gwałtowny pęd wody skruszyłby go niezawodnie. 

     Do zobaczenia mówią do mnie. Siadają na rowery i odjeżdżają w kierunku Poznania, a ja idę do domu, chwytam maksymy św. Ignacego i po przeczytaniu tytułu i pierwszego zdania siadam do komputera, by napisać to co powyżej.  
     A teraz zatwierdzam i idę na rozmowę do Jezusa Miłosiernego.  


ps. poniedziałek godz. 8:00 jestem już po śniadaniu, adoracji NS i Mszy św. a należało iść jeszcze do spowiedzi. Najtrudniej się spowiadać z grzechów popełnionych w myślach. Zabijesz, zgwałcisz, ukradniesz sprawa prosta i jasna wiadomo z czego się spowiadać. Gorzej z grzechami w mowie, ale i tu nie jest tak trudno: obraziłeś kogoś, przygadałeś mu, wyzwałeś od najgorszego, powiedziałeś kobiecie ty k...., jasna sprawa, krzywdę trzeba naprawić, ukorzyć się przeprosić. To samo jak podobnie napiszesz obelgę, nie słusznie oczernisz kogoś na blogu. Mimo, że to najczęściej anonimowe, bo kto by się przyznawał w necie do swojego profilu sprawa wyspowiadania się z tego typu grzechów okazuje się prosta. 

Ale dopiero grzechy uczynione w myślach tak naprawdę stawiają cię we właściwej relacji osobowej do Boga.  No bo oceńcie sami, jaką krzywdę zrobiłem kobiecie Aniołowi siedzącemu dupskiem na poręczy przy, której ja się na co dzień modlę? Przecież Aniołowi tego nie powiedziałem. Gdyby miała anielskie skrzydła nikt z was pewno by nie miał takich myśli. W końcu jak im powiedziałem że siedzą na pomniku to mi odpaliła, że ona siedzi twarzą do pomnika. I miał Anioł rację. Następnym razem zamiast myśleć grzesznie: " Ta k.... siadła, tu gdzie ja się modlę", stawiając siebie w jakże przykrej sytuacji wobec Króla należało mi zwrócić się do Anioła słowami. "Proszę uświadomić sobie w jak idealną pozycję względem Jezusa Miłosiernego, Chrystusa Króla Pani zajęła. Z lewej strony poręczy ma Pani napis TOTUS,  a z prawej TUUS w środku Pani. Cała Twoja jestem Jezusie Zmartwychwstały wybacz mi moje winy, te uczynione, te wymówione i te pomyślane przeciwko ludziom i przeciwko Tobie , bo te ostatnie tak samo Ciebie Panie mój i Królu bolą i za nie też oddałeś Bogu Ojcu swoje ziemskie człowiecze życie na Golgocie.

O truciżnie książkowej i medialnej.

Ten wpis św Ignacego z Loyoli winien nosić tytuł "O truciźnie medialnej". Gdyby nasz święty żył w obecnych czasach niewątpliwie takie maksymy by napisał. A tak, ja piszę je na fioletowo uzupełniając je swoimi słowami na czarno i na czerwono słowami dzisiejszego 1 czytania.

"Co w książkach trucizną jest zaprawione, to się szerzy daleko, jeśli w początkach temu nie zaradzimy, a co w TV zaprawimy trucizną, to błyskawicznie rozchodzi się na miliony i nie sposób temu zaradzić. 

Nieszczęsne pióro tylu klęsk sprawca, a jeszcze nieszczęśliwsza kamera i głos manipulatora. Z pomiędzy tylu chorób, ta jest najgorsza, która jest nieuleczalna. Co napiszemy, to pozostaje, przez różne ręce przechodzi, wieki całe zatruwa, wszystkim i zawsze szkodzi. Jakie kłamstwo podamy w tv i czego nie podamy głosem podpartym obrazem tego już nieomal nie da się uleczyć. Oglądać i słuchać to będą miliony i na całe życie zapadać im to będzie w podświadomości. Tak spreparowane kłamstwo podszywające się pod prawdę wszystkim i zawsze szkodzi a najbardziej szkodzi samym twórcom. 

Inne trucizny z czasem tracą siłę, ale te, które się powierzają książkom, swoich nie tracą z daleka działają i tam się dostają, gdzie by ich autor dostać się nie mógł. A cóż tu dopiero mówić o tv, ta stała się wszędobylska i jej oddziaływanie po wielokroć jest większe od tradycyjnej książki.

Bracia moi umiłowani - mówi w dzisiejszym niedzielnym 1 czytaniu św. Jakub (Jk 1,17-18).  Każde dobro, jakie otrzymujemy, i wszelki dar doskonały zstępują z góry, od Ojca świateł, u którego nie ma przemiany ani cienia zmienności. Ze swej woli zrodził nas przez słowo prawdy, byśmy byli jakby pierwocinami Jego stworzeń.  

Pewne prawo dla twego pióra ustanów, aby spod niego nic nie wyszło czym by się niewinne oko obrazić mogło, albo coby dwuznacznością tchnęło. Pisz takie książki, takie programy, które z pożytkiem dla czytelników, dla widzów, były by budujące, cieszyły i w cnocie utwierdzały.

Bracia moi umiłowani - mówi dalej w dzisiejszym 1 czytaniu św. Jakub (Jk 1,21-22) Odrzućcie przeto wszystko co nieczyste oraz cały bezmiar zła, a przyjmijcie w duchu łagodności zaszczepione w was słowo [boże], które ma moc zbawić dusze wasze. Wprowadzajcie zaś słowo w czyn, a nie bądźcie tylko słuchaczami oszukującymi samych siebie.

Trucizna choćbyś ją pozłocił szkodzi. Szukanie nauki w brudach jadem trucizny zaprawionych, może cię kształci, dostarcza spreparowanych wiadomości, ale i występnym czyni. Podobne rzeczy bezkarnie się nie czytają, nie oglądają, złe mimo woli się wciska i zgubnie działa. UCIECZKA   JEST    TU    ZWYCIĘSTWEM .





A teraz przechodzę do dalszej części Mszy św.
Po Offertorium Kapłan zdejmuje pokrycie z kielicha, składa i kładzie je w bliskości, odstawia kielich, zdejmuje palkę z [niekonsekrowanej] hostii [chleba], bierze patenę z hostią  
i trzymając ją przed twarzą, a oczy wzniósłszy na wizerunek Ukrzyżowanego, zaczyna ofiarowanie mówiąc:
"Przyjmij Ojcze święty, tę niepokalaną hostię, którą ja niegodny sługa Twój ofiarowuję Tobie Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu."  Aby jego mowa zgadzała się z uczuciem serca , przybiera na siebie postać w upokożeniu żebrzącego, spuszczając oczy gdy wymawia: "ja niegodny" - i w tej upokorzonego postawie kończy ofiarowanie . Na końcu czyni krzyż hostią i   składa ją na korporale, wyobrażającym owo prześcieradło, na którym Ciało Jezusa Chrystusa leżeć będzie. Ten znak krzyża czyni na oznaczenie, że to będzie taż sama hostia, którą dla zbawienia świata na krzyżu ofiarowaną była. Modlitwa ofiarowania hostii w tych słowach jest zawarta:
"Przyjmij Ojcze święty, tę niepokalaną hostię, którą ja niegodny sługa Twój ofiarowuję Tobie Bogu mojemu żywemu i prawdziwemu, za nieprzeliczone grzechy, zniewagi i niedbalstwa moje, i za wszystkich  wiernych Chrześcian żywych i umarłych, aby i mnie i im posłużyła do zbawienia na żywot wieczny. Amen". W tej modlitwie Kapłan podług miłości wrodzonej najpierw za siebie, potem za lud składa tę ofiarę. 
Następna część, ale to już jutro, będzie o ofiarowaniu wina.

I złote myśli posłyszane, przeczytane ostatnio: 
"Jego jest czas, Jego jest ziemia, Pan Bóg ma swoje plany."
"W zmartwychwstaniu Jezusa Chrystusa dokonuje się Jego wywyższenie Jego intronizacja".
Św. Jan Chryzoston (z którego magisterkę pisała Ewa ) to doktor Eucharystii i patron Kaznodziejów.
Jeden z Jego uczniów przebił Mu bok i natychmiast wypłynęła zeń krew i woda.
Dzięki Bożej dobroci perspektywy realizacji dobra są szeroko otwarte…
Ileż dobra możemy uczynić codziennie!
Pięknie jest czynić dobro.


piątek, 28 sierpnia 2015

O przebiegłości złego ducha

Wczorajszy wpis w części poświęconej omówieniu elementów Mszy św. w rycie trydenckim dotyczył Lekcji, zatem dzisiaj zacznę od dzisiejszego 1 czytania z 1 listu św. Pawła do Tesaloniczan ( 4,1-8)
"Bracia, prosimy i napominamy was w Panu Jezusie: według tego, coście od nas przejęli w sprawie sposobu postępowania i podobania się Bogu – jak już postępujecie – stawajcie się coraz doskonalszymi! Wiecie przecież, jakie nakazy daliśmy wam w imię Pana Jezusa. Albowiem wolą Bożą jest wasze uświęcenie: powstrzymywanie się od rozpusty, aby każdy umiał utrzymywać ciało własne w świętości i we czci, a nie w pożądliwej namiętności, jak to czynią nie znający Boga poganie. Niech nikt w tej sprawie nie wykracza i nie oszukuje brata swego, albowiem, jak wam to przedtem powiedzieliśmy, zapewniając uroczyście: Bóg jest mścicielem tego wszystkiego. Nie powołał nas Bóg do nieczystości, ale do świętości. A więc kto [te słowa] odrzuca, nie człowieka odrzuca, lecz Boga, który przecież daje wam swego Ducha Świętego."


Odpowiedzią na te słowa św. Pawła może być "garść" maksym św. ojca Ignacego z Loyoli przeznaczonych na dzisiejszy dzień 28 sierpnia pisanych jak zwykle na fioletowo.

"Szatan już to wyzuwa cię z bojaźni, abyś zgrzeszył, już ją wzmacnia, abyś rozpaczał, a w oby przypadkach na twoją zgubę czyha.

Przebiegły to szalbierz!  gdy nas do złego nakłoni, wielkość zbrodni powiększa, ażeby nas do rozpaczy doprowadzić. MA   SZALBIERZ   TYSIĄCE   SPOSOBÓW   DO    SZYDZENIA    Z    NAS.

Żeś dotychczas w niewinności żył lub żyła, ciesz się, ale zbytnio sobie nie ufaj. Każda z tych osób co teraz goreją w piekle, była kiedyś niewinna. Nie znajdowanie się w niewinności, ale wytrwanie do końca w niewinności zwalnia z obawy.

Zna się wróg piekielny na wartości duszy ludzkiej, skoro takie o jej pochwycenie czyni podchody. Gdyby dusza cenną nie była, to by chciwości nigdy w nim nie rozbudzała.  My za to strasznie jesteśmy gnuśni, strasznie niedbali i lekkomyślni, gdy mniej się troszczymy o zbawienie duszy, niż on o jej zgubę. 

Im większy posiadamy skarb, tym baczenie o niego winno być pilniejsze. Wieczną jest dusza. Niebo i piekło o jej posiadanie walczą. Zarówno zbytnia bojaźń, jak i zbytnia ufność jest dla niej szkodliwą. Trzymać się należy drogi pośredniej, tak  aby nadzieja nie była bez bojaźni, a bojaźń bez nadziei.

A teraz powrócę do wykładu Mszy świętej, to jest modlitw w czasie jej zawsze używanych i zachowanych obrządków mających na celu nabożne zachowanie się na Najświętszej Ofierze. Kontynuując wykład pisany na zielono z cytatami na niebiesko, dzisiaj zajmę się Ewangelią. Opis wg modlitewnika moich prababek z książki do nabożeństwa z 1842 roku. (z imprimatur). 

Po skończeniu dziękczynienia za odebraną naukę, mszał zostaje przeniesiony na prawą stronę do czytania Ewangelii. To stara tradycja kiedy to wierni przynosili dary na ofiarę i składali je na lewej stronie ołtarza, stąd mszał trzeba było przenieść na prawą stronę,  po wtóre strona lewa wyobrażała Żydów i tu rozpoczynała się Msza św bo tu narodowi żydowskiemu opowiadane było światło wiary, a dopiero potem przenosiło się na stronę prawą wyobrażającą narody pogańskie by znów przy końcu Mszy św przenieść się na lewą stronę na znak, że na końcu czasów przed zmartwychwstaniem i sądem ostatecznym reszta Żydów nawróci się do Jezusa Chrystusa tak, jak zapewnia św. Paweł w Liście do Rzymian (11, 25) "Nie chcę bracia abyście nie wiedzieli tej tajemnicy, że ślepota w Izraelu jest tylko cząstkowa, dopóki wszystkie narody nie wnijdą na łono Kościoła."
Po przeniesieniu mszału, Kapłan mający głosić Ewangelię, pomnąc na świętość słowa Bożego i na swoją niegodność , w postaci żebraka, ze złożonymi rękoma, na środku ołtarza, przed krzyżem głęboko nachylony prosi Boga, aby jego usta i serce oczyścił:
"Oczyść serce moje i usta moje Boże wszechmogący, który usta Izajasza Proroka oczyściłeś kamykiem ognistym,- który sam możesz grzeszników zamienić na sprawiedliwych - spraw to z miłosierdzia Twego, abym Twoją Ewangelię świętą mógł godnie głosić. Przez Chrystusa Pana naszego . Amen".
Racz się skłonić o Boże, do udzielenia mi błogosławieństwa,- gdzie zaraz wyraża, o jakie błogosławieństwo prosi - Pan niech będzie w sercu moim i w ustach moich, abym godnie i należycie, to jest świątobliwie i z namaszczeniem, głosił Jego Ewangelię. Amen."
Po skończeniu tej modlitwy i otrzymaniu błogosławieństwa i pozwolenia do głoszenia Ewangelii idzie na prawą stronę ołtarza i stanąwszy naprzeciw mszału, przed zaczęciem Ewangelii mówi: " Pan z wami" chcąc tymi słowami zwrócić uwagę ludu i zaraz go bacznym uczynić: jak Bóg miłosierdzie swoje nad nim pokazuje, gdy go posyła do głoszenia mu swojej woli zawartej w Ewangelii; bo zaiste Bóg jest z tym ludem do którego wyprawia swego posłańca. Stwierdza to lud: tak jest, Bóg z nami, gdy nam cię posłał, ale jest i z duchem twoim, gdy cię przeznaczył do oznajmiania nam swojej woli. To pozdrowienie dzieje się także i dla naśladowania świętych Apostołów, którzy przychodząc do domu wiernych mówili: "pokój temu domowi", co oznacza to samo co "Pan z wami".
      Dalej mówi :"początek , albo dalszy ciąg Ewangelii ... tu wymienia imię świętego Ewangelisty, aby wierni wiedzieli skąd nauka jest im dawana. W tym czasie czyni znak Krzyża  świętego na mszale, na czole, na ustach i na piersiach. 
      Znak Krzyża świętego na mszale oznacza: że nauka Jezusa Chrystusa zawarta w Ewangelii z tajemnicy krzyża wzięła tę moc i dzielność , że cały świat nawróciła, i że to są słowa tego, który umarł za nas na krzyżu.
      Położenie znaku na czole oznacza, że się nie wstydzi wiary w Jezusa Chrystusa, bo czoło jest siedliskiem wstydu i że nie tylko wstydzić się nie będzie , ale śmiało wyznawać jest gotów Jezusa Chrystusa i na Jego bluźnienie milczeć nie będzie, dla tego kładzie krzyż na ustach, a to na fundamencie słów Jezusa Chrystusa (Łk 9,26):
"Kto się mnie wstydzić będzie i  mojej nauki, tego i Syn Człowieczy wstydzić się będzie. Kto mnie wyzna przed ludźmi, tego i ja wyznam przed Ojcem moim niebieskim (Mt 10,32).
     Na koniec czyni znak na piersiach by pokazać, że wiara w Jezusa Chrystusa w jego sercu ma siedlisko. Z tychże samych pobudek wierni czynią znak krzyża na czole ustach i piersi.
       Gdy Kapłan  oznajmił, że Ewangelia będzie czytana, lud przez ministranta odpowiada: "Chwała Tobie Boże". Tymi słowami lud wyraża swoją radość, jakby mówił : Chwała Bogu! dzięki Bogu! iż nam pozwolił dożyć tej pociechy, że jeszcze na tej ziemi Jego mowy słuchać będziemy.Ten głos jest bardzo naturalny i sam wydobywa się z serca wdzięcznego. Bo gdy Bóg w Ewangelii do nas przemawia, to słusznym jest dzięki Mu składać za takie dobrodziejstwo, że nam posyła słowa zbawienia. To też dziękczynienie zawiera się w tych słowach. 
    Po tym oznajmieniu Kapłan dla uszanowania słowa Bożego ze złożonymi rękoma czyta całą Ewangelię.
Z równym uszanowaniem także wierni ze złożonymi rękoma stać nabożnie powinni, kiedy z ambony czytana bywa i w tej nabożnej postawie słuchać samego Jezusa Chrystusa, mówiącego wtedy przez usta Kapłana. Dla tego, gdy Ksiądz zaczyna czytać Ewangelię, kto trzyma książkę, kładzie ją Nawet starcy na laskach wsparci, stawiają gdzie mogą laski, a ręce składają. Tak pisze Amalariusz: "aż dotąd podpieraliśmy się na laskach, na głos Ewangelii, tak jak sługom przystoi, złożywszy kijki, w upokorzeniu ze złożonymi rękoma przed Panem stajemy." W miastach katolickich,gdzie wojsko w paradzie bywało na Mszy św. dawniej żołnierze stali z dobytymi pałaszami , na znak, że gotowi są krew swoją przelać w obronie wiary świętej. 
    Po skończeniu głoszenia Ewangelii, Kapłan na znak miłości i uszanowania czytanego słowa Bożego całuje początek Ewangelii i mówi: "przez tę świętą naukę, niech będą zgładzone nasze wykroczenia!" to jest powszednie grzechy, dla których zgładzenia wystarczy wzbudzić żal, a ten łatwo podczas słuchania Ewangelii świętej wzbudzany bywa, gdy nieraz miłosierdzie Jezusa Chrystusa tam wyrażone, rzewne łzy wyciska. Otóż Kapłan całuje Ewangelię , lud zaś po skończeniu odpowiada: "Chwała tobie Chryste" , dziękczynienie składając za odebraną naukę.
   Po przeczytaniu Ewangelii świętej następował jej wykład i objaśnienie, jak my to nazywamy Kazanie albo Homilia.A po wykładzie wszyscy wierni przejęci nauką Jezusa Chrystusa, z gruntu serca czynili głośno wyznanie wiary. To wyznanie zaczynał Kapłan przy ołtarzu stojąc przed krzyżem  i mówiąc głośno: " Wierzę w jednego Boga ... it.d.", a cały Kościół, wszystek lud łącznie z Kapłanem ile miał tylko głosu powtarzał: "Wierzę w Boga  Ojca, wierzę w Jezusa Chrystusa, -  oczekuję zmartwychwstania i życia wiecznego." Na końcu wyznania wiary, czyni na sobie Kapłan znak krzyża, na znak, że tę wiarę, którą wyznaje z wszystkim ludem , przyniósł nam z Nieba Jezus Chrystus ukrzyżowany.

czwartek, 27 sierpnia 2015

Król albo śmierć

Dzisiejszym maksymom św Ignacy nadał co prawda tytuł "O gotowości na śmierć", ale ja przekornie, a może i nie, pod wpływem krótkiego wstępu z dzisiejszego Naszego Dziennika podsumowującego spotkanie Księży Biskupów na Jasnej Górze, zmieniłem go na "Król albo śmierć".
 
cytuję za  http://www.naszdziennik.pl/wiara-kosciol-w-polsce/142663,zawierzeni-krolowej.html#.Vd1BWoyyUI8.facebook
"Polska, nasze diecezje i my wszyscy ponownie zostaniemy oddani Matce Bożej. Ojczyznę zawierzymy również Chrystusowi Królowi Wszechświata. W ramach obchodów 1050. rocznicy chrztu Polski biskupi na Jasnej Górze dokonają Aktu oddania Polski Matce Bożej. Uroczystość z udziałem władz państwa, biskupów, duchowieństwa oraz wiernych zaplanowano na 3 maja 2016 r. Obchodom jubileuszowym chrztu Polski towarzyszyć będą również akty oddania NMP Królowej Polski wszystkich diecezji. Uroczystości te mają się odbywać w poszczególnych katedrach diecezjalnych 23 listopada 2015 r. A w przyszłym roku, w uroczystość Matki Bożej Częstochowskiej, 26 sierpnia, zaplanowano również Akt oddania parafii NMP Królowej Polski. W listopadzie przyszłego roku w Krakowie-Łagiewnikach nastąpi również oddanie Polski Chrystusowi, Królowi Wszechświata. Wydarzenia te zostały wpisane do Programu Duszpasterskiego Kościoła w Polsce na lata 2013-2017."
Czyżby intronizacja Chrystusa na Króla Polski ?????
Wszystko zależy od tego czy jesteśmy gotowi za Króla oddać życie. Jeśli nie ma błędu w dacie, to wszystko dobrze się składa: 22 listopada br w niedzielę Naród z Episkopatem Polski i władzami Państwowymi w Świebodzinie obwoła Jezusa Chrystusa Królem Polski, a następnego dnia w poniedziałek 23 listopada br. cała Polska w diecezjach przyklepie tą decyzję, by po roku oddać Polskę w Łagiewnikach bądź w Baranowie Królowi Wszechświata. Ale to tylko takie moje prywatne życzenia.

Jeśli by zaraz umrzeć przyszło, co by się z nami stało, jaki byłby nasz rachunek z zaznanych dostatków, z tylu łask i z bliźnich mających z naszego powodu być skazanymi na potępienie.
Ostateczne rzeczy, oczekujące na człowieka to:
1) Śmierć
  • Wierzymy, że dusze tych wszystkich, którzy umierają w łasce Chrystusa są Ludem Bożym po śmierci, która zostanie całkowicie  unicestwiona w dniu zmartwychwstania, kiedy te dusze zostaną złączone ze swymi ciałami (KKK 1052).
2) Sąd Boży
  • Każdy człowiek w swojej duszy nieśmiertelnej otrzymuje na sądzie szczegółowym, bezpośrednio po śmierci, wieczną zapłatę od Chrystusa , Sędziego żywych i umarłych (KKK 1051).
  • Ci którzy umierają w łasce i przyjaźni z Bogiem, ale nie są jeszcze dostatecznie oczyszczeni, przechodzą oczyszczenie, by uzyskać świętość konieczną do wejścia do radości Boga (KKK 1054).
  • Święty Kościół rzymski mocno wierzy i stanowczo utrzymuje, że w dniu Sądu wszyscy ludzie staną przed trybunałem Chrystusa w swoich ciałach i zdadzą sprawę ze swoich czynów (1059).
3) Piekło
  • Za przykładem Chrystusa Kościół uprzedza wiernych o "smutnej i bolesnej rzeczywistości śmierci wiecznej" , nazywanej także piekłem (KKK 1056).
  • Wyłącznie w Bogu człowiek może osiągnąć życie i szczęście wieczne dla których został stworzony i których pragnie .
4) Królestwo niebieskie. 
  • Na końcu czasów Królestwo Boże osiągnie swoją pełnię. Wtedy sprawiedliwi, uwielbieni w ciele i duszy będą królować z Chrystusem na zawsze, a sam wszechświat materialny zostanie przemieniony. Bóg będzie w życiu wiecznym "wszystkim we wszystkich" (1 Kor 15,18), (KKK 1060).
Nieszczęśliwy , kto dopiero wtedy o rachunku myśli, gdy już umrzeć potrzeba. Śmierć bowiem jak nieprzyjaciel czyha, z nienacka napada. Bóg, który dzisiaj przebaczenie oferuje, dnia jutrzejszego nie przyrzekł.
Oferuje za to wszystkim po śmierci zmartwychwstanie i nieśmiertelność. Jakie one będą, to tylko od nas zależy.
Takie ma być życie, aby było ciągłym do śmierci przygotowaniem. Nic tam nie odwlekaj, gdzie usiłowania nic nie pomogą. Nieznana jest nam ostatnia godzina życia, abyśmy na każdą byli gotowi.
I dzisiejsza Ewangelia: (Mt 24,42-51)
Czuwajcie więc, bo nie wiecie, w którym dniu Pan wasz przyjdzie. A to rozumiejcie: Gdyby gospodarz wiedział, o której porze nocy złodziej ma przyjść, na pewno by czuwał i nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Dlatego i wy bądźcie gotowi, bo w chwili, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie. Któż jest tym sługą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowił nad swoją służbą, żeby na czas rozdał jej żywność? Szczęśliwy ów sługa, którego pan, gdy wróci, zastanie przy tej czynności. Zaprawdę, powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli taki zły sługa powie sobie w duszy: Mój pan się ociąga, i zacznie bić swoje współsługi, i będzie jadł i pił z pijakami, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna. Każe go ćwiartować i z obłudnikami wyznaczy mu miejsce. Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
 
O śmierci jako o rzeczy odległej myślimy, gdy ona tuż jest za nami i bez różnicy wieków zabiera nas z pośród żywych, gdy się tego najmniej spodziewamy. 
Wysławiam Cię, uwielbiam, błogosławię, Boże mój, za niezliczone dobrodziejstwa, jakich mi udzieliłeś, chociaż na nie nie zasługiwałem; wspomogłeś mnie w niepewności, w rozpaczy podniosłeś na duchu.Uwielbiam Twoją łaskawość, która tak długo czekała na mnie, Twoją słodycz, bo stała się Twoją zemstą; Twoją litość, bo mnie przywołała; Twoją łaskawość, bo mnie przyjęła; Twoje miłosierdzie, bo mi przebaczyło grzechy; Twoją dobroć, która objawiła się ponad moje zasługi; Twoją cierpliwość nie pamiętającą obrazy; Twoje uniżenie, bo mnie pocieszyło; Twoją cierpliwość, bo mnie wsparła; wieczność, bo ona mnie zachowa; prawdę, ona bowiem udzieli mi nagrody. A cóż mam powiedzieć, o Boże mój, o Twojej niewysłowionej wspaniałomyślności? Ty istotnie przywołujesz tego, kto ucieka, przyjmujesz tego, kto powraca, wspomagasz żyjącego w niepewności, umacniasz walczącego, wieńczysz zwycięzcę, nie gardzisz grzesznikiem pokutującym i nie pamiętasz wyrządzonej zniewagi…
Jestem niezdolny oddać Ci należytą chwałę za te wszystkie dobrodziejstwa. Dziękuję więc Twojemu majestatowi za obfitość Twej niezmierzonej dobroci, ponieważ pomnaża, zachowuje i wynagradza zawsze łaskę we mnie (św. Tomasz z Akwinu). 
Kto chce dobrze umrzeć , niech już teraz umierać zaczyna, wszystko niech do śmierci codziennie przygotowuje. Gdzie śmierć zagraża, tam siły , zmysły, wszystko ustaje -  i najgorzej wyjdziesz, jeśliś aż do tej chwili ze wszystki zwlekał.  BÓG   ZARZĄDZI  ZA   KARĘ ,  CAŁKIEM   SŁUSZNIE,   ABY   TEN   KTO   NIE   CHCIAŁ,  GDY   MÓGŁ ,   NIE    MÓGŁ ,   GDY    ZECHCE.
Lekcja, czyli Epistoła (dzisiaj pierwsze czytanie).
Po skończeniu modlitw Kapłan czyta wyjątek z Pisma świętego wyjęty z jakiegoś listu Apostolskiego, bo całe Pismo święte jest jak list od Boga, w którym wyrażono jak mamy żyć , abyśmy zbawili naszą duszę. W czasie  czytania lekcji Kapłan kładzie ręce na mszał na znak, że nie wystarczy odsłuchać a nawet znać prawo Boże, ale trzeba i ręce do tego przyłożyć to jest uczynkiem prawo to wykonać. 
Lekcję zwykle czyta lektor. W czasie lekcji i Kapłan i Lud zwykle siedzą, aby tym uważniej słuchać mogli tej nauki. Po wtóre lekcja jest głosem Apostołów, sług Jezusa. Ewangelia zaś, w czasie której stoimy jest głosem samego Boga Jezusa Chrystusa.
Po skończonym czytaniu lektor podchodzi z książką do Kapłana prosić o błogosławieństwo, które odebrawszy, całuje jego rękę, jako narzędzie błogosławieństwa Boskiego. Tak się po dziś dzień dzieje (pisane w 1842 roku) na Mszy świętej pontyfikalnej. Lud zaś po skończeniu Lekcji odpowiada: "Bogu dzięki" składając podziękowanie za naukę wyciągniętą z czytania listu Apostolskiego. To słowa płynące z ukontentowania serca z przyjęcia nowej nauki zbawiennej. 
   Po nauce Lekcji następuje dziękczynienie Bogu za udzielone oświecenie. Nie Kapłan tylko ale i sam lud dzięki składa Bogu. W imieniu ludu wyznaczeni kantorzy wychodzili na to samo miejsce gdzie czytana była Lekcja i śpiewali pienia dziękczynne, które do dzisiaj noszą nazwę Graduał, bo śpiewane były na stopniu ołtarza i to do dzisiaj czyni Kościół śpiewając psalmy przed Ewangelią.
Nauka w kośiele w czasie Lekcji zawsze była dobrana do okresu liturgicznego. W czasie postu Lekcja była o pokucie, o sądzie,o sprawiedliwości Boga. W inne zaś święta czytano materiał o dobroci Boga, o szczęśliwości Świętych itp.
Czytania te różne wywoływały reakcje wśród wiernych. Niewinni, mający czyste sumienie, słuchając nauki o szczęśliwości, już się w sercu cieszyli, z tej radości jaka ich czeka po zgonie za życie cnotliwe przeto ukontentowaniem przejęci weselej śpiewali dziękczynienia, które dzisiaj mają dołączone Alleluja jako wyraz radości.
W czasie zaś Lekcji mówiącej o sprawiedliwości Boga nie jeden mający sumienie obciążone grzechami, trwogą i żalem przejęty łzami się zalał, a te jego jęki , westchnienia, przeszkadzały mu do śpiewu ciągłego, bo to jest bardzo naturalne, że w płaczu nie są usta bez przerwy i łkania wymawiać i wydawać głosu, a to się trafiało w czasach pokutnych. Takie śpiewy , jękami skruszonego serca przerywane z łaciny otrzymały nazwę "Tractus" i mają miejsce w czasie postu czterdziestodniowego, przeto tam już serce  łkające nie dodaje radosnego Alleluja.

środa, 26 sierpnia 2015

Matki Boskiej Częstochowskiej

Dla porządku: 
na fioletowo - św. Ignacy z Loyoli na 26 sierpień,
na zielono - modlitwy wg. Mszy św. w tzw. rycie trydenckim 
na niebiesko - omówienia Mszy św. wg. modlitewnika z 1842 r.
na (nie wiem jak nazwać ten kolor)  O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy Żyć Bogiem, t. III, str. 109, dzisiejsze moje rozważania.
na czarno - reszta moja.

Czy cię Bóg umieścił na świecie, abyś tu żył, jak gdyby nieba i piekła nie było, albo czy zbawienie jest rzeczą tak łatwą , iż starania nie potrzebuje? 

Jako kilkuletni dzieciak bawiliśmy się w "niebo i piekło" . Była to taka składanka z papieru i należało palcem wskazać jedno z dwóch możliwych położeń albo niebo, albo piekło się przede mną otwierało. Szybko doszedłem do tego, że po ludzku w tej zabawie jest 50% szans na niebo i 50% szans, że otworzy się przede mną piekło. 

Bardzo nie lubiłem tej drugiej piekielnej okoliczności, która mnie zawsze przerażała. Modliłem się wtedy do Anioła Stróża by, nawet jak zdarzy mi się wskazać na piekło, ratował mnie z opresji. A wtedy odzywało się we mnie sumienie pytając: co w ostatnim czasie zrobiłem nie tak i w czym zdarzyło mi się obrazić Pana Boga? Był to taki swoisty wymuszony, tak go dzisiaj z perspektywy nieomal siedemdziesięciu lat określam, rachunek sumienia. Gdy udało się wskazać na niebo, nie myślałem o grzeszkach, bo rozpierała mnie niczym nie zmącona radość dziecka Bożego. A dzisiaj? Dzisiaj wiem że jeszcze jest czyściec i w Bogu pokładam nadzieję, że wskaże mi do czasu tę trzecią ewentualność, choć nie ukrywam, że marzy mi się w już pierwszym podejściu niebo.

Ach! jakże mało o rzeczy wieczne dba świat, żyje aby żyć. - pisał 5 wieków temu św. ojciec Ignacy z Loyoli, cytowany jak zwykle na fioletowo. Wszyscy nieomal żyjemy, jakbyśmy nigdy umierać nie mieli, bez pamięci o przyszłości, jakby nie było żadnej kary za zbrodnie, ani żadnej nagrody za cnoty

- Mówiliśmy o tym wczoraj przy śniadaniu, na które po Mszy św. za rodziców zaprosiłem Szwagrostwo. Siedząc pod Zmartwychwstaniem i Nieśmiertelnością Jacka Malczewskiego odkryliśmy nie tylko cmentarz, o którym już pisałem nad głową mężczyzny, ale i niewielki ogród nazwanym przeze mnie niebiańskim, a przez szwagra przypominającym mu raczej bagno. 

Występki ludzkie tak światło rozumu osłabiają, a żądze tak serce nasze w sidła ciągną, tak gęstą mgłą umysł zasępiają, że myślenie o rzeczach wiecznych albo się nam wydaje przykrym albo niepożytecznym. A do tego gnuśność ostatecznie nas w tym utwierdza. 

I nie ma tu zdaje się zbytniej różnicy między osobą duchowną, a świecką. Rzadko kto z nas nie poddaje się gnuśności, będąc cały czas nastawiony na niebo, mimo, że co rusz palec nasz wskazuje na piekło. 

Nazwie katolików, którą nosimy, obyczaje kłam zadają, a zmysłowość, w której się pogrążamy, o której myślimy , równa nas z ateistami albo zwierzętami . Natura dała nam twarz wzniesioną co prawda ku górze, abyśmy spoglądali w niebo i ciągle sobie przypominali, że tam się kiedyś znaleźć mamy, my jednak na to nie zważamy. 

Chcąc jakoś temu zapobiec powiesiłem sobie przed oczyma  Zmartwychwstanie Malczewskiego, by na co dzień  myśleć o nieśmiertelności. Kameduli pozdrawiają się mówiąc "Pamiętaj o śmierci". Z czasem i z tym można się otrzaskać.  Czy tak będzie ze zmartwychwstaniem? Nie wiem. Nad miejscem w którym się kładę do snu wisi trumienny portret Ewy i mimo, że jest mi znajomy i bliski nie mogę powiedzieć by mi zwisające z niego czarne szarfy przywiązane do wiązanki pogrzebowej spowszedniały. 

O jakże to smutne, jak niemądre! Może kiedyś swój błąd poznamy , może się do pokuty zabierzemy, ale pokuta późna , jakże rzadko bywa prawdziwa, odkładanie jej świadczy , że twe dotychczasowe życie chcesz przedłużyć, nie poprawić. 

- przestrzega nas realistycznie św. ojciec Ignacy z Loyoli dając na koniec wspaniałą radę, KTÓRĄ   NIEJEDNOKROTNIE SŁYSZAŁEM   Z   UST   EWY:

TAK   ŻYJ,  ABYŚ  TEGO   NIE   ŻAŁOWAŁ,   TAK   POSTĘPUJ   ABYŚ    SIĘ    I    UMRZEĆ    NIE   LĘKAŁ   I    ŻYĆ    NIE    WSTYDZIŁ.    ŚWIĘTE   SŁOWA !!!

OJCZE!

Panie, każdego rana pobudzasz me ucho, bym słuchał Cię i służył Ci z miłością (Iz 50, 4)
Jezus  Chrystus „przez Boga stał się dla nas mądrością i sprawiedliwością, i uświęceniem, i odkupieniem” (1 Kor 1, 30). W Nim chrześcijanin znajduje nie tylko swoje zbawienie i osobiste usprawiedliwienie, ale także to wszystko, co jest konieczne, by wypełnić swoje obowiązki względem Boga i oddać Mu należną cześć. Syn Boga, istotnie, stał się człowiekiem nie tylko w tym celu, by odkupić ludzi, lecz przede wszystkim, by oddać Bogu, w imieniu wszystkich stworzeń, należną cześć Jego nieskończonemu Majestatowi. Religia chrześcijańska ma więc w Chrystusie Jezusie swoje natchnienie, przykład do naśladowania, jedyny i najwyższy pierwowzór: Tego, który urzeczywistnia ją w sobie w stopniu najdoskonalszym. Chrześcijanin jest religijny w prawdziwym znaczeniu tego słowa, w miarę jak stara się powtórzyć w sobie istotne akty religijności Chrystusa, łącząc się z Jego wewnętrznym usposobieniem względem Ojca niebieskiego. Jezus, w odniesieniu do Ojca, jest istotnie Synem. Syn żyje jedynie dla Ojca, od którego otrzymał istnienie: „Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca” (J 6, 57). Syn nie ma innego ideału oprócz pełnienia woli Ojca, do której przylgnął całą żarliwością serca: „moim pokarmem jest wypełnić wolę Tego, który Mnie posłał” (7 4, 34). Syn we wszystkich swoich czynnościach szuka jedynie upodobania Ojca: „Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba” (J 8, 29). Jezus, jedyny Syn Boga z natury, chciał ludzi uczynić przez łaskę uczestnikami swojego synostwa Bożego i dzielić z nimi swoje uczucia synowskie względem Ojca niebieskiego. Nikt lepiej od Jezusa nie zna i nie uwielbia w Bogu najwyższego Bytu, Pana i Władcy nieograniczonego całego wszechświata, nikt głębiej nie rozumie i nie żyje królestwem Najwyższego, a równocześnie nikt nie ma większego niż On prawa nazywać Boga imieniem Ojca i obcować z Nim sercem Syna. Tego prawa udziela On przez łaskę „tym, którzy wierzą w imię Jego” (J 1, 12). Im odsłania tajemnicę ojcostwa Boga i uczy ich: „Wy tak się módlcie: Ojcze nasz, który jesteś w niebie” (Mt 6, 9).

A teraz przechodzę doomówienia dalszej części Mszy św. zwanej Mszą św. wszechczasów, lub trydencką. Po skończonym hymnie Gloria in excelsis Deo, o którym pisałem wczoraj, Kapłan całuje ołtarz , obraca się do Ludu Bożego, rozszerza i składa ręce przed piersiami pozdrawiając Lud słowami "Pan z wami", a lud odpowiada "i z duchem twoim". Na wiele tu warto zwrócić uwagę:

Najpierw Kapłan całuje ołtarz. Tu ołtarz wyobraża Jezusa Chrystusa. Ten pocałunek jest znakiem jedności ku Jezusowi , to tak jakby całując odbierał od Jezusa Chrystusa błogosławieństwo by mógł je dalej przekazać ludowi w  pozdrowieniu "Pan z wami" ! 

Po wtóre, obraca się do ludu, bo tego wymaga szacunek dla tych do których mówimy.
Po trzecie rozszerza i składa ręce. To samo za siebie mówi. Przez złożenie rąk chce Kapłan okazać, jak szczerze i z całego serca serca wszystkiego dobrego życzy ludowi, bo my naszą szczerość naturalnie przez złożenie rąk wyrażamy. 

A że Kapłan także potrzebuje łaski Bożej do modlenia się , dla tego lud na wzajem życzy mu: "i z duchem twoim" niech będzie Pan Bóg.
Gdy Biskup ma Mszę św.zamiast "Pan z wami" mówi "Pokój wam" , bo on z racji swojego wyświęcenia doskonalej wyobraża Jezusa Chrystusa, który dał pokój światu, gdy po swym zmartwychwstaniu przybył do Apostołów tak właśnie ich przywitał "pokój wam"

Lecz aby Biskupi pokazali, że pochodzą z Kapłanów za drugim razem mówią podobnie jak Księża "Pan z wami". 
Dla tego te wzajemne życzenia poprzedzają modlitwy by prośby i westchnienia Kapłana i Ludu Bożego wznosiły się do tronu Bożego,potrzebne jest by pochodziły z łaski Pana Boga. Stosownie więc i Kapłan i Lud Boży życzą sobie tego daru łaski wzajemnie.

Tu moja uwaga porządkowa co do zamieszczonych zdjęć. Tak jak wspomniałem wcześniej są to zdjęcia ze Mszy św. pontyfikalnej odprawionej przez Biskupa Athanasiusa Schneidera w klasycznym rycie rzymskim w poznańskiej Farze  w dn 18 sierpnia 2015 r. Muszę przyznać, że miałem wielki kłopot w dopasowaniu zdjęć do tekstu opisu z dwóch powodów: nie wszystkie zdjęcia się udały, wiele wypadło i nie wszystkie części Mszy św. uchwyciłem,a po drugie była to Msza pontyfikalna odprawiana przez Biskupa a takie rządzą się trochę innym ceremoniarzem niż typowa Msza św.odprawiana przez zwykłego Księdza. 

Następnie Kapłan ze złożonymi rękoma udaje się do mszału na róg ołtarza. Tam obrócony do mszału, rozszerza ręce i składa , oddaje pokłon krzyżowi i wszystkich wzywa do modlenia się słowami "Módlmy się" . Wszystkie te gesty są naturalnym ruchem skupionego i nabożeństwem przejętego Kapłana. Nachylenie głowy do krzyża znaczy upokorzenie. 

Rozszerzenie i złożenie rąk , znaczy serdeczność modlitwy. Dopiero z rozszerzonymi rękoma modli się Kapłan , bo tak modlił się Mojżesz (Wyj  17,11), tak prosił by się modlili  św. Paweł (1 Tym. 2,8), tak woła psalmista (Ps 28,2). Trzymając wzniesione ręce Kapłan wyobraża ukrzyżowanego Jezusa Chrystusa. sam zaś jakby wizerunek Zbawiciela trzymał przed sobą, przez którego zsyła modły do Boga za siebie i za Lud , a jak człowiek przez wyciągnięcie rąk do owocu zakazanego utracił łaskę, tak grzesznik te same ręce wyciąga w modlitwie do Boga, gdy żebrze o miłosierdzie. Przy końcu modlitwy Kapłan składa ręce  mówiąc słowa: "Przez Jezusa Chrystusa, Pana naszego". Dla tego składa wtedy ręce, bo każdy żebrak naturalnie łączy dłonie, gdy serdecznie prosi, lud zaś odpowiada: "Amen". Przez tą odpowiedź chce wyrazić: "daj Boże!" , aby te wszystkie modlitwy, przez Kapłana za nas zanoszone miłe Ci były i wyjednały nam to, o co Cię przez twego Kapłana  prosimy.
   Dawniej, w pierwszych wiekach, kiedy każda Msza święta odprawiała się z asystą, gdy Kapłan rzekł : "Módlmy się"  Diakon obracał się do ludu i mówił głośno: "Uklęknijmy na kolana" i cały kościół klęczał w czasie modlitw Kapłana. Gdy Kapłan przy końcu modlitwy już złożył ręce, znów Diakon odwracał się do ludu i mówił: "wstańcie" i wtedy cały Lud Boży wstawał. Ten obrządek zachował się w suche dni patrz http://dziennikparafialny.pl/2012/suche-dni-wielkiego-postu/ i w wielki piątek, z tą różnicą że Diakon śpiewa: "uklęknijmy" a Subdiakon: "wstańcie".

wtorek, 25 sierpnia 2015

Gloria Jana Kulczyka i o potrzebie zdrowia.

Po dwóch dniach od nadania dotarł na moją skrzynkę mailową bardzo ważny meil od pani Izabelli Parowicz, który ze wzgl. na zawarte w nich informacje polecam ku wykorzystaniu moich czytelników w całości:

Szanowni Państwo, 
raz jeszcze dziękuję Państwu za przybycie na Mszę Świętą pontyfikalną sprawowaną przez Jego Ekscelencję księdza biskupa Athanasiusa Schneidera oraz na spotkanie z naszym czcigodnym Gościem. Oto zdjęcia ze Mszy Świętej pontyfikalnej i ze spotkania z księdzem biskupem Athanasiusem Schneiderem. Autorem zdjęć jest p. Piotr Łysakowski
https://plus.google.com/u/0/photos/117106130874556153381/albums/6185856902062448209
A oto filmy z wykładu księdza biskupa Athanasiusa Schneidera oraz z dyskusji, jaka miała miejsce po prelekcji. Przygotowaniem i udostępnieniem nagrań zajął się p. Radosław Kozłowski.
https://www.youtube.com/playlist?list=PLy509izIQqbGmifpCVJDh0SLnGyFV-DEC
Z wyrazami szacunku,
Izabella Parowicz



Dalej dla porządku: 
na fioletowo - św. Ignacy z Loyoli na 25 sierpień

na czerwono - dzisiejsze czytania mszalne. Zdjęcia czytań i pieśni  z dzisiejszej Mszy św. w intencji śp. mego ojca Ludwika i jego dwóch żon: mojej mamy Heleny i babci Gertrudy dla moich wnucząt

na zielono - modlitwy wg. Mszy św. w tzw. rycie trydenckim 
na niebiesko - omówienia Mszy św. wg. modlitewnika z 1842 r.
na (nie wiem jak nazwać ten kolor)  O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy Żyć Bogiem, t. III, str. 109, dzisiejsze moje rozważania.
na czarno - reszta moja.

W duszpasterstwie więcej znaczy odrobina świętości przy dobrym zdrowiu ciała, niż obfita świętość przy odrobinie zdrowia.
Wydaje się, że podobnie myślał pan Jan Kulczyk gdy zlecał wykonanie pomnika na rodzinnym grobie swego ojca Henryka (1925-2013), gdy na metalowej stalowej płycie nagrobnej, o wymiarach 6,80 metra na 4,18 metra, to jest ponad 28 metrów kwadratowych, kazał pod niewielkim krzyżem umieścić jeszcze mniejszy napis: "Bo śmierć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać". 

Czytając dzisiaj rano ten napis tuż po Mszy św za zmarłego mego ojca Ludwika w dniu jego imienin, zrobiło mi się żal pana Jana. Pochowane w tym samym metalowym grobowcu na jeżyckim cmentarzu, tuż za ukoronowanym pomnikiem Serca Jezusowego, doczesne szczątki pana Jana Kulczyka

spoczęły ostatniego lipca br, pod tą samą stalową  nagrobną płytą, którą przykrył swego ojca. Ciekawi mnie: Co pan Jan Kulczyk zlecając taką, a nie inną formę architektoniczną grobowca ojca myślał o jego, o swoim zmartwychwstaniu i o nieśmiertelności dusz ludzkich?

Pomiędzy ascetą i Apostołem zachodzi wielka różnica. Pierwszy chociaż chory, powinności swoje czyni, drugi jeśli jest chory, nawet w części powinności nie spełnia. Obowiązkowość pierwszego jest wewnątrz niego, drugiego cała na zewnątrz.

Przypatrując się dwom postaciom jest w nich coś z obrazu Jacka Malczewskiego o dwóch nazwach: Zmartwychwstanie - Nieśmiertelność. Nie znałem państwa Kulczyków, nie wiem czy to są postacie rodziców pana Jana Kulczyka, czy też kazał jako Anioła przedstawić siebie i ukochaną przez niego osobę? 
Okaleczone duchowo i cieleśnie ludzkie postacie w obliczu śmierci są jakimś przejmującym obrazem ludzkości XXI wieku, jakże różnym od człowieczeństwa Jacka Malczewskiego.   

"Bo śmierć to zbyt mały powód, żeby przestać kochać". Pisząc sobie na kartce tą sekwencję  od razu napisałem obok słowo: "Kogo"? Próbuję znaleźć odpowiedź niby kto i kogo ma przestać kochać po śmierci? 

Odpowiedź tylko pozornie wydaje się prosta: tego kogo jednoskrzydły, okaleczony anioł kochał przed śmiercią. Ale czy zawsze kochamy tą zmarłą osobę, nad której mogiłą się zatrzymujemy? 

Czy myśmy ją za życia tak naprawdę kochali? A jeśli tak, to co dla niej zrobiliśmy tak nadzwy - czajnego, że możemy powiedzieć żeśmy ją prawdziwie kochali? Czy udało nam się przeprowadzić ją do wieczności? 

To bardzo istotne. To coś znacznie większego niż przytulenie i pocałunek złożony na czole. Kto był dla nas najważniejszy? Może ja sam, ja sama?  Może kochałem własne "JA", a może... Właśnie, a może przed człowiekiem mężem, żoną, ojcem, matką, dzieckiem kochałem na pierwszym miejscu Boga, a potem dopiero drugiego człowieka?

Ten sam jeżycki cmentarz, w tej samej głównej alei prowadzącej do dzisiejszej kaplicy cmentarnej, a za czasów, gdy z Ewą i dwójką maleńkich synków mieszkaliśmy u rodziców adaptowanej na kościół parafialny pod wiatą, z prawej strony niewielka tablica z papieskim herbem św. Jana Pawła II

i napisem: "Jak długo trwa pamięć o grobach, tak długo trwa siła związku z Ojczyzną" Jan Paweł II. 2005
W roku śmierci Ojca Świętego Jana Pawła II  w stu lecie otwarcia zabytkowego cmentarza jeżyckiego.

Czym jest miecz bez rękojeści, tym gorliwość bez sił. Uskutecznienie tego, co zamierzamy, w obu przypadkach jest niemożliwe. Bez zdrowego ciała wielki umysł, jest ciałem bez rąk, sprawia kłopot, ale i obowiązków nie pełni.
A my jesteśmy na Mszy św. zwanej trydencką (kolejny 3 fragment):
Po Kyrie elejson, po Panie zmiłuj się Kapłan zatrzymuje się  na środku ołtarza przed obliczem Ukrzyżowanego i głośno zaczyna hymn Anielski "Gloria in excelsis Deo".

"Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój  ludziom dobrej woli. Chwalimy Cię, błogosławimy Cię, cześć Ci składamy, wielbimy Cię. Dzięki Ci składamy, dla wielkiej chwały Twojej. Panie Boże! Królu niebieski! Boże Ojcze wszechmogący! Panie! Synu jednorodzony, Jezu Chryste! Panie Boże, Baranku Boży, Synu Ojca niebieskiego! Który gładzisz grzechy świata, przyjmij błaganie nasze. Który siedzisz po prawicy  Ojca, zmiłuj się nad nami. Bo Tyś sam Święty, Ty sam  Pan, Ty sam Najwyższy, Jezu Chryste, z Duchem Świętym w chwale Boga Ojca. Amen!"  
Ten hymn nazywa się anielskim, bo Aniołowie śpiewali go przy narodzeniu Jezusa Chrystusa w Betlejem. Zawiera on samą radość i wielbienie Boga. Bo Aniołowie już przy narodzeniu Jezusa cieszyli się, że Chrystus ma niebo otworzyć i z otchłani rzesze Patryjarchów wyprowadzić i dać ludzkości Sakramenty święte ku ich uświęceniu. Aniołowie cieszą się z nawrócenia grzeszników, bo Jezus przez śmierć krzyżową i  zmartwychwstaniem otworzył nam niebo i dla tego śpiewają: Chwała na wysokości Bogu, a na ziemi pokój ludziom dobrej woli, bo Jezus Chrystus miał dać pokój, wróciwszy utracone prawo do nieba przez swoje odkupienie, a przyszłym grzesznikom, już odkupionym, wrócić niewinność przez Sakrament pokuty. Przy okazji ci posłańcy niebiescy uczą, (których udział we Mszy św. my ludzie tak często pomijamy), uczą których ludzi udziałem jest Boży pokój . Chodzi o ludzi dobrej woli, a więc zgadzających się z wolą Bożą to jest żyjących cnotliwie. Więc nie bogactwa i dobre mienie, a nawet dobre imię dają pokój. Człowiek najbardziej namiętny bywa często nieszczęśliwy, gdy go sumienie dręczy , jeżeli ma je obciążone grzechami. 
   To uwielbienie Boga powtarza Kapłan z ludem Bożym za Aniołami, bo jak Aniołowie w Betlejem wokół żłobu , tak ci koło ołtarza cieszą się, gdyż niedługo tegoż Jezusa Chrystusa ujrzą w Hostii jakby narodzonego ofiarowującego się za nas, z całego więc serca wołają "Chwała Bogu na wysokości, a nam wiernym pokój, bo nasze sumienia we Krwi Jego przez Sakrament pokuty i pojednania obmyć możemy i spokojnie oczekiwać godziny śmierci.
  Na końcu Kapłan żegna się, bo ten hymn uwielbienia kończy się wezwaniem osób Trójcy świętej, na które wierni zwykle czynią na sobie znak krzyża świętego. 

Zdrowie ciebie zachowuje, ale innym pomaga. Dla innych żyjesz, nie dla siebie. Nie dla siebie, ale dla innych zdrowie pielęgnujesz, bez którego nie będziesz Apostołem, chociażbyś  był wielkim Świętym.

Jeśli wszystko odnosiłeś do człowieka, to i po jego śmierci swoje uczucia odniesiesz do człowieka, który nie wiem jak byłby dobry, to z Bogiem nie ma się co równać. 

Tak więc tylko do Boga mogę zaśpiewać słowami dzisiejszego psalmu:  
Panie, tylko Ty przenikasz i znasz mnie całego. Ty wiesz, kiedy siedzę i wstaję. Z daleka spostrzegasz moje myśli przyglądasz się jak spoczywam i chodzę i znasz wszystkie moje drogi.

Panie, tylko Ty przenikasz i znasz mnie całego. Zanim słowo znajdzie się na moim języku, Ty, Panie, już znasz je w całości. Ty ze wszystkich stron mnie ogarniasz i kładziesz na mnie swą rękę.
Panie, tylko Ty przenikasz i znasz mnie całego.
To rodzi nieustanną postawę zmiany serca.
 
Tak dbaj o zdrowie, abyś  nie szkodził  świętości. Często nie tyle dbałość o zdrowie szkodzi świętości, ile zbytnia troska o zdrowie, pod pozorem której żyją wady, odsłaniają się namiętności.  TAKIE    ZDROWIE   NIE    WSPIERA    GORLIWOŚCI,   ALE   JĄ    NIWECZY. 

        Ojcze, do Ciebie się zwracam z cichą i spokojną ufnością. Twój Syn pouczył mnie, że Ty jesteś moim Ojcem i że nie należy nazywać Cię innym imieniem. Ty jesteś tylko Ojcem. Ojcze, przychodzę z całą prostotą wyznać Ci, że jestem Twoim synem, a mówię to z najwyższą powagą… Ojcze, uczyń ze mną, co chcesz, oto jestem gotów pełnić wolę Twoją. Twoją wolą, wiem to, jest, abym stal się podobnym do Twojego Jednorodzonego, brata starszego, który nauczył mnie Twojego imienia, i abym szedł tą samą drogą; wiem o tym i przyjmuję to z wielką miłością! Ojcze, brak mi potrzebnych sił, lecz przyjmuję to! O tom ja: działaj we mnie, tnij i usuwaj, podnoś mnie lub pozostaw mnie całkiem samego, nie uczynię Ci nigdy krzywdy, jaką byłaby obawa lub myśl, że Ty o mnie zapominasz; a jeżeli przekonam się, że mój krzyż jest zbyt ciężki, będę powtarzał przynajmniej nieustannie, że wierzę w Twoją miłość i przyjmuję Twą wolę. Lecz pragnę pić z tego samego kielicha, co Twój Syn; o Ojcze, nie odmawiaj mi tego… Ty nie odmówisz mi tego, bo wiem, że taka jest Twoja wola…
       Panie Boże, oto życie moje, abyś z nim uczynił, co chcesz, abyś przemienił je w życie Jezusa Chrystusa. Lecz nie możesz przeszkodzić, że gdziekolwiek mnie poślesz, szczęśliwego lub opuszczonego, chorego lub zdrowego, zadowolonego lub upokorzonego, aby we mnie duch nie przyzywał Cię gwałtownie, odwołując się stanowczo do Twojej miłości, błagając za ludzi, moich braci, którzy nie wiedzą, że Ty jesteś Ojcem. O Ojcze, oto moje życie, ale daj mi moich braci, abym ja mógł Ci ich zwrócić (P. Lyonnet).
        Ojcze, zdaję się na Ciebie, czyń ze mną, co Ci się podoba. Za wszystko, co uczynisz ze mną, dziękuję Ci… Jestem gotów na wszystko, przyjmuję wszystko, dziękuję za wszystko, byleby tylko Twoja wola spełniła się we mnie… niechaj się spełni we wszystkich Twoich stworzeniach, we wszystkich Twoich dzieciach, w tych wszystkich, których miłuje Twoje serce. Nie pragnę nic innego, o mój Boże.
       Oddaję duszę moją w Twoje ręce, oddaję Ci ją, Boże mój, z całą miłością serca, bo kocham Cię. Oddać się Tobie, powierzyć się Twoim rękom bez zastrzeżeń… z bezgraniczną ufnością, to dla mnie potrzeba miłości, bo Ty jesteś moim Ojcem (Ch. de Foucauld).

O. Gabriel od św. Marii Magdaleny, karmelita bosy
Żyć Bogiem, t. III, str. 109

Jakie życie taka śmierć!
Projektuj swoją śmierć, projektuj swoją mogiłę, projektuj to co po sobie duchowego i widzialnego zostawisz.
Od nagłej a niespodziewanej śmierci  zachowaj nas Panie.