poniedziałek, 28 września 2015

Czego Jezusa uczył św. Józef ?


Czego uczył Jezusa św. Józef?
Tak jednym słowem odpowiem, że modlitwy.
Zdziwiło Was pewno to szokujące moje stwierdzenie.
Boga uczyć modlitwy?
Ha, ha, ha - obśmiejecie się!
Nie ucz księdza pacierza, przypomina mi się porzekadło.
A tak! 
Właśnie tak!
Św Józef uczył Syna człowieczego pacierza, modlitwy do Boga Ojca.
Tak jak dobry ziemski ojciec uczy syna, córkę tego co najlepsze, tak samo i postępował św. Józef.
Jak to czynił?
Ot po prostu, swoim przykładem.
Nie ma lepszego sposobu nauki jak danie własnego przykładu, danie świadectwa.
Dobro którego uczysz, musi być zgodne z tym, co sam czynisz.
Zresztą podobnie jest i ze złem. Zło rodzić i wychowywać będzie będzie kolejne zło, niekiedy dużo większe niż samo jest.

***

       Tyle udało mi się napisać przed dzisiejszym poniedziałkowym wyjściem na wspólną z ks. Proboszczem Jutrznię ku czci św. Józefa, a potem Mszę św dla osób chorych samotnych i w podeszłym wieku, połączoną z aktem ich zawierzenia św. Józefowi i moim godzinnym dziękczynnym czuwaniem. Z modlitewnego czuwania wróciłem do domu z przeświadczeniem, że doznałem cudu uzdrowienia. Nie prosiłem o cud wprost. Złożyłem swoje poważne niedomaganie, tak jak prosił ojciec Kapucyn w homilii dla osób starszych i cierpiących na ołtarzu ofiarnym, by je zaniósł, w darze z ofiarą krzyżową Jezusa Chrystusa, Bogu Ojcu w ofierze Mszy św.
        Dolałem swojej wody do Chrystusowego wina i poszło z modlitwą Kapłana do Boga Ojca. Ostatnie zdjęcie z czuwania zrobiłem o 10:58. Po powrocie do domu miałem godzinę czasu by napisać i puścić w internetową przestrzeń poniższe zdanie:
"Uznać cud zanim się fizycznie doświadczy cudu, to jest cud." 

***

Reszta, którą będziecie poniżej czytać jest już pisana po godzinie 12:00. 
Sprawa jest dla mnie prosta. Albo wierzę Jezusowi, że razem ze swoją ofiarą krzyżową zanoszoną w czasie Mszy świętej pociągnie moją ofiarę, która ma się się do Jego ofiary jak woda do wina, albo nie wierzę, że On Jezus daje się mnie grzesznemu żywy w Hostii. Jeśli prawdziwie i bez zastrzeżeń wierzę w Przeistoczenie, to będę doświadczał cudów. Cud tego rodzaju musi się zdarzyć w chwili wypowiadania przez kapłana słów Przeistoczenia. Koniec, kropka i tak trzymać, jak mi powiedział spowiednik w czasie ostatniego sakramentu pojednania. A skoro tak, to nie pozostaje mi nic innego jak wrócić do świątyni i podziękować najpierw Jezusowi, potem św. Józefowi, a jak się nadarzy okazja opowiedzieć o tym kapłanom.  

*** 
To, co teraz piszę rozpocząłem pisać o 17:05, bezpośrednio po telefonie jednego z synów. Zadał mi bardzo osobiste pytanie, którego się nie mogłem spodziewać.  W pierwszym momencie zbyłem go, a potem powiedziałem: Pan Jezus dopiero trzeciego dnia zmartwychwstał i próżno ludziom nawet Apostołom, nawet św. Janowi, było mówić o zmartwychwstaniu przed zmartwychwstaniem bo jak sam o sobie pisze: wyprzedziwszy Piotra w drodze do Chrystusowego grobu i zobaczywszy leżące płótna nie wszedł do środka, a poczekał na Piotra, by ten jako pierwszy wszedł do środka. Dopiero:  wtedy wszedł do wnętrza także i ów drugi uczeń, który przybył pierwszy do grobu. U J R Z A Ł    I    U W I E R Z Y Ł .  Dotąd bowiem nie rozumieli jeszcze Pisma, [które  mówi], że On ma powstać z martwych. A Marii Magdalenie powiedział, gdy Go zobaczyła "Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego. 
Tak więc Synu poczekajmy, bowiem "Uznać cud zanim się fizycznie doświadczy cudu, to jest cud." 
No tak, ja teraz też za bardzo nie mogę rozmawiać - zakończył rozmowę. Resztę opiszę w swoim czasie na blogu dopowiedziałem na zakończenie.   

*** 
To są myśli pisane w wielkich emocjach, dlatego nie dziwcie się że są tak czasowo wymieszane. 

 ***
18:35 Przed momentem odjechał ode mnie Przyjaciel z Chrześniaczką i małą Izą. Nie widzieliśmy się kilka miesięcy. Na wstępie dostaję kurtuazyjne pytanie Jak się czujesz? Mówię im, że dzisiaj już doskonale i skierowuję rozmowę na temat Anioła ze Zmartwychwstania, i Tobiasza z Rafałem  Malczewskiego. Ostatecznie kończy się na relacji z Jubileuszu i cudownym wyjściu z zapaści, mego sąsiada z ławki, w czasie jubileuszowej Mszy św. W międzyczasie chwalę się fachowcowi dolegliwościami, które póki co ustąpiły po złożeniu ich dzisiejszego ranka na ołtarzu ofiarnym. To już trzecia osoba, której opowiedziałem ranne zdarzenie w kategoriach cudu jaki mi się przytrafił. 

***
Pierwszą osobą której zwierzyłem się z doznanego uzdrowienia był Ojciec Kapucyn ze wzgórza Św. Wojciecha. Powiedziałem mu o tym bezpośrednio po załadowaniu do samochodu KAPLICY kopi z kopi cudownego obrazu św. Józefa, która peregrynuje po naszej archidiecezji. Zawitała do naszej świątyni wczorajszego wieczoru o 17:30 tuż przed wieczorną Mszą św. w czasie, gdy wracałem z niespodziewanie przerwanych imienin jednej z wnuczek. 

***

Na niedzielny obiad poprosiłem syna z trójką wnuków. Nie widzieliśmy się jeszcze po wakacjach i było co opowiadać. No wiecie, jak to w rodzinie. Starałem się chłopakom dogodzić, ale okazało się, że nawet lody bakaliowe na deser, nie każdemu z racji na bakalie smakują. Suma sumarum resztek z obiadu zostało mi tyle, że starczy ich do środowego postu o chlebie i wodzie. Lubię zawsze przygotować nieco więcej, bo potem mam więcej czasu na pisanie, które jak widzicie pochłania nieomal całe dnie. 
***

Zaproszony przez wnuczkę na 16:00 na imieniny, z góry założyłem, że nie będę na niedzielnym powitaniu peregrynującego  obrazu Św. Józefa. Osiemnasty jubileusz konsekracji, poświęcenia kościoła (trzy miesiące od powstania parafii), to miarą ludzką taka pełnoletność. Obraz jak obraz mimo że święty, pomyślałem,  będzie do poniedziałku, czyli do dzisiaj, to i tak, i tak się przed nim pomodlę, a imieniny wnuczki mimo że przeniesione z wtorku na niedzielę postawiłem w hierarchii przed obrazem. O 16:00 zjedliśmy wspaniały jak zwykle wytwornie podany obiad, wspólne dzieło synowej i dorastających wnuczek. Po obiedzie, swoim hobby pochwalił się nam mój Syn. Była to 1 część makiety kolejki w skali "piko". Dla mnie szok. Opiszę ją kiedyś indziej, gdy będę miał jej zdjęcia. Przy okazji dowiedziałem się że są drukarki przestrzenne, które drukują w 3D. Gdy zjechała się reszta gości na kawę, zamiast siąść z nimi do stołu, siadłem za kierownicą i z racji na moją nie dyspozycyjność wróciłem do domu.   
    
*** 

Po powrocie z imienin do domu, miałem okazję zdrzemnąć się. Stwierdziłem, że w sytuacjach stresowych reaguję podobnie jak Ewa, natychmiast zasypiam. Jedno co sobie zamówiłem, to budzenie u Anioła Stróża. Wywiązał się doskonale. O 19:43 klęczałem już z ks. Proboszczem na adoracji Najświętszego Sakramentu w obecności cudownego obrazu św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny i po podniesieniu się z klęczek o 20:43 (ale mi się trafiło co do minuty równo 1 godzina) miałem już przemodloną sprawę nauk jakie dawał św. Józef swemu synowi Jezusowi. To nie była tylko nauka zawodu jaką sugeruje rzeźba w głównym ołtarzu, na której i Jezus i św. Józef trzymają się symbolicznie struga, narzędzia, którą się oboje posługują. Na pytanie czy tym narzędziem jest nasz proboszcz Ks. kan. Andrzej STRUGarek pierwszy i jedyny Proboszcz parafii pw. Św. Józefa Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny w Baranowie, bez wahania trzeba odpowiedzieć tak.

***

Na skonkretyzowanie odpowiedzi na postawione na wstępie tego wpisu pytanie do apelu Jasnogórskiego miałem symboliczne 15 minut. Wystarczyło. Były to modlitwy: Przeczytajmy jedną z nich z uwagą: to słowa starego Tobiasza, gdy jego syn młody Tobiasz uleczył za radą Anioła Rafała  ślepotę własnego ojca, a ten ujrzał syna we właściwym świetle. Tak modlił się św. Józef ziemski opiekun Jezusa, gdy ten zdjął mu bielmo z jego oczu i ujrzał Syna Bożego Jezusa we właściwym świetle mówiąc: "Niech będzie błogosławiony Bóg! Niech będzie błogosławione wielkie imię Jego! 
Niech będą błogosławieni wszyscy Jego święci aniołowie! Niech będzie obecne z nami wielkie imię Jego! 
I niech będą błogosławieni wszyscy aniołowie Jego po wszystkie wieki! 
Ponieważ doświadczył mnie, a oto teraz widzę Tobiasza [za sprawą Maryi Jezusa], syna mego.    

***

Z tą  to modlitwą Tobiasza (Tb 11, 14) na ustach i w sercu, kładę się dzisiaj w poniedziałek 28 września 2015 roku spać. Zrobiła się 22:40, a do opisania pozostało jeszcze dzisiejsza Jutrznia Msza święta, czuwanie przedpołudniowe, czuwanie popołudniowe, sen popołudniowy i pożegnanie obrazu. Do tego są jeszcze zdjęcia z całego dzisiejszego dnia, wymagające obróbki opisania i powklejania gdzie trzeba. Nie wiem czy starczy mi na to jutrzejszego wtorkowego dnia.

3 komentarze:

KubaFX pisze...

Kochany Tato !!!

Czytaj proszę zawsze to co napiszesz - przed publikacją.
Nie naginaj faktów - to jest niepotrzebne.
Nie koloryzuj i nie wypaczaj sytuacji.

Mądry Ojciec Kaznodzieja - Dominikanin w jednej z wielu nauk powiedział, że jeśli mówisz o miłości, jeśli kochasz drugą osobę, zawsze przed oceną jej zachowania, zawsze w ferowaniu wyroków postaraj się spojrzeć najpierw z perspektywy tej drugiej osoby. To pozwoli na bardziej prawdziwą ocenę.

Pisze Tato wiele, dobrych i mądrych rzeczy - czemu mają służyć te nadinterpretacje ????? Poza tym, jak już wiele razy prosiliśmy nie za bardzo chcemy aby opisywał Tato nasze jak to kiedyś nazwaliśmy "intymne sprawy" zwłaszcza, że często są przedstawione niezgodnie z prawdą, albo przynajmniej bardzo jednostronnie sugerując rzeczywistość, która jest bardzo, bardzo jednostronnym, krzywdzącym drugą stronę spojrzeniem.

Mój komentarz odnosi się do akapitu o naszej niedzielnej wizycie u Taty
(...) Starałem się chłopakom dogodzić, ale okazało się, że nawet lody bakaliowe na deser, nie każdemu z racji na bakalie smakują. Suma sumarum resztek z obiadu zostało mi tyle, że starczy ich do środowego postu o chlebie i wodzie.(...)

Może jestem przewrażliwiony ... ale chyba nie!!!
Czytając ten tekst można by przypuszczać, że Nie smakowało nam Taty jedzenie, że kolokwialnie mówiąc "przesmradzaliśmy" że ledwie skubnęliśmy potraw i w związku z tym został tata "na lodzie" z dużą ilością jedzenia.

Tymczasem fakty są takie:
każdy z nas zjadł talerz zupy ( z jednym wyjątkiem)
każdy z nas zjadła minimum jedną, a w większości po dwie porcje mięsa z sosem.
wypiliśmy dwie 1,5l butelki napoju
zjedliśmy wspólnie chyba 1,5 litrowe pudło lodów ( fakt najmłodszy zostawił rodzynki bo nie lubi...)
Ja uraczyłem się marchewką z kalafiorem biorąc dwie dokładki.
Chłopacy stwierdzili, że mięso jest super.

Ilość jedzenia przygotowana przez Tatę na ten obiad wystarczyłaby dla ponad 10 osób - trudno się dziwić że zostały resztki...
Została zielenina - surówki - jarzyny chyba w trzech rodzajach, za którą co powszechnie wiadomo wnuki od ponad 10 lat nie przepadają - trudno więc się dziwić, że nagle nie zmienili swoich przyzwyczajeń żywieniowych i że nie zjedli surówek. Zostało mięso, ale większość, jeśli nie każdy z nas zjadł dwie porcje - ziemniaki? każdy zjadł słuszną porcję ale i tak zostały bo było ich po prostu za dużo.

Takimi krzywdzącymi stwierdzeniami ( a wypowiedział je tato kilkukrotnie podczas wizyty w naszym gronie, potem w szerszym gronie rodzinnym, a teraz jeszcze na dodatek na blogu) nie zbliży się Dziadek do wnuków.

W dzisiejszym poście pisze Tato o przykładzie Św. Józefa -o tym sposobie modlitwy. Niech i dla najbliższych będzie Tato głównie dobrym przykładem , a nie tylko ewangelizatorem słownym czy blogowym ( choć ten publiczny - ogólnodostępny sposób docierania do najbliższych, co wielokrotnie podkreślaliśmy, jest najgorszym ze wszystkich możliwych)

Z miłością piszący te słowa ( niestety po raz kolejny prostujący opisane w krzywym zwierciadle "fakty")

Kochający syn - Kuba

Bogumiła pisze...

Do Pana Kuby
Przeczytałam wpis Pana Ojca dwukrotnie, by czegoś nie przeoczyć. I z mojego punktu widzenia nie ma w nim niczego, co mogłoby powodować Pana reakcję. Tata po prostu napisać że chciał Wam dogodzić, a któremuś z wnuków nie zbyt smakowały lody( przypuszczałam że następnym razem poda ich inny smak) I że lubi ugotować więcej bo ma wtedy więcej czasu na pisanie. Tyle i tylko tyle. Wydaje mi się że szwankuje między Wami komunikacja. A Pana reakcja jest tylko nadwrażliwa- rozumiem Pana intencje ❤ Radzę, by więcej spędzać wspólnie czasu - na rozmowach, gdzie jasno i szczerze wyrażamy swoje myśli i odczucia...warto o tym mówić, bo jak się okazuje czasem trudno jest zrozumieć co miała na myśli druga(nawet bliska) osoba. Pozdrawiam serdecznie obu Panów. Z darem modlitwy ❤ ❤ ❤

KubaFX pisze...

Dziękujemy za modlitwę - ona jest bardzo ważna i może wiele zdziałać.
Prosimy zatem też o dalszą pamięć modlitewną.
z Panem Bogiem