niedziela, 8 listopada 2015

Ewy spotkanie z Bogiem (68/2)

Dzisiaj przy niedzieli przedkładam wam kolejne rozważanie Ks. Piotra Natanka z cyklu "Bóg Ojciec" wygłoszone w ostatni piątek 6 listopada. Jest to druga część konferencji, od 16:57 minuty do końca, nosząca tytuł:  

Spotkanie z Bogiem jako naszym Ojcem

         Tak jak poprzednio słowa Boga Ojca z prywatnego orędzia do p. Agnieszki pisane są na niebiesko
         Komentarze: ks. Piotr Natanek - kolor czarny
moje, bardzo osobiste, a odnoszące się do Ewy - kolor brązowy.
        16:57 Moja córko. Jak matka kocha niemowlę, tak Ja miłuję twoją duszę. Czy może Mi zawadzać twoja nieporadność. Wiesz dobrze, że sama nie możesz się poruszać, dlatego będę cię niósł
        Dzieci nie bójcie się. Jak wasza mama, a moja żona Irena Ewa była w swojej chorobie z dnia na dzień, z miesiąca na miesiąc coraz bardziej nieporadna, coraz częściej upadała na twarz, aż wreszcie nie mogła się już o własnych siłach poruszać, Bóg potrafił znaleźć rozwiązanie i nieomal do końca jej ziemskich dni przynosił, przywoził ją z pomocą domowników do Siebie, do parafialnego kościoła, aby mogła współcierpieć z krzyżowanym w czasie Mszy św. Jego Synem, składając Mu dzień po dniu ofiarę ze swego życia. Zauważcie przy tak poważnej chorobie, ani razu kapłan w Baranowie nie musiał przyjść do niej z Panem Jezusem w Najświętszym Sakramencie. A był przecież środek zimy grudzień, początek stycznia. Sama już nie mówiła Bóg przez jej i moją niemoc przemawiał. Bóg wypełniał i dopełniał to czego po ludzku wypełnić się nie dało. On pisał scenariusz i On trzymał ręce na jej i moim pulsie. On sam ją niósł, tak jak ją nosił, gdy będąc całkowitą sierotą miała przez całe życie tylko jednego ojca - Boga Ojca w niebie i jedną Matkę - Maryję. Reszta: dziadkowie i ja byliśmy tylko dla niej opiekunami, ale Ojca miała jednego, który od urodzenia do niej mówił Nie bój się, Ja sam będę cię niósł przez życie. I niósł! Byłem tego naocznym świadkiem i wy dzieci byliście tego świadkami.  
        17:35 Wiem że sama nie umiesz się pożywić, więc będę cię karmił. Będę cię cucił smakołykami z Mego serca. Nie zniechęcaj się i nie obwiniaj z powodu twojej niemocy.
         Oh, jak bardzo Ewie zalało na tym, by się po przyjeździe do Marysina samemu nakarmić. Ona taka w życiu samodzielna, harcerka w każdych warunkach potrafiąca sobie dać radę była zdana na pomoc innych. Personel lekarsko - pielęgniarski na siłę próbował wymusić na niej samokarmienie się, a ja wiedziałem gdzie jest kres jej fizyczno- psychicznych możliwości. Miałem pełną świadomość, jak bardzo zależało jej na pokonaniu swojej słabości. Pragnąłem ją cucić jak Bóg smakołykami z Mego serca pocieszając ją w jej niemocy i nie dopuszczając, by się za cokolwiek obwiniała. Nie taka widać była wola Boża. Po dwóch tygodniach oskarżono mnie o nadopiekuńczość uniemożliwiającą proces rehabilitacji i na całe przedpołudnie od 7. rano do 14. łącznie z obiadem odseparowano mnie od Ewy. Wtedy to było bardzo przykre dla nas obojga, ale i zbawienne wymagało całkowitego i bezgranicznego złożenia i jej, i mojej niemocy, w ręce Boga, a nie w ręce najbardziej kochanego człowieka. Ewa cierpiała z tego powodu, że mnie pozbawiono możliwości jej usługiwania, co było dla niej kojące, a ja cierpiałem, że nie mogę czynić w stosunku do niej dobra.  

       Nie powtarzajcie, że jesteście słabi, nie kwękajcie. Przecież macie Ojca. To co ty nie możesz On może. Nawiążcie te cudowne relacje z Nim.
        18:11 Boże prowadzenie jest piorunujące i dla nas nie zrozumiałe. I o tej niemocy mówi dalej Bóg: powiększam ją, abyś całkowicie zdała się na Mnie.  Chcę być sprawcą twojej świętości. Sam chcę cię uświęcić i nie martw się o twoje wysiłki, ale zdaj na Moją siłę. 
         Oboje zdaliśmy się bez reszty, ale to tak totalnie na Boga. Było to cenne doświadczenie wiary dla nas obojga, na to co miało nastąpić przed śmiercią. Boże prowadzenie okazało się piorunujące i nie za bardzo zrozumiałe. Po drugim miesiącu pobytu w Marysinie, kiedy przez 24 godziny przebywaliśmy ze sobą Ewa zrobiła niesamowity postęp w rehabilitacji, a ja mogłem bez żadnych obaw sprowadzić ją do przebudowanego pod nadzorem Kuby domu zapewniając jej dalsze komfortowe warunki rehabilitacji. Wydawało się, że wszystko idzie po ludzku ku lepszemu. Bóg jednak miał dla nas obojga swój własny projekt o kryptonimie "Świętość". Kolejny rezonans magnetyczny wykazał kolejną wznowę glejaka. Nie mówiliśmy o tym Ewie, ale będąc już po trzech operacjach na mózgu, doskonale zdawała sobie sprawę, że tym razem okazała się to już ostatnia, nieoperacyjna wznowa. A ja wkładając maksymalny wysiłek i serce w pielęgnację Ewy wcześniej czy później musiałem się poddać operacji na przepuklinę, zostawiając Ewę pod opieką rodziny. Tym razem Bóg obojgu nam podwyższył wyraźnie  poprzeczkę naszej ludzkiej niemocy. Z pokładania nadziei w ludziach, w lekarzach wyleczyłem się ostatecznie już w połowie pobytu w szpitalu w Piaskach - Marysinie. Całkowite zdanie się na Boga stało się naszą radością. Ewa wożona była przez najbliższych na codzienne Msze św.,a ja schodziłem do szpitalnej kaplicy na bezkrwawe ofiary celebrowane przez kapelana szpitalnego. Sam Bóg uświęcał nasze ludzkie wysiłki pocieszając nas każdego dnia.
          18:46 Córko sam posiadam wszystko czego potrzebujesz, a jedyną drogą do świętości jest droga przez Moje serce. Wszystko czego potrzebujesz czerp z Niego. Jest dla ciebie zawsze otwarte. Nie bój się nigdy podwozić(?)
Kiedy cierpisz z powodu braku cierpliwości, sił, wytrwałości, pokory, wiary czy miłości wracaj natychmiast do twego Ojca i każ Mu siebie posilić.
         Panie mój Boże nasz siłę masz siłę dasz Tylko Ty , tylko Ty Panie nasz i Królu możesz i tu wymienialiśmy różne intencje kończąc je słowami - jeśli tylko taka Twoja wola.

        Pan Jezus kiedy nam wyjaśniał tajemnice Serca Swojego jasno powiedział: kiedy ci brakuje cierpliwości mów: Serce Jezusa cnót wszelkich bezdenna głębino. Przychodź i bierz! Dziś nam to samo mówi Bóg Ojciec 
        (19:49) Wracaj natychmiast do twego Ojca i każ Mu siebie posilić. Czy Ojciec ziemski nie zrobi wszystkiego, aby nakarmić, a cóż dopiero Ja, który jestem najwrażliwszy z ojców. Doskonale widzę wszystkie twoje braki i niedomagania. Czyż nie nakarmię Cię, która łakniesz z nadmiaru Mojej obfitości? Moje Boskie spichlerze są pełne dobrodziejstw, tak, że z trudem utrzymują swój nadmiar błogosławieństw. Choć i weź co tylko zechcesz. Wszystko mam dla ciebie. Wszystkim cię obdarzę
       Wracaj do Ojca ... Dokładnie tak samo zachęcała Matka Ewa nasze dzieci, powtarzając te słowa co miesiąc naszym dzieciakom. Wracajcie do Ojca, pojednajcie się z Nim w konfesjonale i proście Go by was posilił swoim Ciałem. A On otwierał przed nimi swoje spichlerze pełne łask zachęcając, by brali tyle, ile tylko dusza zapragnie. Dzisiaj mówię wam wszystkim jest tylko jedna dla ciebie optyka, od chrztu jesteś dzieckiem Boga. Nie wolno wam przebywać w namiotach grzeszników.  
       Przylatujcie do Boga, o wszystkim Mu mówcie 
       21:56 Nie lękaj się nigdy sięgać po Moje skarby, ponieważ jesteś Moją córką, wszystko co mam należy również do ciebie. Nie jesteś sługą, który nie ma prawa wstępować do komnat Moich bez pukania, jesteś moim dzieckiem dla którego drzwi Mojej komnaty pozostają zabawką.
        Nadszedł wreszcie taki czas, gdy oboje pragnęliśmy jednego, by Bóg wpuścił Ewę na swoje komnaty. Nie wiem jak Ona, ale ja specjalnie o to nie zabiegałem, ale i zatrzymywać jej dla siebie nie zamierzałem. Od poznania się długo przed ślubem wiedziałem, że nie należy do mnie, a mam być dla niej bardziej opiekunem niż mężem i ten długofalowy Boży plan starałem się przez całe wspólne życie realizować. Miałem świadomość jak bardzo pragnęła się bawić w domu Ojca, i że do mnie należeć będzie podprowadzenie jej pod same drzwi komnaty. 
         Dzieci jakie mamy przywileje i łaski od Boga. 
         (22:40) Jesteś moim dzieckiem dla którego drzwi Mojej komnaty pozostają zabawką.  

          Możesz wchodzić kiedy chcesz, prosić, tulić, błagać kiedy chcesz.
          I na kilka minut przed moim powrotem ze szpitala po Bożonarodzeniowej kwarantannie, Ewa wstała z wózka inwalidzkiego do Ojca widząc przed sobą otwarte drzwi Boskiego nieba.  
       22:55 Możesz je otwierać i zamykać kiedy zechcesz, pozwalam ci na wszystko, ponieważ twoja obecność jest dla mnie wielką radością. Nie ma chwili w której mogłabyś mnie drażnić swoją ciągłą obecnością przy Mnie.
      Była jak dziecko nie bała się prosić o śmierć. Wahadłowe drzwi były otwarte. Weszła w próg. Ujrzała Pana. Uchylone drzwi popchnęły ją delikatnie od tyłu do wnętrza Boskiej komnaty. Będąc jeszcze w progu, a zobaczywszy Boga, upadła przed Nim na twarz. Gdy razem z pogotowiem ratunkowym wszedłem do domu leżała z zakrwawioną twarzą zwróconą w stronę drzwi balkonowych. Przez ich szyby spoglądał na nią Jezus Chrystus Król unosząc w geście błogosławieństwa prawą dłoń.
      Przychodźcie, mówcie, czerpcie ze spichlerza, skoro się [półki] uginają, nie bójcie się prosić.
        23:23 Zawsze jestem spragniony twoich słów, twojego uśmiechu i twoich nalegań. Zapamiętaj, że wszystko co mam pragnę dzielić z tobą. Jeśli ci czegoś nie daję, to tylko dla twojego dobra, gdyż i nadmiar cukierków szkodzi dziecku.  
        Wiedziała doskonale, że Bóg chce z nią dzielić niebo, lgnęła wprost do Niego. Każdego dnia wsadzaliśmy ją w wózek i z pomocą schodołazu wjeżdżaliśmy po schodach bądź to na górę przed okno z widokiem na Jezusa Miłosiernego, bądź z odpowiednio ubraną zjeżdżaliśmy na poziom parteru by podjechać z nią na rozmowę do stóp Jezusa a dodatkowo każdego dnia do kościoła na Mszę św.

        Rewelacja. Spamiętajcie sobie bo to rozumiemy z dzieciństwa, mamy zawsze mówiły, nie jedz cukierków bo się zęby psują.Jeśli ci czegoś nie daję , to tylko dla twojego dobra.
        24:25 Proś jednak i nie obawiaj się ponieważ Ja sam osądzę co jest dla ciebie dobre, a co złe. 
         Proście! Jeśli Bóg czegoś ci nie daje, to znaczy, że to jest dla ciebie dobre, zbawienne. A to dopiero zrozumiesz jak ci Bóg to pokaże.  
        tak jak prosiliśmy śpiewając by nas Bóg zachował od nagłej i niespodziewanej śmierci, tak Pan raczył spełnić nasze prośby, choć muszę powiedzieć, że jeśli chodzi o Ewę marzyła jej się nagła i niespodziewana śmierć bez bólu. Bóg Ojciec uznał, że nie jest to dla niej dobre rozwiązanie. Wybrał jej diametralnie odwrotne. Zmarła śmiercią spodziewaną i bardzo daleką od nagłej, oszczędził jej bólu fizycznego którego tak bardzo się bała dając jej wielki spokój odejścia na komnaty Pana. 
To mój Ojciec wszystko mi uczynił 
To mój Ojciec wszystko mi uczynił  
       Amen!             
 

Brak komentarzy: