wtorek, 3 listopada 2015

Wypuszczony za cmentarną bramę.

Uwaga porządkowa: poniższy wpis uzupełniłem o zdjęcia z paź - dziernikowego różańca dla dzieci i z zakończonego na Placu Zmartwychwstania różańca za zmarłych jaki przeszedł ulicami Baranowa w Dniu Zadusznym, po wieczornej Mszy św. w czasie której modliliśmy się za dusze zmarłych parafian przez 18 lat istnienia parafii.

Dzień zadusznych, to był dla mnie dzień roboczy. Do południa należało zrobić Płatnikiem wysyłkę miesięcznych rozliczeń składek ZUS - owskich wszystkich klientów. A w południe przyszła pokusa by się zdrzemnąć. Gdy na 12:00 wyszedłem pod Boże Miłosierdzie stwierdziłem, że nie godzi się Go zasypanego liśćmi zostawić do wieczora. Będzie procesja różańcowa na Plac Zmartwychwstania i byłoby mi wstyd nie zrobić gruntownego porządku. 

Wywiozłem już co prawda kilka taczek liści przed Wszystkimi Świętymi ale nowych naleciało dwa albo i trzy razy więcej. W trakcie sprzątania zauważyłem osobę, która podeszła pod pomnik i przyglądała się Jezusowi Miłosiernemu. 

Tym razem nie chcąc tracić czasu nie zagadnąłem jej ani jej się zbytnio nie przyjrzałem. Ot jakaś dziewczynka, umówiła się na randkę  pod pomnikiem spaceruje sobie co jakiś czas wydzwaniając komórką, albo się nią bawiąc. 

Zgrabiając liście musiałem chyba ze dwa lub trzy razy obrócić z pełną taczką odwożąc je na ogrodowy kompost, a Ona wciąż spacerowała sobie. Prawdopodobnie się nudzisz, przyjdź proszę pomóc mi zgrabiać liście - zagadnąłem ją z daleka. 

Przeszła na drugą stronę ulicy i podeszła bliżej do mnie. Bardzo przepraszam Panią z daleka nie dowidzę, myślałem, że to jakaś nastolatka czeka na amanta. Bardzo mi miło, ja mam dzieści lat, ale mogę panu pomóc w zmiataniu liści. Nie dużo mi pomogła, pewno pierwszy raz w życiu trzymała tego typu miotłę z bardzo długim sztywnym plastikowym "włosiem". Syn mi ją sprawił i nauczył nią zmiatać śnieg. 

Do końca życia się uczymy powiedziałem Jej po krótkim instruktarzu. Po chwili wykonała telefon i przeprosiła mnie mówiąc że musi się z kimś spotkać pod gimnazjum. 

Nim jednak odeszła opowiedziałem jej wczorajszą historię uwięzienia mojego samochodu z dzwonem na przeźmierowskim cmentarzu. Zaoferowała się, że za godzinę może pode mnie tu pod pomnik podjechać samochodem i podwieźć mnie na cmentarz, bo będzie jechała odebrać synka ze szkoły w Przeźmierowie. 

Za godzinę pomyślałem sobie, a ja mam nieomal drugie tyle do sprzątania. Najważniejsze schody miałem dokładnie obmiecione, a z tyłu najwyżej coś zostawię. Jak masz problem to zostaw go Mnie i bierz się z krzyża do roboty. 

Najpierw szybko zgrab za pomnikiem liście i wywieźć je. Potem będziesz bawił się w kosmetykę na placu podpowiadał Anioł Stróż. Skoro nikt z miejscowych przez dwie godziny nie znalazł się w twoim zasięgu wzroku, 

mówię do siebie - tak jakbym powtarzał Jezusowe słowa - bym mógł go prosić o pomoc, a tylko ta obca kobieta, która się z kimś tutaj umówiła, dopytując mnie czy to jest jedyny pomnik Jezusa w Baranowie i zaoferowała się ciebie podwieźć, to znaczy, że zdążysz Jerzy na błysk wysprzątać i Plac Zmartwychwstania, i ułożyć krzyż ze zniczy. I to jej niezwykłe dla mnie ciepłe wymawianie słowa "SYNKU''. 

Z taką intonacją głosu tylko kochająca matka potrafi się odezwać przed nieznajomym o swoim dziecku. To mi podpadło gdy przebrany w długie spodnie z przygotowaną kurtką wyjściową i dowodem rejestracyjnym kończyłem kosmetykę placu. 

Teraz gdy piszę te słowa, skojarzyło mi się, że tak ciepło i z taką troską w głosie o Jezusie pewno tylko Maryja wypowiadała się odbierając Go ze szkoły rabiniackiej. Gdy z dwoma kartonami zniczy przeszedłem przez jezdnię i wyjąłem z kartonu dwa znicze na plac podjechał wiśniowy Land Rover Range Rover Evoque.

Za kierownicą siedziała nieznajoma. Z wrażenia nieomal zaniemówiłem. A ja ją wziąłem za dziewczynkę, a tu siedział wypisz wymaluj Anioł z obrazu Jacka Malczewskiego. Oczywiście nie powiedziałem Jej tego, pewno by się ze mnie śmiała. Ale wyobraźcie to sobie. Dzień Zaduszny najpierw dziewczynka, którą wołam do pomocy, do sprzątania liści na Placu Zmartwychwstania, a potem Maryja Królowa Aniołów jak z obrazu Nieśmiertelność, wioząca mnie na cmentarz po uwięzione "Pojednanie". 

Zaproponowałem jej trasę przez wiadukt krzyżownicki i dalej Wichrową przy lotniku do cmentarza. Sprawiała wrażenie jakby pierwszy raz jechała trasą. Pan jest architektem zagadnęła? Nie, 20. lat projektowałem lotniska, do dzisiaj jestem doradcą podatkowym, a od 10 lat pochłaniają mnie Boże sprawy. Poprosiłem o podwiezienie pod kwiaciarnię przy wejściu głównym i poczekanie na informację czy będę mógł odebrać samochód. 

Gdy sprawa się wyjaśniła, że brama jest otwarta ślicznie jej podziękowałem. Chciałem ją ugościć obiadem. Nie chciała. Wobec tego podając Jej wizytówkę mówię: 
 gdyby Pani była w przyszłości w mojej okolicy proszę się nie 
krępować.

Proszę wstąpić na kawę, a teraz dodaję jeszcze, że na obejrzenie obrazu Jacka Malczewskiego: "Zmartwychwstanie / Nieśmiertelność" i proszę koniecznie przyjechać z SYNKIEM. 


Wyjechałem z Pojednaniem za cmentarną bramę i wróciłem na modlitwę na grób Ewy i Łukasza. Nic mnie nigdzie nie goniło był więc czas by odśpiewać całą Koronkę do Bożego Miłosierdzia. Mój głośny śpiew musiał zainteresować osoby będące na cmentarzu. Przez dłuższy czas stał za moimi plecami jakiś motocyklista, kilka osób przechodziło alejką, a wśród nich znane mi starsze małżeństwo z Baranowa, patrząc, kto tak błaga Boga o Jego miłosierdzie. Dzień Zaduszny  to też okazja dla uzyskania odpustu dla zmarłych. Tym razem z mojego odpustu skorzystała nieznajoma dusza. Nieznajoma podwiozła, to i nieznajoma, za którą nikt się nie modli skorzystała. 
Gdy wsiadłem do samochodu na zegarze, wyświetliła się 15:20. W tym czasie gdy mój ks. Proboszcz sprawował z Aniołami Najświętszą Ofiarę o 15:00, ja z Aniołami błagałem o Boże Miłosierdzie dla żywych i umarłych.

Brak komentarzy: