niedziela, 1 listopada 2015

Zamknęli mnie na cmentarzu

          Skończyły się uroczystości kościelne na przeźmie - rowskim cmentarzu. Po Mszy św, w czasie której dzwoniłem na Podniesienie, oraz po żałobnej procesji róźańcowej  alejkami cmentarza, w czasie której dzwoniłem na każde "Święta Maryjo", podczepiłem dzwon pod samochód pozostawiony pod kaplicą cmentarną i poszedłem się pomodlić na grobie Łukasza i Ewy. Tyle zniczy zapalono, że musiałem je ustawić w dwóch rzędach, bym mógł do modlitwy klęknąć na granitowym obrzeżu. 

Dwa dni temu byłem u spowiedzi św. przed pół godziną u Komunii św. na cmentarzu byłem i by uzyskać odpust zupełny wystarczyło jeszcze nabożnie odmówić Ojcze nasz, Zdrowaś Maryjo i modlitwę w intencjach Ojca świętego. 

Do tego dołożyłem normalne modlitwy i chyba musiałem się "zamodlić". Czekał na mnie M. z rodziną. Gdy skończyłem pożegnaliśmy się i oni wrócili do swojego samochodu, a ja poszedłem do swojego stojącego z dzwonem przy kaplicy.  Po drodze chciałem otworzyć cmentarną bramę, niestety ta, przez którą wjechali i wyjechali  od tyłu wszyscy księża i służba liturgiczna była zamknięta. Podobnie zamknięta na solidne kłódki okazały się bramy główna i boczna. 

Jedyna rada zadzwonić do służby cmentarnej z jedynej kwiaciarni, mimo święta, jeszcze  otwartej i handlujęcej. Wspomogła mnie w moim nieszczęściu właścicielka i obdzwoniła osoby mające klucze do bram cmentarnych. Niestety komórki obsługi albo były wyłączone, albo zainteresowani byli w drodze na inne cmentarze.


        Nie szukaj więc w niczym poklasku, ciesz się niewdzięcznością , niedocenianiem, poniżaniem, bo to jest droga zwycięstwa. Pozwól ludziom na niewdzięczność wobec ciebie. Wszystkie zaszczyty niosą w sobie niebezpieczeństwo ukrytej w niej pychy. Dlatego tych, których wybieram na moje narzędzia ochraniam przed chwałą ludzi, doświadczam upokorzeniami, aby skryć te dusze przed pychą. Wszystkie poniżenia, upokorzenia, przykrości od bliźnich, okazywana jawna niewdzięczność i niezrozumienie, stanowią jakby szczepionkę wobec choroby jaką jest pycha. 

        Gdzie bym był, gdyby Bóg nie wiódł mnie taką drogą wyzwań. Inny pewno by szpetnie na moim miejscu zaklął, a tu Bóg zrobił mi praktyczny egzamin z narzekania w myślach na bezmyślność obsługi, egzamin z tego co wczoraj i przedwczoraj pisałem na blogu.

        Tej choroby nikt nie widzi, chodzi o pychę, tej choroby nikt nie leczy, jest ona najbardziej śmiertelną z pośród śmiertelnych.
         Ofiaruj to wszystko Bogu, a jak będziesz ufał, Bóg znajdzie właściwe najlepsze dla ciebie rozwiązanie Jerzy, powtarzałem sobie po wielokroć chodząc po opustoszałym cmentarzu i szukając kogoś z Baranowa by się z nim zabrać do domu. 

         Bierzcie więc z radością gorzki kielich wzgardy. Nie przebierajcie wśród cierpień, jakie daję wam doświadczać. 
         Niestety cmentarne niedobitki albo jechały w przeciwną stronę, albo miały komplet zajętych miejsc, albo wracały spacerem do domu. Na tak długi spacer przy mojej przepuklinie bałem się zdecydować. Panie Boże skoro mnie tu zamknąłeś to ja się stąd nie ruszam, dopóki mi kogoś nie podeślesz.

        Przyjmijcie z ręki Boga wszystko, ponieważ wszystko z Mojej ręki choćby wydawało się złe,  jest dobre. Lekarstwo choć ma cierpki smak leczy ciało, to samo czynią potwarze, upokorzenia, zniesławienia w oczach ludzi z duszą. 

        Robiło się i głodno i ciemnawo. Przygotowany dla całej rodziny rosół z makaronem jak przystało na niedzielę i usmażone schaboszczaki z ziemniakami pod kocami by nie wystygły czekały w domu, a ja każdego wychodzącego z cmentarza pytałem czy by mnie nie podwiózł w stronę domu. Starałem się być tak miły i radosny jak reklamujące przez telefon panie zachwalające w promocji najlepsze garnki lub cokolwiek innego. 

Starsze małżeństwo i Toyota podwiozło mnie na wiadukt do Krzyżownik. Dalej 10 min spacer, to już była sama radość. Na zwoływanie rodziny na obiad było już za późno. Zamrożę i starczy mi na tydzień. 
A teraz gwóźdź programu. Z talerzem pełnym rosołu siadam przed komputerem i pierwsze na co wchodzę, to słowa napisane powyżej na czerwono. Dlaczego one się znalazły w kazaniu nr. 62 z cyklu "Tato jestem" nawet sam Ks. Piotr nie potrafił się z tego wytłumaczyć cytując zamiast omawianych orędzi jakiś tam fragment z zupełnie innego 6 tomu orędzi ze str. 71. na który natrafił "przypadkowo", a którym musiał się, jak powiedział, koniecznie podzielić ze słuchaczami, między 2:24 a 5:24 min.  Panie Boże wobec powyższego nie mam pytań, niech Pojednanie stoi przez noc na cmentarzu, a ja mam widocznie się zająć dzisiejszym kazaniem Ks. Piotra Marii Natanka to zn. część 63 już litera e): "Niecierpliwość człowieka i cierpliwość Boga"
       Cierpliwością zwyciężysz wiele wad, bo ona jest kuźnią wytrwałości. 
       Obawiałeś się Jerzy o intronizację, zobacz wszystko powolutku kruszeje. Jutro wam pokażę dokument Episkopatu, komentuje Ks. Piotr, gdzie nas już nazywają Bractwem Rycerzy Chrystusa Króla. Jakie popełniają gafy, bo ten dokument już wystarczy, że zostaliśmy już w kościele zatwierdzeni. To zupełnie podobnie jak z moją propozycją tablicy wotywnej na pomniku Bożego Miłosierdzia podpisaną przez Ks. Abpa Stanisława Gądeckiego o treści: Jezus Chrystus Eucharystyczny Król  Polski. Jest podpis, jest data 01.03.2015 nie ma tylko słowa "zatwierdzam", Na domu też wisi bez zatwierdzenia. Pomyślcie logicznie, czy człowiek jest godzien Boga zatwierdzać? Treść przy dwóch świadkach podpisana, a więc klepnięta. Cała reszta w oczach Boga nie ma znaczenia.
        Człowiek pragnie być jak Bóg, nie popełniać błędów i zawsze otrzymać to, czego pragnie w jednej chwili, to brak pokory.
         I to jest nasz największy błąd wynikający z naszej pychy. Stąd też jesteśmy niecierpliwi, nie chcemy w kolejkach stać, nie chcemy nic mieć jutro, ale zaraz. Stąd też przyglądnijcie się co się dzieje. Chcesz mieć jedzenie o dziewiątej, dzwonisz - przywożą ci, chcesz zakupy, dzwonisz  - przywożą ci, chcesz mieć paczkę jutro - dzwonisz. Popatrzcie ile firm powstało, aby spełniać nasze pragnienie w jednej chwili (rozmowa przy biesiadnym stole w czasie dzisiejszego wspólnego śniadania). W pracy pojawiły się hasła dyspozycyjny, czyli dwa telefony przy dwóch uszach, jak śpisz to jesteś na zawołanie (w banku osobisty doradca klienta przez 24 godziny). 
        Brak pokory - pięknie to wyjaśnia Bóg. Powtarzam to ostatnie zdanie:  Człowiek pragnie być jak Bóg, nie popełniać błędów i zawsze otrzymać to, czego pragnie w jednej chwili, to brak pokory. Pokora wymaga cierpliwości, nie wszystko się uda osiągnąć od razu, a swoje cele realizują zazwyczaj najwytrwalsi. Świętość powinna być postanowieniem życia, a nie tygodnia czy miesiąca. Świętości człowiek uczy się do końca życia. Nie jest to coś, co można sobie postanowić i zdobyć samym tylko pragnieniem.
Czym jest piekło wybrukowane? Dobrymi chęciami, czyli pragnieniem. Od pragnienia do realizacji długi, długi odcinek. Czas wyrabia sobie świętych wśród tych, którzy są cierpliwi, którzy są pokorni.
O przyjaźni kiedy się mówi, kiedy się zawiera prawdziwe przyjaźnie? Trzeba zjeść beczkę soli, żeby dopiero poznać człowieka. Kiedy przychodzi nowe poznanie mamy obraz plusów i minusów. Minusy tak ustawiamy żeby one nie szpeciły w trybieniu naszego życia, a plusy żeby pęczniały, żeby przybierały.
Cierpliwość jest brakującą cechę tego społeczeństwa w którym przyszło ci żyć.  Dlatego pragnąc się uczyć cierpliwości nie możesz patrzeć na świat, cokolwiek mówić i cokolwiek żądać, choćbyś mówił na tematy Boże pozostajesz poza światem. Patrz tylko na Mnie i ucz się ode Mnie . Pierwszym podmiotem własnej cierpliwości musisz być ty sama. Twoje wyrzuty: kiedy, już tak długo, ile jeszcze zastąp prostym wejrzeniem w niebo i nie pytaj Mnie o czas. Nie masz nad czasem żadnej władzy, nie zajmuj się nim. Zajmuj się Mną samym. Ucz się cierpliwego. Spójrz i przyjrzyj się o jakę cierpliwość cię proszę. Przyjrzyj się męce Mojego syna i pragnij takiej cierpliwości w znoszeniu udręk. Nie pytaj jak długo, bo nie pytał Mnie o to. Módl się, ofiaruj Mi błogosławiony czas próby w którym dzielę z tobą udrękę. Świat się chce cieszyć teraz, a Ja chcę aby człowiek cieszył się wiecznie po odbyciu próby.
Dlatego każdy święty przeżył swoistą próbę. Czy o. Maksymilian miał łatwo? Czy Jan Vianney miał lekko?
Będziesz się cieszył na wieki , wówczas Ja nie zapytam jak długo, ile jeszcze? Nie powiem wystarczy.Teraz ty znoś wszystko i nie mów Mi wystarczy. Ja odmierzam i Ja wydzielam. Bierz i nie jęcz pod pręgierzem, ale zamknij twoje usta wobec świata, aby otworzyć je tylko na niebo. Przypominam sobie jak milkła Ewa. Wiedziała że ma do końca życia wymówić określoną pulę słów i rozdzielała je tylko tam, gdzie było to Bogu potrzebne. 
Niech niebo dzieli z tobą twój jęk. Świat go nie podzieli i nie pojmie. Zwracaj się do Mnie mówiąc o bólu i we mnie szukaj cierpliwości, której ci brakuje. 
Tak, Ewa dawała piękny przykład cierpliwości, którą powierzała każdego dnia Bogu i o którą Go każdego dnia prosiła. 
Twoje niepowodzenia i wady, których się wstydzisz przynoszą ci wielką korzyść, ucząc cię cierpliwości i pokory.

Wspomnij na Moje życie i zobacz w nim Moją Matkę. Moja miłość jest cierpliwa i nie pyta, ale kocha. Naśladuj mnie, nie pytaj, kochaj, to twoje zajęcie i zadanie w tym życiu. W przyszłym życiu miłość stanie się twoim życiem. Zastąp każde pytanie odpowiedzią milczącego Jezusa, a wszystko stanie się światłem. Kiedy przeminą ciemności, póki trwa ciemność wierz i nie pytaj. Daję ci siły do przetrwania w ciemności i umocnienia wiary w tym doświadczeniu.
Błogosławię cię teraz i na wieki. Amen.


        

Brak komentarzy: