czwartek, 31 grudnia 2015

Na Lednicy przy grobie o. Jana Góry


Gdy tylko wczorajszego wieczoru podjechałem z dzwonem pod dom usłyszałem pytanie jednej z sąsiadek. 
I jak tam było? 
Gdzie pytam?
No na Lednicy.
 
A skąd Pani wie, że byłem na Lednicy? 
A co? 
Pan myśli, że to się po Baranowie nie roznosi.
Przeraźliwie zimno odpowiedziałem, zapominając o ciepłym przyjęciu po pogrzebie.


Powyżej i obok zdjęcia ze Mszy św. żałobnej za o. Jana Górę odprawionej przez mego ks. prob. kan. Andrzeja Strugarka w dniu pogrzebu o 9:00. 
        A więc na pogrzebie  było przeraźliwie zimno.
I w tym momencie dotknąłem gołą ręką skafandra na plecach.

Był lodowato zimny, mimo, że wygrzałem go przy ogniu z kominka w jednym z budynków pomieszczeń Centrum JPII, gdzie rozmawiając z panią z Legnicy zrobiłem to zdjęcie Anioła, którym okazał się Jezus Zmartwychwstały w momencie wniebowstąpienia. No bo niby kto?

        Nie rozgrzała mnie ogólna radość - wesołość, jaka zapanowała wśród uczestników uroczystego pochówku Ojca Jana  po oficjalnych przemówieniach nad trumną. 

Przeciwnie, nawet przebojowa  "Abba Ojcze", napisana przez Ojca Jana na 6. Światowe Dni Młodzieży, była w tym momencie, dla mnie jakimś takim zgrzytem. 

Nie odebrałem tej radości - wesołości jako elementu wpisującego się logistykę zbawienia. Brakowało mi MOTYLA. Może to jeszcze nie ten czas, gdy z kokonu wykluwa się motyl. 

Brakowało mi przepo- czwarzenia. Wsiadłem po prostu w samochód i pojechałem z dzwonem pod RYBĘ.  Nie potrafiłem się  z innymi cieszyć.
       Wspominki skojarzenia....?

       Tak! Duch Ewy towarzyszył mi  przy rybie i nad jeziorem. To miejsca, gdzie przed 2000 rokiem bywaliśmy kilka razy oboje. Byliśmy jak ustawiono RYBĘ i byliśmy jak ustawiono dzwonnicę.

       My już wyrośliśmy wtedy, przed 20 laty, z duszpasterstwa studentów, prowadzonego przez Twego o. Janie poprzednika o. Tomasza Pawłowskiego i śp. o. Joachima Badeniego. 
A synowie nasi pochłonięci bez reszty przez harcerstwo, jakoś tak dalecy byli od DA Dominikanów przez Ciebie ojcze prowadzonego. Nie dali się złapać w Twoją ojcze zastawioną na Lednicy sieć rybaka.

Byliśmy z Ewą w sile wieku i przykro to dzisiaj wypominać, ale nie trafiały do nas Ojcze Janie z żarem dzisiejszego nieba wypowiadane Twoje słowa:


     "Młodość jest wielką nadzieją, dlatego ja szalenie kocham młodych, bo z nimi mogę rozmawiać o przyszłości, a nie tylko o przeszłości. Mogę mówić o tym, co możemy wspólnie zrobić, że wam się chce, szkicujemy tę przyszłość, Myślę, że to jest po prostu genialne, że młodość jest nadzieją". 

      Ojcze Janie to są słowa, które wczoraj mówili politycy z lewej, a dzisiaj mówią politycy z prawej strony, chcąc się przypodobać młodym. To nieprawda, że ze starymi nie da się rozmawiać o przyszłości. 

Wszystko zależy co tą przyszłością ma być Ojcze Janie? Jeśli budowa Królestwa Bożego, królestwa Chrystusa Króla wszystko dobrze, a jeśli budowa inteligencji kierującej się laicką doktryną ...? 

Rozmowa o wierze w zmartwych- wstanie ciał to podstawa Ojcze Janie. Bo jeśli Chrystus nie zmartwychwstał, to próżna jest nasza wiara, próżna wiara naszych przodków i próżne byłyby Twoje wysiłki.  Stąd nasz ród, stąd 1050 lecie chrześcijaństwa w Polsce. To nie tylko historia ale to i przyszłość.

A zmartwych- wstanie to temat przyszłościowy i dla młodych, i dla starych.   
      W tym miejscu chciałbym się Ciebie Ojcze Janie zapytać gdzie się podziały te dziesiątki tysięcy młodych ludzi przewijających się corocznie przez Pola Lednickie. 

Czy tylko zabawa, taniec i śpiew, taki czy inny lednicki symbol? Na czym będzie polegało tegoroczne przejście przez RYBĘ? Czy Ryba stanie się 4 czerwca 2016 roku prawdziwą BRAMĄ  MIŁOSIERDZIA  o co prosiłeś Ojcze  Ks. Prymasa, a prowadzącą nas do zmartwychwstania, do zbawienia?  

         Trzeba mieć wyjątkowego przeciwnika, który zastawił sidła. Objeżdżając rybę z prawej strony, mając jezioro przed sobą wpadłem tuż przy rybie prawym tylnym kołem (jak to było możliwe nie wiem) w jedyny głęboki dół, jaki zdaje się pozostał do dzisiaj nie zasypany na  całym Polu Lednickim.   

       Całe szczęście, że spisał się mój Anioł Stróż i nie dopuścił do tego bym wpadł do dziury przednim kołem, bo bym pewno urwał zawieszenie, bądź też prawym kołem przyczepy, bo by się dzwon przewrócił. 

Szatań- stwu widocznie zależało by mnie zdener- wować, lub zająć mi myśli, co by było, gdyby się coś złego przytrafiło.

Ale nic się takiego chyba nie przytrafiło bo nawet nie obejrzałem do tej chwili samochodu. A potem po ciemku objechałem całe Pola Lednickie szukając miejsc wpisujących się w logistykę zbawienia.  Niestety mimo wysiłku treści tej tablicy pod krzyżem nie mogłem odczytać.


A to dwa zdjęcia lasu z krzyżami, na podejściu północno zachodnim do DROGI  TYSIĄCLECIA prowadzącej od krzyża z Giewontu do piastowskiego orła na kamieniu nad wielką wodą. "Stąd nasz ród"  



Na krzyżach ledwo widocznych w lesie, w łunie płonącego nieba, brzozowe liście i te kamienie jak ludzkie kości wokół porozrzucane. A mieli archeolodzy na metr ziemię matkę przekopać. To trzeba wyjaśnić i Świetlisty Krzyż Pojednań postawić. 


Oglądałeś Ojcze Janie jego model w swojej poznańskiej centrali. Widzisz tę czerwoną poświatę na dzwonie od słów Bóg, Honor i Ojczyzna do słowa Pojednanie. Tą krew trzeba wyjaśnić. Ten zaplątany węzeł na dzwonie rozwiązać. 

Tylko prawda nas wyzwoli. Ty Ojcze Janie już ją znasz.
A to stojący  na świeczniku św Józef opiekun, a nie oblubieniec Maryi. Dla mnie niech to będzie starzec Symeon. On jeden rozpoznał Jezusa. On jeden spośród wszystkich kapłanów i uczonych chwycił całą Prawdę w swoje dłonie.  





        Gdy wróciłem na miejsce, gdzie zgodnie ze swoją wolą chciał być pochowany do ziemi o. Jan Góra, obok kamienia św. Jana Pawła II, mogiła była obłożona wieńcami i paliło się mnóstwo zniczy. 

Ludzie w większości schowali się do ciepłego pomieszczenia, gdzie czekała na nich ciepła strawa, i coś gorącego do picia. Dla mnie wczorajsza środa była dniem postu o chlebie i wodzie ofiarowanego w intencji zbawienia wiecznego Ojca Jana. 
     Nie to, że nie wierzę w Jego zmartwychwstanie, bo zmartwychwstaniemy wszyscy, ale zależy mi na Jego szybkim zbawieniu.
     Sam zainteresowany, jak to zaznaczył Metropolita Poznański ks. Abp. Stanisław Gądecki w czasie uroczystości pogrzebowej w Poznaniu powiedział kiedyś o sobie: 

        "Chciałbym bardzo żeby i po mnie moi współbracia mogli powiedzieć, tak jak powiedzieli o jednym średniowiecznym zakonniku, że nie lękał się ostatniej chwili, bo spełnił życie jeszcze przed śmiercią i nie przerażał go zgon, bo umiał cieszyć się za życia". 

       Spytał mnie wczoraj jeden z uczestników pogrzebu czy wierzę, że w ciągu 10 lat ojciec Góra zostanie świętym? Odpowiedziałem, że nie za bardzo, bo dzisiaj święci powinni być rozliczani nie z 10 talentów, z których 9 wykorzystali, nawet nie ze 100, które otrzymali wykorzystując 90 z nich, ale tego typu ludzi, jak Ojciec Jan, Pan Bóg będzie rozliczać z milionów osób do których przemawiał słowem i przykładem. 

Modląc się przy Jego grobie zadawałem i jemu i sobie podstawowe pytanie? Jak Ty drogi mi Ojcze Janie traktowałeś miłosierdzie, jak ja je traktuję? Czy jako najważniejszy cel swojego życia miałeś Ojcze troskę o zbawienie tego tłumu słuchaczy i wielbicieli?  
       Zastanawiam się:  czy spełnienie życia przed śmiercią, gwarantuje, że będziemy umieli się cieszyć za życia i nie będzie nas własny zgon przerażał. 

Wydaje mi się, że to za mało. Radość za życia, jeśli nie jest totalnie związana z Chrystusem, tak na prawdę nie jest radością. To chwilowa uciecha i po ustąpieniu bodźca nieomal natychmiast wygasa. Dopiero gdy Chrystus przeniknie nasze życie, nasze działanie, gdy nasze ja chce być całe Jego, całe Boga powoduje, że osiągamy stan nie tyle radości co wewnętrznego radosnego spokoju.


      Zasłynąłeś Ojcze Janie, o czym mówiono nad trumną, z organizacji spotkań najpierw w Hermanicach, domu św. Jacka na Jamnej,  spotkań na Lednicy, z muzeum Lednicy, które stworzyłeś w centrali w Poznaniu, z domu Jana Pawła II. 

     Pomagało Ci w tych dziełach wiele osób. Była i w tym moja skromna cegiełka. Wiadomo studenci to w sumie biedna grupa społeczna i o pomoc finansową zwracałeś się do licznej grupy absolwentów, a ci nie zostawiali cię nigdy na lodzie.     

      Tak powstawały kolejne dzieła, za które na koniec pogrzebowych uroczystości Prezydent RP Andrzej Duda odznaczył Cię pośmiertnie Krzyżem Wielkim Orderu Odrodzenia Polski i jak powiedział pan minister Andrzej Dera:

"Pamięć po Tobie będzie trwała w ludzkich sercach , które zjednywałeś ku sobie głęboką mądrością, bezpośredniością i nie opuszczającym cię humorem".                         
       Pytają mnie ludzie ile osób było wczoraj na Lednicy . Powiem tak:  dla wszystkich przemarzniętych do szpiku kości znalazło się miejsce i gorący posiłek w ogrzanym domu Jana Pawła II. 

Niewiele osób mogło obejrzeć na żywo samą ceremonię pochówku, którą prowadził Prymas Polski. Ja oglądałem ją na telebimie, tak jak i większość z obecnych. 

Dzwoniąc "POJEDNANIEM" w czasie opuszczania trumny do grobu nie mogłem robić zdjęć telebimu i dlatego kilka zdjęć mam z ekranu komputera z TV Trwam, która transmitowała uroczystości pogrzebowe.

Myślę że się doskonale wpisałem się z dzwonieniem w moment opuszczania trumny do grobu. Podobnie było w przerwach między  salwami honorowymi jaką po pośmiertnym odznaczeniu Ojca Jana oddała Kompania Honorowa WP.

      Gdy po uroczystości pytałem obecnych na Polach Lednickich czy było słychać bicie dzwonu wszyscy je słyszeli, podobnie słyszeli bicie dzwonu oglądający transmisję. I jedni i drudzy myśleli że słyszą dzwon spod RYBY. 

I o to chodziło, bicie "Pojednania" pozostało nie zauważone, tak jak wszystkie Boże sprawy wchodzące w zakres logistyki zbawienia, transportu duszy ojca Jana do nieba, no do czyśca, uszły jakoś niezauważone. 

      Niebo zaś przybierało co chwilę inne kolory, a zimny silny wiatr przeszywał obecnych do szpiku kości. Na koniec operatorzy kamer wysunięci ponad otaczający tłum całkowicie przemarznięci  zaprzestali nagrywania modlących się ludzi za duszę śp zmarłego Dominikanina. I całe szczęście bo po zasypaniu trumny piaskiem i ułożeniu z powrotem wieńców nikogo już nie interesowało moje głośne odśpiewanie koronki do Bożego Miłosierdzia.