wtorek, 1 grudnia 2015

Andrzejki

Wtorek, 1 grudzień 2015
Wtorek , to dzień poświęcony w sposób szczególny czci Aniołów Stróżów.
 
 Dziadek Stefan proponuje nam taką oto modlitwę:
Miły Bogu Aniele, który mnie pod Twoją świętą opiekę oddanego od początku mego życia bronisz, oświecasz i mną kierujesz; czczę Cię i kocham jako mojego Patrona i Opiekuna. Twojej opiece zupełnie się oddaję i prosząc Cię pokornie, abyś mnie nie opuszczał, choć jestem niewdzięczny i przeciw świętym natchnieniom Twoim wykraczam; lecz abyś mnie gdy błądzę łaskawie poprawiał; gdy upadnę poddźwignął; nieumiejętnego nauczał; stropionego pocieszał; w niebezpieczeństwie zostającego ratował aż mnie do nieba doprowadzisz. Amen.

I cóż mam ci mój Aniele powiedzieć? Nawaliłeś. Gdy po trzeciej w nocy sprawdziłem, gdzie i o której są dzisiaj rano roraty prosiłem byś mnie obudził. I co? Muszę Ci się poskarżyć. 6:22 to nie czas by na 6:30 zdążyć do Pallotynów, nie mówiąc o Przeźmierowie gdzie przez cały tydzień dla dorosłych i młodzieży roraty są o 6:00. Dobrze wiesz, że uciekającego czasu człowiek nadgonić nie może
Zdążyłem na Komunię św. 
Tak z marszu
No tak!

Byłem na Ciebie Panie Jezu nakierowany od  trzeciej w nocy. Z myślami o Tobie zasypiałem i z myślą o Tobie otworzyłem rano oczy. Co z tego, że nie umyłem rano zębów i nie ogoliłem twarzy? Na obrazie Malczewskiego też jestem przed Tobą mój Aniele zarośnięty. 

Klęknąłem przed Tobą Jezu jako ostatni w kolejce i jako ostatni adorując Cię Jezu wyszedłem z kościoła. Kościelny o 6:50 stał za moimi plecami z pękiem kluczy czekając aż się podniosę z klęczek. Boczna kaplica też była zamknięta. 
Wziąłem Cię Jezu do samochodu.

Gdy klęknąłem na grobie Ewy i Łukasza zaczynało świtać. Miałem Cię Jezu w ustach i nie wiedziałem co dalej począć. Tego jeszcze w życiu nie przeżyłem, bym Cię Jezu musiał wynosić w ustach poza budynek kościoła. Przywiozłem Cię wobec tego na cmentarz do Ewy i Łukasza. Nie żeby Cię Jezu pochować ekologicznie.
Ale niby po po?
Ewa i tak cię Jezu ogląda już twarzą w twarz.
A Łukasz?
Łukasz czeka na moją modlitwę.
Dokończyłem więc przerwaną mi w kościele koronkę śpiewając: Ojcze Przedwieczny dla Jego bolesnej męki swego Syna, miej miłosierdzie nad moim synalkiem
I tak śpiewając, trzy ostatnie dziesiątki koronki także za tych którzy leżą na tym cmentarzu a znikąd żadnej pomocy nie mają, zrobiła się jasność, a Jezus wniknął we mnie do końca. Teraz mogłem ze spokojem wrócić do domu by napisać te kilka słów na dzień dobry

Jakie tam "dzień dobry" Króluj nam Chryste powiedziałem młodemu ministrantowi idącemu na przystanek autobusu szkolnego
Zawsze i wszędzie odpowiedział mi chłopaczek
Coś cię ostatnio nie widuję w kościele - zagadnąłem.
A pan na którą chodzi? spytał.
No, na 18:30 odpowiedziałem, przyłapując się na kłamstwie, bo w zasadzie ostatnio chodzę rano do kościoła. 
Wczoraj nie byłem.
Jak to?    
Ksiądz Proboszcz miał imieniny, a ciebie nie było?
Bo w szkole mieliśmy dyskotekę.
Cóż mu miałem na to powiedzieć?
Spytałem tylko czy zdąży na autobus.
Na to mi odpowiedział:  "do widzenia"
Idź z Bogiem - utkwiło mi w gardle.
Nie jestem rodzicem, próbowałem się przed sobą tłumaczyć.
No bo cóż innego mogłem sobie powiedzieć na usprawiedliwienie.
Szkoła w pierwszy dzień Adwentu organizuje wieczorem dyskotekę dla maluchów tzw. andrzejki.  W parafii niecałe 20. dzieciaczków na dziecięcych roratach, a rodzice? 
Rodzicie zapracowani dwoją się i troją. 
Panie Mój, Boże nasz przyjdź wreszcie do nas. Zostań nam Królem, bo my sami nic już sobie pomóc nie możemy. 
Zbierzcie się do kupy nasze Anioły i złóżcie petycję do Boga Ojca w tej naszej ludzkiej sprawie.         
   

Brak komentarzy: