poniedziałek, 21 grudnia 2015

Marsz Różańcowy 20.12.2015

         W sobotę przed niedzielnym marszem dostałem telefon z pytaniem czy wezmę udział w niedzielnym kolejnym Marszu Różańcowym. Mam taki zamiar odpowiedziałem, dodając, że chciałbym, tak, jak to czyniłem na trzech ostatnich marszach w których uczestniczyłem poprowadzić śpiew ostatniej dziesiątki koronki do Bożego Miłosierdzia. 

Nie spodobało się nam, jak pan wyrwał na ostatnim marszu mikrofon naszemu gościowi. Proszę się nie włączać do koronki, którą tradycyjnie poprowadzi siostra. Może pan którąś z dziesiątek różańca poprowadzić. Nie ma sprawy, zakończyłem rozmowę. 

        Zabolało mnie użyte słowo "wyrwał mikrofon". Mam tą świadomość, że gdyby spytano naszego gościa, czy wyrwałem mu mikrofon, z pewnością by zaprotestował. 

       Na niedzielną Mszę św. pojechałem do parafialnego kościoła. Czuję się w nim jak u siebie w domu, mimo, że w ciągu tygodnia rzadko do niego chodzę, zwłaszcza teraz, w okresie, gdy uczęszczam na ranne roraty.        

      Samochód zostawiłem na Franciszkańskiej. Miałem kłopot z zaparkowaniem w okolicach Starego Rynku, na którym odbywał się kiermasz przedświąteczny. Na zdjęciu modlitwa o intronizację Chrystusa na Króla Polski.

Na porozkładanych do strony południowej ratusza straganach wszystko co dusza zapragnie. Od pieczywa w cenie 10 - 20 zł za kg za którym kolejka, do mięsiwa własnej produkcji w cenach, na moje 2x droższych niż w Chacie Polskiej.

Nie wspomnę o suwenirach świątecznych, tam szał kupowania. Tłumy zwłaszcza młodych poznaniaków. Przedświąteczna komunistyczna tzw "złota niedziela" wrosła się w laickie przeżywanie dnia świętego, jakim jest niedziela. 

To nasze poznańskie powiedziałbym polskie społeczeństwo jest w większości już wyraźnie laickie. Likwidacja handlu w niedzielę zostanie przez nie potraktowana jako zamach na wolność osobistą. Bóg się nie liczy. Na zdjęciu Marsz Różańcowy w kościele salezjanów przy Wronieckiej. Okazuje się że Matka Boska ta w ołtarzu tym razem nie chce wysłuchać naszej koronki do Bożego Miłosierdzia.

Przechodzimy do drugiej kaplicy Jezusa Ukrzyżowanego. Klękam z prawej strony zupełnie pod ścianą. Przecież , i tak, i tak, nie będę śpiewał ostatniej dziesiątki koronki. Spoglądam na Ukrzyżowanego i jest mi po prostu przykro.

Jezusowi też jest przykro. Zamknięty w tabernakulum spogląda na nas z boleścią i miłością z krzyża. Przykazanie pamiętaj abyś dzień święty święcił, dzisiejsi katolicy, w swej większości uważają za całkowicie spełnione jak uczczą Bożą niedzielę zmartwychwstania świątecznymi zakupami. Nie widzę tu żadnej sprzeczności, słyszę wokoło. Kto by się w niedzielę wybrał na popołudniową  modlitwę do kościoła?

Dobrze, że choć po koronce kapłan wystawił na chwilę Najświętszy Sakrament i mogliśmy odmówić kolejną dziesiątkę Różańca świętego oraz przez chwilę adorować żywego Jezusa. Wiarusy w mundurach oddają hołd sztandarem w czasie błogosławieństwa na zakończenie adoracji. Za moment wyjdziemy. Oddaję transparent panu, z którym go do tej chwili niosłem i proszę go, aby sobie poszukał kogoś do dalszego niesienia. Ja zostaję...

Jeszcze tylko "Boże coś Polskę" i wszyscy wychodzą. Proszę księdza by przez 5 min nie zamykał kościoła bo chciałbym się indywidualnie pomodlić. Zgadza się. 
Jezu dziękuję Ci żeś mi dał ten czas, te 5 min. na osobiste spotkanie i wielbienie Ciebie. Radosny, że dane mi było odśpiewać 10. tkę koronki wychodzę. W połowie nawy głównego kościoła spotykam odźwiernego. Zdążył już zamknąć kościół. 
      
Marsz doganiam pod Ratuszem na Starym Rynku.   Po Mszy św. o godz. 12.30, wyruszy z naszego kościoła kolejny 39 Pokutny Poznański Marsz Różańcowy, poinformował ks. Proboszcz parafii Bożego Ciała. 

Jednym z kościołów jubileuszowych Nadzwyczajnego Roku Miłosierdzia jest nasze sanktuarium Bożego Ciała, drugim bliźniaczym, na trasie marszu będzie sanktuarium Przenajświętszej Krwi Pana Jezusa. 

        Idąc do Bożego Ciała zahaczam o Stary Browar. Dekoracja świąteczna na głównym holu w niczym nie przypominająca  Świąt Bożego Narodzenia. Renifer stojący na dwóch tylnych nogach, przyobleczony w zieloną sukienkę przypominającą kształtem, niczym nie przybraną choinkę z rogami na głowie kojarzy mi się z diabłem. 

W kawiarni na dole wszystkie stoliki zajęte przez gości. Tylko nieliczne dzieciaki biegają wokół stolików. Przy schodach ruchomych zarówno w górę jak i w dół nieomal kolejka. I tu jak na Starówce szał przedświątecznych zakupów. Jest kilkanaście minut po 13:00.  

        Przed kościołem spotykam główną organizatorkę. Tym razem zamiast z rowerem zjawiła się o dwóch kulach. Zapewnia policjanta, ochraniającego przemarsz, że będzie spokojnie i nie spodziewa się żadnej prowokacji. Dla KOD-u póki co apolityczne nieliczne Marsze Różańcowe nie stanowią wielkiego problemu. Ot taki sobie tradycyjny folklor.

       Poproszono mnie bym jako jeden z nielicznych mężczyzn mający puste ręce niósł transparent Krucjaty Różańcowej za Ojczyznę. Zgodziłem się z ochotą. 

Ojczyzna po wyborach wymaga jeszcze większego omodlenia niż przed wyborami. Skoro ze wszystkich głośników słychać, jak to bardzo demokracja jest zagrożona, to tym bardziej należy się o nią modlić, by to zagrożenie ustało.
Tego samego zdania jest z pewnością Ks. kan. Wojciech Pawelczak, który właśnie u Franciszkanów zakończył sprawowanie niedzielnej Mszy św. w rycie trydenckim.

      Nie myślałem, że niesienie transparentu sprawi mi tyle kłopotu. Wiejący wiatr nadymał płótno, jak żagiel żaglówki, zmuszając do wybierania i trzymania w ciągłości napiętego hasła. Do tego jak się okazało potrzeba było dwóch par sprawnych krzepkich rąk. 

     Przed Maryją Panią Poznania ten gorliwy kapłan, ojciec Przeor Klasztoru Franciszkanów, odnowił z nami Jasnogórskie Śluby Narodu i Akt Zawierzenia Prymasa Wyszyńskiego. Odmówiliśmy też ostatnią dziesiątkę Różańca świętego i po błogosławieństwie rozeszliśmy się do swoich domów. Ja byłem szczęśliwy, że dostałem tę łaskę, że niosąc transparent mogłem zrobić nie tylko te kilkanaście zdjęć, ale spotkać się przez moment z ukrzyżowanym Jezusem. Co za wspaniały przedświąteczny prezent .

O ile ja dawałem sobie jakoś radę z transparentem, o tyle mój towarzysz nie miał tyle krzepy i co rusz przeciągałem go na swoją stronę. Nie za bardzo miał siłę mocować się nie tylko z wiatrem ale i ze mną, by utrzymać w napięciu niesione hasło.

Brak komentarzy: