wtorek, 22 grudnia 2015

Z o. Janem Górą o Eucharystycznym Królu

Spytała mnie wczoraj po rannych roratach czy i dzisiaj będą na roratach u św. Antoniego. Chciałbym, odpowiedziałem, będzie przecież nabożeństwo do św. Antoniego, a także całodzienna adoracja. Bo wie pan, chciałabym jutro podać przez pana materiały z grupy ojca Pio, dla jednej z baranowskich parafianek. Dobrze, nie ma sprawy. 

Ona, nauczycielka poszła w kierunku szkoły, a ja wsiadłem do samochodu i ...  I pojechałem za nią. To może ja dzisiaj odbiorę od pani tę przesyłkę, i co mam załatwić jutro załatwię dzisiaj. Jutro mogę się już nie obudzić ..., by zdążyć na 6:00 rano.     

Obudziłem się o 3:30 i nawet nie próbowałem zasypiać. Dwu krotnie odsłuchałem nauki zmarłego wczoraj wieczorem na stanowisku, przy sprawowaniu Mszy św ojca Jana Góry z wigilii pierwszej rocznicy śmierci Ewy i zamiast do św. Antoniego ze spokojem pojechałem na roraty do ojców Dominikanów. 

Po wejściu do kościoła okazało się, że wszystkie miejsca siedzące łącznie z pierwszą ławką były zajęte. Trudno, pomyślałem sobie i siadłem w prezbiterium z prawej strony

Od nagłej, a niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie. Czy śmierć ojca Jana była nagła. Z pewnością tak jeszcze wczorajszego dnia siedział w konfesjonale (trzecia kabina od końca) i słuchał w ciągu dnia spowiedzi.
Był poniedziałek godziny południowe, około 13:00 i nie było penitentów którzy by się chcieli pojednać z Bogiem. Ojcowie żartowali mówiąc do siebie, że przyjdzie im się nawzajem spowiadać. 
     
Gdy się ktoś trafił, ojciec Jan go wyspowiada. Spowiadał wyjątkowo głośno, dając tej osobie bardzo takim ekspresywnym głosem naukę,  wspomniał na początku dzisiejszej Mszy św. główny celebrans. 

     Czy śmierć była spodziewana? nic na ten temat zakonnik nie mówił, ale ja powiem tak. Dla kapłana, zresztą dla każdej osoby przyjmującej co dzień żywego Jezusa do swego serca, śmierć jest zawsze spodziewana. 

     Osoba taka, miłująca bardzo Boga, jak najwcześniej chciała by się spotkać z Nim twarzą w twarz. Chrześcijanin taki liczy się ze śmiercią każdego dnia, o czym, jako o sytuacji nadzwyczajnej wspomniała mi wczoraj prosząca o podanie przesyłki osoba. 


     Homilia jednego z ojców była nieco chaotyczna. Nie ma się co dziwić. Cały klasztor poznańskich Dominikanów był dzisiejszej nocy, jak to się mówi, na nogach. Okres tuż po śmierci, kiedy to dusza zmarłego w pewnym sensie błąka się w zaświatach, czekając na sąd Boży, potrzebuje szczególnej modlitewnej pomocy bliźnich. Jezus, jest tym światłem do którego zdążamy. 

Dzisiaj, gdy mamy najdłuższą noc, Kościół w liturgii czytań, modli się o światło, zwracając się ku wschodowi. Nie patrzcie na  Zachód. Na Zachodzie jest ciemność, jest śmierć przestrzegał kaznodzieja. Bez światła nic nie zrobicie. Zwróćcie uwagę na Tobiasza. Miał iść z polecenia Boga na wschód do Niniwy, a on co zrobił? skierował się do najbardziej odległego miasta na zachód uciekając przed Bogiem. Tylko Bóg rozświetla mroki ciemności. Przychodzi w Eucharystii i rozświetla, zakończył homilię jeden ze współcelebransów.

       Ze swej strony mogę powiedzieć, że każdego dnia,  każdego ranka spoglądam, tak jak Ewa, na wschód, na miejsce zbawienia, na Plac Zmartwych- wstania, na którym czeka na mnie sam Jezus Miłosierny zmartwychwstały Król Polski.   

        Mówienie o Eucharystii, jako o Miłości jest cudowne. Nie ma dla kapłana, mówił ojciec Jan Góra w katedrze w Białymstoku 16 stycznia ubiegłego roku, większej radości jak mówić na temat pokarmu Miłości, który pozostawił nam Pan Jezus. 

        Ja osobiście bardzo się bronię by mi się Eucharystia nie znudziła. Ja też ojcze Janie i dla tego staram się uczestniczyć w codziennych bezkrwawych ofiarach Jezusa Chrystusa w różnych miejscach, o różnych porach, zwykle rannych, kiedy to sama natura skierowuje nasz wzrok ku Światłości, ku wschodowi. Panicznie boję się tak jak Ty ojcze Janie rutyny i bezmyślności. Chciałbym żeby moja miłość była zawsze świeża i wspaniała.

         Śpiew "Panis  Angelicus": Chleb Anielski staje się chlebem ludzi... ubogi człowiek spożywa chleb Aniołów.  Ojcze Janie mój umysł jest bardzo ścisły. Chleb duchowy staje się naszym ludzkim pokarmem, ale pamiętajmy, że aniołowie nie mogą dostąpić tego zaszczytu by spożywać, tak jak ludzie, żywe Ciało Chrystusa i pić Jego Boską Krew. To największy cud Eucharystii jaki Jezus dał tylko ludziom. Nie ma na świecie większej Miłości ponad tą.

       Niech Twoje Ciało Chryste stanie się moim ciałem, a Twoja Jezu Krew moją krwią - to uzdrawia i daj mi Boże siły do zadań do których mnie przeznaczyłeś. Właśnie odebrałem list polecony a w nim słowa: bioptaty bez zmian nowotworowych, obecne nacieki zapalne. To twoja odpowiedź Jezu na moje bezgraniczne zawierzenie Tobie.


        Struktura Mszy św.: genialna zresztą dwa stoły: stół słowa Bożego i stół chleba.  Ojcze Janie stoły to uczta, a gdzie ofiara, gdzie męka i krzyż naszego Pana Jezusa Chrystusa. Proszę spojrzeć z góry na pusty stół przy którym ojciec sprawował dzień w dzień przez lata bezkrwawą ofiarę. 

Przecież nie z uczty zrodziło się Zmartwych- wstanie, a z ofiary krzyżowej Jezusa za nas grzeszników. Masz rację ojcze mówiąc, że Pan Jezus nie chce abyśmy byli głodni, bo droga, dodam do wieczności, do zbawienia, bardzo daleka.

         Struktura Mszy św. W kajecie wpisałeś sobie ojcze  dalej trzy wyrazy: słowo, ofiara i uczta. I miał rację ojciec prof. Arnold Kostecki, na którego się powołałeś, że samo słowo i uczta mogą się opatrzeć. 

Nudząc się na Mszy św.mówiłeś mu skarżąc się: "Boże codziennie to samo, jak ja to wytrzymam, ja zwariuję", a wtedy on doświadczony kapłan powiedział Ci "trzeba współofiarować się z Chrystusem, trzeba całego siebie dawać Chrystusowi na Eucharystii. To bardzo istotna myśl którą należy koniecznie rozwinąć ojcze Janie. 


      Trzeba wyjść od Mszy św. jako ofiary, bo ofiara jest jej istotą, a nie słowo czy uczta jako taka. Ofiara przez którą Jezus Chrystus dokonał i każdego dnia, na każdej jednej Mszy św dokonuje odkupienia Świata. 

To nie jest tylko pamiątka uczty, wieczerzy, nawet nie Ostatniej Wieczerzy. Istotą jest poniesiona i ponoszona każdorazowo odkupieńcza krzyżowa śmierć Jezusa przed którą na pamiątkę zostawił nam Syn Boży swoje Ciało i swoją Krew. 

Stąd każdy z nas zarówno kapłan wchodzący w rolę Jezusa, reprezentujący Jezusa,  jak i lud Boży będąc na Mszy św. współofiar- nikiem staje się współodkupi- cielem. 

 
"Ojcze Przedwieczny OFIARUJEMY Ci Ciało i Krew Syna Twojego a Pana naszego Jezusa Chrystusa na przebłaganie za grzechy nasze i całego świata". Ofiarnicy stają się współodkupicielami i współodkupicielkami ojcze Janie.

      Mówisz dalej, że "każdy dzień niesie jakąś nową treść, że przez 35. lat odprawiałeś siódemki dla studentów, a do wczoraj odprawiałeś Msze św. w kaplicy pod kościołem. Uwielbiam te chwile, uwielbiam ten czas, uwielbiam i kocham tych, którzy przychodzą razem ze mną by być z Jezusem. Boję się rutyny i  chciałbym byśmy po prostu byli nakarmieni słowem i chlebem. 

  
   

 To ja może na dzisiaj na tym skończę ojcze Janie. Kontynuować będę rozważanie Twojej  katechezy od 5 minuty myślę, że dalej jutro.
 


Po wyjściu z kościoła by dojść do samochodu musiałem przejść przez Park za Poznańską Operą. Na brukowanym chodniku zauważyłem jeden jedyny duży klonowy liść zwiewany podmuchami wiatru. Podobnie Pan Bóg jednym podmuchem zgasił światełko życia ojca Jana Góry. Musiałem przejść wzdłuż przez cały park. Szukałem "swojego" drugiego liścia. Mimo że bardzo go chciałem znaleźć - nie znalazłem. Park był idealnie wysprzątany. Nawet o połowę mniejszego listka w całym parku nie dostrzegłem. 
      A teraz sobie pochlipuję słuchając ulubione Mazowsze Ewy. A zaczęło się od "Panis  Angelicus". Ojciec Jan poszedł do swojej kobiety Maryi jak ją nazwał na któryś rekolekcjach, a ja ...?
 

Brak komentarzy: