niedziela, 10 stycznia 2016

Historia sraczki od 30.12 do 5.01

Dla kobiety to być może widok normalny, ale dla faceta w 74 roku życia, tego typu krwawienia, to coś niebywałego, i zdaje się że poważnie chorobowego. Czy wobec tego na publicznym blogu wypada się tak szczegółowo "spowiadać" ze swoich dolegliwości. Opisywałem w szczegółach chorobę żony, nie widzę przeszkód by opisywać swoją. Nie tyle same objawy choroby, choć one osadzają całość w realiach dnia codziennego. Dla mnie moja choroba to dar, jaki dostałem od Boga. A co z nim zrobię zobaczycie. Wiem jak Bogu potrzebne jest moje współcierpienie i tym współcierpieniem, tą praktyczną logistyką prowadzącą do zbawienia siebie i innych chcę się z Wami dzielić. Chcesz być Jerzy świętym? Tak chcę Panie być totalnie świętym. A chcesz być totalnie wyleczonym przez lekarza, ależ tak nie mogę niczego ze swojej strony zaniechać, ale jednocześnie chcę pełnić tylko Twoją wolę Boże, a nie swoją. No to pisz, wklejaj zdjęcia. Ja Cię Jerzy i tak i tak znam dokładnie od środka.


        5 styczeń 2016 rok, wtorek.  Budzę się przed północą, jest godzina 23:11. Tak 23:11, pędzi mnie na kibel, puszczam kilka bąków i zdziwienie, że tak mało. Od 3:43 kiedy to zrobiłem po raz pierwszy to zdjęcie obok i kilka podobnych zdjęć tej samej sprawy, przez cały dzień powtarzał się ten sam scenariusz. Jestem poważnie chory.
       Skoro się jeszcze "dzisiaj " obudziłem to odmów wieczorne pacierze, których nie miałeś siły Jerzy odmówić przed snem, nadaje mi troskliwy Anioł Stróż. 

       Spełniam z wielką ochotą Jego prośbę.  Potem pisz, odtwarzaj Jerzy "do tyłu" całą historię choroby, póki jeszcze coś z niej pamiętasz. 
      Ale po co?
      Przecież to takie intymne.
      Pisz, i nie pytaj po co. 
      Skoro tak, to piszę.

      
Na dworze śnieg pada obficie. Można tak powiedzieć, że pierwszy raz tej zimy pada. Bowiem w Nowy Rok, to tylko delikatnie przypruszyło zmarzlinę, na której fiknąłem kozła upadając na wznak. 
 pada

      Jezus Miłosierny na pomniku idealnie czysty, tylko nad głową delikatna biała czapa. Ktoś na pełnym gazie zakręcił ósemkę czarnym samochodem przed pomnikiem, ćwicząc o północy poślizg kontrolowany.

         Po kazaniu ks. Piotra byłem całym dniem z sensacjami żołądkowymi  wykończony  wziąłem tabletki wieczorne i z westchnieniem "Jezu ufam Tobie" położyłem się spać na dobre. Nie miałem już siły na dłuższą modlitwę, ani na dokończenie pisania postu na "Pojednaniu". Było mi zimno i trzęsło mną. Wziąłem dodatkowy koc, rzuciłem go na kołdrę i z westchnieniem modlitewnym do Maryi, oddając Jej swoją duszę na noc do dyspozycji zasnąłem.

        Wcześniej dzwoni Kuba i pyta czy mówił mi o gościach z W-wy których mam mieć na noclegu od piątku 15.01 do poniedziałku 18.01. Niczego sobie nie przypominam i zdaje się, że tak dyplomatycznie chciał załatwić tą sprawę. 
       Pyta się jak się czuję? 
       Źle odpowiadam zgodnie z prawdą. 
       Co się stało?
       Cud, który się zdarzył, gdy tylko o nim wszystkim wokoło po ponad miesiącu od zaistnienia wydarzenia opowiedziałem, przestał działać.      
         
     A co jest? 
     Powróciły biegunki tyle, że tym razem są krwiste. Mam skierowanie na 12.01 do umówionego z kasy chorych  proktologa i drugie skierowanie od lekarki domowej na kolonoskopię. 
       Mówię mu, że jak u mamy na Lutyckiej kilka razy robili kolonoskopię to załatwiali ją w jednym dniu. Prosi bym się całkowicie poddał lekarzowi i nic nie kombinował. Są procedury, które trzeba przestrzegać. Oczywiste zgadzam się.

       Rano jestem na 7:00 na Mszy św i różańcu u Zmartwychwstańców. Jest też p. Matok. Zachowanie z klękaniem w czasie Mszy św. jak u rycerza. Nie rozmawiamy ze sobą. O 8:15 jestem w przychodni u dr Łęckiej. W rejestracji pusto. Ostatnią osobę z telefonu, tak jak to odbyło się poprzedniego dnia, rejestrują przy mnie na 10:50, a dalej tylko zdrowe dzieci do szczepień. Rejestratorki radzą bym poczekał na ewentualną dziurę. Idę do apteki tam aptekarz daje mi lekki na przeziębienie: febrisan i tantum verde i wracam do rejestracji przed gabinet lekarki. Gdy wychodzi z gabinetu pacjentka  pytam Panią dr. czy mnie teraz przyjmie.
       Proszę.
       Mówię o przeziębieniu, pokazuję co kupiłem w aptece, osłuchuje mnie, wszystko w porządku i uzupełnia leki o groprinosin i cerutin. Przekaz na kolonoskopię jeszcze nie wypisany, moja kartoteka czeka od poprzedniego dnia na stole w pliku spraw nie załatwionych. 

Pokazuję zdjęcie krwistego śluzu z nocy z 3:43. Przerażenie, to musi koniecznie pilnie obejrzeć proktolog, może jemu uda się przyspieszyć kolonoskopię. Dostaję dwa pilne przekazy do proktologa i na kolonoskopię.     
       Z proktologiem to gdzie? 
       Do Med Luksu. 
       Jadę od razu.
       Pilne. 
       Proszę termin za tydzień 12.01 na 15:50 zgłosić się do rejestracji.

       Wracam do domu na śniadanie. Krupnik, 3 kromki chleba z szynkowatym mięsem. Studiuję w internecie o kolonoskopii. Zmiany rakowe jelita grubego, to najczęściej  wynik złego odżywiania, złego jedzenia. Miała Ewa kolonoskopię, to należało zrobić badanie także u mnie. Miał syn kolonoskopię to tym bardziej należało zrobić u mnie badanie. Wspólna kuchnia dzisiejsza rodzi poważne zmiany jelitowe. Studiuję w internecie obu podanych mi lekarzy od kolonoskopii których telefony mam podane przez Jasia B. Ostatecznie dzwonię do neurologa dr. Ryszczyńskiego. Jest w domu.
     Miałem się zgłosić Panie Doktorze mając wyniki punkcji.
     Wynik dobry, tylko się cieszyć, a na objawy które mam nic nie pomogę, nie jestem od tego specjalistą. Pogadamy po niedzieli 10 stycznia mówi do mnie. 
     Wobec tego zamiast na Jeżyce jadę do US Winogrady. W US Winogrady nie ma druków na 2016. Z banku biorę grudniową emeryturę, a w SKOKU płacę rachunki za media. Z US Jeżyce biorę wszystkie druki i wracam Bukowską na cmentarz do Ewy i Łukasza. Tylko 2 dziesiątki koronki na więcej nie mam siły. 1/3 dziesiątki próbuję śpiewać, ale gardło nie pozwala.  Do domu wracam przez Przeźmierowo gdzie wchodzę przy wtorku na całodzienną adorację NS. Przy ławce. a nie w ławce odmawiam cały, długi ranny pacierz na klęczkach. W domu czeka meil od Waci. Dzwonię do niej 3 razy by się umówić i w końcu wysyłam wieczorem meila. Chcę się umówić telefonicznie na Trzech Króli 6.01.

4 styczeń poniedziałek jestem przed 8:00 w przychodni. Chcę do dr Łęskiej. Długa ok 20 osobowa kolejka do rejestracji, rozpocznie się o 8:00.
Na 8:00 jadę na Mszę św. do Przeźmierowa a po niej do przychodni. Przy mnie rejestrują ostatniego pacjenta. Dla mnie nie ma już wolnego miejsca. A ja mam rozstrój żołądka. Przyjechałem po wyniki moczu. Na moment poza kolejką woła mnie do siebie dr Łęska widząc mnie w uchylonych drzwiach na korytarzu poczekalni gdy rejestratorka poszła z kartoteką zapytać czy wszystko dobrze. Dr Łęska mówi, że wyniki zasadzie wszystko OK, a ja mówię, że prof. Bręborowicz wspomniał o kolonoskopi skoro przed punkcją były przez kilka miesięcy takie objawy luźnego stolca. 
      To ja panu na jutro wypiszę skierowanie na kolonoskopię. Mam je odebrać jak mi będzie pasowało i dalej sobie załatwiać zabieg prywatnie. Do wieczora siedzę przy komputerze co chwilę korzystając z łazienki.

3 styczeń niedziela sprawdzam co się dzieje z ks kan Zbigniewem. Na raną Mszę św. o 9:00 nie wyjechał do kościoła. O 8:30 przejeżdża wolno p. Basia, widzi mój samochód. Na 10:30 nie pojechał także do Chyb. Na 12:30 jak postawiłem samochód pod jego domem wyszedł do mnie siostrzeniec mówiąc, że Ksiądz czuje się bardzo chory. Mam tylko jedno pytanie: czy już 1 stycznia czuł się na tyle źle, że wcześniej powiedział ks. prob. Andrzejowi, że nie będzie komunikował. Dwa kielichy z komunikantami i smutek na twarzy ks. Kanonika utkwił mi tak jakoś w pamięci. Na to się nałożyły jeszcze sensacje żołądkowe, które mnie dopadły od wyjazdu na pogrzeb o Jana Góry.
       Kilka min przed 13:00 odwiedzają mnie Państwo Appeltowie. Spieszę się na Mszę św. Michał rewiduje stanowisko co do Chrystusa Króla, po przeczytaniu orędzi Adama Człowieka z imprimatur bpa Depy. 
       Po Mszy św. o 14:00 u Franciszkanów uprowadzam do siebie, jak św.Józef Maryję z Dzieciątkiem do Egiptu, kobietę, która Dzieciątko przyjęła duchowo. Do wieczora dzielimy się cudami w naszych życiorysach. Otwarta, nie ma żalu do księdza. Odwożę ją na Zegrze, całuje mnie w rękę na odchodne. Traktuję to jako podziękowanie za uczynek co do duszy. W powrotnej drodze wstępuję do Łukasza i Ewy na cały długi wieczorny pacierz. Całe popołudnie od wyjazdu do Franciszkanów przeżyłem bez sensacji żołądkowych.

        2 styczeń, to była pierwsza sobota m-ca. Msza św o 7:00 z różańcem u Zmartwychwstańców. W ławce przede mną p. Matok. Klęczy w ławce od Święty, Święty aż do Komunii wiernych, do której nie przystępuje. Rozmawiamy po południu przez dwie godziny o cudach w naszym życiu.  Przewiercona wiertłem ręka jak przebita gwoździem Jezusa ręka zrasta mu się przez jedną noc. On jest na dobre cylknięty. Ofiarowuje po 9 Mszy św. za każdego z polityków nowej władzy. Stąd pozostał na kolejnej, drugiej Mszy o 8:00. Nie chwali się tak jak ja publicznie, ale widocznie Bóg ma dla niego inne zadanie. Przez cały jego pobyt u mnie mam spokój z dolegliwościami żołądkowymi.

         1 styczeń Pierwszym piątkiem rozpoczął się Nowy Rok. Dla mnie były to 2 przewrotki, poślizgnięcia na wznak  na drodze do i z kościoła. Że upadłem na wznak na oczach pana Sołtysa i jego Żony to było jeszcze zrozumiałe. Że mi się nic nie stało, to miałem za co dziękować przez całą Mszę św. Nawierzchnia ul Pogodnej był sucha, a w jednym miejscu zamarznięta cienka kałuża rozlanej wody. Ale przy powrocie, to nie było naturalne. Mimo ostrzeżeń ks. Proboszcza i powtarzanych własnych przestrogach przewrócenie się na wznak nieomal w tym samym miejscu tyle, że po przeciwległej stronie ulicy, to dla mnie nie było już naturalne. Nie bądź taki mądry Jerzy powalę cię drugi raz na ziemię po wyjściu z kościoła obiecał, gdy przyuważyłem go jak szalał w kościele. Ochroniłem twoją głowę 2 razy by nie wyrżnęła w bruk, a za drugim razem nie poczułeś upadku pochwalił się Anioł Stróż, ale krzyża rozwolnienia z ciebie nie zdejmę. Mimo wszystko decyduję się wieczorem jechać z życzeniami  do Bolechów. Jest tam też Kuba z Martusią i Jasiem, śpiewamy kolędy. Składam życzenia Noworoczne dla całej Gwiaździstej. Życzą mi wszyscy zdrowia czyli tego, na czym im najbardziej zależy. I tak wiem, że będzie tak, jak Bóg zechce, bylebym tylko ja umiał przyjąć krzyż z radością.

Sylwester spędzam sam. Żołądek coś nie tak trawi, w ciągu dnia kilka razy korzystam z ubikacji. Wieczorem jestem na Mszy św podsumowującej rok. Z grubsza wszystkie ławki zajęte. Nie robię zdjęć, mam za co dziękować i wielbić Boga i na tym się skupiam. Co roku notowałem cyferki ze sprawozdania. 
      W Roku Miłosierdzia nie będzie statystyk i liczenia.   
      Dlaczego?
      Komunię św. rozdaje Ks Proboszcz i Pan Olek Nadzwyczajny Szafarz, a Ks Zbigniew współcelebrans stał przy ołtarzu. Ks Andrzej wyjął tylko dwa kielichy z komunikantami. Czyżby to był prolog tego co się wydarzyło następnego dnia rano?

30.12.2015 dzień przed Sylwestrem. Pogrzeb o Jana Góry. Rano o 9:00 Msza św. w parafii. Dostrzegłem zdziwienie mego Ks. Proboszcza, gdy zauważył moją obecność na tej Mszy św. Z wyjazdem na Lednicę czekam do ostatniej chwili. Nie chciałem wieźć pustego powietrza stąd wyczekiwanie na złożoną publicznie ofertę. Przy podłączeniu dzwonu pod samochód napięcie i zdenerwowanie. Nie mogę włączyć świateł i tu pierwsze nieszczęście. Ubrany w skafander, tylko wsiąść do samochodu zamknąć bramę i odjechać muszę się wrócić do domu, rozebrać do naga i umyć. Działanie szatańskie chce przeszkodzić mojemu wyjazdowi. Tym bardziej jadę na pogrzeb nawet choćbym się miał spóźnić. I spóźniam się w końcu ponad godzinę. Przyjeżdżam na Pola Lednickie po przejściu procesyjnym przez rybę, a na początku uroczystości nad grobem.  Dzwonię POJEDNANIEM przy opuszczaniu trumny do grobu i przy salwie honorowej oddanej nad grobem. Na stypie jem tylko suche pieczywo które popijam wodą. Jest środa a więc post za duszę zmarłego księdza. Po powrocie do domu odbieram negatywną odpowiedź wspólnego spędzenia sylwestra z panią z internetu. Wieczorem w domu kolejne dwa ataki biegunki.

Brak komentarzy: