środa, 27 stycznia 2016

Kawa i adoracja Najświętszego Sakramentu


Uwaga początkowa:  zdjęcia wplecione w tekst pochodzą z wizyty jaką złożyli mi goście w drugą rocznicę śmierci Ewy. Nie mają one żadnego związku z tekstem poniższego reportażu a dołączyłem je, by je po prostu opublikować. A teraz już reportaż z dzisiejszego ranka. 

     Miałem dylemat, gdzie dzisiaj jechać do kościoła. Należało odebrać z banku styczniową emeryturę i zapłacić rachunek za telefon. Przy okazji sprawdziłem o której są Msze św. w pobliskim Kościele. 

Tak jak dzisiaj wielu chrześcijan mówi: po co mam chodzić do kościoła, przecież Bóg jest wszędzie, tak ja mówię: po co mam chodzić tylko do parafialnego kościoła skoro żywy Bóg  w tabernakulum jest w każdym kościele. 

Ostatecznie zaparkowałem na darmowym parkingu przed jednym z poznańskich kościołów, by uczestniczyć w rannej Mszy św o godz. 8:00. Tak się jakoś złożyło, że od poniedziałku do dzisiejszej środy, każdego dnia przyszło mi uczestniczyć w bezkrwawej ofierze w innej świątyni. 

Zauważyłem, że ma to dla mnie wyjątkowe pozytywne znaczenie. ON  JEST  WSZĘDZIE taki sam ukryty w Przenajświętszej Hostii. Mimo, że byłem w tym tygodniu w trzech różnych kościołach, w każdym usłyszałem homilię. Dzisiejsza była nawet stosunkowo długa, mówił ją bardzo młody kapłan prawdopodobnie tyle co po święceniach. Zdania nie za bardzo się kleiły, ale słowa padały z wiarą. Nie ważne było samo dzieło, co intencja z jaką mówił. 

Nie zapamiętałem o czym mówił, ale przez cały czas kazania aż do Podniesienia czułem w nozdrzach zapach dobrej świeżo zaparzonej kawy. Nie jestem kawiarzem, ale jedno co lubię to zapach dobrej najlepiej brazylijskiej kawy. 

Nie wiem czy inni uczestnicy Eucharystii też czuli ten zapach? Kościół był duży, co najmniej 2 X większy niż mój parafialny. Aha już wiem o czym ksiądz mówił homilię: "o MOIM kościele". 

Siedziałem w pośrodku kościoła, do sąsiadów miałem daleko, a zapach był wyjątkowo intensywny. Nie mógł dochodzić z plebanii, bo jest w oddzielnym budynku. Taki efekt dałoby się osiągnąć, gdyby ktoś rozsypał w pobliżu mnie całą paczkę kawy. Co dziwne, zapach ustał nieomal gwałtownie po Przeistoczeniu. Myślami zajęty byłem ofiarą krzyżową Jezusa i intencją jaką wespół z kapłanem przez Jezusa ofiarowałem Bogu Ojcu. 
       Gdy napisałem te słowa na blogu, dopiero teraz uświadomiłem sobie źródło zapachu. To była sprawka Szatana, który w ten sposób chciał bym zamiast o ofierze krzyżowej Jezusa Chrystusa myślał o uczcie paschalnej. Muszę się przyznać, że mu się to na moment nawet udało, bo czując zapach kawy pomyślałem co mam w domu słodkiego do kawy. Gdy jednak uświadomiłem sobie, że dzisiaj jest środa i ja   poszczę z konkretną intencją, myśl o dobrej kawie z piernikiem całkowicie mi odeszła. 

Skupiłem się na Jezusie i zapach kawy przestał mnie prześladować do końca Mszy św.. Komunię św. przyjąłem jak zwykle razem z innymi klęcząc na stopniach prezbiterium. 
     Skończyła się Msza św. Nie lubię wychodzić z kościoła razem z księdzem, tak, że zostałem  nieco dłużej na cichej modlitwie przed tabernakulum. Jakież było moje zdziwienie gdy nikt z obecnych wokół mnie nie opuszczał kościoła. 

Rozejrzałem się wokoło. W kościele było z około 50 osób. To dużo jak na parafialny kościół, więcej niż dnia poprzedniego w Przeźmierowie. Gdy skończyłem 10. koronki i chciałem wyjść z kościoła, sprawa się wyjaśniła. Kościelny wniósł z zakrystii ogromną monstrancję i postawił ją na ołtarzu. I tu znowu włączył się kusiciel. Przecież byłeś wczoraj Jerzy pół godziny na Adoracji Najświętszego Sakramentu. 

Nie przesadzasz z tym, masz tyle do pozałatwiania? I w tym momencie głos, refleksja. Jakże Jerzy chcesz teraz wychodzić kiedy Ja do ciebie za moment wyjdę. Zostałem i nie żałowałem. Wieczorem w czasie Mszy św. w Grzechyni, 10 godzin później, o 18:00 ks. Piotr Natanek mówił przez 45 min o mojej Adoracji Najświętszego Sakramentu. 
Posłuchajcie.
Link podam jak ukaże się nagranie. 
wpisany 27,o1.2016 godz. 9:47
https://gloria.tv/media/GftsRFTZN7k 

Brak komentarzy: