poniedziałek, 15 lutego 2016

Franciszek Zygarłowski i jego historia wielkopolski

W genealogi rodu Zygarłowskich figuruje niejaki Franciszek Zygarłowski mniej więcej rówieśnik mego dziadka Stefana (dalszy kuzyn). 
W internecie na jego temat znalazłem taki oto biogram: http://ekslibrispolski.pl/?page_id=2574

Biogram: ur. 11.01.1883 w Środzie Wielkopolskiej, zm. 1.07.1954 w Poznaniu, bibliofil, kolekcjoner ekslibrisów, monet, medali, grafiki i bonów wojennych, kupiec. W Poznaniu mieszkał od 1909 r. Przedwojenny właściciel Kolektury Loterii Państwowej oraz magazynu wyrobów tytoniowych w Poznaniu. Współtworzył Towarzystwo Bibliofilów Polskich (1925). Posiadał bogatą bibliotekę pełną starodruków, inkunabułów i rękopisów oraz pierwodruków. Gromadził także literaturę dotyczącą historii Wielkopolski i Poznania, bibliologiczną, numizmatyczną, pamiętnikarską, heraldyczną, ekslibrisologiczną i z historii sztuki.
  
Był niewątpliwie najbardziej znanym w przedwojennym poznaniu Zygarłowskim. Tuż przed wybuchem II wojny światowej w 1938 roku Towarzystwo Miłośników Grafiki w Poznaniu  wydało książkę jego autorstwa pt: Marian Jaroczyński - przyczynek do dziejów sztuki Wielkopolski. 

Pozwolę sobie zacytować pewne fragmenty ze wstępu do tego opracowania, a całość wzbogacę zdjęciami sprzed 5. dni z 10. lutego z kolejnej miesięcznicy upamiętniającej  smoleński zamach w Poznaniu.

"Po głębokich wstrząsach spowodowanych wypadkami lat 1846 i 1848 apatia opanowała szerokie sfery społeczeństwa wielkopolskiego. Upadek powstania i represje jakie po nim nastąpiły krępowały każdy odruch polskości. Ostatnia iskierka nadzieiei na polepszenie bytu narodowego przygasła, zatem i wszystko zdawało się być straconym. 

Pozostała jedynie praca na chleb spożywany w szarzyźnie życia codziennego i szukanie skutecznych metod walki pokojowej w obronie zagrożonych dóbr narodowych: języka, obyczaju i religii ale również i bytu materialnego. 

Stan gospodarczy społeczeństwa wielkopolskiego był bowiem nie do pozazdroszczenia. Statystyka rzemiosła w Poznaniu dowodzi, że wówczas około 72% warsztatów znajdowało się w rękach obcych, a w dodatku były to placówki tęższe zawodowo i gospodarczo silniejsze. 

Rzemieślników w Poznaniu było tylko 359, natomiast Niemców 643 i Żydów 324 (za SpandowskiP. Towarzystwo Przemysłowe Poznań 1909). Wynika z tego, jak ciężką walkę staczać musiało społeczeństwo około podtrzymania bytu materialnego i przeciwstawienia się naporowi elementu obcego, coraz pewniejszego siebie, a liczebnie i gospodarczo silniejszego. 

     W tych warunkach, które kwestię pracy i chleba uczyniły zagadnieniem naczelnym wszystko, co nie stanowiło niezbędnych konieczności życiowych stanąć musiało na szarym końcu, a z tym również zainteresowanie dla sztuk pięknych i literatury itd. 

Toteż Poznań, uważany dotąd za duchową stolicę Polski, traci pomału swe znaczenie. Świetny okres literatury poznańskiej kończy się, periodyki beletrystyczne i naukowe znikają jeden po drugim, a na ich miejsce wstępują liczne gazety codzienne o charakterze polityczno gospodarczym, jako wyraz najpilniejszych potrzeb chwili. 

W roku 1848 przestają wychodzić czasopisma Rok, Orędownik Narodowy, Tygodnik Literacki. Pierwsze i jedyne w Wielkopolsce pismo ilustrowane leszczyński Przyjaciel Ludu tygodnik o wysokiej wartości, w roku 1849 kończy również swój żywot,tak samo jak Dziennik Domowy.  

Z poznańskiej areny życia politycznego, gospodarczego, literackiego i artystycznego znikają jedna za drugą najwybitniejsze osobistości. I tak w roku 1945 kończy życie wielki mecenas sztuki Edward Raczyński, a Ryszard Berwiński zostaje aresztowany za sprawy polskie. 

W lutym 1846 ginie w Podgórzu pod Krakowem Edward Dembowski, wybitny literat i zapalony działacz narodowy, w listopadzie zaś tego roku spadł na społeczeństwo wielkopolskie  cios najcięższy: śmierć Karola Marcinkowskiego. Inni działacze narodowi zapełniają więzienia pruskie, oskarżeni o zdradę stanu.

      Rok 1848 budzi wprawdzie nadzieje polepszenia bytu narodowego, ale walka orężna podjęta z pruskim ciemiężcą, załamuje się, a na społeczeństwo spadają nowe ciosy...


     Społeczeństwo osierocone, po stracie swych przywódców i nauczycieli, zaczyna pomału wkraczać na drogi drogi przez nich wskazane, dążąc głównie do wytworzenia silnego stanu średniego przez utworzenie nowych placówek polskich, podniesienie poziomu wykształcenia fachowego w rzemiośle, przemyśle i handlu oraz umożliwienie studiów najwybitniejszym jednostkom w celu zastąpienia nimi elementu obcego. 

To tyle nawiązania historycznego Franciszka Zygarłowskiego jednego wielu przedstawicieli rodu Zygarłowskich. Odpowiedzią moich dziadków Stefana - organisty (1868 - 1958) i mojej babci Jadwigi z d. Myler (1866 - 1952) była dzietność. Babcia urodziła 14. dzieci, z których najmłodszym okazał się mój ojciec Ludwik, ale to już inna historia.

1 komentarz:

KubaFX pisze...

Drogi Tato !
Odpowiedzią naszych przodków były też inne działania i inicjatywy. Podczas poszukiwań genealogicznych i rodzinnych naszego rodu dotarłem do wielu takich działań tu jeden z fragmentów dot. mojego pradziadka Stefana, którego kuzynem był opisany Franciszek Zygarłowski.

"Wydawnictwo "Muzyka Kościelna" nr 3 Poznań w marcu 1894":
KORESPONDENCYE - Grodzisk 20 lutego 1894r.
Na poufne zebranie organistów dekanatu grodziskiego zebrało się 10 organistów z bliższych i dalszych okolic. Zebranie zagaił pan Zygarłowski z Granowa pochwaleniem Chrystusa, przyczem wyraził radość z powodu dość licznego zebrania.
Potem poprosił X. mansyonarza dra Sobkowskiego na przewodniczącego, który w krótkich słowach streścił historyą muzyki i śpiewu kościelnego, kładąc przycisk na to, ażeby członkowie starali się o podniesienie godności swego stanu.
Po krótkiej naradzie uchwalono jednogłośnie co następuje:
1) Postanowiono zawiązać Towarzystwo organistów pod nazwą: Towarzystwo św. Wojciecha dla organistów na dekanat grodziski.
2) Po zawiązaniu Towarzystw takich po innych dekanatach, z łona Towarzystwa naszego pojadą jako delegaci pp. Zygarłowski, organista z Granowa iSchidt, organista z Kamieńca na wspólny zjazd do Poznania.
...
W końcu podziękował przewodniczący za łaskawe przybycie, zachęcając ich przedewszystkiem do wytrwałości w tych szlachetnych dążnościach podniesienia śpiewu kościelnego. "

Z pozdrowieniami
Kuba