niedziela, 14 lutego 2016

Głupoty gadacie i bezczelność diabła.

Niedziela,14 luty:


        Wracam z rannej Mszy św. o godz. 9:00. Dzisiaj zamiast homilii było sprawozdanie z kolędy. Może dlatego w pamięci utkwiły mi dwa szczegóły nie dotyczący kolędy:

     Pierwszy to zachęta do małżonków, do panów, by zgłaszali się na nadzwyczajnych szafarzy. Podobno poza panem Olkiem jeszcze trzech potrzeba do rozdawania Komunii św. Jako przykład wolnego rozdawania Komunii św. podano ostatnią Środę Popielcową, w czasie której Żywe Ciało Pana Jezusa rozdawało dwóch kapłanów, a trwało to podobno bardzo wolno. 

      Czyżby? 

      A komu i gdzie się tak spieszyło w środowy ranek, spytała mnie Ewa, gdy przed 10:00 wróciłem z kościoła do domu. 

      I druga sprawa to zapisy po Mszy św w zakrystii na Mszę św. na stadionie Lecha w dniu 16 kwietna z racji obchodów 1050 rocznicy Chrztu Polski. 

      Obie sprawy wyjaśniły się niebawem. Gdy przyszło do rozdawania Żywego Ciała Jezusa Chrystusa mimo, że na ołtarzu stały cztery kielichy, a do udzielania Komunii św było dwóch kapłanów i nadzwyczajny szafarz, do rozdawania Ciała Chrystusa przystąpił jeden z kapłanów wraz z szafarzem.   

      Liczyłem, że, tak jak w poprzednie wszystkie niedziele, będą komunikowały trzy osoby i uklęknąłem przy balaskach czekając, aż drugi kapłan rozpocznie komunikowanie. Niestety jeden z kielichów okazał się pusty i główny celebrans rozpoczął puryfikację kielicha, w którym przed momentem była jeszcze Krew Jezusa Chrystusa, a ministrant odniósł pusty kielich na stoliczek z boku prezbiterium, na którym stoją zbędne naczynia liturgiczne. 

      W tej sytuacji nie pozostało mi nic innego jak na klęczkach przesunąć się wolno 2-3 metry w prawą stronę i czekać, wielbiąc Pana, aż szafarz, skończywszy komunikowanie stojących w kolejce, poda mi klęczącemu Ciało Pańskie. Była to dla mnie niepowtarzalna okazja bym pomodlił się o zdrowie głównego celebransa, na którego twarzy malowało się cierpienie, a dla którego rozdawanie Żywego Ciała Jezusa Chrystusa było w czasie każdej Mszy św. wielką łaską i radością. Rzut oka na zegarek przed ostatnim błogosławieństwem upewnił mnie tylko, że wszystko poszło sprawnie i zgodnie ze scenariuszem. 

       Jako, że przyjąłem Jezusa jako ostatni z wiernych  zabrakło mi czasu od końca Mszy św. by Żywe Ciało Zbawiciela wchłonął mój organizm. Na myśl przyszły mi moje usta, a konkretnie język, który równo dobę wcześniej bolał mnie bardzo. Gdy spojrzałem wczoraj rano w lustro dojrzałem sporą krwawiącą na nim ranę. Pan Bóg dał, pan Bóg zabierze. I zabrał. 

        W ciągu dnia pochłonęło mnie pieczenie chleba, a gdy skończyłem pieczenie i spojrzałem w lustro po krwawiącej ranie nie było  śladu. A dzisiaj rano przy myciu zębów nawet mi dziąsła nie krwawiły. Podobnie było przez cały dzisiejszy dzień. 

Pan Bóg zabrał krwawienia czy może lekarstwa zadziałały. 

        Gdy skończyłem dziękczynienie kościół był nieomal pusty. Z zakrystii wyszedł Ks Proboszcz, a przed nim zdaje się że jedna, dwie osoby. Być może, że inni zapisani na stadionową Mszę św. wyszli z zakrystii od razu na zewnątrz kościoła. 


      Pana Dłużniewskiego i towarzyszącą mu osobę dogoniłem już za  skrzyżowaniem z ul. Wypoczynkową. Rozmawiali bardzo krytycznie o przyjętej przez Senat ustawie 500 zł na drugie i następne dziecko. Przez dłuższy czas przysłuchiwałem się kodowskiej krytyce ustawy. W pewnym momencie nie wytrzymałem i skomentowałem mówiąc do obojga: głupoty gadacie, przez osiem lat PO nic nie zrobiło w zakresie zwiększenia przyrostu naturalnego, mało tego uchwalając ustawy genderowe przeciwko życiu, jeszcze pogarszało sprawę. Dolałem tylko oliwy do ognia. Zostałem jako praktykujący chrześcijanin zmieszany z błotem za obrazę siwizny pana Dłużniewskiego, którego bardzo szanuję.  

      No cóż, takie jest życie. Zaniedbania edukacyjne polskiego Kościoła Katolickiego na tym odcinku są widoczne gołym okiem, a podziały w społeczeństwie jeszcze się pogłębiają. 

Z drugiej strony miałem telefon, że dzisiejszą swoją klęczącą postawą wymuszam na kapłanach udzielania Komunii św. w postawie klęczącej. I bądź tu mądry.

      Wyobraźcie sobie, że dopiero wczoraj, a może już kiedyś wspomniałem, ale nie pamiętam o tym, że Łukasz odszedł z tego świata w nocy z ostatniego lutego na pierwszego marca 2002 roku, a ja trzynaście lat później, tej samej nocy z ostatniego lutego na pierwszego marca, w tych samych nocnych godzinach, dostąpiłem cudu uzdrowienia kolana modląc się przed Bożym Miłosierdziem o uznanie Chrystusa Królem Polski przez ks. Abpa Stanisława Gądeckiego. 

      I te obie łaski uzdrowienia kolana i uznania Zmartwychwstałego Eucharystycznego Jezusa Chrystusa Królem Polski Bóg raczył mi okazać. To nic, a nawet dobrze, że wycofano mnie później z tego pomysłu. Tkwiło w nim ziarnko podstępu, a Jezus Chrystus chce być uznany Królem Polski łącznie z ks. prob. Andrzejem Strugarkiem. 

       Można by było Jego nazwisko pominąć na tej tablicy, ale byłoby to sprzeczne z hasłem które wywiesiłem od początku Roku Miłosierdzia na moim domu: "Miłosierdzie to troska o zbawienie bliźniego". I to nie tylko On musi się troszczyć o moje zbawienie, ale także ja o Jego. Tak jak On modli się za parafian, w tym także za mnie, tak i ja modlę się za Niego. 

        Na proponowanej przed rokiem tabliczce zabrakło słów "składają w hołdzie" lub krócej "w hołdzie". I te słowa okazuje się, że są dzisiaj najważniejsze, gdyż nie chodzi o "w podzięce" lub "w dziękczynieniu" ale właśnie  o "w hołdzie". 


       Dzisiejsza Ewangelia: 
      Jak to było możliwe, że diabeł miał śmiałość kusić tak nachalnie samego Boga? Aż się wierzyć nie chce, żeby to mogła być prawda... A jednak! Łatwiej w cuda Jezusa uwierzyć, począwszy od cudu w Kanie Galilejskiej po wskrzeszenie Łazarza. Nawet łatwiej uwierzyć w Zmartwychwstanie naszego Pana, ale w taką bezczelność Szatana wprost trudno uwierzyć. 
      Dlaczego? 
      Bo Diabeł zrobił podstawowy błąd. Założył tylko ludzką naturę Jezusa Chrystusa i przyszedł tą ludzką naturę Jezusa Chrystusa kusić. 
      My Dzisiaj postrzegamy Jezusa Chrystusa także jako Boga, jako Króla Wszechświata chwilami zapominając o Jego ludzkiej naturze. I ten sam błąd popełnił Szatan. Dopiero Jezus ustawił go do pionu. 
      Podobnie jest z nami. Jeśli pominiemy nasz związek z Boską naturą Jezusa, jako ludzie bez związku z Synem Bożym inaczej bezbożni, w konfrontacji z szatanem nie mamy żadnych szans. Rozumieli to doskonale święci. Być jak Jezus. Mieć Jezusa w sercu, a Jego Krew, Jego Ciało nosić w swoim ciele, a Jego Krew w swoich trzewiach, daje nam gwarancję, że tak jak Jezus powołując się na Boga Ojca możemy Jego siłą oddalić od siebie szatańskie pokusy,  jakiekolwiek by one były. 
     Taka wiara daje nam oręż do walki z pokusami szatana.

 

Brak komentarzy: