niedziela, 7 lutego 2016

Przyjęcie do szpitala.

       Przed wyjściem ze szpitala zapoznałem się z anonimową ankietą badającą satysfakcję pacjentów z pobytu na oddziałach Szpitala Klinicznego przy ul Przybyszewskiego Uniwersytetu Medycznego im. Karola Marcinkowskiego w Poznaniu. Można powiedzieć, że mój patron z liceum, Karol Marcinkowski nie opuścił mnie w potrzebie i zawołanie: My z Marcinka coś tam jeszcze znaczy. 
Na zdjęciu powyżej hol główny Szpitala Klinicznego z popiersiem imiennika prof. Heliodora Święcickiego. Poniżej wejście do Sekretariatu Kliniki Chirurgii kierowanej przez prof. dr hab. med. Michała Drewsa.
        Ale wróćmy do ankiety. Chciałem ją wypełnić, gdy po trzech dniach opuszczałem szpital radosny i zadowolony z tego co mnie w nim przez te trzy dni spotkało. Gdy jednak przeczytałem pierwsze pytanie w ankiecie, ręce mi opadły. Okazało się, że nie potrafię wypełnić tej ankiety. Na pytanie: Jak oceniacie Państwo załatwienie formalności związanych z przyjęciem do szpitala miałem do wyboru dwie możliwości odpowiedzi. Oto one:
A. załatwienie formalności było szybkie i sprawne 
B. załatwienie formalności było  powolne, z utrudnieniami
I tu pojawił się problem. Zabrakło trzeciej możliwości. Powiem krótko, jednym słowem: fatalne. 
      Od momentu kiedy stanąłem jako czwarty w kolejce przed drzwiami Poradni Chirurgicznej, do momentu gdy otwarły się przede mną drzwi Oddziału Chirurgi upłynęło 2,5 godziny.
Na zdjęciu godz. 8:46 parkujemy w rejonie szpitala.
Nie wiem, może to taki standard, ale gdyby nie Kuba zanudziłbym się kompletnie, a i dalej na oddziale nie było nic lepiej. A wszystko, moim zdaniem, wynika nie tyle ze złej organizacji, co z braku odpowiedniej ilości miejsc w szpitalach, co sprawia, że obłożenie łóżek jest maksymalne. Suma sumarum na  oddziałowym korytarzu czekałem drugie 2,5 godziny, aż zwolni się łóżko po moim poprzedniku.
Dlatego też, gdy przyszło mi w trzecim dniu opuścić szpital, nie protestowałem, gdy pielęgniarka oddziałowa poprosiła mnie, bym już o 10:00  zwolnił samo tylko łóżko dla następnego pacjenta. Był w stanie zdecydowanie gorszym niż ja i trzęsła nim gorączka. Jak tylko się pojawił położono go i przykryto specjalnym kocem termicznym. 
       Na drugie pytanie ankiety Jak Państwo oceniacie uprzejmość personelu podczas rejestracji i na pozostałe dalsze 23 pytania ankiety moje odpowiedzi byłyby już tylko pozytywne. 
      Cóż, najważniejsze jest pierwsze wrażenie, które, jak się później okazało, nie zdominowało reszty mego pobytu.
     A pierwsze wrażenie po wejściu na oddział było pozytywne. Nad drzwiami jednego z pokoi zauważyłem krzyż z pasyjką. Czekając na korytarzu przy stoliku w towarzystwie syna i rozmawiając z nim o genealogii rodu, którą się od dłuższego czasu zajmuje, spoglądałem nad jego głową na wiszący nad drzwiami krzyż. Nie wskazano mi sali, do której zostanę przypisany więc marzenie, które się zrodziło bym pod krzyżem znalazł swoje miejsce, towarzyszyło mi do obiadu. Pachnący dwu daniowy obiad zastał mnie grającego w Rummy z jednym z pacjentów opuszczających oddział. Jak się potem okazało był to ten, po którym zająłem miejsce pod krzyżem na sali nr 1. Skorodowało mu jelito grube na odcinku od esicy do  worka przy odbycie, gdzieś na około 20 cm długości jelita. Lekarze chirurdzy wycięli mu zepsuty odcinek i naciągnąwszy jelito cienkie przyfastrygowali je do odbytu. Podobno jak się wszystko pozrasta to i z czasem ostatni odcinek jelita cienkiego rozrośnie się i spęcznieje zastępując z powodzeniem jelito grube. Skoro takich fachowców mamy, myślę sobie, to i ze mną sobie poradzą.  
      Dla pana proszę zupkę zwraca się do mnie jedna z osób roznoszących posiłek. Pan się nazywa?
     Zygarłowski - odpowiadam, 
     To pan będzie leżał na jedynce.
     Ale ja jutro mam mieć robioną kolonoskopię, to chyba nie powinienem dzisiaj już nic jeść
     U nas nie ma pana na liście do zabiegu. Ma pan na dzisiaj przypisaną lekko strawną dietę. 
      Nie, dziękuję. Będę dzisiaj przy środzie, do końca dnia całkowicie pościł - odpowiadam. 
      Jak pan sobie życzy, ale osłabnie pan z sił.
      Idę do pielęgniarki oddziałowej upewnić się czy to prawda z tą kolonoskopią?
      Potwierdza, nie mamy pana na liście jutro do zabiegów.    
      Czy w takim razie mogę wyjść teraz do kaplicy. 
      Proszę bardzo.
Zostawiam pod krzyżem na jedynce swoje bagaże, skafander i buty i w domowych ciuchach wędruję do Jezusa do kaplicy szpitalnej. 

      Panie Jezu, skoro zmieniłeś plany w stosunku do mojej osoby i chcesz sprawdzić czy się będę przez tę dodatkową dobę czekania denerwował przed zabiegiem, to ja ci z góry w całości ją daruję. Nie migam się od Ogrójca i przyjdę na noc do Ciebie. 

     Po chwili, gdy tylko zacząłem się głośno modlić weszły do kaplicy w krótkim odstępie czasu trzy osoby, które włączyły się do koronki. Mnie się zupełnie nie spieszyło na salę szpitalną. Nie chcą mi robić jutro kolonoskopii, to mam dodatkową dobę do ofiarowania Jezusowi. Poczułem się z tą informacją tak, jakbym dostał w prezencie jeden dodatkowy dzień życia do zagospodarowania. A tymczasem wymodliłem się solidnie za wszystkie czasy. Do tego, gdy skończyłem modlitwy, a starsza pani likwidująca choinkę w kaplicy szpitalnej zrezygnowała z mojej pomocy, miałem okazję przejrzeć wszystkie wystawione czasopisma. 

        Robiło się już szarawo, a Jezusa w tabernakulum nie chciałem zostawić sam na sam ze sprzątaczką. Przeniosłem się więc z czytaniem do ławki bliżej okna. Dostrzegł to widać sam Jezus, bo na następną wieczorną wizytę, syn przyniósł mi najnowszą prasę religijną do czytania, bym mógł z niej korzystać także i w pokoju. 


        A potem wybrałem się na zwiedzanie szpitala. Szpital Kliniczny im Heliora Święcickiego w Poznaniu to duży kompleks szpitalny zlokalizowany w kilku budynkach częściowo połączonych ze sobą. 

Zainteresowała mnie szczególnie przyległa do kaplicy nowocześnie wyposażona sala wykładowa z której korzystają studenci Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu. Miałem szczęście, sala była otwarta, za kilkanaście minut miał się odbyć w niej egzamin

      Na drugim piętrze znalazłem ciekawą katedrę pasożytniczą  i  tropikalną, a na parterze historię szpitala Diakonisek, bo tak nazywał się ten szpital na początku jego wybudowania na początku dwudziestego wieku. 

      Dzień handlu ludźmi Koronka do Miłosierdzia o 3 w nocy poszerzać miłosierdzie Boga wobec wszystkich. Nie bój się. Stawiać swoje stopy w ślady pozostawione przez Jezusa.  

Niedziela 7 luty   Ps 138,1-5.7-8)
REFREN: Wobec aniołów psalm zaśpiewam Panu
Będę Cię sławił, Panie, z całego serca, bo usłyszałeś słowa ust moich.
Będę śpiewał Ci psalm wobec aniołów, pokłon Ci oddam w Twoim świętym przybytku.
I będę sławił Twe imię za łaskę i wierność, bo ponad wszystko wywyższyłeś Twe imię i obietnicę. Wysłuchałeś mnie kiedy, Cię wzywałem, pomnożyłeś pomoc mojej duszy.
Wszyscy królowie ziemi będą dziękować Tobie, Panie, gdy usłyszą słowa ust Twoich, 
i będą opiewać drogi Pana: „Zaprawdę, chwała Pana jest wielka”.
Wybawia mnie Twoja prawica. Pan za mnie wszystko dokona.
Panie, Twa łaska trwa na wieki; nie porzucaj dzieła rąk Twoich.

Niedziela 7 luty pierwsze czytanie wg (Iz 6,1-2a.3-8)
W roku śmierci króla Ozjasza ujrzałem Pana siedzącego na wysokim i wyniosłym tronie, a tren Jego szaty wypełniał świątynię. Serafiny stały ponad Nim; każdy z nich miał po sześć skrzydeł. I wołał jeden do drugiego: Święty, Święty, Święty jest Pan Zastępów. Cała ziemia pełna jest Jego chwały. Od głosu tego, który wołał, zadrgały futryny drzwi, a świątynia napełniła się dymem. I powiedziałem: Biada mi! Jestem zgubiony! Wszak jestem mężem o nieczystych wargach i mieszkam pośród ludu o nieczystych wargach, a oczy moje oglądały Króla, Pana Zastępów! Wówczas przyleciał do mnie jeden z serafinów, trzymając w ręce węgiel, który kleszczami wziął z ołtarza. Dotknął nim ust moich i rzekł: Oto dotknęło to twoich warg: twoja wina jest zmazana, zgładzony twój grzech. 
I usłyszałem głos Pana mówiącego: Kogo mam posłać? Kto by Nam poszedł? Odpowiedziałem: Oto ja, poślij mnie!

Dzisiaj, gdy każdego dnia Ogień Hostii dotyka ust moich, odpowiadam: Oto ja, poślij mnie!

Brak komentarzy: