niedziela, 27 marca 2016

Poranek Zmartwychwstania

Chrystus Zmartwychwstał - prawdziwie zmartwychwstał.
Obudziłem się o 5:45 z pieśnią na ustach:
 "Wesoły nam dziś dzień nastał, 
którego z nas każdy żądał, 
tego dnia Chrystus zmartwychwstał
 Alleluja, Alelluja! 
      W internecie sprawdziłem gdzie w Poznaniu jest Msza Św. Rezurekcyjna z procesją wokół kościoła. U Franciszkanów na Wzgórzu Przemysła miała być Rezurekcja, ale z procesją wewnątrz kościoła, a mnie, gdy wrócił mi głos po wczorajszej niedyspozycji, chciało się śpiewać radosne Alleluja na odkrytym powietrzu. 

      I kolejny raz, jak w takich szczególnych momentach bywa, mój organizm dzięki wyraźnej łasce Bożej,  zadziałał prawidłowo. 
      Po ponad trzy miesięcznym okresie krwawień, tym razem nie zauważyłem żadnych śladów krwi i to mimo, że wczoraj wieczorem nie wziąłem żadnych leków, ani na serce, ani na jelita. 
      W radosnym nastroju chwaląc Boga wykąpałem się, ubrałem odświętnie i w białej koszuli pod krawatem podczepiłem dzwon do samochodu. 

      Każdego dnia garażuję w domu. Z wczoraj na dzisiaj zostawiłem samochód na noc na parkingu pod pomnikiem. 
Czemu
Taki byłem przybity śmiercią Jezusa zakończoną złożeniem Jego Ciała do grobu

Byłem co prawda w Wielką Sobotę  2X na Adoracji Najświętszego Sakramentu i normalnie powinienem Go widzieć w białej Hostii, Żywego, w złotej monstrancji, tak jak dzisiaj, ale wybaczcie dla mnie wczoraj  Jego Ciało było owinięte w kokon z całunu i przywalone kamieniem, którego nie potrafiłem usunąć
 
      Boczne szyby samochodu były mokre i wystarczyło je tylko przetrzeć suchą froterową szmatą ze starego prześcieradła. 
Przednia i tylna szyba okazały się całkowicie zamarznięte, i pokryte sporą warstwą lodu. Oj, nie podoba się szatanowi ten mój ranny wyjazd do grobu Jezusa pomyślałem!

      Cóż robić?
      Gąbka i micha z ciepłą wodą załatwiły sprawę od ręki. Mogłem wycofać się po dzwon na posesję.   
       Gdy próbowałem zdjąć z "Pojednania" zadaszenie, dzwon stanął mi dęba. 

Takiego numeru przez wszystkie lata użytkowania dzwonu jeszcze mi "Pojednanie " nie wywinęło. Gubił serce, przewracał się na zakręcie, ale żeby stawać dęba? Co to, to nie.   

         Przyczepka z dzwonem jest dobrze wyważona, by nie dawała zbyt dużego nacisku na hak, ale tym razem dyszel przyczepy uniósł się ponad metr nad poziom terenu i ledwo co udało mi się powstrzymać dzwon by się tyłem nie oparł o ziemię. 

Całe szczęście, że nie fiknął kozła do tyłu. Linkę do dzwonienia wziąłem do kabiny kierowcy Będę dzwonił w czasie jazdy. Zrobiła się 6:40. Czy zdążę na 7:00? 
Nieomal na wszystkich skrzyżowaniach mam czerwone, ale to dobrze.  

Była okazja by "Pojednaniem" wybijać radosne Alleluja. To nic, że najczęściej byłem sam na skrzyżowaniu. On już powstał z martwych i na pewno mnie słyszał. Uniesione palce w górę i pozdrowienia nielicznych przechodniów świadczyły o tym, że radowali się podobnie jak ja.
       Zdążyłem zadać kapłanowi dwa pytania. Czy mogę bić dzwonem w czasie Procesji Rezurekcyjnej i czy mogę robić zdjęcia? Na oba otrzymałem pozytywną odpowiedź. 

      A więc dzielę się tym co zrobiłem. Jest tego niewiele, bo też niewiele było uczestników rannej Mszy Świętej. Być może że na wczorajszej Mszy Świętej Wigilii Paschalnej było nieco więcej wiernych
        Kilka rzeczy zwróciło moją uwa:
1. W zdecydowanej większości we Mszy Świętej uczestniczyli mężczyźni. Wniosek kobiety matki są na wagę złota.

2. Mimo braku ekranu ze słowami modlitw i pieśni nieomal wszyscy uczestniczyli czynnie w liturgii, przy czym kobiety prowadziły prym we śpiewach. Nie ograniczano się do dwóch, trzech zwrotek ale śpiewano najczęściej wszystkie zwrotki.

3. Dzieci, których było sporo zachowywały się w czasie długiej liturgii w sposób wręcz idealny. To był dla mnie prawdziwy szok. Te dzieci wiedziały co się dzieje przy ołtarzu, musiały być uczone przez rodziców. Nie było chodzenia, ziewania, łaszenia się do mam. 

4. Starsi chłopcy byli przy ołtarzu, lub przy ojcach, dziewczęta natomiast i maluchy trzymały się matek.
5. Kazanie było proste i niezbyt długie w porównaniu z ks. Piotrem Natankiem i prowadziło się do wskazań duszpasterskich, co do praktycznego przeżywania dalszej części najważniejszego święta w Kościele Katolickim jakim jest święto Zmartwychwstania Jezusa Chrystusa.  

6. Do zrobienia wszystkich, a zwłaszcza tych dwóch zbliżeń kapłana w birecie nie musiałem się specjalnie ustawiać. Na to miejsce z którego zrobiłem wszystkie zdjęcia, poprowadził mnie sam Duch Święty.  

Po Procesji Rezurekcyjnej, ulicami Poznania, w czasie której cały czas towarzyszyłem biciem dzwonu idącemu Żywemu Zmartwychwstałemu Jezusowi Chrystusowi Królowi Polski, wróciłem na to samo miejsce, na którym siadłem przed opuszczeniem Kościoła. 
       Robiłem zdjęcie kapłanowi, a że w kadrze znalazł się błogosławiący mu Zmartwychwstały Jezus Chrystus, to nie mógł być przypadek, jak nie jest przypadkiem to wszystko, co wypisuję na tym blogu. Idę po prostu śladami Jezusa. A że to ma miejsce w Polsce i 1050 lat od Chrztu Polski, to nie ma, a może właśnie ma znaczenie. 
       Przecież Żywy Eucharystyczny Chrystus Król pojawił się dzisiaj w Pierwsze Święto Zmartwychwstania Pańskiego przed stadionem Lecha. Ilu Poznaniaków szło z wiarą za Nim? Czterdziestu, no może pięćdziesięciu, nie liczyłem. Oni nie przyszli na widowisko stadionowe. Oni przyszli w to wybrane przez Episkopat Polski miejsce, we właściwym czasie i we właściwej stosownej chwili. Gdyby stadion był otwarty weszlibyśmy być może do środka, by tam wewnątrz, już dzisiaj zaśpiewać: 
       Król Niebieski knam zawitał
       jako śliczny kwiat zakwitał. 
      Po śmierci się nam pokazał 
      Alleluja, Alleluja.
A tak, może to i lepiej, obeszliśmy stadion od zewnątrz śpiewając:
      "Piekielne mocy zwojował
       nieprzyjaciele podeptał 
       nad nędznymi się zmiłował 
       Alleluja, Alleluja.
Czy ktokolwiek z idących w Procesji Rezurekcyjnej, łącznie z kapłanem niosącym Żywego Jezusa w białej Hostii ukrytego miał świadomość tego co się dzisiaj między siódmą a dziewiątą rano wydarzyło? Nie umiem powiedzieć. I ja byłem tego nieświadomy, ale Anioł Stróż zadbał o to, bym prywatnie po cichu, po Mszy Świętej odczytał przed Żywym Jezusem ukrytym w tabernakulum "Prośbę o rychłą intronizację osoby Jezusa Chrystusa na Króla Polski".

Gdy dwóch panów dziękowało mi za bicie dzwonem, odpowiedziałem im krótko: "Tak miało być".   
     
    Przez miasto wracałem bardzo wolno i bardzo okrężną drogą, dzwoniąc cały czas z radości. Zatrzymałem się dopiero przy cmentarzu w Przeźmierowie. Tu spotkała mnie kolejna radość. 

Czyjaś ręka zlikwidowała zimowy wystrój na grobie Łukasza i Ewy i posadziła w Wielką Sobotę żywe bratki. Jeśli dokonano tego całą rodziną, to tym bardziej mnie to cieszy. Dziękuję! Bardzo dziękuję!  

Sprawiliście mi wielką radość. Nad grobem nie wystarczy dzwonić. Po raz kolejny mogłem sprawdzić, że mój głos nie został mi wczoraj odebrany i pełną piersią mogłem odśpiewać Koronkę oraz z pamięci dwie zwrotki "Wesoły nam dzień dziś nastał" .  
 
Gdy wróciłem do domu cały czas podzwaniając słońce stało wysoko nad pomnikiem. To nieudane zdjęcie powyżej świadomie wkleiłem, dając mu nadinterpretację Jezus Król Polski Zmartwychwstał. Nie ma go tu.

Ludzkie oko nie widzi w Światłości Zmartwychwstania ani postaci Jezusa Miłosiernego, ani kamienia, ale to nie my, ale On sprawi, że zostanie oficjalnie nazwany Królem i Jego proste i jasne prawa będą w Polsce obowiązywać począwszy od dzisiaj najistotniejszego NIE  ZABIJAJ i to bez żadnych wyjątków.  To dzisiaj wydzwaniało od świtu "Pojednanie". 

A teraz siedliśmy do tradycyjnej święconki, z którą pierwszy raz, jak sięgnę pamięcią nie poszedłem wczoraj do kościoła. Siedliśmy do stołu w łączności z tymi co na morzu, odmawiając modlitwę przed i po jedzeniu do której dodałem: Dziękujemy Ci Panie Boże i za tych, którzy ją przygotowali. Bóg wam zapłać.    
       
      

       

Brak komentarzy: