środa, 23 marca 2016

Góry, pagórki, przykryjcie mnie!

        Stojąc dzisiaj nad mogiłą, nad którą składałem Bogu przysięgę, opisałem tą scenę przed laty na Pojednaniu 2, usłyszałem słowa: "Niech jej ziemia lekką będzie", kończące modlitwę za zmarłą. Poruszyły mnie te słowa do głębi
       Przed oczyma stanął mi dorosły syn, członek PZPR, który w latach siedemdziesiątych nad mogiłą swego ojca w dniu pogrzebu zakończył partyjną przemowę słowami: "Niech mu ziemia lekką będzie" Tak wtedy przed laty, jak i dzisiaj wstrząsnęły mną te słowa pomijające całkowicie nieśmiertelną duszę. 
        I pewno bym o tych słowach nie pisał, gdybym dzisiejszego wieczoru nie słuchał wyjątkowego kazania ks. Piotra Natanka. Nie będę go streszczał. Daleko mu było do płynnie mówionych setek, a może już tysięcy kazań zarejestrowanych na Christus Vincit TV. 
        Dzisiejsze kazanie od początku sprawiało wrażenie nie przygotowanego, choć takim nie było. Kaznodzieja wyraźnie chciał coś ważnego przekazać, ale nie potrafił z pamięci sięgnąć do materiału źródłowego, by powołać się na konkretny cytat. Dopiero gdy słowem "Amen" zakończył kazanie, coś się w nim odblokowało i dziękując Bogu za otwarcie, wypowiedział słowa zapomnianego cytatu, którego szukał w pamięci przez całe kazanie: "Góry, pagórki przykryjcie mnie", dodając drugie Amen. Te góry i pagórki przykrywające mnie przed Bogiem wstrząsającym ziemią i niebem (z dzisiejszego brewiarza), co niewątpliwie nas czaka, natychmiast skojarzyły mi się z usłyszanym rano "Niech jej ziemia lekką będzie". 
       Gdy zaś chodzi o "góry i pagórki "  to ks. bp Józef Zawitkowski w Rozważaniach Różańcowych na Rok Kapłański, na 30 października 2009 roku  powiedział posłuchajmy.

Jeszcze mam tyle spraw

Gdy człowiek przeżywa jubileusz,

rocznicę, a nawet gdy kończy dzień,
odpocznie z ulgą, bo zrobił wszystko, co zamierzał.
Zwykle jest inaczej, mam niepokój.
Przecież jeszcze tyle spraw mam do załatwienia.
Kończy się październik, kończą się moje różańce,
a ja muszę się jeszcze obliczyć ze swoim sumieniem.
To mój rachunek sumienia.

Spowiadałem się już z tych grzechów.
Wierzę w Boże Miłosierdzie i w Boże przebaczenia.
Wyrzutem są mi opuszczone modlitwy,
z pośpiechem odprawiane Msze Święte,
tyle zmarnowanego czasu.
Świętości spełniane nieświęcie,
byłem zgorszeniem dla ludzi,
w moich słowach, w zachowaniu,
nakłamałem w życiu i nie odwołałem tego,
pomyliło mi się, co jest moje, co ludzkie, co Boskie,
mam nieczyste myśli, pragnienia, uczynki.

Mówię codziennie spowiedź powszechną,
umywam ręce na znak niewinności,
a jednak mam niepokój.
Są w moim kościele i gdzie indziej - odpusty.
Jadę na odpust, a nie zyskałem odpustu.
Chodzę po kolędzie, zbieram ofiary,
tak się mało modlę z domownikami.
Nie powiedziałem im, że ich kocham.
Wziąłem ofiarę, a to ja powinienem im dać,
za dużo mam rzeczy - co ja z tym zrobię?

Teraz rozumiem, co to znaczy czyściec.
Przecież ja nie mogę tak stanąć
wobec Boga i wobec ludzi, którzy są w niebie.
Góry, pagórki, przykryjcie mnie!
Ja się muszę oczyścić.

A jeśli śmierć przyjdzie niespodzianie?
Czy ktoś mi pomoże modlitwą, Mszą Świętą,
odpustami, Różańcem, wypominkami?
I znów mam wyrzut - tak mało Was o tym uczyłem.

Jakie życie, taka śmierć - jaka zdrada, taki gniew.
Jakie serce, taki lęk - jaka słabość, taki gniew.
Ile mam grzechów, któż to wie,
a do liczenia nie mam głowy,
wszystkie darujesz mi i tak,
nie jesteś przecież drobiazgowy.

Ładnie to brzmi w piosence,
ale Bóg jest najpierw sprawiedliwy,
potem Miłosierny, ale nieskończenie Miłosierny,
więc Jezu, ufam Tobie!
Ufam Tobie. 

Amen.

Brak komentarzy: