wtorek, 8 marca 2016

Wrzodziejące zapalenie jelita grubego

http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-pokarmowy/wrzodziejace-zapalenie-jelita-grubego-wzgj-przyczyny-objawy-leczenie_40016.html?cpage=4#comment_container


http://gastrologia.mp.pl/choroby/jelitogrube/65244,wrzodziejace-zapalenie-jelita-grubego-colitis-ulcerosa


https://pl.wikipedia.org/wiki/Wrzodziej%C4%85ce_zapalenie_jelita_grubego


http://j-elita.org.pl/?pid=pages&id=56


http://www.medonet.pl/magazyny/problemy-z-ukladem-pokarmowym/wrzodziejace-zapalenie-jelita-grubego-colitis-ulcerosa-objawy-leczenie,artykul,1630998.html

8 marzec 2016 roku. 
        Wczoraj  odebrałem po kłopotach wynik badania histopatologicznego wycinków, które mi pobrano w czasie kolonoskopii. Jest niejednoznaczny, tak jak wszystko co jest związane z moją chorobą z punktu widzenia medycyny jest niejednoznaczne. Jednoznaczny jest tylko obraz zaobserwowany przez robiącą badanie, czyli objawy, które zaobserwowano. Gdy zaś chodzi o diagnozę to brzmi ona: 
" Obraz mikroskopowy zapalenia w fazie aktywnej korelacji z danymi klinicznymi i obrazem endoskopowym (po wykluczeniu infekcji Clostridium difficile)  m o ż e   o d p o w i a d a ć   zmianom w przebiegu wrzodziejącego zapalenia jelita  grubego."
Cóż to oznacza, dowiem się w swoim czasie, u lekarza kierującego mnie do szpitala?

        Po odebraniu z Sekretariatu Kliniki wyniku zrobiłem błąd: zszokowany wsiadłem w samochód i pojechałem na Grunwald  by w US zdać PITY z 1% odliczeniem na Naszą Przyszłość, a potem do siostry i szwagra. Miałem akurat szczęście, bo zastałem u nich Chrześniaczkę w ciąży z dziewczynką i z przemiłym Józkiem. 


       Wracając wstąpiłem na cmentarz do Łukasza i Ewy. Tu, nad grobem, modląc się, stał Chrzestny Łukasza. Gdy skończył modlitwy, nad zapalonym przez siebie zniczem, powiedział do mnie: "Od tygodnia wybierałem się na grób Łukasza i jakoś mi się nie składało". Czternaście lat jest po śmierci Łukasza, każdego roku na rocznicę i nie tylko jest na grobie Łukasza, a spotkaliśmy się po raz pierwszy
To nie mógł być przypadek - pomyślałem i po 2 tygodniach podziękowałem mu za udział we Mszy św. zamówionej przez Chrzestną Łukasza w ich parafialnym kościele. Żegnając się z Chrzestnym Łukasza powiedziałem mu, że teraz będę im, to zn. Ewie i Łukaszowi śpiewał, po czym jak zwykle klęknąłem na granitowym obrzeżu i po odśpiewaniu koronki w "typowych", każda 10. tka w innych intencjach zacząłem Bogu dziękować i wielbić Go za bieżący dzień. Miałem zamiar jechać na Adorację NS do św. Antoniego, by podziękować za w sumie bardzo dobry wynik histopatologii, ale po chwili uświadomiłem sobie, że to nie wtorek kiedy jest adoracja, a poniedziałek  i zaniechałem tego pomysłu.

       Wygląda na to, że ten mój zamiar dziękczynienia został przez Jezusa bardzo dobrze odebrany i oceniony, gdyż od tego czasu minęło 13 godzin i nie musiałem odwiedzić WC. Zresztą już od trzech tygodni, kiedy z pracowni Endoskopii przekazano mój wynik do Sekretariatu Kliniki (pokazano mi zeszyt z nieczytelnym pokwitowaniem i datą 15 luty - św. Faustyny) nieomal każdego dnia dziękowałem Bogu za całokształt tego, co się wokół mnie dzieje i ani razu nie pomyślałem, że pobrane wycinki mogą być zrakowaciałe. 
        Dlaczego tak szczegółowo opisuję odebranie wyników.
        Bo nie mogłem ich jakoś wcześniej odebrać. Na wypisie ze szpitala wpisano, że po 3-4 tyg. mam się zgłosić do Sekretariatu Szpitala, po wcześniejszym potwierdzeniu telefonicznym, że wyniki są już gotowe. Przez cały zeszły tydzień próbowałem się dodzwonić i nie udawało mi się uzyskać połączenia. Nie byłem nachalny w tym dzwonieniu, tłumacząc sobie, że skoro nie dodzwoniłem się to widocznie miałem się nie dodzwonić, a ponieważ nasilenie powracających objawów chorobowych z dnia na dzień się wzmagało, a daleko im było do bardzo ostrego zapalenia i krwawień z początków stycznia, ewentualną kontrolę w Poradni Przyszpitalnej uznałem za zbyteczną. 
         Gdy dzisiaj uzyskałem połączenie z Sekretariatem i powiedziałem, że minął już ponad miesiąc od pobrania wycinków do badań histopatologicznych kazano mi długo czekać przy telefonie. W końcu pani z Sekretariatu stwierdziła, że mimo, że wynik powinien już być ona go nie ma i mam dzwonić do pracowni Endoskopii, by się dowiedzieć co z wynikiem. Tam mi powiedziano, że oni nie mają mojego wyniku i odesłano mnie z powrotem do Sekretariatu. Tym razem nie dałem za wygraną i około 10:00 powtórnie zadzwoniłem do Sekretariatu Kliniki.  Odebrała ta sama pani i jeszcze raz przejrzała segregator z wynikami, po czym kazała mi po raz drugi przed 14:00 dzwonić do Pracowni Endoskopii dodając "będą nowe wyniki". Co za "nowe", czyżby inne, kto wziął "stare", mają 4 godz. na uporządkowanie tej "śmierdzącej" sprawy - zaczęły się w mojej głowie rodzić podejrzenia.
         Nie dzwoniłem, a poszedłem osobiście na 14:00. W Pracowni Endoskopii pokazano mi  zeszyt z pokwitowaniem sprzed 3 tygodni. Sprawa była na tyle niejasna, że sama Szefowa udała się z zeszytem i ze mną do Sekretariatu Kliniki. Tam sekretarka zobaczywszy pokwitowanie sięgnięła jeszcze raz do segregatora z wynikami, w którym bardzo szybko odnalazła dwa egz. moich wyników. Zrobiła z nich ksero i na odwrocie ksero, pokwitowałem z datownikiem odbiór wyników.
           Na karcie wyników czytam poza ramką klauzulkę: Dokumentacja Systemu Zarządzania Jakością wg ISO 9001:2008 / Akredytacja CMJ. A więc wszystko gra.

          A gdzie jest ten mój błąd, o którym napisałem na początku? Powiem krótko, zamiast na korytarzu czytać z ciekawością wynik należało .... To był grzech podobny do grzechu Ewy w raju. Ewę podobnie jak mnie zżarła ciekawość. Gdy stanęła pod drzewem życia, zamiast Bogu dziękować za święte życie w Raju, była ciekawa owocu z drzewa życia. Bóg dał mi możliwość poznania tej Ewinej ciekawości. Zamiast udać się bezzwłocznie do kaplicy szpitalnej i tam podziękować Ukrzyżowanemu Jezusowi za to że żyję, że odebrałem w końcu wynik, jakikolwiek by on nie był,  poniosła mnie ludzka ciekawość by przeczytać że: być może odpowiadać on może   zmianom w przebiegu wrzodziejącego zapalenia jelita  grubego."

      dalej uzupełnienie dopisane we środę rano:

      Ten wpis zacząłem od kilku linków odsyłających od opisu Choroby zwanej w skrócie:        ,by nie używać słów przewlekłe wrzodziejące zapalenie jelita grubego. Widok zakrwawionego ludzkiego nawet własnego kału dla chorego jest odrażający, a krwiste, nieomal nie do opanowania przez lekarzy biegunki, przypominające kobiecą miesiączkę, jak pisze literatura dochodzące do 20 opróżnień dziennie, są dla chorego nie tylko że bolesne, ale i bardzo przykre. Wpisy internetowe chorych dotkniętych tą chorobą świadczą, że współczesna medycyna nie za bardzo potrafi sobie radzić z tą cywilizacyjną chorobą, która dotyka ostatniego odcinka jelita grubego: odbytnicy i esicy, z których to ścianek pobrano mi wycinki do badania histopatologicznego. Nieomal wszyscy chorzy podkreślają wielki udział w zaleczeniu, ograniczeniu objawów chorobowych  odpowiedniej diety. Każdy próbuje się najczęściej sam leczyć obserwując skutki działania własnego organizmu na spożywane pokarmy. 
         Tak jak już to pisałem po wyjściu 5 lutego ze szpitala do zapalenia jelita grubego przypisana jest literaturą dieta ubogocząstkowa, na wypisie mam wpisaną dietę bogatocząstkową, z kolei w zaleceniach pielęgniarskich dietę lekkostrawną. A lekarz prowadzący na pytanie co mam jeść dał mi najlepszą z możliwych odpowiedź: jedz pan normalnie. 
A więc napiszę teraz co jadłem w poniedziałek i wtorek. Dlaczego? Bo po oddanym w poniedziałek i wtorek pożywieniu mój organizm zareagował można by powiedzieć idealnie, a ślady krwi w kale stały się niezauważalne dla oka.
        W miarę krótko: 
 W poniedziałek po powrocie z rannej Mszy św. jajecznica z trzech jajek na dużej ilości szynki wędzonej ok 10 dkg z dwoma cebulami i 3 kromki chleba własnej produkcji pszenno razowego na zakwasie + drożdże i 1/2 maślanka +1/2 mleko. Posiłek bardzo obfity dosolony do smaku i ze sporą ilością pieprzu czarnego. Do picia 2 szklanki wody z cytryną miodem. 
Na obiad u siostry: z apetytem zjedzone 5 ziemniaków w mundurkach + ok 10 dk kabanosów suchych w sosie śmietanowym zaciągniętym zaklepką + kubek herbaty
Na kolację 4 kromki chleba z masłem i obficie z żółtym serem, do popicia 2 szklanki wody z dżemem morelowym.
Wtorek: pierwsze od 30 grudnia obfite opróżnienie normalne
na śniadanie w podróży 4 kromki chleba z pasztetem z pieczonej w przyprawach łopatki wieprzowej.
u cioci: herbata z kilkoma kawałkami ciasta własnej produkcji + kilka szklanek herbaty
na obiad: w restauracji zupa pieczarkowa + dwa kawałki schabu pieczonego bez panierki duszonego w kapuście kwaszonej i ziemniaki pire.
na kolację: w domu 4 kromki chleba z masłem i serem żółtym z dziurami + woda z dżemem morelowym.
przed snem drugie opróżnienie normalne tego wyjątkowego dnia.
     Dlaczego wyjątkowego
     O tym w następnym wpisie.  
      

           

Brak komentarzy: