niedziela, 17 kwietnia 2016

26. miesięcznica od rozstania się z ziemskim ciałem Ewy

        Na pokład przed Bożym Miłosierdziem spóźniłem się 1,5 wachty. Zamiast o 5:00 stawiłem się w padającym deszczu o 6:30. Wachta, to wachta. Pozornie nic się nie stało, bo następna była nieobsadzona, tak że zapełniłem dziurę.
       To była bardzo trudna wachta. Pozornie okręt płynie dalej, ale do obsadzenia dzisiejszego dnia braknie jeszcze siedmiu majtków. Zaciąg trwa nadal, ale nowych ochotników nie za bardzo przybywa. Służba nie jest łatwa. Przed zaciągiem wydawało mi się, ot pestka, co to dla mnie, a tu nie zawsze o piątej wschodzi słońce, nieraz pada śnieg, jest mroźno, bądź tak jak dzisiaj siąpi, pada deszcz i po godzinie gąbka wewnątrz skafandra opiła się na tyle, że trudno było całość udźwignąć na ramionach.
        Dzisiaj po raz pierwszy większość czasu spędziłem leżąc na pokładzie. Ta pozycja ma tę zaletę że parcie wiatru i spojrzeń ludzkich ogranicza do minimum. Ot przyklejony do pokładu stajesz się nieomal niezauważalny. Jest i drugi plus, że głowa wciśnięta w rozłożone ramiona przykryta kapocą całkowicie eliminuje wpływ czynników zewnętrznych, a śpiew, głos, a nawet szept wydobywający się z ust zagłusza całkowicie głos spadających na kaptur kropli deszczu..
          Gdy po godzinie wróciłem do kajuty okazało się że jestem całkowicie przemoczony. Z przebraniem nie było kłopotu, bo i tak i tak przy niedzieli należało się dla Jezusa i dla siebie przebrać w odświętne ciuchy.
          Na pokład, do roboty, to ja mogę wyjść i nago (no nie zupełnie) pokład to nie plaża dla nudystów. Jakieś formy w miejscu publicznym obowiązują, ale na niedzielną Mszę św. nie wypada mi iść w roboczych ciuchach, tym bardziej, że chciałem dzisiaj zbierać po Mszach św. podpisy na rzecz zmiany ustawy z dnia 7 stycznia 1993 roku "O planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży" oraz ustawy z dnia 6 czerwca 1997 roku "Kodeks karny". W skrócie chodzi o Społeczną Inicjatywę Ustawodawczaą "Stop aborcji" firmowaną przez prof. Chazana.
        Prof. Chazan, jak kiedyś słyszałem z Jego ust, zrobił kilkaset aborcji i doskonale czuł wtedy zapach siarki wokół siebie. Dzisiaj jemu podobni chodzą po tej ziemi z syndromem "morderca". I to nie to, że ich inni tak przezywają wytykając palcami. Sumienie ich gryzie. Gdyby społeczeństwo ich publicznie wytykało palcami, nie byłoby problemu. Już dawno wycofali by się z tego procederu, tłumacząc swoim pacjentkom, że dawcą i dysponentem naszego ludzkiego życia jest tylko i wyłącznie Bóg i do niego należy, czas a nie do nas ludzi. To On Trójjedyny Bóg zadecydował o naszym początku i godzinie przyjścia na świat i on je we właściwym i dla Niego czasie zakończy.
         Im więcej lat mają współcześni "Chazanowie" tym więcej mieli w swoim życiu różnych przypadków potwierdzających tą tezę. Cóż z tego, media i kształtowana przez nie opinia publiczna, a także obecnie obowiązujące ich prawo, mają ich utwierdzić w przekonaniu że aborcja to jest przywilej kobiety matki.
        A Cóż na to mówi Matka Boga Królowa nasza Maryja. Ona krótko: "zróbcie cokolwiek wam mój Syn powie". Przecież Ona ma pełną świadomość że porodziła Boga i Boga nam trzeba słuchać a nie ludzi. A Jezus druga osoba Przenajświętszej  Trójcy mówi.: macie Mojżesza i jego X przykazań, jego słuchajcie! Co wam jeszcze więcej potrzeba.
         Przecież dzisiejsza sytuacja jest ze wszech miar chora. Przychodzi baba od lekarza i mówi: zabij mi pan moje dziecko! Na to lekarz odpowiada: proszę daję pani  do ręki naładowany  pistolet, tu jest na piśmie podpisane przeze mnie upoważnienie z pieczątką Szpitala i moją osobistą wypisane odręcznie do zabicia mnie. Moje życie jest nie wiele już warte, mam swoje lata, tyle w zyciu popełniłem skrobanek, że już nawet nie jestem wstanie ich obliczyć, ale uchronię może w ten sposób to jedno, które pani chce usunąć. Proszę pociągnąć za cyngiel, dla mnie uczyni pani wielką łaskę  umrę jak męczennik i być może ta śmierć uwolni mnie od syndromu zgładzonych setek, a może tysięcy niewinnych istot ludzkich, dając mi szansę na oglądanie Boga. Proszę strzelać albo podpisać w dwóch egzemplarzach oświadczenie (jedno dla mnie a drugie dla pani), że pani urodzi to dziecko.
          Zrobiła się 9:00 miałem iść do kościoła, a potem zbierać podpisy. Spoglądam przez okno na pokład. Spod pomnika Bożego Miłosierdzia spływa wolniutko woda. Może mi się zdaje ale fragmentami jest biała niewinna jak niebo, a fragmentami jakaś taka jak piekło czarna. Może to pokład daje od dzisiaj takie zabarwienie spływającemu deszczu.

Brak komentarzy: