poniedziałek, 11 kwietnia 2016

Obłaskawianie grzechu


Miałem w dzisiejszy poniedziałek ostrą rozmowę z synem. Spór dotyczył formy zwrócenia przeze mnie uwagi na przestrzeganie przez moje wnuki: chłopaków i dziewczyny drugiego przykazania kościelnego. 

     Przypomnę 170 lat temu brzmiało ono:
Mszy świętej i kazania w dni święte z uczciwością i nabożeństwem słuchać.
60 lat temu przykazanie to brzmiało: 



W niedziele i święta we Mszy Świętej nabożnie uczestniczyć. 
Dzisiaj zmieniła się numeracja i drugie przykazanie stało się pierwszym, a dla kościoła katolickiego w naszej ojczyźnie brzmi ono zgodnie z Uchwałą 15/364/2014 Konferencji Episkopatu Polski:
W niedziele i święta nakazane uczestniczyć we Mszy Świętej i powstrzymać się do prac niekoniecznych. 

Porównując te trzy teksty widzimy jak ewoluował sposób uczestnictwa we Mszy Świętej. 
      To zdjęcie obok z mojej wczorajszej niedzielnej Mszy Św. w kościele pw. Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych i bł. Oratorianów przy ul Wronieckiej. 

Śródmieście Poznania, 300 m od poznańskiego Ratusza, godz. 12:00 kilka set młodych ludzi na Starym Rynku uczestniczy w trykaniu się poznańskich koziołków na wierzy ratuszowej. 
Wierzy? 
W co wierzy ten tłum? 
Gdzie szuka szczęścia okupując staromiejskie lokale?
       W salezjańskim kościele na 50 osób w moim wieku było jedno młode małżeństwo. Matka z maluszkiem na piersi, który nie za bardzo chciał spać w wózku. 

I o ten sposób uczestnictwa we Mszy Świętej i zakres uczestnictwa w przenośni rozbiła się sprawa. Konkretnie chodziło o to jedno młode małżeństwo, które tym razem zauważyłem, a nie skupiłem się wyłącznie na całej reszcie młodych ludzi, których nie było na tej Mszy Świętej, bo siedziały "obok" na Starym Rynku.

Przyznacie że co innego oznacza słuchanie z uczciwością i nabożeństwem Mszy Świętej, które jest nieomal tożsame z nabożnym uczestnictwem, a już zupełnie czym innym jest bliżej nie określone uczestnictwo we Mszy Świętej. Nie będę się rozpisywał na czym polega uczestnictwo. To co dla jednego jest uczestnictwem (obecnością) na Mszy św. dla drugiego dalekie jest od nabożnego uczestnictwa. 

Ofiarę Mszy Świętej Jezusa Chrystusa coraz częściej sprowadza się obecnie do spektaklu. Ta Msza Święta mi się podoba, a ta mi się nie podoba. Oceniamy Mszę Świętą, tak jak grób Jana Kulczyka na poznańskim cmentarzu. Jednemu podoba się Mitoraj, a drugiemu Zmartwychwstanie Malczewskiego.    

Będąc nieomal każdego dnia na Mszy Świętej nie raz już spowiadałem się z grzesznego uczestnictwa w Przenajświętszej Ofierze Jezusa Chrystusa.
      Mnie chodzi bardziej o obłaskawianie grzechu, braku fizycznej obecności na niedzielnej Mszy Świętej konkretnych osób. 

Jeśli ochrzcona osoba systematycznie nie uczęszcza na Msze Święte, nie modli się, nie przystępuje do Sakramentów Świętych, trudno ją uznać za osobę wierzącą. Gadanie jestem wierzącym, a nie praktykującym jest dla mnie tylko mydleniem oczu. Taki człowiek wymaga szczególnego zainteresowania i omadlania przez wspólnotę rodzinną i nie tylko. I proszę się nie dziwić że biję na alarm, że biję głośno na alarm, że biję bardzo głośno na alarm, być może dla niektórych przesadnie głośno. 

Ale pamiętajcie ja się biję o Wasze zbawienie. Bicie dzwonem, nawet głośne na pogrzebie to za mało, to przede wszystkim może okazać się biciem zbyt późnym. Pamiętając, że miłosierdzie to troska o zbawienie bliźniego, módlmy się zatem: dla Jego bolesnej męki miej miłosierdzie dla nas i dla całego świata.

7 komentarzy:

KubaFX pisze...

Drogi Jerzy...
Kochany Ojcze.

Skoro mimo naszej rannej rozmowy napisał Tato na początku tego tekstu :

"Spór dotyczył formy zwrócenia przeze mnie uwagi na przestrzeganie przez moje wnuki: chłopaków i dziewczyny drugiego przykazania kościelnego"

to albo nic Tato nie zrozumiał z naszej dyskusji albo , w co trudno mi uwierzyć z premedytacją Tato kłamie , żeby mnie sprowokować...

Zatem odpisuję:
Moje zastrzeżenia dotyczyły jak zwykle kwestii tej, że uważam, iż wszelkie rozmowy - rozważania , uwagi dotyczące rodziny należy załatwiać osobiście lub telefonicznie z danymi osobami, pouczać, nawracać je osobiście, a nie opisywać je w publicznym miejscu - to jest na blogu.

Ale nie to było głównym moim zastrzeżeniem.
Chodziło o kłamstwo, które Tato wpisał, które boli .
Kłamstwo, którym Dziadek nie przyciąga wnuków do Chrystusa.

I o tym głównie rozmawialiśmy ...

Napisał Tato w relacji z Niedzieli Miłosierdzia:
"A gdzie była twoja Jerzy cała siódemka wnucząt. Część w ogóle nie przyszła do Mojego Miłosierdzia, a część, kiedy ty się za nich modliłeś, przesiedziała w twoim domu"

Uważam, że blog - to nie jest miejsce do stawiania takich pytań, a już z całą pewnością nie powinien Tato stawiać Tato kłamliwych tez lub sugerować nieprawdziwego - kłamliwego obrazu .
Mimo iż zwróciłem Tacie uwagę, że napisał Tato nieprawdę to nie zmienił Tato wpisu, a jeszcze dodatkowo nieprawdziwie przedstawił Tato meritum naszego sporu.

Otóż Przyjechaliśmy na tę uroczystość z trójką naszych synów. Żona po 24-godzinnym ciężkim dyżurze, ja załatwiając dodatkowo nagłośnienie i zespól młodzieżowy do obsługi liturgicznej. Wszyscy trzej synowie znacząco pomogli przy przeorganizowaniu przyjęcia dla rodziny i znajomych.
Jeden z synów sam z siebie, przyniósł dodatkowe krzesła starszym Paniom, dwójka synów brała udział w tej mszy i przystąpiła do Komunii św. podobnie jak pozostali wierni. Są widoczni na zdjęciach, które zamieścił Tato na swoim blogu.
Po naszej rozmowie , podczas, której o tym poinformowałem sprawdziłem to jeszcze raz na zdjęciach i zadzwoniłem do Taty aby o tym poinformować - i nadal nie zmienił Tato tego wpisu, za to dopisał następny - znów zniekształcający obraz naszej rozmowy.
Gdzie były wnuczki? Pierwsza kilka tysięcy kilometrów stąd - druga chyba już kilkaset kilometrów stąd w drodze po tę pierwszą ...

Takimi wpisami nie przyciągnie ich Tato do Chrystusa.

Jako zatroskany o ich zbawienie ojciec dziękuję za Taty modlitwę - ona jest im bardzo potrzebna i proszę o dalszą.

Dobrej nocy z Panem Bogiem
Syn Kuba


PS. Bardzo nie lubię opisywania "intymnych - rodzinnych spraw" na forum tego bloga. Miałem nadzieję, że już nie będę musiał na tym forum dyskutować z Tatą w takich kwestiach jednak nadal za nic ma Tato prośby rodziny aby bez zgody nie opisywać tu spraw rodzinnych.
Tym bardziej nie mogę się zgodzić się na kłamliwe stawianie moich synów w negatywnym świetle.

Kocham Tatę ale nie zgadzam się na zło, na kłamstwa które Tato wypisuje.
Po to rano dzwoniłem, żeby o tym nie pisać w publicznym miejscu.
Jak widać nic to nie dało, więc w tym samym miejscu z dużą niechęcią dokonuję sprostowania.

W maju 2013 Mama mówiła "Nie cierpię tego Twojego bloga"... Jak czytam takie wpisy jak ten kłamliwy - jest mi po prostu przykro...

Z drugiej strony jest tu wiele dobra - niech to dobro i fakty wypełniają treści "Zapisków Jerzego" .

Pamiętający w modlitwie

Kuba

Jerzy pisze...

Bóg Ci zapłać dobry człowieku, za to świadectwo. Jest ono, ze zrozumiałych dla nas obojga powodów, tylko częściowym, aczkolwiek cennym uzupełnieniem tego, co ja przed tygodniem napisałem. Oba nasze wpisy łącznie rozpatrywane, i tak, i tak, są tylko jakimiś tam półprawdami. Pełną prawdę zna tylko Wszechwiedzący Bóg i Jemu zostawmy ocenę.
My obaj, ale nie tylko, bo i reszta rodziny mogła by z powodzeniem uzupełnić i poszerzyć to, co już zostało napisane, ale nawet poza blogiem, w prywatnych rozmowach prawdopodobnie tego nie uczyni. A szkoda, bo sprawy przekazywania wiary z pokolenia na pokolenie, w tym obłaskawiania grzechu wchodzące w zakres logistyki zbawienia, są kluczowymi, najważniejszymi sprawami dla zbawienia człowieka i wymagają poruszania na co dzień.
Pisząc foto - reportaż z Jubileuszowej Mszy Świętej, a także powyższy wpis o obłaskawianiu grzechu, zauważ Synu, że poruszony wątek naszej rodziny jest istotnym, aczkolwiek jednostkowym przykładem w całym długim tekście sprowadzającym się do jednego pytania.
Ale to nie ja je wymyśliłem.
Synu, z Bogiem się nie dyskutuje, w Boga się wierzy bądź nie.
Popatrz teraz jeszcze raz na zdjęcia z jubileuszowej Mszy Świętej przed pomnikiem. Popatrz Synu ile na nich dziadków i babć. Każda z tych osób czytająca mój publiczny blog, a w nim zadane mi pytanie: "A gdzie była twoja Jerzy cała siódemka wnucząt?", podobnie zadaje sobie w duchu to samo pytanie. Gdzie były w uroczystość Bożego Miłosierdzia moje wnuki, gdzie się pogubiły moje dzieci, dlaczego mam taki kłopot z przekazaniem im wiary?
Dlaczego, dlaczego, dlaczego?
Czy nie trzeba mi wziąć bata do ręki i troszeczkę, a z miłością ich pogonić, jak pisze Jerzy, a może trzeba krzyknąć z bólem obudźcie się chłopy i dziewczyny, bo jak się chcecie zbawić? Jezus zmartwychwstał, ja czytająca blog zmartwychwstanę i wy moja kochana rodzino zmartwychwstaniecie. Będzie mi przykro nie spotkać się z wami w Niebie, a w najgorszym razie w czyśćcu.
Jezu miej miłosierdzie dla nas i całego świata.
Amen.

KubaFX pisze...

A może tak zamiast tego bata działać tak, żeby ich pociągnąć do Boga, działać tak żeby chcieli go poznawać, być takim człowiekiem, żeby chciało się im być przy Świadkach Chrystusa - by przez tych Świadków byli też bliżej Boga.

Piszę to do Dziadka "z batem", ale piszę też do siebie bo sam też mam z tym problem - myślę że podobnie jak wielu dzisiejszych rodziców .

Chrystus miłością przyciągał do siebie, a nie batem...

Ewangelia jest obszerną księgą - i zasadniczo poza jednym fragmentem z batem, gdzie rozganiał kupców to jest księgą miłości.

Myślę, że tą drogą szybciej Dziadek dotrze do wnuków.
Myślę, że tą drogą również my rodzice powinniśmy docierać do naszych dzieci.

Nie jest to łatwe - zwłaszcza w dzisiejszych czasach .

Dlatego tak ważna jest nasza za nich modlitwa, o którą nie tylko Tatę ale i innych czytelników proszę.

Kuba


Jerzy pisze...

14:45 Odkładam słuchawkę, miałem wyjechać 15 min. wcześniej na dziękczynno - wielbiącą Adorację Najświętszego Sakramentu i na grób mamy, podziękować jej za słowa "jak ja nie cierpię tego twojego bloga".

Wypowiedziała je kilka razy w życiu. Zawsze w sytuacjach szczególnych, przełomowych, bardzo ważnych, koniecznych do zapamiętania, zapisania i podparcia ich zdjęciami, by najczęściej drastyczna sytuacja nie uszła mojej pamięci (to zdanie nie tylko moje ale i p. Wandy). W tych słowach nie odbierałem w stosunku do siebie przygany, złośliwości czy czegoś podobnego. Potrafiła je powiedzieć zawsze z wielką miłością.

Tak było w maju 2013 roku, gdy po ostatniej operacji glejaka. opuszczała pełna nadziei na dojście do formy szpital na Kurlandzkiej. Przekazanie do dalszego leczenia do szpitala na Lutycką okazało się fatalne w skutkach. Tam po czterech dniach leżenia odłogiem personel szpitala po raz pierwszy posadził ją na łóżku i nie zabezpieczywszy przed spadnięciem mama walnęła głową w szpitalną ścianę. Zdarła sobie naskórek dokładnie tym samym miejscem, które 2 tygodnie wcześniej było operowane, a kości czaszki się jeszcze nie pozrastały. Wycięto jej,po zdjęciu skóry, w czaszce "dekielek" o średnicy 5 cm, który po zrobieniu operacji na mózgu z powrotem wklejono w operowane miejsce, naciągnięto skórę i zacerowano nacięcie skóry. I tym dekielkiem rąbnęła spadając ze szpitalnego łóżka w ścianę. Gdy przyszedłem na odwiedziny oprócz dochodzenia wśród pacjentek i pielęgniarek zrobiłem szczegółową dokumentację zdjęciową. Przydała się. Można było porównać stan sprzed pięciu dni, kiedy przy robieniu na Kurlandzkiej zdjęcia zaleczonej głowy padły słowa "nie cierpię tego twojego bloga" ze zdjęciami po upadku.

O 14:56 zaparkowałem przed przeźmierowskim kościołem na strzeżonym parkingu (nowość), by po godzinnej Adoracji Najświętszego Sakramentu (co do minuty, a nie mam zegarka) go opuścić. Potem pojechałem na grób mamy, prosić Ją o wstawiennictwo za Was: całą czwórkę dzieci i siódemkę wnucząt. Z Panem Bogiem byłem sam na sam. Nikt w ulewnym deszczu nie modli się głośno na cmentarzu.

Masz rację Synu. Wszyscy potrzebujemy modlitwy. Im wokół nas dzieją się świętsze rzeczy, tym szatan bardziej nas atakuje, a że się dzieją, to nie masz chyba wątpliwości.

Bogumiła Dmochowska pisze...

Bisów nie będzie

Zasłuchany
melodii otulony woalem
rozmarzony pieszczotą nut
spadających kaskadą
na struny serca
możesz nagrodzić wirtuoza
burzą braw
wołając brawo bis
kolejny raz posłuchać utworu
a gdy melodii usłyszysz
dobrze znane nuty
ciesz się tą chwilą i pamiętaj
że ty
żyjesz tylko raz
bisów nie będzie

/Bogumiła Dmochowska/

Kochani Panowie!
Bisów nie będzie!!! Cóż chcę Wam przez to powiedzieć? Chcę tylko prosić byście o tym pamiętali bo w moim odczuciu w pewnym sensie znaleźliście się w sytuacji patowej, każdy przy swoich(słusznych) argumentach zaczynacie tracić z pola widzenia to co najważniejsze... Potrafię zrozumieć intencje i racje każdego z Was. I nie mnie rozstrzygać czy sądzić, który ma rację, a który nie. Chciałam jedynie zwrócić Wam uwagę że te same sprawy zupełnie inaczej wyglądają dyskutowane w cztery oczy, a inaczej roztrząsane publicznie. W publicznej debacie dochodzą emocje które zniekształcają obraz i powodują że traci się szansę na dialog i prawdziwe wzajemne zrozumienie. A żyje się tylko raz...i jutro może nie być kolejnej szansy...dlatego proszę by Ojciec z miłością spojrzał na argumenty Syna, a Syn z miłością wysłuchał Ojca. Ale nie tu w blogosferze, nie przez telefon tylko bezpośrednio - oko w oko. Bo tylko w osobistym spotkaniu w duchu miłości macie szansę zrozumieć swoje racje, ustalić i wspólnie zaakceptować zasady które powinny regulować Wasze
wzajemne relacje np. ustalić zakres prywatności każdej ze stron. Myślę że tego między Wami brakuje. Nie zawsze przykład z"własnego podwórka" jest tym najwłaściwszym, najbardziej motywującym. Czasem może być źle odczytanym(z powodu emocji) i przynieść odwrotny skutek niż był zamierzony. Spójrzcie na siebie z uwagą, zrozumieniem i miłością...nie wątpię że się kochacie, ale zauważam braki w Waszej komunikacji. A bez niej nawet największe idee, najwspanialsze dzieła pozostają w sferze dobrych chęci...a dobrymi chęciami...nie muszę kończyć - obaj znacie to przysłowie. Przepraszam, ale musiałam to napisać. Życie ostatnio bardzo"wyostrzyło" mój wzrok...Niech Jezus Chrystus Wam błogosławi i obdarza potrzebnymi łaskami ❤ z całego serca pozdrawiam ❤ Bogumiła / www.beme.com.pl

Bogumiła Dmochowska pisze...

Pozdrawiam serdecznie z darem modlitwy ❤ Bogumiła / www.beme.com.pl

Bezsenność

Wpatrując się w nocne niebo
szukam spadającej gwiazdy
marząc
o zwyczajnym życiu
zdrowiu i radości
uśmiechu na dzień dobry
porozumieniu bez słów
uścisku bliskich
uwalniającym od uczucia samotności
wierze i nadziei na rozstaju dróg
kromce chleba posmarowanej
miłością
i pewności
że nawet bezgwiezdną nocą
zawsze przy mnie jest Bóg

/Bogumiła Dmochowska/

Jerzy pisze...


Bóg widzi
12 Kwiecień 2016 ·

Bóg widzi nasze myśli.
– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus