wtorek, 5 kwietnia 2016

Patroni Intronizacji Jezusa na Króla Polski

      Gdy wróciłem dzisiaj do domu na południowy Anioł Pański, a odmówiłem go na grobie Ewy, której nie omieszkałem się pochwalić z całego przedpołudnia i podziękować za opiekę i prowadzenie, oraz na grobie Łukasza, za którego jak zwykle każdego dnia odśpiewałem 10. Koronki zamierzałem pisać na temat aborcji.  
      Miałem ze sobą z Gwiaździstej wczorajszy Głos Wielkopolski, z rzucającym się w oczy na pierwszej stronie artykułem pani Karoliny Kziołek: "Tłumy na ulicach przez zakaz aborcji"  i z podtytułem: Setki poznaniaków manifestowało przeciw zaostrzeniu ustawy aborcyjnej słysząc "Chrońmy kobiety przed episkopatem i politykami". Po wczorajszej gorącej dyskusji w biurze miałem przygotowany gotowy plan odpowiedzi. 
      Stało się inaczej. Gdy przeczytałem najnowszy, dzisiejszy z 5 kwietnia, krótki wykład z zakresu logistyki zbawienia ks. Jacka Bałemby SDB pt "Szlachetna metodologia Katolicka"  , nie chcąc być jedną z wielu marionetek, odstąpiłem od zamiaru poruszania tematu aborcji.  Oto wspomniany tekst:

Non enim dedit nobis Deus Spiritum timoris
sed virtutis et dilectionis et sobrietatis
.
„Albowiem nie dał nam Bóg ducha bojaźni,
ale mocy i miłości, i trzeźwego myślenia” (2 Tm 1, 7).
Warto się zastanowić, czy przystoi rzymskiemu katolikowi zgadzać się na to, by wrogowie naszej wiary publicznie i globalnie narzucali nam narrację i wymuszali, abyśmy zagospodarowywali czas i swoją głowę tymi i tymi tematami, a inne pomijali. Gdyby tak się działo, bylibyśmy marionetką w ręku wrogów naszej wiary. Bywa.
        Ambicja rzymskiego katolika powinna być na wskroś katolicka, to znaczy taka, jaka cechowała Kościół przez wieki: własny dyskurs (brzemienny merytorycznością gruntowną i szlachetnie, ewangelicznie ekspansywny!), własne kryteria interpretacyjne, własne platformy porozumienia. Zdaje się, że dwa tysiące lat mądrości Kościoła – odkrywanej, artykułowanej, werbalizowanej – wołają o konsekwencję. I kontynuację!
 
       "Rzymski katolik to rozumie doskonale: obrona życia ludzkiego jest ważna. Ważniejsza jest jednak obrona całego, nieuszczuplonego i niezdeformowanego depozytu wiary – depositum fidei. Jeśli bowiem obronimy katolicką wiarę, obronimy wszystko, co dobre, prawdziwe, ważne, należne – zgodne z zamysłem Bożym.
         Nie wszystko to, co podaje się dzisiaj za katolickie, jest nim w rzeczywistości. Dzisiaj powszechnie głosi się i akceptuje zmutowane wersje wiary, w niejednym punkcie obalające odwieczną doktrynę i praktykę Kościoła. Niektórzy już to zaczynają widzieć.
       Trzeba wracać do krystalicznej prawdy Objawienia Bożego zawartego w Piśmie Świętym i Tradycji, jaką Kościół głosił przez wieki niezmiennie i nieomylnie. Inicjatywa nieodzowna: Biblioteka ’58→.
Postulat totalny – wybornie katolicki –  jest ten: zachować i obronić całokształt wiary katolickiej."
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus
      A zatem sięgam do najstarszego i najważniejszego źródła. Będą to wybrane zdania z liturgii dzisiejszej Mszy Świętej, w czasie której Jezus przyszedł do mnie wyjątkowo pod dwoma postaciami.

       Apostołowie z wielką mocą świadczyli o zmartwychwstaniu Pana Jezusa, a wszyscy oni mieli wielką łaskę. (Dz 4,33)
       Trzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne.(J 3,15)
       Pan Bóg króluje, pełen majestatu (Ps 93(92) 1c)
       Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha. (J 3,8).
 
      Z domu wyjechałem z pustym bakiem. Miałem do wyboru dwie opcje: zatankować po drodze na którejś z 4., a może i 5. stacji benzynowych na obrzeżach Poznania i spóźnić się na Mszę Świętą u Salezjanów na Wronieckiej, bądź zawierzyć Duchowi Świętemu ryzykując, że mogę stanąć bez paliwa gdzieś po drodze.
 
      Wybrałem to drugie rozwiązanie tylko z tego powodu, że czując, że jestem dzisiaj posłany do spełnienia specjalnej misji wiedziałem, że w każdym calu muszę się trzymać wyznaczonego mi przez Ducha Świętego planu, nawet jak on czyli ten plan przeczył mojej ludzkiej logice. 
 
       Do świątyni wszedłem nieomal równo z kapłanem. 
Każde padające dzisiaj w czasie liturgii słowo miało dla mnie szczególnie istotne znaczenie. To niesamowite z jaką selektywną uwagą słuchałem nie tylko stałych części Mszy Świętej, ale zwłaszcza części zmiennych. Spływał na mnie niesamowicie drogocenny strumień łask, z którego nie chciałem upuścić żadnej kropli.
 
        Ciekawi Was pewno, dlaczego poniosło mnie do tego właśnie kościoła? Do piątki błogosławionych polskich męczenników beatyfikowanych 13 czerwca 1999 roku przez Papieża Jana Pawła II.   Młodych 20-24 letnich chłopaków zgilotynowanych trzy dni po moim urodzeniu w drezdeńskim więzieniu. Zaaresztowanych  we  wrześniu 1940 roku przez Niemców i oskarżonych o udział w tajnej organizacji politycznej. 
 
Przez dwa lata trwającego procesu chłopcy przeszli więzienie na Młyńskiej i  Fort VII  w Poznaniu, dalej  więzienie we Wronkach, potem w Berlinie i Zwickau by zakończyć życie przez ścięcie na niemieckiej gilotynie. 
       Zostali przez Kościół uznani męczennikami za wiarę.  Dlaczego? 
Przeczytajcie ich listy pisane tuż przed męczeńską śmiercią. 
 
Listy pisane do rodziny przez całą piątkę w dniu ich zgilotynowania, kiedy już znali dokładną co do minuty godzinę swojej śmierci. Próbowałem je (pewno kserokopie odczytać w kruchcie kościoła). ale są bardzo wyblaknięte. Tu można przeczytać je bez kłopotu.
http://www.bosko.pl/wiara/O-pieciu-takich-Poznanska-piatka-meczennikow.html

Mogę powiedzieć że miałem do nich interes. Każdemu z nich ofiarowałem dziesiątkę śpiewanej Koronki do Bożego Miłosierdzia, a całości patronowała Maryja Wspomożycielka Wiernych. Cała zgrana za życia piątka, która od początku pilotuje sprawę Intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski już teraz zasłużyła sobie by uznać ich za patronów intronizacji Jezusa Chrystusa na Króla Polski.
 Dlaczego?
 

Dłuższy to wywód. Można go w skrócie przeczytać w oryginale w wyłożonej w kościele księdze intencji i podziękowań pod dzisiejszą datą. 
        
        Na marginesach kartki z brudnopisem "Modlitwy o rychłą intronizację osoby Jezusa Chrystusa na Króla Polski" napisałem sobie słowa homilii usłyszanej w uroczystość Bożego Miłosierdzia.
 Słowa te pisane, tuż po mojej rozmowie ze Zmartwychwstałym Jezusem Chrystusem w Sakramencie Spowiedzi, odebrałem jako naukę daną mi przez Ducha Świętego, tyle że włożoną w usta kapłana, bym zrobił sobie krótką z nich notatkę uzupełniającą słowa kapłana udzielającego mi w imieniu Jezusa i Jego Kościoła Świętego rozgrzeszenia moich grzechów. 

A że było to jedyne miejsce nie zapisane, stąd przed zniszczeniem tego brudnopisu, którego oryginał zostawiłem dzisiaj w Poznańskiej Kurii  memu ks Arcybiskupowi do rozpatrzenia i nadania "nihil obstat" po skserowaniu i spisaniu głównych myśli pewno zniszczę.
Nie moja w tym będzie zasługa jak słowa modlitwy zostaną przyjęte, dlatego też przyszłościowe  udowadnianie brudnopisem mego autorstwa, bo i komu to będzie potrzebne, uważam za całkowicie zbyteczne. 

Zmartwychwstały Jezus z pomnika Bożego Miłosierdzia pokazuje im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. Pokój wam! uspakaja ich Eucharystyczny w uwielbionym Ciele Jezus. Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. 

        Wystarczyło, tyle i aż tyle. Żadnego zbędnego słowa i wszyscy zostali kapłanami Jego Kościoła Świętego. Jezus nie pytał o ich zgodę, tylko na potwierdzenie swoich słów pokazał im wcześniej ręce i bok. 

       I co się okazało? 
Nie ich kapłaństwo było dla nich najważniejsze, ale Jego rany po gwoździach i przebity bok.  Liczyła się tylko pełna identyfikacja Jezusa Chrystusa jako Zmartwychwstałego Króla. 

      Czy Tomasz miał prawo wątpić? 
      Dlaczego nie był posłuszny opowieściom pozostałych Apostołów? 
      Bo wiara nie rodzi się wyłącznie ze słuchania! 
      Oczywiście trzeba jak Tomasz chodzić za Jezusem i słuchać Go, ale niezbędny jest gest samego Jezusa, który najpierw, nie proszony, sam z siebie, pokazał swoje rany pozostałym uczniom, a po 8. dniach także i Tomaszowi. Trzy krotne "jeżeli nie" Tomasza, czekało na wyjaśnienie 8 dni. 
     
       Co robił w tym czasie Tomasz? 
       Modlił się, by mu się Pan ukazał. 
       Nie tyle wątpił, co pragnął, jak pozostali apostołowie dotknąć ran Jezusa. 
 
       I to jest podstawa wzór dla wierzącego chrześcijanina: Panie przymnóż mi wiary i daj mi dotknąć Twoich ran, daj mi współcierpieć z Tobą. Cały Twój jestem i Jezu ufam Tobie. 

I nie rozpaczaj, nie smuć się, że do tej chwili nie widziałeś Pana, że nie doświadczyłeś Jego Ciała i Jego Krwi.
      Zobaczysz! Doświadczysz!
Moje błogosławieństwo spłynie na ciebie jak uwierzysz, mówi dzisiaj do ciebie Jezus. Mnie już nie raz dotknął. Dzięki Ci Jezu.
     Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli.

 

Brak komentarzy: