niedziela, 17 kwietnia 2016

W sanktuarium Przenajświętszej Krwi Pana Jezusa

  
Jest to niesamowite powiedziałbym nieziemskie  przeżycie, gdy masz świadomość, że cię Duch Święty pcha cię w konkretnym czasie, w określone miejsce i z określoną misją do spełnienia. Nie zawsze sobie to uświadamiam przed zdarzeniem, ale nawet, gdy odkryję ten związek prowadzenia mnie przez Boga po zdarzeniu, sprawia mi to nie mniejszą radość.

       Poprzedni wpis na blogu zakończyłem zrobieniem zdjęcia zlanego wodą Placu Zmartwychwstania i wklejeniem go o 9:20 do bloga. Gdy to uczyniłem poczułem, że mam jechać na godz.10:00, na Mszę Świętą do Sanktuarium Krwi Chrystusa  z kilkoma intencjami do złożenia w kielichu ofiarnym świątobliwego kapana razem z winem, które miało się stać Krwią Chrystusa. 

Być może, miałem dosyć oglądania w TV i nie tylko  twarzy kapłanów w czasie sprawowania Mszy św. i pragnąłem Bogu Ojcu złożyć wraz z Jezusową Krwią moje skryte intencje. Takie warunki stania pod Jezusowym krzyżem spełnia niewielki poznański kościółek, perełka, sanktuarium Przenajświętszej Krwi Zbawiciela. Chciałem Mu też podziękować za zdjęcie ze mnie krzyża krwawień wewnętrznych, które dało się wreszcie częściowo zaleczyć farmakologicznie. 

Katalog spraw, które odsłoniły się w moim sercu razem z odsłoną cudami słynącego obrazu Jezusa wskazującego na swój przebity bok, patrz trzy zdjęcia powyżej. 
  • spowiedź bliskiej osoby
  • rychła intronizacja Zmartwychwstałego Eucharystycznego Jezusa Chrystusa na Króla Polski,  
  • poważny nawrót choroby pani Bogumiły
  • modlitwa za synową w dniu jej urodzin
  • modlitwa za śp żonę Irenę Ewę w 26 miesięcznicę jej śmierci
Jak widzicie nazbierało się tego mnogo, i nie dało się tego, od tak załatwić, w pośpiechu, w dowolnym kościele. Nie skusił mnie nawet kościół pod wezwaniem Dobrego Pasterza, który w początkach mego małżeństwa był naszym parafialnym kościołem, a dzisiaj obchodził swój odpust. Misja którą miałem spełnić była dla mnie ważniejsza od parafialnego odpustu.

Ze sobą zabrałem kserokopię modlitwy o szybką intronizację Jezusa na Króla Polski wraz z pismem przewodnim do Kurii Biskupiej.
      Okadzenie kapłana, a potem wiernych ma na celu odegnanie złych duchów. 

Przypuszczam, że moja modlitwa o szybką intronizację osoby Zmartwychwstałego Eucharystycznego  Jezusa Chrystusa nie podoba się szatanowi, bo na trasie dojazdu, na ul Nowowiejskiego utknąłem w korku i byłbym się spóźnił na Mszę św. 

Przez 10 minut przeszedł bym do kościoła pieszo, ale w potężnym korku, czekających na jego rozładowanie samochodów przez kilku policjantów, nie mogąc się przedostać w ulicę Solną straciłem 7 minut.  

Skrzyżowanie ul. Solnej z Al. Niepodległości było nieomal nie do pokonania. W śródmieściu Poznania odbywał się jakiś bieg i ulice były zablokowane. 

W porę się zorientowałem i na Plac Wielkopolski, gdzie zaparkowałem, dotarłem od strony Al. Marcinkowskiego opuszczając w porę zablokowaną aż do Garbar dwupasmową Solną. Zamiast zająć się Słowem Bożym i homilią ks.prof. kan. Leszka Wilczyńskiego opisuję wam nieistotne w sumie kłopoty z dostaniem się na czas do wymarzonego kościoła. 

 Ewangelia:  (J 10,27-30)
Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.


Znam owce moje - mówi dzisiaj do nas Dobry Pasterz jakim jest ks. prof. kan. Leszek Wilczyński. Jego homilię odtworzę poniżej na podstawie notatek, które sobie zrobiłem ubogacając tekst zdjęciami ze Mszy Świętej:    
    Cóż to słowo"znać" oznacza?
Posługujemy się nim mechanicznie, tak z przyzwyczajenia,  w potocznym życiu nie wchodząc w jego głębię. Spróbuję je zatem moim gościom przybyłym do Sanktuarium Krwi Pana Jezusa, zwanego Golgotą Poznania, nieco przybliżyć. Jest ono miejscem kulminacyjnym Poznańskiego Traktu Eucharystycznego. 

"Znać" to coś więcej niż wiedza, niż posiadanie informacji. Wiadomości, informacje wyznaczają bowiem moją osobę w otaczającym mnie świecie. Nie o to chodzi, gdy mówimy znać, znam drugą osobę to oznacza bycie w relacji osobowej z drugą osobą. W języku Biblii, znać oznacza mieć relację nadzwyczajnej obecności tego człowieka, tych ludzi, w moim życiu. Znać to kwestia moich zmartwień, kłopotów i wielu innych doświadczeń życiowych z daną osobą. 

Słowo "znać" w relacji z Panem Bogiem można zastąpić innym często używanym słowem "więź". Chcemy Go ze wszech miar po prostu poznać, nawiązać z Nim osobowy, bardzo bliski, intymny kontakt.

Pan Jezus nie zamyka się przed nami. Cały Nowy Testament prowadzi do jednego: do pokazania siebie, to znaczy Pana Jezusa, w taki sposób byśmy Go poznali. Przekazując jako pasterze kapłani, rodzice, dziadkowie Nowy Testament czujemy się delikatnie mówiąc zaskoczeni Jego Ciałem, Jego osobowością. Ten stan poznania, więzi z Bogiem Człowiekiem podobny jest do relacji jakie osobiście przeżywałem w ziemskim małżeństwie z Ewą. 

Byliśmy jedno, zostaliśmy jedno, chcemy być mąż i żona jedno. I tak odczytujemy siebie w relacji do Jezusa w Piśmie Świętym, niezależnie od tego czy Jezus jest przed, czy po zmartwychwstaniu. Dzisiejsza niedziela Dobrego Pasterza, zwłaszcza Ewangelia, oddaje tą relację z Panem Jezusem. Czytelny to przykład dla współczesnego stada owiec. Chcemy jako owce wyraźnego, troskliwego o nasze zbawienie pasterza. To tak oczywiste dla owiec. 

Pan Jezus wyraźnie określił Siebie, wyraźnie określił przymioty dobrego pasterza: nikt i nic nie wyrwie was z ręki Mojej. Pasterz ma wyraźnie obrany kierunek na Niebieskie Pastwisko, tam,  gdzie dobre łąki czekają na owce. 

Jak stado czy jednostka zmienia kurs i zbacza Pasterz wskazuje laską dobry kierunek. Nie waha się się podnieść głos, a nawet krzyknąć. Nie zależy mu na pochwałach z tytułu przewodnictwa nad stadem, nie interesują go głosy krytyczne. Tak czujemy się w tym kościele, w sanktuarium Krwi Pana Jezusa, tak czujemy się w parafialnych kościołach, gdzie pasterz prowadzi na dobre pastwiska, a owce wierzą, że ich nie zawiedzie. 

Dzisiaj modlimy się za dobrych proboszczów, za dobrych przewodników i o dobrych przewodników w całej archidiecezji. To smutne i siejące spustoszenie, kiedy nie uczestniczę w życiu parafii. Doceńmy starania pasterza, który nas prowadzi. Jesteśmy dzisiaj dumni, że duszpasterstwo jest tak wspaniale zorganizowane. Ta refleksja musi dotknąć tych którzy zamierzają służyć, którzy chcą iść do seminarium. 

Jak dobre owce chcemy podążać za pasterzami, przylgnąć do nich w serdeczności. Wyraźna bliskość, bo my się po prostu znamy. Chcemy siebie znać i cieszyć się sobą. Tworzyć jedno. Tak mówi Pan Jezus. 

W tym tworzeniu jedności zawiera się mnóstwo łask. Nikt nie wyrwie nas z rąk Pana. Miłość , jedność i pokora i te cechy proszę zatrzymać. Wymieniamy je, gdy składamy sobie życzenia. 

Niech dzisiejsze życzenia będą złączone z szacunkiem. Zróbmy krótkie postanowienie o przyjaźni i przylgnięciu. Należy nam przykleić się do Pana Jezusa, tak jak ręce nasze sklejają się w modlitwie gdy je składamy, a kciuki nasze tworzą krzyż. Ciągle podążajmy w znaku laski pasterskiej i krzyża.
Amen.  
Tyle niedzielna homilia ks.prof.kan. Leszka Wilczyńskiego.

A teraz spójrzcie na ołtarz główny"Podążamy w znaku krzyża". Niezależnie od niewielkiego krzyża stojącego nad tabernakulum łączącego cudowny obraz Jezusa z przebitym bokiem z tabernakulum widzę w całej kompozycji ołtarza głównego ogromny krzyż o poziomych niebieskich ramionach na których umieszczono królewskie symbole Jezusa i Maryi. Przypatrzcie się !

A to już moje: 
Nie chcę być Matką i Królową narodu, który nie oddaje należnej czci mojemu Synowi. - mówi w prywatnych ostatnich  orędziach Maryja. Jesteście zabłąkani jak te owce bez pasterza. Idziecie w niedobrym kierunku. Zezwalacie na niewiarę, zdradę, duchowe lenistwo. 
Cóż możemy czynić?  
Dajemy z siebie maksimum. 

 
Pan Bóg wejdzie w dzieje naszego narodu. 
Wanda Malczewska kandydatka na ołtarze, ciocia Jacka Malczewskiego od mojego Zmartwychwstania i Nieśmiertelności pisze: będzie w niedzielę święto Królowej Polski  Wniebowziętej. Pan Jezus ma sposoby.

Na tym na razie kończę pisanie. 
Jest 22:50 - resztę dokończę jak znajdę czas jutro
        By czegoś nie zapomnieć notuję tylko dla siebie:
- Jednogodzinna rozmowa pod Sanktuarium z Państwem widocznym na zdjęciu obok, spotkanym na modlitwie w przedsionku kościoła. Był moment, gdy śpiewając Koronkę głos mi się załamał i musiałem ich poprosić, by dokończyli dziesiątkę mówiąc ją do końca.

- Kolejna blokada skrzyżowania pod wiaduktem kolejowym na ul. Niestachowskiej przed skrzyżowaniem ze Św. Wawrzyńca, była tam zbiorowa stłuczka i znowu należało spokojnie czekać na przejazd. 
 
- Nieomal 1. godzinna rozmowa z młodym człowiekiem na motocyklu, na temat aborcji i antykoncepcji, który zatrzymał się pod furtką mojego domu. Przekonywał mnie bym nie ruszał spraw antykoncepcji. Rozjechaliśmy się każdy z własnym zdaniem. 

- wyjazd po południu do Synowej z życzeniami zakończony zaproszeniem na kolację. Nie skorzystałem z zaproszenia mając zamiar nadgonić pisanie bloga - nie wyszło, bo
-  miałem nieomal 3 godzinną wizyta gościa na rowerze, któremu "uprowadziłem" dzwon z jego posesji, nie informując Go o tym, Wizyta zakończyła się wspólną modlitwą pod pomnikiem.




1 komentarz:

Bogumiła Dmochowska pisze...

Serdeczne Bóg zapłać ❤ za westchnienie w mojej intencji ❤

Nie daj odpłynąć...

Złowiłeś mnie
oplątałeś siecią tęsknoty
za Miłością
już żyć jak dawniej
nie potrafię nie chcę
karmię duszę Twoim Słowem
jak chlebem
popijam Nadziei bezcenną kroplą
marząc o niebie...
Niełatwy los co wątłe ramiona
przygniata krzyżem
na swoje barki biorę z uśmiechem
wiedząc że w drodze mi towarzyszą
Twoja Miłość i dobre dłonie
gwoździem przebite...
Nie jestem sama
choć w samotności czasem
ludzkie me serce tonie
gdy ufność słabnie
i pada na nie cień śmierci...
Ty wtedy Panie zaciśnij mocniej
miłosne swe sieci
oplącz łaski wiary mocną liną
nie daj odpłynąć zwątpieniem...

/Bogumiła Dmochowska/