wtorek, 31 maja 2016

Sakrament Bierzmowania wnuka



      Dzisiaj, we wtorek 31 maja br uczestniczyłem we Mszy Świętej połączonej z udzieleniem Sakramentu Bierzmowania memu wnukowi. Na koniec odbyło się prowadzone przez Ks bpa. Grzegorza Balcerka Nabożeństwo Majowe przed Najświętszym Sakramentem  połączone z procesją alejkami przed kościołem i zakończone błogosławieństwem Najświętszym Sakramentem. 

     W czasie namaszczania olejami bierzmowanych dostąpiłem od Ducha Świętego łaski łez. Przez całą uroczystość, aż do zakończenia procesji z żywym Eucharystycznym Jezusem Chrystusem Królem, nie czułem potrzeby robienia zdjęć. 

     Cała liturgia w niczym nie powodowała u mnie żadnych zgrzytów. Bierzmowani, wraz ze świadkami bierzmowania, przystępowali uroczyście do Komunii Świętej na dwóch klęcznikach. Eucharystycznego Jezusa Króla podawał im do ust sam Ks. Biskup. 

      Zatopiony w modlitwie nie próbowałem nawet szukać wśród bierzmowanych mego wnuka. Homilia Ks. Biskupa połączyła Ducha Świętego i Jego dary z dzisiejszą bardzo kobiecą Ewangelią: nawiedzeniem brzemiennej Św. Elżbiety przez Maryję i proroctwem wypowiedzianym przez Elżbietę. Dzisiaj też spotykamy się z darem proroctwa zauważył Ks. Biskup. 

      Po zakończonym  nabożeństwie i błogosławień - stwie do Ks. Biskupa podeszła delegacja młodzieży z kwiatami i z podziękowaniem za otrzymany sakrament dojrzałości chrześcijańskiej. 

      Ks Biskup podziękował młodzieży oraz wszystkim, a w szczególności rodzicom, a zwłaszcza matkom za religijne wychowanie dzieci. Bierzmowanych poprosił by dali dzisiaj swojej Mamie jedną różę. Miał tu na myśli Matkę Boską, prosząc, by dzisiaj na zakończenie dnia całą rodziną odmówić dziesiątkę różańca. 

      Z pozostałymi uczestnikami  bierzmowania spotkałem się po wyjściu z kościoła. Poza rodziną wnuka, była druga synowa (świadek bierzmowania) z dwoma wnuczkami. Na przyjęcie do domu przeszedłem się pieszo w miłym towarzystwie najmłodszej wnusi Martusi, która przez całą drogę zabawiała dziadka  rozmową. 
      Serdeczne dzięki składam synowej za okolicznościowy poczęstunek, ale zwłaszcza za codzienne świadectwo wiary, które, razem z ojcem wnucząt, przekazuje kolejnemu pokoleniu. Bóg wam zapłać i niech Pan Wam błogosławi. 

       Nie piszę o życzeniach jakie złożyłem na piśmie wnukowi. Przytoczę tylko ostatnie zdanie:
"Życzę Tobie mój wnuku, abyś na całe życie zachował prawdziwe bogactwo, jedyne bogactwo, bogactwo nad bogactwami, jedyne upragnione bogactwo, które trzeba nabywać wszystkimi możliwymi środkami BOJAŹŃ  BOŻĄ. (to za Św. Janem Bosko). 
     Niech Ci Bóg błogosławi. 
     Twój dziadek Jurek.  

PS A to znalezione dzisiaj w necie i bez wytykania palcem kogokolwiek: 

Drogocenna skromność niewieścia 


Odzyskiwanie katolickich obyczajów niejedno ma imię. Jeśli kobieta przestaje chodzić w spodniach a zaczyna ubierać się po kobiecemu – gustownie i ze skromnością, to znaczy, że już zrozumiała na czym polega odzyskiwanie katolickich obyczajów.
Odzyskiwanie katolickich obyczajów niejedno ma imię.
– – –
treści katolickie:
sacerdoshyacinthus.com
verbumcatholicum.com
twitter.com/SacHyacinthus

poniedziałek, 30 maja 2016

czy My chcemy boga?

 To nie błąd ortograficzny, bo boga (z małej litery) to My (z dużej litery) generalnie chcemy, ale 12 maja br okazało się, że poza nieliczną mniejszością, my (z małej litery) nie chcemy Boga (z dużej litery pisanego). 

Nie chcemy też Matki Boskiej w Jej Jasnogórskim Obrazie. Przyniesiono Ją, Królową Polski pod Polski Sejm w uroczystej 2 godzinnej procesji Traktem Królewskim w Warszawie, ale okazało się, że wybrane demokratycznie władze, nie raczyły nawet powitać Królowej nie mówiąc o Jej przyjęciu. 

Mało tego, to wstydliwe haniebne zdarzenie jakie rozegrało się przed Polskim Sejmem z udziałem dwóch tysięcy Polaków do dzisiaj owiane jest całkowitą blokadą informacyjną we wszystkich mediach, które mienią się nazywać katolickie. 

Nie mówię o laickich mediach, ale o takich jak choćby Przewodnik Katolicki, Niedziela, Gość Niedzielny, czy też mających większy zasięg Radiu Maryja czy telewizji Trwam. 
Dla mnie to skandal na skalę światową,  

zważywszy na rolę jaką Matka Boża Częstochowska, Królowa Polski miała pełnić w Polskim Sejmie. A miała po prostu zostać uroczyście wprowadzona na salę Sejmową i być powieszona w swoim obrazie, jako do dzisiaj nie zdegradowana Królowa Polski, na reprezentacyjnej ścianie Sejmu RP. 

W Jej obronie nie stanął jak dotychczas żaden z hierarchów kościoła. Nikt nie pouczył z ambony, że rolą Królowej Polski, o której śpiewamy przez cały maj w Litanii Loretańskiej, jest nie tylko zawisnąć w Jej obrazie w Sejmie, ale w każdym polskim domu. Nic takiego, całkowite, totalne milczenie i bezduszna obojętność. 

Pojechałem z dzwonem do Warszawy by uczestniczyć w tym wydarzeniu. Bóg miał jednak inne plany dla POJEDNANIA i mojej osoby. Pojednanie nie miało radośnie dzwonić na Wiejskiej, bo gdyby mu przyszło dzwonić musiałbym dzwonić tak, jak dzwonię na pogrzebach, bądź wydzwaniać na trwogę jak przy pożarach. 

Dobrze że nie odegnano Matki Bożej "psami" od siedziby Sejmu. Do pojednania w Sejmie i w narodzie daleka droga, którą tylko Bóg jest wstanie pokonać. 

Został więc dzwon na cztery godziny od jedenastej do piętnastej na strzeżonym parkingu przy Placu Zamkowym. A ja ? A ja zamiast się włączyć do procesji wiary pod hasłem  "Królowa idzie do Sejmu" zająłem się robieniem zdjęć. 
Gdy się okazało, że jestem jedyną osobą, która weszła kilka minut po jedenastej na taras widokowy przy kościele akademickim Św. Anny, nie miałem żadnych wątpliwości, że wpisuję się robiąc zdjęcia "z nieba" w wolę Bożą. 

Zrobienie tych kilkudziesięciu zdjęć "z nieba", których na blogu nieomal nikt nie chce oglądać, było osobiście dla mnie wystarczającą rekompensatą za podporządkowanie się woli organizatora marszu Ks. Piotra Marii Natanka. 

Lekceważony przez media Zmartwychwstały Eucharystyczny Jezus Chrystus Król przygotował dla mnie  wielką niespodziankę. Gdy piszę te słowa sam się nie tyle sobie, co Jemu dziwię. Że miałem robić zdjęcia na manifestacji, to jeszcze rozumiem, ale dlaczego z połowy marszu mnie całkowicie wyłączył, tego do dzisiaj nie potrafię zrozumieć. 

Między godziną 12:56, kiedy to zrobiłem ostatnie zdjęcie ze schodów kościoła Świętego Krzyża o numerze  2551, a następnym zdjęciem z marszu zrobionym o godzinie 14:02 , kiedy to zziajany dogoniłem końcówkę procesji pod Kancelarią Prezydenta RP

 i zrobiłem zdjęcie o numerze 2564 minęła jedna godzina i 6 minut. Oznacza to, że co do minuty połowę całego czasu trwania procesji, marszu, manifestacji wiary, legalnego zgromadzenia publicznego spędziłem jakoby poza procesją. 

Opisałem już na blogu ten nieco ponad godzinny "stracony" czas. Nie był to w żadnym wypadku czas stracony. 

Wiedziony jakąś wewnętrzną siłą, najpierw wszedłem na pół godzinną Adorację Najświętszego Sakramentu, a pozostały czas poświęciłem panu Ryszardowi, emerytowi, przymierającemu głodem, jak to sam mi wpisał do broszury "Królowa idzie do Sejmu" autorstwa Ks. Piotra Marii Natanka. 

Cały ten czas "stracony" był to czas wielkiej miłości. Miłości okazanej Bogu i miłości odebranej od Boga, miłości okazanej człowiekowi i miłości otrzymanej od bliźniego. Czas w którym ja dając "swój" czas, doznałem wielkiej miłości i od Boga i od człowieka.

Cały powyższy wpis "okrasiłem" zdjęciami sprzed siedziby Sejmu RP, z ostatnich 10 minut do momentu oficjalnego rozwiązania zgromadzenia, na które udało mi się zdążyć oraz z pierwszych 4 minut po rozwiązaniu manifestacji. 

Proszę zauważyć jedną charakterystyczną rzecz jaką charakteryzowało się to pierwsze w dziejach powojennej Polski zgromadzenie Polaków w czerwonych płaszczach Rycerzy Chrystusa Króla.

Na rozpoczęcie marszu wszyscy uczestnicy procesji klęknęli na oba kolana, na wspólnej modlitwie pod Kolumną Króla Zygmunta na cztery minuty przed Zmartwychwstałym Eucharystycznym Królem Polski

Na zakończenie procesji ostatnie osiem minut wszyscy uczestnicy marszu spędzili klęcząc na oba kolana na modlitwie przed budynkiem Sejmu RP. Wstali z klęczek, gdy prowadzący organizator Ks. Piotr Maria Natanek ogłosił,  
że Maryja Królowa Polski nie może kazać czekać na łaskawe powitanie dłużej niż pięć minut i o 14:12 zarządził oficjalne rozwiązanie zgromadzenia. Tyle dokumentują moje zdjęcia. Więcej możecie państwo obejrzeć na 2,5 godzinnym filmie nagranym przez organizatora, a zamieszczonym na portalu www.christusvincit-tv.pl

niedziela, 29 maja 2016

Protestantyzacja Mszy Świętych.


    Zamiast wczorajszej soboty jechać, jak to zwykle mam w zwyczaju, na ranną Mszę Świętą do Poznania, do kościoła Księży Pallotynów na godz. 6:30, pojechałem z ciekawości na późniejszą Mszę Świętą na 7:30. Jest ona poprzedzona pół godzinną Adoracją Najświętszego Sakramentu. Była więc okazja by odmówić poranne pacierze bezpośrednio przed Jezusem ukrytym w białej Hostii.


Skąd się wzięła ciekawość
Któregoś dnia wpadła mi w ręce ulotka informująca o trzech miesięcznych spotkaniach dla mężczyzn. Jedno już się przeterminowało, ale na majowe się wybrałem.
Dlaczegoż by nie skorzystać?
Na Mszy Świętej było tylko dwunastu mężczyzn nie licząc dwóch kapłanów w koncelebrze. Jestem rozczarowany ilością zwłaszcza, że to już, jak się potem okazało, trzecie takie spotkanie stanowe.  
       Po Mszy Świętej w kościele zostało nas sześciu i jeden ksiądz. W programie o 8:00 konferencja, medytacja, wspólna modlitwa, a o 8:30 dyskusja przy kawie i śniadaniu. 
Ksiądz siadł w pierwszej ławce bez oparcia z prawej strony a my chłopy w szóstkę w drugiej i trzeciej ławce. 
      Trudno było księdzu głosić ciekawą, bardzo dla mnie ciekawą konferencję siedząc do nas obróconym tyłem. Musiał się obrócić przodem, a to spowodowało, że wystawił się tyłem do tabernakulum. Nikomu z obecnych widać to nie przeszkadzało, gdyż nikt nie zwrócił na to uwagi. Dla 6. osób trudno też było głosić Słowo Boże od ambonki, tym bardziej że nauka przekształciła się w dialogowane rzeczowe i ciekawe kazanie zakończone wspólną litanią do Św. Józefa. 

        Po modlitwie ksiądz zaprosił nas na dalszą część dyskusji do obszernej na kilkanaście osób sali w domu parafialnym, gdzie przy kawie w nieszablonowy sposób prowadziliśmy dalszą dyskusję obracającą się wokół zdania ze Starego Testamentu, z Księgi Rodzaju (Rdz 39, 2 a)  "Pan był z Józefem i dlatego wiodło mu się dobrze".

       Pewno gdybym wiedział, że tak się sprawy potoczą, widząc księdza odwróconego tyłem do tabernakulum zaproponowałbym przeniesienie się od razu po Mszy Świętej, ewentualnie po odmówieniu Litanii do Św. Józefa do biura parafialnego. 

       Bo zadajmy sobie pytanie: Pan był z Józefem, a czy był z nami w czasie konferencji w kościele? Przecież to oczywiste powiecie, byliśmy wszyscy w Jego kościele. Niby tak kochani, ale On Żywy Eucharystyczny Jezus Chrystus wolał siedzieć za zamkniętymi drzwiczkami tabernakulum, niż stanąć pośród nas i przysłuchiwać się naszej dialogowanej konferencji. Myśmy te pół godziny stracili na słuchanie siebie nawzajem, a mogliśmy słuchać Jego gdybyśmy Go zaprosili do swego grona. 

A teraz przenieśmy się do sali z obrazem Jezusa Miłosiernego. Gdy tylko spojrzałem na Niego, na Zmartwychwstałego zrobiło mi się na duszy ciepło. Siedliśmy w szóstkę w Jego promieniach. Przypomnijcie sobie dyskusję. Nieomal każdy z nas wypowiadający się gdzieś tam poruszył temat zaufania, ufności Bogu. Dlaczego? Bo On był w tym czasie po prostu z nami. Jak pamiętamy z katechizmu są trzy cnoty Boskie: wiara nadzieja i miłość. Jak zasygnalizował Ksiądz Pallotyn prawosławni spowiadają się dzisiaj z braku nadziei. Rzymscy katolicy dobrze jak się spowiadają z braku wiary i miłości, ale z braku nadziei, czyli z grzechu wpadania w rozpacz, z grzechu rozwalania swojej psychiki jakoś się nie spowiadamy. Być może jest to temat godny podjęcia
       Bo na wieki wysławiać będziemy Miłosierdzie Boże.    

Znalezione w necie Ks. Jacek Bałemba SDB Absolutny źródłowy priorytet Mszy Świętej ·
 
"Msza Święta nie może być na usługach żadnej ewangelizacji – ani nowej, ani starej, ani żadnej.
Msza Święta nie może być „elementem uświetniającym” jakiekolwiek inicjatywy, imprezy, wydarzenia.
Msza Święta nie może być pretekstem do podkreślania i oklaskiwania ludzkich dokonań.
Msza Święta nie może być kwiatkiem do kożucha.
Powyższe stwierdzenia rozumieją doskonale ci, którzy katolicką doktrynę dotyczącą Mszy Świętej przyjmują za własną." 


      A teraz cofnijmy się do wtorku 24 maja. Po skończonym Nabożeństwie Majowym uczestniczę po raz drugi tego dnia we Mszy Świętej. Odprawia ją Ks prob. kan. Andrzej Strugarek

Msza Święta dziękczynna w intencji celebransa, z racji na 32. rocznicę święceń kapłańskich oraz w intencji Jego mamy Joanny, która  tego dnia obchodzi jak co roku swoje imieniny. 
      W kieszeni miałem aparat fotograficzny, z którym się nie rozstaję. Była okazja by zrobić kilkadziesiąt zdjęć. Zdjęcia to dobry materialny prezent rocznicowy. Nie zamieszczam ich wszystkich na blogu.  

Wkleję dalej tylko te najlepsze i te, uznane przeze mnie za nie przystające do sacrum parafialnej świątyni
      Tak, wiem, że mogę za swoją krytyczną postawę zostać publicznie potępiony przed całą parafią. Z góry biorą na siebie ten krzyż. Za Jezusem będę przeganiał wszystkich, którzy w jakikolwiek sposób będą profanować miejsce święte jakim jest Dom Boży.

Miejsce, w którym w Tabernakulum przebywa Żywy Eucharystyczny Zmartwychwstały Jezus Chrystus. Nie piszę dalej Król Wszechświata, czy Król Polski, by nie dolewać oliwy do ognia. Napiszę skromnie - mój Król 
    Jeśli ktokolwiek uważa, że w Tabernakulum nie ma Jezusa, to może sobie nawet na rzęsach stawać w tym budynku, tylko proszę niech nie nazywa wtedy tej kubatury kościołem rzymsko - katolickim. 

Ale skoro mówicie, że wierzycie w żywą obecność Jezusa Chrystusa, ukrytego pod postacią białej Hostii, to zastanówcie się. To jest jawna protestantyzacja Mszy Świętej, protestantyzacja miejsca świętego.

Na protestantyzację nie ma zgody z mojej strony.  
Nie i koniec!
Od tego jest Dom Parafialny, tam należy składać sobie życzenia, tym bardziej, że tam odbyło się po Mszy Świętej przyjęcie dla wszystkich chcących w tym przyjęciu uczestniczyć
Miłosierdzie to troska o zbawienie bliźniego. Piszę to wszystko z bólem serca o Wasze zbawienie. 

Zastanówcie się!  
Zadajcie sobie pytanie. Komu to było potrzebne? Bogu, czy ludziom? 
Kto tu jest postawiony na pierwszym miejscu? Człowiek, czy Bóg?  
Ludzie Bogu na chwałę postawili tę świątynię, a nie sobie na chwałę. Zygarłowski z Bożej łaski  stawiał wespół z innymi pomnik Bożego Miłosierdzia Bogu na chwałę, a nie sobie czy swojej żonie. 

Podobnie jest z kościołem parafialnym. Na chwałę Boga był stawiany, a nie człowieka.
      Nie jestem w tych poglądach odosobniony.  

Podobny pogląd wyraził w necie wspomniany wyżej Ks. Jacek Bałemba we wczorajszym wpisie pt: Uszanować Skarb Największy! · 
 
    "Sancta sancte tractanda sunt. 

Sprawy święte należy traktować w sposób święty.

Świątobliwy Ojciec Pio z Pietrelciny, gorliwy czciciel Eucharystii mówi, modli się: „O Ojcze święty, ile profanacji, ile świętokradztw musi znosić Twoje łaskawe serce! Któż więc, Boże, stanie w obronie tego łagodnego Baranka, który nigdy nie otworzył ust swoich w swojej sprawie, lecz zawsze tylko w naszej?”.
 

Kolejne spostrzeżenie i przestrzeżenie.
Do Polski coraz nachalniej i zuchwalej wciskają się nurty obce katolickiej i polskiej kulturze. Obce!
Fascynacja nimi objawia pożałowania godną mizerię intelektualną i duchową fascynatów.


Tylko niektóre przejawy: I Komunia dzieci na stojąco, podskakiwanie, tańce i oklaski w kościołach, humanizująca konferansjerka i tworzenie atmosfery klubowo-kawiarnianej i zabawowej w kościołach, wydarzenia ludyczno-stadionalne z niestosownymi wrzaskliwymi elementami, nielicującymi z subtelnością spraw świętych, wtargnięcie świeckich do prezbiterium z czynnościami właściwymi kapłanom (rozdawanie Komunii Świętej). 

I tak dalej, i tak dalej, i dalej… Dalej od polskiej i katolickiej kultury.
I cóż się potem dziwimy, że następuje wyziębienie serc ludzkich – dorosłych, młodzieży i dzieci – wobec rzeczywistości najświętszej: Pana Jezusa ukrytego w Najświętszym Sakramencie?




Trzeba wracać do katolickiej i polskiej kultury, do subtelnych odniesień polskiej duszy do Najświętszego Sakramentu. W Polsce rzymski katolik przez wieki wiedział, jak się zachować w kościele 

i jakie zachowania przystoją, a jakie nie przystoją wobec Najświętszego Sakramentu.
Wiara, pokora, pobożność, skupienie, postawa klęcząca, skromność zachowań i gestów… 


Subtelność wiary. Subtelność miłości. Wszak chodzi ciągle i wciąż, i zawsze, i coraz bardziej o uszanowanie największego skarbu na polskiej ziemi: Pana Jezusa pokornie ukrytego w Najświętszym Sakramencie.
 

Polacy i Polki, obyśmy nie okazali się prostakami. Czas wracać do katolickiej i polskiej kultury. Wiele, bardzo wiele jest do odrobienia, bo bardzo wiele zniszczono.
 

Są pewne przejawy zdrowienia przynajmniej niektórych katolików – duchownych i świeckich. Do tych przejawów i do możliwości i perspektyw budowania a nie niszczenia, 

można odnieść słowa św. Pawła, Apostoła Narodów: „Otwarła się bowiem wielka i obiecująca brama, a przeciwnicy są liczni” (1 Kor 16, 9).
Perspektywy są obiecujące.
Mimo przeciwności wielu, wiele w tym względzie uczynić można.
Należy!"
– – – treści katolickie: sacerdoshyacinthus.com verbumcatholicum.com twitter.com/SacHyacinthus     


Dalsze składnie życzeń dostojnej Solenizantce miało miejsce już po rozesłaniu
Dla Szanownej Pani Joanny i Jej Syna  w darze złota myśl św. Tomasza z Akwinu:
"W miłości bliźniego nie wystarczy tylko nie chcieć dla niego zła, musi się pozytywnie chcieć dobra, to znaczy jego uwolnienia z grzechów i życia wiecznego", bo miłosierdzie to troska o zbawienie bliźniego.