poniedziałek, 30 maja 2016

czy My chcemy boga?

 To nie błąd ortograficzny, bo boga (z małej litery) to My (z dużej litery) generalnie chcemy, ale 12 maja br okazało się, że poza nieliczną mniejszością, my (z małej litery) nie chcemy Boga (z dużej litery pisanego). 

Nie chcemy też Matki Boskiej w Jej Jasnogórskim Obrazie. Przyniesiono Ją, Królową Polski pod Polski Sejm w uroczystej 2 godzinnej procesji Traktem Królewskim w Warszawie, ale okazało się, że wybrane demokratycznie władze, nie raczyły nawet powitać Królowej nie mówiąc o Jej przyjęciu. 

Mało tego, to wstydliwe haniebne zdarzenie jakie rozegrało się przed Polskim Sejmem z udziałem dwóch tysięcy Polaków do dzisiaj owiane jest całkowitą blokadą informacyjną we wszystkich mediach, które mienią się nazywać katolickie. 

Nie mówię o laickich mediach, ale o takich jak choćby Przewodnik Katolicki, Niedziela, Gość Niedzielny, czy też mających większy zasięg Radiu Maryja czy telewizji Trwam. 
Dla mnie to skandal na skalę światową,  

zważywszy na rolę jaką Matka Boża Częstochowska, Królowa Polski miała pełnić w Polskim Sejmie. A miała po prostu zostać uroczyście wprowadzona na salę Sejmową i być powieszona w swoim obrazie, jako do dzisiaj nie zdegradowana Królowa Polski, na reprezentacyjnej ścianie Sejmu RP. 

W Jej obronie nie stanął jak dotychczas żaden z hierarchów kościoła. Nikt nie pouczył z ambony, że rolą Królowej Polski, o której śpiewamy przez cały maj w Litanii Loretańskiej, jest nie tylko zawisnąć w Jej obrazie w Sejmie, ale w każdym polskim domu. Nic takiego, całkowite, totalne milczenie i bezduszna obojętność. 

Pojechałem z dzwonem do Warszawy by uczestniczyć w tym wydarzeniu. Bóg miał jednak inne plany dla POJEDNANIA i mojej osoby. Pojednanie nie miało radośnie dzwonić na Wiejskiej, bo gdyby mu przyszło dzwonić musiałbym dzwonić tak, jak dzwonię na pogrzebach, bądź wydzwaniać na trwogę jak przy pożarach. 

Dobrze że nie odegnano Matki Bożej "psami" od siedziby Sejmu. Do pojednania w Sejmie i w narodzie daleka droga, którą tylko Bóg jest wstanie pokonać. 

Został więc dzwon na cztery godziny od jedenastej do piętnastej na strzeżonym parkingu przy Placu Zamkowym. A ja ? A ja zamiast się włączyć do procesji wiary pod hasłem  "Królowa idzie do Sejmu" zająłem się robieniem zdjęć. 
Gdy się okazało, że jestem jedyną osobą, która weszła kilka minut po jedenastej na taras widokowy przy kościele akademickim Św. Anny, nie miałem żadnych wątpliwości, że wpisuję się robiąc zdjęcia "z nieba" w wolę Bożą. 

Zrobienie tych kilkudziesięciu zdjęć "z nieba", których na blogu nieomal nikt nie chce oglądać, było osobiście dla mnie wystarczającą rekompensatą za podporządkowanie się woli organizatora marszu Ks. Piotra Marii Natanka. 

Lekceważony przez media Zmartwychwstały Eucharystyczny Jezus Chrystus Król przygotował dla mnie  wielką niespodziankę. Gdy piszę te słowa sam się nie tyle sobie, co Jemu dziwię. Że miałem robić zdjęcia na manifestacji, to jeszcze rozumiem, ale dlaczego z połowy marszu mnie całkowicie wyłączył, tego do dzisiaj nie potrafię zrozumieć. 

Między godziną 12:56, kiedy to zrobiłem ostatnie zdjęcie ze schodów kościoła Świętego Krzyża o numerze  2551, a następnym zdjęciem z marszu zrobionym o godzinie 14:02 , kiedy to zziajany dogoniłem końcówkę procesji pod Kancelarią Prezydenta RP

 i zrobiłem zdjęcie o numerze 2564 minęła jedna godzina i 6 minut. Oznacza to, że co do minuty połowę całego czasu trwania procesji, marszu, manifestacji wiary, legalnego zgromadzenia publicznego spędziłem jakoby poza procesją. 

Opisałem już na blogu ten nieco ponad godzinny "stracony" czas. Nie był to w żadnym wypadku czas stracony. 

Wiedziony jakąś wewnętrzną siłą, najpierw wszedłem na pół godzinną Adorację Najświętszego Sakramentu, a pozostały czas poświęciłem panu Ryszardowi, emerytowi, przymierającemu głodem, jak to sam mi wpisał do broszury "Królowa idzie do Sejmu" autorstwa Ks. Piotra Marii Natanka. 

Cały ten czas "stracony" był to czas wielkiej miłości. Miłości okazanej Bogu i miłości odebranej od Boga, miłości okazanej człowiekowi i miłości otrzymanej od bliźniego. Czas w którym ja dając "swój" czas, doznałem wielkiej miłości i od Boga i od człowieka.

Cały powyższy wpis "okrasiłem" zdjęciami sprzed siedziby Sejmu RP, z ostatnich 10 minut do momentu oficjalnego rozwiązania zgromadzenia, na które udało mi się zdążyć oraz z pierwszych 4 minut po rozwiązaniu manifestacji. 

Proszę zauważyć jedną charakterystyczną rzecz jaką charakteryzowało się to pierwsze w dziejach powojennej Polski zgromadzenie Polaków w czerwonych płaszczach Rycerzy Chrystusa Króla.

Na rozpoczęcie marszu wszyscy uczestnicy procesji klęknęli na oba kolana, na wspólnej modlitwie pod Kolumną Króla Zygmunta na cztery minuty przed Zmartwychwstałym Eucharystycznym Królem Polski

Na zakończenie procesji ostatnie osiem minut wszyscy uczestnicy marszu spędzili klęcząc na oba kolana na modlitwie przed budynkiem Sejmu RP. Wstali z klęczek, gdy prowadzący organizator Ks. Piotr Maria Natanek ogłosił,  
że Maryja Królowa Polski nie może kazać czekać na łaskawe powitanie dłużej niż pięć minut i o 14:12 zarządził oficjalne rozwiązanie zgromadzenia. Tyle dokumentują moje zdjęcia. Więcej możecie państwo obejrzeć na 2,5 godzinnym filmie nagranym przez organizatora, a zamieszczonym na portalu www.christusvincit-tv.pl

Brak komentarzy: