czwartek, 5 maja 2016

Tak dla życia Matki część 3.

Od 3 kwietnia, to jest od tegorocznej niedzieli Bożego Miłosierdzia, kiedy to Ks Proboszcz Andrzej Strugarek nie chcąc jątrzyć, wprowadzać podziałów i protestów w parafii powstrzymał się od odczytania Komunikatu Konferencji Episkopatu Polski przeznaczonego do odczytania tegoż dnia , upłynął miesiąc. Wczoraj nasz Ks Arcybiskup Stanisław Gądecki skierował z Jasnogórskiego Szczytu kazanie skierowane do całego Narodu, które cytuję za Tygodnikiem Niedziela z moimi poprawkami (na niebiesko)  wprowadzonymi do tekstu z "Niedzieli" na podstawie wypowiedzianych słów bezpośrednio z nagrania https://www.youtube.com/watch?v=c6lWbb-_EAY (odsłuchanymi 4 maja, jako 12 osoba o 12:24) oraz wprowadzonymi podkreśleniami i przemyśleniami (na brązowo), które piszę po modlitwie do Ducha Świętego i po odsłuchaniu, jako 55 osoba doskonałego nagrania zmarłego wczoraj Ks. Arcybiskupa Stanisława Gocłowskiego https://www.youtube.com/watch?v=rKuF6y78jR4  
        Oba te dokumenty, komunikat i kazanie, sygnowane przez Ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego stanowią doskonałą podstawę i wykładnię dla obrońców życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci. 
      Społeczny Komitet Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji"przesłał niektórym księżom proboszczom niewypełnione puste arkusze poparcia. Tym razem kapłani dostali wyraźne i jednoznaczne stanowisko Episkopatu Polski na sprawy ochrony życia od poczęcia aż do naturalnej śmierci.
        Mnie, przez trzy dni zbierania podpisów, łącznie po10. Mszach Świętych udało się pozyskać przychylność dla tej akcji 2% pełnoletnich obywateli zamieszkujących na terenie parafii w dwóch wsiach w Baranowie i Chybach. Ten wynik to osobiście dla mnie totalna klęska, która nauczyła mnie jednego: nie wysuwaj się przed szereg, zostaw pole do działania swemu ks. Proboszczowi. To na Nim, jako na pasterzu parafii spoczywa głównie troska o wieczne zbawienie parafian. To nie tylko ja ale i On będzie świecił swoimi uczynkami przed Bogiem. 
      Ty Jerzy, przemawiam do siebie, masz tylko na ostemplowanym przez parafię wykazie popierających inicjatywę "Stop aborcji" złożyć swój podpis jak cię o to poproszą. Resztę zostaw Ks.Proboszczowi. Ma do zagospodarowania bez kilku osób dwa i pół tysiąca dusz na terenie swojej parafii. To Jego działka. 
       W stosunku do Ewy lekarze w Piaskach Marysinie zarzucili ci Jerzy nadopiekuńczość. A tu zarzucą ci nadgorliwość. Nie dosyć, że sam jeden klękasz do Komunii Świętej, to jeszcze w pojedynkę chcesz zbierać podpisy. Zastanów się Jerzy jaki ty masz autorytet, jaki posłuch wśród parafian? Nie próbuj nikogo pociągnąć za sobą, zejdź z biskupów, zejdź z księży, zejdź z Papierza, zejdź na ziemię. Zobacz Jerzy nawet tekst z "Niedzieli" skonfrontowałeś ze słowami padającymi z Jasnogórskiego szczytu. Po co ci to sięganie do źródeł?  Idziesz pod prąd strumienia. Chcesz być świętszym od Papieża. 
       Przeczytaj co o nim napisała pani dr. Wanda Półtawska:
."...a ja niemal co dzień wspominam tę scenę. Ludzi klęczących, bo przechodzi Pan Jezus. Wspominam to podczas każdej Mszy św., gdy widzę, jak ministranci rozparci siedzą na ławkach koło ołtarza, a ksiądz koło nich rozdaje komunię św. Widzę to, gdy na Mszy św. Podczas podniesienia ludzie stoją – klęczy parę starych kobiet. I widzę to w kaplicy papieskiej, gdy wszyscy siedzą, a klęczy jeden człowiek w białej sutannie i z białymi włosami, Jan Paweł II. 
      Gdy go w Krakowi nie można było znaleźć w Kurii, wystarczyło pójść parę ulic dalej, gdzie siostry mają wieczna adorację. Klęczał tam godzinami.
      Młodzi, zdrowi – dlaczego nie klęczą? Bo niemodne? Nie, to by nie wystarczyło, to jest głębszy znak – „upadnij na kolana, ludu czcią przejęty”, no właśnie, trzeba być czcią przejętym, żeby paść na kolana. Trzeba wiedzieć przed kim i dlaczego. Wstać można na znak szacunku. Wstają studenci, gdy wchodzi profesor, stoją ludzie na baczność, gdy grają hymn państwowy. Ale jest to zwłaszcza dzisiaj gest wieloznaczny. Stoi się, stało się godzinami w kolejce pod sklepem (niekiedy pod sklepem monopolowym kolejka była dłuższa niż za chlebem), stoi się w przepełnionym tramwaju, stoi się na przystanku. Już samo wstanie nie jest jednoznaczne i jest to gest na użytek ludzi.
       Dla Boga – jeżeli się choć trochę pojmuje kim On jest, człowiek od wieków szukał sposobu wyrażenia tej czci, tego timor Dei, jaki stworzenie winno okazać Stwórcy; starał się znaleźć gest szczególny, specjalny, jedynie dla Boga przeznaczony; ludzie klękali, wznosili ręce do nieba. Gest nie ofiarowywany nikomu z ludzi. Owszem jeszcze Jego Zastępcy – przed Piotrem na Stolicy Apostolskiej klękali ludzie. Kiedyś – dziś nawet tam nie – Dlaczego? Zmalał Bóg w ludzkich oczach sprowadzony do naszego nędznego wymiaru – pojecie sacrum (tego, co święte) zanika. Jest, jest paru szaleńców Bożych chodzących po tym świecie XXI wieku, usiłujących zaszczepić na nowo kult dla Białego Krążka w złocistej monstrancji. Chodzą od parafii do parafii i namawiają na wieczysta adorację. I mówią rzeczy graniczące z cudem, że od czasu, jak w tej parafii całą dobę adoruje się Przenajświętszy Sakrament, jak ludzie kolejno klęczą przed Sanctissimum, to maleje ilość przestępstw, to zmienia się klimat parafii. A inni? Niektórzy wzruszają ramionami: ach to tylko symbol; inni oglądają się dookoła: wszyscy stoją, jakże się tu wychylać, sam jeden? Pierwszy raz widziałam człowieka stojącego podczas podniesienia w kościele w Lublinie, na samym początku okupacji: SS-man w mundurze, a jakże katolik – na pasie miał wybite przecież Gott mit uns). Stał sztywno na rozkraczonych nogach, a cały kościół klęczał. Potem po wojnie umarł nasz kolega – przez wszystkich ceniony; na pogrzebowej Mszy św. Koledzy po fachu, panowie doktorzy partyjni, stali sztywno. Lojalnie przyszli na Mszę św., ale nie mogli się narazić klękaniem. I było to jak znak – wierzący wiedzą, co się dzieje, padają na kolana. Niewierzący grzecznie stoją, jak na uroczystości ludzkiej, nie rozumiejąc nic więcej. 
        A teraz ? W kaplicy u Sióstr podczas Mszy św. Wszystkie stoją, nie, nie wszystkie: dwie staruszki klęczą i ja – pytam przełożonej, co to jest, czy one nie rozumieją? Czy wszystkie są chore? Przełożona trochę speszona mówi: „z Zachodu przyszło, Kapituła przegłosowała zmiany stroju i zmiany obyczaju”. Magiczne słowa, jak zaklęcie: z Zachodu. Zalewa nas fala brudnej wody z Zachodu, przywożą do na śmiecie, a w Polsce się wszystko bierze, bo … bo po prostu jest snobizm. Snobizm na zachód – na „nowoczesność”! „Wszystko jedno jak się modlę”, ktoś mi powiedział; może, ale … jak dzieciom odróżnić wagę tego, co się dzieje podczas Mszy św.? Dawniej na Ewangelię wierni stali ze skupieniem słuchając słów natchnionych, ale gdy Bóg sam schodził na ziemię – padali na kolana, dziecko widziało: jest Bóg tu i teraz – hic et nunc! Tak jak my dzieci z podwórka wiedziałyśmy na pewno, że przychodzi Ktoś najważniejszy – sam Pan Jezus, bo wszyscy dorośli padli na kolana. Co wiedzą dziś dzieci? Czego się uczą patrząc na dorosłych? Nawet tych niby wierzących, nawet w kościele – w którym dziś niekiedy nie można odnaleźć tabernakulum wyrzuconego z głównego ołtarza gdzieś do kąta? Gdzie Bóg sam z niepojętą cierpliwością czeka na człowieka…"
Wanda Póltawska
       
A teraz już kazanie Ks. Arcybiskupa Stanisława Gądeckiego, Jasna Góra 3 maj 2016 rok.

Wielka Boga-Człowieka Matko!
Bogarodzico, Dziewico, Bogiem sławiona Maryjo!
Królowo świata i Polski Królowo!
Pragniemy dzisiaj ponowić milenijny Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę miłości Maryi za wolność Kościoła w Polsce i w świecie (z dnia 3 maja 1966 roku). Przed 50-ciu laty - głosem całego Episkopatu zgromadzonego na Jasnej Górze – wypowiedział ten Akt prymas Polski, kard. Stefan Wyszyński.
1. ŚLUBY JASNOGÓRSKIE I AKT ODDANIA W NIEWOLĘ MARYI
       Zanim do tego doszło, powstały Śluby jasnogórskie. Śluby te - z dnia 26 sierpnia 1956 roku, opracowane przez księdza kardynała Wyszyńskiego podczas swego internowania - one były w gruncie rzeczy odnowieniem i aktualizacją przyrzeczeń lwowskich króla Jana Kazimierza. Ks. Prymas pisał, że ta inicjatywa zrodziła się podczas jego więzienia w Prudniku Śląskim. W trakcie lektury sienkiewiczowskiego „Potopu” ks. Kardynał uświadomił sobie, że trzeba koniecznie pomyśleć o upamiętnieniu ślubów królewskich Jana Kazimierza sprzed 300 lat. Skądinąd Prudnik Śląski leży blisko miejsca, gdzie kiedyś król Jan Kazimierz i Prymas Andrzej Leszczyński zastanawiali się nad tym, jak uwolnić Naród z podwójnej niewoli: z okupacji szwedzkiej i niedoli społecznej.
      W swoich zapiskach ks. Prymas zanotował, że z Prudnika do Komańczy – czyli do kolejnego miejsca internowania - jechał z tą myślą, że  „musi powstać nowy akt ślubowań odnowionych! I powstał właśnie tam, na południowym wschodzie, wśród gór. Tam został napisany i stamtąd przekazany na Jasną Górę. Zapewne okoliczności nieco odmienne, ale myśli te same. Jest to dalszy ciąg dziejów Narodu, który wspina się nieustannie wzwyż i nie da się pogrążyć w odmętach” (por. ks. Kard. S. Wyszyński, Wszystko postawiłem na Maryję, Paryż 1980, s.143).
      Bez wątpienia, Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego stanowiły akt religijno-moralny o wymiarze narodowym. Stały się one podstawą ogólnopolskiego programu duszpasterskiego, przygotowującego Polaków do zbliżającego się jubileuszu Tysiąclecia Chrztu Polski (1966). Sytuacja Kościoła katolickiego w tamtym czasie przynaglała bowiem do poważnej odnowy duchowej i do obrony chrześcijańskiej tradycji wobec narzuconego Narodowi ateizmu politycznego. Wobec zagrożenia porównywalnego do tego, jakie legło u genezy ślubów lwowskich w okresie szwedzkiego potopu, ks. Ks.  Prymas dostrzegł - w podjętych na nowo przyrzeczeniach - szansę na duchowe podźwignięcie Narodu.
     Sama treść roty jasnogórskich ślubowań zawiera w sobie program nowego ładu społeczno-moralnego, opartego na respektowaniu wartości chrześcijańskich. Zasadniczo kładzie on nacisk na dochowanie wierności Bogu, Ewangelii, Kościołowi i jego pasterzom; na trwanie w łasce uświęcającej; obecność zasad Ewangelii w życiu rodzinnym; poszanowanie życia ludzkiego i nierozerwalności małżeństwa, na godność kobiety; obronę młodzieży przed niewiarą i zepsuciem moralnym; na sprawiedliwość i miłość w życiu społecznym; na przezwyciężanie wad narodowych (lenistwa, lekkomyślności, marnotrawstwa, pijaństwa i rozwiązłości) oraz rozwój cnót społecznych (wierności, sumienności, pracowitości, oszczędności, altruizmu, miłości i sprawiedliwości społecznej).
Ślubowania jasnogórskie stały się – by tak rzec – „polską kartą praw człowieka”. Jako pierwsze i podstawowe z tych praw ukazują one prawo człowieka do życia od pierwszej chwili jego zaistnienia. „Dar życia – przyrzekały śluby jasnogórskie – uważać będziemy za największą łaskę Ojca wszelkiego życia i za najcenniejszy skarb Narodu”. Tam bowiem, gdzie nie szanuje się każdego życia ludzkiego, zawieszony jest cały system podstawowych praw człowieka. Dzisiaj trzeba szczególnie podziękować Maryi za wszystkie inicjatywy obywatelskie zmierzające do pełnej ochrony życia nienarodzonych.
„Przyrzekamy Ci stać na straży nierozerwalności małżeństwa, bronić godności kobiety, czuwać na progu ogniska domowego, aby przy nim życie Polaków było bezpieczne”.
„Przyrzekamy Ci […] wychowywać młode pokolenie w wierności Chrystusowi, bronić je przed bezbożnictwem i zepsuciem i otoczyć czujną opieką rodzicielską”. Chrystusa bowiem nie można wyłączać z dziejów człowieka w żadnym miejscu na ziemi. Bez Chrystusa człowiek nie może do końca zrozumieć samego siebie. Dziś wiemy, że – zważywszy na stan wychowania religijnego w rodzinie – oprócz katechezy szkolnej, która preferuje wiedzę, niezbędna jest ponadto katecheza przy parafialna, skoncentrowana na liturgii.
       „Przyrzekamy zdobywać cnoty: wierności i sumienności, pracowitości i oszczędności, wyrzeczenia się siebie i wzajemnego poszanowania, miłości i sprawiedliwości społecznej”. W nowych warunkach wymienione cnoty są potrzebne na nowy sposób. Potwierdziły to ideały pierwszej „Solidarności”, która stała się polską szkołą drogą odchodzenia od totalitaryzmu marksistowskiego i tworzenia zrębów demokracji. Ideały te dowiodły, że Polacy mają prawo być w Europie, rozwijając się w niej według własnej tożsamości, wyrastającej z trudnego doświadczenia naszych dziejów.
Niespełna miesiąc po uroczystym ślubowaniu Narodu uwięziony w Komańczy ksiądz Prymas napisał, że na Jasnej Górze: „stało się coś więcej, niż zamierzaliśmy. Zdaje nam się, że w dniu 26 sierpnia 1956 roku uwierzyliśmy na nowo w potęgę Jasnej Góry” (S. Wyszyński, Wszystko postawiłem na Maryję, Warszawa 1998, s.133). Był to znamienny rok „poznańskiego czerwca” a następnie „polskiego października”.
Naturalną konsekwencją ślubów jasnogórskich stała się Wielka Nowenna Tysiąclecia, uwieńczona milenijnym „Aktem oddania Polski w macierzyńską niewolę miłości Maryi za wolność Kościoła w Polsce i w świecie” z dnia 3 maja 1966 roku.
      Istnieje niewola polityczna, niewola nacisku ateistycznej moralności, niewola społeczna i ekonomiczna, a wreszcie niewola osobistych grzechów i nałogów a sposobem na wydobycie się z niej ma być „niewola”, tj. jarzmo, język, brzemię, krzyż, ciężar konsekwentnego życia chrześcijańskiego. Stolica Apostolska przyrównała ten Akt zawierzenia z 1966 roku do chrztu Mieszka, który dał początek chrześcijaństwu w Polsce.
2. 1050 ROCZNICA CHRZTU POLSKI
A dziśiaj, dzisiaj dziękujemy Bogu, za to, że 1050 lat temu na polskiej ziemi został postawiony krzyż, przejmujący znak jego zwycięstwa nad grzechem i śmiercią, znak życia wiecznego. To najważniejsze wydarzenie w dziejach naszej Ojczyzny. W tym momencie książę Mieszko I wprowadził swoich pobratymców w świat kultury łacińskiej i uczynił ich obywatelami wspólnoty ludów chrześcijańskich, a jego chrzcielnica stała się kolebką rodzącego się narodu. Chrzest wprowadził nasz naród w nowy świat, który wyrażał się przez nową kulturę, nowe instytucje, struktury i zapisy prawne. Doświadczenie wiary przełożyło się na postawy moralne, widoczne także w życiu gospodarczym, politycznym i kulturalnym. Społeczne konsekwencje Chrztu Polski objawiły się później, poczynając od rodziny po naród a nawet po wspólnotę narodów, jaką dzisiaj stanowi dla nas Europa (por. List Pasterski Episkopatu Polski na Jubileusz 1050-lecia Chrztu Polski).
Dzisiaj – w roku 1050 rocznicyę Chrztu Polski - wypada nam wrócić do tamtego millenijnego Aktu z 1966 roku i ponowić nasze całkowite oddanie się Maryi, ponieważ bo zmieniła się zasadniczo nasza sytuacja społeczna i polityczna i powstał w międzyczasie poważny problem z naszą wolnością. Można powiedzieć, że dzisiaj mamy wręcz do czynienia z wypaczonym pojęciem wolności. Dla wielu nam współczesnych wolność stała się wręcz religią. Tam, gdzie wywyższa się człowieka kosztem Boga, tam liczy się tylko niczym nieskrępowana wolność poszczególnych jednostek. W ten sposób podstawowym problemem, z jakim dzisiaj musimy się zmierzyć, to problem odpowiedzialnego korzystania z wolności, zarówno tak w wymiarze osobistym, jak społecznym. Wolność bowiem to nie jest po prostu brak tyrańskiej władzy i ucisku, nie oznacza też swobody czynienia wszystkiego, na co ma się ochotę. Wolność ma swoją wewnętrzną „logikę”, która ją określa i uszlachetnia; jest podporządkowana prawdzie i urzeczywistnia się w poszukiwaniu prawdy. Oderwana od prawdy o człowieku, wolność wyradza się w życiu indywidualnym w samowolę a w życiu politycznym w przemoc silniejszego i w arogancję władzy (por. Jan Paweł II, Przemówienia w siedzibie ONZ w Nowym Jorku, 5.10.1995). Ilekroć człowiek pragnie wyzwolić się od prawa moralnego i uniezależnić się od Boga, tylekroć nie zdobywa wolności, ale ją niszczy. W miarę oddalania się od prawdy staje się łupem samowoli; stosunki braterskie między ludźmi ulegają zniszczeniu ustępując miejsca terrorowi, nienawiści i lękowi (por. Instrukcja o chrześcijańskiej wolności i wyzwoleniu).
Problemem jest dzisiaj także nasze odniesienie do Prawa Bożego. Inaczej zachowywali się nasi przodkowie - autorzy Konstytucji 3 maja - którzy wyraźnie dali wyraz swojemu przeświadczeniu, że Konstytucja, jako dzieło ludzkie, winna musi być odniesiona do Boga. On jest najwyższą Prawdą i Sprawiedliwością. Trzeba, aby prawo ustanowione przez człowieka, przez ludzki autorytet ustawodawczy, odzwierciedlało w sobie odwieczną Prawdę i odwieczną Sprawiedliwość, którą jest On sam - Bóg nieskończonego majestatu: Ojciec, Syn i Duch Święty.
       Nasi przodkowie przed ponad dwustu laty dali temu swój wyraz odnosząc tekst Konstytucji do Boga w Trójcy Jedynego. A my jesteśmy dzisiaj zobowiązani - w ich miejsce - przenieść w naszą epokę tę samą troskę, która nurtowała twórców 3-majowej Konstytucji. Tę samą troskę o dobro wspólne Rzeczypospolitej, tę samą odpowiedzialność. Dlatego nasze dziękczynienie za tamtą Konstytucję przechodzi w żarliwe błaganie: „Dziękujemy Ci, Boże, za to, że jesteśmy Polakami. Świadomi grzechów i wad naszych, prosimy Cię: daj nam uprzątnąć dom ojczysty. Wyzwól nas od zniewoleń ducha i tak jak cudownie przeprowadziłeś nas suchą nogą przez „Morze Czerwone”, naucz nas być wolnymi (Jan Paweł II, Przemówienie wygłoszone w czasie nabożeństwa dziękczynnego z okazji 200 rocznicy uchwalenia Konstytucji 3 maja z 1791 roku. Warszawa - 8.06.1991).
Gdy dzisiaj przystępuje się do prac nad nową Konstytucją warto pamiętać o tym, że niezawodnym sprawdzianem każdego programu prawnego jest to, na ile człowiek staje się przez niego lepszy, na ile małżeństwa są bardziej zespolone, na ile rodzina bardziej spełnia swoją funkcję wychowawczą. Kard. Karol Wojtyła uczył: „jeśli na gruncie jakiegoś programu człowiek dewaluuje się, demoralizuje, jeżeli rozpadają się małżeństwa, jeśli rodziny przestają być podstawowym ludzkim środowiskiem wychowawczym, to taki program jest błędny! Trzeba go zrewidować! Jeśli na gruncie jakiegoś programu […] młodzież traci ideały, wszystko widzi w nastawieniu konsumpcyjnym na użycie, to taki program jest błędny! To nie jest program życia Narodu!". (Kard. K. Wojtyła, Oto Matka twoja. Homilie i przemówienia związane z Matką Bożą Jasnogórską..., Jasna Góra - Rzym 1979, s. 308-314).
Trzeba powrócić do Aktu zawierzenia także wtedy, aby gdy patriotyzm nie był bywa przez nas błędnie rozumiany. Autentyczny patriotyzm nie zna nienawiści do nikogo. Autentyczny „patriotyzm oznacza umiłowanie tego, co ojczyste: umiłowanie historii, tradycji, języka czy nawet samego krajobrazu ojczystego. Jest to miłość, która obejmuje również dzieła rodaków i owoce ich geniuszu. Próbą dla tego umiłowania staje się każde zagrożenie tego dobra, jakim jest nasza ojczyzna. Nasze dzieje uczą, że Polacy byli zawsze zdolni do wielkich ofiar dla zachowania tego dobra albo też dla jego odzyskania. […]
Oczywiście, trzeba bezwzględnie unikać ryzyka tego, uczył Ojciec śświęty JPII , ażeby ta niezbywalna funkcja narodu nie wyrodziła się w nacjonalizm. XX stulecie dostarczyło nam pod tym względem doświadczeń skrajnie wymownych, również w świetle ich dramatycznych konsekwencji. W jaki sposób można wyzwolić się od tego zagrożenia? Myślę – mówi Jan Paweł II - że właściwym sposobem na to jest patriotyzm. Charakterystyczne dla nacjonalizmu jest bowiem to, że uznaje tylko dobro własnego narodu i tylko do niego dąży, nie licząc się z prawami innych. Patriotyzm natomiast, jako miłość ojczyzny, przyznaje wszystkim innym narodom takie samo prawo, jak własnemu, a zatem jest drogą do uporządkowanej miłości społecznej (por. Jan Paweł II, Pamięć i tożsamość, Kraków 2005, 73).
     Wreszcie powrót do Aktu zawierzenia Maryi potrzebny jest nam również dlatego, bo w międzyczasie zmianie uległo miejsce chrześcijaństwa w Europie. Chrześcijaństwo, czyli prawda o Bogu i człowieku, o zbiorowości ludzkiej, o świecie i ich wzajemnym relacjach, zajmowałao do niedawna kluczową pozycję w całym organizmie kultury europejskiej, nadawała tej kulturze sens i spoistość.
        Odejście od chrześcijaństwa, odejście od prawdy, musiało doprowadzić do dezintegracji Europy. W ostatnich dziesięcioleciach usiłowano zapobiec katastrofie; usiłowano przywrócić straconą jedność Europy przez umieszczenie w centrum jej duchowego organizmu jakiejś nowej prawdy, jakiegoś laickiego dogmatu laickiego. Ale prawda jest tylko jedna. Może się ona rozrastać, można ją pogłębiać, ale nie może się zmieniać. Całkowicie nowe prawdy zwykle nie bywają prawdami.
         Droga do powrotu jest tylko jedna; powrót do chrześcijaństwa, powrót do świata ewangelijnych wartości. Jeżeli ma na świecie zapanować jakiś nowy ład, jeśli ten ład ma zapanować między narodami, między warstwami społecznymi, między poszczególnymi ludźmi, to – zarówno w swej ustrojowo-instytucyjnej formie, jak i w całej treści, którą stanowi kultura – będzie on to możliwye tylko w oparciu o prawdziwą znajomość człowieka, jego naturyę i sensu jego istnienia. Otóż pełnej prawdy o człowieku nie ma poza Kościołem. Jedynym ośrodkiem, wokół którego może odrodzić się organizm duchowy Europy, jest prawda katolicka, czyli powszechna, czyli powrót do życia według Ewangelii ewangelijnych wartości (por. Jerzy Turowicz, „Tygodnik Powszechny”,11[1945]). - oklaski
ZAKOŃCZENIE
Na koniec, w nowym położeniu naszej Ojczyzny – po 1050 latach od Chrztu Polski – potrzebujemy nowego Aktu zawierzenia naszych losów Maryi. Nasza historia potwierdziła to wielokrotnie, że Polacy są zdolni do zawierzenia, czyli do dojścia do takiego przeświadczenia, że dobro ostatecznie zwycięża. Do wewnętrznego otwarcia na to, co nas ostatecznie przekracza. I właśnie z takim wyposażeniem przyszliśmy dzisiaj na Jasna Górę, aby zawierzyć Maryi nowy etap polskiego życia indywidualnego i zbiorowego. Amen.

Brak komentarzy: