środa, 4 maja 2016

Tak dla życia Matki część 4

W czwartej części z cyklu "Tak dla życia Matki", chodzi o Matkę Kościół.  O mój Święty Powszechny Rzymski Katolicki i Apostolski Kościół Jezusa Chrystusa.

Jurek czy ty jesteś chory? spytał mnie wczoraj rano mój przyjaciel?
Okazałem zdziwienie i zanim cokolwiek przeszło mi przez gardło powiedział:
Dobrze ci radzę zejdź z biskupów.
W obecności Jezusa Chrystusa rozmawiam tylko na takie tematy przy kratkach konfesjonału tak, że nie odezwałem się żadnym słowem. Nie musiałem zresztą, bo wyręczył mnie po pół godzinie sam Jezus Chrystus mówiąc do mnie z Krzyża Przenajświętszej Ofiary, prosząc jednocześnie bym zapamiętał Jego słowa, cytuję: " Nie dałeś mi Jerzy przykładu wiary, byłeś Jerzy samą wiarą"   

       Posłucham dzisiaj rady Przyjaciela i zajmę się wobec tego ostatnim dokumentem papieskim na temat małżeństwa i rodziny, a konkretnie szóstym przykazaniem: NIE  CUDZOŁÓŻ, które nie przestrzegane jest bezpośrednią przyczyną grzechów ciężkich wynikających z piątego NIE ZABIJAJ. Grzechy ciężkie, bo tylko takie rodzi nie przestrzeganie piątego i szóstego  przykazania są wynikiem, są konsekwencją ludzkich grzechów przeciwko najważniejszemu pierwszemu przykazaniu: NIE  BĘDZIESZ  MIAŁ  BOGÓW  CUDZYCH  PRZEDE  MNĄ.

Amoris Laetitia – potrzeba wyjaśnieniaNie będzie to mój tekst. Posłużę się tekstem Ks. Bpa Athanasiusa Schneidera, biskupa pomocniczego Archidiecezji Najświętszej Maryi Panny w Astanie, który ukazał się w  tłum. Izabelli Parowicz
W tekst wplotę wszystkie zdjęcia jakie zrobiłem w dniu wczorajszym, które wiążą się z tytułem tego wpisu: Tak dla życia Matki, jaki w formie "tak dla życia matek" wpisano zamiast swoich danych personalnych na listę Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Stop aborcji". Tu muszę podkreślić, że uczyniono to po wyjściu z kościoła, po pierwszej rannej Mszy Świętej, na której wg. mojej oceny wszyscy obecni przystąpili do Komunii Świętej. Na zdjęciu obok załadowane tablice załadowne na przyczepę z dzwonem Pojednanie zostaną za moment przewiezione do kościoła filialnego w Chybach.

Paradoks sprzecznych interpretacji „Amoris Laetitia“


Data publikacji: 2016-05-03 06:00
Data aktualizacji: 2016-05-04 15:49:00
 

Opublikowana niedawno adhortacja apostolska „Amoris Laetitia“ (AL), zawierająca wielkie duchowe i duszpasterskie bogactwo na temat życia w małżeństwie i w rodzinie chrześcijańskiej naszych czasów, już w krótkim czasie wywołała sprzeczne interpetacje nawet wśród episkopatu.

Istnieją biskupi oraz kapłani, którzy jawnie i otwarcie ogłosili, że AL stanowi bardzo jasne otwarcie się na udzielanie Komunii Świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach, nie wymagając od nich życia we wstrzemięźliwości. Na tym aspekcie praktyki sakramentalnej, która, według opinii tych duchownych, zmieniła się w znaczący sposób, miałby polegać rewolucyjny charakter AL. Przewodniczący jednej z konferencji biskupów zinterpretował AL na rzecz par w nieregularnych związkach w formie następującego, opublikowanego na stronie internetowej tejże konferencji biskupów tekstu:

 „Chodzi tu o środek miłosierdzia, o otwarcie serca, umysłu i ducha, które nie potrzebuje ani prawa, ani dyrektywy, ani wytycznych. Można i należy natychmiast wprowadzić go w życie.“

Ta opinia została dodatkowo potwierdzona przez najnowsze oświadczenia ks. Antonio Spadaro SJ, który po Synodzie Biskupów w 2015 roku napisał, że Synod stworzył „fundament“ dla dopuszczenia do Komunii Świętej osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, gdyż „otworzył drzwi“, które podczas poprzedniego Synodu w 2014 roku jeszcze pozostawały zamknięte. Teraz, jak twierdzi ks. Spadaro w swoim komentarzu do AL, jego zapowiedź została potwierdzona. Mówi się, że ks. Spadaro należał do grupy redakcyjnej, która pracowała nad AL.

Wydaje się, że nawet kardynał Christoph Schönborn wszedł na drogę niewłaściwych interpretacji AL; podczas oficjalnej prezentacji adhortacji w Rzymie, odnosząc się do nieregularnych związków, powiedział:
„Moja wielka radość wiąże się z tym, że ten dokument konsekwentnie przezwycięża sztuczne, pozorne, wyraźne rozdzielenie między tym, co „regularne“ i „nieregularne““.

Takie stwierdzenie stwarza wrażenie, że nie istnieje wyraźna różnica między ważnym, sakramentalnym małżeństwem a nieregularnym związkiem, lub między grzechem powszednim a grzechem śmiertelnym.
Z drugiej strony istnieją biskupi, którzy uważają, że AL musi być odczytywana w świetle niezmiennego Magisterium Kościoła i że AL nie pozwala na udzielanie Komunii Świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach, nawet w przypadkach wyjątkowych. Takie stanowisko jest zasadniczo właściwe i pożądane. W istocie każdy tekst Magisterium powinien w swojej treści być nieprzerwalnie zgodny z poprzednim nauczaniem.

Jednakże nie jest tajemnicą, że w różnych miejscach osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach są dopuszczane do Komunii Świętej, mimo że nie zachowują wstrzemięźliwości. Rzeczywistość jest taka, że niektóre wypowiedzi zawarte w AL mogą być wykorzystywane, aby usprawiedliwić to nadużycie praktykowane w różnych miejscach i sytuacjach życia Kościoła.

Niektóre wypowiedzi AL obiektywnie sprzyjają błędnym interpretacjom

Ojciec Święty Franciszek zaprosił nas wszystkich do refleksji i dialogu na temat drażliwych pytań dotyczących małżeństwa i rodziny. „Refleksja pasterzy i teologów, jeśli jest wierna Kościołowi, związana z rzeczywistością i twórcza, pomoże nam osiągnąć większą jasność“ (AL 2).

Jeśli analizujemy, z zachowaniem intelektualnej rzetelności, niektóre wypowiedzi AL w jej własnym kontekście, stwierdzamy trudność zinterpretowania ich zgodnie z tradycyjną nauką Kościoła.  Trudność ta wynika z braku konkretnego i wyraźnego potwierdzenia niezmiennej, opierającej się na Słowie Bożym i potwierdzonej przez papieża Jana Pawła II nauki i praktyki Kościoła. Św. Jan Paweł II stwierdza:
„Kościół jednak na nowo potwierdza swoją praktykę, opartą na Piśmie Świętym, niedopuszczania do komunii eucharystycznej rozwiedzionych, którzy zawarli ponowny związek małżeński. Nie mogą być dopuszczeni do komunii świętej od chwili, gdy ich stan i sposób życia obiektywnie zaprzeczają tej więzi miłości między Chrystusem i Kościołem, którą wyraża i urzeczywistnia Eucharystia. Jest poza tym inny szczególny motyw duszpasterski: dopuszczenie ich do Eucharystii wprowadzałoby wiernych w błąd lub powodowałoby zamęt co do nauki Kościoła o nierozerwalności małżeństwa.

Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy żałując, że naruszyli znak Przymierza i wierności Chrystusowi, są szczerze gotowi na taką formę życia, która nie stoi w sprzeczności z nierozerwalnością małżeństwa. Oznacza to konkretnie, że gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów — jak na przykład wychowanie dzieci — nie mogąc uczynić zadość obowiązkowi rozstania się, „postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom.” (Familiaris Consortio, 84)
Papież Franciszek nie ustanowił żadnych „nowych norm ogólnych typu kanonicznego, które można by stosować do wszystkich przypadków“ (AL, 300). W przypisie nr 336 stwierdza on jednakże: „Nawet, gdy chodzi o dyscyplinę sakramentalną, ponieważ po rozeznaniu można uznać, że w danej sytuacji nie ma poważnej winy“.

Wyraźnie odnosząc się do osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, papież stwierdza w AL, 305: „Ze względu na uwarunkowania i czynniki łagodzące możliwe jest, że pośród pewnej obiektywnej sytuacji grzechu osoba, która nie jest subiektywnie winna albo nie jest w pełni winna, może żyć w łasce Bożej, może kochać, a także może wzrastać w życiu łaski i miłości, otrzymując w tym celu pomoc Kościoła“. W przypisie nr 351 papież objaśnia swoje stwierdzenie słowami: „W pewnych przypadkach mogłaby to być również pomoc sakramentów“.

W tym samym, ósmym rozdziale AL (Nr 298) papież mówi o „Osob[ach] rozwiedzion[ych], żyjąc[ych] w nowym związku, [...] z nowymi dziećmi, ze sprawdzoną wiernością, wielkodusznym poświęceniem, zaangażowaniem chrześcijańskim, świadomością nieprawidłowości swojej sytuacji i wielką trudnością, by cofnąć się wstecz bez poczucia w sumieniu, że popadłoby się w nowe winy. Kościół uznaje sytuacje „gdy mężczyzna i kobieta, którzy dla ważnych powodów – jak na przykład wychowanie dzieci – nie mogą uczynić zadość obowiązkowi rozstania się”. W przypisie 329 papież cytuje dokument Gaudium et Spes, niestety w sposób nieprawidłowy, ponieważ Sobór odnosi się w tym przypadku jedynie do ważnie zawartego, chrześcijańskiego małżeństwa. Odniesienie tej wypowiedzi do osób rozwiedzionych może stworzyć wrażenie, że ważne małżeństwo może być zrównane, jeśli nie w teorii, to przynajmniej w praktyce,  ze związkiem osób rozwiedzionych.

Dopuszczenie osób rozwiedzionych i żyjących w nowym związku do Komunii Świętej oraz jego skutki

W AL brakuje niestety dosłownego potwierdzenia zasad nauki moralnej Kościoła w formie, w jakiej zostały one ogłoszone przez papieża Jana Pawła II w nr 84 adhortacji apostolskiej Familiaris Consortio i w encyklice Veritatis Splendor, w szczególności w kwestii najwyższej wagi, a mianowicie „opcji fundamentalnej“ (Veritatis Splendor, 67-68), „Grzechu śmiertelnego i powszedniego“ (tamże, 69-70), „proporcjonalizmu“, „konsekwencjalizmu“ (tamże, 75), „męczeństwa“ i „powszechności i niezmienności normy moralnej“ (tamże, 91 i następne). Dosłowne zacytowanie numeru 84 Familiaris Consortio oraz niektórych, zasadniczych ustępów z Veritatis Splendor uchroniłoby AL przed heterodoksyjnymi interpretacjami. Ogólne aluzje do zasad moralnych oraz do nauki Kościoła są z pewnością niewystarczające w tak kontrowersyjnej kwestii, która jest nie tylko delikatna, ale posiada też kluczowe znaczenie.

Niektórzy przedstawiciele kleru oraz episkopatu twierdzą już, że zgodnie z duchem 8. rozdziału AL osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, mogą być w wyjątkowych przypadkach dopuszczane do Komunii Świętej, nie wymagając od nich życia w całkowitej wstrzemięźliwości.

Jeśli dopuści się taką interpretację litery i ducha AL, należałoby, przy zachowaniu intelektualnej rzetelności i zasady niesprzeczności, zaakceptować też następujące, logiczne wnioski:
-          Szóste przykazanie Boże, które zabrania każdego aktu płciowego poza ważnie zawartym małżeństwem, straciłoby swoją powszechną ważność, gdyby dopuszczone zostały wyjątki. W tym konkretnym przypadku: osoby rozwiedzione mogą podejmować akt płciowy i są do tego nawet zachęcane w celu zachowania wzajemnej „wierności“ (por. AL 298). Miałaby zatem wynikać z tego „wierność“ w stylu życia, który bezpośrednio sprzeciwa się wyraźnej woli Boga. W dodatku usprawiedliwanie i zachęcanie do czynów, które jako takie są i zawsze będą stały w sprzeczności do woli Boga, byłoby zaprzeczaniem Objawieniu Bożemu.

-          Boskie słowo Chrystusa: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (Mt 19,6) przestałoby zatem obowiązywać zawsze i bez wyjątku wszystkich małżonków.

-          W pewnym szczególnym przypadku byłoby możliwe przyjęcie sakramentu pokuty i Komunii Świętej z zamiarem lekceważenia wprost Bożych przykazań: „Nie będziesz cudzołożył“ (Wj, 20,14) oraz „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela" (Mt 19,6; Rdz 2,24).

-          Przestrzeganie tych przykazań i Słowa Bożego dokonywałoby się w tych przypadkach tylko w teorii, ale nie w praktyce, przez co osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach byłyby nakłaniane do „oszukiwania samych siebie“ (por. Jak. 1,22). Byłoby zatem możliwe w pełni wierzyć w Boski charakter szóstego przykazania i nierozerwalności małżeństwa, nie praktykując jednak tej wiary.

-          Boskie słowo Chrystusa: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo" (Mk 10,12) straciłoby swoją powszechną moc wiążącą i zaczęłoby dopuszczać wyjątki.

-          Nieustanne, świadome i dobrowolne łamanie szóstego przykazania Bożego oraz naruszanie świętości i nierozerwalności własnego, ważnego małżeństwa (w przypadku osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach), nie byłoby już grzechem ciężkim i bezpośrednim sprzeciwianiem się Woli Bożej.

-          Mogą przez to zaistnieć przypadki poważnego, nieustannego, świadomego i dobrowolnego łamania innych Bożych przykazań (np. w przypadku stylu życia polegającego na korupcji finansowej), w których pewne osoby, ze względu na okoliczności łagodzące, zostaną dopuszczone do sakramentów, bez wymagania od nich szczerej gotowości unikania w przyszłości grzesznych czynów i zgorszenia.

-          Niezmienne i nieomylne nauczanie Kościoła straciłoby swą powszechną ważność, w szczególności potwierdzone przez Jana Pawła II (Familiaris Consortio, nr 84) oraz przez Benedykta XVI (Sacramentum Caritatis, nr 29) nauczanie, zgodnie z którym warunkiem przyjmowania sakramentów przez osoby rozwiedzione jest pełna wstrzemięźliwość.

-          Przestrzeganie szóstego przykazania Bożego i [nauki o] nierozerwalności małżeństwa byłoby ideałem osiągalnym jakoby tylko dla elity, ale nie dla wszystkich.

-          Bezkompromisowe słowa Chrystusa, które wzywają wszystkich ludzi do tego, by zawsze i we wszystkich sytuacjach przestrzegali Bożych przykazań, godząc się na wiążące się z tym, choćby wielkie cierpienie, innymi słowy – na przyjęcie krzyża, przestałyby obowiązywać w swojej prawdzie: „I jeśli prawa twoja ręka jest ci powodem do grzechu, odetnij ją i odrzuć od siebie. Lepiej bowiem jest dla ciebie, gdy zginie jeden z twoich członków, niż żeby całe twoje ciało miało iść do piekła”. (Mt 5,30).

Dopuszczenie do Komunii Świętej par, które żyją w „nieregularnym związku“ poprzez pozwolenie im na praktykowanie aktów zastrzeżonych dla współmałżonków w ważnym związku małżeńskim, byłoby uzurpowaniem sobie władzy, która nie przysługuje żadnemu ludzkiemu zwierzchnictwu, gdyż równałoby się ono roszczeniu do poprawiania Słowa Bożego.
  
Niebezpieczeństwo kolaboracji Kościoła w rozszerzaniu się „plagi rozwodów“

Kościół naucza nas wyznając niezmienną naukę naszego Pana Jezusa Chrystusa: „Kościół, będąc wierny Chrystusowi, nie może uznać za małżeństwo, jeśli rozwiedzeni zawarli cywilnie drugi związek. "Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo" (Mk 10,11-12). Osoby te Kościół otacza dużą troską, zachęcając ich do życia wiary, do modlitwy, do wspomagania dzieł miłości, do chrześcijańskiego wychowywania dzieci. Nie mogą one jednak otrzymać sakramentalnego rozgrzeszenia ani przystępować do Komunii eucharystycznej, ani też pełnić pewnych funkcji kościelnych tak długo, jak długo trwa ta sytuacja, która obiektywnie wykracza przeciw prawu Bożemu”. (Kompendium Katechizmu Kościoła Katolickiego, nr 349)
Życie w nieważnym związku małżeńskim, w którym nieustannie dochodzi do sprzeciwiania się Bożemu przykazaniu oraz świętości i nierozerwalności małżeństwa, oznacza nie żyć w prawdzie. Twierdzenie, że zamierzone, dobrowolne i nawykowe praktykowanie aktów seksualnych w nieważnym związku małżeńskim nie mogłoby być ciężkim grzechem w danym przypadku, nie jest prawdą, ale poważnym kłamstwem, a zatem nigdy nie będzie prowadzić do prawdziwej radości w miłości. Dopuszczenie tych osób do przyjmowania Komunii Świętej oznacza symulację, obłudę i kłamstwo. Obowiązuje Słowo Boże w Piśmie Świętym: „Kto mówi: "Znam Go", a nie zachowuje Jego przykazań, ten jest kłamcą i nie ma w nim prawdy”. (1 J 2,4).

Urząd Nauczycielski Kościoła uczy nas o ważności dziesięciu Bożych przykazań: „Dziesięć przykazań, będąc wyrazem podstawowych powinności człowieka względem Boga i względem bliźniego, objawia w swojej istotnej treści poważne zobowiązania. Są one ze swojej natury niezmienne i obowiązują zawsze i wszędzie. Nikt nie może od nich dyspensować. Dziesięć przykazań wyrył Bóg w sercu człowieka” (KKK, 2072). Tymi, którzy uważali, że od Bożych przykazań, a w szczególności od przykazania “nie cudzołóż” mogą istnieć wyjątki i że w niektórych przypadkach nie można obciążać winą za rozwód, byli faryzeusze, a później chrześcijańscy gnostycy drugiego i trzeciego stulecia.

Następujące wypowiedzi Urzędu Nauczycielskiego zachowują niezmienną ważność, ponieważ są częścią nieomylnego nauczania w formie powszechnego i zwyczajnego Magisterium:
“Normy negatywne prawa naturalnego mają moc uniwersalną: obowiązują wszystkich i każdego, zawsze i w każdej okoliczności. Chodzi tu bowiem o zakazy, które zabraniają określonego działania semper et pro semper, bez wyjątku, […] zachowa[ń], które nigdy i w żadnej sytuacji nie mogą uchodzić za działanie właściwe […] Kościół zawsze nauczał, że nie należy nigdy popełniać czynów zabronionych przez przykazania moralne, ujęte w formie negatywnej w Starym i Nowym Testamencie. Jak widzieliśmy, sam Jezus potwierdza, że zakazy te nie mogą zostać zniesione: „Jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania (…): Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie” (Mt 19, 17-18) (Jan Paweł II, Encyklika Veritatis Splendor, 52)
Urząd Nauczycielski Kościoła naucza nas jeszcze bardziej dobitnie: „Dobre i czyste sumienie jest oświecane przez prawdziwą wiarę. Albowiem miłość wypływa równocześnie "z czystego serca, dobrego sumienia i wiary nieobłudnej"” (1 Tm 1, 5) (por. 1 Tm 3,9; 2 Tm 1,3; 1 Ptr 3,21; Dz 24,16) (KKK, 1794).

W przypadku, w którym psychicznie zdrowa osoba podejmuje działania objektywnie moralnie grzeszne z pełną świadomością, dobrowolnie i z zamysłem powtórzenia ich w przyszłości, nie można zastosować zasady nieprzypisywalności winy na podstawie okoliczności łagodzących. Zastosowanie zasady nieprzypisywalności winy do tych par rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach byłoby obłudą i gnostycznym sofizmem. Nawet jeśli Kościół dopuściłby te osoby do Komunii Świętej tylko w jednym jedynym przypadku, zaprzeczyłby temu, co wyznaje w swojej nauce, ponieważ dałby sam publiczne świadectwo przeciw nierozerwalności małżeństwa, przyczyniając się do dalszego rozprzestrzeniania się „plagi rozwodów“. (Sobór Watykański II, Gaudium et Spes, 47)

Aby uniknąć takiej nieznośnej, wywołującej zgorszenie sprzeczności, Kościół przez dwa tysiące lat, poprzez nieomylną wykładnię Bożej prawdy o prawie moralnym i nierozerwalności małżeństwa, bez wyjątku lub szczególnego przywileju stosował praktykę, aby dopuszczać do Komunii Świętej tylko tych rozwiedzionych, którzy żyją w pełnej wstrzemięźliwości, „unikając zgorszenia“ („remoto scandalo“).

Pierwszym zadaniem duszpasterskim, które Pan powierzył swojemu Kościołowi, jest pouczanie i nauczanie (por. Mt 28,20). Wypełnianie Bożych przykazań jest nieodłącznie związane z nauczaniem. Z tego powodu Kościół zawsze odrzucał sprzeczność między nauką a życiem i potępiał ją jako gnostycyzm, podobnie jak potępiał heretycką naukę Lutra „simul iustus et peccator“. Między wiarą a życiem dzieci Kościoła nie powinno być żadnej sprzeczności.

Gdy chodzi o przestrzeganie danych przez Boga przykazań i o nierozerwalność małżeństwa, nie może być mowy o wykluczających się interpretacjach teologicznych. Skoro Bóg powiedział „nie cudzołóż“, żadna ludzka zwierzchność nie może powiedzieć: „w pewnym szczególnym przypadku lub w dobrym celu możesz cudzołożyć“.

Następujące wypowiedzi papieża Franciszka, w których mówi on o włączeniu w życie Kościoła osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, są bardzo ważne:
Rozeznanie to „nigdy nie może nie brać pod uwagę wymagań ewangelicznej prawdy i miłości proponowanej przez Kościół. Aby tak się stało, trzeba zapewnić niezbędne warunki pokory, dyskrecji, miłości do Kościoła i jego nauczania [...] unika się niebezpieczeństwa, że pewne określone rozeznanie doprowadzi do myślenia, iż Kościół popiera podwójną moralność” (AL, 300). Te godne pochwały wypowiedzi zawarte w AL pozostają jednak bez konkretnych wskazań zobowiązujących osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach do rozstania się lub przynajmniej do życia w pełnej wstrzemięźliwości.

Gdy chodzi o życie lub śmierć ciała, żaden lekarz nie pozostawiłby pola do wątpliwości. Lekarz nie może powiedzieć pacjentowi: „musi pan zdecydować o przyjęciu lekarstwa zgodnie ze swoim sumieniem, mając na uwadze prawa medycyny“. Takie zachowanie lekarza byłoby bez wątpienia potraktowane jako nieodpowiedzialne. Życie duszy nieśmiertelnej jest jednak jeszcze ważniejsze, gdyż od zdrowia duszy zależy jej los na całą wieczność.

Wyzwalająca prawda o pokucie i o tajemnicy Krzyża.

Twierdzenie, że osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach nie są jawnymi grzesznikami, oznacza przemycanie fałszu. Poza tym bycie grzesznikiem jest prawdziwym stanem wszystkich członków Kościoła walczącego na ziemi. Gdy osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach mówią, że ich świadome i dobrowolne czyny sprzeciwiające się szóstemu przykazaniu nie są żadnym grzechem lub grzechem ciężkim, oszukują same siebie i nie ma w nich prawdy, jak powiada św. Jan Ewangelista: „Jeśli mówimy, że nie mamy grzechu, to samych siebie oszukujemy i nie ma w nas prawdy. Jeżeli wyznajemy nasze grzechy, [Bóg] jako wierny i sprawiedliwy odpuści je nam i oczyści nas z wszelkiej nieprawości. Jeśli mówimy, że nie zgrzeszyliśmy, czynimy Go kłamcą i nie ma w nas Jego nauki”. (1 J 1, 8-10)

Uznanie przez osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, że są grzesznikami i to jawnymi grzesznikami, nie odbiera im nic z ich nadziei chrześcijańskiej. Tylko uznanie rzeczywistości i prawdy umożliwia im, zgodnie ze słowami Jezusa Chrystusa, wkroczenie na drogę owocnej pokuty.

Byłoby czymś bardzo zdrowym przywrócić ducha pierwszych chrześcijan i ducha czasu Ojców Kościoła, gdy istniała żywa solidarność wiernych z jawnymi grzesznikami, a przede wszystkim solidarność oparta na prawdzie. Solidarność, która nie miała w sobie pierwiastków dyskryminujących; przeciwnie, cały Kościół brał udział w drodze pokuty jawnych grzeszników poprzez modlitwę wstawienniczą, łzy, praktyki pokutne i dzieła miłości bliźniego w intencji tychże grzeszników.

Adhortacja apostolska Familiaris Consortio (nr 84) naucza, że „ci nawet, którzy oddalili się od przykazania pańskiego i do tej pory żyją w takim stanie, mogą otrzymać od Boga łaskę nawrócenia i zbawienia, jeżeli wytrwają w modlitwie, pokucie i miłości”.

W pierwszych stuleciach jawni grzesznicy byli włączani w modlącą się wspólnotę wiernych i na kolanach, z podniesionymi ramionami błagali o wstawiennictwo swoich braci. Tertulian daje nam o tym poruszające świadectwo: „Ciało nie może się radować, gdy cierpi jeden z jego członków. Konieczne jest, aby całe się smuciło i pracowało nad jego uzdrowieniem. Jeśli upadasz na kolana i podnosisz ręce ku swoim braciom, Chrystusa dotykasz, Chrystusa błagasz. To Chrystus współczuje, gdy wylewają oni łzy za tobą“ (De paenitentia, 10, 5-6). W podobny sposób wypowiada się św. Ambroży z Mediolanu: „Cały Kościół wziął na siebie jarzmo jawnego grzesznika i cierpi wraz z nim poprzez łzy, modlitwę i ból“ (De paenitentia, 1, 81).

To prawda, że dyscyplina pokutna w Kościele się zmieniła, ale duch tej dyscypliny musi trwać w Kościele wszystkich czasów. Dziś niektórzy kapłani i biskupi, powołując się na wybrane wypowiedzi zawarte w AL, zaczynając dawać osobom rozwiedzionym i żyjącym w nowych związkach do zrozumienia, że ich sytuacja nie odpowiada obiektywnemu stanowi jawnych grzeszników. Uspokajają te osoby mówiąc, że ich aktywność seksualna nie jest ciężkim grzechem. Taka postawa nie jest zgodna z prawdą. Owi kapłani i biskupi pozbawiają osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach możliwości radykalnego nawrócenia się ku posłuszeństwu wobec woli Boga, utwierdzając je w iluzji. Taka postawa duszpasterska jest łatwa i tania, ponieważ nic nie kosztuje. Nie trzeba za nią płacić łzami, modlitwami, aktami wstawiennictwa i braterskiej pokuty na rzecz osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach.

Poprzez dopuszczenie do Komunii Świętej choćby tylko w wyjątkowych przypadkach osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, nie wymagając od nich zaprzestania czynów przeciw szóstemu przykazaniu Bożemu i w dodatku w arogancki sposób twierdząc, że czyny te nie są nawet grzechem ciężkim, wybiera się łatwą drogę i unika się zgorszenia Krzyża. Takie duszpasterstwo osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach jest duszpasterstwem nietrwałym i kłamliwym. Do wszystkich, którzy mamią osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach taką łatwą i tanią drogą, Jezus również dziś kieruje te słowa: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo myślisz nie na sposób Boży, lecz na ludzki". Wtedy Jezus rzekł do swoich uczniów: "Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje”. (Mt 16,23-24).

Jeśli chodzi o duszpasterstwo osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, należy również dziś ożywić ducha naśladowania Chrystusa w prawdzie Krzyża i pokuty, która jako jedyna prowadzi do trwałej radości, unikając ulotnych uciech, które ostatecznie zwodzą na manowce. Jakże aktualnie i wyjaśniająco brzmią następujące słowa świętego Grzegorza Wielkiego: „Nie możemy zanadto przyzwyczajać się do naszego ziemskiego wygnania, wygody tego życia nie mogą sprawić, że zapomnimy o naszej prawdziwej ojczyźnie, aby nasz duch nie usnął pośród tych wygód. Z tego powodu Bóg dodaje do swych darów swoje plagi albo kary, aby to wszystko, co nas oczarowuje na tym świecie, zgorzkniało nam i aby w duszy rozniecił się taki płomień, który wciąż od nowa wzmaga w nas pragnienie rzeczy niebieskich i każe nam czynić postępy. Ten płomień rani nas w miły sposób, krzyżuje nas i zasmuca nas radośnie“ (Homilie o Ezechielu 2,4,3).

Duch autentycznej dyscypliny pokutnej Kościoła pierwszych wieków działał w Kościele wszystkich czasów, aż do dziś. Dany nam jest m.in. przykład błogosławionej Laury del Carmen Vicuna, urodzonej w Chile w 1891 roku. Siostra Azocar, która pielęgnowała Laurę, pisała: „Przypominam sobie, że Laura, gdy po raz pierwszy objaśniłam jej sakrament małżeństwa, zemdlała, gdyż zrozumiała przez moje słowa, że jej matka znajduje się w stanie grzechu śmiertelnego, dopóki pozostaje ze swoim mężem. W tamtym czasie w Junin była tylko jedna rodzina, która żyła zgodnie z wolą Boga“.

Od tego dnia Laura podjęła jeszcze większą modlitwę i pokutę w intencji swojej matki. 2 czerwca 1901 roku przyjęła z wielką żarliwością pierwszą Komunię Świętą. Napisała wówczas: „1. Pragnę Cię kochać, mój Jezu, i służyć Ci przez całe moje życie, dlatego ofiaruję Ci moją całą duszę, moje serce i moje całe istnienie. 2. Wolałabym umrzeć niż obrazić Cię przez grzech, dlatego chcę się trzymać z daleka od wszystkiego, co mogłoby odzielić mnie od Ciebie. 3. Obiecuję Ci uczynić wszystko, co w mojej mocy, abyś był lepiej znany i bardziej kochany, i aby wynagrodzić Ci zniewagę, którą każdego dnia wyrządzają Ci ludzie nie kochający Ciebie, szczególnie zniewagi wyrządzane Ci przez ludzi mi bliskich. O mój Boże, podaruj mi życie miłości, umartwienia i ofiary!“

Jej wielka radość jest jednak przysłonięta, gdyż widzi, że obecna na uroczystości matka nie przystępuje do Komunii Świętej. W 1902 r. Laura ofiarowuje swoje życie za matkę, która żyje w Argentynie w nieregularnym związku z pewnym mężczyzną. Laura modli się jeszcze bardziej i poddaje się wyrzeczeniom, aby wyprosić nawrócenie swojej matki. Kilka godzin przed śmiercią przyzywa do siebie swą matkę. W obliczu zbliżającej się śmierci woła: „Mamo, umieram. Poprosiłam o to Jezusa. Ofiarowałam mu swoje życie w zamian za łaskę twojego nawrócenia. Mamo, czy otrzymam łaskę ujrzenia twojego nawrócenia, zanim umrę?“ Wstrząśnieta matka obiecuje: „Jutro rano pójdę do kościoła, aby się wyspowiadać“. Laura szuka wzroku kapłana i mówi mu: „Księże, moja matka obiecuje w tej chwili, że opuści tego mężczyznę. Niech ksiądz będzie świadkiem tego przyrzeczenia!“. Dodaje później: „Teraz umieram zadowolona!“. Z tymi słowami Laura wyzionęła ducha 22 stycznia 1904 roku, w wieku lat trzynastu, w Junin de los Andes (Argentyna), w ramionach swojej matki, która odnalazła swą wiarę , zakończywszy nieregularny związek, w którym żyła.

Ten godny podziwu przykład życia błogosławionej dziewczynki Laury jest dowodem na to, z jaką powagą prawdziwy katolik pojmuje szóste przykazanie Boże oraz świętość i nierozerwalność małżeństwa. Nasz Pan Jezus Chrystus napomina nas, abyśmy unikali choćby wrażenia przyzwolenia na nieregularne związki i rozpad małżeństwa. Kościół zawsze niedwuznacznie zachowywał i przekazywał to Boskie przykazanie, poprzez swą naukę i praktykę. Nie oddaje się swojego życia za jakąś możliwą, doktrynalną lub duszpasterską interpretację, ale za niezmienną i powszechnie obowiązującą prawdę Bożą. Ta prawda została dowiedziona przez ofiarę życia licznych świętych, począwszy od św. Jana Chrzciciela aż po prostych wiernych naszych dni, których imiona zna tylko Bóg.

Konieczność „veritatis laetitia“

Na szczęście, adhortacja AL z pewnością zawiera teologiczne wypowiedzi oraz duchowe i duszpasterskie wskazówki o dużej wartości. Jednakże, mówiąc realistycznie, nie wystarczy stwierdzić, że AL powinna być interpretowana zgodnie z tradycyjną nauką i praktyką Kościoła. Jeśli w dokumencie kościelnym, któremu – w naszym przypadku – brakuje definitywnego i nieomylnego charakteru, stwierdza się elementy interpretacji i zastosowania, które mogą pociągać za sobą niebezpieczne skutki duchowe, wszyscy członkowie Kościoła, a w szczególności biskupi jako braterscy współpracownicy papieża w efektywnej kolegialności mają obowiązek z respektem wskazać na ten fakt i poprosić o autentyczną interpretację.

Gdy idzie o Boską wiarę, o Boskie przykazania i o nierozerwalność małżeństwa, wszyscy członkowie Kościoła, począwszy od prostych wiernych aż po najwyższych przedstawicieli Magisterium, muszą wspólnie podejmować wysiłek przechowywania skarbu wiary oraz jej praktycznego zastosowania w stanie nienaruszonym.
Sobór Watykański II nauczał: „Święty Lud Boży ma udział także w proroczej funkcji Chrystusa, szerząc żywe o Nim świadectwo przede wszystkim przez życie wiary i miłości i składając Bogu ofiarę chwały, owoc warg wyznających imię Jego (por. Hbr 13,15). Ogół wiernych, mających namaszczenie od Świętego (por. 1 J 2,20 i 27), nie może zbłądzić w wierze i tę szczególną swoją właściwość ujawnia przez nadprzyrodzony zmysł wiary całego ludu, gdy "poczynając od biskupów aż po ostatniego z wiernych świeckich" ujawnia on swą powszechną zgodność w sprawach wiary i obyczajów. Albowiem dzięki owemu zmysłowi wiary, wzbudzaniu i podtrzymywanemu przez Ducha prawdy, Lud Boży pod przewodem świętego urzędu nauczycielskiego za którym idąc, już nie ludzkie, lecz prawdziwie Boże przyjmuje słowo (por. 1 Tes 2,13) niezachwianie trwa "przy wierze raz podanej świętym" (por. Jd 3), wnika w nią głębiej z pomocą słusznego osądu i w sposób pełniejszy stosuje ją w życiu (Lumen Gentium, 12). Urząd Nauczycielski ze swojej strony “nie jest ponad słowem Bożym, lecz jemu służy, nauczając tylko tego, co zostało przekazane” (Dei Verbum, 10).

To Sobór Watykański II zachęcał wszystkich wiernych, a przede wszystkim biskupów, aby bez lęku przedstawiali swoje troski i obserwacje, mając na uwadze dobro całego Kościoła. Służalczość i polityczna poprawność wyrządzają życiu Kościoła zgubne zło. Słynny biskup i teolog Soboru Trydenckiego, Melchior Cano OP, wypowiedział godne zastanowienia zdanie:

„Piotr nie potrzebuje naszych kłamstw i naszych pochlebstw. Ci, którzy ślepo i bez rozeznania bronią każdej decyzji papieża, to ci, którzy najbardziej podkopują autorytet Stolicy Apostolskiej: niszczą jej fundamenty, zamiast je wzmacniać“.

Nasz Pan nauczał nas bez dwuznaczności, na czym polega prawdziwa miłość i prawdziwa radość miłości: „Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje” (J 14, 21). Dając ludziom szóste przykazanie oraz nierozerwalność małżeństwa, Bóg dał je wszystkim bez wyjątku, a nie tylko jakiejś elicie. Już w Starym Testamencie Bóg powiedział: “Polecenie to bowiem, które ja ci dzisiaj daję, nie przekracza twych możliwości i nie jest poza twoim zasięgiem” (Pwt 30,11) oraz “Jeżeli zechcesz, zachowasz przykazania: a dochować wierności jest upodobaniem” (Syr 15,15). Jezus powiedział do wszystkich: “Odpowiedział mu: "Dlaczego Mnie pytasz o dobro? Jeden tylko jest Dobry. A jeśli chcesz osiągnąć życie, zachowaj przykazania". Zapytał Go: "Które?" Jezus odpowiedział: "Oto te: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie” (Mt 19, 17-18). Apostołowie przekazali nam tę samą naukę: “albowiem miłość względem Boga polega na spełnianiu Jego przykazań, a przykazania Jego nie są ciężkie” (1 J 5,3).

Nie istnieje prawdziwe, nadprzyrodzone i wieczne życie bez przestrzegania Bożych przykazań. „nakazuję ci pełnić Jego polecenia, prawa i nakazy. Kładę przed wami życie i śmierć. Wybierajcie więc życie! (por. Pwt 30, 15-19). Nie istnieje zatem prawdziwe życie i autentyczna radość miłość bez prawdy. “Miłość zaś polega na tym, abyśmy postępowali według Jego przykazań” (2 J 1,6). Radość miłości polega na radości prawdy. Autentyczne życie chrześcijańskie polega na życiu i radości w prawdzie: “Nie znam większej radości nad tę, kiedy słyszę, że dzieci moje postępują zgodnie z prawdą” (3 J 1,4).

Święty Augustyn wyjaśnia nam głęboki związek między radością a prawdą: „Pytam wszystkich, czy nie przedkładają radości prawdy nad radość kłamstwa. I tutaj wahają się równie rzadko jak przy pytaniu o szczęście. I ponieważ szczęśliwe życie polega na radości prawdy, wszyscy pragniemy radości prawdy“ (Wyznania, X, 23).

Niebezpieczeństwo ogólnego zamętu w kwestii nierozerwalności małżeństwa

Od pewnego czasu w niektórych miejscach w życiu Kościoła obserwuje się ciche nadużycie, dopuszczające do Komunii Świętej osoby rozwiedzione i żyjące w nowych związkach, nie wymagając od nich życia w pełnej wstrzemięźliwości. Niejasne wypowiedzi ósmego rozdziału AL dodały animuszu zadeklarowanym orędownikom tego dopuszczania.

Możemy teraz stwierdzić, że nadużycie to rozprzestrzenia się w praktyce coraz bardziej, ponieważ [jego zwolennicy] czują się w pewien sposób usprawiedliwieni. Do tego panuje zamęt co do interpretacji szczególnie wypowiedzi zawartych w ósmym rozdziale AL. Zamęt ten pogłębia się, ponieważ obie strony, zarówno orędownicy dopuszczania osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach do Komunii Świętej, jak również jego przeciwnicy twierdzą, że „nauka Kościoła w tej dziedzinie nie uległa zmianie“.

Przy wszystkich historycznych oraz doktrynalnych różnicach nasza aktualna sytuacja wykazuje kilka podobieństw i analogii do powszechnego zamętu, który panował w IV wieku podczas kryzysu ariańskiego. Wówczas tradycyjna wiara apostolska w prawdziwą Boskość Syna Bożego została zagwarantowana przez pojęcie „współistotny“ (homoousios), ogłoszone dogmatycznie przez powszechne Magisterium Pierwszego Soboru Nicejskiego. Głęboki kryzys wiary powiązany z powszechnym zamętem spowodowany został poprzez odrzucenie lub unikanie używania słowa „współistotny“ (homoousios). Zamiast posługiwać się tym pojęciem, wśród kleru, a szczególnie wśród episkopatu rozpowszechniło się użycie sformułowań alternatywnych, które były dwuznaczne i nieprecyzyjne, np. „podobnej istoty“ (homooiousios) lub po prostu „podobny“ (homoios). Sformułowanie „homoousios“ powszechnego Magisterium tamtych czasach wyrażało pełną i prawdziwą Boskość SŁOWA w tak jasny sposób, że nie pozostawiało przestrzeni na błędne interpretacje.

W latach 357-360 prawie cały episkopat stał się ariański lub na wpół ariański z powodu następujących wydarzeń: W roku 357 papież Liberiusz podpisał jedno z dwuznacznych sformułowań z Sirmium, w którym nie pojawiało się już pojęcie „homoousios“. Do tego papież w skandaliczny sposób ekskomunikował św. Atanazego. Św. Hilary z Poitiers był jedynym biskupem, który surowo zganił papieża Liberiusza za te czyny. W roku 359 dwa równoległe synody łacińskiego episkopatu w Rimini oraz greckiego episkopatu w Seleukii uchwaliły całkowicie ariańskie sformułowania, które były jeszcze gorsze niż to, które podpisał papież Liberiusz. Św. Hieronim opisał tę zamęt słowami: „Cała ziemia jęczała i dziwiła się, że stała się ariańska“ (Ingemuit totus orbis et arianum se esse miratus est, Adv. Lucif., 19).

Można powiedzieć, że nasza epoka naznaczona jest przez wielki zamęt odnośnie do sakramentalnej dyscypliny wobec osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach. Istnieje realne niebezpieczeństwo, że zamęt ten będzie się szeroko rozpowszechniał, jeśli nie będziemy głosić sformułowania powszechnego i nieomylnego Magisterium, czyli: „Pojednanie w sakramencie pokuty — które otworzyłoby drogę do komunii eucharystycznej — może być dostępne jedynie dla tych, którzy  […] postanawiają żyć w pełnej wstrzemięźliwości, czyli powstrzymywać się od aktów, które przysługują jedynie małżonkom” (Familiaris Consortio, 84). Tego sformułowania z niezrozumiałych powodów brakuje niestety w AL. AL zawiera natomiast w podobnie niewytłumaczalny sposób następujące stwierdzenie: “W tych sytuacjach wielu, znając i przyjmując możliwość pozostawania w związku “jak brat i siostra”, którą oferuje im Kościół, odkrywają, że jeśli brak pewnych wyrazów intymności “nierzadko wierność może być wystawiona na próbę, a dobro potomstwa zagrożone” (AL, przypis 329). Ta wypowiedź stwarza wrażenie sprzeczności z niezmiennym nauczaniem powszechnego Magisterium, sformułowanym w Familiaris Consortio nr 84.

Jest zatem naglącą koniecznością, aby Stolica Apostolska potwierdziła i na nowo ogłosiła cytowane sformułowanie z Familiaris Consortio nr 84, na przykład w formie autentycznej interpretacji AL. To sformułowanie mogłoby pod pewnymi względami być postrzegane jako „homoousios“ naszych czasów. Brak oficjalnego i wyraźnego potwierdzenia formuły z Familiaris Consortio nr 84 przez Stolicę Apostolską mógłby przyczynić się do coraz większego zamętu dyscypliny sakramentalnej, co rodziłoby stopniowe, nieuniknione skutki na płaszczyźnie doktrynalnej. W ten sposób powstałaby sytuacja, w której w przyszłości można by użyć następującego stwierdzenia: „Cała ziemia jęczała i dziwiła się, że w praktyce zaakceptowała rozwód“ (Ingemuit totus orbis, et divortium in praxi se accepisse miratus est).

Zamęt w kwestii sakramentalnej dyscypliny wobec osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, wraz z wynikającymi zeń implikacjami doktrynalnymi, zaprzeczałby naturze Kościoła katolickiego, jak zostało opisane przez św. Ireneusza w drugim stuleciu: „Kościół, który przyjął to pouczenie i tę wiarę. I chociaż rozproszony jest po całym świecie, zachowuje on je z troską, jak gdyby mieszkał w jednym domu; i w taki sposób wierzy w tę prawdę, jak gdyby posiadał jedną duszę; i głosi ją, naucza jej i przekazuje ją dalej jednym głosem, jak gdyby miał jedne, jedyne usta“ (Adversus haereses, I,10,2).

Stolica Piotrowa, czyli papież, jest gwarantem jedności wiary i sakramentalnej dyscypliny apostolskiej. W obliczu powstałego wśród kapłanów i biskupów zamętu dotyczącego zarówno osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, jak też interpretacji AL, należy za uzasadniony uznać apel skierowany do naszego umiłowanego papieża Franciszka, namiestnika Chrystusa oraz „słodkiego Chrystusa na ziemi“ (św. Katarzyna Sieneńska), aby nakazał opublikowanie autentycznej interpretacji AL, która z konieczności musiałaby zawierać wyraźne wyjaśnienie dyscyplinarnej zasady powszechnego i nieomylnego Magisterium w kwestii dopuszczania do sakramentów osób rozwiedzionych i żyjących w nowych związkach, jak zostało to sformułowane w nr 84 Familiaris Consortio.

Pośród wielkiego ariańskiego zamętu IV wieku, św. Bazyli Wielki skierował do rzymskiego papieża dramatyczny apel, aby swoimi słowami wyznaczył jasny kierunek, by wreszcie osiągnąć jedność myśli w wierze i miłości (por. List 70).

Autentyczna interpretacja AL przez Stolicę Apostolską mogłaby przynieść całemu Kościołowi radość w jasności (claritatis laetitia). Ta jasność zagwarantowałaby miłość w radości (amoris laetitia), miłość i radość nie na sposób ludzki, lecz na sposób Boży (por. Mt 16,23).

To właśnie liczy się dla radości, życia i wiecznego zbawienia osób rozwiedzionych, żyjących w nowych związkach i dla wszystkich ludzi.


Brak komentarzy: