piątek, 27 maja 2016

Istota wyjazdu do Warszawy

W ostatnim swoim wpisie napisałem takie zdanie: "Klękając przed Najświętszym Sakramentem adorujemy by wielbić, wynagradzać, dziękować, pocieszać. Jak będziesz tylko prosił, to się rozczarujesz".
Usłyszana dzisiaj w czasie rannej Mszy Świętej Ewangelia (Mk 11, 22-25) kończy się słowami Jezusa: Jezus im odpowiedział: «Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę, powiadam wam: Kto powie tej górze: „Podnieś się i rzuć się w morze”, a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze».

Jak z tego wynika warunkiem skutecznej modlitwy jest nie co innego jak POJEDNANIE z bliźnimi i uzyskanie przebaczenia u Boga Ojca, a to skutecznie możesz uzyskać w Sakramencie  POJEDNANIA. Jeśli te oba pojednania połączy się z odpustem zupełnym który można uzyskać w kościele Bramie Miłosierdzia, a taką była świątynia Świętego Krzyża na Krakowskim Przedmieściu do której wszedłem w połowie procesji "Królowa idzie do Sejmu" by na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem porozmawiać z Królową nie dziwcie się, że zostałem wysłuchany. 
       Bo pomyślcie logicznie: pojechałem z dzwonem 300 km do Warszawy by dzwonić w czasie marszu. Nie dałbym sobie  rady sam, musiałem poprosić o pomoc Syna. I na miejscu kategoryczny sprzeciw przekazany przez Rycerzy Chrystusa Króla w imieniu Ks. Piotra Marii Natanka. On "nieposłuszny" i ja, tak jak On krnąbrny charakter, mam słuchać ludzi, a nie Boga. A przekaz był jasny: Jedź z dzwonem.
       Klękając na Adoracji pytam Jezusa: Po co mi Królu kazałeś jechać z dzwonem, skoro nie miałem Tobie dzwonić?
       A On mi na to: a gdybym ci kazał jechać bez dzwonu, to byś pojechał? 

       Nie mogłem kręcić, musiałem uderzyć się w piersi i przyznać, że pewno bym został w Baranowie i obejrzał pielgrzymkę wiary na filmie w internecie
       A On mnie pyta, czy żałuję że pojechałem? 
       Odpowiedź miałem jedną:

       Wychodząc z Kaplicy Adoracji, nie miałem żadnej wątpliwości, że przyjechałem do Warszawy dla tych 25 minut jakie spędziłem na modlitwie przed Najświętszym Sakramentem i Królową.
      
Po adoracji byłem tak szczęśliwy z rozmowy z Jezusem i Maryją, że nie mogłem się powstrzymać, by nie zamienić kilku słów z siostrą zakonną. Ona, podobnie jak ja, nie poszła dalej z Maryją pod Sejm, wybrała indywidualną  modlitwę. 

Nie mogła się jednak skupić, gdyż poruszył ją napis na obrazie Matejki przedstawiający Chrzest Polski jaki na Ołtarzu Ojczyzny zamontowała firma. Obraz złożony z trzech części materiału przesunął się tak, że napis: W imię Ojca i Syna i Ducha Świętego stał się nieomal nieczytelny z powodu braku niektórych w nim liter.  


       "To ujma dla Boga". Jak można dopuścić do czegoś takiego?
Zrobiłem zdjęcia i próbowałem zwrócić uwagę komuś w zakrystii, gdzie natknąłem się na miejscową siostrę zakonną. 

Gdy jej przedstawiłem sprawę zbyła mnie mówiąc, że ona jest od sprzątania, a obraz zawiesili artyści i jak chcę to mogę iść do ks. Proboszcza. 

       Nie poszedłem szukać po klasztorze władzy. Nauczony doświadczeniem sprzed sześciu laty, kiedy to zdeponowałem u Przełożonego Zakonu projekt koncepcyjny Świetlistego Krzyża Pojednań, jako właściwego terytorialnie parafialnie miejsca, na którym miałby stanąć Świetlisty Krzyż Pojednań odstąpiłem od osobistej interwencji. Że też tego niechlujstwa nikt nie widzi. "To rani uczucia wierzących". - mówi mi siostra modląca się w kościele. To ja zapiszę to co siostra powiedziała. Czy ma siostra coś do pisania pytam? Mówi że nie ma długopisu. 
       I w tym momencie staje nad nami siedzącymi na ławce pan Ryszard i podaje mi długopis. 
Skąd się wziął? 
Nie wiem. 
Minęły dwa tygodnie, a ja nie mogę znaleźć odpowiedzi na to pytanie. Wyrósł jak spod ziemi, z długopisem w dłoni. Po ludzku spekulując nasunęła mi się tylko jedna odpowiedź: śledził mnie i widząc jak siostra szuka czegoś do pisania podszedł do mnie, aby ze mną zawrzeć znajomość. 
Do broszurki "Królowa idzie do Sejmu" wydanej przez Ks. Piotra Marię Natanka wpisałem słowa siostry zakonnej. Poniżej na moją prośbę wpisał się pan Ryszard pisząc o sobie: filozof, emeryt, przymierający głodem.
Porozmawialiśmy sobie pół godziny. 
Niech nie wie lewica co czyni prawica.
A konkretnie

O wierze i życiu.
Rozstaliśmy się jak kumple.
Dałem mu wizytówkę i resztę śniadania.
Czy się odezwie jak obiecał?
Zobaczymy.
Do tej chwili nie dał znaku życia
Gdyby nie miejski autobus, który nas obu podwiózł do Nowego Światu pod Sejmem znalazł bym się po rozwiązaniu manifestacji.  
Ale o tym będzie w następnej relacji spod Sejmu RP.

Brak komentarzy: