niedziela, 26 czerwca 2016

Korona i Przyjaciele podsumowanie

      Wydaje się, że nadszedł czas na podsumowanie całego cyklu "Korona i Przyjaciele". Sprawa najważniejsza to podziękowanie Bogu, że mogłem w tych historycznych dla Kościoła poznańskiego wydarzeniach uczestniczyć. 
    Jakoś tak Pan nie ograniczając w żaden sposób mojej wolnej woli pozwolił mi być tam, gdzie patrząc z perspektywy miesiąca winienem się znaleźć, gdzie po ludzku rzecz biorąc chciałem się znaleźć odkrywając, we wszystkim nie mój, a Boży plan. To przeświadczenie sprawia, że nic co się wydarzyło nie było przypadkowe, tak jak całe dzieło Boga Stwórcy nie jest w niczym przypadkowe, a tylko człowiek jedyna rozumna istota wyposażona przez Boga w wolną wolę, może Bogu powiedzieć, jak szatan NIE - ja tu rządzę, ja jestem tu panem i moje, a nie Twoje Boże prawa będą tu i teraz obowiązywały.  

Tylko pyszny człowiek może powiedzieć Bogu ja tu jestem na ziemi królem, a nie Ty, Ty rządź sobie w niebie. Cała historia narodu wybranego Stary i Nowy testament obraca się wokół tej prawdy wiary, że życie ludzkie jest na chwałę Boga, a nie człowieka.  


      Ze mną stało się tak jak jak z Elizeuszem  w dzisiejszym pierwszym czytaniu. Eliasz narzucił na niego płaszcz, a ja pobiegłem za Nim moim Bogiem prosząc tylko bym mógł pochować żonę, a następnie rozdawszy co było do rozdania poszedłem za Jezusem Chrystusem  stając się sługą  Eucharystycznego Zmartwychwstałego  Króla Polski. 
      Już od dłuższego czasu, prowadząc najpierw z Ewą bibliotekę parafialną, potem kronikę parafialną, budując Pomnik Jezusa Miłosiernego zaobserwowałem,  prowadząc blog Pojednanie  i projektując Świetlisty Krzyż Pojednań z dzwonem "Pojednanie", że  efekty moich wysiłków ewangelizacyjnych  są coraz to mizerniejsze. Nie załamywało mnie to. 

      Zrozumiałem że Pan jest moim dziedzictwem i moim przeznaczeniem. A moją historię życia pisze sam Jezus Chrystus Król. Wpisana do Przewodnika Katolickiego maksyma: Panie mój, Boże nasz  siłę masz , siłę dasz tylko Ty, tylko Ty  Panie mój i Królu stawała się z dnia na dzień stałym elementem mojej ufnej modlitwy do Boga.

   Tak bez reszty zaangażowany w Boże Miłosierdzie zgodnie z forowaną przeze mnie sekwencją Jana Pawła II wyrytą na pomniku: "Daję wam największy skarb na trzecie tysiąclecie, Boże Miłosierdzie", w związku z samobójstwem syna, bardzo szybko zrozumiałem współzależność i jedność Bożego miłosierdzia i Bożej sprawiedliwości. To pozwoliło mi zrozumieć, że tak na prawdę historię zarówno pojedynczego człowieka, historię rodziny, rodu, narodu i świata pisze Pan Bóg.  

      Wchodząc dzięki książkom Ks. Tadeusza Kiersztyna  w 2009 roku w sprawy intronizacji osoby Jezusa na Króla Polski nie spodziewałem się, że zostanę okrzyknięty natankowcem i mimo "Pojednania" rozbijaczem jedności. Tu pragnę kolejny raz podkreślić, że moim zadaniem nie jest rozwalanie, wręcz przeciwnie jednoczenie wokół idei walki między duchem a ciałem. 
      Wchodząc w sprawy intronizacyjne nie sądziłem w jakie kłopoty wchodzę. Nie pozostało mi nic innego jak tylko pozwolić się prowadzić Duchowi Świętemu. Ot taki "Samotny biały żagiel" poruszany podmuchami Ducha Świętego (książka Walentina Katajewa młodzieżowy hit literatury PRL akcja z czasów rewolucji 1905 roku w Odessie).  Bratnia kapłańska dusza, wykładowca Uniwersytetu Świętości pod Krzyżem dał mi przed sześciu laty  życiowę wskazanie - pracuj dla PRAWDY. Nie jest to wcale takie proste jeśli się Prawdę połączy z uczynkami miłosiernymi co do duszy, a zwłaszcza z "grzeszących napominać", zwłaszcza, gdy świat mówi, że albo grzechu nie ma i może być tylko błąd w sztuce, albo twierdzi, że o grzechu decydują subiektywne przesłanki, a nie obiektywne Boże prawa. 
      Pan Bóg stawia na mojej drodze życiowej wielu kapłanów. Nieomal wszyscy są rozkochani w Bogu. To wielka radość mieć obok siebie dusze, które chce się słuchać, których słowa, mimo naturalnej grzeszności, nie mijają się prawdą, którymi nie rządzi drugi pan.  Jeden z nich złamał mnie "Drogą Pojednania", którą z nim całą przeszedłem.    
      Każdy z nich chciałby, abym go słuchał, a ja jestem twardy, jak mówią nie do zgryzienia. Słucham tylko Pana Boga. Kiedyś słuchałem jeszcze Ewę, ale mój Anioł odszedł bardzo prawdopodobne, że do nieba, bo gdzież by indziej mógł się pałętać po życiu z tak ciężkim do zniesienia i apodyktycznym człowiekiem jak ja.   

       Życie to jedna wielka bitwa i nie ma nic za darmo. A stawka jest bardzo duża chodzi bowiem o uznanie intronizacji Jezusa Chrystusa. I tu nie ma rozróżnienia czy kapłan czy świecki, czy w czerwonym płaszczu czy bez. W każdej branży jawne opowiedzenie się za Chrystusem Królem Polski napotyka ten sam mur niezrozumienia, a niekiedy nie ukrywanej wrogości. A tu Bóg uczy pokory, wyraźnie zabronił żywić uczucia nienawiści i każe się wyzbyć wszelkiego żalu do bliźnich i w myśl dzisiejszej Ewangelii (Łk 9,59-62) każe iść za Sobą, zostawiając umarłym grzebanie umarłych, a przyłożywszy rękę do pługa radzi nie oglądaj się wstecz, bo inaczej nie nadasz się do głoszenia Królestwa Bożego. 
     Droga którą proponuje mi Jezus jest wyjątkowa, ryzykowna, szalona i trudna. Efekty  zobaczę na drugim brzegu, a póki co nie mam sobie robić żadnych wakacji w czynieniu dobra, w miłowaniu i szukaniu zagubionych owiec.     
     Jak do Niego przylgniesz to się od Niego nie odlepisz. Ewa mówiła mi:  w tych swoich poglądach jesteś uparty, jak taki kozioł i było w tym dużo prawdy. 
      Nie wiem gdzie mnie jutro poprowadzi Jezus, nie wiem co będę jutro robił, ale wiem, że mnie nie zostawi samego sobie. Nawet jak mnie zabierze w ciemność, to też będzie przy mnie. I to przeświadczenie przylgnięcia mi wystarcza. Chcę być z Tobą Jezu tam gdzie Ty. Pewno, że się boję, Wszyscy święci mieli fefry, ale wiedzieli, że we właściwej chwili chwycisz ich za rękę i pociągniesz ku sobie nie dając im zginąć. 

      Jest kult Serca Jezusowego wg Małgorzaty Mari Alacoque. Babcia Zygarłowska zostawiła mi panieńską książeczkę do nabożeństwa o Najsłodszym Sercu Jezusowym z 33. z uwagami na miesiąc czerwiec z 1883 roku. Na zdjęciu obok figura Serca Jezusowego w złotej koronie z końca XIX wieku.  Mama i ojciec przekazali mi kult Miłosierdzia Bożego zanim go nie zakazano w Kościele. 

Wiem jak rodzice biadolili jak nam tyle co powstałą parafię pw. Miłosierdzia Bożego w Poznaniu przemianowano na św. Wawrzyńca, gdzie przyjąłem Pierwszą Komunię Świętą. W niej z ojcem swoim brałem udział w likwidacji z ołtarza głównego obrazu "Jezu ufam Tobie". To był dla moich rodziców, a zwłaszcza dla ojca, któremu zlecono po kilku latach przebudowę całego ołtarza głównego, którego wcześniej wykonał z Jezusem Miłosiernym straszny szok. 

      Dzisiaj każdemu na pogrzebie mówią o Miłosierdziu Bożym. Na niewiele się to przyda. Po śmierci jest sąd i sprawiedliwość Boża. O miłosierdzie należy się modlić za życia i za życia o nie zabiegać. Doskonale rozumiała ten gest miłości Boga Św. siostra Faustyna i św Jan Paweł II. Bóg dał jej dobrego spowiednika i kierownika duszy. 

        A potem przyszła Rozalia Celak, z objawieniami o Jezusie Królu Polski, tak samo prosta jak św Faustyna  kobieta, pielęgniarka. Nikt nie posłuchał jej rad. Figura Serca Jezusowego do Pomnika Wdzięczności była w trakcie projektowania, gdy w 1925 roku Papież Pius XI ogłosił Encyklikę Quas primas. Wysłano w końcu pismo do kard. Augusta Hlonda, zainteresowano przeora Jasnogóskiego. 

Dane Rozalii Celak przez Jezusa objawienia co do wybuchu i przebiegu II wojny światowej spełniły się co do joty. Pomnik Wdzięczności zburzyli Niemcy w pierwszym miesiącu okupacji. Bóg przepisał kolejną katastrofę dla świata i jedyny możliwy sposób ratunku

intronizację Swojej osoby na Króla, najpierw Polski, a potem innych narodów. Uznajcie mnie za Króla mówił Jezus do Rozalii, a Ja pomogę ludzkości.
Dzisiaj na cokole stoją znicze, a korona dla Chrystusa stoi ukryta w kwiatach między stopami Jezusa Chrystusa czekając na akt intronizacji. To nie ma być tylko kolejny akt pobożnościowy. To ma być oficjalne uznanie przez Pana Prezydenta i Polski Rząd Jezusa Królem Polski.

Ks Piotr Maria Natanek proponuje to zrobić w sobotę 19 listopada w Łagiewnikach, a mnie się marzy, by było to w niedzielę 20 listopada w Świebodzinie. Od dwóch lat zabiegam o Świebodzin. 


     Tam już od sześciu lat stoi uroczyście poświęcony 21 listopada 2010 roku Świebodziński Chrystus Król. Wystarczy rozszerzyć Jego królestwo na całą Polskę. Byłby to ostatni aspekt miłości Chrystusa dla naszego Narodu. Jezus mówi uznajcie mnie Królem, a ja wam pomogę. Pomoże, tak jak mnie pomógł, wyprowadzając mnie z rozległego zawału serca jaki dostałem w dniu poświęcenia tej figury.

My jesteśmy podobni do zwierząt, jakby nam rozum odebrało. A tak niedużo potrzeba, wystarczy duszą wyznać "Panie mój i Królu naszego Narodu". Bóg chce wziąć całą inicjatywę w swoje ręce. 

     Proszę spojrzeć z uwagą na te i następne zdjęcia.  Plac pełen ludzi, ale przyjrzycie się jak się zachowali Poznaniacy w czasie wystawienia Żywego Jezusa Chrystusa 3. czerwca na placu Adama Mickiewicza. 
Jedynie orkiestra wojskowa jak na Tytaniku grała do końca. 

Trudno na tym nieostrym zdjęciu dojrzeć monstrancję. Stoi na podwyższeniu na wprost obrazu Serca Jezusowego. Tak się Żywy Eucharystyczny Jezus Chrystus Król dał sfotografować z wieży auli uniwersyteckiej 


Jakże to inny widok niż zdjęcia z  Warszawy z marszu "Z Królową do Sejmu". Tam 2 tys. wiernych z Chrystusem Królem na plecach, a krzyżem i orłem na piersiach, 

bez specjalnej zachęty klęknęło jak jeden mąż na Krakowskim Przedmieściu przed kościołem Św. Krzyża, gdzie w kaplicy z Matką Boską Częstochowską wystawiony jest przez cały dzień 

Najświętszy Sakrament i modliło się na głos słowami: "Niechaj będzie pochwalony Przenajświętszy Sakrament teraz i ZAWSZE i na wieki wieków 
Amen. 


       Tu, u nas w Poznaniu zabrakło tych słów. Nie musiało by ich być, gdyby kwiat wierzących poznaniaków klęczał, bo taki przyszedł na ogólnopoznańską tradycyjną od dziesiątek lat piątkową procesję na zakończenie oktawy Bożego Ciała. To nie byli inwalidzi. Większość z nich brała wcześniej udział w uroczystym poświęceniu figury Serca Jezusowego, a potem we Mszy Świętej, by po jej zakończeniu przejść 1,5. km w procesji ulicami Poznania. 


      Jestem ciekaw co o naszej wierze myślą na wskroś laickie władze miasta Poznania, oglądając te zbliżenia?  


Najświętszy Sakrament, Przenajświętszy Sakrament. Pół milionowy Poznań, a do jakiego stopnia wybito w mieszkańcach potrzebę postawy klęczącej przed Najświętszym Sakramentem.  



       A tu Bóg chce wziąć inicjatywę w swoje ręce. Cała Polska jest podobne testowana. Do połowy maja wystawiany był Najświętszy Sakrament, w drugiej połowie miesiąca tylko figurka Matki Boskiej. 
       Żyjemy na ostatnich kartach Pisma Świętego. Dla ludzkości Bóg przygotował dzieło - intronizację. Już 1 marca ubiegłego roku wydawało mi się, że sprawa ruszy do przodu. Pod słowami: Zmartwychwstałemu , Eucharystycznemu Jezusowi Chrystusowi Królowi Polski uzyskałem podpis Ks. Arcybiskupa. I co? I nic! Powołano Zespół do rozważenia tej sprawy. Ale nie martwmy się. Bóg i Jego prawa wrócą na ziemię.      
        Intronizacja, to nie jest problem tylko Polski. Prywatne orędzia pojawiają się na całym świecie. Pan Bóg daje znaki. Kiedy szatan ogłosi na ziemi swoje królestwo  Bóg wkroczy do akcji, a dzisiaj mówi nam pomóżcie Mi dźwigać krzyż. Ci w czerwonych szatach to dzisiejsi męczennicy.  Nie oszczędzą Ks. Natanka, ani jemu podobnych. Ta czerwona zaraza już się im za bardzo się rozpanoszyła.  Do lipca, do ŚDM dadzą im jeszcze spokój. 

       W Polsce nie zbudują dzisiaj jednego mostu bez pomocy Brukseli, nie ma więc co liczyć, że Bruksela zgodzi się na Bożą monarchię w Polsce. Na wszystko mają prawo,  A prawo musi być przestrzegane, tak jak było za Hitlera.    

       Prezydent Elekt dostał pierwszy list z zaproszeniem na poświęcenie Bożego Miłosierdzia, a potem jeszcze cztery. Ostatni wręczyłem mu do rąk 7 lat temu 28 czerwca 2009, a na kolejną rocznicę już nie żył.  
      Ja nie mam osobiście nic przeciwko temu, żeby Jezus Chrystus był Królem słyszę z niejednych ust. Rozumiem, wszyscy tak od lat śpiewamy: Chrystus wodzem, Chrystus Królem, Chrystus, Chrystus władcą nam. Z tą pieśnią na ustach przyjmowałem 64 lata temu I Komunię Świętą i do dzisiaj ją śpiewam, a ty boisz się swego zdania publicznie wyrazić klękając przed Nim w pokłonie
        Po co mi twoje ustne w cztery oczy zapewnienia, kiedy brak z twojej strony osobistego świadectwa. Oh, jak boją się systemu Bożej sprawiedliwości, a tu trzeba na gwałt wycofać ogniste prawa pani Kopacz. Bóg jest stworzycielem wszystkiego i nie pozwoli sobie, aby człowiek mu podskakiwał. Wszystkie okresy  feudalizm, renesans, oświecenie  się skończyły i ten obecny się kiedyś skończy. Tylko po co na Warszawę ma spaść bomba atomowa? 
      Cywilizacja szatana mówi o pokoju, a szykuje nam wojnę. Tam nie ma sprawiedliwości. Przed nami jedyny ratunek: powrót do korzeni, uznanie realnej  władzy Pana Jezusa. Droga intronizacji jest drogą krzyża. Towarzyszą jej cierpienia. A Jezus mówi wprost: Moje dzieło sam dokończę, by nikt nie przypisywał sobie swoich zasług. Zwycięstwo jest po stronie Chrystusa Króla.
        A nam pozostaje sobie powtarzać: "Niech się dzieje wola Twoja" i zakasać rękawy wspomagając Tego, który tak naprawdę pomocy nie potrzebuje. Bo pamiętajmy każdy nawrócony to człowiek wyrwany z piekła. Wąska jest u św  Faustyny droga do nieba,  niewielu nią podąża. Zadbajmy o to by nas na niej nie zabrakło
       To tyle do rodziny w tydzień po I Zjeździe Rodu Zygarłowskich

Brak komentarzy: