środa, 29 czerwca 2016

Jeden Jezus dla dwóch solenizantów

        Uroczystość Świętych Piotra i Pawła 29 czerwiec 2016 rok.
W Kościele oo Dominikanów ks Arcybiskup Stanisław Gądecki odprawił wczoraj o 18:00, to jest w wigilię dzisiejszej uroczystości, Mszę w ku czci patronów miasta Poznania. Było na niej obecnych aż czterech  prezydentów: dwóch obecnych, to jest Andrzej Duda oraz prezydent Węgier, a także były prezydent Polski Lech Wałęsa. 

       Niestety wprowadzony w "maliny" przez obsługę uroczystości pod "Poznańskimi Krzyżami" mimo, że miałem pół godziny rezerwy na ustawienie dzwonu sprawa się rypła i musiałem zostawić dzwon na łasce losu przed ogrodzeniem miejsca uroczystości. 

O 17:30 obsługujący bramkę techniczną (jedną z trzech przez którą mogłem przejechać z dzwonem) okłamał mnie mówiąc, że skontaktował się z organizatorem (osobą kompetentną z ramienia  Urzędu Miasta Poznania odpowiedzialną za przepustki upoważniające do wejścia na teren strzeżony przez Policję , BOR, brygadę antyterorystyczną i jeszcze nie wiadomo kogo), która zaraz podejdzie do wejścia i zadecyduje co do mojego wjazdu z dzwonem  na teren strzeżony.

Nie pomogło moje tłumaczenie, że przez osiem ostatnich lat nie miałem nigdy żadnych kłopotów by dzwon swoim biciem brał udział przy składaniu wieńcy, wiązanek i zniczy pod pomnikiem. Czas mijał i nikt nie przychodził.

Po pół godzinie gdy już rozpoczęła się Msza św. u oo Dominikanów zostawiłem dzwon pod wejściem z wyraźnym zastrzeżeniem szefa ochrony: my nie bierzemy żadnej odpowiedzialności za dzwon i poszedłem na Mszę Świętą. 

Wcześniej zamieniłem kilka słów z Wojewodą Poznańskim, który mnie uświadomił, że on mi w żaden sposób pomóc nie może, gdyż organizatorem obchodów jest środowisko podlegające władzy czwartego prezydenta, czyli pana Jacka Jaśkowiaka      

       W herbie miasta Poznania św. Piotr jest z kluczami, a św Paweł z mieczem. Nie, nie kochani, nie od bram miasta, jak mógł by sobie pomyśleć czwarty prezydent pan Jacek Jaśkowiak, wczorajszy gospodarz uroczystości obchodów 60. rocznicy Powstania Poznańskiego Czerwca 1956. 
       Klucze Św. Piotra są od Królestwa Niebieskiego, a dotychczasowe działania naszego lokalnego Pana Prezydenta wskazują na to, że rości on sobie prawo do rozstrzygania w sprawach Bożych. 

I wcale nie chodzi mi o Pomnik Wdzięczności z figurą Serca Jezusowego, o co toczy spór ze Społecznym Komitetem Odbudowy Pomnika. Pomnika, który tak naprawdę winien  być odbudowany staraniem władz miasta Poznania i to za odszkodowanie uzyskane od Niemców za zniszczone dobro kultury,  a nie przez społeczeństwo. 

Mnie chodzi o sprawę większej wagi: o moją osobistą, prywatną modlitwę za zmarłych pod Poznańskimi Krzyżami. Ale o tym napiszę później, przy okazji omawiania zdjęć i udziału "Pojednania" w uroczystościach rocznicowych. 

Drugą postacią w herbie Poznania jest Święty Paweł z szablą. Ta szabla nie jest symbolem broni i siły militarnej, z jaką miałem wizualnie do czynienia w czasie uroczystości rocznicowych, sił  służących do rozstrzgania wewnętrznych sporów w narodzie polskim. 

U Świętego Pawła miecz jest symbolem ostrości jego apostolskich słów trafiających zawsze w sedno Prawdy. 
        Duchu Święty nie pozwól mi ponieść się emocjom, ale daj mi łaskę ostrego jak miecz Pawłowego języka i Piotrowych kluczy, którymi bym otwierał dusze czytelników na królestwo Boże, bym z pełną mądrością i roztropnością opisał wczorajsze uroczystości, których byłem naocznym świadkiem, a z których wróciłem tuż przed północą całkowicie zdegustowany z bolącą głową i krwawiącym sercem.
 
          Panie Jezu pozwól mi zatem, że dzisiaj najpierw zanurzę w Twojej Krwi Przenajświętszej wszystkich dzisiejszych znanych mi solenizantów Piotrów i Pawłów. 

Przyniosłem ich do Ciebie Jezu jak w jutrzejszej Ewangelii przyniesiono do Ciebie paralityka, Bądź tak dobry i szepnij każdemu z nich: odpuszczają Ci się grzechy.   
         Niektórzy z nich są tak sparaliżowani na duchu, że sami do Ciebie nie przyjdą. 

Spraw zatem Boże cud, nie ze względu na ich wiarę, ale ze względu na moją wiarę. Tylko Ty jeden Jezu możesz, tu dzisiaj na ziemi, w XXI wieku to uczynić. 
        Za wszystkich solenizantów modliłem się przed Bożym Miłosierdziem, ale za dwóch z nich modliłem się w sposób szczególny w czasie dzisiejszej rannej Mszy Św.  

Jednego, mego pierworodnego syna i drugiego, który jako pierwszy podpisał mi deklarację "stop aborcji", a która potem po wielokroć z jego podpisem skserowana służyła mi do zbierania dalszych podpisów. 

Na Mszę Świętą pojechałem do Przeźmierowa. Dlaczego tam? Dlaczego  na 8:00 do św. Antoniego, a nie przykładowo do Zmartwychwstańców? Po ludzku biorąc pragnąłem od rana odreagować po wczorajszych obchodach rocznicowych przed Ukrzyżowanym Chrystusem w głównym ołtarzu i pomodlić się w parafialnym kościele moich dzieci, dla których jestem ojcem i ojcem chrzestnym. Teraz, mogę to spokojnie napisać, że wpisałem się idealnie w Jego Boski plan. 
     Dlaczego? 

Dzisiaj zanurzyłem we Krwi Twojej Panie Jezu mój i Królu i Piotra, i Pawła. I Tyś to Jezu od razu podchwycił. Najpierw ks. Dziekan wygłosił pouczające kazanie, a potem w czasie Przeistoczenia, wcielając się w Jezusa Chrystusa, zaniósł Bogu Ojcu, z Krwią Jego Syna, moją intencję. 
    Skąd wiesz - spytacie?
Dał mi tego namacalny dowód. Dostałem do ust Jednego Eucharystycznego Jezusa Chrystusa w dwóch idealnie równych częściach. 

Niewierzący może powiedzieć skleiły się dwa komunikanty. Ale ja jestem wierzący i kapłan który mi podawał dzisiejszego ranka żywego Jezusa jest wierzący i cała nasza trójka Jezus, kapłan i ja wiemy, że nie był to przypadek, nie było to żadne sklejenie się. Miałem dostać w tym , a nie w innym kościele, o tej a nie o innej godzinie, żywego Jezusa dla każdego z dwóch dzisiejszych solenizantów, za których się modliłem, bym każdemu z nich z osobna mógł przy składaniu życzeń powiedzieć, że ofiarowałem w jego intencji Mszę Świętą i za każdego z nich przyjąłem Komunię Świętą, traktując Syna jak przyjaciela, a Przyjaciela jak Syna.  Dwa w jednym, za tą samą cenę Jednej jedynej  Przenajświętszej Ofiary Krzyżowej, przed Chrystusowym krzyżem.  
Czy zostało to dostrzeżone? 
Tak, od jednej z osób usłyszałem słowo, z jakim się do mnie zwracała matka drugiego. Zawiłe to, ale jaśniej napisane być nie może. 

       W samochodzie miałem od wczoraj na tylnym siedzeniu Świetlisty Krzyż Pojednań. Pojechałem go po Mszy Św z radością postawić na grobie Ewy. ostatecznie postawiłem go na miejscu gdzie pragnę aby mnie pochowano. 

Widać z tego, że czeka mnie jeszcze niejeden krzyż.  Jezu Królu mój daj mi siły bym go z radością, a nie jak Szymon z musu, przyjął na swoje ramiona. 
        Gdy wróciłem do domu odsłuchałem tym razem rannego kazania 
kolejnego solenizanta. 

Brak komentarzy: